Część 36
-Panie ta służka już się wybudziła.-zawiadomił eunuch cesarza Bayana.
Nie zwlekając dłużej, cesarz wstał od stołu i poszedł do komnaty w której przebywała Yoona.
Za nim doszedł, poprosiłam Yoone, by nic nie mówiła kto za tym stoi. To było niesprawiedliwe, ale niestety by przetrwać i wygrać trzeba czasami odstąpić od reguł. Nie zawsze da się być sprawiedliwym.
-Kto ci to zrobił?-spytał cesarz.
Yoona spojrzała na mnie, potem spuszczając wzrok powiedziała:
-Nie wiem Panie.
-Ale ja wiem.-nagle przyszedł El Sumur. -To były Panie twoje zazdrosne kandydatki na konkubinę. Hae Jang i Ha Chook. Służka cesarzowej Kim słyszała jak zaczepiały i groziły Nyang.
-Słucham?!-zdziwił się cesarz.-Nyang to prawda? Te dwie groziły ci?!
-Każda z nas przybyła by walczyć o twoje względy i każda rywalizuję. Konkurencja jest duża...W złości się różne rzeczy mówi. Uważam, że nie zrobiły by czegoś tak głupiego. -odpowiedziałam.
-Widocznie trucizna była dla ciebie, ale łakoma służka wzięła co twoje. Dzięki niej ty teraz tu stoisz cała i zdrowa.-wtrącił El Sumur z przenikliwym wzrokiem.
Po chwili do komnaty weszła cesarzowa Kim wraz z swoją służką, która rzekomo była świadkiem całego zdarzenia. Stanęła przed cesarzem i potwierdziła wersje powiedzianą przez El Sumura. Cesarz nie czekając dłużej wezwał do siebie konkubiny Hae i Ha wymierzył im po dwadzieścia uderzeń biczem. Po czym dał po sakiewce monet i odesłał ich tam skąd przybyły. Dziewczęta do końca krzyczały, że są niewinne jednak nikt nie mógł im pomóc. Słowa Bayana w chwili wypowiedzenia stały się niepodważalne. Do tego cesarz rozkazał przydzielić mi i Yoonie straże. Mieli nas pilnować przez całe dnie. Wychodząc od Yoony na swojej drodze napotkałam El Sumura.
-Mogę porozmawiać z Nyang na osobności?-zwrócił się do straży.
Straż odeszła na tyle by mieć mnie w zasięgu wzroku.
-To było ostrzeżenie. W wyniku zaistniałych zdarzeń nasza umowa czasowo się przesunie. Masz tydzień by opuścić dobrowolnie pałac. W przeciwnym przypadku ty i ta twoja służka opuścicie pałac ale jako trupy!
-Myślisz , że to takie proste? Nie wiem czy o takie skutki ci chodziło, ale mam mniejszą konkurencję i jestem strzeżona. Dzięki tobie El Sumurze.
-Było to do przewidzenia. Jednak nie powiem cesarz mnie zadziwia. Nie spodziewałem się, że tak mu na tobie zależy.
-Od przeznaczenia nie da się uciec.
-Mylisz się. To my sami wybieramy sobie przeznaczenie.
-Może i decydujemy o zdarzeniach w swoim życiu, podejmujemy różne decyzję czasami dobre a czasami złe, ale nie ważne co wybierzemy, krótszą czy długą drogę, przeznaczenie i tak będzie jedno.
-Ty mała nikczemna...Masz tydzień! Za tydzień w dniu wyboru konkubiny publicznie oświadczysz , że rezygnujesz.-mówiąc to El Sumur odszedł.
Wiedziałam, że to nie są jedynie słowa puszczone na wiatr a przysięga, której zamierzał dotrzymać mój wróg. Potrzebowałam pomocy , ale nie miałam nikogo kto mógłby mi pomóc. Nikt prócz Yoony i Wang Yu nie znał prawdy. Yoona nic nie mogła zdziałać, a Wang Yu...Nawet nie byłam pewna czy żyje, w końcu nie widziałam go już dość długi czas. Prócz tej dwójki nikomu nie mogłam ufać, a cesarzowi nie mogłam powiedzieć. Z pewnością by mi nie uwierzył. Znów stałam się bezradna. Czym dużej starałam się walczyć, tym bardziej miałam ochotę odpuścić. Coraz częściej dopadała mnie chęć oddania dobrowolnie swojego państwa i tytułu. Nie była to tylko walka z wrogami i przeciwnościami, ale również walka z samą sobą z swoimi słabościami, kryzysami i brakiem wiary w siebie które stawały się straszną codziennością. Cel był tak daleko a siły powoli opadały.
Wieczorem do każdej z kandydatek przyszła wiadomość o przygotowaniu się na jutrzejsze starcie w dziedzinie kultury i sztuki. Była to kolejna konkurencja o miano konkubiny. Jutrzejszy dzień miał pokazać nasze umiejętności, grę na harfie, taniec, czytanie i pisanie. Bałam się kryteriów oceny. Z drugiej strony El Sumur dał mi tydzień , chce bym publicznie odrzuciła Bayana, więc musi być pewny że dojdę do tego etapu. Na chwilę, wątpliwości mnie opuściły. Wzięłam kąpiel i ze spokojem zasnęłam nabierając sił na kolejny dzień. O świcie obudził mnie łomot do drzwi. Wstałam pełna sił, otworzyłam drzwi i ujrzałam w nich Toghuna.
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Mogę wejść?-zapytał spoglądając na straże.
-Poczekaj chwilę.-zamknęłam drzwi i podbiegłam obudzić Yoone.
Yoona ledwo żywa otworzyła oczy i spytała co się dzieje. Gdy jej powiedziałam, że Toghun stoi za drzwiami szybko się przebrała i rozczesała włosy.
-I jak wyglądam?
-Yoona jesteś śliczna.-rzekłam ze śmiechem.-Możesz wejść Toghun!
Mężczyzna wszedł wraz z strażą do komnaty i wręczył mi skrzynie a w niej były piękne suknie.
-Co to?
-Nyang dzisiaj konkurencja kultury i sztuki. Będziesz prezentowała umiejętności. Jednak bardziej przykujesz wzrok nie tylko swoimi umiejętnościami , ale również wyglądem. Przywiozłem więc suknie na każdy twój występ. Żółtą ubierz do tańca i czytania, biało-różową do grania na harfie i pisania.
-Dziękuję.
-Dobrze to tyle. Idź się przygotuj. Masz być najlepsza. -mówiąc to Toghun opuścił moją komnatę.
Yoona zachwycała się nim aż do pory śniadaniowej. O dziwo śniadanie było mało obfite. Na tacy była tylko miseczka ryżu i herbata. Zaczęłam myśleć, że cesarzowa Kim czymś nas zaskoczy. I nie myliłam się w pawilonie kobiet oświadczyła, że trochę konkurencje się zmieniły.
-Dzisiaj przedstawicie taniec i grę na harfie, jednak doszły dwie nowe konkurencje zamiast zwykłego czytania będziecie musiały znaleźć odpowiedni fragment książki i go na głos przeczytać, oraz wybrać jeden produkt z cesarskiej kuchni , ale nie mogą się powtarzać i opisać dlaczego się go wybrało i jakie ma znaczenie dla państwa. Nie podpisane odpowiedzi zbierzemy i ocenimy. Na koniec sprawdzimy waszą wytrzymałość. Mam nadzieję, że zjadłyście całe śniadanie, bo tylko ono ma wam wystarczyć aż do ostatniej konkurencji. Dopiero po sprawdzeniu wytrzymałości dostaniecie obfity posiłek. -tłumaczyła cesarzowa Kim.
Po przedstawieniu planu udaliśmy się na dwór i tam zaczęłyśmy od tańców. Służący , straże, eunuchy , damy dworu ,wszyscy wyczekiwali na konkurencje. Sam cesarz, cesarzowa Kim i Cesarzowa Wdowa zasiadali na honorowych miejscach. Gdzieś w tłumie można było zauważyć El Sumura, Toghuna i jego ojca. Do mnie należało rozpoczęcie konkurencji. Było to ciężkie zadanie, jednak występując jako pierwsza miałam czas by przebrać się tak jak wspominał Toghun. Zaczęto grać pierwsze nuty, wyszłam na punkt, z którego wszyscy mogli mnie oglądać i pełna stresu rozpoczęłam. Czułam innych wzrok na sobie, zapomniałam już jak to jest kiedy jesteś w centrum uwagi. Niektórzy cie podziwiają, inni przeklinają...a wśród nich był jeden wzrok, przebijający wszystkie inne. Było to spojrzenie Bayana, który spoglądał na mnie z dumą, radością, zadziwieniem, lecz przede wszystkim z miłością. Wydawać by się mogło , że nikt prócz mnie nie istniał. Starałam się tańczyć jak najlepiej, chociaż serce mi waliło, nie pozwoliłam by emocje wzięły górę. Dokładnie wypełniałam każdy krok, suknia pięknie mi wirowała, a słońce , które przyświecało w moim kierunku sprawiało, że suknia momentami mieniła się jak złoto.
W końcu muzyka ucichła a ja zakończyłam swój występ. Nagle podszedł do mnie Toghun , przykucnął i rzekł:
-To nazywasz tańcem? To ma być taniec?! Mogłaś się bardziej postarać.
Słowa jakoś mnie nie uderzyły, bo wiedziałam, że wypełniłam zadanie na tyle ile było mnie stać. Dałam ze siebie wszystko. Szybko wróciłam do komnaty i się przebrałam. Następną konkurencją była, gra na harfie, potem szukanie fragmentu na którym niestety każda z kandydatek poległa. Żadna z nas w wyznaczonym czasie nie mogła znaleźć odpowiedniej strony z pośród pięciu książek. Było to zadanie nie wykonywalne, do tego fragment, który miałyśmy znaleźć nic nie oznaczał , nic nie pokazywał. To było zdanie , które mogło być zawarte z każdej z książek. W końcu nastała konkurencja związana z produktem. Wszystkie dziewczęta biegły ile miały tylko sił by zabrać ze sobą najlepsze produkty. Ja wzięłam do miseczki wody, ponieważ sól wzięła inna z dziewcząt. Po chwili spotkaliśmy się w sali tronowej. Cesarzowa Wdowa wzięła od nas odpowiedzi i wraz z Kim i Bayanem zaczęli je czytać. Wszyscy obecni wstrzymywali oddech. Po dłuższym czasie cesarz wstał z jedną kartką i zaczął czytać odpowiedź, która wygrała.
"Woda-daje życie, pomaga przetrwać, lecz wszelka trucizna połączona z wodą potrafi zabić. Cesarz jest wodą dla swojego kraju, narodu, który daje życie, bez którego nie można przeżyć, lecz otoczony niewłaściwymi osobami staje się zagrożeniem i przekleństwem. Tak jak czysta woda pozwala rozkwitać roślinności daje im życie tak dobry cesarz o czystym sercu może pozwolić rozkwitnąć swojemu kraju"
-Która z was jest autorką tego pięknego tekstu?-spytał cesarz.
-Ja.-odpowiedziałam występując z rzędu.
-Chwila!-wstała oburzona Kim. -Woda to nie produkt! Ta dziewucha powinna być zdyskwalifikowana. Prawda Cesarzowo Wdowo?
-Rzeczywiście woda to nie produkt. Zasady przedstawiono jasno.-zgodziła się Wdowa z Kim.
-Czy moje zdanie się nie liczy?-spytał cesarz.
-Kochanie chcesz być posądzony o układy? Chcesz stracić w oczach ludzi? Pokazać , że jesteś niesprawiedliwy i kierujesz się chwilowymi uczuciami zamiast rozumiem i zasadami? Chyba nie?-wyszeptała Kim do ucha Bayana.
Cesarz siadł z powrotem na tronie. Zapadła chwilowa cisza, którą przerwała Cesarzowa Wdowa, mówiąc , że tą konkurencje wygrała dziewczyna, która przedstawiła sól. Była nią Toek Deum. Ostatnie zadanie polegało na tym, że miałyśmy zrobić pięćdziesiąt okrążeń placu z workiem na plecach pełnego kamieni i dwoma książkami na głowie , na której leżała miseczka z wodą a w rękach miałyśmy trzymać dwie miseczki z ryżem. Dziewczyna, której spadła miseczka z wodą odpadała z konkurencji. Zadanie to było niezmiernie trudne. Siła, równowaga i wytrwałość-te cechy miałyśmy pokazać. To była moja ostatnia szansa i konkurencja , której nie mogłam przegrać z powodu poprzedniej porażki. Niespodzianka było to, że mogły wziąć udział również dziewczęta, które odpadły wcześniej, prócz oczywiście Hae i Ha. Każda z nas miała szanse dalej przejść. Głód, upalne słońce, ból pleców, zdenerwowanie, zmęczenie to wszystko co nam towarzyszyło podczas wyścigu. Jedna z dziewcząt odpadła już przy drugim okrążeniu.
-Czterdzieste drugie okrążenie!-krzyczał eunuch.
Zostało nas już tylko trzy, reszta dziewcząt odpadła. Niektórym spadły miseczki z wodą, niektóre już nie wytrzymały ciężaru na plecach, jednak większość dziewcząt mdlało. Ja już byłam na skraju. Myślałam, że nie dojdę. Zaczęło mi się robić duszno, serce szybciej biło, pot zalewał moje czoło, ręce i nogi odmawiały mi powoli posłuszeństwa. Zaczęłam się modlić, w końcu tak nie wiele zostało. Cesarz już nie mógł patrzeć około dwudziestego okrążenia chciał przerwać ten wyścig, jednak zasady zasadami on nie miał prawa decydować o konkurencjach, mógł tylko głosować na uczestniczki.Przy czterdziestym czwartym okrążeniu odpadły dwie dziewczyny. Zostałam sama. Nagle Yoona wstała i zaczęła krzyczeć:
-Nyang! Dasz radę Nyang! Trzymam kciuki! Nyang! Nyang!
Razem z nią zaczęli mi wszyscy kibicować. W końcu została mi ostatnia prosta. Po chwili przekroczyłam ostatnie okrążenie. Doszłam! Dałam radę! Już nawet nie miałam siły się cieszyć wraz z przekroczeniem mety upadłam na ziemie. Bayan widząc to podbiegł do mnie podtrzymując mi głowę dał mi pić.
-Nyang byłaś wspaniała. Wygrałaś. Gratuluje!-mówił uradowany cesarz.-Jesteś taka piękna nawet kiedy jesteś spocona i zmęczona. Nie ważne co się stanie ja i tak tylko ciebie pragnę.
Te słowa były jak miód na moje serce, jak gwiazda z nieba czy wszystkie skarby świata. Takie momenty pokazywały mi, że moja walka jeszcze nie dobiega końca, że zdobywam siłę i motywację by walczyć dalej. W tym momencie podjęłam decyzję, że nie poddam się nie ulegnę El Sumurowi.
Bayan wziął mnie na ręce i ogłosił, że wygrałam tą konkurencję i mam bezpieczne miejsce raz z czterema innymi dziewczętami do ogłoszenia przez niego wyników na konkubinę. Wydawało się , że już nic się tego dnia nie stanie, jednak podbiegła cesarzowa Kim i powiedziała:
-Niemożliwe. Nyang nie może przejść dalej. Tą konkurencję przegrały wszystkie.
-Jak to?!-oburzył się Bayan trzymając mnie nadal w ramionach,
-Zadanie polegało, że wygrają, dziewczyny które doniosą ci Panie te trzy miseczki, nie wystarczy, że przeszły tyle.-z fałszywym uśmiechem odpowiedziała Kim.
-Nie było o tym słowa, więc to jest nieaktualne. Wybacz, ale teraz zabiorę Nyang do swojej komnaty gdzie odpocznie. Masz nam dziś nie przeszkadzać zjemy oboje kolacje.-mówiąc to Bayan pokierował się prosto w stronę pałacu.
Nastał wieczór, stół w komnacie uginał się od jedzenia. Ja przygotowałam się do kolacji z cesarzem.
-Nyang w końcu jesteśmy sami.-cesarz złapał mnie za dłoń.
-Bayanie nie powinniśmy posuwać się za daleko. Werdykt jeszcze nie zapadł. Nie jestem oficjalnie twoją konkubiną.
-Masz racje nie jesteś. I nie będziesz nigdy konkubiną.
-Wybrałeś inną? Rozumiem.
-Nie mam innej. Mam tylko ciebie, ale nie będziesz żadną konkubiną ani tą drugą. Będziesz pewnego dnia moją żoną, moją pierwszą i jedyną cesarzową.
-To niemożliwe. Twoją pierwszą jest cesarzowa Kim. Ja z konkubiny nigdy nie będę na jej miejscu nigdy nie będę nią.
-Zrobię wszystko byś była. Ja nie kocham Kim. Wręcz jej nie cierpię. Kiedy ją widzę mam ochotę ją zabić.
-To twoja żona, mimo wszystko chodzi o umowę między państwami. Nie możesz jej nic zrobić. Inaczej wybuchnie wojna. Kraje nie są na to gotowe. -wstałam od stołu i chciałam wyjść, lecz Bayan poprosił bym coś zagrała jakieś pieśni. Tak też zrobiłam. Zagrałam dwie ulubione pieśni cesarza a potem postanowiłam, że wrócę do komnaty. Bayan zapatrzony we mnie nalegał bym została, ja jednak liczyłam się z zasadami i nie chciałam pogarszać sytuacji
.
Dlatego też ze zdecydowaniem pokierowałam się w stronę wyjścia. Nagle Bayan podbiegł do mnie złapał mnie za rękę i ucałował w policzek.
-To na dobranoc.-rzekł, żegnając się ze mną.
Wraz z strażą pokierowałam się do swojej komnaty, Wchodząc do niej zauważyłam siedzącą na łóżku Yoona z Toghunem. Widząc mnie Yoona zeskoczyła przepraszając mnie za zaistniałą sytuacje. Ja uśmiechnęłam się i powiedziałam, że nic się nie stało. Toghun podszedł do mnie spojrzał mi głęboko w oczy i pogratulował za wytrwałość, mówiąc, że nie spodziewał się po mnie takiej siły. Potem opuścił komnatę. Kolejne dni minęły leniwie. W końcu nadszedł ten dzień, dzień wyboru konkubiny dla cesarza. Stawiło się wraz ze mną pięć dziewcząt. Cały pałac cesarski wyczekiwał decyzji cesarza, kto zostanie jego konkubiną. Mógł oczywiście wybrać więcej niż jedną z dziewczyn, to prawo należało tylko do niego. Na dziewczyny, które odrzucał czekały sakiewki z pieniędzmi, jednak te które zostały dostawały najpiękniejsze kwiaty i swoją komnatę. Cesarz powstał i zaczął mówić:
-Nie będę dłużej przedłużał. Moją damą jedyną wybraną kobietą zostaje Nyang przysłana od Toghuna.
Następnie podszedł i wręczył mi kwiaty. Na dodatek publicznie ucałował mnie w policzek. W cesarzowej Kim zawrzało. Widząc to wstała z niezadowoloną minął i opuściła sale tronową. Cesarz rozkazał przenieść moje rzeczy do komnaty dla konkubiny. Komnata była znacznie większa miała półki z biżuterią, skrzynie z różnymi strojami, łóżko tak duże , miękkie z piękną pościelą że prawie przypominało łoże cesarskie. Prócz Yoony miałam jeszcze jedną służkę, eunucha i kilka innych sług odpowiadających za mój wygląd. Miałam również nowe obowiązki jak i prawa. Każdego dnia miałam składać pokłon cesarzowej Kim rano o wschodzie jak i zachodzie słońca. Podczas gdy przenoszono moje rzeczy do nowej komnaty, wyszłam odetchnąć. Nagle zauważyłam idącego placem mężczyznę przypominającego Wang Yu. Musiałam to sprawdzić. Podbiegłam w stronę mężczyzny. Okazało się, że był to Wang Yu. Widząc go tak się ucieszyłam, że aż go mocno uścisnęłam.
-Wang Yu ty żyjesz!-oznajmiłam.
-Wszystko wiem. Gratuluje, że zostałaś konkubiną. Jednak to dodatkowe niebezpieczeństwa.-mówił.-Mam dobrą wiadomość znalazłem świadka zbrodni El Sumura. Obecnie ukrywa się w najbliższej wiosce.
-Naprawdę?! To wspaniała wiadomość.-nie mogłam w to uwierzyć.
-Daj cesarzowo znać a wykorzystamy to by obalić El Sumura. Póki co nikt nie może o tym wiedzieć. Inaczej stracimy ostatnią szansę na ukazanie prawdy. Stracimy wszystko.-powiedział mężczyzna.
-Dobrze. Już niebawem ukażemy światu prawdę. Jednak teraz proszę cię Wang broń świadka do momentu kiedy dam ci znak. Dziękuję ci. Tak cieszę się, że żyjesz! Naprawdę!-mówiąc to bez podejrzeń opuściłam Wanga.
Znów zrodziła się dla mnie nadzieja. Dostałam przewagę. Los znów zaczął mi sprzyjać. Teraz pozostało mi tylko czekać na właściwy moment uderzenia, którego nikt nie będzie się spodziewał.
niedziela, 12 stycznia 2020
wtorek, 31 grudnia 2019
"Dynastia Shin Jin"
Część 35
Już nazajutrz o świcie każda z konkubin miała wstawić się w pawilonie kobiet, którym zarządzała cesarzowa Kim. Już miałam wychodzić aż nagle do mojej komnaty wbiegła Yoona, mówiąc bym szybko poszła do jednostki zarządzania, gdzie czekać miał na mnie cesarz Bayan. Przez chwilę obawiałam się o co mogło chodzić. Jednak gdy już tam dotarłam usłyszałam tylko głos Bayana który mówił:
-Straże, służący wyjść! Zostawcie nas samych.
Powiedziawszy to Bayan szybko wstał zza biurka i w mgnieniu oka podbiegł do mnie i bardzo mocno przytulił.
-Wróciłaś.-rzekł.-Już myślałem , że może nie żyjesz...Bałem się. Nigdy już mi tak nie rób.
-Panie wybacz.-powiedziałam-Nigdy już tego nie zrobię. Przepraszam, ale muszę już iść. Twoja żona czeka w pawilonie. Nie mogę pozwolić na spóźnienie.
Nie wahając się dłużej szybkim krokiem popędziłam w stronę pawilonu.
-Spóźniłaś się.-oznajmiła Kim.
-Wybacz pani, ale dotarłyśmy na czas.-wtrąciła Yoona.
-Ktoś cię pytał o zdanie?!-oburzyła się cesarzowa.-Na kolana! W tej chwili! Już ja cię oduczę nieposłuszeństwa.
Yoona upadła na kolana. Służki Kim przyniosły cztery grube księgi i kazały trzymać mojej przyjaciółce nad głową aż do południa. Następnie Kim przedstawiła wszystkim reguły selekcji na konkubinę cesarza, której miała dokonać sama cesarzowa we własnej osobie. Właśnie w tym momencie straciłam pewność co do przejścia przez wyznaczone etapy. Mimo nie pewności, nie miałam już wyjścia. Albo zostanę cesarzową albo odpadnę a to równa się ze śmiercią. Wówczas nawet sam cesarz mnie nie uratuję, gdyż dziewczyna która odpada z selekcji zostaje odesłana z powrotem, a wiadomo , że Kim i jej ojciec , którzy znają prawdę nie pozwolą mi wrócić żywej.
-Za chwilę przyjdzie tu sam cesarz Bayan Jin. -rzekła Kim.-Wraz ze mną i przybyłą Cesarzową Wdową sprawdzimy waszą urodę. Każde znamię, niedoskonałości spowodują waszą dyskwalifikacje.
Dokładnie po tych słowach przybyła Cesarzowa Wdowa wraz z synem Bayanem. Właśnie w tej chwili rozpoczęła się walka o względy głowy państwa. Czułam , że Kim będzie chciała jak najmniej dopuścić kandydatek i tak też się stało. Niedokładnie się przyglądając od razu wpisywała punktację na kartkę i nie ukrywając, głośno komentowała co się jej nie podoba. W końcu przyszła moja kolej najpierw podeszłam do Cesarzowej Wdowy. Była dla mnie to kobieta -zagadka. Gdyż zawsze miała kamienną twarz, żadnych emocji przy ocenianiu. Robiła to profesjonalnie. Nikt tak naprawdę nie wiedział co ona myśli na temat każdej z kandydatek. Stanęłam przed nią ona odsunęła mi włosy , kazała pokazać zęby i ręce. Następnie podeszłam do cesarzowej Kim. Ona już na wejściu parsknęła z oburzenia, skrzywiła się i raz zmierzyła mnie wzrokiem mówiąc:
-Gruba, ręce niezadbane , twarz okrągła i pyzowata.
W końcu podeszłam do cesarza, który z wielkim , promiennym uśmiechem mnie przywitał. Patrzył mi prosto w oczy, trzymając moją dłoń. On także nie oszczędzał sobie słów:
-Zadbana , promienna, gładka, doskonała twarz. Piękne głęboko brązowe oczy. Włosy, długie, gładkie proste czarne niczym noc, zgrabny nos. Delikatnie zaokrąglone rysy twarzy i te ładne różane usteczka...Mój ideał.
Nie mogąc tego słuchać, Kim wstała i zarzuciła Bayanowi brak obiektywnego patrzenia, tak jakby sama była obiektywna. Bayan niczym wpatrzony w lustro , spoglądał w moją stronę. Wydawać się mogło , że wyłączył wszystkie zmysły prócz wzroku, tak jakby świat stanął w miejscu i tylko on i ja jedyni wpatrzeni w siebie... W pewnym momencie wszystkie konkubiny musiały wyjść z pawilonu gdyż sumowano punkty. Moją jedyną nadzieją stała się Cesarzowa Wdowa gdyż tylko jej oceny nie mogłam przewidzieć. Po dość długim czasie obradowań wyszedł cesarz i przeczytał imiona dziewcząt, które przeszły do dalszego etapu:
-Toek Deum, Heurae Moeteo, Ha Chook, Hae Jang i ostatnia to ...Nyang.
Serce waliło mi młotem aż w końcu na chwilę stanęło , nagle usłyszałam swoje imię i poczułam się wygrana. Przynajmniej w tej bitwie. Zaraz za cesarzem wyszła Kim, złapała go pod rękę i powiedziała , że do końca dnia mamy czas wolny, z powodów osobistych, a dokładniej chodziło jej o to , że chciała zaznaczyć swoją pozycję przy boku Bayana. Cesarska para odeszła. Ja natomiast czekałam do południa aż Yoona skończy odbywać karę. W między czasie podeszły do mnie dwie kandydatki na konkubinę: Hae i Ha.
-Myślisz, że cesarz cię wybierze? Taką brzydulę?! Nawet na to nie licz. Radzę ci, odpuść jeśli nie chcesz mieć problemów.-odezwała się jedna z nich.
-Jak możecie tak mówić? Nie ważcie się jej obrażać! Każda z was ma równe szanse. Spróbujcie jej coś zrobić a pójdę do cesarza.-słysząc to nadbiegła Yoona.
-Kim ty jesteś? Śmiecie prawa głosu nie mają. Nic nam nie zrobisz glisto.-odparła atak Hae.
Wymieniłyśmy się jeszcze spojrzeniami a następnie każdy poszedł w swoją stronę.
Ja i Yoona poszłyśmy do ogrodu. Tam zobaczyłam idącego dróżką ojca Kim-regenta El Sumura , który spacerował z Cesarzową Wdową. Spuściłam głowę w dół i starałyśmy się ich ominąć. Jednak to nie poskutkowało. Wielki regent przeprosił Cesarzową Wdowę i opuszczając ją kierował się w moją stronę. Przyspieszyłyśmy kroku by szybko dołączyć do większego grona ludzi. Jednak El Sumur złapał mnie za nadgarstek i wyszeptał:
-Masz szczęście wywłoko. Wiem kim jesteś. Lepiej dla ciebie jeśli odpuścisz.
-Nic mi nie możesz teraz zrobić. Jestem chroniona. Jeśli zabijesz którąś z wybranek napytasz sobie biedy. Stworzysz sobie wrogów i stracisz w oczach cesarza.
-Jesteś mądrzejsza niż uważałem. Mam dla ciebie propozycję. Jeśli dzisiaj do kolacji opuścisz pałac i napiszesz list z rezygnacją i jej powodem, dam ci pieniądze na utrzymanie. Będziesz mogła gdzieś tam bezpiecznie żyć, ale warunek jest jeden. Masz wyrzec się swojej tożsamości, zapomnieć kim byłaś. Wtedy pozwolę ci żyć spokojnie. Mogę ci nawet znaleźć z lepszej klasy męża.
-Myślisz , że mnie przekupisz?! Myślisz , że zapomniałam co mi i mojej rodzinie zrobiłeś?! Cały czas mam przed oczami zwłoki swoich rodziców. Nigdy ci tego nie wybaczę! Zginiesz! Osobiście tego dopilnuję! Nie mam nic do stracenia! Dzięki tobie straciłam wszystko! Dzięki Tobie jestem gotowa na wszystko!
-Przemyśl to dobrze. Każdy ma słabe strony. Znajdę i twoją.-mówiąc to regent odszedł.
Oczy mi zaszły łzami. Przestraszona Yoona złapała mnie za rękę i szybko pokierowałyśmy się do wnętrza pałacu. Nagle na naszej drodze pojawił się Toghun.
-O!-wytrzeszczyła oczy Yoona.-Witaj panie. Co cię tu sprowadza?
-Coś się stało? Wyglądacie jakbyście zobaczyły co najmniej ducha. -zmierzył nas wzrokiem Toghun.
-Mniej więcej. To przez...-zaczęła Yoona.
-To przez konkurencje i przez samą cesarzową Kim. Nie chce łatwo oddać męża w ramiona innej.-przerwałam przyjaciółce.
Bałam się, że za dużo powie. Niestety czym mniej osób wie tym lepiej. Tym bardziej nie chciałabym by dowiedział się o tym Toghun. Znając go mógłby pogorszyć obecną sytuację.
-Mówiłem nie będzie łatwo.-rzekł mężczyzna.-Teraz wybaczcie muszę już iść.
Yoona zrobiła się cała zarumieniona, jej oczy przypominały iskierki. Dla rozładowania tej nieprzyjemniej sytuacji z regentem zażartowałam
-Podoba ci się Toghun?
-Nyang! Wcale nie. Ja po prostu się zdenerwowałam tą...
-Ale jesteś cała rozpromieniona. Jak tu się pojawił, miałaś cały czas uśmiech od ucha do ucha.
-To widać było?
-Mhm...
-Jestem zwykłą służką. Taki mężczyzna jak Toghun nigdy by na mnie nie spojrzał.
Pocieszając Yoone udałyśmy się do mojej komnaty. Musiałyśmy przemyśleć co dalej. Nie mogłam bagatelizować słów El Sumura. Zwłaszcza ,że wiedziałam do czego jest zdolny. Nadszedł wieczór. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Yoona podskoczyła ze strachu. Ja po cichu ze spokojem podeszłam do drzwi. Delikatnie je uchyliłam a za nimi stał Bayan z kwiatkiem w dłoni.
-Przeszkadzam?-spytał.
-Właściwie to nie. -odpowiedziałam niepewnie.
-Może pójdziemy się przejść? Jest taka piękna noc.-zaproponował.
-No nie wiem, muszę zapytać Yoony. Trochę się z nią nie widziałam i chciałam z nią porozmawiać.-uważałam , że to nie była odpowiednia pora na spacery wieczorne.
Spojrzałam na Yoone, zanim zdążyłam otworzyć usta Yoona wypchała mnie mówiąc bym szła. Nie miałam już wymówki. Yoona zadowolona została w komnacie. A Bayan jeszcze bardziej uradowany, że może ze mną spędzić wieczór. Złapał mnie za rękę i tak udaliśmy się na spacer pod gwiazdami. Chociaż czas i okoliczności nie sprzyjały to jednak był to jeden z lepszych momentów po śmierci mych rodziców. Dość długo rozmawialiśmy, aż w pewnym momencie spojrzeliśmy sobie w oczy. Nastała cisza. Bayan się przybliżył. Serce znów zaczęło mi szybciej bić.
-Nyang kocham cię. Jesteś dla mnie tą najważniejszą, tą jedyną. Bez ciebie nie istnieje. Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz, choćbym nie wiadomo kim był w przyszłości, choćbym nie wiadomo jak wyglądał. Obiecaj, że będziesz mnie zawsze kochać.-mówił Bayan.
-Panie ja...-niestety nie dane było mi dokończyć.
Nagle usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk. Pobiegliśmy sprawdzić co się stało. Okazało się , że krzyk dochodził z mojej komnaty. Wbiegłam do środka i ujrzałam konkubiny , służbę i cesarzową Kim, a wśród nich leżącą na ziemi Yoone. Nerwowo zaczęłam pytać co się stało jeden z eunuchów powiedział , że została otruta.
-Żyje?-spytał Bayan.
-Tak. Na szczęście to nie była śmiertelna trucizna.-odpowiedział eunuch.
Odetchnęłam z ulgą. Jednak wiedziałam kto za tym stoi. Oczywiście był to regent El Sumur i jego zwierzchnicy.
poniedziałek, 30 grudnia 2019
"Dynastia Shin Jin"
Część 34
Minął już prawie miesiąc odkąd Toghun uwolnił mnie z rąk handlarzy. Pierwsze dni były najgorsze. Wszystko takie obce i nowe. Dzień bardzo się ciągnął, z powodu braku obowiązków. Rzadko widywałam się z Toghunem, ponieważ w przeciwieństwie do mnie miał wiele obowiązków. Kiedy już wracał do swojej posiadłości to zawsze zaglądał do mnie i pytał jak minął mi dzień , potem często rozmawialiśmy na różne tematy. Do tego często przebywał na dworze cesarza Bayana, a ja samotna, znudzona szukałam jakiś wiadomości na temat Wanga. Martwiłam się o niego, jednak po upływie miesiąca nie miałam żadnych informacji. Siedząc pod drzewem wiśni zauważyłam, jak Toghun pośpiesznie i ze zdenerwowaniem szedł do swojej komnaty. Byłam ciekawa co się stało, dlatego też postanowiłam go spytać. On na to odparł:
-Mam pięć dni by dostarczyć do cesarza konkubinę.
-Nie rozumiem skąd to zdenerwowanie.
-Nyang chodzi o to , że jak widzisz nie ma tu żadnej kobiety prócz ciebie. W najbliższych dniach nie mam czasu by iść zakupić jakąś niewolnicę ani jej przeszkolić.
-Co się stanie jeśli jej nie dostarczysz?
-To będzie zlekceważenie samego cesarza. Nie możemy do tego dopuścić gdyż prowincja moja i mego ojca szczycimy się najlepszymi wynikami z pośród wszystkich prowincji.
-Nie możesz ten raz odpuścić?
-Nyang?! Ty wiesz co ty mówisz?!-oburzył się.
W sumie było to do przewidzenia , że Toghun tak zareaguję. Był on człowiekiem bardzo honorowym, oddanym władcy a przede wszystkim państwu. Jednak potrafił wyrazić opinię, jeśli jakiś pomysł mu się nie podobał. Toghun mimo swojej szorstkiej aż czasami do bólu oziębłej postawy, wyrachowania jak i do pokazywania swojej wyższości nad płcią piękną był dobrym człowiekiem. Potrafił szanować ludzi niższych rangą i udzielać się od czasu do czasu charytatywnie, dając swoje sakiewki biednym dzieciom na ich wykształcenie. Wierzył w to , że do tych biednych dzieci należy przyszłość kraju i by tworzyć lepszą przyszłość trzeba wziąć się za kształcenie młodych. Bardzo imponowała mi jego postawa mimo, że czasami potrafił mnie zdenerwować.
-Nyang wróć do swoich zajęć , jeśli jakieś masz a jeśli nie to ja ci znajdę.-powiedział Toghun.
-Nie musisz mi znajdować zajęć. Sama potrafię się sobą zająć. Nie potrzebuje ciebie ani nikogo innego by mi mówił co mam w danej chwili robić.-w tej chwili to ja się zdenerwowałam.
Odwróciłam się i poszłam w stronę swojego pokoju. Siadłam na łóżku i nagle przyszło mi do głowy ,że to właśnie ja mogę pojechać do pałacu jako konkubina. Było to ryzykowne, jednak wówczas Kim nie mogłaby mnie tknąć , gdyż jeśli by to uczyniła wybuchł by konflikt. Czym dłużej nad tym się zastanawiałam tym bardziej wydawał mi się to znakomity pomysł. Jeśli zostałabym pierwszą nałożnicą cesarską mogłabym mieć prawa prawie równe z cesarzową Kim. Moją pozycję wówczas mógłby umocnić potomek. Wszystko wydawało się proste , bo w końcu cesarz Bayan kochał mnie-takie przynajmniej odnosiłam wrażenie, jednak nie ma nic głupszego niż sądząc , że już się wygrało nim rozpoczęto walkę.
Postanowiłam dłużej nie zwlekać i pobiec do komnaty Toghuna i zaproponować mu swoją kandydaturę na konkubinę cesarską. Byłam tak przejęta nowym pomysłem, nową nadzieją ,że bez zapowiedzi w biegłam do biura Toghuna. Okazało się , że właśnie przyjechał do niego ojciec.
-Przepraszam. To ja...poczekam.-zrobiło mi się głupio i postanowiłam się na chwilę wycofać.
-Zaczekaj!-rzekł ojciec Toghuna.-Czy ty nie jesteś tą służką z pałacu cesarza?
-Tak panie to ja-Nyang.-odpowiedziałam ze wzrokiem skierowanym w podłogę i z lekkim pochyleniem tułowia w przód.
-Masz tupet dziewczyno. Cesarzowa Kim cię szuka aż w dwóch państwach. Nie wiem co zrobiłaś, ale musiałaś nie źle narozrabiać skoro poruszyła aż tylu żołnierzy. -śmiechem mówił ojciec Toghuna.
-Mam opuścić pańskiego syna posiadłość?-spytałam, gdyż nie chciałam narobić im problemów.
W końcu to dobrzy ludzie jedyni z wysoką rangą , którzy jeszcze nie oszaleli na punkcie władzy i bogactwa.
-Nie.-odparł chłodno Toghun.
-Sama widzisz. Mój syn cie nie wyrzuci. -zaczął z uśmiechem mówić ojciec. -Nie wiem co to takiego, ale masz coś w sobie , że każdy mężczyzna mógłby ci paść do stóp. Nawet sam cesarz Bayan, który na swoją piękną żonę spojrzeć nie może, a na ciebie zwykłą służkę...
-Ojcze wybacz, jeśli nie masz już żadnej sprawy do mnie to proszę cię opuść tą posiadłość. -wtrącił Toghun.
-Dobrze. To tyle, więc mogę już jechać.-odparł mężczyzna i opuścił posiadłość syna.
Kiedy zostaliśmy sami zaproponowałam mu by mnie wysłał jako konkubinę. W pierwszej chwili spojrzał na mnie jak jakąś szaloną, jednak gdy mu powiedziałam, że nie ma innego wyjścia by ratować swój i swojego ojca honor musi to zrobić. Przez chwilę stał w miejscu, po czym poszedł do swojej biblioteki i przyniósł dwie książki i kazał mi je do rana przeczytać.
Wzięłam je i zrobiłam jak mi kazał, jednak do końca nie wiedziałam o co mu chodzi. Dowiedziałam się tego nazajutrz, kiedy streściłam mu obie książki. Widocznie był pod wrażeniem , że potrafię czytać, gdyż nawet nie skomentował mojej wypowiedzi, co w jego przypadku było dziwne. Odnosząc książki na miejsce dał mi kartkę i atrament i kazał napisać cytowany przez siebie wiersz. Gdy skończyłam pisać , zaczął rzetelnie doszukiwać się błędów jednak ich nie znalazł. Rozumiałam jego zaskoczenie gdyż, niecodziennym widokiem jest kiedy dziewczyna i to znacznie niższa rangą potrafi czytać i pisać. Obawiałam się , że spyta skąd to umiem. Długo nie trzeba było czekać od razu się spytał.
-Jak byłam mała nie daleko od nas mieszkała stara kobieta która niegdyś pracowała na dworze cesarskim i potrafiła pisać i czytać jednak oddano jej wolność i uczyła pobliskie dzieci.
Toghun do końca nie był przekonany co do prawdziwości moich słów, jednak dla niego nie było innego wytłumaczenia. Przez kolejne najbliższe dni sprawdzał moje umiejętności i wiedzę. Okazało się że dość wiele pamiętam z nauczania w swoim pałacu. Kiedy w końcu w przyspieszonym tempie Toghun sprawdził mnie z różnych dziedzin , uznał że to rzeczywiście będzie najlepszy wybór na konkubinę. W ostatnią noc w posiadłości Toghuna postanowiłam spędzić pod drzewem wiśni pod którym lubiłam zasiadać gdy byłam sama. To drzewo trochę przypominało mi mój kraj, mój pałac, mój ogród w którym często przebywałam. Nagle zauważyłam spacerującego Toghuna, który postanowił się dosiąść. Było to bardzo niezręczne. Siadł koło mnie i tak oboje trochę spięci siedzieliśmy w milczeniu patrząc na piękne czarne niebo z małymi milionowymi świecącymi punktami. Minęła chwila a dla mnie jak wieczność nim Toghun zaczął mówić.
-Nyang masz czasami wrażenie, że nie pasujesz do tego świata?
-Ja...
-Nie zrozum mnie źle...Ale czujesz , że nie jesteś tym kim jesteś?
Mogłoby się wydawać, że jest to jakiś skomplikowany bełkot , ale kto inny jeśli nie ja mogłam to zrozumieć. W końcu nie codziennie ktoś zabiera ci dom, imię, całą tożsamość i na dodatek musisz walczyć o przetrwanie.
-Toghun rozumiem cię. Też czasami mam wrażenie że jestem kimś innym.
-No tak...W ogóle na pewno jutro chcesz wrócić na dwór do cesarza?
-Tak a czemu pytasz? Mam nie jechać? Przecież się zgodziłeś.
-Nie nie o to mi chodzi. Ale zastanawiałaś się kiedyś, że mogłabyś żyć inaczej? Z dala od tego pałacu, z dala od władzy, podstępów, ciągłej walki kto lepszy ,kto gorszy ,kto ma więcej, kto mniej...
-Chodzi ci o to czy na pewno jestem gotowa na walkę z tymi ludźmi którzy walczą tylko o władze i bogactwo?
-Tak. Pałac to zepsute do szpiku kości miejsce. To najgorsze miejsce. Szczęścia tam nigdy nie zaznasz, to ciągła walka...Nie wiadomo po co. Mogłabyś znaleźć jakiegoś innego męża mieć dzieci biedny , ale szczęśliwy dom.
-A ty? Co z tobą? Przecież możesz zrezygnować z tej sławy ojca i jego posady i założyć dom. Mieć dzieci i wspaniałą żonę.
-O już późno. Wracam do komnaty Nyang. Jutro czeka nas ciężki dzień. Idź już spać.
Nagle urwał, tak jakby nie słyszał co do niego mówię. To dziwny człowiek...Pierwszy raz czułam ,że mówi tak szczerze że potrzebował tej rozmowy. Jednak po chwili zorientował się, że w końcu zwierza się zwykłej służce. Przez chwilę zasiał we mnie ziarno niepewności. Nie byłam już pewna jaki mam cel. Nagle przeszło mi przez myśl , że może rzeczywiście niepotrzebna jest ta walka, że może warto się poddać i ułożyć sobie jakoś życie, ale również w tej samej chwili pomyślałam o Bayanie i o tym że mi go brakuję, że chciałabym go z całego serca zobaczyć i być przy nim. Życie bywa okrutne zwłaszcza dla tych którzy nie mają nic tak jak i ja. Świat nie tylko pałac, jest zepsuty. Światem rządzą pieniądze i władza, ale czy to naprawdę daje nam szczęście? To pytanie siedziało mi w głowie aż do następnego dnia, do momentu gdy do mych drzwi ktoś zapukał. Okazało się, ze Toghun przywiózł służki , które miały mnie ubrać, uczesać i umalować. Przygotowania dość długo trwały, lecz gdy już je zakończono, nie mogłam uwierzyć jak ubiór może zmienić człowieka. Mówi się, że szata nie zdobi człowieka, to prawda , ale w tamtej chwili znów mogłam poczuć się jak cesarzowa. Miałam piękną białą rozłożystą, atłasową suknie, rozpuszczone długie czarne , proste włosy a w nich piękną perłową szpilkę. Moje usta były lekko zaróżowione podobnie jak policzki. Gdy już byłam gotowa wyszłam pokazać się Toghunowi. Pierwszy raz dostrzegłam w nim jakiś wyraz twarzy, który był zaskoczony. Po krótkiej chwili milczenia kazał mi wsiąść do powozu. W ten o to sposób pod eskortą samego Toghuna pojechaliśmy do pałacu Bayana. Po dość długiej podróży w końcu dotarliśmy. Powoli wyszłam z powozu i dostojnym krokiem kierowałam się w stronę wejścia do sali tronowej na której już wszyscy wyczekiwali kandydatek.
W pewnym momencie Toghun szepnął mi do ucha:
-Nyang pamiętaj zawsze będę jeśli będziesz potrzebować mojej pomocy. Jeśli będziesz chciała się wycofać śmiało mi powiedz a już temu zaradzę.
-Dziękuję. Jesteś wspaniały, ale ja się szybko nie poddaje. Taka sytuacja nie będzie miała miejsca, jednak za wszystko ci dziękuję. Jeszcze pewnego dnia odwdzięczę ci się.
Toghunowi delikatnie uniosły się kąciki ust a ja stałam już przy drzwiach. Wzięłam głęboki wdech i w końcu weszłam. Okazało się, że dotarłam ostatnia. Stanęłam ostatnia.
-Przedstaw swoją kandydatkę Toghunie!-zawołał jeden z namiestników.
W pewnym momencie dostrzegłam smutnego Bayana siedzącego na tronie. Był jakby nie obecny . Miał głowę opuszczoną w dół i martwy wzrok.
-Jestem Toghun z prowincji Seumdou moją kandydatką dla cesarza Bayana jest mądra, utalentowana i piękna Nyang.
Nagle jak grom z jasnego nieba wszyscy spojrzeli w moją stronę na czele z cesarzową Kim, która niewytrzymała podbiegła do mnie i uderzyła mnie w twarz. Wszyscy się oburzyli, zaczęli głośno komentować. cesarzowa rozpłakała się i wraz z służkami uciekła do swojej komnaty. Nagle Bayan podniósł głowę i aż z wrażenia otworzył buzię. Wstał zszedł ze schodów i na cały głos spytał:
-Nyang! Nyang to ty?!
Ja mimo przypływu emocji miałam wzrok skierowany w dół i kiwając głową odpowiedziałam:
-Tak panie.
Bayanowi stanęły łzy w oczach i wydawać się mogło że zaraz wybuchnie płaczem, lecz nagle jeden z eunuchów powiedział , że każda z kandydatek dostanie swoją służącą , która miała nad zaprowadzić do swoich komnat. Miałam szczęście trafiła mi się moja przyjaciółka Yoona.
Będąc już w swojej komnacie zaczęłyśmy rozmawiać jak kiedyś. Opowiedziałam jej o tym co się działo ze mną, ona natomiast opowiedziała o tym jak cesarzowa popadła w paranoje z mojego powodu. Tak nam minęło trochę czasu w końcu z nadmiaru wrażeń położyłam się spać, a obok mnie miała posłanie Yoona. Byłam zadowolona. Wiedziałam jednak , że to początek wrażeń. Musiałam być przygotowana na wszystko. Właśnie rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu i jak go zapiszę to zależy ode mnie.
-Nyang?! Ty wiesz co ty mówisz?!-oburzył się.
W sumie było to do przewidzenia , że Toghun tak zareaguję. Był on człowiekiem bardzo honorowym, oddanym władcy a przede wszystkim państwu. Jednak potrafił wyrazić opinię, jeśli jakiś pomysł mu się nie podobał. Toghun mimo swojej szorstkiej aż czasami do bólu oziębłej postawy, wyrachowania jak i do pokazywania swojej wyższości nad płcią piękną był dobrym człowiekiem. Potrafił szanować ludzi niższych rangą i udzielać się od czasu do czasu charytatywnie, dając swoje sakiewki biednym dzieciom na ich wykształcenie. Wierzył w to , że do tych biednych dzieci należy przyszłość kraju i by tworzyć lepszą przyszłość trzeba wziąć się za kształcenie młodych. Bardzo imponowała mi jego postawa mimo, że czasami potrafił mnie zdenerwować.
-Nyang wróć do swoich zajęć , jeśli jakieś masz a jeśli nie to ja ci znajdę.-powiedział Toghun.
-Nie musisz mi znajdować zajęć. Sama potrafię się sobą zająć. Nie potrzebuje ciebie ani nikogo innego by mi mówił co mam w danej chwili robić.-w tej chwili to ja się zdenerwowałam.
Odwróciłam się i poszłam w stronę swojego pokoju. Siadłam na łóżku i nagle przyszło mi do głowy ,że to właśnie ja mogę pojechać do pałacu jako konkubina. Było to ryzykowne, jednak wówczas Kim nie mogłaby mnie tknąć , gdyż jeśli by to uczyniła wybuchł by konflikt. Czym dłużej nad tym się zastanawiałam tym bardziej wydawał mi się to znakomity pomysł. Jeśli zostałabym pierwszą nałożnicą cesarską mogłabym mieć prawa prawie równe z cesarzową Kim. Moją pozycję wówczas mógłby umocnić potomek. Wszystko wydawało się proste , bo w końcu cesarz Bayan kochał mnie-takie przynajmniej odnosiłam wrażenie, jednak nie ma nic głupszego niż sądząc , że już się wygrało nim rozpoczęto walkę.
Postanowiłam dłużej nie zwlekać i pobiec do komnaty Toghuna i zaproponować mu swoją kandydaturę na konkubinę cesarską. Byłam tak przejęta nowym pomysłem, nową nadzieją ,że bez zapowiedzi w biegłam do biura Toghuna. Okazało się , że właśnie przyjechał do niego ojciec.
-Przepraszam. To ja...poczekam.-zrobiło mi się głupio i postanowiłam się na chwilę wycofać.
-Zaczekaj!-rzekł ojciec Toghuna.-Czy ty nie jesteś tą służką z pałacu cesarza?
-Tak panie to ja-Nyang.-odpowiedziałam ze wzrokiem skierowanym w podłogę i z lekkim pochyleniem tułowia w przód.
-Masz tupet dziewczyno. Cesarzowa Kim cię szuka aż w dwóch państwach. Nie wiem co zrobiłaś, ale musiałaś nie źle narozrabiać skoro poruszyła aż tylu żołnierzy. -śmiechem mówił ojciec Toghuna.
-Mam opuścić pańskiego syna posiadłość?-spytałam, gdyż nie chciałam narobić im problemów.
W końcu to dobrzy ludzie jedyni z wysoką rangą , którzy jeszcze nie oszaleli na punkcie władzy i bogactwa.
-Nie.-odparł chłodno Toghun.
-Sama widzisz. Mój syn cie nie wyrzuci. -zaczął z uśmiechem mówić ojciec. -Nie wiem co to takiego, ale masz coś w sobie , że każdy mężczyzna mógłby ci paść do stóp. Nawet sam cesarz Bayan, który na swoją piękną żonę spojrzeć nie może, a na ciebie zwykłą służkę...
-Ojcze wybacz, jeśli nie masz już żadnej sprawy do mnie to proszę cię opuść tą posiadłość. -wtrącił Toghun.
-Dobrze. To tyle, więc mogę już jechać.-odparł mężczyzna i opuścił posiadłość syna.
Kiedy zostaliśmy sami zaproponowałam mu by mnie wysłał jako konkubinę. W pierwszej chwili spojrzał na mnie jak jakąś szaloną, jednak gdy mu powiedziałam, że nie ma innego wyjścia by ratować swój i swojego ojca honor musi to zrobić. Przez chwilę stał w miejscu, po czym poszedł do swojej biblioteki i przyniósł dwie książki i kazał mi je do rana przeczytać.
Wzięłam je i zrobiłam jak mi kazał, jednak do końca nie wiedziałam o co mu chodzi. Dowiedziałam się tego nazajutrz, kiedy streściłam mu obie książki. Widocznie był pod wrażeniem , że potrafię czytać, gdyż nawet nie skomentował mojej wypowiedzi, co w jego przypadku było dziwne. Odnosząc książki na miejsce dał mi kartkę i atrament i kazał napisać cytowany przez siebie wiersz. Gdy skończyłam pisać , zaczął rzetelnie doszukiwać się błędów jednak ich nie znalazł. Rozumiałam jego zaskoczenie gdyż, niecodziennym widokiem jest kiedy dziewczyna i to znacznie niższa rangą potrafi czytać i pisać. Obawiałam się , że spyta skąd to umiem. Długo nie trzeba było czekać od razu się spytał.
-Jak byłam mała nie daleko od nas mieszkała stara kobieta która niegdyś pracowała na dworze cesarskim i potrafiła pisać i czytać jednak oddano jej wolność i uczyła pobliskie dzieci.
Toghun do końca nie był przekonany co do prawdziwości moich słów, jednak dla niego nie było innego wytłumaczenia. Przez kolejne najbliższe dni sprawdzał moje umiejętności i wiedzę. Okazało się że dość wiele pamiętam z nauczania w swoim pałacu. Kiedy w końcu w przyspieszonym tempie Toghun sprawdził mnie z różnych dziedzin , uznał że to rzeczywiście będzie najlepszy wybór na konkubinę. W ostatnią noc w posiadłości Toghuna postanowiłam spędzić pod drzewem wiśni pod którym lubiłam zasiadać gdy byłam sama. To drzewo trochę przypominało mi mój kraj, mój pałac, mój ogród w którym często przebywałam. Nagle zauważyłam spacerującego Toghuna, który postanowił się dosiąść. Było to bardzo niezręczne. Siadł koło mnie i tak oboje trochę spięci siedzieliśmy w milczeniu patrząc na piękne czarne niebo z małymi milionowymi świecącymi punktami. Minęła chwila a dla mnie jak wieczność nim Toghun zaczął mówić.
-Nyang masz czasami wrażenie, że nie pasujesz do tego świata?
-Ja...
-Nie zrozum mnie źle...Ale czujesz , że nie jesteś tym kim jesteś?
Mogłoby się wydawać, że jest to jakiś skomplikowany bełkot , ale kto inny jeśli nie ja mogłam to zrozumieć. W końcu nie codziennie ktoś zabiera ci dom, imię, całą tożsamość i na dodatek musisz walczyć o przetrwanie.
-Toghun rozumiem cię. Też czasami mam wrażenie że jestem kimś innym.
-No tak...W ogóle na pewno jutro chcesz wrócić na dwór do cesarza?
-Tak a czemu pytasz? Mam nie jechać? Przecież się zgodziłeś.
-Nie nie o to mi chodzi. Ale zastanawiałaś się kiedyś, że mogłabyś żyć inaczej? Z dala od tego pałacu, z dala od władzy, podstępów, ciągłej walki kto lepszy ,kto gorszy ,kto ma więcej, kto mniej...
-Chodzi ci o to czy na pewno jestem gotowa na walkę z tymi ludźmi którzy walczą tylko o władze i bogactwo?
-Tak. Pałac to zepsute do szpiku kości miejsce. To najgorsze miejsce. Szczęścia tam nigdy nie zaznasz, to ciągła walka...Nie wiadomo po co. Mogłabyś znaleźć jakiegoś innego męża mieć dzieci biedny , ale szczęśliwy dom.
-A ty? Co z tobą? Przecież możesz zrezygnować z tej sławy ojca i jego posady i założyć dom. Mieć dzieci i wspaniałą żonę.
-O już późno. Wracam do komnaty Nyang. Jutro czeka nas ciężki dzień. Idź już spać.
Nagle urwał, tak jakby nie słyszał co do niego mówię. To dziwny człowiek...Pierwszy raz czułam ,że mówi tak szczerze że potrzebował tej rozmowy. Jednak po chwili zorientował się, że w końcu zwierza się zwykłej służce. Przez chwilę zasiał we mnie ziarno niepewności. Nie byłam już pewna jaki mam cel. Nagle przeszło mi przez myśl , że może rzeczywiście niepotrzebna jest ta walka, że może warto się poddać i ułożyć sobie jakoś życie, ale również w tej samej chwili pomyślałam o Bayanie i o tym że mi go brakuję, że chciałabym go z całego serca zobaczyć i być przy nim. Życie bywa okrutne zwłaszcza dla tych którzy nie mają nic tak jak i ja. Świat nie tylko pałac, jest zepsuty. Światem rządzą pieniądze i władza, ale czy to naprawdę daje nam szczęście? To pytanie siedziało mi w głowie aż do następnego dnia, do momentu gdy do mych drzwi ktoś zapukał. Okazało się, ze Toghun przywiózł służki , które miały mnie ubrać, uczesać i umalować. Przygotowania dość długo trwały, lecz gdy już je zakończono, nie mogłam uwierzyć jak ubiór może zmienić człowieka. Mówi się, że szata nie zdobi człowieka, to prawda , ale w tamtej chwili znów mogłam poczuć się jak cesarzowa. Miałam piękną białą rozłożystą, atłasową suknie, rozpuszczone długie czarne , proste włosy a w nich piękną perłową szpilkę. Moje usta były lekko zaróżowione podobnie jak policzki. Gdy już byłam gotowa wyszłam pokazać się Toghunowi. Pierwszy raz dostrzegłam w nim jakiś wyraz twarzy, który był zaskoczony. Po krótkiej chwili milczenia kazał mi wsiąść do powozu. W ten o to sposób pod eskortą samego Toghuna pojechaliśmy do pałacu Bayana. Po dość długiej podróży w końcu dotarliśmy. Powoli wyszłam z powozu i dostojnym krokiem kierowałam się w stronę wejścia do sali tronowej na której już wszyscy wyczekiwali kandydatek.
W pewnym momencie Toghun szepnął mi do ucha:
-Nyang pamiętaj zawsze będę jeśli będziesz potrzebować mojej pomocy. Jeśli będziesz chciała się wycofać śmiało mi powiedz a już temu zaradzę.
-Dziękuję. Jesteś wspaniały, ale ja się szybko nie poddaje. Taka sytuacja nie będzie miała miejsca, jednak za wszystko ci dziękuję. Jeszcze pewnego dnia odwdzięczę ci się.
Toghunowi delikatnie uniosły się kąciki ust a ja stałam już przy drzwiach. Wzięłam głęboki wdech i w końcu weszłam. Okazało się, że dotarłam ostatnia. Stanęłam ostatnia.
-Przedstaw swoją kandydatkę Toghunie!-zawołał jeden z namiestników.
W pewnym momencie dostrzegłam smutnego Bayana siedzącego na tronie. Był jakby nie obecny . Miał głowę opuszczoną w dół i martwy wzrok.
-Jestem Toghun z prowincji Seumdou moją kandydatką dla cesarza Bayana jest mądra, utalentowana i piękna Nyang.
Nagle jak grom z jasnego nieba wszyscy spojrzeli w moją stronę na czele z cesarzową Kim, która niewytrzymała podbiegła do mnie i uderzyła mnie w twarz. Wszyscy się oburzyli, zaczęli głośno komentować. cesarzowa rozpłakała się i wraz z służkami uciekła do swojej komnaty. Nagle Bayan podniósł głowę i aż z wrażenia otworzył buzię. Wstał zszedł ze schodów i na cały głos spytał:
-Nyang! Nyang to ty?!
Ja mimo przypływu emocji miałam wzrok skierowany w dół i kiwając głową odpowiedziałam:
-Tak panie.
Bayanowi stanęły łzy w oczach i wydawać się mogło że zaraz wybuchnie płaczem, lecz nagle jeden z eunuchów powiedział , że każda z kandydatek dostanie swoją służącą , która miała nad zaprowadzić do swoich komnat. Miałam szczęście trafiła mi się moja przyjaciółka Yoona.
Będąc już w swojej komnacie zaczęłyśmy rozmawiać jak kiedyś. Opowiedziałam jej o tym co się działo ze mną, ona natomiast opowiedziała o tym jak cesarzowa popadła w paranoje z mojego powodu. Tak nam minęło trochę czasu w końcu z nadmiaru wrażeń położyłam się spać, a obok mnie miała posłanie Yoona. Byłam zadowolona. Wiedziałam jednak , że to początek wrażeń. Musiałam być przygotowana na wszystko. Właśnie rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu i jak go zapiszę to zależy ode mnie.
środa, 8 maja 2019
"Dynastia Shin Jin"
Część 33
-No w końcu się obudziłaś.-odparła jakaś dziewczyna klęcząca nade mną.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?-wstałam dotykając obolałej głowy.-Gdzie jest Hye Kyo?
-Byłaś nieprzytomna. Handlarze cię tu przyprowadzili jutro idziemy na targ , tam będą nas sprzedawać.-odpowiedziała dziewczyna.-A Hye Kyo z pewnością przebywa w innym lochu.
-Co? Handlarze kobiet?! Ja nie mogę! Ja muszę z stąd uciec!-byłam w szoku powoli wszystko do mnie dochodziło, z panikowałam.
-Z stad nie ma ucieczki. Wyjść możesz martwa lub żywa, z tym że żywa to tylko za pieniądze. Jeżeli masz bogatą rodzinę jest dla ciebie szansa. Chyba że trafisz do jakiegoś zamożnego i dobrego kupca, jeśli będziesz miała szczęście.-zaczęła opowiadać dziewczyna.-I tak miałaś szczęście że trafiłaś dzisiaj bo jutro od razu będzie sprzedaż. Jak ci się uda to długo tu nie będziesz siedziała. W ogóle to jestem Hyorin a ty?
-Jestem...Mam na imię Nyang. Ale w którym jesteśmy państwie? -szukałam jakiejś informacji by móc ją wykorzystać do ucieczki.
-Jesteśmy w państwie cesarza Bayana Jina. W sumie to mamy jakieś osiem godzin piechotą do pałacu. -odparła Hyorin.
Zakończyłyśmy rozmowę, nie miała ochoty więcej mówić. Siadłam w rogu lochu i rozglądałam się. Widziałam w nich pełno kobiet siedzących jedna przy drugiej zbitych głodnych i przerażonych. Jakiś mężczyzna chodził i podawał na jeden loch jedną miskę ryżowych klusek, było ich tak mało że dziewczyny rzucały się za jedzeniem często bijąc się o nie. Słyszałam też różne historie kobiet, które opowiadały jak tu się znalazły. Zazwyczaj były to młode sieroty o które nikt nie dba i nie miały dachu nad głową. Opowiadały też, że starsze kobiety które nie są potrzebne z powodu wieku zostają zabijane. Jednak wiele z nich zostało służkami w pałacu, na dworze cesarza Bayana. Los był okrutny dla kobiet, były poniżane głodzone i bite. Były nic nie wartymi śmieciami, które nie miały prawa się sprzeciwiać , wyrażać opinii czy też zajmować ważne stanowiska w państwie. Nie które kobiety całe życie były niewolnicami. Urodziły się i umarły jako niewolnice.
Dzień później:
Byłyśmy już w drodze na targ. Cały sznur kobiet przywiązanych kajdanami maszerowały jedna za drugą w stronę być może lepszego życia niż to które zaznały w lochach u handlarzy.
W pewnym momencie moje oczy w tłumie ludzi dostrzegły Toghuna. Musiałam szybko reagować by mnie zauważył, dlatego też zaczęłam krzyczeć:
-Toghun! Toghun! Ej Toghun! To ja Nyang! Tu jestem! Toghun.
Właśnie w chwili mówienia mężczyzna się odwrócił. Spojrzał na mnie i znieruchomiał. Starałam się mu szybko i dokładnie przekazać informację, by mógł mnie z stamtąd wydostać.
-Idziemy teraz na targ tam będziemy sprzedawane proszę uratuj mnie. Błagam Toghun.-jednak mężczyzna nie drgnął. Przeszłam koło niego a on stał dalej. Nie byłam pewna czy mnie zrozumiał czy usłyszał, jednak miałam nadzieje , która mnie nie zawodziła. Kiedy nic nam nie zostaje to możemy mieć tylko nadzieje. Dobiegł już wieczór. Licytacja została otwarta. Po kolei zostały wystawiane dziewczyny i prezentowane, wszystkie starały się przypodobać swoim kupcom, jednak ja nie miałam zamiaru się wysilać. Co pewien czas było słychać tylko:
-Kto da więcej? Po raz pierwszy po raz drugi i trzeci...Sprzedana! Sprzedana!
Po chwili przyszła moja kolej. Stanęłam na drewnianym podniesieniu i stałam z opadłą miną. W końcu handlarz rozpoczął moją prezentacje:
-Młoda, silna, ale patrzcie jaka śliczna. Widzicie tą buzię? Te delikatne rysy i piękne długie czarne włosy? Takie jak tej nigdzie nie znajdziecie! Potrafi prać, gotować , sprzątać...Jednak ona nie jest zwykłą kobietą. Ona potrzebuję mężczyzny którym ona się zaopiekuję a on nią.-zaczął się głośno i przeraźliwie śmiać.-To zaczniemy może od dwóch woreczków złota. Kto da dwie sakiewki?
-Ja!-podniósł rękę stary łysy przy kości i śliniący się mężczyzna.
-Kto da więcej?-zapytał handlarz.
-Ja dam!-krzyknął jakiś młody mężczyzna.
Ja stałam tam i starałam się w tłumie wypatrzeć Toghuna jednak nigdzie go nie widziałam. Właśnie wtedy moja nadzieja umarła. Licytacja trwałam i trwała wielu było chętnych. Jednak do końca zostali ci dwaj pierwsi mężczyźni: stary i młody.
-Kto da więcej?-dopytywał handlarz.Po raz pierwszy po raz drugi i po raz trzeci ! Sprzedana! Za trzydzieści-dwie sakiewki przystojnemu panu młodemu! Gratulacje dla pana!
Młody mężczyzna podszedł dał pieniądze i wziął mnie za rękę i tak oboje opuściliśmy targ. Szliśmy w milczeniu , żadne z nas nie było chętne do nawiązania relacji. Nagle mężczyzna kazał mi iść przodem po czym zniknął i zostawił mnie wśród ciemnych uliczek. Znów przyśpieszyło mi tętno i zaczęłam myśleć , że jest to jakaś zasadzka. Nie miałam nic czym mogłabym się bronić. W pewnym momencie z jednej z uliczek wyjechał ktoś na koniu. Stanął przede mną . Podniosłam wzrok a ten odpowiedział:
-Wsiadaj.-ściągnął nakrycie głowy.
I nagle okazało się że był to Toghun. Ucieszyłam się i bez zastanowienie siadła z nim na konia i powiedziałam:
-Ten mężczyzna co mnie kupił gdzieś zniknął a jeśli to...
-Nie bój się, spokojnie. Ja go wynająłem by w moim imieniu cie kupił. Miałaś szczęście. Bo nie spodziewałem się że tyle będziesz kosztować. Jakby ten stary przebił o jedną sakiewkę byłabyś już jego. Ja przygotowałem aż trzydzieści-dwie.
-Co? Czemu ty sam nie przyszedłeś? Ja się przestraszyłam , że mnie nie słyszałeś. Stałeś tam jak wbity i nie zareagowałeś.
-Nie dziw się , bo nie spodziewałem się ciebie wśród niewolnic. Ale przyznam szczerze że wahałem się czy cie kupić. No kosztowałaś mnie trochę.
-Dobrze oddam ci dwukrotność sumy jak tylko będę miała pieniądze.
-No właśnie jak będziesz miała, ale nie oszukuj się. Skąd byś miała dwukrotność tego co na ciebie wydałem? Tak poza tym to mam cie gdzieś zawieźć? Do Bayana czy życzysz sobie jechać w inne miejsce?
-Mogę do ciebie? Mieszkasz sam?
-Słucham? Może i cię kupiłem ale cię nie wykorzystam. Chyba mnie z kimś pomyliłaś.
-Co? Nie nie o to mi chodziło. Po prostu nie mam się gdzie podziać.
-Rozumiem. No dobrze to pojedziemy do mojej małej posiadłości mam osobny dom więc nie będziesz ze mną bezpośrednio w jednym domu.
-Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję. Nie zapomnę ci tego.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?-wstałam dotykając obolałej głowy.-Gdzie jest Hye Kyo?
-Byłaś nieprzytomna. Handlarze cię tu przyprowadzili jutro idziemy na targ , tam będą nas sprzedawać.-odpowiedziała dziewczyna.-A Hye Kyo z pewnością przebywa w innym lochu.
-Co? Handlarze kobiet?! Ja nie mogę! Ja muszę z stąd uciec!-byłam w szoku powoli wszystko do mnie dochodziło, z panikowałam.
-Z stad nie ma ucieczki. Wyjść możesz martwa lub żywa, z tym że żywa to tylko za pieniądze. Jeżeli masz bogatą rodzinę jest dla ciebie szansa. Chyba że trafisz do jakiegoś zamożnego i dobrego kupca, jeśli będziesz miała szczęście.-zaczęła opowiadać dziewczyna.-I tak miałaś szczęście że trafiłaś dzisiaj bo jutro od razu będzie sprzedaż. Jak ci się uda to długo tu nie będziesz siedziała. W ogóle to jestem Hyorin a ty?
-Jestem...Mam na imię Nyang. Ale w którym jesteśmy państwie? -szukałam jakiejś informacji by móc ją wykorzystać do ucieczki.
-Jesteśmy w państwie cesarza Bayana Jina. W sumie to mamy jakieś osiem godzin piechotą do pałacu. -odparła Hyorin.
Zakończyłyśmy rozmowę, nie miała ochoty więcej mówić. Siadłam w rogu lochu i rozglądałam się. Widziałam w nich pełno kobiet siedzących jedna przy drugiej zbitych głodnych i przerażonych. Jakiś mężczyzna chodził i podawał na jeden loch jedną miskę ryżowych klusek, było ich tak mało że dziewczyny rzucały się za jedzeniem często bijąc się o nie. Słyszałam też różne historie kobiet, które opowiadały jak tu się znalazły. Zazwyczaj były to młode sieroty o które nikt nie dba i nie miały dachu nad głową. Opowiadały też, że starsze kobiety które nie są potrzebne z powodu wieku zostają zabijane. Jednak wiele z nich zostało służkami w pałacu, na dworze cesarza Bayana. Los był okrutny dla kobiet, były poniżane głodzone i bite. Były nic nie wartymi śmieciami, które nie miały prawa się sprzeciwiać , wyrażać opinii czy też zajmować ważne stanowiska w państwie. Nie które kobiety całe życie były niewolnicami. Urodziły się i umarły jako niewolnice.
Dzień później:
Byłyśmy już w drodze na targ. Cały sznur kobiet przywiązanych kajdanami maszerowały jedna za drugą w stronę być może lepszego życia niż to które zaznały w lochach u handlarzy.
W pewnym momencie moje oczy w tłumie ludzi dostrzegły Toghuna. Musiałam szybko reagować by mnie zauważył, dlatego też zaczęłam krzyczeć:
-Toghun! Toghun! Ej Toghun! To ja Nyang! Tu jestem! Toghun.
Właśnie w chwili mówienia mężczyzna się odwrócił. Spojrzał na mnie i znieruchomiał. Starałam się mu szybko i dokładnie przekazać informację, by mógł mnie z stamtąd wydostać.
-Idziemy teraz na targ tam będziemy sprzedawane proszę uratuj mnie. Błagam Toghun.-jednak mężczyzna nie drgnął. Przeszłam koło niego a on stał dalej. Nie byłam pewna czy mnie zrozumiał czy usłyszał, jednak miałam nadzieje , która mnie nie zawodziła. Kiedy nic nam nie zostaje to możemy mieć tylko nadzieje. Dobiegł już wieczór. Licytacja została otwarta. Po kolei zostały wystawiane dziewczyny i prezentowane, wszystkie starały się przypodobać swoim kupcom, jednak ja nie miałam zamiaru się wysilać. Co pewien czas było słychać tylko:
-Kto da więcej? Po raz pierwszy po raz drugi i trzeci...Sprzedana! Sprzedana!
Po chwili przyszła moja kolej. Stanęłam na drewnianym podniesieniu i stałam z opadłą miną. W końcu handlarz rozpoczął moją prezentacje:
-Młoda, silna, ale patrzcie jaka śliczna. Widzicie tą buzię? Te delikatne rysy i piękne długie czarne włosy? Takie jak tej nigdzie nie znajdziecie! Potrafi prać, gotować , sprzątać...Jednak ona nie jest zwykłą kobietą. Ona potrzebuję mężczyzny którym ona się zaopiekuję a on nią.-zaczął się głośno i przeraźliwie śmiać.-To zaczniemy może od dwóch woreczków złota. Kto da dwie sakiewki?
-Ja!-podniósł rękę stary łysy przy kości i śliniący się mężczyzna.
-Kto da więcej?-zapytał handlarz.
-Ja dam!-krzyknął jakiś młody mężczyzna.
Ja stałam tam i starałam się w tłumie wypatrzeć Toghuna jednak nigdzie go nie widziałam. Właśnie wtedy moja nadzieja umarła. Licytacja trwałam i trwała wielu było chętnych. Jednak do końca zostali ci dwaj pierwsi mężczyźni: stary i młody.
-Kto da więcej?-dopytywał handlarz.Po raz pierwszy po raz drugi i po raz trzeci ! Sprzedana! Za trzydzieści-dwie sakiewki przystojnemu panu młodemu! Gratulacje dla pana!
Młody mężczyzna podszedł dał pieniądze i wziął mnie za rękę i tak oboje opuściliśmy targ. Szliśmy w milczeniu , żadne z nas nie było chętne do nawiązania relacji. Nagle mężczyzna kazał mi iść przodem po czym zniknął i zostawił mnie wśród ciemnych uliczek. Znów przyśpieszyło mi tętno i zaczęłam myśleć , że jest to jakaś zasadzka. Nie miałam nic czym mogłabym się bronić. W pewnym momencie z jednej z uliczek wyjechał ktoś na koniu. Stanął przede mną . Podniosłam wzrok a ten odpowiedział:
-Wsiadaj.-ściągnął nakrycie głowy.
I nagle okazało się że był to Toghun. Ucieszyłam się i bez zastanowienie siadła z nim na konia i powiedziałam:
-Ten mężczyzna co mnie kupił gdzieś zniknął a jeśli to...
-Nie bój się, spokojnie. Ja go wynająłem by w moim imieniu cie kupił. Miałaś szczęście. Bo nie spodziewałem się że tyle będziesz kosztować. Jakby ten stary przebił o jedną sakiewkę byłabyś już jego. Ja przygotowałem aż trzydzieści-dwie.
-Co? Czemu ty sam nie przyszedłeś? Ja się przestraszyłam , że mnie nie słyszałeś. Stałeś tam jak wbity i nie zareagowałeś.
-Nie dziw się , bo nie spodziewałem się ciebie wśród niewolnic. Ale przyznam szczerze że wahałem się czy cie kupić. No kosztowałaś mnie trochę.
-Dobrze oddam ci dwukrotność sumy jak tylko będę miała pieniądze.
-No właśnie jak będziesz miała, ale nie oszukuj się. Skąd byś miała dwukrotność tego co na ciebie wydałem? Tak poza tym to mam cie gdzieś zawieźć? Do Bayana czy życzysz sobie jechać w inne miejsce?
-Mogę do ciebie? Mieszkasz sam?
-Słucham? Może i cię kupiłem ale cię nie wykorzystam. Chyba mnie z kimś pomyliłaś.
-Co? Nie nie o to mi chodziło. Po prostu nie mam się gdzie podziać.
-Rozumiem. No dobrze to pojedziemy do mojej małej posiadłości mam osobny dom więc nie będziesz ze mną bezpośrednio w jednym domu.
-Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję. Nie zapomnę ci tego.
wtorek, 7 maja 2019
"Dynastia Shin Jin"
Część 32
Poranek przebiegał w ciszy. Jedząc śniadanie siedzieliśmy w milczeniu. Ani ja ani Wang nie mieliśmy zamiaru rozmawiać. Po tym co wydarzyło się wcześniej uważałam, że milczenie w tym momencie będzie najlepszym rozwiązaniem. Nawet staraliśmy się mijać wzrokiem, by przypadkiem nie złapać kontaktu. Po śniadaniu równie w milczeniu udaliśmy się do Byun'a. Idąc w stronę klatki w której przebywał, nagle zaczepił mnie strażnik mówiąc ,byśmy uciekali bo właśnie o świcie Byun został stracony. W tej chwili melancholia i cisza znikły. Zrobiło się dynamicznie a zarazem głośno. W pewnym momencie jeden z żołnierzy podszedł do nas i spytał:
-Kim jesteście?
-To moi dalecy krewni.-odpowiedział strażnik.
W tym momencie czułam ,że zbliża się niebezpieczeństwo. Staraliśmy się wszyscy zachować zimną krew.
-Naprawdę? A skąd są? -dopytywał bezczelnie. -W co wierzycie?
-Słucham?-zdziwiło mnie pytanie.
-Czego tu nie rozumiesz?! -mężczyzna podniósł głos.
-Wierzymy w równość, wolność i ojczyznę.-odpowiedziałam.
-Zła odpowiedź.-odrzekł żołnierz łapiąc mnie za nadgarstek. -Mówcie prawdę skąd jesteście i skąd masz ten wisiorek?!
Serce mi przyśpieszyło czułam że wystarczył moment by zrobiła się masakra.
-Pani uciekajcie! Ratujcie naród!-uklęknął przede mną strażnik i wykrzyczał-Niech żyje wolność ,równość i ojczyzna!-po czym wyciągnął broń i zaczął walczyć.
Ja i Wang zaczęliśmy biec, za nami ruszyła grupa uzbrojonych żołnierzy. Wierny strażnik stanął do walki z żołnierzem. Ja zaczęłam biec do wyjścia, gdy zorientowałam się , że Wanga nie ma ze mną. Odwróciłam się i zobaczyłam że jest otoczony przez czterech żołnierzy. Biegłam w jego stronę by mu pomóc gdy nagle ktoś mnie od tyłu złapał i ciągnął za sobą w stronę lasu. W pewnym momencie puścił mnie i powiedział:
-Spokojnie. Nie bój się nic ci nie zrobię.
Był to przyjaciel Byun'a nasz informator.
-Czemu mnie wziąłeś?! Wang Yu tam został ! Sam walczy, muszę mu pomóc! Puść mnie!
-Wybacz cesarzowo, ale twoje życie jest dla mnie cenniejsze. Musisz ukryć się w moim domu, tam będziesz bezpieczna póki czegoś nie wymyślimy.
-A co z Wangiem? Musimy go ratować!
-Nie martw się nic mu nie będzie, przeżyje. Teraz proszę cię nie pomożesz mu, ani nam gdy pójdziesz tam zginąć ! W tobie mamy nadzieje! Chodź!
Zrozumiałam, że mężczyzna ma rację, lecz mój strach o Wanga był silniejszy...
Po chwili podjęłam decyzje , że muszę go opuścić i ratować państwo i mieć cichą nadziej że nie ucierpi. Po pięciu minutach biegu siedliśmy na konie i ruszyliśmy do domu Lee. Prawie całą noc jechaliśmy do drewnianego domku położonego na końcu wsi.
-To tutaj.-odparł Lee zsiadając z konia.
U progu drzwi stała kobieta z dziewczynką na rękach-była to rodzina Lee. Podeszłam do nich by się przywitać, kobieta z szacunku do mnie klęczała.
-Proszę cię wstań. Jestem tylko człowiekiem nie musisz przede mną klękać. To raczej ja powinnam przed wami, za to co dla mnie i dla państwa robicie. Wiem , że jest wam ciężko bo okazało się że jestem poszukiwana. -nie mogłam wyjść z podziwu ile człowiek jest w stanie poświęcić w imię czegoś. W imię miłości, wolności czy też bogactwa.
Gdy weszłam do środka byłam przerażona, ci ludzie nie mieli prawie nic. Byli tak biedni że czułam się przez to jeszcze gorzej, że jeszcze o mnie musieli się troszczyć. Po środku pokoju stał mały stolik na którym była jedna miseczka gotowanej zupy i jedna ryżowa kuleczka.
-Cesarzowo, wybacz , że tylko tyle, ale więcej nie mamy. Mam nadzieje że zjesz to co przygotowałam.-powiedziała kobieta z łamiącym głosem.
Siadłam przy stoliku i biorąc łyżkę do ręki spróbowałam zupy. W tym momencie swojego życia ta uboga zupa wydawała się dla mnie cenniejsza niż jakiekolwiek złoto. To pokazuje tylko , że człowiek musi naprawdę upaść, z toczyć się by docenił rzeczy , które wcześniej były niedostrzeganie przez niego. Musimy coś stracić by docenić jego wartość kiedy było z nami. Nagle podbiegła do mnie ta mała dziewczynka złapała za kluseczkę ryżową i kierowała w stronę buzi, jednak kobieta uderzyła ją po rączce i kazała natychmiast odłożyć mówiąc ,że to należy do mnie.
-Nie nic się nie stało. -odparłam i wzięłam małą na kolana.-Chcesz moją porcję ? Ja i tak nie mam apetytu , pójdę się położyć.
Uśmiech dziecka był bezcenny potrafił dawać taką siłę z której czerpali jego rodzice. Niby pozornie nie mieli nic a tak naprawdę mieli wszystko, bo mieli siebie- Piękny obraz na brzydkim tle. Mimo że poszłam spać to i tak nie mogłam spać, całą noc myślałam o Wangu i o tym niefortunnym pocałunku. Wiedziałam tylko jedno , że nic nie czułam do Wanga prócz wielkiej przyjaźni , natomiast Bayana, Bayana kochałam. Zawsze kiedy upadałam miałam siłę stać bo wiedziałam, że wszystko co robię to nie tylko dla mojego ludu ale dla Bayana, dla nas, byśmy mogli w końcu być razem. Mimo, że bywały chwile w których miałam go dość to i tak ta sympatia przeważała nad moim rozżalonym sercem. Kiedy w końcu zasnęłam okazało się , że trzeba było wstać. Żołnierze przeszukiwali domy.
-Pani błagam cię weź moją córeczkę i uciekajcie! Za domem jest koń! Uciekajcie, ratuj się i uratuj moje słoneczko. -z płaczem przybiegł Lee.
-A ty i twoja żona?!-spytałam.
-Nie martw się o nas. My żyjemy dla państwa i dla państwa zginiemy!-wypowiedziała żona Lee.
Chwilę potem Lee z żoną podeszli do córki by się pożegnać powiedzieli że ją bardzo kochają i dali nam konia. Wsiadłam z małą na konia i pojechałyśmy. Kiedy odwróciłam głowę by spojrzeć ostatni raz na tych wspaniałych ludzi, zobaczyłam tylko leżące dwa ciała a nad nimi żołnierze z okrwawionymi mieczami. Dziewczynka płakała, że chce do rodziców. Ja nic nie mogłam zrobić. Bezsilność to najgorsze uczucie które dotyka człowieka.
Kiedy byłyśmy już daleko i na tyle bezpieczne postanowiłyśmy się zatrzymać w górach i zastanowić co dalej. Nie mieliśmy nic do jedzenia ani picia do tego byłyśmy same. Dalej nie wiedziałam co się stało z Wangiem. Miałam najgorsze myśli , jednak gdzieś tam w głębi miałam jakiś płomyk nadziei. Pierwszy raz byłam za kogoś tak w pełni odpowiedzialna, to tym bardziej dawało mi poczucie dyskomfortu. Kompletna pustka ogarnęła moją głowę i czułam , że potrzebne jest mi wsparcie, wsparcie mężczyzny. Ja byłam tak zmęczona że mimo szczerych chęci i tak zasnęłam. Dziewczynka-Hye Kyo wtulona we mnie cichutko płakała. Nagle zerwałam się na równe nogi w oddali zobaczyłam światło i słyszałam krzyki.
-Hye Kyo wstań musimy iść.-rzekłam.
Dziewczynka wstała i załapała mnie za rękę. Nagle ktoś podszedł od tyłu i założył nam worki na głowę. Próbowałam reagować ale czułam że wiele osób mnie trzyma. W pewnym momencie zostałam uderzona w głowę i straciłam przytomność.
poniedziałek, 30 kwietnia 2018
"Dynastia Shin Jin"
Część 31
Już prawie miesiąc minął odkąd opuściłam wielkie państwo cesarza Bayana. Wraz z Wangiem postanowiliśmy przejść przez granicę i dostać się do mojego państwa Shin. Nie było to trudne z racji tej , że doszło do zafałszowanego ślubu Bayana z Seungnyang i granice między tymi państwami nie były jakoś doskonale strzeżone. Ja i Wang dołączyliśmy się do grupy podróżników, którzy szli do stolicy Shin. Nasze drogi jednak rozeszły się w pewnej wiosce. W momencie przekroczenia granicy zobaczyłam całkiem inne państwo niż je zostawiłam. Po kątach ulic leżące trupy, pełno straży penetrujących domy i targi , dzieci głodujące, pobite. Szereg kobiet maszerujących za koniem. Krótko przedstawiając obraz pobliskiej wioski to :głód, trupy, cierpienie, niewolnictwo, kradzież, morderstwa, płacz i nędza. Obraz był makabryczny, same łzy cisnęły mi się do oczu. Wang także nie ukrywał przerażenia.
-Musimy z stąd szybko się wydostać. Tu nie jest bezpiecznie-odparł Wang.
Samo znalezienie noclegu nie było trudne, jednak trud sprawiało znalezienie noclegu w bezpiecznym miejscu. Idąc i szukając i znowu idąc i szukając miejsca na przenocowanie ludzie zamykali nam drzwi przed nosami każdy bał się obcych. Gdy już przeszliśmy całą wioskę wzdłuż i wszerz, nie mieliśmy wyjścia i dlatego postanowiliśmy iść przez Las Sonamu aż do wioski położonej obok mojego pałacu. Sądziłam, że tam może być najbezpieczniej. Jednak rozczarowałam się wioska w połowie była spalona. Zostało niewiele domów, ale za to wiele trupów. Nagle zobaczyłam pewną kobietę użalającą się nad zwłokami dziecka. Podeszłam do niej i spytałam co się stało, ona zalana łzami odpowiedziała:
-Uciekajcie! Uciekajcie z stąd! Nic już nie jest takie samo! Odkąd cesarzowa Seungnyang przejęła władzę...Pokazała jaka jest naprawdę! Zgorzkniała, bezlitosna i rozpieszczona. Gdyby jej rodzice żyli...biedacy przewracają się w mogile! I pomyśleć że to ta kilkunastoletnia dziewucha zabiła ich i zaplanowała to piekło swojemu państwu, a sama żyje wygodnie w państwie cesarza Bayana. Ciekawe czy on wie z kim się ożenił?! Potwór! Śmierć Seungnyang!
Nie mogłam pojąć co ta kobieta powiedziała. Podejrzewają mnie o zabicie rodziców! W pewnej chwili jakiś mężczyzna wpadł na mnie i upuścił kartkę, potem uciekł.
-Co tam pisze?-spytał Wang.
-Musimy z stąd szybko się wydostać. Tu nie jest bezpiecznie-odparł Wang.
Samo znalezienie noclegu nie było trudne, jednak trud sprawiało znalezienie noclegu w bezpiecznym miejscu. Idąc i szukając i znowu idąc i szukając miejsca na przenocowanie ludzie zamykali nam drzwi przed nosami każdy bał się obcych. Gdy już przeszliśmy całą wioskę wzdłuż i wszerz, nie mieliśmy wyjścia i dlatego postanowiliśmy iść przez Las Sonamu aż do wioski położonej obok mojego pałacu. Sądziłam, że tam może być najbezpieczniej. Jednak rozczarowałam się wioska w połowie była spalona. Zostało niewiele domów, ale za to wiele trupów. Nagle zobaczyłam pewną kobietę użalającą się nad zwłokami dziecka. Podeszłam do niej i spytałam co się stało, ona zalana łzami odpowiedziała:
-Uciekajcie! Uciekajcie z stąd! Nic już nie jest takie samo! Odkąd cesarzowa Seungnyang przejęła władzę...Pokazała jaka jest naprawdę! Zgorzkniała, bezlitosna i rozpieszczona. Gdyby jej rodzice żyli...biedacy przewracają się w mogile! I pomyśleć że to ta kilkunastoletnia dziewucha zabiła ich i zaplanowała to piekło swojemu państwu, a sama żyje wygodnie w państwie cesarza Bayana. Ciekawe czy on wie z kim się ożenił?! Potwór! Śmierć Seungnyang!
Nie mogłam pojąć co ta kobieta powiedziała. Podejrzewają mnie o zabicie rodziców! W pewnej chwili jakiś mężczyzna wpadł na mnie i upuścił kartkę, potem uciekł.
-Co tam pisze?-spytał Wang.
Idźcie do domu Hyunga tam znajdziecie schronienie
Spotkamy się dzisiaj w nocy, przysyła mnie Twój nauczyciel Byun Gaedea
W raz z tą kartką pojawiła się nadzieja. Nie mieliśmy nic do stracenia. Poszliśmy szukać domu Hyunga, jak się okazało sam właściciel domu zginął. Byliśmy sami. Jednak ktoś o nas zadbał. Wchodząc do domu znaleźliśmy nowe ubrania i stół uginający się od jedzenia. Moje oczy zaświeciły się na widok persymon, a żołądek nie dawał mi spokoju. Już miałam wziąć do rąk jedna persymonę gdyż Wang złapał mnie za rękę i powiedział bym nic nie jadła ani piła z tego stołu.
-To wszystko może być zatrute. Może to jakaś pułapka. Bądźmy ostrożni. -rzekł Wang, zabierając mi i odkładając persymonę.
Potem siedliśmy na ziemi i czekaliśmy na tego mężczyznę. Mijał czas a nadal nikt się nie zjawił. Byłam tak zmęczona , że w końcu zasnęłam na ramieniu Wanga.
-Seungnyang obudź się ktoś idzie.-Wang przebudzał mnie.
W pewnej chwili u progu drzwi stanął pewien mężczyzna , który rzucił miecz na znak pokoju, potem uklęknął i oddał mi pokłon. Po chwili rozpoczęła się wspólna rozmowa. Jak się okazało mój nauczyciel przeżył zamach,lecz obecnie jest przetrzymywany w więzieniu jako niewolnik pewnego kupca.
-Pani on jest w ciężkim stanie, jak tylko dowiedzieliśmy się , że żyjesz postanowiliśmy cię odnaleźć i chronić. Ludzie masowo giną bo chodzą plotki że prawdziwa cesarzowa żyje, że był to zamach stanu. Niektórzy w to wierzą a niektórzy nie, ale w każdym razie nikt nie może o tym mówić. W przeciwnym razie... widzieliście co ich czeka. Państwo upadło, są protesty, ludzie giną, głodują, fałszywa cesarzowa żyje w bogactwie z cesarzem Bayanem. Pani! Zrobię wszystko co w mojej mocy byś odzyskała państwo tron i poślubiła Bayana Jina.
-To bardzo szlachetne co mówisz, ale jak mam tego dokonać?!
-W tym pomoże wam Byun , załatwię wam spotkanie z nim w lochach.
-Dziękuję, nie wiem jak ci się odwdzięczę.
-Wystarczy, że odzyskasz państwo i pozwolisz żyć bezpiecznie mojej żonie i córce, a teraz wybacz...Muszę znikać. Jutro wyślę wiadomość gdzie i o której odbędzie się wasze spotkanie.
Następnego dnia do naszych drzwi zapukał mały chłopiec który dał adres pod który mieliśmy się spotkać z Byunem. Tam od razu udaliśmy się. Nie było to czarujące miejsce bo było to zwykłe podwórko wypełnione ludźmi w drewnianych klatkach. W jednej z nich znajdował się Byun. Okazało się , że strażnik który miał wartę był naszym sprzymierzeńcem i bez problemu mnie wpuścił do Byuna. Gdy tam weszłam widok był okrutny. Mój wspaniały, dobrze zbudowany , przystojny nauczyciel, stał się kościstym, brudnym starcem.
-To wszystko może być zatrute. Może to jakaś pułapka. Bądźmy ostrożni. -rzekł Wang, zabierając mi i odkładając persymonę.
Potem siedliśmy na ziemi i czekaliśmy na tego mężczyznę. Mijał czas a nadal nikt się nie zjawił. Byłam tak zmęczona , że w końcu zasnęłam na ramieniu Wanga.
-Seungnyang obudź się ktoś idzie.-Wang przebudzał mnie.
W pewnej chwili u progu drzwi stanął pewien mężczyzna , który rzucił miecz na znak pokoju, potem uklęknął i oddał mi pokłon. Po chwili rozpoczęła się wspólna rozmowa. Jak się okazało mój nauczyciel przeżył zamach,lecz obecnie jest przetrzymywany w więzieniu jako niewolnik pewnego kupca.
-Pani on jest w ciężkim stanie, jak tylko dowiedzieliśmy się , że żyjesz postanowiliśmy cię odnaleźć i chronić. Ludzie masowo giną bo chodzą plotki że prawdziwa cesarzowa żyje, że był to zamach stanu. Niektórzy w to wierzą a niektórzy nie, ale w każdym razie nikt nie może o tym mówić. W przeciwnym razie... widzieliście co ich czeka. Państwo upadło, są protesty, ludzie giną, głodują, fałszywa cesarzowa żyje w bogactwie z cesarzem Bayanem. Pani! Zrobię wszystko co w mojej mocy byś odzyskała państwo tron i poślubiła Bayana Jina.
-To bardzo szlachetne co mówisz, ale jak mam tego dokonać?!
-W tym pomoże wam Byun , załatwię wam spotkanie z nim w lochach.
-Dziękuję, nie wiem jak ci się odwdzięczę.
-Wystarczy, że odzyskasz państwo i pozwolisz żyć bezpiecznie mojej żonie i córce, a teraz wybacz...Muszę znikać. Jutro wyślę wiadomość gdzie i o której odbędzie się wasze spotkanie.
Następnego dnia do naszych drzwi zapukał mały chłopiec który dał adres pod który mieliśmy się spotkać z Byunem. Tam od razu udaliśmy się. Nie było to czarujące miejsce bo było to zwykłe podwórko wypełnione ludźmi w drewnianych klatkach. W jednej z nich znajdował się Byun. Okazało się , że strażnik który miał wartę był naszym sprzymierzeńcem i bez problemu mnie wpuścił do Byuna. Gdy tam weszłam widok był okrutny. Mój wspaniały, dobrze zbudowany , przystojny nauczyciel, stał się kościstym, brudnym starcem.
-Co ci się stało?!-wpadłam na kolanach do klatki Byuna. Zaczęłam dotykać go po twarzy.
Wtedy zobaczyłam bezlitosność El Sumura i jego chorej władzy. Mój nauczyciel miał wypalone oczy . Do tego jego ciało było pokryte bliznami i nadal świeżymi ranami.
-Kim jesteś?!-spytał Byun cały roztrzęsiony i przestraszony.
-To ja...Seungnyang.-nie dałam rady powstrzymać łez. Ryknęłam płaczem.
-Seungnyang!-zawołał i zaczął dotykać mojej twarzy.-Moje dziecko,to ty! Gdybyś wiedziała ...co ja stary głupiec uczyniłem...Ale za nim to powiem chcę byś mnie mocno przytuliła, bo po tym co ci powiem nigdy mi nie wybaczysz.
Przerażona zrobiłam to o co mnie poprosił Byun. Bardzo mocno go przytuliłam. Po raz pierwszy na jego twarzy widniał uśmiech.
-Tak wiele miesięcy nie zaznałem czułości. Tak wiele osób zginęło z mojego powodu, tak wiele mnie nienawidzi. Straciłem wszystko. Dziecko ja cię nie chciałem skrzywdzić. Wybacz mi. -mówił Byun.
-Opowiedz mi, co się stało?-spytałam, uspokajając się.
-Bo to ja pomogłem El Sumurowi w zabiciu twoich rodziców. To ja ich wtedy wpuściłem do pałacu. To przeze mnie, przeze mnie...Rozumiesz?! Seungnyang oni obiecali , że was nie skrzywdzą, tylko wygonią, ale...Nie dotrzymali słowa. Ja, głupiec im wierzyłem!
-Byun! O czym ty mówisz?!-nie chciałam dopuścić tych słów do swojego serca, które i tak już było poranione i zakrwawione.
-Pomogłem El Sumurowi zabić twoich rodziców. Jedyne co mam na swoją obronę to to, że kiedy zabili najpierw twoich rodziców a potem szli po ciebie. To cię nie wydałem. Wmówiłem im , że moja córka, a twoja służka, która była łudząco podobna do ciebie to że ty i zabili ją...Zabili ją! Potwory zabiły moją małą córeczkę.
Cały czas trzymając Byuna za rękę wsłuchiwałam się w okrutną prawdę. Poczułam się znowu zdradzona i to przez mężczyznę, który był dla mnie drugim ojcem. Miała ochotę w tamtej chwili wstać i już nigdy nie wrócić, jednak moje obolałe serce znalazło odrobinę wrażliwości i wybaczenia i pozwoliło mi zostać i wysłuchać upadłego przez los , bezbronnego i nienawidzącego siebie człowieka.
-Mój promyczku nie oczekuję od ciebie przebaczenia, bo takiemu jak ja się nie wybacza. Wiem , że nic nie mogę zrobić by naprawić przeszłości, ale mogę pomóc naprawić ci przyszłość.
-Powiedz Byun. Jak mam tego dokonać?-starałam się mówić tak by nie wyczuł mojego rozżalonego serca.
-Po tym jak pomogłem im w tym czynie, nie mogłem patrzeć na siebie w lustrze. Czułem wstręt i obrzydzenie po paru miesiącach gdy myślałem, że już naprawdę nie żyjesz...Wybacz zwątpiłem w ciebie promyczku...Wtedy postanowiłem wyruszyć do cesarza Jina i o wszystkim mu opowiedzieć, ale dowiedziałem się o jego nagłej śmierci. Byłem załamany bo moja nadzieja zaczęła umierać. Niestety ludzie El Sumura mnie schwytali i za zdradę stanu tu przebywam. Torturują mnie i odnawiają zabliźnione rany, ale nie przejmuj się moim losem , bo zasłużyłem na to. Gdy dowiedziałem się, że żyjesz postanowiłem cię nie spuszczać już z oczu a gdy tu przybyłaś moja nadzieja na lepszą przyszłość państwa znów się narodziła.W końcu będę mógł ze spokojem odejść z tego miejsca.
-Nie mów tak! Powiedz lepiej jak chcesz bym odzyskała tron.
-Mam drugą córkę, ona ma wszystkie dokumenty i dowody na to , że córka El Sumura nie jest prawowitą cesarzową.
Po tej długiej rozmowie wróciliśmy z Wangiem do tego pustego domu. Siadłam na krześle i rozpłakałam się. Tak bez powodu. Moje negatywne emocje musiały znaleźć ujście. Nie radziłam już sobie z całym tym ciężarem, miałam ochotę się poddać, przestać walczyć, wstać i odejść. Pogodzić się z losem i zacząć nowe życie z nową tożsamością. Wang widząc moje załamanie , przyklęknął i zaczął ocierać moje łzy mówiąc:
-Seungnyang, nie poddawaj się. Walcz! Przez tyle rzeczy przeszłaś to przejdziesz jeszcze trochę. Władza jest na wyciągnięcie twojej cesarskiej dłoni. Każdy w życiu miewa dni w których myśli , że to już koniec, że nie warto iść dalej, ale nie sztuką jest upaść, sztuką jest powstać z upadku i walczyć dalej o upragnione szczęście i swoje wyznaczone cele. Życie ma się jedno i nie ma czasu by je przegrać, trzeba walczyć do końca. Warto walczyć nawet o ostatnią sekundę życia. Nigdy nie jest za późno by być szczęśliwym. Nie ma życia bez bólu i płaczu, ale nie ma też do końca życia bez chwili szczęścia. Zależy ile to szczęście dla ciebie znaczy.
To co Wang powiedział było dla mnie bardzo ważne. Znowu nabierała się we mnie chęć walki. W pewnej chwili wstałam z krzesła, a Wang mnie przytulił. Potem jakby niefortunnie spojrzeliśmy sobie w oczy, aż nagle Wang mnie pocałował.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












