kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

sobota, 6 czerwca 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 38

Dwa tygodnie już minęły odkąd Kim Young Tokeum podniosła na mnie rękę. Ten czas spędziłam przeważnie w swojej komnacie lub na krótkich wieczornych spacerach z Yooną. I właśnie przez dwa tygodnie nie widziałam się z cesarzem. Te dwa tygodnie były obfite w sprawy państwowe. Jeździł po pobliskich wioskach wraz z swoją żoną-cesarzową i dawał datki , sprawdzał jak się wiedzie mieszkańcom. Ja natomiast wykorzystałam ten czas na planowanie odebrania tronu.  Okazało się, że Toghun bardzo mi się w ten czas przydał. Zaplanował podburzyć lud przeciwko cesarzowej. Chciał rozpowiedzieć na oba państwa dynastii Shin i Jin , że cesarzowa Kim  nie jest cesarzową i rozprowadzić jej wizerunek i płacić za wszelkie przydatne informacje. Uważał, że jeśli lud zacznie mieć wątpliwości wówczas pałac na czele z cesarzem Bayanem nie będzie miał wyjścia i będzie musiał podjąć działania by obalić lub potwierdzić dane wątpliwości. Był to ryzykowny krok, lecz jeśli by się powiódł oznaczał by moje zwycięstwo. Postanowiliśmy zaryzykować. Wysłałam Yoone do Toghuna z informacją, że zgadzam się na jego pomysł. Yoona w czasie kolacji-najbezpieczniejszej porze, kiedy to służba i wszyscy dworzanie spożywają posiłki, poszła się spotkać przy pawilonie kobiet z Toghunem.
-Nyang ryzykuje. Ufa tobie Panie. Proszę nie zawiedź jej.-mówiła Yoona.
-Rozumiem. Postaram się zrobić co w mojej mocy by nastała sprawiedliwość.-powiedział mężczyzna.-Yoona , ale pamiętaj że już nie ma odwrotu. Musimy być razem do końca w klęsce lub zwycięstwie.
Nagle usłyszeli jakiś szelest a Toghun za drzewem zobaczył czyjś cień. Znacząco spojrzał na Yoone, po czym ją przytulił i pocałował w policzek. Cała zarumieniona Yoona zesztywniała, nie wiedziała co ma robić. Toghun widząc reakcje służki, powiedział:
-Kochanie wracaj już do tej konkubiny. Jeśli się ktoś dowie o nas , będziesz miała problemy. Idź zanim konkubina nie zauważy, że cie nie ma.-mrugając do dziewczyny ostatni raz posłał jej pocałunek tym razem w czoło i odszedł.
Yoona chociaż wiedziała,że to wynikło z niebezpiecznej sytuacji to i tak była cała w skowronkach. Kierowała się do mojej komnaty gdyż nagle ktoś jej podłożył nogę i upadła. Kiedy spojrzała powyżej zauważyła twarz jednej z służek cesarzowej Kim. Która wzięła ją za włosy i spytała od kiedy się spotyka z tym przystojniakiem. W tej chwili Yoona była pewna ,że ta mało bystra dziewucha niczego się nie dosłuchała. Wyrwała włosy z jej rąk , wstała i rzucając jej wrogie spojrzenie Yoona powiedziała:
-A co cie to obchodzi? To moja sprawa z kim się spotykam.
-No jak cesarzowa się o tym dowie, że nie wywiązujesz się z obowiązków to nie będzie zadowolona. -powiedziała służka.
Yoona ostatni raz spojrzała na szpiega i wróciła do komnaty. Jedyne co nam wówczas zostało to czekanie aż wybuchnie skandal w państwach. Miałam nadzieje , że nastąpi to szybko. Kim Young robiła się bardzo podejrzliwa, skoro wysyłała swoje służki na szpiegowanie. Ledwo Yoona weszła do naszej komnaty a zaraz za nią przyszedł Bayan we własnej osobie. Wbiegł tak jakby się paliło. Siadł koło mnie zarzucił mi rękę na ramię, spytał jak się czuję a potem poprosił bym poszła z nim w jedno miejsce. Poprawiłam tylko włosy i poszłam za nim. Wyszliśmy na dwór i idąc ścieżką ogrodową doszliśmy do mostku nad stawem. Na tym drewnianym moście był koc, kilka świec wino i kilka przekąsek.
-Co powiesz Nyang na kolacje pod gwiazdami? -zapytał Bayan.-Nie jestem pewien czy ci się spodoba, ale...
-Tak! To wspaniale przygotowane. Ja...jestem bardzo wzruszona jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego. -łzy stanęły mi w oczach a małe płomienie świec mieniły mi się w tych zalanych łzami oczach.
Serce zaczęło mi drżeć i chciałam by ten wieczór trwał wiecznie. Cesarz dawał mi poczucie bezpieczeństwa mimo, że jak go poznałam nie należał do bohaterów, dawał mi też takie ciepło, które płynęło prosto z jego serca. Patrząc w jego oczy i promienny uśmiech nie mogłam się już doczekać kiedy powiem mu prawdę i kiedy to będę przy nim trwać jako cesarzowa a nie służka.
Usiedliśmy na mostku i popijając wino wspominaliśmy nasze pierwsze spotkanie. Był to moment kiedy naprawdę mój śmiech był szczery, nie wymuszony. Będąc już długi czas tak nie szczęśliwym głównie z powodu rodziców, dla nich to wszystko robiłam, dla nich walczyłam i nie poddawałam się , takie momenty wesołe były jak miód na moje zbolałe poranione serce. I to w takich momentach rozumiałam, że życia nie można cofnąć, nie można mych rodziców przywrócić do życia, że trzeba żyć dalej mimo wszystko, że w końcu to szczęście przyjdzie bo gdzieś słońce wschodzi a gdzieś zachodzi, gdzieś kończy się burza i wychodzi słońce gdzieś ktoś umiera i się rodzi...wszystko ma początek i koniec. Czy ból może minąć? Tego nie byłam pewna ale zbiegiem czasu stawał się on moją podporą ,największą bronią i raną która mnie ukształtowała stałam się silniejsza, konsekwentna i twardsza.
-Nyang przy tobie jestem taki szczęśliwy. Jesteś moją ostoją. Kiedy cie widzę i mogę złapać za dłoń nabieram wiary i siły na kolejny dzień. Bycie cesarzem nie jest łatwe. Nie wiele nauczyłem się od ojca a mój regent El Sumur ciągle znika lecz cały czas każe mnie kontrolować poddanym. Cesarzowa Kim...duszę się przy niej. Wiele bym dał żebyś ty nią była. Chociaż to dla dobra państwa, ja czuje się jakbym tkwił w złotej klatce, tylko ty jesteś moim powietrzem. Kim Young, nienawidzę jej! Jest wredna, podstępna...ale rodzice wiedzieli co robić. -opowiadał Bayan.
-Rozumiem cie. Pałac to nie łatwe miejsce do życia. Każdy walczy o przetrwanie.-rzekłam.
-Nie rozumiesz Nyang! Chcę ci powiedzieć, że to ty mi jesteś przeznaczona! To z tobą miałem być od początku, to ciebie pierwszą spotkałem. Abdykuję i wezmę ciebie, będziemy żyć poza pałacem. Może nie będę bogaty ale będziemy szczęśliwi. Miłość jest najważniejsza! A ja ciebie kocham, tylko ciebie!-uniósł się cesarz.
-Panie! Nie rób tego. Błagam...musisz spełnić wolę rodziców. Takie jest przeznaczenie! Nie rezygnuj z obranej drogi. Nie wiesz co się może zdarzyć jutro a co dopiero za jakiś czas. Ja będę zawsze przy tobie. Nigdy cię nie opuszczę. Pamiętaj o tym. Będę twoim wsparciem, ale błagam  nie poddawaj się.-mówiłam.
Bayan spojrzał mi w oczy po czym się przybliżył tak jakby chciał mnie  pocałować. Styknęliśmy się czubkami nosów gdyż nagle usłyszeliśmy czyjś głos. Odwróciliśmy się i okazało się, że był to głos Kim Young i El Sumura. Podeszli do nas po czym cesarzowa złapała cesarza za dłoń i kazała mu wstać.
-Byłam u ciebie w komnacie lecz panie, cie nie zastałam.-oznajmiła Kim Young Tokeum.-Szukałam cię wszędzie a ty zabawiasz się tu z tą ladacznicą?!
Podczas gdy cesarzowa wyżywała się słownie na swym mężu , El Sumur przyklęknął i wyszeptał mi do ucha:
-Oj dziewucho, jesteś taka głupia. Myślałaś, że się nie dowiem o świadku? Lepiej się zacznij modlić, bo już wysłałem żołnierzy. Przykro mi twój jedyny świadek za chwilę zniknie a wtedy już nikt ci nie uwierzy. Wiem również, że ten zdrajca Wang Yu ci pomaga, oby go tam nie było bo biedak również ucierpi.
Moje źrenice się rozszerzyły, wstałam, przeprosiłam cesarza i pobiegłam do komnaty. Poprosiłam Yoone by szybko skontaktowała się z Toghunem. Yoona szybko pobiegła do strażnika który nam pomagał i poprosiła by przekazał informację Toghunowi. Strażnik słysząc informacje szybko wziął konia i popędził do pobliskiego domu nieopodal pałacu w którym na czas wyjaśnienia sprawy przebywał nasz sojusznik.

piątek, 5 czerwca 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 37



-Nyang gdzie idziesz?-zaczepił mnie cesarz.
-Idę pospacerować Wasza Wysokość.-odpowiedziałam skinąwszy głową na znak szacunku.
-Pozwól , że się dołączę. -powiedział Bayan.
Chwilę później szedł koło mnie ramię w ramię ani nie wyprzedzając ani nie zostając w tyle. Potrzebowałam chwilowej samotności, ale niestety w danej chwili nie było mi to dane. Szłam spokojnie przed siebie gdy czułam wzrok cesarza na sobie. Wydawać się mogło, że za chwilę nie widząc jakiegoś kamienia przed nogami potknie się i upadnie, ale on dobrze znał te dróżki w ogrodowym pałacu więc mógł iść równo dobrze z zamkniętymi oczami.
Nagle się zatrzymałam i spoglądając mu w oczy spytałam czy ma jakąś sprawę do mnie, ale on tylko się roześmiał i ruszył w dalszą drogę. Postanowiłam za nim nie iść tylko wrócić gdyż za niedługi czas miałam spotkać się z Wangiem by omówić szczegółowy plan działania. Widząc , że zmierzam w innym kierunku Bayan odwrócił się i pobiegł za mną złapał mnie za rękę i szybkim ruchem przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Mimo, że trochę już go znałam , to nadal był dla mnie zagadką a dokładniej jego zachowanie. Czasami był jak dojrzały mężczyzna, ogarnięty poważny a czasami przejawiał zachowania jakby młody chłopiec który dopiero poznaje świat i dla którego wszystko jest świeże. Do końca nie potrafiłam przewidzieć jaki jest naprawdę. Miewał w sobie tyle radości ile smutku.
-Panie ale co robisz? Jeszcze ktoś zobaczy.
-Nyang mam prawo do tego. Jestem głową narodu, wiele rzeczy muszę ukrywać dla dobra siebie jak i naszego kraju ale miłości do ciebie nigdy nie ukryję. Jak tak coś dobrego może zaszkodzić? Kocham cie i mam prawo do tego. Każdy cesarz miał swoje konkubiny ale ty nie jesteś dla mnie nią, jesteś kimś więcej i nie pozwolę cie skrzywdzić.
Te słowa mnie ucieszyły tak wiele chciałam mu powiedzieć, ale niestety prawda którą znałam mogła zmieść wszystko w pył. Nie mogłam na to pozwolić, nie mogłam pozwolić by moja przeszłość zniszczyła naszą przyszłość.W pewnej chwili w naszą stronę kroczyła Yoona ale nie sama, lecz z Toghunem! Postawny Toghun szedł z swoją kamienną twarzą od czasu do czasu unosząc kąciki ust natomiast Yoona coś z zachwytem opowiadała mu z rozpromienioną buzią. W końcu doszli do nas. I jak zwykle na początku każdy się z każdym witał.
-Wybaczcie ale mam sprawę do cesarza w sprawie podatków. -powiedział Toghun.
 Przyznam szczerze, że przyszli w idealnym momencie. Mogłam w końcu pójść na spotkanie z Wangiem. Yonna stała na czatach podczas gdy ustalaliśmy kolejny krok.
-Cesarzowo myślę, że musimy się pospieszyć. Musimy powiedzieć cesarzowi kim jesteś i co zrobił El Sumur.-mówił Wang Yu.
-Jestem dopiero od tygodnia konkubiną. Nie możemy działać pochopnie bo jeśli stracimy świadka stracimy wszystko.-mówiłam.
-Rozumiem to, lecz Pani czym dłużej nam to zajmuje tym więcej czasu dajemy wrogom. Nie zapominaj jesteśmy w pałacu tu toczy się wieczna walka o pozycje, bogactwo. Każdego można kupić za odpowiednią stawkę. Nigdy nie wiemy kto z naszych przyjaciół stanie się wrogiem.-przekonywał.-Myślę, że musimy umocnić pozycję i mieć po swojej jeszcze kilku ludzi wraz z cesarzem.
-Kogo masz na myśli?-spytałam.
-Co myślisz o Toghunie? -zaproponował Wang.
-Jest bardzo arogancki, kobiety traktuje z góry, ma swoje zasady, lecz raczej jest godny zaufania.-odpowiedziałam.-Ale czy on nam uwierzy , że to ja jestem cesarzową?
Nagle drzwi się otworzyły a w nich ujrzałam we własnej osobie Toghuna. Miał twarz bez wyrazu, bez żadnej emocji, trudno było osądzić co myśli i co zamierza za chwilę powiedzieć.
-Arogancki, swoje zasady i traktuję kobiety z góry?-przemówił.
-Ja próbowałam go zatrzymać, naprawdę! Nie wiedziałam kiedy się pojawił. Wybaczcie mi!-wtrąciła Yoona.
-Nic się nie stało. Nawet to lepiej.-rzekł Wang.-To co usłyszałeś i to co usłyszysz ma pozostać między nami.
-To, że z tej służki było coś więcej, mogłem się domyślić. Jak na służkę przejawiała podejrzane zachowania. Postanowiłem to sprawdzić kim naprawdę jest ta dziewczyna.-mówił Toghun.
-Co masz na myśli?-spytałam ze zdziwieniem.
-Jak to co Wasza Wysokość? To że już od kilku tygodni prowadziłem śledztwo. Bardzo ciężko było zdobyć o tobie informację, ale czego się nie robi dla cesarza. Jak to Wang powiedział ludzi można łatwo kupić, a pałac ma uszy.-odpowiedział z przerażającym spokojem w głosie.
-Panie czyli rozmawiałeś ze mną tylko dlatego,że chciałeś informacji o mojej Wysokości?-z zawodem w głosie spytała Yoona.
Rozmowa toczyła się dalej, okazało się, że do końca Toghun nie potwierdził mojej tożsamości dlatego postanowił sprawdzić Cesarzową Kim. Zaszedł aż do wioski w której się wychowywała i wiele ludzi ją kojarzyło. Toghun postanowił mnie szpiegować i przypadkiem dowiedział się o mojej rozmowie z Kim i o moim wisiorku z obrączek mych rodziców. Nagle zyskaliśmy świadka. Pytanie brzmiało czy cesarz Bayan wiedział o tym, dlatego też zapytałam Toghuna a on odpowiedział:
-On wie, że cie wasza wysokość sprawdzam, ale jeszcze nie wie kim jesteś. Cesarz Bayan sam był ciekawy ciebie, chciał dokładniej poznać twoją przeszłość szukał twoich bliskich by ich do pałacu sprowadzić. Czego się nie robi dla mojego Pana....Nie spodziewałem się, że odkryję tak zaskakujące informacje o twojej osobie Pani.
-Niech cesarz na razie nic nie wie.-odparłam.-Musimy dokonać jeszcze kilku kroków by nikt nie ucierpiał. Cesarz mógłby stać się celem. Nie wiemy kto jeszcze pracuje dla El Sumura.
-Na początek proponuje zakończyć potajemne spotkania. Jest to niebezpieczne oraz nie wygląda to dobrze , kiedy cesarzowa spotyka się z mężczyzną po kryjomu a służka pilnuje.-zaproponował Toghun.-Informacje będą przepływać przez Yoone ona będzie odkrywała najważniejszą rolę będzie między naszą trójką pośrednikiem. Tobie Wasza Wysokość zostaje odgrywanie wspaniałej konkubiny, nie możesz się już spotykać z nikim po kryjomu.
-Zgadzam się z Toghunem.-odparł Wang.-Lecz skąd mamy pewność, że nie pracujesz dla El Sumura?
-Nigdy nie macie.-roześmiał się pierwszy raz odkąd przyszedł.-W końcu jestem zarozumiałym arogantem traktującym z góry kobiety.
Kiedy rozmowa się zakończyła każdy rozszedł się w swoją stronę. Zmierzając w stronę własnej komnaty okazało się, że do pałacu przyjechało kilka nowych dziewcząt dla cesarza, jednak selekcja na konkubiny się zakończyła. Prawdopodobnie Kim chciała wypełnić puste pokoje i zrobić mi konkurencje. Już wchodziłam do komnaty gdy Yoona przyleciała z wiadomością, że szybko wszystkie kobiety w tym również ja mamy spotkać się w sali z cesarzową Kim. Kiedy dotarłam na miejsce wszystkie dziewczęta już były ustawione.
-Wybacz za spóźnienie.-złożyłam pokłon w stronę Kim.
Ona buchnęła śmiechem i nagle w sekundzie spoważniała. Podeszła w moją stronę opluła mnie i kazała klękać i błagać o wybaczenie. Duma mi mówiła bym tego nie robiła. Zamiast tego dotknął ją mój chłodny wzrok. Kim zaczęła krzyczeć tak głośno, że wręcz piszczała. Uderzył ją brak szacunku z mojej strony. Tego już nie wytrzymała, wezwała eunuchów i kazała im zdjąć ze mnie pierwszą warstwę ubrania.



Kiedy już to zrobili, zmusili mnie do upadnięcia na kolana. Jeden tak mocno ściskał mi kark w stronę podłogi, że prawie go nie czułam. Drugi stał nade mną w razie problemów. Dziewczęta były przerażone, odwracały wzrok, modliły się a nie które wręcz po cichu łkały.
-Tak się każe za nieposłuszeństwo! Ja tu jestem prawdziwą cesarzową! Tylko ja! Ja tu wydaje polecenia! Nikt mi się nie będzie sprzeciwiał!-krzyczała Kim.
Po chwili dostarczono do jej rąk bicz z drewnianą rączką. Serce mi zaczęło walić, bałam się każdego uderzenia, jednak wiedziałam , że każda łza będzie poszerzać uśmiech mojemu wrogowi. Starałam się cios za ciosem utrzymać łzy. Zacisnęłam zęby. Każdy bicz wymierzony w moje plecy przypominał jakby mnie uderzano czymś niesamowicie zimny a zarazem gorącym jak ogień. Nie można było znaleźć różnicy pomiędzy zimnem a gorącym. Każde zabranie bicza z moich krwawiących pleców przypominał ulgę a po chwili niesamowite uczucie drętwienia i pieczenia.






Czułam jakby z ran wylewał się żar zamiast krwi., a twarz oblały zimne poty. Cała twarz była mokra jakbym ją moczyła w wodzie. Kilka łez mi spłynęło, lecz trzymając głowę od czasu do czasu w dole nie pozwoliły ujrzeć Kim mojego cierpienia. Kiedy już skończyła mnie chłostać rzuciła bicz na podłogę i przyglądała się uważnie mojej twarzy. Po wzięciu wdechu z dumą uniosłam głowę  w jej stronę i z pokorą powiedziałam:

                         
-Dziękuję za każdy cios, każdą kroplę krwi, każdą ranę i każdą bliznę. Kiedy będę je czuła przypomnę sobie twoją twarz cesarzowo i tyle razy będę się za ciebie modlić by w końcu ktoś cie pokochał tak jak mnie cesarz Bayan.
Nie daleko cesarzowej Kim była zalana łzami Yoona, która po całym zajściu szybko poleciała do cesarza by go powiadomić o zaistniałej sytuacji. Cesarz wraz z swoją służbą przybiegł w momencie w którym Kim wymierzała mi policzek. Widząc to Bayan złapał ją za rękę i odepchnął z taką siłą , że upadla na ziemię. Po chwili podbiegł do mnie, pomógł mi wstać i prowadząc mnie w stronę wyjścia spoglądając na swoją żonę kątem oka rzekł:
-Zwalniam Nyang z obowiązku uczestniczenia w twoich zgromadzeniach aż do odwołania. Lepiej się mi nie sprzeciwiaj jeśli chcesz być nadal moją żoną.
-Słucham?! Panie! Jak to?! Mamy umowę! Nie możesz od tak zostawić mnie dla tej ladacznicy ! Jestem twoją żoną, jeśli skończysz ze mną ten związek wybuchnie wojna!-krzyczała upokorzona Kim.
Dziewczęta patrzyły jedna na drugą i zaczęły szeptać i cieszyć się.
Bayan prowadził mnie do komnaty tam kazał mi położyć się na brzuchu. Wziął nożyczki i chciał przeciąć mi skrawki zakrwawionego materiału lecz odezwała się Yoona
-Wasza wysokość ja to zrobię. Ja się zajmę konkubiną Nyang. Nie możesz oglądać jej w takim stanie.
-Yoona ma rację. Zostaw mnie i wróć kiedy będę się miała lepiej. Yoona zadba o mnie najlepiej.-odezwałam się wycieńczonym głosem.
Bayan pokiwał niepewnie głową i wyszedł mówiąc że wróci nazajutrz na śniadanie. Yoona czuwała nade mną przez całą noc. Moje rany smarowała maścią z ziół i robiła obkłady. Wiedziałam jedno , że gdzieś tam zostaną blizny, że moje plecy nie będą takie jak przedtem. Nagle zrodziła się w mojej głowie myśl, że cesarz tego nie zaakceptuje, że mnie odrzuci. Bardzo się tego obawiałam, jednak gdy przyszedł mnie rano odwiedzić trochę rozwiał te myśli z mojej głowy.
-Nyang wiem co możemy zrobić by Kim już cie tak nie traktowała, byś dorównywała Kim pozycją.
-Jestem konkubiną, więc...
-Jeśli urodzisz mi syna będziesz dorównywała pozycji mojej żony.
Nagle poczułam jakby czas się zatrzymał. Tak bardzo mnie to zszokowało, że nic mu nie odpowiedziałam. Bardzo chciałam być jego żoną, ale dzieci w obecnej sytuacji by nie pomogły. To nie był idealny czas na to. Zbyt wielu wrogów stało nam na drodze by tak po prostu żyć.

niedziela, 12 stycznia 2020

"Dynastia Shin Jin"

                                              Część 36
 -Panie ta służka już się wybudziła.-zawiadomił eunuch cesarza Bayana. 
Nie zwlekając dłużej, cesarz wstał od stołu i poszedł do komnaty w której przebywała Yoona. 
Za nim doszedł, poprosiłam Yoone, by nic nie mówiła kto za tym stoi. To było niesprawiedliwe, ale niestety by przetrwać i wygrać trzeba czasami odstąpić od reguł. Nie zawsze da się być sprawiedliwym. 
-Kto ci to zrobił?-spytał cesarz.
Yoona spojrzała na mnie, potem spuszczając wzrok powiedziała:
-Nie wiem Panie. 
-Ale ja wiem.-nagle przyszedł El Sumur. -To były Panie twoje zazdrosne kandydatki na konkubinę. Hae Jang i Ha Chook. Służka cesarzowej Kim słyszała jak zaczepiały i groziły Nyang. 
-Słucham?!-zdziwił się cesarz.-Nyang to prawda? Te dwie groziły ci?!
-Każda z nas przybyła by walczyć o twoje względy i każda rywalizuję. Konkurencja jest duża...W złości się różne rzeczy mówi. Uważam, że nie zrobiły by czegoś tak głupiego. -odpowiedziałam. 
-Widocznie trucizna była dla ciebie, ale łakoma służka wzięła co twoje. Dzięki niej ty teraz tu stoisz cała i zdrowa.-wtrącił El Sumur z przenikliwym wzrokiem. 
Po chwili do komnaty weszła cesarzowa Kim wraz z swoją służką, która rzekomo była świadkiem całego zdarzenia. Stanęła przed cesarzem i potwierdziła wersje powiedzianą przez El Sumura. Cesarz nie czekając dłużej wezwał do siebie konkubiny Hae i Ha wymierzył im po dwadzieścia uderzeń biczem. Po czym dał po sakiewce monet i odesłał ich tam skąd przybyły. Dziewczęta do końca krzyczały, że są niewinne jednak nikt nie mógł im pomóc. Słowa Bayana w chwili wypowiedzenia stały się niepodważalne. Do tego cesarz rozkazał przydzielić mi i Yoonie straże. Mieli nas pilnować przez całe dnie. Wychodząc od Yoony na swojej drodze napotkałam El Sumura. 
-Mogę porozmawiać z Nyang na osobności?-zwrócił się do straży. 
Straż odeszła na tyle by mieć mnie w zasięgu wzroku. 
-To było ostrzeżenie. W wyniku zaistniałych zdarzeń nasza umowa czasowo się przesunie. Masz tydzień by opuścić dobrowolnie pałac. W przeciwnym przypadku ty i ta twoja służka opuścicie pałac ale jako trupy!
-Myślisz , że to takie proste? Nie wiem czy o takie skutki ci chodziło, ale mam mniejszą konkurencję i jestem strzeżona. Dzięki tobie El Sumurze. 
-Było to do przewidzenia. Jednak nie powiem cesarz mnie zadziwia. Nie spodziewałem się, że tak mu na tobie zależy. 
-Od przeznaczenia nie da się uciec. 
-Mylisz się. To my sami wybieramy sobie przeznaczenie.
-Może i decydujemy o zdarzeniach w swoim życiu, podejmujemy różne decyzję czasami dobre a czasami złe, ale nie ważne co wybierzemy, krótszą czy długą drogę, przeznaczenie i tak będzie jedno. 
-Ty mała nikczemna...Masz tydzień! Za tydzień w dniu wyboru konkubiny publicznie oświadczysz , że rezygnujesz.-mówiąc to El Sumur odszedł. 
Wiedziałam, że to nie są jedynie słowa puszczone na wiatr a przysięga, której zamierzał dotrzymać mój wróg. Potrzebowałam pomocy , ale nie miałam nikogo kto mógłby mi pomóc. Nikt prócz Yoony i Wang Yu nie znał prawdy. Yoona nic nie mogła zdziałać, a Wang Yu...Nawet nie byłam pewna czy żyje, w końcu nie widziałam go już dość długi czas. Prócz tej dwójki nikomu nie mogłam ufać, a cesarzowi nie mogłam powiedzieć. Z pewnością by mi nie uwierzył.  Znów stałam się bezradna. Czym dużej starałam się walczyć, tym bardziej miałam ochotę odpuścić. Coraz częściej dopadała mnie chęć oddania dobrowolnie swojego państwa i tytułu. Nie była to tylko walka z wrogami i przeciwnościami, ale również walka z samą sobą z swoimi słabościami, kryzysami i brakiem wiary w siebie które stawały się straszną codziennością. Cel był tak daleko a siły powoli opadały. 
Wieczorem do każdej z kandydatek przyszła wiadomość o przygotowaniu się na jutrzejsze starcie w dziedzinie kultury i sztuki. Była to kolejna konkurencja o miano konkubiny. Jutrzejszy dzień miał pokazać nasze umiejętności, grę na harfie, taniec, czytanie i pisanie. Bałam się kryteriów oceny. Z drugiej strony El Sumur dał mi tydzień , chce bym publicznie odrzuciła Bayana, więc musi być pewny że dojdę do tego etapu. Na chwilę, wątpliwości mnie opuściły. Wzięłam kąpiel i ze spokojem zasnęłam nabierając sił na kolejny dzień. O świcie obudził mnie łomot do drzwi. Wstałam pełna sił, otworzyłam drzwi i ujrzałam w nich Toghuna. 
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Mogę wejść?-zapytał spoglądając na straże. 
-Poczekaj chwilę.-zamknęłam drzwi i podbiegłam obudzić Yoone. 
Yoona ledwo żywa otworzyła oczy i spytała co się dzieje. Gdy jej powiedziałam, że Toghun stoi za drzwiami szybko się przebrała i rozczesała włosy. 
-I jak wyglądam?
-Yoona jesteś śliczna.-rzekłam ze śmiechem.-Możesz wejść Toghun!
Mężczyzna wszedł wraz z strażą do komnaty i wręczył mi skrzynie a w niej były piękne suknie.
-Co to?
-Nyang dzisiaj konkurencja kultury i sztuki. Będziesz prezentowała umiejętności. Jednak bardziej przykujesz wzrok nie tylko swoimi umiejętnościami , ale również wyglądem. Przywiozłem więc suknie na każdy twój występ. Żółtą ubierz do tańca i czytania, biało-różową do grania na harfie i pisania. 
-Dziękuję. 
-Dobrze to tyle. Idź się przygotuj. Masz być najlepsza. -mówiąc to Toghun opuścił moją komnatę.
Yoona zachwycała się nim aż do pory śniadaniowej. O dziwo śniadanie było mało obfite. Na tacy była tylko miseczka ryżu i herbata. Zaczęłam myśleć, że cesarzowa Kim czymś nas zaskoczy. I nie myliłam się w pawilonie kobiet oświadczyła, że trochę konkurencje się zmieniły. 
-Dzisiaj przedstawicie taniec i grę na harfie, jednak doszły dwie nowe konkurencje zamiast zwykłego czytania będziecie musiały znaleźć odpowiedni fragment książki i go na głos przeczytać, oraz wybrać jeden produkt z cesarskiej kuchni , ale nie mogą się powtarzać i opisać dlaczego się go wybrało i jakie ma znaczenie dla państwa. Nie podpisane odpowiedzi zbierzemy i ocenimy. Na koniec sprawdzimy waszą wytrzymałość. Mam nadzieję, że zjadłyście całe śniadanie, bo tylko ono ma wam wystarczyć aż do ostatniej konkurencji. Dopiero po sprawdzeniu wytrzymałości dostaniecie obfity posiłek. -tłumaczyła cesarzowa Kim. 
Po przedstawieniu planu udaliśmy się na dwór i tam zaczęłyśmy od tańców. Służący , straże, eunuchy , damy dworu ,wszyscy wyczekiwali na konkurencje. Sam cesarz, cesarzowa Kim i Cesarzowa Wdowa zasiadali na honorowych miejscach. Gdzieś w tłumie można było zauważyć El Sumura, Toghuna i jego ojca. Do mnie należało rozpoczęcie konkurencji. Było to ciężkie zadanie, jednak występując jako pierwsza miałam czas by przebrać się tak jak wspominał Toghun. Zaczęto grać pierwsze nuty, wyszłam na punkt, z którego wszyscy mogli mnie oglądać i pełna stresu rozpoczęłam. Czułam innych wzrok na sobie, zapomniałam już jak to jest kiedy jesteś w centrum uwagi. Niektórzy cie podziwiają, inni przeklinają...a wśród nich  był jeden wzrok, przebijający wszystkie inne. Było to spojrzenie Bayana, który spoglądał na mnie z dumą, radością, zadziwieniem, lecz przede wszystkim z miłością. Wydawać by się mogło , że nikt prócz mnie nie istniał. Starałam się tańczyć jak najlepiej, chociaż serce mi waliło, nie pozwoliłam by emocje wzięły górę. Dokładnie wypełniałam każdy krok, suknia pięknie mi wirowała, a słońce , które przyświecało w moim kierunku sprawiało, że suknia momentami mieniła się jak złoto. 





W końcu muzyka ucichła a ja zakończyłam swój występ. Nagle podszedł do mnie Toghun , przykucnął i rzekł:
-To nazywasz tańcem? To ma być taniec?! Mogłaś się bardziej postarać. 
Słowa jakoś mnie nie uderzyły, bo wiedziałam, że wypełniłam zadanie na tyle ile było mnie stać. Dałam ze siebie wszystko. Szybko wróciłam do komnaty i się przebrałam. Następną konkurencją była, gra na harfie, potem szukanie fragmentu na którym niestety każda z kandydatek poległa. Żadna z nas w wyznaczonym czasie nie mogła znaleźć odpowiedniej strony z pośród pięciu książek. Było to zadanie nie wykonywalne, do tego fragment, który miałyśmy znaleźć nic nie oznaczał , nic nie pokazywał. To było zdanie , które mogło być zawarte z każdej z książek. W końcu nastała konkurencja związana z produktem. Wszystkie dziewczęta biegły ile miały tylko sił by zabrać ze sobą najlepsze produkty. Ja wzięłam do miseczki wody, ponieważ sól wzięła inna z dziewcząt. Po chwili spotkaliśmy się w sali tronowej. Cesarzowa Wdowa wzięła od nas odpowiedzi i wraz z Kim i Bayanem zaczęli je czytać. Wszyscy obecni wstrzymywali oddech. Po dłuższym czasie cesarz wstał z jedną kartką i zaczął czytać odpowiedź, która wygrała. 
"Woda-daje życie, pomaga przetrwać, lecz wszelka trucizna połączona z wodą potrafi zabić. Cesarz jest wodą dla swojego kraju, narodu, który daje życie, bez którego nie można przeżyć, lecz otoczony niewłaściwymi osobami staje się zagrożeniem i przekleństwem. Tak jak czysta woda pozwala rozkwitać roślinności daje im życie tak dobry cesarz o czystym sercu może pozwolić rozkwitnąć swojemu kraju" 
-Która z was jest autorką tego pięknego tekstu?-spytał cesarz.
-Ja.-odpowiedziałam występując z rzędu. 
-Chwila!-wstała oburzona Kim. -Woda to nie produkt! Ta dziewucha powinna być zdyskwalifikowana. Prawda Cesarzowo Wdowo?
-Rzeczywiście woda to nie produkt. Zasady przedstawiono jasno.-zgodziła się Wdowa z Kim. 
-Czy moje zdanie się nie liczy?-spytał cesarz.
-Kochanie chcesz być posądzony o układy? Chcesz stracić w oczach ludzi? Pokazać , że jesteś niesprawiedliwy i kierujesz się chwilowymi uczuciami zamiast rozumiem i zasadami? Chyba nie?-wyszeptała Kim do ucha Bayana.
Cesarz siadł z powrotem na tronie. Zapadła chwilowa cisza, którą przerwała Cesarzowa Wdowa, mówiąc , że tą konkurencje wygrała dziewczyna, która przedstawiła sól. Była nią Toek Deum. Ostatnie zadanie polegało na tym, że miałyśmy zrobić pięćdziesiąt okrążeń placu z workiem na plecach pełnego kamieni i dwoma książkami na głowie , na której leżała miseczka z wodą a w rękach miałyśmy trzymać dwie miseczki z ryżem. Dziewczyna, której spadła miseczka z wodą odpadała z konkurencji. Zadanie to było niezmiernie trudne. Siła, równowaga i wytrwałość-te cechy miałyśmy pokazać. To była moja ostatnia szansa i konkurencja , której nie mogłam przegrać z powodu poprzedniej porażki. Niespodzianka było to, że mogły wziąć udział również dziewczęta, które odpadły wcześniej, prócz oczywiście Hae i Ha. Każda z nas miała szanse dalej przejść. Głód, upalne słońce, ból pleców, zdenerwowanie, zmęczenie to wszystko co nam towarzyszyło podczas wyścigu. Jedna z dziewcząt odpadła już przy drugim okrążeniu. 
-Czterdzieste drugie okrążenie!-krzyczał eunuch.
Zostało nas już tylko trzy, reszta dziewcząt odpadła. Niektórym spadły miseczki z wodą, niektóre już nie wytrzymały ciężaru na plecach, jednak większość dziewcząt mdlało. Ja już byłam na skraju. Myślałam, że nie dojdę. Zaczęło mi się robić duszno, serce szybciej biło, pot zalewał moje czoło, ręce i nogi odmawiały mi powoli posłuszeństwa. Zaczęłam się modlić, w końcu tak nie wiele zostało. Cesarz już nie mógł patrzeć około dwudziestego okrążenia chciał przerwać ten wyścig, jednak zasady zasadami on nie miał prawa decydować o konkurencjach, mógł tylko głosować na uczestniczki.Przy czterdziestym czwartym okrążeniu odpadły dwie dziewczyny. Zostałam sama. Nagle Yoona wstała i zaczęła krzyczeć:
-Nyang! Dasz radę Nyang! Trzymam kciuki! Nyang! Nyang!
Razem z nią zaczęli mi wszyscy kibicować. W końcu została mi ostatnia prosta. Po chwili przekroczyłam ostatnie okrążenie. Doszłam! Dałam radę! Już nawet nie miałam siły się cieszyć wraz z przekroczeniem mety upadłam na ziemie. Bayan widząc to podbiegł do mnie podtrzymując mi głowę dał mi pić. 
-Nyang byłaś wspaniała. Wygrałaś. Gratuluje!-mówił uradowany cesarz.-Jesteś taka piękna nawet kiedy jesteś spocona i zmęczona. Nie ważne co się stanie ja i tak tylko ciebie pragnę. 
Te słowa były jak miód na moje serce, jak gwiazda z nieba czy wszystkie skarby świata. Takie momenty pokazywały mi, że moja walka jeszcze nie dobiega końca, że zdobywam siłę i motywację by walczyć dalej. W tym momencie podjęłam decyzję, że nie poddam się nie ulegnę El Sumurowi. 
Bayan wziął mnie na ręce i ogłosił, że wygrałam tą konkurencję i mam bezpieczne miejsce raz z czterema innymi dziewczętami do ogłoszenia przez niego wyników na konkubinę.  Wydawało się , że już nic się tego dnia nie stanie, jednak podbiegła cesarzowa Kim i powiedziała:
-Niemożliwe. Nyang nie może przejść dalej. Tą konkurencję przegrały wszystkie. 
-Jak to?!-oburzył się Bayan trzymając mnie nadal w ramionach, 
-Zadanie polegało, że wygrają, dziewczyny które doniosą ci Panie te trzy miseczki, nie wystarczy, że przeszły tyle.-z fałszywym uśmiechem odpowiedziała Kim. 
-Nie było o tym słowa, więc to jest nieaktualne. Wybacz, ale teraz zabiorę Nyang do swojej komnaty gdzie odpocznie. Masz nam dziś nie przeszkadzać zjemy oboje kolacje.-mówiąc to Bayan pokierował się prosto w stronę pałacu. 
Nastał wieczór, stół w komnacie uginał się od jedzenia. Ja przygotowałam się do kolacji z cesarzem. 
-Nyang  w końcu jesteśmy sami.-cesarz złapał mnie za dłoń. 
-Bayanie nie powinniśmy posuwać się za daleko. Werdykt jeszcze nie zapadł. Nie jestem oficjalnie twoją konkubiną. 
-Masz racje nie jesteś. I nie będziesz nigdy konkubiną. 
-Wybrałeś inną? Rozumiem.
-Nie mam innej. Mam tylko ciebie, ale nie będziesz żadną konkubiną ani tą drugą. Będziesz pewnego dnia moją żoną, moją pierwszą i jedyną cesarzową. 
-To niemożliwe. Twoją pierwszą jest cesarzowa Kim. Ja z konkubiny nigdy nie będę na jej miejscu nigdy nie będę nią. 
-Zrobię wszystko byś była. Ja nie kocham Kim. Wręcz jej nie cierpię. Kiedy ją widzę mam ochotę ją zabić.
-To twoja żona, mimo wszystko chodzi o umowę między państwami. Nie możesz jej nic zrobić. Inaczej wybuchnie wojna. Kraje nie są na to gotowe. -wstałam od stołu i chciałam wyjść, lecz Bayan poprosił bym coś zagrała jakieś pieśni. Tak też zrobiłam. Zagrałam dwie ulubione pieśni cesarza a potem postanowiłam, że wrócę do komnaty. Bayan zapatrzony we mnie nalegał bym została, ja jednak liczyłam się z zasadami i nie chciałam pogarszać sytuacji



Dlatego też ze zdecydowaniem pokierowałam się w stronę wyjścia. Nagle Bayan podbiegł do mnie złapał mnie za rękę i ucałował w policzek. 
-To na dobranoc.-rzekł, żegnając się ze mną. 
Wraz z strażą pokierowałam się do swojej komnaty, Wchodząc do niej zauważyłam siedzącą na łóżku Yoona z Toghunem. Widząc mnie Yoona zeskoczyła przepraszając mnie za zaistniałą sytuacje. Ja uśmiechnęłam się i powiedziałam, że nic się nie stało. Toghun podszedł do mnie spojrzał mi głęboko w oczy i pogratulował za wytrwałość, mówiąc, że nie spodziewał się po mnie takiej siły. Potem opuścił komnatę. Kolejne dni minęły leniwie. W końcu nadszedł ten dzień, dzień wyboru konkubiny dla cesarza. Stawiło się wraz ze mną pięć dziewcząt. Cały pałac cesarski wyczekiwał decyzji cesarza, kto zostanie jego konkubiną. Mógł oczywiście wybrać więcej niż jedną z dziewczyn, to prawo należało tylko do niego. Na dziewczyny, które odrzucał czekały sakiewki z pieniędzmi, jednak te które zostały dostawały najpiękniejsze kwiaty i swoją komnatę. Cesarz powstał i zaczął mówić:
-Nie będę dłużej przedłużał. Moją damą jedyną wybraną kobietą zostaje Nyang przysłana od Toghuna.
Następnie podszedł i wręczył mi kwiaty. Na dodatek publicznie ucałował mnie  w policzek. W cesarzowej Kim zawrzało. Widząc to wstała z niezadowoloną minął i opuściła sale tronową. Cesarz rozkazał przenieść moje rzeczy do komnaty dla konkubiny. Komnata była znacznie większa miała półki z biżuterią, skrzynie z różnymi strojami, łóżko tak duże , miękkie z piękną pościelą że prawie przypominało łoże cesarskie. Prócz Yoony miałam jeszcze jedną służkę, eunucha i kilka innych sług odpowiadających za mój wygląd. Miałam również nowe obowiązki jak i prawa. Każdego dnia miałam składać pokłon cesarzowej Kim rano o wschodzie jak i zachodzie słońca. Podczas gdy przenoszono moje rzeczy do nowej komnaty, wyszłam odetchnąć. Nagle zauważyłam idącego placem mężczyznę przypominającego Wang Yu. Musiałam to sprawdzić. Podbiegłam w stronę mężczyzny. Okazało się, że był to Wang Yu. Widząc go tak się ucieszyłam, że aż go mocno uścisnęłam. 
-Wang Yu ty żyjesz!-oznajmiłam.
-Wszystko wiem. Gratuluje, że zostałaś konkubiną. Jednak to dodatkowe niebezpieczeństwa.-mówił.-Mam dobrą wiadomość znalazłem świadka zbrodni El Sumura. Obecnie ukrywa się w najbliższej wiosce. 
-Naprawdę?! To wspaniała wiadomość.-nie mogłam w to uwierzyć.
-Daj cesarzowo znać a wykorzystamy to by obalić El Sumura. Póki co nikt nie może o tym wiedzieć. Inaczej stracimy ostatnią szansę na  ukazanie prawdy. Stracimy wszystko.-powiedział mężczyzna.
-Dobrze. Już niebawem ukażemy światu prawdę. Jednak teraz proszę cię Wang broń świadka do momentu kiedy dam ci znak. Dziękuję ci. Tak cieszę się, że żyjesz! Naprawdę!-mówiąc to bez podejrzeń opuściłam Wanga.
Znów zrodziła się dla mnie nadzieja. Dostałam przewagę. Los znów zaczął mi sprzyjać. Teraz pozostało mi tylko czekać na właściwy moment uderzenia, którego nikt nie będzie się spodziewał.

wtorek, 31 grudnia 2019

"Dynastia Shin Jin"

Część 35
Już nazajutrz o świcie każda z konkubin miała wstawić się w pawilonie kobiet, którym zarządzała cesarzowa Kim. Już miałam wychodzić aż nagle do mojej komnaty wbiegła Yoona, mówiąc bym szybko poszła do jednostki zarządzania, gdzie czekać miał na mnie cesarz Bayan. Przez chwilę obawiałam się o co mogło chodzić. Jednak gdy już tam dotarłam usłyszałam tylko głos Bayana który mówił:
-Straże, służący wyjść! Zostawcie nas samych. 
Powiedziawszy to Bayan szybko wstał zza biurka i w mgnieniu oka podbiegł do mnie i bardzo mocno przytulił. 
-Wróciłaś.-rzekł.-Już myślałem , że może nie żyjesz...Bałem się. Nigdy już mi tak nie rób. 
-Panie wybacz.-powiedziałam-Nigdy już tego nie zrobię. Przepraszam, ale muszę już iść. Twoja żona czeka w pawilonie. Nie mogę pozwolić na spóźnienie. 
Nie wahając się dłużej szybkim krokiem popędziłam w stronę pawilonu. 
-Spóźniłaś się.-oznajmiła Kim.
-Wybacz pani, ale dotarłyśmy na czas.-wtrąciła Yoona.
-Ktoś cię pytał o zdanie?!-oburzyła się cesarzowa.-Na kolana! W tej chwili! Już ja cię oduczę nieposłuszeństwa. 
Yoona upadła na kolana. Służki Kim przyniosły cztery grube księgi i kazały trzymać mojej przyjaciółce nad głową aż do południa. Następnie Kim przedstawiła wszystkim reguły selekcji na konkubinę cesarza, której miała dokonać sama cesarzowa we własnej osobie. Właśnie w tym momencie straciłam pewność co do przejścia przez wyznaczone etapy. Mimo nie pewności, nie miałam już wyjścia. Albo zostanę cesarzową albo odpadnę a to równa się ze śmiercią. Wówczas nawet sam cesarz mnie nie uratuję, gdyż dziewczyna która odpada z selekcji zostaje odesłana z powrotem, a wiadomo , że Kim i jej ojciec , którzy znają prawdę nie pozwolą mi wrócić żywej. 
-Za chwilę przyjdzie tu sam cesarz Bayan Jin. -rzekła Kim.-Wraz ze mną i przybyłą Cesarzową Wdową sprawdzimy waszą urodę. Każde znamię, niedoskonałości spowodują waszą dyskwalifikacje. 
Dokładnie po tych słowach przybyła Cesarzowa Wdowa wraz z synem Bayanem. Właśnie w tej chwili rozpoczęła się walka o względy głowy państwa. Czułam , że Kim będzie chciała jak najmniej dopuścić kandydatek i tak też się stało. Niedokładnie się przyglądając od razu wpisywała punktację na kartkę i nie ukrywając, głośno komentowała co się jej nie podoba. W końcu przyszła moja kolej najpierw podeszłam do Cesarzowej Wdowy. Była dla mnie to kobieta -zagadka. Gdyż zawsze miała kamienną twarz, żadnych emocji przy ocenianiu. Robiła to profesjonalnie. Nikt tak naprawdę nie wiedział co ona myśli na temat każdej z kandydatek. Stanęłam przed nią ona odsunęła mi włosy , kazała pokazać zęby i ręce. Następnie podeszłam do cesarzowej Kim. Ona już na wejściu parsknęła z oburzenia, skrzywiła się i raz zmierzyła mnie wzrokiem mówiąc:
-Gruba, ręce niezadbane , twarz okrągła i pyzowata. 
W końcu podeszłam do cesarza, który z wielkim , promiennym uśmiechem mnie przywitał. Patrzył mi prosto w oczy, trzymając moją dłoń. On także nie oszczędzał sobie słów:
-Zadbana , promienna, gładka, doskonała twarz. Piękne głęboko brązowe oczy. Włosy, długie, gładkie proste czarne niczym noc, zgrabny nos. Delikatnie zaokrąglone rysy twarzy i te ładne różane usteczka...Mój ideał. 
Nie mogąc tego słuchać, Kim wstała i zarzuciła Bayanowi brak obiektywnego patrzenia, tak jakby sama była obiektywna. Bayan niczym wpatrzony w lustro , spoglądał w moją stronę. Wydawać się mogło , że wyłączył wszystkie zmysły prócz wzroku, tak jakby świat stanął w miejscu i tylko on i ja jedyni wpatrzeni w siebie... W pewnym momencie wszystkie konkubiny musiały wyjść z pawilonu gdyż sumowano punkty. Moją jedyną nadzieją stała się Cesarzowa Wdowa gdyż tylko jej oceny nie mogłam przewidzieć. Po dość długim czasie obradowań wyszedł cesarz i przeczytał imiona dziewcząt, które przeszły do dalszego etapu:
-Toek Deum, Heurae Moeteo, Ha Chook, Hae Jang i ostatnia to ...Nyang. 
Serce waliło mi młotem aż w końcu na chwilę stanęło , nagle usłyszałam swoje imię i poczułam się wygrana. Przynajmniej w tej bitwie. Zaraz za cesarzem wyszła Kim, złapała go pod rękę i powiedziała , że do końca dnia mamy czas wolny, z powodów osobistych, a dokładniej chodziło jej o to , że chciała zaznaczyć swoją pozycję przy boku Bayana. Cesarska para odeszła. Ja natomiast czekałam do południa aż Yoona skończy odbywać karę. W między czasie podeszły do mnie dwie kandydatki na konkubinę: Hae i Ha. 
-Myślisz, że cesarz cię wybierze? Taką brzydulę?! Nawet na to nie licz. Radzę ci, odpuść jeśli nie chcesz mieć problemów.-odezwała się jedna z nich.
-Jak możecie tak mówić? Nie ważcie się jej obrażać! Każda z was ma równe szanse. Spróbujcie jej coś zrobić a pójdę do cesarza.-słysząc to nadbiegła Yoona.
-Kim ty jesteś? Śmiecie prawa głosu nie mają. Nic nam nie zrobisz glisto.-odparła atak Hae.
Wymieniłyśmy się jeszcze spojrzeniami a następnie każdy poszedł w swoją stronę. 
Ja i Yoona poszłyśmy do ogrodu.  Tam zobaczyłam idącego dróżką ojca Kim-regenta El Sumura , który spacerował z Cesarzową Wdową. Spuściłam głowę w dół i starałyśmy się ich ominąć. Jednak to nie poskutkowało. Wielki regent przeprosił Cesarzową Wdowę i opuszczając ją kierował się w moją stronę. Przyspieszyłyśmy kroku by szybko dołączyć do większego grona ludzi. Jednak El Sumur złapał mnie za nadgarstek i wyszeptał:
-Masz szczęście wywłoko. Wiem kim jesteś. Lepiej dla ciebie jeśli odpuścisz. 
-Nic mi nie możesz teraz zrobić. Jestem chroniona. Jeśli zabijesz którąś z wybranek napytasz sobie biedy. Stworzysz sobie wrogów i stracisz w oczach cesarza.
-Jesteś mądrzejsza niż uważałem. Mam dla ciebie propozycję. Jeśli dzisiaj do kolacji opuścisz pałac i napiszesz list z rezygnacją i jej powodem, dam ci pieniądze na utrzymanie. Będziesz mogła gdzieś tam bezpiecznie żyć, ale warunek jest jeden. Masz wyrzec się swojej tożsamości, zapomnieć kim byłaś. Wtedy pozwolę ci żyć spokojnie. Mogę ci nawet znaleźć z lepszej klasy męża. 
-Myślisz , że mnie przekupisz?! Myślisz , że zapomniałam co mi i mojej rodzinie zrobiłeś?! Cały czas mam przed oczami zwłoki swoich rodziców. Nigdy ci tego nie wybaczę! Zginiesz! Osobiście tego dopilnuję! Nie mam nic do stracenia! Dzięki tobie straciłam wszystko! Dzięki Tobie jestem gotowa na wszystko!
-Przemyśl to dobrze. Każdy ma słabe strony. Znajdę i twoją.-mówiąc to regent odszedł.
Oczy mi zaszły łzami. Przestraszona Yoona złapała mnie za rękę i szybko pokierowałyśmy się do wnętrza pałacu. Nagle na naszej drodze pojawił się Toghun. 
-O!-wytrzeszczyła oczy Yoona.-Witaj panie. Co cię tu sprowadza?
-Coś się stało? Wyglądacie jakbyście zobaczyły co najmniej ducha. -zmierzył nas wzrokiem Toghun.
-Mniej więcej. To przez...-zaczęła Yoona.
-To przez konkurencje i przez samą cesarzową Kim. Nie chce łatwo oddać męża w ramiona innej.-przerwałam przyjaciółce.
Bałam się, że za dużo powie. Niestety czym mniej osób wie tym lepiej. Tym bardziej nie chciałabym by dowiedział się o tym Toghun. Znając go mógłby pogorszyć obecną sytuację.
-Mówiłem nie będzie łatwo.-rzekł mężczyzna.-Teraz wybaczcie muszę już iść. 
Yoona zrobiła się cała zarumieniona, jej oczy przypominały iskierki. Dla rozładowania tej nieprzyjemniej sytuacji z regentem zażartowałam
-Podoba ci się Toghun? 
-Nyang! Wcale nie. Ja po prostu się zdenerwowałam tą...
-Ale jesteś cała rozpromieniona. Jak tu się pojawił, miałaś cały czas uśmiech od ucha do ucha.
-To widać było? 
-Mhm...
-Jestem zwykłą służką. Taki mężczyzna jak Toghun nigdy by na mnie nie spojrzał.
Pocieszając Yoone udałyśmy się do mojej komnaty. Musiałyśmy przemyśleć co dalej. Nie mogłam bagatelizować słów El Sumura. Zwłaszcza ,że wiedziałam do czego jest zdolny. Nadszedł wieczór. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Yoona podskoczyła ze strachu. Ja po cichu ze spokojem podeszłam do drzwi. Delikatnie je uchyliłam a za nimi stał Bayan z kwiatkiem w dłoni. 
-Przeszkadzam?-spytał.
-Właściwie to nie. -odpowiedziałam niepewnie. 
-Może pójdziemy się przejść? Jest taka piękna noc.-zaproponował. 
-No nie wiem, muszę zapytać Yoony. Trochę się z nią nie widziałam i chciałam z nią porozmawiać.-uważałam , że to nie była odpowiednia pora na spacery wieczorne. 
Spojrzałam na Yoone, zanim zdążyłam otworzyć usta Yoona wypchała mnie mówiąc bym szła. Nie miałam już wymówki. Yoona zadowolona została w komnacie. A Bayan jeszcze bardziej uradowany, że może ze mną spędzić wieczór. Złapał mnie za rękę i tak udaliśmy się na spacer pod gwiazdami. Chociaż czas i okoliczności nie sprzyjały to jednak był  to jeden z lepszych momentów po śmierci mych rodziców. Dość długo rozmawialiśmy, aż w pewnym momencie spojrzeliśmy sobie w oczy. Nastała cisza. Bayan się przybliżył. Serce znów zaczęło mi szybciej bić.
-Nyang kocham cię. Jesteś dla mnie tą najważniejszą, tą jedyną. Bez ciebie nie istnieje. Obiecaj mi, że nigdy mnie nie zostawisz, choćbym nie wiadomo kim był w przyszłości, choćbym nie wiadomo jak wyglądał. Obiecaj, że będziesz mnie zawsze kochać.-mówił Bayan. 
-Panie ja...-niestety nie dane było mi dokończyć.
Nagle usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk. Pobiegliśmy sprawdzić co się stało. Okazało się , że krzyk dochodził z mojej komnaty. Wbiegłam do środka i ujrzałam konkubiny , służbę i cesarzową Kim, a wśród nich leżącą na ziemi Yoone. Nerwowo zaczęłam pytać co się stało jeden z eunuchów powiedział , że została otruta. 
-Żyje?-spytał Bayan.
-Tak. Na szczęście to nie była śmiertelna trucizna.-odpowiedział eunuch. 
Odetchnęłam z ulgą. Jednak wiedziałam kto za tym stoi. Oczywiście był to regent El Sumur i jego zwierzchnicy. 

poniedziałek, 30 grudnia 2019

"Dynastia Shin Jin"

Część 34
 Minął już prawie  miesiąc odkąd Toghun uwolnił mnie z rąk handlarzy. Pierwsze dni były najgorsze. Wszystko takie obce i nowe. Dzień bardzo się ciągnął, z powodu braku obowiązków. Rzadko widywałam się z Toghunem, ponieważ w przeciwieństwie do mnie miał wiele obowiązków. Kiedy już wracał do swojej posiadłości to zawsze zaglądał do mnie i pytał jak minął mi dzień , potem często rozmawialiśmy na różne tematy. Do tego często przebywał na dworze cesarza Bayana, a ja samotna, znudzona szukałam jakiś wiadomości na temat Wanga. Martwiłam się o niego, jednak po upływie miesiąca nie miałam żadnych informacji. Siedząc pod drzewem wiśni zauważyłam, jak Toghun pośpiesznie i ze zdenerwowaniem szedł do swojej komnaty. Byłam ciekawa co się stało, dlatego też postanowiłam go spytać. On na to odparł:
-Mam pięć dni by dostarczyć do cesarza konkubinę. 
-Nie rozumiem skąd to zdenerwowanie. 
-Nyang chodzi o to , że jak widzisz nie ma tu żadnej kobiety prócz ciebie. W najbliższych dniach nie mam czasu by iść zakupić jakąś niewolnicę ani jej przeszkolić. 
-Co się stanie jeśli jej nie dostarczysz?
-To będzie zlekceważenie samego cesarza. Nie możemy do tego dopuścić gdyż prowincja moja i mego ojca szczycimy się najlepszymi wynikami z pośród wszystkich prowincji.
-Nie możesz ten raz odpuścić? 
-Nyang?! Ty wiesz co ty mówisz?!-oburzył się.
W sumie było to do przewidzenia , że Toghun tak zareaguję. Był on człowiekiem bardzo honorowym, oddanym władcy a przede wszystkim państwu. Jednak potrafił wyrazić opinię, jeśli jakiś pomysł mu się nie podobał. Toghun mimo swojej szorstkiej aż czasami do bólu oziębłej postawy, wyrachowania jak i do pokazywania swojej wyższości nad płcią piękną był dobrym człowiekiem. Potrafił szanować ludzi niższych rangą i udzielać się od czasu do czasu charytatywnie, dając swoje sakiewki biednym dzieciom na ich wykształcenie. Wierzył w to , że do tych biednych dzieci należy przyszłość kraju i by tworzyć lepszą przyszłość trzeba wziąć się za kształcenie młodych. Bardzo imponowała mi jego postawa mimo, że czasami potrafił mnie zdenerwować. 
-Nyang wróć do swoich zajęć , jeśli jakieś masz a jeśli nie to ja ci znajdę.-powiedział Toghun. 
-Nie musisz mi znajdować zajęć. Sama potrafię się sobą zająć. Nie potrzebuje ciebie ani nikogo innego by mi mówił co mam w danej chwili robić.-w tej chwili to ja się zdenerwowałam.
Odwróciłam się i poszłam w stronę swojego pokoju. Siadłam na łóżku i nagle przyszło mi do głowy ,że to właśnie ja mogę pojechać do pałacu jako konkubina. Było to ryzykowne, jednak wówczas Kim nie mogłaby mnie tknąć , gdyż jeśli by to uczyniła wybuchł by konflikt. Czym dłużej nad tym się zastanawiałam tym bardziej wydawał mi się to znakomity pomysł. Jeśli zostałabym pierwszą nałożnicą cesarską mogłabym mieć prawa prawie równe z cesarzową Kim. Moją pozycję wówczas mógłby umocnić potomek. Wszystko wydawało się proste , bo w końcu cesarz Bayan kochał  mnie-takie przynajmniej odnosiłam wrażenie, jednak nie ma nic głupszego niż sądząc , że już się wygrało nim rozpoczęto walkę. 
Postanowiłam dłużej nie zwlekać i pobiec do komnaty Toghuna i zaproponować mu swoją kandydaturę na konkubinę cesarską. Byłam tak przejęta nowym pomysłem, nową nadzieją ,że bez zapowiedzi w biegłam do biura Toghuna. Okazało się , że właśnie przyjechał do niego ojciec. 
-Przepraszam. To ja...poczekam.-zrobiło mi się głupio i postanowiłam się na chwilę wycofać.
-Zaczekaj!-rzekł ojciec Toghuna.-Czy ty nie jesteś tą służką z pałacu cesarza? 
-Tak panie to ja-Nyang.-odpowiedziałam ze wzrokiem skierowanym w podłogę i z lekkim pochyleniem tułowia w przód. 
-Masz tupet dziewczyno. Cesarzowa Kim cię szuka aż w dwóch państwach. Nie wiem co zrobiłaś, ale musiałaś nie źle narozrabiać skoro poruszyła aż tylu żołnierzy. -śmiechem mówił ojciec Toghuna. 
-Mam opuścić pańskiego syna posiadłość?-spytałam, gdyż nie chciałam narobić im problemów. 
W końcu to dobrzy ludzie jedyni z wysoką rangą , którzy jeszcze nie oszaleli na punkcie władzy i bogactwa.
-Nie.-odparł chłodno Toghun.
-Sama widzisz. Mój syn cie nie wyrzuci. -zaczął z uśmiechem mówić ojciec. -Nie wiem co to takiego, ale masz coś w sobie , że każdy mężczyzna mógłby ci paść do stóp. Nawet sam cesarz Bayan, który na swoją piękną żonę spojrzeć nie może, a na ciebie zwykłą służkę...
-Ojcze wybacz, jeśli nie masz już żadnej sprawy do mnie to proszę cię opuść tą posiadłość. -wtrącił Toghun. 
-Dobrze. To tyle, więc mogę już jechać.-odparł mężczyzna i opuścił posiadłość syna. 
Kiedy zostaliśmy sami zaproponowałam mu by mnie wysłał jako konkubinę. W pierwszej chwili spojrzał na mnie jak jakąś szaloną, jednak gdy mu powiedziałam, że nie ma innego wyjścia by ratować swój i swojego ojca honor musi to zrobić. Przez chwilę stał w miejscu, po czym poszedł do swojej biblioteki i przyniósł dwie książki i kazał mi je do rana przeczytać. 



Wzięłam je i zrobiłam jak mi kazał, jednak do końca nie wiedziałam o co mu chodzi. Dowiedziałam się tego nazajutrz, kiedy streściłam mu obie książki. Widocznie był pod wrażeniem , że potrafię czytać, gdyż nawet nie skomentował mojej wypowiedzi, co w jego przypadku było dziwne. Odnosząc książki na miejsce dał mi kartkę i atrament i kazał napisać cytowany przez siebie wiersz. Gdy skończyłam pisać , zaczął rzetelnie doszukiwać się błędów jednak ich nie znalazł. Rozumiałam jego zaskoczenie gdyż, niecodziennym widokiem jest kiedy dziewczyna i to znacznie niższa rangą potrafi czytać i pisać. Obawiałam się , że spyta skąd to umiem. Długo nie trzeba było czekać od razu się spytał. 
-Jak byłam mała nie daleko od nas mieszkała stara kobieta która niegdyś pracowała na dworze cesarskim i potrafiła pisać i czytać jednak oddano jej wolność i uczyła pobliskie dzieci. 
Toghun do końca nie był przekonany co do prawdziwości moich słów, jednak dla niego nie było innego wytłumaczenia. Przez kolejne najbliższe dni sprawdzał moje umiejętności i wiedzę. Okazało się że dość wiele pamiętam z nauczania w swoim pałacu. Kiedy w końcu w przyspieszonym tempie Toghun sprawdził mnie z różnych dziedzin , uznał że to rzeczywiście będzie najlepszy wybór na konkubinę. W ostatnią noc w posiadłości Toghuna postanowiłam spędzić pod drzewem wiśni pod którym lubiłam zasiadać gdy byłam sama. To drzewo trochę przypominało mi mój kraj, mój pałac, mój ogród w którym często przebywałam. Nagle zauważyłam spacerującego Toghuna, który postanowił się dosiąść. Było to bardzo niezręczne. Siadł koło mnie i tak oboje trochę spięci siedzieliśmy w milczeniu patrząc na piękne czarne niebo z małymi milionowymi świecącymi punktami. Minęła chwila a dla mnie jak wieczność nim Toghun zaczął mówić. 
-Nyang masz czasami wrażenie, że nie pasujesz do tego świata?
-Ja...
-Nie zrozum mnie źle...Ale czujesz , że nie jesteś tym kim jesteś?
Mogłoby się wydawać, że jest to jakiś skomplikowany bełkot , ale kto inny jeśli nie ja mogłam to zrozumieć. W końcu nie codziennie ktoś zabiera ci dom, imię, całą tożsamość i na dodatek musisz walczyć o przetrwanie. 
-Toghun rozumiem cię. Też czasami mam wrażenie że jestem kimś innym. 
-No tak...W ogóle na pewno jutro chcesz wrócić na dwór do cesarza?
-Tak a czemu pytasz? Mam nie jechać? Przecież się zgodziłeś. 
-Nie nie o to mi chodzi. Ale zastanawiałaś się kiedyś, że mogłabyś żyć inaczej? Z dala od tego pałacu, z dala od władzy, podstępów, ciągłej walki kto lepszy ,kto gorszy ,kto ma więcej, kto mniej...
-Chodzi ci o to czy na pewno jestem gotowa na walkę z tymi ludźmi którzy walczą tylko o władze i bogactwo? 
-Tak. Pałac to zepsute do szpiku kości miejsce. To najgorsze miejsce. Szczęścia tam nigdy nie zaznasz, to ciągła walka...Nie wiadomo po co. Mogłabyś znaleźć jakiegoś innego męża mieć dzieci biedny , ale szczęśliwy dom.
-A ty? Co z tobą? Przecież możesz zrezygnować z tej sławy ojca i jego posady i założyć dom. Mieć dzieci i wspaniałą żonę.
-O już późno. Wracam do komnaty Nyang. Jutro czeka nas ciężki dzień. Idź już spać.
Nagle urwał, tak jakby nie słyszał co do niego mówię. To dziwny człowiek...Pierwszy raz czułam ,że mówi tak szczerze że potrzebował tej rozmowy. Jednak po chwili zorientował się, że w końcu zwierza się zwykłej służce. Przez chwilę zasiał we mnie ziarno niepewności. Nie byłam już pewna jaki mam cel. Nagle przeszło mi przez myśl , że może rzeczywiście niepotrzebna jest ta walka, że może warto się poddać i ułożyć sobie jakoś życie, ale również w tej samej chwili pomyślałam o Bayanie i o tym że mi go brakuję, że chciałabym go z całego serca zobaczyć i być przy nim. Życie bywa okrutne zwłaszcza dla tych którzy nie mają nic tak jak i ja. Świat nie tylko pałac, jest zepsuty. Światem rządzą pieniądze i władza, ale czy to naprawdę daje nam szczęście? To pytanie siedziało mi w głowie aż do następnego dnia, do momentu gdy do mych drzwi ktoś zapukał. Okazało się, ze Toghun przywiózł służki , które miały mnie ubrać, uczesać i umalować. Przygotowania dość długo trwały, lecz gdy już je zakończono, nie mogłam uwierzyć jak ubiór może zmienić człowieka. Mówi się, że szata nie zdobi człowieka, to prawda , ale w tamtej chwili znów mogłam poczuć się jak cesarzowa. Miałam piękną białą rozłożystą, atłasową suknie, rozpuszczone długie czarne , proste włosy a w nich piękną perłową szpilkę. Moje usta były lekko zaróżowione podobnie jak policzki. Gdy już byłam gotowa wyszłam pokazać się Toghunowi. Pierwszy raz dostrzegłam w nim jakiś wyraz twarzy, który był zaskoczony. Po krótkiej chwili milczenia kazał mi wsiąść do powozu. W ten o to sposób pod eskortą samego Toghuna pojechaliśmy do pałacu Bayana. Po dość długiej podróży w końcu dotarliśmy. Powoli wyszłam z powozu i dostojnym krokiem kierowałam się w stronę wejścia do sali tronowej na której już wszyscy wyczekiwali kandydatek.


 W pewnym momencie Toghun szepnął mi do ucha:
-Nyang pamiętaj zawsze będę jeśli będziesz potrzebować mojej pomocy. Jeśli będziesz chciała się wycofać śmiało mi powiedz a już temu zaradzę.
-Dziękuję. Jesteś wspaniały, ale ja się szybko nie poddaje. Taka sytuacja nie będzie miała miejsca, jednak za wszystko ci dziękuję. Jeszcze pewnego dnia odwdzięczę ci się. 
Toghunowi delikatnie uniosły się kąciki ust a ja stałam już przy drzwiach. Wzięłam głęboki wdech i w końcu weszłam. Okazało się, że dotarłam ostatnia. Stanęłam ostatnia. 
-Przedstaw swoją kandydatkę Toghunie!-zawołał jeden z namiestników. 
W pewnym momencie dostrzegłam smutnego Bayana siedzącego na tronie. Był jakby nie obecny . Miał głowę opuszczoną w dół i martwy wzrok. 
-Jestem Toghun z prowincji Seumdou moją kandydatką dla cesarza Bayana jest mądra, utalentowana i piękna Nyang.
Nagle jak grom z jasnego nieba wszyscy spojrzeli w moją stronę na czele z cesarzową Kim, która niewytrzymała podbiegła do mnie i uderzyła mnie w twarz. Wszyscy się oburzyli, zaczęli głośno komentować. cesarzowa rozpłakała się i wraz z służkami uciekła do swojej komnaty. Nagle Bayan podniósł głowę i aż z wrażenia otworzył buzię. Wstał zszedł ze schodów i na cały głos spytał:
-Nyang! Nyang to ty?!
Ja mimo przypływu emocji miałam wzrok skierowany w dół i kiwając głową odpowiedziałam:
-Tak panie. 
Bayanowi stanęły łzy w oczach i wydawać się mogło że zaraz wybuchnie płaczem, lecz nagle jeden z eunuchów powiedział , że każda z kandydatek dostanie swoją służącą , która miała nad zaprowadzić do swoich komnat. Miałam szczęście trafiła mi się moja przyjaciółka Yoona. 
Będąc już w swojej komnacie zaczęłyśmy rozmawiać jak kiedyś. Opowiedziałam jej o tym co się działo ze mną, ona natomiast opowiedziała o tym jak cesarzowa popadła w paranoje z mojego powodu. Tak nam minęło trochę czasu w końcu z nadmiaru wrażeń położyłam się spać, a obok mnie miała posłanie Yoona. Byłam zadowolona. Wiedziałam jednak , że to początek wrażeń. Musiałam być przygotowana na wszystko. Właśnie rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu i jak go zapiszę to zależy ode mnie.



środa, 8 maja 2019

"Dynastia Shin Jin"

Część 33
 -No w końcu się obudziłaś.-odparła jakaś dziewczyna klęcząca nade mną.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?-wstałam dotykając obolałej głowy.-Gdzie jest Hye Kyo? 
-Byłaś nieprzytomna. Handlarze cię tu przyprowadzili jutro idziemy na targ , tam będą nas sprzedawać.-odpowiedziała dziewczyna.-A Hye Kyo z pewnością przebywa w innym lochu.
-Co? Handlarze kobiet?! Ja nie mogę! Ja muszę z stąd uciec!-byłam w szoku powoli wszystko do mnie dochodziło, z panikowałam. 
-Z stad nie ma ucieczki. Wyjść możesz martwa lub żywa, z tym że żywa to tylko za pieniądze. Jeżeli masz bogatą rodzinę jest dla ciebie szansa. Chyba że trafisz do jakiegoś zamożnego i dobrego kupca, jeśli będziesz miała szczęście.-zaczęła opowiadać dziewczyna.-I tak miałaś szczęście że trafiłaś dzisiaj bo jutro od razu będzie sprzedaż. Jak ci się uda to długo tu nie będziesz siedziała. W ogóle to jestem Hyorin a ty? 
-Jestem...Mam na imię Nyang. Ale w którym jesteśmy państwie? -szukałam jakiejś informacji by móc ją wykorzystać do ucieczki. 
-Jesteśmy w państwie cesarza Bayana Jina. W sumie to mamy jakieś osiem godzin piechotą do pałacu. -odparła Hyorin.
Zakończyłyśmy rozmowę, nie miała ochoty więcej mówić. Siadłam w rogu lochu i rozglądałam się. Widziałam w nich pełno kobiet siedzących jedna przy drugiej zbitych głodnych i przerażonych. Jakiś mężczyzna chodził i podawał na jeden loch jedną miskę ryżowych klusek, było ich tak mało że dziewczyny rzucały się za jedzeniem często bijąc się o nie. Słyszałam też różne historie kobiet, które opowiadały jak tu się znalazły. Zazwyczaj były to młode sieroty o które nikt nie dba i nie miały dachu nad głową. Opowiadały też, że starsze kobiety które nie są potrzebne z powodu wieku zostają zabijane. Jednak wiele z nich zostało służkami w pałacu, na dworze cesarza Bayana. Los był okrutny dla kobiet, były poniżane głodzone i bite. Były nic nie wartymi śmieciami, które nie miały prawa się sprzeciwiać , wyrażać opinii czy też zajmować ważne stanowiska w państwie. Nie które kobiety całe życie były niewolnicami. Urodziły się i umarły jako niewolnice. 
Dzień później:
Byłyśmy już w drodze na targ. Cały sznur kobiet przywiązanych  kajdanami maszerowały jedna za drugą w stronę być może lepszego życia niż to które zaznały w lochach u handlarzy. 
W pewnym momencie moje oczy w tłumie ludzi dostrzegły Toghuna. Musiałam szybko reagować by mnie zauważył, dlatego też zaczęłam krzyczeć:
-Toghun! Toghun! Ej Toghun! To ja Nyang! Tu jestem! Toghun. 


Właśnie w chwili mówienia mężczyzna się odwrócił. Spojrzał na mnie i znieruchomiał. Starałam się mu szybko i dokładnie przekazać informację, by mógł mnie z stamtąd wydostać.
-Idziemy teraz na targ tam będziemy sprzedawane proszę uratuj mnie. Błagam Toghun.-jednak mężczyzna nie drgnął. Przeszłam koło niego a on stał dalej. Nie byłam pewna czy mnie zrozumiał czy usłyszał, jednak miałam nadzieje , która mnie nie zawodziła. Kiedy nic nam nie zostaje to możemy mieć tylko nadzieje. Dobiegł już wieczór. Licytacja została otwarta. Po kolei zostały wystawiane dziewczyny i prezentowane, wszystkie starały się przypodobać swoim kupcom, jednak ja nie miałam zamiaru się wysilać. Co pewien czas było słychać tylko:
-Kto da więcej? Po raz pierwszy po raz drugi i trzeci...Sprzedana! Sprzedana! 
Po chwili przyszła moja kolej. Stanęłam na drewnianym podniesieniu i stałam z opadłą miną. W końcu handlarz rozpoczął moją prezentacje:
-Młoda, silna, ale patrzcie jaka śliczna. Widzicie tą buzię? Te delikatne rysy i piękne długie czarne włosy? Takie jak tej nigdzie nie znajdziecie! Potrafi prać, gotować , sprzątać...Jednak ona nie jest zwykłą kobietą. Ona potrzebuję mężczyzny którym ona się zaopiekuję a on nią.-zaczął się głośno i przeraźliwie śmiać.-To zaczniemy może od dwóch woreczków złota. Kto da dwie sakiewki? 
-Ja!-podniósł rękę stary łysy przy kości i śliniący się mężczyzna.
-Kto da więcej?-zapytał handlarz. 
-Ja dam!-krzyknął jakiś młody mężczyzna.
Ja stałam tam i starałam się w tłumie wypatrzeć Toghuna jednak nigdzie go nie widziałam. Właśnie wtedy moja nadzieja umarła. Licytacja trwałam i trwała wielu było chętnych. Jednak do końca zostali ci dwaj pierwsi mężczyźni: stary i młody. 
-Kto da więcej?-dopytywał handlarz.Po raz pierwszy po raz drugi i po raz trzeci ! Sprzedana! Za trzydzieści-dwie sakiewki przystojnemu panu młodemu! Gratulacje dla pana! 
Młody mężczyzna podszedł dał pieniądze i wziął mnie za rękę i tak oboje opuściliśmy targ. Szliśmy w milczeniu , żadne z nas nie było chętne do nawiązania relacji. Nagle mężczyzna kazał mi iść przodem po czym zniknął i zostawił mnie wśród ciemnych uliczek. Znów przyśpieszyło mi tętno i zaczęłam myśleć , że jest to jakaś zasadzka. Nie miałam nic czym mogłabym się bronić. W pewnym momencie z jednej z uliczek wyjechał ktoś na koniu. Stanął przede mną . Podniosłam wzrok a ten odpowiedział:
-Wsiadaj.-ściągnął nakrycie głowy.
I nagle okazało się że był to Toghun. Ucieszyłam się i bez zastanowienie siadła z nim na konia i powiedziałam:
-Ten mężczyzna co mnie kupił gdzieś zniknął a jeśli to...
-Nie bój się, spokojnie. Ja go wynająłem by w moim imieniu cie kupił. Miałaś szczęście. Bo nie spodziewałem się że tyle będziesz kosztować. Jakby ten stary przebił o jedną sakiewkę byłabyś już jego. Ja przygotowałem aż trzydzieści-dwie. 
-Co? Czemu ty sam nie przyszedłeś? Ja się przestraszyłam , że mnie nie słyszałeś. Stałeś tam jak wbity i nie zareagowałeś.
-Nie dziw się , bo nie spodziewałem się ciebie wśród niewolnic. Ale przyznam szczerze że wahałem się czy cie kupić. No kosztowałaś mnie trochę. 
-Dobrze oddam ci dwukrotność sumy jak tylko będę miała pieniądze.
-No właśnie jak będziesz miała, ale nie oszukuj się. Skąd byś miała dwukrotność tego co na ciebie wydałem? Tak poza tym to mam cie gdzieś zawieźć? Do Bayana czy życzysz sobie jechać w inne miejsce?
-Mogę do ciebie? Mieszkasz sam?
-Słucham? Może i cię kupiłem ale cię nie wykorzystam. Chyba mnie z kimś pomyliłaś.
-Co? Nie nie o to mi chodziło. Po prostu nie mam się gdzie podziać. 
-Rozumiem. No dobrze to pojedziemy do mojej małej posiadłości mam osobny dom więc nie będziesz ze mną bezpośrednio w jednym domu. 
-Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję. Nie zapomnę ci tego.