kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

wtorek, 7 lipca 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 41
-Panie już miesiąc minął od aresztowania El Sumura i jego córki. Nie uważasz , że to już pora by zdecydować o ich losie? Tłum wieśniaków szaleje ,chcą ich głów!-odezwał się na zebraniu ojciec Toghuna. -Kiedy podejmiesz decyzję? 
-Ja sam nie zdecyduje o ich losie. Pozwolę by to uczyniła moja małżonka a zarazem cesarzowa Seungnyang. -odpowiedział Bayan trzymając mnie za dłoń w sali tronowej. 
Miesiąc minął jak z bicza strzelił. Wiele się zmieniło. Przed moim ślubem z cesarzem w sali tronowej znajdował się jeden tron, lecz cesarz kazał wnieść drugi, który miał oznaczać , że moje prawa są na równi z Bayanem. To był przełom w państwie kiedy to cesarz pozwolił swojej żonie również brać udział w interesach państwa. Teraz było już jedno państwo dynastii Shin i Jin. Jednak rozwijały się one różnie, ze względu na panowanie Kim i jej ojca , mój kraj został zrujnowany, wiele ludzi stało się żebrakami, panował głód a cesarz Bayan nie koniecznie się im interesował do czasu aż mnie poślubił oficjalnie. Z dnia na dzień państwo stało się dla niego ważne. Jednak by umocnić nasze więzi polityczne między krajami, które stały się jednością, podjęliśmy decyzje, że mój kraj będzie miał swoich namiestników prowincji i oni również będą brać udział w naszych co miesięcznych obradach. Na razie sprawy układały się dobrze. Mogłam podejmować decyzje tak ważne jak decyzje Bayana. Oczywiście wszystko z nim konsultowałam jak i z naszym doradcą Toghunem z którym również często się spotykaliśmy. Częste spotkania pozwalały na dobry rozwój naszego państwa. Jednak cesarz przyznał, że nie wie na temat mojego państwa tyle co ja, więc miałam większy obszar władzy do pokazania niż on, ale staraliśmy się robić wszystko dla dobra naszego kraju, który oficjalnie przyjął nazwę Shinjindae. Niestety przyszedł czas kiedy trzeba było podjąć najważniejszą decyzję , która nie pozwoli nam pójść dalej i cieszyć się dalszym życiem. 
-Najpierw chcę spotkać się z Kim i El Sumurem. Nie ważnie jak wielkie są grzechy ludzkie, ale każdy zasługuje na ostatnią rozmowę i szanse wytłumaczenia.-zabrałam głos.-Kiedy zakończę z nimi rozmowę wtedy podejmiemy najlepsze rozwiązanie jakie będziemy mogli podjąć w tej sytuacji. 
-Zgadzam się z cesarzową.-poparł mnie Toghun.-Myślę, że to słuszna decyzja.
-Ja również tak uważam. -dopowiedział Bayan.-Moja cesarzowa jest bardzo mądrą kobietą. 
-Tak jest panie!-krzyknęli wszyscy przybyli, po czym każdy wrócił do swoich obowiązków. 
Ja wraz z cesarzem i Toghunem udaliśmy się do lochów. Były one przerażające. Ciemno, zimno, a po podłodze czasami przeleciał jakiś szczur. Kim siedziała skulona w kącie , głową opartą na kolanach, jej ojciec siedział pomieszczenie dalej gdzie dumnie siedział twarzą do wyjścia. Kim Young kiedy nas zobaczyła wręcz na kolanach przyczołgała się do grubych krat i płacząc błagała o litość dla niej i ojca. Była w strasznym stanie. Włosy rozczochrane jakieś szaro-czarne brudne ślady na twarzy, brudna, dziurawa i potargana sukienka, jakieś siniaki i zadrapania. Okazało się , że najbardziej walczyła Kim Young  o wolność i przeżywała całą tą sytuacje, dlatego pewnie wyglądała gorzej od ojca, który w miarę dobrym stanie siedział obok. 
-Co macie do powiedzenia?! Mówcie!-zadarł się cesarz.
-Wybaczcie nam! Błagam Panie! Cesarzowo! Zlitujcie się! Żałuje tego wszystkiego! Błagam!-krzyczała Kim Young. 
-Za co przepraszasz?! Ty głupia smarkulo! Nie błagaj tych robaków! Nie poniżaj się!-oburzył się El Sumur.
-A ty? Z czego jesteś taki dumny?! Nie przeprosisz?!-podniósł głos Toghun. 
-Ja?! Niby za co?! Niczego nie żałuje! A co więcej ! Gdybym mógł cofnąć czas, uczyniłbym jeszcze raz to samo. Tylko tym razem zabiłbym tą ladacznicę własnymi rękami!-krzyczał El Sumur.
Cesarz słysząc to, nie wytrzymał kazał strażnikowi otworzyć loch El Sumura , po czym wszedł i zaczał uderzać go w twarz. 
-Bayanie! Przestań! Przestań Bayanie!-podbiegłam do krat i kazałam wyprowadzić cesarza straży.
Ja postanowiłam jeszcze zostać. Towarzyszył mi Toghun, który nie reagował tak impulsywnie jak mój mąż.
-Jestem tu pierwszy raz i ostatni przed zapadnięciem decyzji. Powiedźcie teraz swoje ostatnie słowa.-powiedziałam. 
-Cesarzowo Seungnyang wybacz mi. Błagam o litość. Ja nigdy nie chciałam nikogo skrzywdzić. Jestem tylko wieśniaczką, która zapragnęła lepszego życia.  Wybacz mi moją samolubność i moje czyny , które cie krzywdziły. Wiem, że nie mam wielkich szans by przeżyć, lecz chcę naprawdę szczerze przeprosić, wiem, że mi nigdy nie wybaczysz, ale nawet na to nie liczę. Chcę tylko okazać jak mi przykro...-pierwszy raz zobaczyłam prawdziwą twarz Kim Young i jej szczere słowa.
Poczułam jak jej przykro, lecz nie mogę zapomnieć o tych wszystkich czynach. 
Toghun zapytał El Sumura czy chciałby coś powiedzieć, jednak on zamilkł i odwrócił głowę. Wzdychnęłam i wraz z Toghunem opuściłam lochy. Następnie udaliśmy się do biura cesarza by podjąć decyzję. Dyskutowaliśmy bardzo długo. Były to ciężkie decyzje, jednak udało się nam je podjąć. Zdecydowałam , że Kim Young zostanie wychłostana a potem wygnana z pałacu i pozostanie na zawsze córką zdrajcy i jego pionkiem. Jakby nie było ona nie pomogła śmierci moich rodziców, po prostu zajęła miejsce jakie jej ojciec kazał. Jej winą było ukrywanie zdrady ojca i branie świadomego udziału w jego gierkach. Niestety ojciec Kim Young -El Sumur nie mógł liczyć na litość, on pozostanie na głównym placu stracony po czym jego głowa zawiśnie na placu i będzie wisieć przez trzy dni i zostanie zapisany jako zdrajca na stronach historii by przyszłe pokolenia pamiętały. Nazajutrz przeszliśmy do wymierzenia kary. Całą drogę z pałacu aż na plac na którym miało odbyć się stracenie i chłosta , ludzie-wieśniacy na każdym kroku nam towarzyszyli, a El Sumura i jego córkę , których wieźliśmy związanych w klatkach obrzucali jedzeniem: jajkami, pomidorami, sałatami,oblewano zupami i innymi rzeczami, krzyczano i wyzywano od robaków, karaluchów, zdrajców, hańby państwa itd. Dotarliśmy w końcu na plac. Najpierw postanowiliśmy , że skarzemy El Sumura. 
-Cesarzowo! Cesarzowo Seungnyang! Pozwól mi się pożegnać z ojcem! Błagam!-krzyczała Kim Young Tokeum. 
Rodzice byli i są dla nas najważniejsi, nic tego nie zmieni nawet gdyby popełnili największą zbrodnię świata, niestety czasami trudno jest nam wybaczać ich czyny, lecz mimo urazy powinniśmy na chwilę zamknąć oczy i schować dumę i pożegnać ich w tej ostatniej drodze życia i nawet wybaczyć , przede wszystkim dla swojego spokoju ducha. W końcu przebaczenie to wybawienie nas samych, naszego życia. Nie wybacza się komuś dla tej osoby , lecz dla siebie. Łatwiej nam wówczas żyć, ale nie bywa to łatwe. Pamiętajmy, że wybaczenie to nie jest zapomnienie. Będziemy pamiętać te straszne sytuacje raz bardziej raz słabiej ale wybaczyć to nie znaczy zapomnieć. Wybaczyć oznacza dać sobie wolność umysłu, a tej drugiej osobie pozwolić umrzeć we własnym czasie nie życząc mu śmierci, dlatego też pozwoliłam by Kim Young ten ostatni raz powiedziała swojemu ojcu żegnaj. 
Dziewczyna podbiegła do El Sumura oczywiście wraz ze strażnikami , przytuliła go bardzo mocno i rzekła:
-Tatusiu kocham cię najmocniej jak mogę, przykro mi , że cię nie powstrzymałam od tego planu. Żałuj za to co uczyniłeś, a może ci tam gdzieś wybaczą tak jak ja ci wybaczam i proszę o litość nad twoją duszą. Mam nadzieje, że spotkamy się w przyszłym życiu. Kocham cię i żegnaj tatusiu.-ucałowała go w policzek po czym upadła na ziemie i popadła w histerie. 
Rzucała się, krzyczała i płakała. Jej ukochany ojciec powoli wchodził na drewnianą platformę. Ostatni raz dumnie stanął przed ludem, który patrzył na niego z pogardą i wypowiedział ostatnie słowa:
-Śmierć cesarzowej i cesarza!-po czym kat dokonał egzekucji na oczach córki, która była przygotowywana do chłosty. 
Kiedy zakończono wymierzanie kary El Sumurowi , kat podszedł do Kim Young wziął bicz do dłoni i się do dwustu uderzeń. Zanim jednak przeszedł do czynności pozwolił powiedzieć coś córce zdrajcy.  
-Cesarzu przeprosiłam twoją żonę, ale chciałam również ciebie przeprosić. Wybacz mi, że byłam dla ciebie ciężarem. To nigdy nie powinno się wydarzyć. Przepraszam za to co się stało i za to , że brałam w  tym udział...Jednak zdarzyło się coś , czego nie mogłam przewidzieć. Proszę mi wybaczyć, ale nie spodziewałam się, że...że cię Panie pokocham. Tak zakochałam się w tobie chociaż nie powinnam. Taka osoba jak ja nie powinna cie nigdy Cesarzu kochać. Kiedy widziałam, że wzajemnością darzysz uczuciami cesarzową Seungnyang powodowało to we mnie nieopisaną złość. Nie z powodu władzy, lecz z miłości...ta zazdrość mnie wyniszczała. Widząc jak cierpisz będąc moim mężem, nie mogłam tego znieść, chciałam ci wiele razy powiedzieć prawdę, ale moja samolubność i złudzenie, że może kiedyś spojrzysz na mnie jak na twoją żonę nie pozwoliło mi na to. Wybacz, ale proszę spójrz na mnie ten ostatni raz...ten raz! Błagam! 
Cesarz nawet nie spojrzał na nią. Nie mógł. Machnął tylko ręką a kat już zaczął ją biczować. 
Później przyniesiono drewniany drążek , którego końcówka była metalowa i rozgrzana. Końcówka była prostokątna a na niej widniał napis "WYGNANIEC" rozgrzany kawałek metalu przyłożono do bladej skóry na karku dziewczyny. Przeraźliwie zawyła z bólu , a po chwili zemdlała. Toghun wraz z dwoma strażnikami wzięli ją nieprzytomną na wóz i porzucili na pustych polach, gdzie miała zacząć nowe życie. Mogła zostać w państwie , jednak to bywa zbyt trudne z wypaloną nazwą wygnańca, więc ludzie tacy często decydują się na opuszczenie kraju. Ja i cesarz wróciliśmy do pałacu. Ludzie wiwatowali i cieszyli się naszą władzą. W końcu zaczęło się im żyć choć odrobinę lepiej. Mieli poczucie że jesteśmy dla nich , dla naszego wspólnego ludu a nie dla władzy i bogactwa. Wieśniacy czuli, że nadchodzą lepsze dni, więc przestali się już tak przesadnie smucić, wręcz przeciwnie cieszyli się każdą chwilą i wyczekiwali nowych dni i zmian , które miał wraz z nimi przyjść. 
Bayan niesamowicie się radował, ja również się cieszyłam gdzieś w tam w środku, ale ogarniał mnie też jakiś smutek a nawet lęk. Smutek bo wiedziałam, że jest wielu złych ludzi którzy życzą nam źle i że wiecznie nie może być dobrze a lęk właśnie przed przyszłością. Obawiałam się czy na dłuższą metę podołam roli cesarzowej jak i żony mojego cesarza. Chociaż urodziłam się kobietą, to niedługo mogłam mieć swoją matkę za wzór. Bałam się, że nie dam rady być tak dobrą małżonką jaką była moja mama dla mego ojca. Mój wzór szybko zniknął, a ja nagle zamiast uczyć się jak sama być matką i żoną musiałam nauczyć się walczyć i przetrwać. Przerażała mnie miłość jak i wszystko co z tym związane. Do końca nie wiedziałam co to znaczy kochać bo w końcu miłość to najpiękniejszy dar jak i najtrudniejszy do utrzymania. Nie byłam pewna czy mogę kochać i czuć się kochana. Jednak miłość to też poleganie na drugiej osobie i jej zaufanie a tych rzeczy mi w życiu brakowało nie zawsze potrafiłam ufać i polegać na kimś. Ten czas nauczył mnie jedynie jak walczyć by wygrać i że polegać i ufać mogę tylko sobie. Teraz gdy zniknęła ciemność musiałam nauczyć się tych kolorowych barw życia. 


niedziela, 5 lipca 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 40

-Przed wami Cesarzowa Seungnyang z dynastii Shin!-zawołał eunuch Park. 
Była to dla mnie bardzo ważna chwila. Wchodziłam po schodach na szczyt w stronę bramy wejściowej do pałacu która znajdowała się na wzniesieniu. Przed schodami znajdowało się olbrzymie puste pole , które wówczas wypełniały tłumy ludzi. Każdy chciał zobaczyć moją koronacje połączoną z ślubem z cesarzem Bayanem. Zazwyczaj takie uroczystości odbywały się dla godnych obywateli namiestników , urzędników i ich rodzin, lecz to wydarzenie wspólnie z Bayanen chcieliśmy przeżywać wspólnie z naszym narodem nie zależnie od pozycji. Moment w którym wchodziłam po schodach ubrana w czerwoną suknię ze złotymi zdobieniami i koroną był dla mnie niesamowity. Czułam ulgę a zarazem nieopisaną radość. Uśmiech nie chciał mi schodzić z twarzy. Lud radośnie mnie i cesarza okrzykiwał , podnosili ręce i składali pokłon. Na szczycie schodów czekał na mnie cesarz. Wyciągnął do mnie rękę. Złapałam go za dłoń a następnie wolnym krokiem ostatni fragment drogi przeszliśmy wspólnie. Później podano nam pięknie zdobione filiżanki z napojem który musieliśmy wypić a następnie naczynie  rozbić i przy deptać. Następnie założyliśmy sobie obrączki po moich rodzicach i złożyliśmy sobie a potem naszemu ludowi pokłon. Po całej ceremonii lud świętował w swoich wioskach, służba u nas miała wolne, a ja i Bayan w końcu mogliśmy spokojnie spędzić wspólnie czas w naszej wspólnej komnacie. Zjedliśmy kolację a następnie spełniliśmy obowiązek małżeński. Nazajutrz przed południem , służba powitała nas obfitym śniadaniem. Każde nas jadło w milczeniu , spoglądając od czasu do czasu sobie w oczy i lekko uśmiechając. Chyba żadne z nas nie mogło uwierzyć w to co się działo przez ostatnie tygodnie. Ja i Bayan spożywaliśmy posiłek tak jak gdyby nic się nigdy nie wydarzyło, jakbyśmy od zawsze byli na właściwym miejscu, ale nie mogliśmy zapomnieć o El Sumurze i jego córce którzy przebywali wówczas w lochach i czekali na wyrok. Cesarz jednak nie śpieszył się z tym. Uważał, że ma czas , że póki co chce jeszcze się cieszyć chwilą, póki przejdzie do ciemnej strony swojej władzy. Najpierw chcieliśmy wynagrodzić wszystkich , którzy przyczynili się do odzyskania przeze mnie władzy i imienia. Po śniadaniu w sali tronowej spotkaliśmy się z Wangiem, Tanashiri , Toghunem , Yooną i strażnikiem, który przekazywał informacje. Każdego z nich chcieliśmy wynagrodzić. 

-Tanashiri serdecznie dziękuję ci za twoją pomoc. Bez ciebie by mnie tu nie było. Ponieważ twój ojciec był dla mnie ważną osobą i uległ El Sumurowi, nie był świadomy swoich czynów, dlatego oczyszczamy go z zarzutów. Nikt więcej nie powie , że był zdrajcą. Ty już nie musisz się ukrywać. Żyj dobrze i spokojnie.-mówiłam , wręczając jej dodatkowo sakiewki z złotem. 

Wang Yu dostał posiadłość i sakiewki z złotem , oraz został przywrócony do wojska jako dowódca, gdyż poprzedni zbiegł. Toghun nie chciał pieniędzy ani posiadłości, więc został mianowany jako nasz doradca. Miał od czasu do czasu kontrolować pracę namiestników nad prowincjami i miał dopilnować porządku w moim państwie , które w końcu mogło naprawdę złączyć się z państwem Bayana. Miał tam przydzielić nowych namiestników by podnieśli poziom życia po spustoszeniu jakiego dokoła Kim i jej ojciec. Poza tym miał pilnować podatków. Miał bardzo odpowiedzialne zadanie, ale nikt inny by nie był godzien tej posady. Yoona awansowała poza tym , że była moją prawą ręką, nadzorowała także pracę pawilonu kobiet i innych służek, a strażnik dostał zapłatę w postaci pieniędzy. Kiedy każdy został wynagrodzony ja i Bayan udaliśmy się w odwiedziny do Cesarzowej Wdowy, która przebywała w pałacu Baedong. Tam chciała spędzić resztę życia, więc uszanowaliśmy jej decyzję. Jednak gdy tam dotarliśmy Cesarzowa Wdowa odesłała nas z powrotem do pałacu, gdyż powiedziała, że źle się czuję. Dla mnie i Bayana była to okazja by wybrać się nad morze, tam gdzie pierwszy raz się spotkaliśmy.  Dzień był trochę chłodny, ale to nie przeszkodziło nam by spędzić ten czas we dwójkę, lecz mieliśmy świadomość, że gdzieś tam oddaleni kroczą za nami ochroniarze. To niesamowite powietrze było tak orzeźwiające, że nic tylko siąść i głęboko oddychać. 

Trzymaliśmy się za ręce i wolnym krokiem na bosaka spacerowaliśmy wzdłuż brzegu. Nagle trafiliśmy na dużą skałę. Tam siedliśmy i wtuleni spoglądaliśmy na przypływy i odpływy. 

-Nigdy bym nie pomyślał Nyang , że będziesz moją cesarzową. Nigdy nie sprawiałaś wrażenia cesarzowej. -mówił Bayan.

-A jak sobie wyobrażałeś cesarzową? Taka jak Kim?-spytałam.

-Właściwie to tak. Była dokładnie taka jakiej się obawiałem, że będzie. Pociągało mnie w tobie to , że byłaś inna. Teraz jesteś cesarzową.-śmiał się.

-To już ci się nie podobam? Mam być dalej twoją poddaną?-buchnęłam śmiechem.

-Kochanie po prostu nigdy się nie zmieniaj. Chociaż i tak będę cię kochał. Zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji. Kiedy będziemy się kłócić, płakać a nawet nienawidzić...Nigdy nie przestanę cie kochać, złość przejdzie ale nigdy nie przysłoni mi miłości do ciebie. Proszę cię byś również mnie kochała w każdej sytuacji i nigdy mnie nie opuszczaj nawet gdybym się zmienił w potwora, bo tylko twoja miłość może mnie zmienić.-ścisnął mnie i pocałował w czoło.

Byłam trochę zawstydzona tymi słowami, dlatego chciałam trochę zmienić kierunek naszej rozmowy:

-Potworem? Ty?! Proszę cię, nie mów tak. Nigdy taki nie będziesz. Poza tym żadnych potworów się nie boję. Pokonaliśmy najgroźniejszego. Przy nim wszyscy inni to tylko potworki.

-O Nyang moja cesarzowo serca...Bez ciebie mnie nie ma, kocham cię i zrobię wszystko by cię uszczęśliwić.

To brzmiało jak sen, piękny sen , który miał się niebawem zakończyć, lecz chciałam wierzyć, że to szczęście nigdy nie przeminie, że będziemy tak trwać a prócz małych kłótni nie będziemy mieli większych problemów. Jednak jak to w życiu bywa, los bywa zmienny i tak jak każdy ból przemija tak szczęście kiedyś też minie. 

piątek, 3 lipca 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 39

Zmartwienia o Wanga i mojego świadka były właściwie bezpodstawne. Okazało się, że Toghun przewidział krok El Sumura i wcześniej ukrył ich w bezpiecznym miejscu , tam gdzie nikt by ich nie szukał dla własnej godności. Ukryli się w domu kurtyzan. To było miejsce do którego szanowani się ludzie nie chodzili a właściwie nie powinni. Jednak za dobrą umową kobiety przyjęły Wanga i jego podopieczną. Rozmawiając z Toghunem doszliśmy do wniosku, że nie mamy więcej czasu. Musimy zorganizować zebranie z cesarzem, cesarzową wdową, Kim , jej ojcem i namiestnikami oraz poddanymi. 
-Mam powiedzieć cesarzowi prawdę?-zapytał Toghun.
-Ja z nim porozmawiam. Musimy mieć dobry powód by zwołać wszystkich. Lepiej gdy ja porozmawiam z cesarzem.-mówiąc to pokierowałam się wprost do komnaty Bayana.
Bayan właśnie spożywał posiłek, jego służba wpuściła mnie gdy skończył. 
-Nyang! Co cie tu sprowadza?-zapytał.
-Cesarzu mógłbyś zwołać posiedzenie?-spytałam z nadzieją, że nie będzie chciał zbyt dużo wiedzieć, gdyż nie chciałam go okłamywać. 
-Posiedzenie?! Ale dlaczego?! Po co mam to robić?!-zdziwił się.
Wstał z krzesła złapał mnie za dłoń i wyrozumiałym wzrokiem czekał na odpowiedź.
-Nie chcę cię okłamywać, ale jest coś co może zaważyć o losach państwa. Błagam cię nie zadawaj mi więcej pytań bo nie mogę ci teraz wszystkiego powiedzieć.-mówiłam.
Nagle twarz cesarza przybrała innego wyrazu zdziwionego a zarazem przestraszonego. 
-Jeśli mam wezwać posiedzenie to musi być to ważny powód. Nie mogę od tak wezwać wszystkich. Nyang co się stało? Powiedz mi. Nie trzymaj mnie w niepewności . Proszę zaufaj mi.-powiedziawszy to mocno mnie do siebie przytulił.
-Jeśli mi ufasz proszę nie pytaj o nic więcej tylko błagam zrób to. Powiedz, że chcesz przeprowadzić podsumowanie miesiąca i sprawdzić jak dane dzielnice się rozwijają. To chyba wystarczający powód by przeprowadzić posiedzenie. Musi na nim być również Cesarzowa Wdowa. -bałam się, że cesarz tego nie zrobi.
Przez chwilę zapadła cisza. Ja z każdym biciem serca wyczekiwałam odpowiedzi. Po chwili Bayan przemówił, mówiąc, że tak zrobi, lecz dopiero za dwa dni gdyż po południu zorganizował polowanie. Cały dwór się do tego przygotowywał, lecz ja nic nie wiedziałam. Było dla mnie to zaskoczenie. Jednak okazało się, że ja i cesarzowa Kim mamy towarzyszyć cesarzowi. Bayan wyprosił mnie z komnaty mówiąc, żebym poszła się przygotować, gdyż po obiedzie będzie na mnie czekał i oboje poprowadzimy dwór na polowanie. W czasie obiadu okazało się, że cesarz ogłosił zgromadzenie, które jak mi powiedział miało się odbyć zaraz po polowaniu. Ta wiadomość mnie niezmiernie ucieszyła jak i uspokoiła. Mogłam trochę bardziej cieszyć się wspólną wycieczką. Po obiedzie wszyscy i zwarci czekali by ruszyć w drogę. Na początku konno jechało kiku strażników, dalej jechała Kim i cesarz a zaraz za nimi byłam ja i resztę dam dworu dalej służba , eunuchowie i na końcu również wojsko. Po dwóch godzinach byliśmy już na miejscu. Następnie służba zaczęła rozkładać namioty i rozpalać ognisko. Eunuch Park z dwoma innymi eunuchami na kartkach rozpisali grupy w których mieliśmy polować i liczbę punktów za daną zdobycz. Po paru godzinach wszystko było już gotowe. Tego dnia nie zamierzaliśmy polować gdyż nastała już noc. Mieliśmy rozpocząć następnego dnia o świcie. Wieczór każdy spędzał na swój sposób. Damy dworu jak i służki flirtowały z żołnierzami. Yoona rozmawiała z Toghunem przy ognisku, Kim gdzieś zniknęła wraz ze swoim ojcem a ja siedziałam w namiocie wraz z cesarzem. Bayan zaproponował mi kilka łyków soju i jego ulubioną przekąskę persymony. Wraz z trunkiem łączyły niesamowite zestawienie. Smaki idealnie się łączyły , chodź były całkiem inne. 
-Nyang zostań tą noc ze mną.-odparł Bayan. 
-Panie, ale ja nie powinnam. Mam swój namiot. -rzekłam.-Twoja małżonka będzie zła.
-Ona i tak cały czas się złości. Poza tym namiot ma wraz ze swoimi służkami a ja dziś będę sam.-przekonywał.-Cesarzowi się nie odmawia.
-Dobrze, zostanę.-zgodziwszy się cesarz złapał mnie za dłoń i oboje siedliśmy na skraju łóżka. 
Dał mi książkę i kazał mi ją przeczytać na głos. Chciał poczuć się jak wtedy , kiedy byłam służką i czytałam mu wiele książek. Czytałam tak aż do momentu kiedy zauważyłam, że cesarz ma zamknięte oczy i z nogami spuszczonymi z łóżka , głową opartą o pościel zasnął. Po cichu zamknęłam książkę i wstałam. Jednak za nim zdążyłam zrobić pierwszy krok złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął z powrotem do siebie. Przybliżył do mojej twarzy swoją twarz tak jakby próbował mnie pocałować. Spojrzał głęboko mi w oczy i nagle był coraz bliżej. Poczułam, że to nie ten moment. Odepchnęłam go i składając mu pokłon wróciłam do swojego namiotu w którym już spała Yoona. Nazajutrz z samego rana wszyscy znajdowali się już w swoich grupach. Ja byłam wraz z damami dworu a cesarzowa Kim z Bayanem. Ja i moje koleżanki już szukałyśmy  zwierzyny. Nagle nieopodal nas przebiegł dzik. 
-Pobiegnę za nim a wy szukajcie innych zdobyczy!-krzyknąwszy udałam się w pogoń za zwierzęciem trzymając w ręku łuk. 
Trochę się oddaliłam od pozostałych i byłam sama. Dzika nigdzie nie było. Miałam już wracać gdy nagle koło mnie przeleciała strzała. Odwróciłam się i ujrzałam Kim celującą we mnie. Szybko pobiegłam za pierwsze lepsze drzewo. Cesarzowa krzyczała , że to mój czas i że mnie zabije.
-Nikt mnie o to nie posądzi! Wypadek na polowaniu!-krzyczała.
-Myślisz , że dam ci się zabić?!-zapytałam.
-Nie będziesz miała cesarza! Kiedy umrzesz wszystko zniknie, każdy problem! Cesarz będzie mój! Znikniesz i nikt nie będzie o tobie pamiętał! Tak jakbyś nigdy nie istniała! Rozumiesz?!-drżącymi rękami próbowała mnie trafić.
Czułam, że może nie dać rady jednak nie można nigdy lekceważyć przeciwnika nawet tego niepozornego bo w przeciwnym razie jest się już na starcie przegranym. Musiałam przeżyć, ale nie mogłam jej zabić. Przynajmniej nie teraz. Uważałam, że śmierć może być dla niej wybawieniem, a ona zasługuje na coś gorszego. Postanowiłam uciec. Ruszyłam do biegu. Biegłam najszybciej jak się dało, ale cesarzowa Kim nie odpuszczała. Biegła za mną i próbowała strzelać, jednak na szczęście chybiła. Ustrzelić ofiarę biegnąc, to nie lada wyzwanie. Nagle strzały przestały fruwać wokół mnie. Okazało, że skończyły się jej, ale nie odpuszczała biegła za mną dalej w ręku trzymając nóż. W pewnym momencie odwróciłam się by spojrzeć jaka nas odległość dzieli i był to moment w którym zaczepiłam się o gałąź i upadłam. Za nim wstałam Kim stała już nade mną wymachując nożem. podcięłam ją nogami tak, że upadła. Szybko wyrwałam jej nóż z dłoni i podeszłam do niej. Kim nagle się rozpłakała zaczęła się czołgać do tyłu aż nagle trafiła na drzewo. Łapiąc ją za odzież pociągnęłam ją do góry, że aż wstała. Trzymałam w ręku nóż i bardzo chciałam go użyć, ale emocje nie mogły przysłonić mi celu.








-Zabrałaś mi wszystko! Dom, rodziców, tron i prawie udało ci się skraść Bayana! Ale on cie nie kocha! Kocha mnie nawet jeśli nie jestem na właściwym miejscu! Zrozum przeznaczenia nie da się zmienić!-ze łzami w oczach podniosłam głos. 
-Ty nic nie rozumiesz! Ty nie urodziłaś się wieśniaczką!-mówiła cesarzowa Kim.
-Nic nie usprawiedliwi twoich i twojego ojca okropnych czynów! Nigdy! Już niebawem wszyscy się dowiedzą kim jesteś! Moment w którym odzyskam to co straciłam zapłacisz mi za wszystko.-powiedziawszy to odwróciłam się i odeszłam w stronę obozu.
Kim została i zaczęła płakać. 
Ja ocierając łzy powoli kierowałam się do namiotów. Nagle w oddali zauważyłam biegnącego cesarza wraz z wojskiem za dzikiem.
-Cesarzu Bayanie!-zawołałam.
-Nyang! Czekaj już biegnę do ciebie!-krzyczał uśmiechnięty.
W pewnej chwili pociągnęłam coś nogą. Okazało się, że była to jedna z pułapek na zwierzęta. Pociągnąwszy za linę , spadła na mnie gęsta sieć. Na szczęście cesarz był blisko mnie. Podbiegł do mnie i zaczął szarpać za sznury. W pewnym momencie jeden ze straży cesarskiej krzyknął do cesarza:
-Panie uważaj! Nie ciągnij bo uruchomisz strzały!
Jednak było za późno. Cesarz w ostatniej chwili osłonił mnie swoim ciałem, a straż ruszyła do osłony głowy państwa. Na szczęście tylko jedna strzała wbiła się Bayanowi. Trafiła go w ramię, a wiec nie był to śmiertelny strzał. Sam cesarz wyciągnął ją sobie. Potem wszyscy wróciliśmy do namiotu gdzie cesarski medyk opatrzył ranę. Zawinął ramię bandażem i znów można było się cieszyć. Jednak w wyniku zaistniałej sytuacji wróciliśmy wcześniej do pałacu. 

                                             


Nazajutrz Bayan zwołał posiedzenie tak jak obiecał. Pojawili się wszyscy tak jak oczekiwałam. Nagle na środek wyszedł Toghun, który poprosił o zabranie głosu. Cesarz spojrzał w moją stronę po czym udzielił mu głosu.
-Proszę wprowadzić tu tych ludzi!-zawołał do jednego z eunuchów.
Nagle do sali wszedł Wang Yu i jakaś dziewczyna. Wszyscy zaczęli się zastanawiać o co chodzi. Patrzyli się jeden na drugiego i szeptali między sobą. 
-O co chodzi?-zapytał cesarz.
Dziewczyna przybyła z Wang Yu podała mu do rąk pewien dokument. Okazało się , że są to spisane wydarzenia i opieczętowanie  przez jej ojca, który napisał co się wydarzyło w pałacu, czyli moją historie. Bayan zamarł. Odłożył dokument i milczał. Toghun poprosił by dziewczyna i Wang Yu przedstawili wszystkim powód swojego przybycia. 
-Jestem Tanashiri jestem córką osoby, która napisała ten dokument. Miałam siostrę, która była podobna do tej kobiety-wskazała na mnie.-Jakiś czas temu doszło do tragedii w dynastii Shin. Ten mężczyzna i jego córka czyli obecna cesarzowa Kim zaplanowali napaść na rodzinę cesarską. Dokonali mordu na rodzicach niejakiej Nyang a właściwie cesarzowej Seugnnuang z dynastii Shin. Udało się jej uciec gdyż wojsko mordując moją siostrę wzięło ją za obecną tu kobietę. Ten dokument wszystko wyjaśnia i jest dowodem na to , że El Sumur i ta kobieta Kim to oszuści.
Ludzie zamarli. Sam Bayan nie potrafił się odezwać. Cesarzowa Wdowa zemdlała i została wyprowadzona przez służbę. Cesarzowa Kim krzyczała, że to oszczerstwa, że to nieprawda, że potrzeba więcej dowodów niż papierek. Po chwili Bayan zabrał głos:
-To co się tu teraz wydarzyło, jest dla mnie potężnym zaskoczeniem. Nie wiem co się dzieję, ale wobec tego dowodu nie możemy być obojętni. Jednakże, potrzebujemy czegoś więcej oprócz dokumentu i słów tej kobiety. Czy istnieje coś takiego?
Znów zapadła cisza, którą po chwili przerwały zeznania Wang Yu, Yoony i w końcu Toghuna. Jednak to Toghun najbardziej był przekonywujący. Poprosił o wprowadzenie pewnej rodziny. Okazało się, że byli to sąsiedzi Kim i El Sumura gdy mieszkali jeszcze w wiosce. Byli oni zastraszani i przekupywani by nie powiedzieli prawdy, lecz rozpoznali w cesarzowej Kim zwykłą wieśniaczkę. Toghun by wyciągnąć te informacje oferował posadę mężczyźnie a jego dzieciom wykształcenie dom i pieniądze, oraz co najważniejsze ochronę. 
Kim broniła się do upadłego, El Sumur przekonywał , że to oszustwo i wszystko zostało z fałszowane. Nie miałam nic do stracenia. Wpadłam na pomysł jak mogę ostatecznie to rozstrzygnąć. Poprosiłam o głos a kiedy mi go udzielono ze łzami w oczach powiedziałam:
-Żeby udowodnić kto mówi prawdę a kto kłamie, musimy pojechać do państwa Shin. Jeśli cesarzowa Kim wskaże miejsce pochówku rodziców to znaczy, że ja kłamałam i podejmę się każdej kary jaką mi Wasza Wysokość wymierzy jednak gdy ja wskaże prawidłowo zamkniesz wszystkich którzy brali w tym udział i ukażesz.
Cesarz przez chwilę się zastanowił po czym zgodził się na moją propozycję. Była ona dla mnie bardzo bolesna, jednak to był ostatni dowód. Bayan wziął wojsko i wraz ze mną, Toghunem jego ojcem, El Sumurem i Kim pilnowanych przez żołnierzy pojechaliśmy do mojego państwa. Po długiej podróży w końcu dotarliśmy. Kim zaczęła płakać i już od razu zaczęła prosić o wybaczenie. Jej ojciec siedział i milczał jakby pogodził się z losem. Ja podeszłam do starego drzewa wiśni gdzie koło którego pogrzebałam własnymi rękoma swoich rodziców. 
-Tu było kopane!-krzyknął jeden z żołnierzy.
Cesarz wydał rozkaz kopania. Prawie wszyscy pomogli kopać. Nagle zauważono coś wystającego z pod ziemi. Była to dłoń. W tej chwili upadłam na kolana , zakryłam rękoma twarz i rozpłakałam się najmocniej jak potrafiłam. Cesarz uklęknął przy mnie i mocno mnie przytulił, a sam spoglądał w stronę miejsca w którym kopano. W końcu wykopano zwłoki dwojka ludzi, którzy byli moimi rodzicami. Ich ciała do końca się nie rozłożyły. Nie mogłam na to patrzeć, cesarz pomógł mi wstać i zabrał mnie w odległe miejsce gdzie czekał na zdanie medyka. Po chwili medyk podszedł ze spuszczoną głową i rzekł:
-To zdecydowanie para cesarska. Wszystko na to wskazuje. Zostało trochę materiału z cesarskich strojów oraz można zauważyć , że zabito ich mieczem, nadano kilka ciosów. 
Wszyscy zamarli. Bayan ścisnął mnie tak mocno jakby chciał mi połamać żebra. Prawda w końcu wyszła na jaw. 
-Aresztować wszystkich którzy brali udział w tym...w tym niewybaczalnym czynie!-rozkazał Bayan. 
Tak się też stało Kim i jej ojciec zostali aresztowani jednak to nie wszyscy którzy brali w tym udział, ale ważniejsze było już za nami. Przez te miesiące doznanych cierpień w końcu odzyskałam władzę ale przede wszystkim spokój. Moi rodzice w końcu po tak długim czasie zostali z godnością pochowani a ja wróciłam do pałacu cesarza Bayana by zacząć nowy etap w życiu. Cesarz Bayan zakochał się w służącej a ożeni się z cesarzową. 

sobota, 6 czerwca 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 38

Dwa tygodnie już minęły odkąd Kim Young Tokeum podniosła na mnie rękę. Ten czas spędziłam przeważnie w swojej komnacie lub na krótkich wieczornych spacerach z Yooną. I właśnie przez dwa tygodnie nie widziałam się z cesarzem. Te dwa tygodnie były obfite w sprawy państwowe. Jeździł po pobliskich wioskach wraz z swoją żoną-cesarzową i dawał datki , sprawdzał jak się wiedzie mieszkańcom. Ja natomiast wykorzystałam ten czas na planowanie odebrania tronu.  Okazało się, że Toghun bardzo mi się w ten czas przydał. Zaplanował podburzyć lud przeciwko cesarzowej. Chciał rozpowiedzieć na oba państwa dynastii Shin i Jin , że cesarzowa Kim  nie jest cesarzową i rozprowadzić jej wizerunek i płacić za wszelkie przydatne informacje. Uważał, że jeśli lud zacznie mieć wątpliwości wówczas pałac na czele z cesarzem Bayanem nie będzie miał wyjścia i będzie musiał podjąć działania by obalić lub potwierdzić dane wątpliwości. Był to ryzykowny krok, lecz jeśli by się powiódł oznaczał by moje zwycięstwo. Postanowiliśmy zaryzykować. Wysłałam Yoone do Toghuna z informacją, że zgadzam się na jego pomysł. Yoona w czasie kolacji-najbezpieczniejszej porze, kiedy to służba i wszyscy dworzanie spożywają posiłki, poszła się spotkać przy pawilonie kobiet z Toghunem.
-Nyang ryzykuje. Ufa tobie Panie. Proszę nie zawiedź jej.-mówiła Yoona.
-Rozumiem. Postaram się zrobić co w mojej mocy by nastała sprawiedliwość.-powiedział mężczyzna.-Yoona , ale pamiętaj że już nie ma odwrotu. Musimy być razem do końca w klęsce lub zwycięstwie.
Nagle usłyszeli jakiś szelest a Toghun za drzewem zobaczył czyjś cień. Znacząco spojrzał na Yoone, po czym ją przytulił i pocałował w policzek. Cała zarumieniona Yoona zesztywniała, nie wiedziała co ma robić. Toghun widząc reakcje służki, powiedział:
-Kochanie wracaj już do tej konkubiny. Jeśli się ktoś dowie o nas , będziesz miała problemy. Idź zanim konkubina nie zauważy, że cie nie ma.-mrugając do dziewczyny ostatni raz posłał jej pocałunek tym razem w czoło i odszedł.
Yoona chociaż wiedziała,że to wynikło z niebezpiecznej sytuacji to i tak była cała w skowronkach. Kierowała się do mojej komnaty gdyż nagle ktoś jej podłożył nogę i upadła. Kiedy spojrzała powyżej zauważyła twarz jednej z służek cesarzowej Kim. Która wzięła ją za włosy i spytała od kiedy się spotyka z tym przystojniakiem. W tej chwili Yoona była pewna ,że ta mało bystra dziewucha niczego się nie dosłuchała. Wyrwała włosy z jej rąk , wstała i rzucając jej wrogie spojrzenie Yoona powiedziała:
-A co cie to obchodzi? To moja sprawa z kim się spotykam.
-No jak cesarzowa się o tym dowie, że nie wywiązujesz się z obowiązków to nie będzie zadowolona. -powiedziała służka.
Yoona ostatni raz spojrzała na szpiega i wróciła do komnaty. Jedyne co nam wówczas zostało to czekanie aż wybuchnie skandal w państwach. Miałam nadzieje , że nastąpi to szybko. Kim Young robiła się bardzo podejrzliwa, skoro wysyłała swoje służki na szpiegowanie. Ledwo Yoona weszła do naszej komnaty a zaraz za nią przyszedł Bayan we własnej osobie. Wbiegł tak jakby się paliło. Siadł koło mnie zarzucił mi rękę na ramię, spytał jak się czuję a potem poprosił bym poszła z nim w jedno miejsce. Poprawiłam tylko włosy i poszłam za nim. Wyszliśmy na dwór i idąc ścieżką ogrodową doszliśmy do mostku nad stawem. Na tym drewnianym moście był koc, kilka świec wino i kilka przekąsek.
-Co powiesz Nyang na kolacje pod gwiazdami? -zapytał Bayan.-Nie jestem pewien czy ci się spodoba, ale...
-Tak! To wspaniale przygotowane. Ja...jestem bardzo wzruszona jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego. -łzy stanęły mi w oczach a małe płomienie świec mieniły mi się w tych zalanych łzami oczach.
Serce zaczęło mi drżeć i chciałam by ten wieczór trwał wiecznie. Cesarz dawał mi poczucie bezpieczeństwa mimo, że jak go poznałam nie należał do bohaterów, dawał mi też takie ciepło, które płynęło prosto z jego serca. Patrząc w jego oczy i promienny uśmiech nie mogłam się już doczekać kiedy powiem mu prawdę i kiedy to będę przy nim trwać jako cesarzowa a nie służka.
Usiedliśmy na mostku i popijając wino wspominaliśmy nasze pierwsze spotkanie. Był to moment kiedy naprawdę mój śmiech był szczery, nie wymuszony. Będąc już długi czas tak nie szczęśliwym głównie z powodu rodziców, dla nich to wszystko robiłam, dla nich walczyłam i nie poddawałam się , takie momenty wesołe były jak miód na moje zbolałe poranione serce. I to w takich momentach rozumiałam, że życia nie można cofnąć, nie można mych rodziców przywrócić do życia, że trzeba żyć dalej mimo wszystko, że w końcu to szczęście przyjdzie bo gdzieś słońce wschodzi a gdzieś zachodzi, gdzieś kończy się burza i wychodzi słońce gdzieś ktoś umiera i się rodzi...wszystko ma początek i koniec. Czy ból może minąć? Tego nie byłam pewna ale zbiegiem czasu stawał się on moją podporą ,największą bronią i raną która mnie ukształtowała stałam się silniejsza, konsekwentna i twardsza.
-Nyang przy tobie jestem taki szczęśliwy. Jesteś moją ostoją. Kiedy cie widzę i mogę złapać za dłoń nabieram wiary i siły na kolejny dzień. Bycie cesarzem nie jest łatwe. Nie wiele nauczyłem się od ojca a mój regent El Sumur ciągle znika lecz cały czas każe mnie kontrolować poddanym. Cesarzowa Kim...duszę się przy niej. Wiele bym dał żebyś ty nią była. Chociaż to dla dobra państwa, ja czuje się jakbym tkwił w złotej klatce, tylko ty jesteś moim powietrzem. Kim Young, nienawidzę jej! Jest wredna, podstępna...ale rodzice wiedzieli co robić. -opowiadał Bayan.
-Rozumiem cie. Pałac to nie łatwe miejsce do życia. Każdy walczy o przetrwanie.-rzekłam.
-Nie rozumiesz Nyang! Chcę ci powiedzieć, że to ty mi jesteś przeznaczona! To z tobą miałem być od początku, to ciebie pierwszą spotkałem. Abdykuję i wezmę ciebie, będziemy żyć poza pałacem. Może nie będę bogaty ale będziemy szczęśliwi. Miłość jest najważniejsza! A ja ciebie kocham, tylko ciebie!-uniósł się cesarz.
-Panie! Nie rób tego. Błagam...musisz spełnić wolę rodziców. Takie jest przeznaczenie! Nie rezygnuj z obranej drogi. Nie wiesz co się może zdarzyć jutro a co dopiero za jakiś czas. Ja będę zawsze przy tobie. Nigdy cię nie opuszczę. Pamiętaj o tym. Będę twoim wsparciem, ale błagam  nie poddawaj się.-mówiłam.
Bayan spojrzał mi w oczy po czym się przybliżył tak jakby chciał mnie  pocałować. Styknęliśmy się czubkami nosów gdyż nagle usłyszeliśmy czyjś głos. Odwróciliśmy się i okazało się, że był to głos Kim Young i El Sumura. Podeszli do nas po czym cesarzowa złapała cesarza za dłoń i kazała mu wstać.
-Byłam u ciebie w komnacie lecz panie, cie nie zastałam.-oznajmiła Kim Young Tokeum.-Szukałam cię wszędzie a ty zabawiasz się tu z tą ladacznicą?!
Podczas gdy cesarzowa wyżywała się słownie na swym mężu , El Sumur przyklęknął i wyszeptał mi do ucha:
-Oj dziewucho, jesteś taka głupia. Myślałaś, że się nie dowiem o świadku? Lepiej się zacznij modlić, bo już wysłałem żołnierzy. Przykro mi twój jedyny świadek za chwilę zniknie a wtedy już nikt ci nie uwierzy. Wiem również, że ten zdrajca Wang Yu ci pomaga, oby go tam nie było bo biedak również ucierpi.
Moje źrenice się rozszerzyły, wstałam, przeprosiłam cesarza i pobiegłam do komnaty. Poprosiłam Yoone by szybko skontaktowała się z Toghunem. Yoona szybko pobiegła do strażnika który nam pomagał i poprosiła by przekazał informację Toghunowi. Strażnik słysząc informacje szybko wziął konia i popędził do pobliskiego domu nieopodal pałacu w którym na czas wyjaśnienia sprawy przebywał nasz sojusznik.

piątek, 5 czerwca 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 37



-Nyang gdzie idziesz?-zaczepił mnie cesarz.
-Idę pospacerować Wasza Wysokość.-odpowiedziałam skinąwszy głową na znak szacunku.
-Pozwól , że się dołączę. -powiedział Bayan.
Chwilę później szedł koło mnie ramię w ramię ani nie wyprzedzając ani nie zostając w tyle. Potrzebowałam chwilowej samotności, ale niestety w danej chwili nie było mi to dane. Szłam spokojnie przed siebie gdy czułam wzrok cesarza na sobie. Wydawać się mogło, że za chwilę nie widząc jakiegoś kamienia przed nogami potknie się i upadnie, ale on dobrze znał te dróżki w ogrodowym pałacu więc mógł iść równo dobrze z zamkniętymi oczami.
Nagle się zatrzymałam i spoglądając mu w oczy spytałam czy ma jakąś sprawę do mnie, ale on tylko się roześmiał i ruszył w dalszą drogę. Postanowiłam za nim nie iść tylko wrócić gdyż za niedługi czas miałam spotkać się z Wangiem by omówić szczegółowy plan działania. Widząc , że zmierzam w innym kierunku Bayan odwrócił się i pobiegł za mną złapał mnie za rękę i szybkim ruchem przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Mimo, że trochę już go znałam , to nadal był dla mnie zagadką a dokładniej jego zachowanie. Czasami był jak dojrzały mężczyzna, ogarnięty poważny a czasami przejawiał zachowania jakby młody chłopiec który dopiero poznaje świat i dla którego wszystko jest świeże. Do końca nie potrafiłam przewidzieć jaki jest naprawdę. Miewał w sobie tyle radości ile smutku.
-Panie ale co robisz? Jeszcze ktoś zobaczy.
-Nyang mam prawo do tego. Jestem głową narodu, wiele rzeczy muszę ukrywać dla dobra siebie jak i naszego kraju ale miłości do ciebie nigdy nie ukryję. Jak tak coś dobrego może zaszkodzić? Kocham cie i mam prawo do tego. Każdy cesarz miał swoje konkubiny ale ty nie jesteś dla mnie nią, jesteś kimś więcej i nie pozwolę cie skrzywdzić.
Te słowa mnie ucieszyły tak wiele chciałam mu powiedzieć, ale niestety prawda którą znałam mogła zmieść wszystko w pył. Nie mogłam na to pozwolić, nie mogłam pozwolić by moja przeszłość zniszczyła naszą przyszłość.W pewnej chwili w naszą stronę kroczyła Yoona ale nie sama, lecz z Toghunem! Postawny Toghun szedł z swoją kamienną twarzą od czasu do czasu unosząc kąciki ust natomiast Yoona coś z zachwytem opowiadała mu z rozpromienioną buzią. W końcu doszli do nas. I jak zwykle na początku każdy się z każdym witał.
-Wybaczcie ale mam sprawę do cesarza w sprawie podatków. -powiedział Toghun.
 Przyznam szczerze, że przyszli w idealnym momencie. Mogłam w końcu pójść na spotkanie z Wangiem. Yonna stała na czatach podczas gdy ustalaliśmy kolejny krok.
-Cesarzowo myślę, że musimy się pospieszyć. Musimy powiedzieć cesarzowi kim jesteś i co zrobił El Sumur.-mówił Wang Yu.
-Jestem dopiero od tygodnia konkubiną. Nie możemy działać pochopnie bo jeśli stracimy świadka stracimy wszystko.-mówiłam.
-Rozumiem to, lecz Pani czym dłużej nam to zajmuje tym więcej czasu dajemy wrogom. Nie zapominaj jesteśmy w pałacu tu toczy się wieczna walka o pozycje, bogactwo. Każdego można kupić za odpowiednią stawkę. Nigdy nie wiemy kto z naszych przyjaciół stanie się wrogiem.-przekonywał.-Myślę, że musimy umocnić pozycję i mieć po swojej jeszcze kilku ludzi wraz z cesarzem.
-Kogo masz na myśli?-spytałam.
-Co myślisz o Toghunie? -zaproponował Wang.
-Jest bardzo arogancki, kobiety traktuje z góry, ma swoje zasady, lecz raczej jest godny zaufania.-odpowiedziałam.-Ale czy on nam uwierzy , że to ja jestem cesarzową?
Nagle drzwi się otworzyły a w nich ujrzałam we własnej osobie Toghuna. Miał twarz bez wyrazu, bez żadnej emocji, trudno było osądzić co myśli i co zamierza za chwilę powiedzieć.
-Arogancki, swoje zasady i traktuję kobiety z góry?-przemówił.
-Ja próbowałam go zatrzymać, naprawdę! Nie wiedziałam kiedy się pojawił. Wybaczcie mi!-wtrąciła Yoona.
-Nic się nie stało. Nawet to lepiej.-rzekł Wang.-To co usłyszałeś i to co usłyszysz ma pozostać między nami.
-To, że z tej służki było coś więcej, mogłem się domyślić. Jak na służkę przejawiała podejrzane zachowania. Postanowiłem to sprawdzić kim naprawdę jest ta dziewczyna.-mówił Toghun.
-Co masz na myśli?-spytałam ze zdziwieniem.
-Jak to co Wasza Wysokość? To że już od kilku tygodni prowadziłem śledztwo. Bardzo ciężko było zdobyć o tobie informację, ale czego się nie robi dla cesarza. Jak to Wang powiedział ludzi można łatwo kupić, a pałac ma uszy.-odpowiedział z przerażającym spokojem w głosie.
-Panie czyli rozmawiałeś ze mną tylko dlatego,że chciałeś informacji o mojej Wysokości?-z zawodem w głosie spytała Yoona.
Rozmowa toczyła się dalej, okazało się, że do końca Toghun nie potwierdził mojej tożsamości dlatego postanowił sprawdzić Cesarzową Kim. Zaszedł aż do wioski w której się wychowywała i wiele ludzi ją kojarzyło. Toghun postanowił mnie szpiegować i przypadkiem dowiedział się o mojej rozmowie z Kim i o moim wisiorku z obrączek mych rodziców. Nagle zyskaliśmy świadka. Pytanie brzmiało czy cesarz Bayan wiedział o tym, dlatego też zapytałam Toghuna a on odpowiedział:
-On wie, że cie wasza wysokość sprawdzam, ale jeszcze nie wie kim jesteś. Cesarz Bayan sam był ciekawy ciebie, chciał dokładniej poznać twoją przeszłość szukał twoich bliskich by ich do pałacu sprowadzić. Czego się nie robi dla mojego Pana....Nie spodziewałem się, że odkryję tak zaskakujące informacje o twojej osobie Pani.
-Niech cesarz na razie nic nie wie.-odparłam.-Musimy dokonać jeszcze kilku kroków by nikt nie ucierpiał. Cesarz mógłby stać się celem. Nie wiemy kto jeszcze pracuje dla El Sumura.
-Na początek proponuje zakończyć potajemne spotkania. Jest to niebezpieczne oraz nie wygląda to dobrze , kiedy cesarzowa spotyka się z mężczyzną po kryjomu a służka pilnuje.-zaproponował Toghun.-Informacje będą przepływać przez Yoone ona będzie odkrywała najważniejszą rolę będzie między naszą trójką pośrednikiem. Tobie Wasza Wysokość zostaje odgrywanie wspaniałej konkubiny, nie możesz się już spotykać z nikim po kryjomu.
-Zgadzam się z Toghunem.-odparł Wang.-Lecz skąd mamy pewność, że nie pracujesz dla El Sumura?
-Nigdy nie macie.-roześmiał się pierwszy raz odkąd przyszedł.-W końcu jestem zarozumiałym arogantem traktującym z góry kobiety.
Kiedy rozmowa się zakończyła każdy rozszedł się w swoją stronę. Zmierzając w stronę własnej komnaty okazało się, że do pałacu przyjechało kilka nowych dziewcząt dla cesarza, jednak selekcja na konkubiny się zakończyła. Prawdopodobnie Kim chciała wypełnić puste pokoje i zrobić mi konkurencje. Już wchodziłam do komnaty gdy Yoona przyleciała z wiadomością, że szybko wszystkie kobiety w tym również ja mamy spotkać się w sali z cesarzową Kim. Kiedy dotarłam na miejsce wszystkie dziewczęta już były ustawione.
-Wybacz za spóźnienie.-złożyłam pokłon w stronę Kim.
Ona buchnęła śmiechem i nagle w sekundzie spoważniała. Podeszła w moją stronę opluła mnie i kazała klękać i błagać o wybaczenie. Duma mi mówiła bym tego nie robiła. Zamiast tego dotknął ją mój chłodny wzrok. Kim zaczęła krzyczeć tak głośno, że wręcz piszczała. Uderzył ją brak szacunku z mojej strony. Tego już nie wytrzymała, wezwała eunuchów i kazała im zdjąć ze mnie pierwszą warstwę ubrania.



Kiedy już to zrobili, zmusili mnie do upadnięcia na kolana. Jeden tak mocno ściskał mi kark w stronę podłogi, że prawie go nie czułam. Drugi stał nade mną w razie problemów. Dziewczęta były przerażone, odwracały wzrok, modliły się a nie które wręcz po cichu łkały.
-Tak się każe za nieposłuszeństwo! Ja tu jestem prawdziwą cesarzową! Tylko ja! Ja tu wydaje polecenia! Nikt mi się nie będzie sprzeciwiał!-krzyczała Kim.
Po chwili dostarczono do jej rąk bicz z drewnianą rączką. Serce mi zaczęło walić, bałam się każdego uderzenia, jednak wiedziałam , że każda łza będzie poszerzać uśmiech mojemu wrogowi. Starałam się cios za ciosem utrzymać łzy. Zacisnęłam zęby. Każdy bicz wymierzony w moje plecy przypominał jakby mnie uderzano czymś niesamowicie zimny a zarazem gorącym jak ogień. Nie można było znaleźć różnicy pomiędzy zimnem a gorącym. Każde zabranie bicza z moich krwawiących pleców przypominał ulgę a po chwili niesamowite uczucie drętwienia i pieczenia.






Czułam jakby z ran wylewał się żar zamiast krwi., a twarz oblały zimne poty. Cała twarz była mokra jakbym ją moczyła w wodzie. Kilka łez mi spłynęło, lecz trzymając głowę od czasu do czasu w dole nie pozwoliły ujrzeć Kim mojego cierpienia. Kiedy już skończyła mnie chłostać rzuciła bicz na podłogę i przyglądała się uważnie mojej twarzy. Po wzięciu wdechu z dumą uniosłam głowę  w jej stronę i z pokorą powiedziałam:

                         
-Dziękuję za każdy cios, każdą kroplę krwi, każdą ranę i każdą bliznę. Kiedy będę je czuła przypomnę sobie twoją twarz cesarzowo i tyle razy będę się za ciebie modlić by w końcu ktoś cie pokochał tak jak mnie cesarz Bayan.
Nie daleko cesarzowej Kim była zalana łzami Yoona, która po całym zajściu szybko poleciała do cesarza by go powiadomić o zaistniałej sytuacji. Cesarz wraz z swoją służbą przybiegł w momencie w którym Kim wymierzała mi policzek. Widząc to Bayan złapał ją za rękę i odepchnął z taką siłą , że upadla na ziemię. Po chwili podbiegł do mnie, pomógł mi wstać i prowadząc mnie w stronę wyjścia spoglądając na swoją żonę kątem oka rzekł:
-Zwalniam Nyang z obowiązku uczestniczenia w twoich zgromadzeniach aż do odwołania. Lepiej się mi nie sprzeciwiaj jeśli chcesz być nadal moją żoną.
-Słucham?! Panie! Jak to?! Mamy umowę! Nie możesz od tak zostawić mnie dla tej ladacznicy ! Jestem twoją żoną, jeśli skończysz ze mną ten związek wybuchnie wojna!-krzyczała upokorzona Kim.
Dziewczęta patrzyły jedna na drugą i zaczęły szeptać i cieszyć się.
Bayan prowadził mnie do komnaty tam kazał mi położyć się na brzuchu. Wziął nożyczki i chciał przeciąć mi skrawki zakrwawionego materiału lecz odezwała się Yoona
-Wasza wysokość ja to zrobię. Ja się zajmę konkubiną Nyang. Nie możesz oglądać jej w takim stanie.
-Yoona ma rację. Zostaw mnie i wróć kiedy będę się miała lepiej. Yoona zadba o mnie najlepiej.-odezwałam się wycieńczonym głosem.
Bayan pokiwał niepewnie głową i wyszedł mówiąc że wróci nazajutrz na śniadanie. Yoona czuwała nade mną przez całą noc. Moje rany smarowała maścią z ziół i robiła obkłady. Wiedziałam jedno , że gdzieś tam zostaną blizny, że moje plecy nie będą takie jak przedtem. Nagle zrodziła się w mojej głowie myśl, że cesarz tego nie zaakceptuje, że mnie odrzuci. Bardzo się tego obawiałam, jednak gdy przyszedł mnie rano odwiedzić trochę rozwiał te myśli z mojej głowy.
-Nyang wiem co możemy zrobić by Kim już cie tak nie traktowała, byś dorównywała Kim pozycją.
-Jestem konkubiną, więc...
-Jeśli urodzisz mi syna będziesz dorównywała pozycji mojej żony.
Nagle poczułam jakby czas się zatrzymał. Tak bardzo mnie to zszokowało, że nic mu nie odpowiedziałam. Bardzo chciałam być jego żoną, ale dzieci w obecnej sytuacji by nie pomogły. To nie był idealny czas na to. Zbyt wielu wrogów stało nam na drodze by tak po prostu żyć.

niedziela, 12 stycznia 2020

"Dynastia Shin Jin"

                                              Część 36
 -Panie ta służka już się wybudziła.-zawiadomił eunuch cesarza Bayana. 
Nie zwlekając dłużej, cesarz wstał od stołu i poszedł do komnaty w której przebywała Yoona. 
Za nim doszedł, poprosiłam Yoone, by nic nie mówiła kto za tym stoi. To było niesprawiedliwe, ale niestety by przetrwać i wygrać trzeba czasami odstąpić od reguł. Nie zawsze da się być sprawiedliwym. 
-Kto ci to zrobił?-spytał cesarz.
Yoona spojrzała na mnie, potem spuszczając wzrok powiedziała:
-Nie wiem Panie. 
-Ale ja wiem.-nagle przyszedł El Sumur. -To były Panie twoje zazdrosne kandydatki na konkubinę. Hae Jang i Ha Chook. Służka cesarzowej Kim słyszała jak zaczepiały i groziły Nyang. 
-Słucham?!-zdziwił się cesarz.-Nyang to prawda? Te dwie groziły ci?!
-Każda z nas przybyła by walczyć o twoje względy i każda rywalizuję. Konkurencja jest duża...W złości się różne rzeczy mówi. Uważam, że nie zrobiły by czegoś tak głupiego. -odpowiedziałam. 
-Widocznie trucizna była dla ciebie, ale łakoma służka wzięła co twoje. Dzięki niej ty teraz tu stoisz cała i zdrowa.-wtrącił El Sumur z przenikliwym wzrokiem. 
Po chwili do komnaty weszła cesarzowa Kim wraz z swoją służką, która rzekomo była świadkiem całego zdarzenia. Stanęła przed cesarzem i potwierdziła wersje powiedzianą przez El Sumura. Cesarz nie czekając dłużej wezwał do siebie konkubiny Hae i Ha wymierzył im po dwadzieścia uderzeń biczem. Po czym dał po sakiewce monet i odesłał ich tam skąd przybyły. Dziewczęta do końca krzyczały, że są niewinne jednak nikt nie mógł im pomóc. Słowa Bayana w chwili wypowiedzenia stały się niepodważalne. Do tego cesarz rozkazał przydzielić mi i Yoonie straże. Mieli nas pilnować przez całe dnie. Wychodząc od Yoony na swojej drodze napotkałam El Sumura. 
-Mogę porozmawiać z Nyang na osobności?-zwrócił się do straży. 
Straż odeszła na tyle by mieć mnie w zasięgu wzroku. 
-To było ostrzeżenie. W wyniku zaistniałych zdarzeń nasza umowa czasowo się przesunie. Masz tydzień by opuścić dobrowolnie pałac. W przeciwnym przypadku ty i ta twoja służka opuścicie pałac ale jako trupy!
-Myślisz , że to takie proste? Nie wiem czy o takie skutki ci chodziło, ale mam mniejszą konkurencję i jestem strzeżona. Dzięki tobie El Sumurze. 
-Było to do przewidzenia. Jednak nie powiem cesarz mnie zadziwia. Nie spodziewałem się, że tak mu na tobie zależy. 
-Od przeznaczenia nie da się uciec. 
-Mylisz się. To my sami wybieramy sobie przeznaczenie.
-Może i decydujemy o zdarzeniach w swoim życiu, podejmujemy różne decyzję czasami dobre a czasami złe, ale nie ważne co wybierzemy, krótszą czy długą drogę, przeznaczenie i tak będzie jedno. 
-Ty mała nikczemna...Masz tydzień! Za tydzień w dniu wyboru konkubiny publicznie oświadczysz , że rezygnujesz.-mówiąc to El Sumur odszedł. 
Wiedziałam, że to nie są jedynie słowa puszczone na wiatr a przysięga, której zamierzał dotrzymać mój wróg. Potrzebowałam pomocy , ale nie miałam nikogo kto mógłby mi pomóc. Nikt prócz Yoony i Wang Yu nie znał prawdy. Yoona nic nie mogła zdziałać, a Wang Yu...Nawet nie byłam pewna czy żyje, w końcu nie widziałam go już dość długi czas. Prócz tej dwójki nikomu nie mogłam ufać, a cesarzowi nie mogłam powiedzieć. Z pewnością by mi nie uwierzył.  Znów stałam się bezradna. Czym dużej starałam się walczyć, tym bardziej miałam ochotę odpuścić. Coraz częściej dopadała mnie chęć oddania dobrowolnie swojego państwa i tytułu. Nie była to tylko walka z wrogami i przeciwnościami, ale również walka z samą sobą z swoimi słabościami, kryzysami i brakiem wiary w siebie które stawały się straszną codziennością. Cel był tak daleko a siły powoli opadały. 
Wieczorem do każdej z kandydatek przyszła wiadomość o przygotowaniu się na jutrzejsze starcie w dziedzinie kultury i sztuki. Była to kolejna konkurencja o miano konkubiny. Jutrzejszy dzień miał pokazać nasze umiejętności, grę na harfie, taniec, czytanie i pisanie. Bałam się kryteriów oceny. Z drugiej strony El Sumur dał mi tydzień , chce bym publicznie odrzuciła Bayana, więc musi być pewny że dojdę do tego etapu. Na chwilę, wątpliwości mnie opuściły. Wzięłam kąpiel i ze spokojem zasnęłam nabierając sił na kolejny dzień. O świcie obudził mnie łomot do drzwi. Wstałam pełna sił, otworzyłam drzwi i ujrzałam w nich Toghuna. 
-Co ty tu robisz?-spytałam.
-Mogę wejść?-zapytał spoglądając na straże. 
-Poczekaj chwilę.-zamknęłam drzwi i podbiegłam obudzić Yoone. 
Yoona ledwo żywa otworzyła oczy i spytała co się dzieje. Gdy jej powiedziałam, że Toghun stoi za drzwiami szybko się przebrała i rozczesała włosy. 
-I jak wyglądam?
-Yoona jesteś śliczna.-rzekłam ze śmiechem.-Możesz wejść Toghun!
Mężczyzna wszedł wraz z strażą do komnaty i wręczył mi skrzynie a w niej były piękne suknie.
-Co to?
-Nyang dzisiaj konkurencja kultury i sztuki. Będziesz prezentowała umiejętności. Jednak bardziej przykujesz wzrok nie tylko swoimi umiejętnościami , ale również wyglądem. Przywiozłem więc suknie na każdy twój występ. Żółtą ubierz do tańca i czytania, biało-różową do grania na harfie i pisania. 
-Dziękuję. 
-Dobrze to tyle. Idź się przygotuj. Masz być najlepsza. -mówiąc to Toghun opuścił moją komnatę.
Yoona zachwycała się nim aż do pory śniadaniowej. O dziwo śniadanie było mało obfite. Na tacy była tylko miseczka ryżu i herbata. Zaczęłam myśleć, że cesarzowa Kim czymś nas zaskoczy. I nie myliłam się w pawilonie kobiet oświadczyła, że trochę konkurencje się zmieniły. 
-Dzisiaj przedstawicie taniec i grę na harfie, jednak doszły dwie nowe konkurencje zamiast zwykłego czytania będziecie musiały znaleźć odpowiedni fragment książki i go na głos przeczytać, oraz wybrać jeden produkt z cesarskiej kuchni , ale nie mogą się powtarzać i opisać dlaczego się go wybrało i jakie ma znaczenie dla państwa. Nie podpisane odpowiedzi zbierzemy i ocenimy. Na koniec sprawdzimy waszą wytrzymałość. Mam nadzieję, że zjadłyście całe śniadanie, bo tylko ono ma wam wystarczyć aż do ostatniej konkurencji. Dopiero po sprawdzeniu wytrzymałości dostaniecie obfity posiłek. -tłumaczyła cesarzowa Kim. 
Po przedstawieniu planu udaliśmy się na dwór i tam zaczęłyśmy od tańców. Służący , straże, eunuchy , damy dworu ,wszyscy wyczekiwali na konkurencje. Sam cesarz, cesarzowa Kim i Cesarzowa Wdowa zasiadali na honorowych miejscach. Gdzieś w tłumie można było zauważyć El Sumura, Toghuna i jego ojca. Do mnie należało rozpoczęcie konkurencji. Było to ciężkie zadanie, jednak występując jako pierwsza miałam czas by przebrać się tak jak wspominał Toghun. Zaczęto grać pierwsze nuty, wyszłam na punkt, z którego wszyscy mogli mnie oglądać i pełna stresu rozpoczęłam. Czułam innych wzrok na sobie, zapomniałam już jak to jest kiedy jesteś w centrum uwagi. Niektórzy cie podziwiają, inni przeklinają...a wśród nich  był jeden wzrok, przebijający wszystkie inne. Było to spojrzenie Bayana, który spoglądał na mnie z dumą, radością, zadziwieniem, lecz przede wszystkim z miłością. Wydawać by się mogło , że nikt prócz mnie nie istniał. Starałam się tańczyć jak najlepiej, chociaż serce mi waliło, nie pozwoliłam by emocje wzięły górę. Dokładnie wypełniałam każdy krok, suknia pięknie mi wirowała, a słońce , które przyświecało w moim kierunku sprawiało, że suknia momentami mieniła się jak złoto. 





W końcu muzyka ucichła a ja zakończyłam swój występ. Nagle podszedł do mnie Toghun , przykucnął i rzekł:
-To nazywasz tańcem? To ma być taniec?! Mogłaś się bardziej postarać. 
Słowa jakoś mnie nie uderzyły, bo wiedziałam, że wypełniłam zadanie na tyle ile było mnie stać. Dałam ze siebie wszystko. Szybko wróciłam do komnaty i się przebrałam. Następną konkurencją była, gra na harfie, potem szukanie fragmentu na którym niestety każda z kandydatek poległa. Żadna z nas w wyznaczonym czasie nie mogła znaleźć odpowiedniej strony z pośród pięciu książek. Było to zadanie nie wykonywalne, do tego fragment, który miałyśmy znaleźć nic nie oznaczał , nic nie pokazywał. To było zdanie , które mogło być zawarte z każdej z książek. W końcu nastała konkurencja związana z produktem. Wszystkie dziewczęta biegły ile miały tylko sił by zabrać ze sobą najlepsze produkty. Ja wzięłam do miseczki wody, ponieważ sól wzięła inna z dziewcząt. Po chwili spotkaliśmy się w sali tronowej. Cesarzowa Wdowa wzięła od nas odpowiedzi i wraz z Kim i Bayanem zaczęli je czytać. Wszyscy obecni wstrzymywali oddech. Po dłuższym czasie cesarz wstał z jedną kartką i zaczął czytać odpowiedź, która wygrała. 
"Woda-daje życie, pomaga przetrwać, lecz wszelka trucizna połączona z wodą potrafi zabić. Cesarz jest wodą dla swojego kraju, narodu, który daje życie, bez którego nie można przeżyć, lecz otoczony niewłaściwymi osobami staje się zagrożeniem i przekleństwem. Tak jak czysta woda pozwala rozkwitać roślinności daje im życie tak dobry cesarz o czystym sercu może pozwolić rozkwitnąć swojemu kraju" 
-Która z was jest autorką tego pięknego tekstu?-spytał cesarz.
-Ja.-odpowiedziałam występując z rzędu. 
-Chwila!-wstała oburzona Kim. -Woda to nie produkt! Ta dziewucha powinna być zdyskwalifikowana. Prawda Cesarzowo Wdowo?
-Rzeczywiście woda to nie produkt. Zasady przedstawiono jasno.-zgodziła się Wdowa z Kim. 
-Czy moje zdanie się nie liczy?-spytał cesarz.
-Kochanie chcesz być posądzony o układy? Chcesz stracić w oczach ludzi? Pokazać , że jesteś niesprawiedliwy i kierujesz się chwilowymi uczuciami zamiast rozumiem i zasadami? Chyba nie?-wyszeptała Kim do ucha Bayana.
Cesarz siadł z powrotem na tronie. Zapadła chwilowa cisza, którą przerwała Cesarzowa Wdowa, mówiąc , że tą konkurencje wygrała dziewczyna, która przedstawiła sól. Była nią Toek Deum. Ostatnie zadanie polegało na tym, że miałyśmy zrobić pięćdziesiąt okrążeń placu z workiem na plecach pełnego kamieni i dwoma książkami na głowie , na której leżała miseczka z wodą a w rękach miałyśmy trzymać dwie miseczki z ryżem. Dziewczyna, której spadła miseczka z wodą odpadała z konkurencji. Zadanie to było niezmiernie trudne. Siła, równowaga i wytrwałość-te cechy miałyśmy pokazać. To była moja ostatnia szansa i konkurencja , której nie mogłam przegrać z powodu poprzedniej porażki. Niespodzianka było to, że mogły wziąć udział również dziewczęta, które odpadły wcześniej, prócz oczywiście Hae i Ha. Każda z nas miała szanse dalej przejść. Głód, upalne słońce, ból pleców, zdenerwowanie, zmęczenie to wszystko co nam towarzyszyło podczas wyścigu. Jedna z dziewcząt odpadła już przy drugim okrążeniu. 
-Czterdzieste drugie okrążenie!-krzyczał eunuch.
Zostało nas już tylko trzy, reszta dziewcząt odpadła. Niektórym spadły miseczki z wodą, niektóre już nie wytrzymały ciężaru na plecach, jednak większość dziewcząt mdlało. Ja już byłam na skraju. Myślałam, że nie dojdę. Zaczęło mi się robić duszno, serce szybciej biło, pot zalewał moje czoło, ręce i nogi odmawiały mi powoli posłuszeństwa. Zaczęłam się modlić, w końcu tak nie wiele zostało. Cesarz już nie mógł patrzeć około dwudziestego okrążenia chciał przerwać ten wyścig, jednak zasady zasadami on nie miał prawa decydować o konkurencjach, mógł tylko głosować na uczestniczki.Przy czterdziestym czwartym okrążeniu odpadły dwie dziewczyny. Zostałam sama. Nagle Yoona wstała i zaczęła krzyczeć:
-Nyang! Dasz radę Nyang! Trzymam kciuki! Nyang! Nyang!
Razem z nią zaczęli mi wszyscy kibicować. W końcu została mi ostatnia prosta. Po chwili przekroczyłam ostatnie okrążenie. Doszłam! Dałam radę! Już nawet nie miałam siły się cieszyć wraz z przekroczeniem mety upadłam na ziemie. Bayan widząc to podbiegł do mnie podtrzymując mi głowę dał mi pić. 
-Nyang byłaś wspaniała. Wygrałaś. Gratuluje!-mówił uradowany cesarz.-Jesteś taka piękna nawet kiedy jesteś spocona i zmęczona. Nie ważne co się stanie ja i tak tylko ciebie pragnę. 
Te słowa były jak miód na moje serce, jak gwiazda z nieba czy wszystkie skarby świata. Takie momenty pokazywały mi, że moja walka jeszcze nie dobiega końca, że zdobywam siłę i motywację by walczyć dalej. W tym momencie podjęłam decyzję, że nie poddam się nie ulegnę El Sumurowi. 
Bayan wziął mnie na ręce i ogłosił, że wygrałam tą konkurencję i mam bezpieczne miejsce raz z czterema innymi dziewczętami do ogłoszenia przez niego wyników na konkubinę.  Wydawało się , że już nic się tego dnia nie stanie, jednak podbiegła cesarzowa Kim i powiedziała:
-Niemożliwe. Nyang nie może przejść dalej. Tą konkurencję przegrały wszystkie. 
-Jak to?!-oburzył się Bayan trzymając mnie nadal w ramionach, 
-Zadanie polegało, że wygrają, dziewczyny które doniosą ci Panie te trzy miseczki, nie wystarczy, że przeszły tyle.-z fałszywym uśmiechem odpowiedziała Kim. 
-Nie było o tym słowa, więc to jest nieaktualne. Wybacz, ale teraz zabiorę Nyang do swojej komnaty gdzie odpocznie. Masz nam dziś nie przeszkadzać zjemy oboje kolacje.-mówiąc to Bayan pokierował się prosto w stronę pałacu. 
Nastał wieczór, stół w komnacie uginał się od jedzenia. Ja przygotowałam się do kolacji z cesarzem. 
-Nyang  w końcu jesteśmy sami.-cesarz złapał mnie za dłoń. 
-Bayanie nie powinniśmy posuwać się za daleko. Werdykt jeszcze nie zapadł. Nie jestem oficjalnie twoją konkubiną. 
-Masz racje nie jesteś. I nie będziesz nigdy konkubiną. 
-Wybrałeś inną? Rozumiem.
-Nie mam innej. Mam tylko ciebie, ale nie będziesz żadną konkubiną ani tą drugą. Będziesz pewnego dnia moją żoną, moją pierwszą i jedyną cesarzową. 
-To niemożliwe. Twoją pierwszą jest cesarzowa Kim. Ja z konkubiny nigdy nie będę na jej miejscu nigdy nie będę nią. 
-Zrobię wszystko byś była. Ja nie kocham Kim. Wręcz jej nie cierpię. Kiedy ją widzę mam ochotę ją zabić.
-To twoja żona, mimo wszystko chodzi o umowę między państwami. Nie możesz jej nic zrobić. Inaczej wybuchnie wojna. Kraje nie są na to gotowe. -wstałam od stołu i chciałam wyjść, lecz Bayan poprosił bym coś zagrała jakieś pieśni. Tak też zrobiłam. Zagrałam dwie ulubione pieśni cesarza a potem postanowiłam, że wrócę do komnaty. Bayan zapatrzony we mnie nalegał bym została, ja jednak liczyłam się z zasadami i nie chciałam pogarszać sytuacji



Dlatego też ze zdecydowaniem pokierowałam się w stronę wyjścia. Nagle Bayan podbiegł do mnie złapał mnie za rękę i ucałował w policzek. 
-To na dobranoc.-rzekł, żegnając się ze mną. 
Wraz z strażą pokierowałam się do swojej komnaty, Wchodząc do niej zauważyłam siedzącą na łóżku Yoona z Toghunem. Widząc mnie Yoona zeskoczyła przepraszając mnie za zaistniałą sytuacje. Ja uśmiechnęłam się i powiedziałam, że nic się nie stało. Toghun podszedł do mnie spojrzał mi głęboko w oczy i pogratulował za wytrwałość, mówiąc, że nie spodziewał się po mnie takiej siły. Potem opuścił komnatę. Kolejne dni minęły leniwie. W końcu nadszedł ten dzień, dzień wyboru konkubiny dla cesarza. Stawiło się wraz ze mną pięć dziewcząt. Cały pałac cesarski wyczekiwał decyzji cesarza, kto zostanie jego konkubiną. Mógł oczywiście wybrać więcej niż jedną z dziewczyn, to prawo należało tylko do niego. Na dziewczyny, które odrzucał czekały sakiewki z pieniędzmi, jednak te które zostały dostawały najpiękniejsze kwiaty i swoją komnatę. Cesarz powstał i zaczął mówić:
-Nie będę dłużej przedłużał. Moją damą jedyną wybraną kobietą zostaje Nyang przysłana od Toghuna.
Następnie podszedł i wręczył mi kwiaty. Na dodatek publicznie ucałował mnie  w policzek. W cesarzowej Kim zawrzało. Widząc to wstała z niezadowoloną minął i opuściła sale tronową. Cesarz rozkazał przenieść moje rzeczy do komnaty dla konkubiny. Komnata była znacznie większa miała półki z biżuterią, skrzynie z różnymi strojami, łóżko tak duże , miękkie z piękną pościelą że prawie przypominało łoże cesarskie. Prócz Yoony miałam jeszcze jedną służkę, eunucha i kilka innych sług odpowiadających za mój wygląd. Miałam również nowe obowiązki jak i prawa. Każdego dnia miałam składać pokłon cesarzowej Kim rano o wschodzie jak i zachodzie słońca. Podczas gdy przenoszono moje rzeczy do nowej komnaty, wyszłam odetchnąć. Nagle zauważyłam idącego placem mężczyznę przypominającego Wang Yu. Musiałam to sprawdzić. Podbiegłam w stronę mężczyzny. Okazało się, że był to Wang Yu. Widząc go tak się ucieszyłam, że aż go mocno uścisnęłam. 
-Wang Yu ty żyjesz!-oznajmiłam.
-Wszystko wiem. Gratuluje, że zostałaś konkubiną. Jednak to dodatkowe niebezpieczeństwa.-mówił.-Mam dobrą wiadomość znalazłem świadka zbrodni El Sumura. Obecnie ukrywa się w najbliższej wiosce. 
-Naprawdę?! To wspaniała wiadomość.-nie mogłam w to uwierzyć.
-Daj cesarzowo znać a wykorzystamy to by obalić El Sumura. Póki co nikt nie może o tym wiedzieć. Inaczej stracimy ostatnią szansę na  ukazanie prawdy. Stracimy wszystko.-powiedział mężczyzna.
-Dobrze. Już niebawem ukażemy światu prawdę. Jednak teraz proszę cię Wang broń świadka do momentu kiedy dam ci znak. Dziękuję ci. Tak cieszę się, że żyjesz! Naprawdę!-mówiąc to bez podejrzeń opuściłam Wanga.
Znów zrodziła się dla mnie nadzieja. Dostałam przewagę. Los znów zaczął mi sprzyjać. Teraz pozostało mi tylko czekać na właściwy moment uderzenia, którego nikt nie będzie się spodziewał.