kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

piątek, 20 listopada 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 56

Bayan przez trzy dni nie wychodził z komnaty. Jedynym gościem byłam ja. Dopiero czwartego dnia po tym zdarzeniu cesarz wyszedł, wyszedł z powodu spotkania na kolacji w komnacie Wdowy Youngshi , która postanowiła zostać w naszym pałacu. 
-Myślałam, że nie przyjdziecie.-odparła Wdowa. 
-Jednak przyszliśmy. Czyżbyś była zdziwiona naszym widokiem?-spytałam.
Bayan siedział na przeciwko matki, ja po jego prawej stronie a koło mnie zasiadał Toghun z kamienną twarzą. 
-No cóż skoro już wszyscy jesteśmy, to możemy zaczynać.-odparła Youngshi. 
Sam posiłek przebiegał bez rozmów, w ciszy, lecz po zjedzonej kolacji Wdowa od razu przeszła do rzeczy. Zaproponowała cesarzowi by zrzekł się tronu, bo i tak jest chory wiele nie zrobi, a będzie mógł spokojnie cieszyć się życiem. 
-Co? Może Seungnyang też przy okazji mam mu oddać?! Tego chcecie?! Tak?!-i znów się Bayan zdenerwował. 
Rzucił miską ryżu o podłogę i zaczął wymachiwać pałeczkami. 
-Uspokój się! Jesteś zbyt impulsywny, jednak coś masz po ojcu. Spójrz na brata to prawdziwa głowa państwa, nie da się wyprowadzić przez takie głupoty z równowagi. -mówiła teściowa.-Bayanie ja rozumiem twoją miłość do cesarzowej, ale niestety musisz być tego świadomy ,że kiedy odejdziesz ktoś musi zająć miejsce, również jako mąż Seungnyang i musi mieć potomka.
-Dosyć tego!-Bayan wstał i przewrócił stół do góry nogami, potem wyszedł z komnaty. 
Wstałam z krzesła i powiedziałam:
-Cesarzowo Wdowo mylisz się, nigdy w życiu nie będzie miejsca w moim sercu poza Bayanem. 
Wybiegłam z komnaty i pobiegł do komnaty  cesarza, by go uspokoić, lecz tam go nie zastałam. Pobiegłam do ogrodu ,ale również i tam go nie zastałam. Nagle podbiegł do mnie zdyszany eunuch Park 
-Cesarzowo! Cesarzowo!
-Co się stało? Gdzie jest cesarz?
-Właśnie o niego chodzi! Cesarz dostał furii, pierwszy raz w życiu widziałem go w takim stanie!
-Gdzie on jest?!
-Komnacie zarządzającej! Pani ale błagam uważaj!
-Nic mi nie będzie!
Biegłam ile sił w nogach po korytarzach, w pewnej chwili stanęłam na suknie i upadłam wprost przed Toghunem. Mężczyzna widząc to podbiegł do mnie i chciał pomóc mi wstać, lecz ja odepchnęłam jego ręce mówiąc, że to wszystko wina jego i Wdowy. Wstałam i pomknęłam dalej. Wbiegłam do komnaty a tam usłyszałam dźwięk zbitego szkła. Kiedy mój wzrok w końcu zobaczył męża, trzymał on w rękach wazon , robiąc zamach. Otoczenie wokół niego było przerażające, jakiś stolik rozwalony, wazony rozbite na małe kawałki, jakieś dokumenty leżące na podłodze a po środku tego bałaganu stojący on-Bayan kipiący od złości. 













-Co ty robisz?! Odłóż ten wazon!
-Nyang ja jeszcze nigdy nie czułem takiej złości...nie wiem co się ze mną dzieje. Miałbym ochotę ich zabić. Nienawidzę matki! Nienawidzę jej! Jak mogła mnie tak oszukać?  Przecież też jestem jej synem, To ze mną była dłużej. A on? Tak mu ufałem! Jak mógł mi to zrobić? Nie rozumiem , nie chce rozumieć...
-Bayanie co chodzi o Toghuna to nie jego wina ,że jest jej synem. Jakby nie było sam żył w kłamstwie przez tyle lat, też mu pewnie ciężko. 
-Tłumaczysz go jeszcze?! 
-Wiem, że jesteś zły, ale takie są fakty. Kochanie policz do dziecięciu , weź głęboki wdech i chodźmy na spacer. 
-Nie oddam mu tronu. Zyska go po mojej śmierci wcześniej tego nie uczynię, nie zrzeknę się dla niego.
-Rozumiem, a teraz podaj rękę i pójdziemy do ogrodu. Jest taki piękny wieczór, szkoda być zamkniętym w murach pałacowych. 
-Jeśli chcesz to idź sama, ja wrócę do komnaty. Nie mam ochoty dziś na spacery. 
Cesarz odszedł ,a ja nawet bez niego wyszłam z dworu. Poszłam na mostek z skąd spoglądałam na odbicie gwiazd w stawie. Wieczór był chłodny, ale przyjemny. Wiatr delikatnie wiał, a księżyc oświetlał otoczenie. Stałam tam przez dłuższy czas, zapatrzona w jeden punkt. Już miałam wracać kiedy zobaczyłam wchodzącego na mostek Toghuna. Wyraźnie jego reakcja wskazywała na to, że się mnie tam nie spodziewał. Zmierzyliśmy się wzrokiem, po czym miałam go już wyminąć gdy rzekł:
-Zaczekaj cesarzowo. 
-O co chodzi?-spytałam chłodnym tonem. 
-Ja wiem, że myślicie, że jestem zdrajcą, ale naprawdę dowiedziałem się nie dawno. Byłem w ogromnym szoku, z początku myślałem, że coś się dzieje z Wdową do czasu , aż nie pokazała mi znaczących dowodów. Chociaż jestem jej synem, to nigdy nie powiem jej matko, ani się nie zmienię. Dalej będę tym Toghunem wiernym państwu i cesarzowi. 
-No oczywiście skoro będziesz władcą to państwo musi być dla ciebie ważne. 
-Nie zmienię tego co się stało, nie zmienię swojej przeszłości, ale przyszłością mogę wykazać , że nie chodzi mi o władzę. 
-Ale jak tego chcesz dokonać?
-Możesz w to nie wierzyć, ale ja nie chcę tego tronu, nie chcę zastępować Bayana w państwie ani w małżeństwie. 
-I tak się nie stanie, nie zastąpisz go bo to będzie już inna historia. Jeśli naprawdę jest tak jak mówisz ,to zamiast słów użyj swych czynów. Słowa są jak wiatr, nieuchwytne i niewidoczne.  
-Przekonasz się o tym Pani już niebawem. Przysięgam.
-Pozwól , że spytam. Kto jest twoim ojcem?
-Niestety nie wiem. Odkąd dowiedziałem się prawdy, pytałem Wdowy, lecz ona niczego mi nie powiedziała. Szukam odpowiedzi na własną rękę, bo chociaż jest mą matką to nie potrafię jej za nią uważać. 
Spojrzałam na niego kątem oka i odeszłam. On został i stał na moście tak jak ja wcześniej. Zmierzając w stronę pałacu, koło mnie przebiegł sługa. Ewidentnie biegł do Toghuna. Postanowiłam stanąć i zobaczyć cóż to za pilną wiadomość ma dla przyszłego władcy. Zrobiłam kilka kroków w przód by lepiej usłyszeć. 
-Toghunie, znaczy panie! Chodzi o to, że twój ojciec...Buddo wybacz ! Znaczy Joo Yong...on nie żyje. 
-Co?! O czym ty mówisz?!-zerwał się mężczyzna. 
-Dostał bólu serca , upadł i...odszedł. 
-Każ szybko przygotować konia! Biegnij!-Toghun pośpieszał sługę.
Słysząc to zaczęłam mieć pewne podejrzenia odnośnie śmierci namiestnika. Pobiegłam do pałacu i jednemu z zaufanych strażników kazałam jechać do domu Joo Yonga i przeszukać go. Natomiast jednej ze służek w cenie oddania wolności, kazałam śledzić Wdowę Youngshi. Sprawa wydawała się dziwna. Po tamtych wydarzeniach nie byłam pewna już niczego. Przyznam szczerze, że podejrzewałam w tym momencie matkę Bayana, że maczała palce w śmierci tego mężczyzny. 

Tydzień później:

Do komnaty wszedł Toghun. Uklęknął przed nami i zaczął:
-Cesarzu , Cesarzowo chciałem wam to dać osobiście.-wyciągnął dłoń w naszą stronę, a w niej trzymał zwiniętą w rulon kartkę papieru. 
-Co to jest?-zapytał Bayan.
Po chwili do nas dołączyła Wdowa Youngshi. Jej zdziwienie rysowało się na twarzy, kiedy ujrzała w naszej komnacie klęczącego syna. 
-Toghunie , synku co tu robisz? Co się dzieje i czemu klęczysz? Wstań!-próbowała wybadać sytuacje.
-Cesarzowo Wdowo wybacz, ale proszę, nie zwracaj się tak więcej do mnie. Czasu się nie cofnie i moich wspomnień i przeszłości również. Chcę być dalej Toghunem oddanym cesarzowi i jego żonie.-odpowiedział mężczyzna.
Podczas ich rozmowy przeczytałam ten dokument. Okazało się, że Toghun zrzekł się tronu na czas panowania Bayana i pozwala mu rządzić aż do ostatniego oddechu nie podważając jego autorytetu. Podpisał i oznaczył dokument swoją pieczęcią. Ten skrawek papieru był dla mnie niczym gwiazda z nieba. Pozwolił mi być spokojniejszą, lecz pokazał prawdziwe oddanie głową państwa. Od razu przekazałam go w ręce męża. Przeczytał ,po czym podniósł głowę i powiedział:
-Youngshi nie musisz już dramatyzować twój ukochany syn pozwolił mi rządzić aż do śmierci. Przykro mi , ale musisz jeszcze poczekać na władzę. 
-Jak ty się zwracasz do matki?! Urodziłam cię a ty mną tak gardzisz?! 
-Od kiedy ci to przeszkadza?! Powiedziałem ci już, że nie jesteś moją matką i już nigdy nie pozwolę ci nią być. 
-Toghunie synusiu dlaczego to robisz? Wiem , że ważna jest dla ciebie ojczyzna więc dlaczego pozwolisz się jej stoczyć? Bayan zniszczy nasz dom...
Wdowa podeszła do mężczyzny, złapała go za dłoń i swoim paraliżującym wzrokiem starała się zmienić jego zdanie. Był on niewzruszony na błagania kobiety. Jak to on, lecz teraz jeszcze bardziej ze zlodowaciałym wyrazem twarzy i z spłakanym wzrokiem wbitym w podłogę powiedział:
-Nie chcę zabierać tronu, nie chcę być czyimś bratem z przymusu...Ostatni czas spowodował wielkie wzburzenie, kilka dni temu z tej ziemi odszedł mężczyzna który mnie wychował...Nie jestem gotowy by wrócić do siebie, dlatego proszę cię Wasza Wysokość pozwól mi wyjechać. Chcę opuścić ten pałac , a wrócę w odpowiednim momencie. 
-Skoro taka jest twoja wola, niech tak się stanie. Wyjedź i wróć po mojej śmierci. -odparł chłodno Bayan.
Cesarzowa Wdowa dostała szału, zaczęła krzyczeć, płakać i klękać. Straże na rozkaz męża wyprowadzili ją siłą. Toghun wyszedł zaraz za Youngshi. W tej chwili przypomniałam sobie, że jeden z moich ludzi w domu jego ojca znalazł list. Oczywiście znając jego treść postanowiłam go oddać prawdziwemu adresatowi, również jako podziękę za ten wielki gest z jego strony. Pobiegłam do swojej komnaty, po czym wybiegłam z pałacu i w ostatniej chwili zatrzymałam siedzącego już na koniu niegdyś  wiernego sługę, lecz teraz następcę tronu. 
-Cesarzowo Seungnyang stało się coś?
-Tutaj jest list od Joo Yonga, napisał go przed zabójstwem. Chyba tego się spodziewał. 
-Zabójstwa? O czym Pani mówisz? Przecież mój ojciec zmarł na serce. 
-Ktoś zrobił wszystko by tak myślano. Ten list ci to udowodni. Prawdopodobnie trutka, którą mu podano wywołała takie skutki, że serce przestało mu bić. 
-To nieprawda! To absurd! To musi być jakaś pomyłka! 
-Przeczytaj i sprawdź sam. Ja pozwoliłam go sobie przeczytać i myślę, że ten list wskaże ci sposób na odkrycie całkowitej  prawdy. 
Mężczyzna wręcz wyrwał mi kartkę papieru z dłoni i zaczął czytać, jego oczy zaszkliły się, by po chwili wypuścić małe krople , spływające po policzkach. 


"Kochany Synu, Toghunie, mój dzielny wojowniku, na wstępie chciałbym cię bardzo przeprosić. Wiem, że to niczego nie zmieni, lecz wiedź, że żałuję że cię tyle lat oszukiwałem. To jest niewybaczalne! Chodź nie jesteś moim prawdziwym synem, to chcę byś wiedział, że nigdy nie poczułem że jesteś dla mnie obcy, że nie jesteś z tej samej krwi...Pokochałem cię od pierwszego momentu, i chciałem cię wychować jak najlepiej, myślę , że mi się to udało. Pamiętam dzień w którym cię znalazłem. Mam wrażenie, że to się stało wczoraj, to jedyne tak wyraźne wspomnienie w moim życiu. Kilka dni przed tym jak cię znalazłem, małego, bezbronnego, umarła mi żona. Nie mieliśmy dzieci, mój świat wtedy się zawalił. Chciałem odjeść na zawsze, nie widziałem sensu by żyć, do momentu w którym idąc przed siebie by znaleźć miejsce na zakończenie swego życia-spotkałem ciebie. Czułem, że to znak, że powinienem żyć. Szybko znalazłem sens życia. Bałem się dnia kiedy prawda wyjdzie na jaw , ale mieliśmy tyle pięknych wspólnych lat. Dziękuję za to Buddzie. Skoro to czytasz prawdopodobnie mnie już nie ma. Przepraszam, że cię opuściłem, ale nie była to moja wola. Czuję, że za niedługo zniknę całkowicie. Cesarzowa Youngshi nie lubi przeszkód, a ja nią jestem. Pewnie ci nie powiedziała kto jest ojcem..Jedyne co mogę dla ciebie zrobić to pomóc odkryć ci całkowitą prawdę. Znajdź człowieka, starca o przezwisku Ślepy Wilk on ci ją wyjawi. Ja nie miałem odwagi po nią sięgnąć , ale ty jesteś inny, płynie w tobie cesarska krew. Gdy osiągniesz władzę, nie zapominaj co jest najważniejsze. 
Kocham cię synku, na zawsze twój ojciec-Joo Yong. "

-Toghunie co chcesz zrobić? 
-Najpierw dowiem się prawdy, a potem uczynię wszystko by sprawiedliwości stało się zadość. 

wtorek, 3 listopada 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 55

-Toghunie chciałam ci serdecznie podziękować. Dzięki twojemu pomysłowi dostałam czas, który Bayan chciał nam odebrać. -powiedziałam.

-Nie musisz Pani, dziękować. To moja rola, by robić wszystko żebyście byli szczęśliwi. Cieszę się, że wróciłaś do pałacu.-oznajmił mężczyzna. 

-Dużo czasu nie minęło od morderstwa Yoony, ja do teraz nie mogę sobie z tym poradzić, a ty pewnie jeszcze bardziej cierpisz...A mimo to tak dzielnie idziesz do przodu. Podziwiam cię, ja boję się myśleć co będzie kiedy...-postanowiłam nie kończyć, gdyż nawet słowa doprowadzały moje serce do rozpadu. 

-Nie mam wyjścia muszę sobie jakoś radzić. Utraciłem jedną miłość, ale została ze mną druga, ta która była wcześniej niż Yoona. Tą miłością jest służba cesarzowi i krajowi.-odpowiedział Toghun.-Jeśli się ma jeszcze jakąś miłość, kogoś kto nadal stoi u twego boku i podtrzymuje cię przy życiu  to przejdziesz przez to wszystko, aż z czasem dasz radę znów żyć sam. Więc pamiętaj człowiek by żyć musi mieć dwie miłości, jedną która bywa nietrwała i jedną która zostanie przy nas gdy ta pierwsza odejdzie.

-Co masz na myśli?-zapytałam.

-Ta miłość nietrwała to miłość do ludzi, którzy sami są nietrwali bo rodzą się i umierają , a miłość trwała , która z nami zostanie to zainteresowania, talenty, umiejętności, praca, samorealizacja.-odpowiedział. 

Spojrzałam w oczy Toghuna, którego spojrzenie było tak bardzo chłodne, jakby cały świat dotknęła mroźna zima. W pewnej chwili podbiegł do nas eunuch Park. Przestraszona odwróciłam się w jego kierunku z myślą, że może coś z mym mężem. Od razu spytałam co się stało, sługa złapał głęboki wdech i powiedział, że Bayan pijany czeka w altanie na mnie. Wiedziałam, że nie mogę tracić żadnej z chwili, bo czas był policzony. Odkąd wróciliśmy do pałacu, na każde wezwanie cesarza biegłam. Starałam się każdą chwilę spędzić jak najlepiej. Wiedziałam gdzieś tam, że przyjdzie dzień kiedy go już nie będzie , ale choćbym nie wiadomo jak bardzo chciała się na to przygotować to nie byłam w stanie. Zawsze kiedy patrzyłam mu w oczy, kiedy trzymałam jego ręce, kiedy byłam w jego objęciach chciałam by to się nigdy nie kończyło...Wtedy też zapominałam o tym, że jest chory, a kiedy znów mi w głowie wyrzucano , że za niedługo go stracę, przygryzałam wargi i ściskałam łzy w oczach, a potem znów starałam się uśmiechać, tak by nie dostrzegł mojego smutku na twarzy. Najgorsze momenty były kiedy bywałam sama, wtedy w ogrodzie nad stawem, bądź gdzieś przed komnatą Bayana ,wylewałam morza łez, wypłakiwałam cały ból który zniewolił moje serce i  głowę. 

Tym razem też biegłam, pędziłam prosto do Bayana. Mając go już w zasięgu wzroku, zwolniłam. Biegał po altanie z zawiązanymi oczami i próbował schwytać jedną z konkubin. Stanęłam przed nim i chłodnym wzrokiem patrzyłam na niego. Trwało to dłuższą chwilę. Nie podobało mi się, że tak często  sięgał po alkohol, jednak zezwalałam na to, nie reagowałam gdyż czułam , że on tego potrzebuje. Może chciał zapomnieć, a może go coś bolało i tak chciał uśmierzyć ból...Trudno było mi stwierdzić, lecz jeśli taka była jego wola nie chciałam mu tego zabraniać. 

Nagle podbiegł do mnie chwiejnym krokiem ,tak jak dziecko co dopiero zaczęło chodzić, złapał mnie w objęciach po czym zdjął kawałek materiału z oczu i mrużąc oczy, tak jakby wyraźnie mnie nie widział, roześmiał się głośno i bardzo głośno, wręcz wydzierając się mówił:
















-Nyang! Patrzcie kobiety! Schwytałem swoją największą i jedyną miłość życia! To jest Seungnyang wasza cesarzowa, a moja żona! Chociaż każda z was jest ładna, to jednak moja Nyang jest najpiękniejsza! Te jej piękne duże oczy, ten nieduży nosek, te usta...

-Bayanie przestań! Proszę cię.-nie mogłam tego słuchać. 

-No co?! A to nie prawda?!

-Bayanie proszę cię chodźmy z stąd. Zabiorę cię do ogrodu, pospacerujemy. 

Cesarz podszedł do mnie oparł się o moje ramię jedną ręką, a drugą zaczął pokazywać:

-Nyang spójrz tam i powiedz co widzisz?

-Widzę...widzę mur, a za murem daleko tam jest wioska. 

-A co jest za wioską?

-Góra. 

-A za górą?

-Nie rozumiem do czego zmierzasz. 

-Bo tam daleko , daleko z stąd jest morze i tam poznaliśmy się pierwszy raz. Byłaś wtedy chłopcem! To niesamowite co nie?! 

Poddani zaczęli dziwnie się patrzyć i szeptać między sobą. Nie chciałam dłużej tego znosić. Wzięłam cesarza pod ramię i zaprowadziłam go do komnaty. Pomogłam mu się położyć do łoża cesarskiego, potem siadłam przy nim i głaskając go po głowie rzekłam:

-Panie prześpij się trochę. Musisz wytrzeźwieć bo jeszcze dziś mamy spotkanie z namiestnikami i przyjeżdża Cesarzowa Wdowa.

-Po co? Poczekaj...Już wiem! Będziecie szukać cesarza! Jakiegoś krewnego dalekiego, który mnie zastąpi jak mnie spalicie. Znakomicie...

-Bayanie przestań! Takie są procedury, dobrze o tym wiesz. Przecież ty jeszcze długo będziesz żył. Musimy tylko spełnić ten obowiązek. 

-Tak i wszyscy już będą wiedzieć , że ich młody i przystojny cesarz już odchodzi, pewnie większość się będzie cieszyć. 

-Przestań! Nie będę tego słuchać! Jesteś moim mężem i będziesz nim na zawsze!

-Nyang nie ma takich słów jak na zawsze, lub wiecznie. Żyjemy w przemijaniu, wszystko przemija bo takie jest życie, więc nie używaj tych słów ,które nie istnieją w tym świecie. 

Nie miałam już słów , które chciałam wtedy powiedzieć, więc po prostu trzymałam go za dłoń i w milczeniu czekałam aż zaśnie. Sen przyszedł dość szybko. Podczas kiedy Bayan spał, ja poszłam przywitać Cesarzową Wdowę. Wyszłam na plac a ona tam stała i rozmawiała z Toghunem. Gdy podeszłam do nich mężczyzna odszedł. Ja składając pokłon matce cesarza, zaprosiłam ją do środka. Ona zamiast przejść w milczeniu jak zwykle musiała się czegoś przyczepić:

-A gdzie twój mąż a mój syn? Nie przyszedł matki przywitać? 

-Teraz odpoczywa. Za chwilę się obudzi, pójdę do niego pomóc się mu przygotować, a ty Cesarzowo Wdowo idź do komnaty i zjedz posiłek i pomyśl o kandydaturze na cesarza. 

-Nie musisz się martwić. Już mam wspaniałego kandydata. Do tego jest bliską rodziną Bayana. 

-Przecież nie ma już żadnej bliskiej rodziny. Znalazłaś kogoś? 

-Idź do męża dowiesz się wszystkiego na spotkaniu. 

Bayan już był przygotowany, gdy weszłam do jego komnaty. Stanęłam przed nim i poprawiłam mu tylko włosy. Posłałam mu delikatny uśmiech i powiedziałam byśmy już szli do sali tronowej. Nagle spojrzałam w prawo i nie widziałam tam cesarza. Odwróciłam się gwałtownie do tyłu, a on z kwaszoną miną ściskał kawałek materiału na jego nodze. Podbiegłam do niego położyłam dłoń na jego plecach a drugą dałam pod jego rękę i spytałam co się stało. On krótko odpowiedział: 

-Boli.

-Ale co ? Noga?!

-Tak...Nyang poczekaj chwilę, zaraz pójdziemy. 

-Wcale nie musimy. To może poczekać, mogę iść wszystko odwołać. To nie jest problem. 

-Nie idź! Zaraz przestanie! Poczekaj! Zostań tu i poczekaj, proszę...Musimy dziś mieć potencjalnych zastępców, bo nie wiem ile jeszcze wytrzymam. 

-Dobrze, niech tak będzie.

Ten ból niestety trwał dłużej niż się nam wydawało. Spóźniliśmy się na zebranie. Wszyscy już tam byli i czekali z niecierpliwieniem na nas. Ja powoli wprowadziłam Bayana na tron, potem zajęłam obok niego miejsce. Namiestnicy wydawali się już nie poznawać własnego Pana. Nie kryjąc się komentowali w jakim to cesarz jest w złym stanie, jak źle wygląda i co będzie potem. W ostatniej chwili zmieniliśmy plany i to ja zaczęłam wygłaszać przemówienie, podczas gdy mąż ledwo siedział na tronie i wydawał pomruki bólu. Potem przeszliśmy do proponowania kandydatów. Niestety nie wielu namiestników brało udział w tym gdyż po prostu takich osób na objęcie cesarstwa nie było wielu. 

-Może Chen Jung? Jest ogarnięty, sprawiedliwy i ma twardą rękę, zna się na rzeczy i umie zarządzać, ma dużą posiadłość, oraz jest kuzynem zmarłego cesarza. -zaproponował jeden z przybyłych. 

-Ile on ma lat? -spytał Bayan. 

-W tym roku kończy sześćdziesiąt dwa lata. -odpowiedział mężczyzna.

-Taki starzec ma być mężem naszej młodej cesarzowej?! Nigdy w życiu! Nie zgodzę się na to! -oburzył się cesarz. 

-Ja też jestem przeciwny. Myślę, że taki dojrzały mężczyzna nie nadaje się na cesarza z powodu swojego wieku. Świat idzie do przodu, a on już nie da rady tak dobrze rządzić. Państwo musi się rozwijać ,iść z duchem czasu i potrzeba młodszej krwi. -dodał Toghun. 

-To może Kim Bi Gun? -padła kolejna propozycja.-Młody, dużo w nim energii, rozwojowy, myślę że będzie to odpowiedni kandydat. 

-Ten Kim Bi Gun? Wnuk siostry mojej babki?-dopytywał Bayan. -On ma przecież szesnaście lat! Jest za młody dla Seungnyang! 

-Panie wybacz, że to powiem , ale szukamy władcy godnego tronu, a nie zastępczego męża dla wspaniałej cesarzowej. -odparł namiestnik. 

-Przestańcie! Ja już wam powiem kogo wybierzemy!-krzyczała Cesarzowa Wdowa. -Cesarzem będzie brat Bayana.

Nagle zapadła cisza. Spojrzałam na Wdowę , wzięłam kilka wdechów i wstałam z tronu by dopytać czy dobrze słyszałam, że mój mąż ma brata. Cesarz siedział nie ruchomo, w olbrzymim szoku. Cesarzowa Wdowa zaczęła się śmiać na cały głos. Nie wiedziałam co się działo, nikt tego nie wiedział. Kiedy matka Bayana przestała się śmiać, wyszła na środek i zaczęła mówić. 

-Tak cesarz ma brata. Teraz mogę to wszystkim powiedzieć! Jest idealna okazja! Pewnie się zastanawiacie jak to możliwe, a więc już wam tłumaczę. Ci starsi na pewno coś pamiętają. Byłam młodą dziewczyną, byłam w pierwszej ciąży. Potem ojciec Bayana odesłał mnie z pałacu bo niby nie mógł na mnie patrzeć po stracie dziecka, które poroniłam. To nieprawda! Odesłał mnie bo to nie było jego dziecko. 

-Co?! Chcesz powiedzieć, że zdradziłaś mojego ojca?!-wtrącił Bayan nie mógł uwierzyć w te słowa.

-Nie zdradziłam ,bo  go nigdy nie kochałam. Nienawidziłam go, tak bardzo, że życzyłam mu śmierci. Myślałam, że już nigdy nie będzie lepiej, ale pojawił się pewien mężczyzna w mym życiu, który mnie doskonale rozumiał, wiedziałam , że to miłość, chociaż był znacznie starszy ode mnie, to kochałam go najmocniej w życiu. To właśnie jego było dziecko , które twój ojciec kazał mi się pozbyć. Nie zrobiłam tego, nie mogłam. Urodziłam i porzuciłam. Jednak nikt o tym nie wiedział, nawet cesarz. Jakby wiedział, że urodziłam go, to by mnie zabił. Ludzie widzieli , że byłam w ciąży, cesarz nie życzył wtedy sobie żadnych plotek więc rozesłał plotki , że poroniłam. 

-Skąd wiesz, że twój syn żyje skoro go porzuciłaś? 

-Bo obecnie jest tu z nami. Mój dorosły synek, jest w tej sali tronowej.

-Co?!-nie wytrzymałam.-Wytłumacz to Cesarzowo Wdowo.

Okazało się, że niemowlę było porzucone , a znalazł je wędrowiec. Cesarzowa Wdowa zapłaciła za zdradę, wygnaniem. To właśnie na wygnaniu zaczęła szukać chłopca. Znalazła go i postanowiła dyskretnie przyprowadzić do pałacu wraz z mężczyzną , który go wychowywał. Wędrowiec został jego ojcem a za milczenie dostał posadę w pałacu. On wraz z synem cesarskim mieszkali blisko pałacu i brali udział w życiu dworskim. Syn Youngshi niczego nie wiedział , ale jego prawdziwa matka obiecała, że wyjawi któregoś dnia prawdę i to zrobiła tego dnia. 

-Czyli ja mam brata? Kim on jest?! Mów! Mów kim jest on i mężczyzna z którym zdradziłaś mojego ojca!-rozgniewał się Bayan. 

Nagle z rzędu namiestników na środek wyszedł Toghun, wszedł na pierwsze dwa schodki i uklęknął wraz z puszczoną głową , mówiąc: 

-Cesarzowo, cesarzu błagam was! Wybaczcie mi! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, lecz  prawdę znam od niedawna. Sam tego jeszcze nie pojmuje  i nie dowierzam temu, jednak jest na to dowód. 

-Toghunie o czym ty mówisz?!-nie mogłam wyjść z szoku. 

-Pani, ja jestem tym synem Cesarzowej Wdowy , a bratem twojego męża. -odpowiedział, ze spuszczonym wzrokiem.

Nagle mnie ścisnęło w sercu, poczułam uderzenie gorąca i upadłam na kolana spoglądając na wszystkich  zebranych po kolei. W pewnej chwili Bayan próbował wstać, jednak jakby jego nogi odmówiły mu posłuszeństwa, od razu z powrotem siadł. Rozkazał sługą pomóc mi wstać, a sam po chwili przemówił:

-To niemożliwe. Kłamiesz! Oboje kłamiecie! Gdzie macie ten dowód?! To jest nieprawda! To się nie dzieje naprawdę ! 

-Panie to prawda. Prawda w najczystszej postaci. Toghun nie jest moim prawdziwym synem. Wybacz mi! Poniosę wszelką karę! Toghun jest twoim bratem a synem Cesarzowej Wdowy.-przemówił przybrany ojciec mężczyzny Joo Yong.-To ja byłem tym wędrowcem, który odnalazł cesarskiego potomka i to ja go wychowałem a za milczenie zyskałem posadę namiestnika. 

-To nie jest mój brat! To nie jest cesarski potomek! To nie syn mojego ojca! -krzyczał cesarz.-Jak śmieliście mnie tyle lat oszukiwać?! Ufałem wam! Cesarzowo Wdowo nie jesteś już moją matką! Wyrzekam się ciebie! Nienawidzę ciebie . Nienawidzę wszystkich! Wynoście się! 

-Nie tak szybko. Skoro się tu zebraliśmy to zdecydujmy. Wszystko mamy już wyjaśnione. Rozumiem , że jesteście w dalszym szoku, ale tu chodzi o państwo. Trzeba wybrać następcę, mimo wszystko. Macie dowód, że Toghun jest moim synem, a więc myślę, że dokonacie słusznego wyboru. Kto z was jest za kandydaturą  Toghuna na cesarza niech podniesie rękę.-ze spokojem w głosie i uśmiechem zabrała głos Youngshi. 

Nagle nastało milczenie. Namiestnicy zaczęli patrzeć na siebie znacząco, po czym zaczęli podnosić kolejno ręce. Zdecydowana większość była za Toghunem na cesarza. Potem każdy namiestnik podpisał stosowną deklarację i w końcu wszyscy wyszli, wszyscy prócz Cesarzowej Wdowy, Joo Yonga, Toghuna i nas. Zostaliśmy w pustej sali tronowej. Bayan zaczął płakać i mówić jak mogła mu to jego własna matka zrobić. Ona bez emocji powiedziała:

-Urodziłeś się później, jesteś synem cesarza, którego tak pragnął. Toghun był poczęty z miłości,  a ty z obowiązku. 

-Czy ty mnie kiedyś kochałaś? 

-Bayanie nie byłeś niczemu winien, ale za bardzo przypominałeś mi cesarza. Były momenty, ze nie mogłam na ciebie patrzeć, traktowałam cię jak obowiązek: wychować, doprowadzić do tronu i tyle. Jednak zawsze widząc cię na tronie widziałam Toghuna. Wiedziałam, że byłby lepszym cesarzem. Chociaż nie podałeś się na ojca z charakteru to wiedząc o tym, że jesteś jego synem ...nie radziłam sobie z tym. Czekaąłm na ten dzien od tylu lat, aż w końcu mój synek zajmię twoje miejsce.

Trzymałam Bayana cały czas za rękę, czułam jak cała mu drży, patrzyłam na niego i widziałam jak cały świat mu się wali, wszystko co znał i wiedział stało się obce i fałszywe. Yoo Jong z załzawianymi oczami wręczył nam pismo, które mówiło, że rezygnuje z posady namiestnika i opuszcza dwór. Potem wyszedł. Toghun spojrzał na niego i zawołał: "Ojcze nie odchodź, zaczekaj". Mężczyzna odwrócił się w stronę wołającego go syna i oznajmił: 

-Nie mów tak do mnie. Będziesz cesarzem, a ja zwykłym wędrowcem. Wychowałem cię jak syna, ale od teraz nie jestem już twoim ojcem. Żegnaj Toghunie. 

Toghun nie wytrzymał przeprosił wszystkich i wyszedł. 

-Wdowo wyjdź! Wyjdź z sali! Zostaw nas samych! Nie chce cię tu dziś widzieć! -krzyczał Bayan.

Wdowa wiedziała, że w tej chwili już nic nie zdziała. Spojrzała na nas z pogardą i mówiąc: "I tak nie uciekniecie od tego. Wrócimy do tematu. Przykro mi Bayanie , że twoje ostatnie chwile będziesz spędzał na smutno, ale czym szybciej z tym się pogodzisz, to zdążycie zapisać jeszcze w swojej historii jakieś miłe wspomnienia."-Youngshi odeszła zostawiając nas samych z tym ciężarem prawdy. 


niedziela, 11 października 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 54

-Cesarzowo, cesarz Bayan znów odesłał list.-powiedziała służka.

-Rozumiem. Możesz odejść.-odparłam kładąc list na kupce odesłanych przez Bayana wcześniej listów.

Odsyłał każdy jaki przysyłałam. Było ich już dwanaście. Starałam się z nim skontaktować, jednak będąc tak właściwie uwięziona  w innym pałacu, z dala od męża nie byłam wstanie tego zrobić inaczej niż przez wiadomości na kartkach papieru. Moje służki też miały zakaz udzielania mi jakichkolwiek informacji odnośnie spraw państwowych ,pałacu aż w końcu samego cesarza. Siedziałam całymi dniami w komnacie i czytałam książki, trochę pograłam na harfie, lecz większość czasu spędzałam modląc się. Dni mijały jeden za drugim, wschód i zachód słońca, dzień i noc, śniadanie i kolacja, książki i modlitwa...monotonia stawała się już do nie zniesienia. Moje serce tak bardzo krwawiło i nie potrafiłam tego zatrzymać. Zbyt wiele wolnego czasu i bezsenne noce powodowały , że czułam się jeszcze gorzej. Właśnie w tych momentach dopadały mnie najgorsze myśli. Rozpamiętywałam wszystko i próbowałam jakoś logicznie wszystko wyjaśnić. Wspominałam dawne czasy, ludzi których już nie ma i moją drogę aż do tego momentu. Czasami potrafiłam sobie wyobrazić jakby wyglądało moje życie gdybym nie straciła rodziców, gdybym odpuściła walkę o tron , aż w końcu gdybym nigdy nie spotkała i pokochała Bayana...W której wersji byłabym naprawdę szczęśliwa? Tak bardzo chciałam usunąć ból wewnętrzny, że każdego wieczoru prosiłam sługi by drewnianym kijem obkładali moje ramiona w czasie modlitwy. Dopiero wtedy czułam się lepiej, wtedy kiedy ból fizyczny przykrył wewnętrzny. 

Potrzebowałam z kimś porozmawiać z kimś komu ufam. Postanowiłam , więc napisać do Toghuna. On jedyny odpowiedział mi na list. Obiecał, że przyjedzie kiedy znajdzie chwilę. I tak też się stało. Cztery dni po dostaniu listu przyjechał. Zaprosiłam go na obiad do swojej komnaty. Odesłałam służbę i w końcu mogłam spokojnie porozmawiać. 

-Powiedz mi Toghunie co tam u ciebie? Pewnie ciężko kiedy nie ma Yoony.

-Nadal czuję się ...przytłoczony tym wszystkim, ale trzeba żyć dalej. A ty cesarzowo jak się miewasz? Coś źle wyglądasz. Dobrze się odżywiasz, nie jest ci tu źle? 

-Mam wszystko ,ale nie mogę nic jeść. Niczego nie rozumiem, tak bardzo bym chciała wiedzieć co się dzieje, ale nikt mi niczego nie mówi. Toghunie proszę cię, jeśli coś wiesz powiedz mi to, choćby to bardzo bolało. Toghun już  mnie nie kocha?

-To nie tak. Toghun jeszcze nigdy nie kochał nikogo tak mocno jak ciebie. Cesarzowo, nie mogę ci powiedzieć. Mam zakaz. 

Wiedziałam, że jeśli ktoś ma mi powiedzieć prawdę to tylko Toghun. Musiałam tylko go docisnąć. 

Wstałam z krzesła, klękłam przed mężczyzną, złapałam go za ręce i wbijając swoje załzawione oczy w twarz Toghuna powiedziałam: 

-Toghunie, muszę znać prawdę. Powiedz mi, przecież nie zdradzę , że to ty mi powiedziałeś. Nie masz się czego bać. Niewiedza jest gorsza od okrutnej prawdy. 

-Ja uważam inaczej, lepiej żyć w pięknym kłamstwie niż cierpiąc każdego dnia za prawdę. 

-Ja wybrałam okrutną prawdę, więc proszę powiedz mi, 

-Ale robię to nie dlatego, że mnie cesarzowo prosisz, tylko dlatego, że liczy się dla mnie wasze wspólne dobro, a to co teraz się dzieje nie jest dobre dla żadnego z was. 

-Co masz na myśli?

-Cesarz tym co teraz robi krzywdzi was oboje. A jeśli dojdzie do tego...to on będzie cierpiał bardziej bo cię nie będzie widział , a ty sobie nie wybaczysz, że wcześniej o tym nie wiedziałaś. Nie mogę pozwolić by takie brzemię na ciebie spadło. 

-O buddo! Ale powiedz o co ci chodzi! Do czego dojdzie, czego sobie nie wybaczę?! Mów!

-Bo Bayan...Chodzi o to , że...Po prostu cesarz jest chory.

-Nie rozumiem. Przecież, wezwiemy najlepszych medyków. Nie rozumiem w czym problem, dlaczego mnie tu odesłał...wytłumacz to.

-Cesarz jest śmiertelnie chory. Było u niego już wielu medyków z całego państwa, każdy mówi to samo. Nie ma szans na przeżycie...

-To niemożliwe! Przecież Bayan jest młody. To jakieś przemęczenie, weźmie wolne, ja się wszystkim zajmę i będzie dobrze. To przemęczenie, sam tak powiedział. 

-Przykro mi Pani...Cesarz ma to co jego babka, matka jego ojca. Z dnia na dzień będzie tracił siły, nogi będą go boleć, zacznie kaszleć krwią, pewnego dnia przestanie chodzić, potem przestanie się ruszać aż któregoś dnia odejdzie na zawsze...

-Kłamiesz!

-Chciałbym, żeby to było kłamstwo, ale tak nie jest...Cesarz wierzy w to , że jeśli cię odtrąci , odeśle z dala od siebie , jeśli nie będziesz patrzeć na jego cierpienie, to jak traci siły, to że będzie mniej cierpiał...a ty jeśli go znienawidzisz będzie mu łatwiej odejść...

-Ale on jest dziecinny, przecież ja go nie mogę znienawidzić. On nie może odejść, nie pozwolę mu, wygramy to. On mnie po prostu nie kocha...powiedz mi, że cesarz Bayan przestał mnie kochać a ci uwierzę. Nie mów, że umiera, nie mów, że go nie będzie ze mną...To nieprawda!

Przez chwilę nie wiedziałam jak zareagować. Mój rozum odtrącał te myśli, jednak ciało wiedziało lepiej, przyjęło tą okrutną prawdę. Ręce zaczęły mi drżeć wraz z wargami, łzy jak wodospad wypłynęły z oczu, a ciało pokryła gęsia skórka. Nie potrafiłam wstać z podłogi. Toghun klęknął przy mnie i objął mnie swoimi silnymi ramionami. W tamtej chwili nie czułam niczego. Myśl uderzała o drugą myśl, duszności zbijały się w moim ciele o zmarznięcie.  Nie wiedziałam co się później działo. Tak jakbym całkiem przestała kontaktować. Później pamiętam tylko moment w którym leżałam w łóżku a Toghun robił mi obkłady, potem zasnęłam. Kiedy się obudziłam Toghun siedział koło mnie. Przetarłam oczy ręką po czym podniosłam się do pozycji siedzącej. Toghun spojrzał na mnie i spytał:

-I jak się cesarzowo czujesz?

-Nie gorzej niż wczoraj. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Muszę tam jechać, muszę mu powiedzieć, że go kocham i go nie zostawię. 

-Nie możesz wyjść poza ten pałac. Do momentu kiedy cesarz nie cofnie rozkazu. 

-Ale Toghunie zrozum to! Ja muszę z nim tam być! Nie wybaczę sobie jeśli on umrze a ja będę tu tkwić!  

-Nie możesz tam pojechać, chyba że...

-Chyba że co?

-Cesarz sam przyjedzie do ciebie. On te kilka dni już nie może wytrzymać..

-Ale ja nie mogę, nie chce dłużej czekać. Co sprawi, że przyjedzie tutaj?

-On cię zbyt mocno kocha, może jeśli do cesarza dotrze informacja ,że coś się z tobą pani dzieje ,na pewno szybko tu przyjedzie. 

Po szybkim namyślę, doszłam do wniosku , że Toghun ma rację. Skoro ja nie mogłam pojechać do męża, to mąż musiał przyjechać do mnie. Poprosiłam Toghuna by powiadomił cesarza o moim kiepskim stanie. Chociaż to było kłamstwo to w słusznej sprawie. Toghun popędził do pałacu, a mi pozostało czekanie. Wyczekiwałam Bayana przez sześć dni, lecz dopiero przybył siódmego, późną nocą. Wbiegł do komnaty tak jakby nigdy nie chorował. Przez chwilę miałam wrażenie, że wszystko jest dobrze, lecz szybko się otrząsłam. Z tyłu głowy słyszałam cały czas słowa Toghuna: "przestanie chodzić...któregoś dnia odejdzie...'' Znów czułam jakbym miała się rozpłakać, ale nie nie mogłam pokazać swojej słabości musiałam być silna, silna dla niego , dla nas obojgu. Schodząc z łóżka wyszłam na przeciwko Bayana. On blady jak śnieg spytał co się dzieje, ja nie chciałam kłamać. Powiedziałam mu, że czekałam na niego.

-Nyang na pewno wszystko w porządku? Jesteś taka blada, twoje usta są spierzchnięte, masz gorączkę! Zimno ci?  -Bayan ściągnął swój płaszcz i otulił mnie nim. 

Jak dobrze znów było stać wtuloną w jego ramionach, poczuć to ciepło wypływające z jego bijącego rytmicznie serca. Kiedy nie widział wypuściłam z oczu kolejne krople łez i rzekłam: 














-Zabierz mnie ze sobą. Nie każ nam żyć osobno. Tak wiele przeszliśmy, przejdziemy więcej. 

-Nie mogę Nyang. Kiedyś to zrozumiesz...-odwrócił się plecami do mnie. -Jeśli wymyśliłaś to wszystko by wrócić do pałacu to ci się nie udało. 

-Ale dlaczego? Dlaczego skazujesz na cierpienie siebie i mnie? Kocham cię i chyba tylko to się liczy. Będę przy tobie mimo wszystko bo tego chcę i żaden dokument tego nie zmieni, żadne słowa nie zaprzeczą naszemu sercu.  -położyłam dłoń na jego lewym ramieniu. 

Po dłuższej ciszy Bayan odwrócił twarz w moją stronę i ze ściśniętym gardłem oświadczył: 

-Jestem śmiertelnie chory. 

-Damy sobie radę, ale pozwól mi trwać przy tobie. 

-Nie rozumiesz. Nyang! Ja umieram! Nic się nie da już zrobić! Odesłałem cie tu byś nie patrzyła jak z dnia na  dzień tracę siły, odchodzę. Nie chcę byś widziała we mnie słabego człowieka , który nie potrafi zająć się sobą a co dopiero swoją żoną. 

-Nie Bayanie, tobie nie chodzi o to że spojrzę na ciebie jak na słabego człowieka. Ty boisz się , że nie będę patrzyła na ciebie tak jak zawsze, że odwrócę się od ciebie. Ty boisz się odrzucenia, dlatego pierwszy chciałeś mnie odrzucić wbrew swojej woli . 

-Tak! Boję się tego! Jesteś zadowolona?! 

-Pomyliłeś się. Ja ciebie nigdy nie zostawię, będę do końca z tobą. 

-Teraz tak mówisz, ale dasz radę? Dasz radę patrzeć jak z dnia na dzień przestaje chodzić, jak kaszlę krwią, jak sam nie będę wstanie siąść?! 

-Jestem twoją żoną, przeszłam przez wiele rzeczy jestem silną kobietą. Dla mnie liczysz się ty nieważne w jakim stanie i z czym, bo to miłość. Dla miłości nie ma choroby ani  biedy.

Nagle Bayan zachwiał się i mocno się na mnie wsparł. Jeden ze służących pomógł mi doprowadzić cesarza do łóżka. Tam siedliśmy i oboje tak po prostu siedzieliśmy przytuleni. Potem mój ukochany władca rozkazał służbie zostać do rana w tym zastępczym pałacu. 

-Co ci się tu stało?-spytał Bayan wskazując na moje posiniaczone ramiona.

-Cierpiałam fizycznie bo ciebie tu nie było, więc mogłam ten ból zakryć tylko bólem fizycznym. To przynosiło mi ukojenie. To moja ofiara.

-Poczekaj pójdę po maść.

Cesarz powoli wstał i wyszedł z komnaty. Po chwili przyniósł ziołową maść. Delikatnie odsłonił moje ramiona, a koniuszki palców włożył do pudełeczka, następnie dmuchając moje obolałe ramię zaczął delikatnie rozcierać gęstą masę. Potem siadł za mną, a swoimi rękami objął mnie od tyłu. Jego podbródek wylądował na moim ramieniu, a jego usta nie zbyt głośno wypowiedziały:

-Jutro wrócimy do naszego domu. Kocham cię i chcę byś była dopóki nie odejdę. 























sobota, 10 października 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 53 

Tydzień później...

-Wzywałeś mnie Bayanie.-powiedziałam.-Czy coś się stało?

-Nyang-złapał mnie za dłoń-Usiądź koło mnie. 

-Ale o co chodzi?-zapytałam.-Czemu masz taki dziwny wyraz twarzy? 

-Proszę weź swoje rzeczy z naszej komnaty i przenieś się.-odpowiedział. 

-Słucham?!-zaskoczył mnie-Ale co ja takiego zrobiłam?! Panie dlaczego mnie odtrącasz?! 

-Nyang...błagam nie zadawaj pytań , tylko zrób jak mówię.-Bayan wstał z łóżka i wyszedł z komnaty chwiejnym, powolnym krokiem. 

Zostałam sama. Siedziałam na krańcu łóżka i próbowałam zrozumieć, co się przed chwilą wydarzyło, czemu Bayan postąpił tak a nie inaczej i czemu. Nie dawno straciłam przyjaciółkę, a przed momentem mój ukochany kazał mi opuścić komnatę , nie wyjaśniając dlaczego. Nie mogłam, a właściwie nie chciałam się mu sprzeciwiać. Wezwałam więc służbę i wraz z nimi przeniosłam swoje rzeczy do komnaty, która mieściła się w drugiej części pałacu. Nazajutrz chciałam odwiedzić Bayana, jednak odesłano mnie z pod jego drzwi. Przychodziłam tak co każdy dzień, jednak za każdym razem mnie nie wpuszczano, a sam cesarz przesiadywał całymi dniami zamknięty komnaty i również z stamtąd załatwiał wszystkie sprawy państwowe po przez pośredników. Próbowałam, się dowiedzieć co się dzieje, jednak nikt nic mi nie chciał mówić. Przez wiele dni nie miałam z swoim mężem w ogóle kontaktu. To wszystko było dla mnie absurdalne, coś się działo , ja nie wiedziałam co. Życie toczyło się jakby poza mną. Każdy dzień wyglądał tak samo. Posiłki, modlitwa, stanie przed dłuższy czas przy drzwiach , które dzieliły mnie z Bayanem i sen. Cesarz nawet nie pojawił się w chwili kiedy jego matka opuszczała pałac i wracała do siebie. Byłam sama chociaż w mojej codzienności było setki osób do moich usług, jednak z nikim nie mogłam porozmawiać tak jak z Yooną, czy z Bayanem. Toghun ciągle gdzieś znikał i na swój sposób przeżywał śmierć żony. Czasami gdzieś w późnych godzinach, spotykając go w ogrodzie ,przy stawie w którym znaleziono Yoone zamieniliśmy kilka zdań. 

Tego wieczoru było podobnie. Spotkaliśmy się z Toghunem, posłaliśmy grzecznościowy uśmiech i rozeszliśmy. W pewnej chwili zauważyłam , że z komnaty Bayana wybiega eunuch Park. Stanęłam mu na drodzę i spytałam o co chodzi. 

-Pani wybacz, ale nie mogę ci nic powiedzieć, lecz wiedz , że chciałbym bardzo.-minął mnie i pomknął dalej. 

Niestety nikomu nie ufałam, nawet swoim służką, więc nie miałam nadziei , że któraś o czymś prawdziwym mnie powiadomi. Musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Ukradkiem zaczęłam śledzić eunucha, który spotkał się z wysłańcem i kazał zorganizować spotkanie w sali tronowej z namiestnikami. Podkreślił jednak, że jest to bardzo tajne i że nikt nie może się o tym dowiedzieć. Na szczęście ja dowiedziałam się zanim to spotkanie miało miejsce. Pozostało mi tylko czekać. Dwa dni później o bardzo nie typowej porze bo kilka godzin przed wschodem słońca ,w komnacie miało miejsce spotkanie Bayana z jego urzędnikami i ważnymi osobistościami. Na tym spotkaniu był również Toghun. Wszyscy oczekiwali cesarza, który się trochę spóźnił. Ja stałam w ukryciu i czekałam na odpowiedni moment w którym mogłam wejść do sali tronowej. 

-Panie czemu wybrałeś tak nietypową porę na to spotkanie?-spytał jeden z przybyłych.

-To tajne spotkanie i którym nie może dowiedzieć się cesarzowa Seungnyang.-odpowiedział. 

-Ale czemu? Co to za poważna sprawa o której nie może wiedzieć twoja małżonka?-dopytywał mężczyzna. 

-Jak wiecie los nas nie oszczędza. Cały czas coś burzy nam spokój. Nasz syn do dziś nie znalazł odnaleziony, jakiś czas temu służka Yoona została znaleziona martwa, przeszliśmy przez bitwę, oszustwa El Sumura i jego córki, ja też ostatnio trochę gorzej się czułem...-zaczął cesarz wymieniać.

-Wybacz Panie, ale nie rozumiemy.-odparli mężczyźni. 

-Ja również nie rozumiem Bayanie.-postanowiłam wyjść z ukrycia.

Wszyscy byli zaskoczeni na mój widok. 

-Kto śmiał jej powiedzieć?!-oburzył się władca. 

-Przestań cesarzu! Powiedz mi i wszystkim tu zebranym o co chodzi!-nie mogłam już dłużej znieść tej niewiedzy. 

-Nyang wyjdź z stąd! W tej chwili! -podniósł głos. 

-Nie! Dopóki nie wyjaśnisz o co tu chodzi! -nie chciałam dać za wygraną. 

-Sprzeciwiasz mi się?! Powiedziałem wyjdź z stąd! -krzyczał.-Żona powinna być posłuszna i oddana mężowi! Straże wyprowadzić cesarzową! Zaprowadźcie ją do komnaty i tam pilnujcie!

-Bayanie, jak możesz?! Powiedz zrobiłam cos?! Czemu taki jesteś?!-próbowałam się wyrwać z uścisków strażników.

-Mogę bo jestem cesarzem.-mówiąc to odwrócił twarz ode mnie. 

Krzyczałam przez całą drogę do swojej komnaty o to by mnie puszczono. Jednak nawet bez mrugnięcia okiem popchnęli mnie zza drzwi, które po chwili zamknęli. Pukałam i wołałam, lecz nikt nie raczył się odezwać. W końcu odpuściłam. Usiadłam pod drzwiami do momentu aż zasnęłam na podłodze, niczym pies warujący. Gdy się obudziłam od razu złapałam za klamkę. Okazało się, że mogłam już wyjść. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, pognałam w stronę komnaty Bayana. Spytałam strażnika, czy cesarz jest w środku. Mężczyzna kiwnął głową na nie. Postanowiłam na swojego męża cierpliwie poczekać. Na szczęście długo to nie trwało. Na przeciwko mnie zobaczyłam cesarza idącego w moim kierunku. Stanęłam mu na drodze, łapiąc go za dłoń i patrząc mu prosto w oczy ,poprosiłam by powiedział mi prawdę, co się dzieje. On wyrywając dłoń z mojego uścisku, chłodnym głosem poprosił by otworzyć drzwi komnaty. Przyspieszył kroku. Postanowiłam wbiec za nim. 

-Bayanie!-zawołałam.

-Zrozum nie mogę ci teraz powiedzieć.-rzekł.

Spojrzałam na jego bladą cerę i wychudzone ciało, które próbowały zamaskować cesarskie szaty. Wiedziałam, że dzieje się coś nie dobrego, ale nie potrafiłam określić co to było. Chciałam podejść bliżej, jednak Bayan upadł na zimie. Krzyknęłam z całej siły. Od razu zlecieli się strażnicy i eunuch Park. Próbowali podnieść cesarza, jednak on się upierał by go zostawiono. Klękłam nad nim i położyłam swoją ciepła dłoń na jego lodowatym policzku. Ze łzami w oczach jeszcze raz spróbowałam go spytać o prawdę. On nie patrząc mi w oczy rzekł:

-Powiedziałem ci, że nie mogę ci powiedzieć.

-Ale co się dzieje? Dziwnie się zachowujesz, jeszcze teraz upadłeś. Błagam cię powiedz mi!

-Po prostu zakręciło mi się w głowię. Nie potrzebuje niczyjej pomocy. Zostaw mnie! 

-Nie! Masz mi powiedzieć co się dzieje!

-Wybacz, ale sama mnie do tego zmusiłaś. Podajcie mi z szafki ten dokument z moją pieczęcią. 

Eunuch Park szybko podbiegł do szuflady i wyciągnął z niego jakieś pismo i wręczył je wprost do rąk cesarza, siedzącego na podłodze. 

-Weź to Nyang. 

-Co to jest Bayanie? 

-To dokument który mówi, że masz zakaz powrotu do pałacu. Do póki nie zmienię zdania będziesz przebywać w pałacu zastępczym. 

-Słucham ?! Czemu?! Czemu mi to robisz?! Powiedz czemu?! Co takiego ci zrobiłam?! Przecież wiesz , że cię tak bardzo kocham, więc czemu...czemu mnie tak krzywdzisz, łamiesz mi serce? -zalałam się łzami. 

-Nie rób scen, kiedyś to zrozumiesz. Teraz idź, spakuj to co uważasz, że będzie ci potrzebne i opuść mnie i ten pałac. 

-Nie! Bayanie proszę spójrz mi w oczy i powiedz, że tego nie chcesz, że tak nie myślisz, , że mnie wciąż kochasz...Błagam...

-Straże weźcie cesarzową! Dopilnujcie by się spakowała a potem bezpiecznie ją odwieźcie do pałacu zastępczego wraz z służbą. 

Straże złapali mnie pod ręce i wręcz ciągli mnie po podłożu, ostatni raz spojrzałam na Bayana i zauważyłam, że po jego twarzy spływa łza, a zaraz potem  potok łez. 

To wystarczyło mi by wiedzieć, że nadal mnie kocha i że jest dość ważny powód, dla którego nie może mi zdradzić prawdy. Postanowiłam , że przeczekam to, zrobię tak jak sobie życzy, ale że pewnego dnia dowiem się prawdy, która wytłumaczy to zachowanie. Miałam nadzieję, że nastąpi to dość szybko, bo nie potrafię bez niego żyć. 


poniedziałek, 31 sierpnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 52

-Nyang wybacz, że ci przeszkadzam.-przyszła Yoona.-Może nie powinnam, ale...

-Czy coś się stało? Czemu jesteś taka smutna?-zapytałam widząc przygnębioną twarz Yoony. 

-Chciałam iść do Toghuna bo już od czterech dni go nie widziałam, lecz Cesarzowa teraz mnie wygoniła mówiąc , że mój mąż jest bardzo zajęty sprawami służbowymi. Może nie powinnam ci o tym mówić bo to matka cesarza, ale się martwię o Toghuna.-odpowiedziała Yoona.

Zdziwiona wraz z przyjaciółką udałam się do Cesarzowej Wdowy, która przebywała w naszym pałacu ,do momentu w którym mój mąż nie przejmie obowiązków. Wprawdzie Bayan był już przytomny, lecz nie był na tyle silny by wstać i wrócić do normalnego stanu. Ciągle leżał w łożu , jadł i spał na przemian. Medyk nie potrafił stwierdzić dokładnie co się z nim dzieje, skąd to osłabienie, ale miałam nadzieję , że szybko wrócą mu siły. Ja do tego czasu współpracowałam z Toghunem , który świetnie sobie radził z obowiązkami cesarza. Dziwne było tylko to, że Wdowa ciągle chciała z nim przebywać. Nagle stał się jej ulubieńcem. Zaczęło mnie to trochę martwić. Do tego nie pozwalała Yoonie spotykać się z mężem. Postanowiłam to wyjaśnić. Poszłam do komnaty Wdowy a tam ujrzałam Toghuna pijącego herbatę.

-O Yoona przyszłaś!-powstał.

-Byłam wcześniej, ale Cesarzowa Wdowa nie pozwoliła mi się z tobą widzieć.-oznajmiła dziewczyna. 

-Jak śmiesz mnie tak oczerniać?! Powiedziałam, że zobaczysz się z mężem później.-oburzyła się Wdowa Youngshi. 

-Wybacz , ale ufam Yoonie i wiem, że mówi prawdę. Przyznam się, że niepokoi mnie twoja wspaniała relacja z Toghunem.-wtrąciłam. 

-Co masz na myśli?! Oskarżasz mnie o coś?!-dopytywała teściowa.

-Mój mąż, a twój syn jest przytomny, myślę, że Toghun może wrócić do swojego poprzedniego stanowiska.-powiedziałam. 

-Jest zbyt słaby by się wszystkim zająć, a ten młody mężczyzna radzi sobie wspaniale na stanowisku cesarza.-broniła się kobieta.

Wiedziałam, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Postanowiłam poprosić Toghuna na osobności. Chciałam z nim porozmawiać. Wieczorem spotkałam się z nim w ogrodzie cesarskim. Spacerując mówiłam mu o swoim niepokoju:

-Nie uważasz, że Cesarzowa Wdowa spędza z tobą za dużo czasu?

-Muszę przyznać, że też to zauważyłem. Jednak każde nasze spotkanie dotyczy spraw państwowych, tronu i panowania.

-Możesz mi zdradzić coś więcej? 

-Mówi o wszystkich zasadach, pokazuje prawa i jakieś pomoce przy panowaniu. Czasami zdarzy się jej powiedzieć, że jestem lepszy niż Bayan.

-Że słucham?! Wdowa ci tak powiedziała?! To niemożliwe!

-Wybacz, cesarzowo, ale nie mam powodu by kłamać. Chcę być z tobą szczery. Mówię prawdę. Też mnie to zastanawia, co się dzieję. 

-Toghun mam prośbę, powiadamiaj mnie o każdym spotkaniu z Wdową opowiadaj o czym rozmawiacie. Ja postaram się czegoś dowiedzieć. Boję się, że...

-Że co?

-Że Wdowa truje Bayana by ktoś nowy zasiadł na tronie. To by tłumaczyło obecny stan mojego męża.

-Czy chcesz powiedzieć, że ja byłbym kandydatem ? To czyste szaleństwo! Jak Matka cesarza mogła by truć własnego syna?! Co by jej to dało? Dlaczego ja? To niemożliwe! 

-Nie wiem jak Toghunie, ale proszę cię musisz mi pomóc. Wolę dmuchać na zimne. Jeśli to prawda musimy się dowiedzieć jaki ma w tym cel i dlaczego ty stałeś się jej ulubieńcem. 

-Cesarzowo Seungnyang chcę byś wiedziała, że...jestem twoim przyjacielem i nigdy bym nie chciał odsunąć ciebie i twego męża od tronu. 

-Dobrze, że to mówisz. Ufam tobie i Yoonie i mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

Przez kolejne dni czuwaliśmy nad wszystkim. Sprawdzałam kto przychodzi do Wdowy gdzie idzie, z kim i o czym rozmawia. Była jednak bardzo ostrożna. Wiele się nie dowiedzieliśmy. Jednak częstym gościem był ojciec Toghuna. Spotykał się z moją teściową prawie co każdy dzień. Toghun tłumaczył to jako przyjaźń między tą dwójką, lecz w oczach jego było wiele podejrzliwości w stosunku do ojca. Natomiast Yoona miała na oku służbę Youngshi. Jedna ze służek często wychodziła poza mury pałacu by spotkać się z jakimś mężczyzną. Nie było by to dziwne gdyby nie fakt, że w czasie każdego spotkania wręczano mu sakiewkę z pieniędzmi. Dlatego też jeden z moich ludzi zaczął go śledzić. Okazało się, że mężczyzna obserwował Kim Young Tokeum ,córkę El Sumura. Było to co raz bardziej dziwne. Po co Wdowa chciałaby sprawdzać Kim Young? W międzyczasie kazałam medykowi szczegółowo przebadać cesarza, który miał nam powiedzieć, że mój mąż jest podtruwany. Na szczęście medyk powiedział, że nie, że jego osłabienie wynika z czegoś innego co trudno mu stwierdzić. Jednak niepokój o zdrowie męża mijał, gdyż z dnia na dzień czuł się lepiej. Zaczął powoli wstawać i chodzić po komnacie, ale wciąż słaby swoje obowiązki pozostawił Toghunowi. 

Pewnego wieczoru spacerując pod rękę z Bayanem po pałacu stanęła nam na drodze zapłakana Yoona. Przestraszona spytałam się jej co się stało ona wycierając oczy patrzyła raz na mnie , raz na cesarza aż w końcu przemówiła: 

-Wasza Wysokość, ja...spotkajmy się za chwilę przy stawie. To jest coś co ...Proszę by cesarz wrócił do komnaty. Nyang ja nie wiem co robić...

-Nic z tego nie rozumiem. Przerażasz mnie Yoona. Dziwnie mówisz, co się stało? Dlaczego Bayan nie może być przy tym?

Yoona podeszła bliżej mnie i do ucha wyszeptała, że to sprawa na którą cesarz nie jest gotowy i na którą jest zbyt słaby by to teraz unieść i że powie mi kiedy się spotkamy przy stawie. 

Nie chciałam dłużej czekać. Odprowadziłam męża do komnaty pomogłam mu się położyć i natychmiast udałam się nad staw. Dochodząc już do mostu nie widziałam tam nikogo. Pomyślałam, że Yoona może się trochę spóźni. Stanęłam na moście i rozglądając się na wszystkie strony wypatrywałam mojej przyjaciółki. Czekałam dłuższą chwilę, lecz się nie zjawiła. Miałam już wracać do pałacu, gdy nagle mój wzrok przykuło coś pływającego po drugiej stronie stawu. Podeszłam bliżej a tam ujrzałam na powierzchni ciało Yoony. Dostałam szału zaczęłam krzyczeć wołać o pomoc, złapałam ją za kawałek materiału od sukienki i próbowałam ją wyciągnąć mając nadzieję , że żyje. Szybko zbiegła się służba , eunuchy i Toghun. Toghun wskoczył do stawu i wyłowił Yoone na trawę. Obrócił ją na plecy i oddał w ręce medyka który po chwili stwierdził, że moja przyjaciółka nie żyje. Oczy zaszkliły mi się momentalnie by po chwili wylać wodospad łez. Toghun klęczał nad martwą żoną a reszta służby szeptała , krzyczała i była w wielkim szoku. Straciłam kolejną bliską mi osobę. Czułam , że znów moje serce zaczyna krwawić. Po chwili na miejsce zdarzenia przybył słaby Bayan i Cesarzowa Wdowa. Bayan mocno mnie przytulił do siebie a Cesarzowa Wdowa spytała przerażona co się stało. Medyk odpowiedział:

-To był nieszczęśliwy wypadek. Wieczorem trawa jest już śliska spacerując blisko stawu dziewczyna musiała się poślizgnąć i wpaść a, że nie umiała pływać to się utopiła. 

-Co za biedaczka! Buddo czemu nas tak karzesz?! Za co?! Współczuję ci Toghunie, była to dobra dziewczyna. Niestety nie było ci dane mieć rodzinę. -mówiła Cesarzowa Wdowa.

-To nieprawda! Yoona nie mogła się poślizgnąć! Nie ona! Ktoś ją zabił! Wiem to! Zginęła zanim zdążyła mi coś ważnego powiedzieć! Odkryję prawdę! A tego kto uczynił to mojej przyjaciółce, spotka zasłużona kara!-krzyczałam.

-O czym ty dziewczyno mówisz?! Rozumiem twój ból, ale nie masz powodu by szukać winnego skoro ta biedaczka sama sobie była winna. Jesteś w szoku rozumiem wiele ostatnio się dzieje, zaginięcie księcia, choroba Bayana...teraz to...Ciężko w to uwierzyć, ale to wypadek. -mówiła Wdowa.

-Zginęła bo znała prawdę! Prawdę która była czymś strasznym skoro zginęła!-nie wierzyłam w to co mówi teściowa.

-Bayanie weź żonę do komnaty jest zbyt ...roztrzęsiona nie powinna siać nieprawdziwych informacji po pałacu. -rzekła Youngshi.

Podtrzymywana przez Bayana wróciłam z nim do pałacu gdzie kładąc głowę na jego kolanach płakałam przez kolejne pół nocy. Nie mogłam tak tego zostawić, postanowiłam się dowiedzieć za wszelką cenę co się stało i co chciała mi Yoona przekazać przed śmiercią.