kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

wtorek, 13 grudnia 2016

''Dynastia Shin Jin''

Część 12
 Po ciężkiej nocy, całe państwo było pogrążone w żałobie. Cesarzowa Youngshi,( teraz już  jako Cesarzowa Wdowa) zamknięta w swojej komnacie rozpaczała nad zmarłym mężem. Mimo tych trudnych chwil, które właśnie dotknęły pałac Jin, trzeba było jak najszybciej mianować Bayana nowym cesarzem. Bo w końcu co to za kraj bez głowy państwa? W tym samym czasie ja i Wang Yu byliśmy już w drodze do jego posiadłości. Dowiedziałam się od kupców , że zmarł cesarz i dotknęło mnie to prosto w serce. Współczułam Bayanowi, bo sama wiedziałam co to za ból stracić rodzica. W tamtej chwili, jadąc konno przez las miałam ochotę przytulić zapłakanego księcia i przemilczeć z nim wspólne chwile. Niestety byłam tylko kobietą, która właściwie nie miała nic. Nawet koń należał do Wanga Yu. 
-Pani! Pani!-wleciał sługa do komnaty Cesarzowej Wdowy. 
 -Co się stało?-spytała spłakana.
-Książę zniknął! Nie ma go nigdzie!-krzyczał zmęczony eunuch. 
Youngshi wstała porywczo i rozkazała straży go odszukać. Podczas gdy wszyscy zamartwiali się o Bayana, ten wziął konia i wyruszył do posiadłości Wanga. Po południu byliśmy już na miejscu. Poszłam odprowadzić konie do stajni, a razem ze mną poszedł Wang. 
-Seungnyang mogę z tobą chwile porozmawiać?-spytał łapiąc mnie za obie ręce.
Ledwo spojrzałam w oczy wojownika, gdyż usłyszałam galopującego konia na zewnątrz. Wyrywając się z uścisku generała straży, pobiegłam na dziedziniec. Zobaczyłam na koniu Bayana, zalanego łzami. 
-Bayan!-krzyknęłam podbiegając do niego.
-Nyang! Ja nie chcę tam wracać! Nie chcę! Rozumiesz?!-zsiadając z konia mówił z podniesionym głosem.
Nagle poczułam jakieś ukłucie w sercu i nie mogąc się powstrzymać mocno przytuliłam księcia do siebie. Czułam że potrzebował tego. Stojąc w tej pozycji nie ruchomo Wang stanął na przeciwko nas, po czym odszedł do siebie. Gdy już trochę udało mi się uspokoić księcia zaprowadziłam go do dawnego pokoju. Tam w ciszy zasnął. Czuwałam nad nim przez cały czas, aż do momentu w którym sama nie zasnęłam na podłodze  obok łóżka Bayana. Pod wieczór, obudziła się dopiero rozespana Cesarzowa Kim, która nie była tak przejęta śmiercią swojego teścia jak zniknięciem jej małżonka. Zaczęła krzyczeć na wszystkich, rzucać porcelanowymi przedmiotami i chodzić po komnacie Bayana, mimo że nie miała prawa wchodzić tam bez jego zgody. Kim Young była cesarzową , oszustką, ale jednak to cesarzowa, ale nawet ten przywilej nie dawał jej prawa by rządzić się w nie swoim pałacu. Następnego dnia z rana, przygotowałam rozluźniającą kąpiel dla Bayana. Poszłam go obudzić do pokoju. Gdy otworzył, nie chciałam mu tego mówić, ale wyglądał strasznie! Przeraźliwie podpuchnięte oczy od płaczu, cera blada jak ściana, rozczochrany, jak by go piorun poraził i wymięte ubrania. 
-Nyang dziękuję, za kąpiel, ale nie mam ochoty. 
-Bayan! To po co się tyle męczyłam z wodą?! Ręce mi mało co nie odpadną, a ty nie masz w ogóle współczucia. 
-No dobrze, ale nie zostawiaj mnie tam samego.
-Czyli mam być przy tobie gdy będziesz się kąpał?! Nie ma mowy!
Rozczarowany książę (właściwie Cesarz Bayan) ociągając się pomaszerował do pokoju w którym miał olbrzymią beczkę z ciepłą wodą. Marudząc, ale w końcu pod wpływem moich namówień w końcu wszedł do wody i zaczął się myć. Ja stałam za drzwiami i czekałam gdy Bayan będzie już gotowy. W pewnej chwili książę zaczął znów płakać. Potem spojrzał na drewniane drzwi za którymi stałam i rzekł:
-Wybacz moja Nyang.-mówiąc to zanurzył się w wodzie. 
Postanowił się utopić. W tej chwili poczułam ukłucie w sercu i odruchowo spytałam:
-Panie, przynieść ci czyste szaty?
Jednak nie usłyszałam odpowiedzi. Zaczęłam się niepokoić, jednak miałam opory czy wparować tam czy może zachować spokój. Postanowiłam jeszcze raz zawołać. Znowu milczenie. Otworzyłam zamaszyście drzwi i ujrzałam topiącego się księcia. 

Nie wiedziałam co mam robić. Zanurzyłam ręce i zaczęłam go chwytać. Udało mi się złapać go za rękę. Pociągnęłam go i udało mi się go wyciągnąć. Bayan przetarł twarz, a potem odkasływał wodę, która dostała się do płuc. Na szczęście w niewielkiej ilości. Z nerwów zaczęłam krzyczeć na niego
-Co ty sobie wyobrażasz?! Jak mogłeś mi to zrobić?! Nienawidzę cię rozumiesz?! Nienawidzę!
-Nyang, ale ja...nie dam rady tak żyć...co mi pozostało?
-Ja! Ja ci głuptasie zostałam. Nie przejmuj się. Rozumiem co czujesz, ale nie możesz się poddać. Musisz pokazać ojcu , że jesteś godnym następcą tronu!
-Masz rację. Będę walczył! Nie poddam się...a teraz możesz już wyjść, bo chcę dokończyć swoją kąpiel.
-O nie! Teraz cię nie zostawię. Odwrócę się, a ty spokojnie się umyj. 
-A jednak!
-Nie gadaj! Tylko rób swoje!
-Spójrz na mnie Nyang.
-Nie.
-No to nie! Dobrze , zobaczymy. 
Odwróciłam się plecami do Bayana i czekałam aż w końcu się wykąpie. Trwało to bardzo długo, przynajmniej z mojej perspektywy. 

Po chwili Bayan ''podpłynął'' do mnie chwycił mnie od tyłu za rękę i zaczął swoje nieobliczalne teksty:
-Nyang Young, spójrz na mnie...
-Nie jestem Nyang Young. Jestem po prostu Nyang i nie spojrzę na ciebie! 
-Nie lubię cię!
-Ja ciebie też!
Książę się zdenerwował i zaczął rękami uderzać o powierzchnie wody, chlapiąc przy tym wszystko dookoła, w tym również mnie. 

 
-Przestań!-krzyknęłam.
Znów zapadło milczenie. 
-Nie nabiorę się.-rzekłam.
Lecz znów była cisza. Znów przestraszyłam się i zaczęłam liczyć do dziesięciu, potem postanowiłam się odwrócić. W międzyczasie książę wstał z beczki i spoglądał na mnie obraźliwym wzrokiem. 
-....dziesięć!-odwróciłam się i spojrzałam na mokrego Bayana.
Tym razem udało się mu , mnie przestraszyć.

 
 Miałam dość, rzuciłam w niego czystymi ubraniami i wyszłam trzaskając drzwiami. Wróciłam do swojego pokoju, który był blisko pomieszczenia w którym znajdował się Bayan. Idący korytarzem Wang Yu usłyszał wołanie księcia , więc wszedł do mnie i powiadomił o tym.
-Czego znowu chcę?
-Nie wiem Nyang. Może nie może wyjść z wody?! Haha...
-Żeby każdy mężczyzna był taki jak ty!-westchnęłam, wychodząc z pomieszczenia, zostawiając Wanga przy stoliku. 
Weszłam do środka i ubrany w białą bieliznę, książę kazał mi pomóc ubrać swoje szaty. Odmówiłam, odwracając się do niego plecami. 
-Oż ty!-zagryzając zęby, zaczął wymachiwać ręką , tak jakby chciał mnie uderzyć. 

Zagryzłam wargi i pokiwałam głową. Gdy książę był już gotowy , spojrzałam na niego i odparłam:
-To że zmarł ci ojciec, nie oznacza , że będą się wszyscy nad tobą litować i obchodzić jak z porcelaną miseczką. Bo nią nie jesteś! Jesteś, a przynajmniej powinieneś być mężczyzną, który ma udowodnić państwu, ojcu, a przede wszystkim sobie , że jest godny swojej pozycji , tego tronu i ludzi , którzy go wspierają, lub będą wspierać. Radzę ci...nie zniszcz tego przez swoje zachowanie!
-Dobrze, przyrzekam ci Nyang, że nie zmarnuję twoich rad i pójdę za tobą...
-Nie idź za mną! Nawet nie próbuj, bo ja nie jestem tym za kogo mnie uważasz i...
-Jak to?
-Teraz jak na cesarza przystało, nie zadawaj pytań tylko odejdź. 
Znowu nastała atmosfera, której wolelibyśmy wszyscy uniknąć, ale nie mogłam ukrywać swoich przemyśleń, bo to od Bayana będzie zależeć przyszłość, a przyszłość musi być lepsza i nie może się staczać w dół, powodując wyniszczenia ludzkości, którzy pragną żyć, mimo trudnych warunków. Gdyby nie mieszkańcy państwa, w ogóle nie było by cesarza. Nie pozwólmy zniszczyć siebie i swoje państwo walczmy do końca, do póki nie nastanie to, czego pragniemy! 
Nagle do pomieszczenia wszedł Wang Yu , który powiedział o przybyciu straży cesarskiej. 
-Co oni tu robią? Kto ich tu przysłał?! Skąd wiedzą że tu jestem?!-oburzył się Bayan. 
-Nie mam pojęcia Wasza Wysokość.-odparł Wang.-Czekają na ciebie Panie. Pospiesz się. 

-Bez Nyang nie pojadę. -zaparł się książę.-Nie odbędzie się bez niej mianowanie mnie na cesarza! 
-Ale, ja...Bayan, pojedziesz tam sam. Odwiedzę cię.-starałam się, wybić mu z głowy ten głupi pomysł. 
-Nie!-krzyknął. 
Wang Yu wiedział, że te nasze kłótnie mogą trwać w nieskończoność , więc poprosił Bayana na bok, wyszeptał mu coś na ucho, a potem książę zgadzał się na wszystko co powiedziałam. Musiało być to pewnie coś ważnego skoro tak reagował. W końcu postanowiłam, że będę księciu towarzyszyć w drodze do pałacu a potem wrócę. 
-Nyang, tylko wracaj szybko, bo musisz przypilnować posiadłości. Ja jadę na spotkanie z moim bratem.-odparł Wang.
''Z bratem? Czy ja dobrze słyszałam Wang Yu ma brata?"-pomyślałam. Jednak nie zadając żadnych pytań wyruszyłam w drogę do pałacu. Po kilku godzinach jazy, w końcu dojechaliśmy co celu. Nie chcąc się napychać, zawróciłam przed wejściową bramą, tak że Bayan nie zauważył mojej nieobecności. Po wielu godzinach jazdy w siodle , dojechałam w końcu do posiadłości Wanga. Odprowadziłam konia do stajni i poszłam do pokoju mężczyzny. 
-Dobrze , że już jesteś Nyang.-odparł Wang Yu. 
-Przyszłam, bo chciałeś mi coś powiedzieć.-powiedziałam. 
-Moglibyśmy...chciałem...zapytać...czy...czy mogłabyś zjeść ze mną kolacje?-jąkając się, mężczyzna wstał z krzesła. 
-Dobrze. Nie ma problemu.-zgodziwszy się poszłam do swojego pokoju , by się przygotować. 
Ledwo wyszłam za drzwi a już wszedł Jombak-wierny sługa i przyjaciel Wanga.
-Czyli się zgodziła?!-spytał upewniając się.-Mówiłem Panie! Uważam, że ładna jest z was para. 
-Przestań!-zawstydził się Wang. -Lubię ją jak...siostrę. Nic poza tym! 
-Dobrze, dobrze...-przytakiwał Jombak, uśmiechając się, jednak i tak swoje myślał.-Co tam Jombak wie?! Nigdy się nie zakochał. Dobrze Panie, możesz mnie mieć za nieudacznika, ale i tak wiem swoje.
Tymczasem rozczesałam włosy, spięłam je w wysoki kucyk, zostawiając opadającą na twarz grzywkę i przebrałam swój strój. Ubrałam ciemne spodnie, fioletowo-purpurową koszulę i na to granatową kamizelkę. Potem przejrzałam się w lustrze i gotowa czekałam na dziedzińcu na generała. Po chwili się pojawił. Pierwsze parę minut spędziliśmy w milczeniu i w wielkiej niezręczności, aż w końcu zaproponowałam wspólny spacer po posiadłości Wanga. Podczas gdy tak chodziliśmy późnym wieczorem, przyjaciele i kilku strażników generała pojechała do pobliskiej wioski by trochę spędzić mile czas. Wśród muzyki i alkoholu. Zauważyłam , że Wang zostaje  w tyle, nie wiedziałam dlaczego nie chce iść koło mnie, ale nie miałam odwagi zapytać. W pewnej chwili poczułam , że mężczyzna przykłada mi coś do włosów. Nie myliłam się! Była to pięknie zdobiona spinka! Za każdym razem, gdy próbowałam się odwrócić, chował ją za plecy.

 
 W końcu stanęłam, odwróciłam się twarzą do Wanga i powiedziałam:
-Możesz mi dać tą spinkę. Nie wstydź się.
-To miała być niespodzianka, ale...
-Jest śliczna!-krzyknęłam z zachwytu i piękną ozdobę spięłam do włosów. 
Mężczyzna spojrzał na spinkę widniejącą w moich ciemnych włosach i ze wstydliwością się uśmiechnął i rzekł:
-To nie ostatnia niespodzianka. W pokoju czeka na ciebie biała sukna. 
-Naprawdę?! Dziękuję! Tak dawno nie miałam na sobie sukienki, że chyba zapomniałam jak to jest ją nosić!
-Wiem, dlatego Pani, postanowiłem ci jedną wręczyć. Niestety jest czysto biała, bo nie ....
-Nie tłumacz się! To najwspanialszy prezent jaki mogłam dostać, ale z jakiej to okazji? 
-Z żadnej. Lubię, sprawiać ludziom przyjemność. Po prostu.
-Idę ją przymierzyć!
-Dobrze będę czekał na tarasie, tam zjemy kolacje! 
Nie wahając się wpadłam do pokoju i zobaczyłam leżącą na łóżku , piękną suknię. Czysto-biała bez żadnych zdobień, z długim rękawem. Tak się cieszyłam , że nie potrafiłam tego nawet wyrazić. Od razu ściągnęłam męskie przebranie i założyłam prezent od Wanga. Potem rozpuściłam włosy i rozczesałam je. Następnie włożyłam nowo dostaną spinkę do włosów i gotowa wyszłam na taras z wielką dumą. Czułam się jak prawdziwa cesarzowa! Chciałam by to uczucie się nigdy nie skończyło...Jednak, w pewnym momencie zauważyłam z tarasu, galopujące konie. Pobiegłam po Wanga. Kazał mi zostać w swoim pokoju i nikomu nie otwierać. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam co to byli za ludzie. Generał wyszedł na dziedziniec z bronią i stojąc przed jeźdźcom powiedział:
-Chang Yu ! Witaj bracie!
-Wang Yu. Widzę, że się postarzałeś...oj bracie! 
-Czego chcesz?!
-Mieliśmy się dziś spotkać. Zapomniałeś? Nie mogę odwiedzić brata kiedy mi się podoba? Jesteśmy przecież rodziną! 
-Jesteś moim przyrodnim bratem! Po co tu przyprowadziłeś swoich ludzi?!
Chang zsiadł z konia i zaczął okrążać Wanga.
-Wang Yu, dobrze się tu urządziłeś. Ale czy to nie za duża posiadłość jak dla ciebie jednego? 
-Nie!
-Co taki ostry jesteś? 
-Odejdź z stąd! 
W pewnej chwili do mojego pokoju zaczęły rozlegać się krzyki. Nie wytrzymałam wzięłam, miecz i wybiegłam na taras. 
-Wang Yu!-krzyknęłam.
Nagle wszystkie głowy odwróciły się w moją stronę. Chang postanowił się odezwać:
-A jednak nie jesteś sam! Co to za ślicznotka?!
-Nie twój interes. 
-Jakaś służka?  Za ładna. Twoja żona? Nie...Może mi ją sprzedasz? Ile chcesz za nią?!
-Ona nie jest na sprzedaż! 
-O, widzę , że ważna jest dla ciebie skoro tak reagujesz. 
W pewnym momencie Chang rozkazał dwóm jego ludziom przyprowadzić mnie na dziedziniec. 
Ciągli mnie za ręce, próbując się wyrwać miecz wyleciał mi z dłoni. Zostałam bezradna. Wang chwycił za łuk i zaczął celować w Changa, rozkazując mu by mnie puścił wolno. Ten jednak nie posłuchał. Bezsilny generał nie zauważył jeszcze jednego mężczyzny, który podszedł go o tyłu i uderzył go w głowę. Okrutny przyrodni brat Wanga , oboje nas związał do jednego słupa, mieszczącego się w namiocie, w którym znajdowały się różne przedmioty, takie jak siodła, kilka mieczy i trochę pożywienia dla koni. Stojąc tak przez całą noc , odliczaliśmy do powrotu ludzi generała. Nazajutrz koło południa, Chang kazał odwiązać Wanga i zaprowadzić go na dziedziniec. 

  
 
Ze strachu łzy spłynęły mi po policzkach i bezradnie krzycząc ''Nie!'' próbowałam wyrwać się z grubych lin. 
Wang odwróciwszy się twarzą w moją stronę krzyknął:
-Nyang nie martw się!
Gdy zostałam sama w namiocie, zobaczyłam nieopodal siebie miecz. Próbowałam sięgnąć go nogą, jednak na próżno. Tymczasem Chang zaczął rozmawiać z klęczącym przed nim bratem.
-Zawsze wszystko miałeś! Dużo pieniędzy, dobrą posiadłość...Wszyscy cie szanowali , a ja? Byłem jak bezdomny pies! Nikt się ze mną nie liczy! Ale powiedziałem sobie ''Koniec''. Mam dość sławy swojego żałosnego braciszka...Zabić go!
Gdy usłyszałam te słowa, poczułam jakby mi ktoś wbił nóż w serce, wyrywałam się na różne sposoby i krzyczałam o mało co mi puca nie ''pękły''. Nagle usłyszałam nadjeżdżające konie...i głos Jombaka, oraz Jae i paru innych strażników. Ucieszyłam się. Wszyscy stanęli do walki. Było słychać obijające się o siebie miecze i krzyki rannych ludzi. W pewnej chwili nastała cisza. Od razu pomyślałam , że może wszyscy zginęli, ale na szczęście do namiotu wbiegł cały Wang Yu. Rozwiązał mnie, a ja podziękowałam mu za uratowanie.
-Co z twoim bratem?!-spytałam.
-Uciekł z jednym towarzyszem, resztę pięć osób nie żyje. A nasi, Jombak, straż i Mo żyją. -odpowiedział. 
Gdy wyszłam z namiotu, słudzy Wanga zabierali ciała z dziedzińca. Ja tymczasem poszłam się przebrać i przespać. Gdy już ochłonęłam, generał wszedł do mojego pokoju i powiedział:
-Nyang. Musisz odejść, nie będziesz tu bezpieczna. Znam Changa, on zrobi wszystko by mnie zniszczyć. Oby nie dowiedział się , że jesteś cesarzową!
-To co mam zrobić?!
-Nie martw się. O wszystko zadbałem, podczas gdy ty spałaś. 
-Gdzie mam się ukryć?!
-W pałacu Cesarza Bayana. Będziesz tam sługą. Przepraszam, że tylko tyle mogę ci zaoferować, ale tam nikt nawet cie nie ruszy. 
-U Bayana?! Ależ Wang Yu ja...Dobrze, ale jak się tam dostanę. 
-Mam tam przyjaciela. Wszystko mu powiedziałem, będzie czekał na ciebie przed bramą do pałacu. Musisz się pospieszyć! 
-Dobrze, już biorę konia!
Parę godzin później...
Stałam już przed bramą do pałacu. Wang zsiadł z konia i stanął na przeciwko mnie mówiąc:
-Będę za tobą tęsknił. Moja...koleżanko. 
-Ja za tobą też. Ale wkrótce się zobaczymy gdy tylko schwytasz Changa!
-No tak, ale odwiedzę cię czasami w pałacu. Przecież za kilka dni mianowanie Bayana na Cesarza, wtedy się zobaczymy!
-Dobrze.
Odwróciliśmy się do siebie plecami i już mieliśmy odejść, gdy odwróciłam się i zawołałam generała. Potem podbiegłam do niego i go przytuliłam. Chwilę, później poczułam jak łza Wanga opadła mi na ramię. Wtedy jeszcze mocniej go przytuliłam. 

Po czułym pożegnaniu weszłam za bramę pałacu. Przyjaciel Wanga dał mi ubranie służącej i zaprowadził mnie do komnaty w której były inne służki. Ściągnęłam swe męskie przebranie i ubrałam strój służącej. Pałac był tak wielki, że postanowiłam unikać Bayana, który w ogóle nie wiedział o moim pobycie w pałacu. Gdyby wiedział, tryumfował by, że w końcu przyszłam do niego. Prawdę mówiąc gdybym miała jakikolwiek wybór, na pewno nie zgodziłabym się by zostać służącą, a do tego w tym samym miejscu gdzie przebywał Bayan. Następnego dnia....

wtorek, 29 listopada 2016

''Dynastia Shin Jin''

Część 11
 -Nyang, trzymaj mnie mocno za rękę.-odparł Wang Yu-Byś mi się nie zgubiła.
-Nie martw się. Gdzie ma być to całe przyjęcie?-spytałam.
-W sali głównej. W pałacu.-odpowiedział Wang Yu.
Gdy przekroczyliśmy bramę wejściową, zobaczyłam wielu ludzi. Na nogach tak jak i na koniach. Wszyscy szli w jednym kierunku, niosąc ze sobą wiele podarków, dla młodej pary. Gdy w końcu dotarliśmy do progu pałacu, miałam ochotę się wycofać. Nie chciałam znów się z księciem widzieć. Jednak nie chciałam opuszczać Wanga, który zawsze był przy mnie ,gdy go potrzebowałam. Oj nie, nie mogłam stchórzyć! Po chwili weszliśmy do pałacu i zauważyliśmy że wszyscy przygotowują się do wielkiego wesela Kim z Bayanem, który tak naprawdę miał się odbyć nazajutrz w dokładnie dwudzieste urodziny...nas trojga. Nie rozumiałam tego pośpiechu, więc spytałam się Wanga dlaczego tak się stało. Ten odpowiedział:
-Jeżeli wszystko było w waszej umowie...Nie rozumiem. Musiało się stać coś na prawdę poważnego skoro przesunięto uroczystość. Może wynika to z jakieś ciężkiej choroby któregoś z członków rodziny cesarskiej. 
-Możliwe...-rzekłam z niepewnością. 
-Jeżeli jest to dla ciebie takie ważne to postaram się czegoś dowiedzieć. 
-Dobrze. Byłabym wdzięczna.-odparłam. 
-Idź się gdzieś porozglądać a ja tymczasem pójdę dowiedzieć się gdzie będziemy nocować.-mówiąc to Wang puścił mi dłoń i odszedł w stronę namiestników i innych osobistości. 
Ja tymczasem, wyszłam z tego tłumu i kierowałam się ścieżkami pałacowymi. Idąc jedną z alejek przypomniałam sobie moment w którym spacerowałam po swoim ogrodzie w pięknej sukni i czekałam na przybycie księcia Bayana. Po obu stronach dróżki soczysto-zielona  trawa, pełno różnorodnych kwiatów i na środku ogrodu olbrzymie drzewo wiśniowe. Siadłam pod nim i wsłuchiwałam się w szum drzew. Delikatny powiew wiatru sprawiał że czułam się lekka jak piórko. Zamknęłam oczy , rozłożyłam ręce...trzymałam je tak długo dopóki nie zasnęłam. Opadające płatki kwiatów okryły mnie tworząc kołdrę. W pewnej chwili , przechadzał się tamtędy Bayan. Stanął naprzeciwko mnie i spoglądając roześmiał się mówiąc:
-Nyang...Przybyłaś do mnie...Moja kochana Nyang.
Później siadł koło mnie i opierając się o korę drzewa, ze szerokim uśmiechem spoglądał w błękitne niebo. Rozmarzył się. Nagle zbudziłam się. Był już wieczór. Otrzepałam swe ubranie z kwiatów i zauważyłam śpiącego księcia. Przestraszywszy się po cichu wstałam , tak by go nie zbudzić i na palcach powoli maszerowałam w stronę wyjścia z ogrodu. 
-Nyang drugi raz mnie chyba nie zostawisz? Co nie?-otwierając oczy , wstał i złapał mnie za rękę. 
-A twoje małżeństwo? Miałeś się dziś pobrać z cesarzową Kim.-powiedziałam.
-Tak, ale ślub odbędzie się za godzinę.-ze spokojem odparł Bayan.
-Właśnie! Za godzinę...-podkreśliłam.
-I co z tego? Jestem księciem i mógłbym być z tobą, jeżeli byś trafiła do mojego pałacu nie zważając na Kim.-chcąc mnie przekonać, ściskał mi rękę i prowadził mnie w przeciwną stronę niż do pałacu.
-Ale nie jesteś jeszcze cesarzem by mieć harem.-odparłam. 
Nastała cisza. W pewnej chwili usłyszałam odgłosy wołającej służby, która szukała Bayana. Przestraszona schowałam się za drzewo. Spostrzegawczy strażnik, podszedł do księcia i poprosił go by wrócił do swojej komnaty. Jednak Bayan stał w miejscu i wpatrywał się w drzewo za którym się ukrywałam. 
-Panie czekamy na kogoś?-spytał młodzieniec.
-Nyang! Wyjdź. To mój przyjaciel, nie bój się go. Odprowadzisz mnie do komnaty a potem się spotkamy na ślubie.-mówił książę.
Z głębokim oddechem wyszłam z kryjówki i przyspieszając kroku kierowałam się ku pałacu. Uśmiechnięty książę odbił się od podłoża i doskoczył do mnie, przerzucając swoją rękę przez moje ramię i krzycząc:

-Zaczekaj!
-Książę muszę wracać do Wanga Yu.
-Wang Yu też tu jest?
-Tak, przyjechałam mu tu towarzyszyć.
-Ach! Już się cieszyłem, że przyjechałaś tu dlatego by się ze mną widzieć. Trudno! 
Po pewnym czasie doszliśmy przed komnatę Bayana. Odwróciłam się plecami do księcia i szłam do głównej sali. Książę z szerokim uśmiechem, klepnął swojego strażnika po plecach i odparł:
-Ach te kobitki! 
Idąc między różnymi komnatami doszłam do pokoju Cesarzowej Kim. Delikatnie uchyliłam potężne drzwi i z ciekawości spoglądałam na oszustkę. Gdy zobaczyłam jej długie , piękne , ciemne włosy, drobną figurę i piękne duże oczy, do głowy przyszła mi myśl, że właściwie nie mogłam się z nią równać. Ogarnęło to całą moją głowę i serce, do tego stopnia, że zwątpiłam w siebie, w jakąkolwiek walkę o mój naród i tron. W pewnej chwili zaszedł mnie od tyłu pewien wysoki, dobrze zbudowany, młody mężczyzna z długimi brązowymi włosami spiętymi w kucyk, z charakterystyczną grzywką i w czarnej zbroi, który spytał:
-Co ty tu robisz? Podsłuchujesz?!
-Wybacz , ale ja...
-Zgubiłaś drogę?
-Tak. Właśnie! Błagam cię, tylko mnie nie wydaj. 
-Nie wierzę w to. Przez chwilę cię obserwowałem. Podglądałaś Cesarzową!
-Przepraszam. Jak dostać się do sali głównej? 
-Widziałem cię z dowódcą wojska-Wangiem. Szukał cię wszędzie.Seungnyang. Tak?
-Tak.
-Musisz iść tu, cały czas prosto, potem na prawo i na lewo i dojdziesz.
Przystojny, bardzo spostrzegawczy mężczyzna wytłumaczył mi bardzo w skróconej wersji drogę do sali w której za niedługo miał się odbyć ślub.W końcu po pewnym czasie próg olbrzymich złotych drzwi przekroczyła para cesarska, potem wszedł ich syn-Bayan, który w ogóle nie przypominał księcia które znałam wcześniej. Włosy spięte w kok, piękne złotawe szaty , godna postawa księcia...Chyba pierwszy raz zrobił na mnie takie wrażenie. Gdy Cesarz z Cesarzową z dynastii Jin siedli na tronie zwanym ''Ognistym Smokiem'' a ich syn stanął na podniesieniu pomiędzy rodzicami, dopiero wtedy weszła cesarzowa Kim Young. W koronie, czarno-czerwonej długiej sukni z głową podniesioną wysoko i ze wzrokiem skierowanym w stronę swojego wybranka. Jej fałszywy uśmiech, starał się za demaskować jej prawdziwe oblicze. Potem książę wyciągnął dłoń w stronę wchodzącej po schodach Kim. Gdy stanęli na równie ze sobą, chwycili się za ręce i dumnie unosili je na znak małżeństwa. Słudzy, namiestnicy i reszta poddanych wiwatowała na nową parę. Ja stałam samotnie wśród uradowanych pokojem ludzi i ze smutną twarzą i równie ze złością w oczach wpatrywałam się na kobietę która ukradła moją tożsamość. Moje serce jeszcze biło, ale czułam że jestem bliższa śmierci niż sprawiedliwości. Po całej tej ''szopce'' w głównej sali wszyscy wrócili do siebie. Na znak panującego pokoju w wioskach zostało wydane jedzenie i woreczek monet, dla każdego kto mieszkał w tych dwóch państwach. Na ulicach odbywały się parady. Wszyscy mieli wolne, między domami na każdej uliczce były zawieszone lampiony. Po domach mieszkańcy jedli, pili, śpiewali i tańczyli. 
-Nyang może pójdziemy gdzieś świętować?  
-Co mam świętować? Swoją klęskę?! Chcę wrócić już do domu.
-Wybacz. Dobrze jeżeli nie chcesz to...odprowadzę cię do miejsca w którym mamy przenocować. Jutro o świcie ruszamy do mojej posiadłości. 
-Dziękuję ci Wang Yu za wyrozumiałość. 
Idąc przepychaliśmy się wśród ludzi. Nagle w pewnej chwili podszedł do mnie pijany mężczyzna, zaczął mnie zaczepiać. Uderzyłam go w twarz, jednak on nie pozostał obojętny popchnął mnie na jeden ze straganów. Upadając wpiłam sobie do nogi pewnego rodzaju drewnianą, strzałkę. Zobaczywszy to Wang skoczył to pijaka. Wyszarpał go, później przyłożył mu raz z lewej i prawej strony i rzucił na bok. 
-Auuuu...-stękałam z bólu powoli wstając.
-Pomóc ci Nyang?!-spytał Wang Yu. 
-Nie trzeba.-idąc kulałam.
Wang podtrzymywał mnie za rękę. Niestety tak mnie strasznie noga bolała i krwawiła, że praktycznie nie mogłam na niej ustać. Wang znowu ''rzucił'' się do akcji wziął mnie na ręce a potem idąc ze mną na rękach , mijając balujących mieszkańców wioski mówił:

 
-Uwaga niosę ranną!
-Co ty robisz? Oszalałeś?! 
-Cesarzowo myślisz, że pozwolę ci cierpieć?! 
-Nie mów tak do mnie. Prosiłam cię!
-Dobrze Nyang.
W końcu po przepychankach trafiliśmy w końcu do swojego drewnianego domku. Miejsce w którym mieliśmy się zatrzymać, nie należało do zacisznych. Było bardzo głośno, pokoje były małe, nie było łóżek. Trzeba było spać na podłodze, lecz najpierw...Wang musiał wyciągnąć mi tą strzałkę. Rozdarł mi trochę materiału w miejscu w którym krwawiła rana, potem chwycił za drewniany przedmiot i jednym zdecydowanym ruchem wyjął go z mojej nogi. Ból był bardzo bolesny, ale na szczęście krótki. Następnie Wang przemył mi ranę , posmarował maścią z ziół i zawiną nogę. Na szczęście nie wdało się żadne zakażenie. W tym czasie młoda para weszła do komnaty na noc poślubną. Nagle do pokoju wleciał sługa który z płaczem poprosił Bayana by poszedł do swojej matki. Przestraszony reakcją eunucha, książę pędem wleciał do swoich rodziców. I ujrzał płaczącą matkę klękającą przy łóżkiem i trzymającą za rękę ojca księcia. 
-Co się stało?!-spytał przerażony Bayan.
-Synku!-zawołała płaczliwie matka.-Właśnie odszedł od nas Cesarz!
-Że co?!-zdziwił się książę.
-Twój ojciec nie żyje!-krzyknęła kobieta.
Bayan upadł na kolana i opierając ręce na podłodze zawył przeraźliwie i na środku komnaty zaczął płakać. Łzy upadały na marmurową powierzchnię, rozpływając się tworzyły potok wody. Wszyscy poruszeni, biegali wokół martwego cesarza, jego syna i matki księcia. Tymczasem zezłoszczona swoją nieudaną nocą poślubną Kim Young Tokeum uderzyła wazą o podłogę, która rozbiła się na drobne kawałki.

niedziela, 27 listopada 2016

''Dynastia Shin Jin''

 Część 10 
-Pani, Pani!-wołał eunuch wbiegając do komnaty cesarzowej Kim Young. 
-Jak śmiecie mnie budzić?!-zdenerwowała się dziewczyna. 
-Pani! Musisz wstać natychmiast. Matka księcia się zdenerwuje. Musisz złożyć jej pokłon. Rano i wieczorem. -tłumaczył sługa. 
-Przecież wiem! Jestem w końcu cesarzową. -mówiąc to Kim przykryła się jeszcze raz kołdrą. 

 
Niestety eunuch Pak nie miał wyboru , wziął i szarpnął kołdrę, odkrywając młodą cesarzową. Oburzona porywiście wstała i zaczęła tuptać nogami o podłogę. 
-Nie pójdę z pustym żołądkiem do Cesarzowej Matki.-odparła. 
-Tak jest Pani.-rzekła służka.-Tam masz śniadanie. Tylko pospiesz się. 
-Zwracajcie się do mnie Wasza Wysokość! Jak was wychowano?-kpiła.-Oj przepraszam, was w ogóle nie wychowano. Jesteście od urodzenia niewolnikami. Ha Ha! 
-Wybacz Wasza Wysokość.-przeprosiła służba. 
Ociągając się młoda cesarzowa siadła do stołu. Niekulturalnym ruchem do rąk chwyciła jedzenie i zaczęła je upychać do ust. Potem z pełnymi ustami prosiła, a właściwie rozkazywała by jej podano dokładkę. Na znak tego rzuciła na podłogę porcelaną miseczkę. 

-Pani! Spóźnimy się.-przypominał Pak. 
-Powtarzasz się! Przestań, głowa mnie boli.-rzekła.-W moim pałacu już dawno byście zostali skazani! Śmierdzące szczury. 
Eunuch Pak już stracił cierpliwość. Wyszedł z komnaty i poszedł do Cesarzowej Matki z donosem na nieuprzejmą Kim Young. 
-Pak, nie przesadzaj.-mówiła ze spokojem w głosie cesarzowa Youngshi. -To jej pierwszy dzień u nas. Bądź wyrozumiały i traktuj ją z szacunkiem. Przecież tak nie dawno biedna Kim stracił rodziców w zamachu. To i tak jest wielka , że zdołała się podnieść i zapanować nad swoim krajem.
-Wybacz Pani, ale chciałem jak najlepiej.-powiedział. 
-Wiem, a teraz idź i powiedz jej jakie panują u nas reguły i naucz ją chodzić prosto. -rzekła Youngshi. 
Tymczasem ja siedziałam u Wanga Yu i rozmawialiśmy o wyznaczeniu dla mnie kary za poniżanie przyszłego cesarza przy służbie. Mogłam to ominąć, ale wtedy wszyscy byli by oburzeni i było by więcej szkody niż pożytku. Wang Yu starał się być obiektywny, ale za bardzo mu to nie wychodziło. Bo miał wiedzę, której nikt inny dotychczas nie miał. Wiedział, że jestem prawowitą cesarzową, ale musiał mnie traktować jako stajenną, bo inaczej groziło by mi niebezpieczeństwo. Musiał wybierać, albo potraktować mnie jak Waszą Wysokość, albo jak zwykłą służkę. Postanowiłam mu pomóc w tej decyzji, a właściwie zadecydować za niego. 
-Wang Yu nie przejmuj się mną. Wyznacz mi dziesięć batów...
-Nie! Pani, ja...nie mógłbym. 
-Wang, ja się nie sprzeciwiam. Chcę by w państwie była sprawiedliwość a jak mam tego dokonać skoro nie jestem wobec siebie sprawiedliwa?
-Pani, nie każ mi tego zrobić.
-Bayan kazał tobie. Nie przejmuj się, powstałe rany, kiedyś znikną. 
-Ale zapomniałaś że zostaną blizny.
-Tak, ale co z tego?
-Jak to? Nyang...
-Wang Yu, zrób to!
-Ale ja nie chcę byś mnie znienawidziła. 
-To jest nie możliwe. 
-Mam inną karę.
-Jaką?
-Trzy dni bez jedzenia i picia. 
-Ale mogą pomyśleć że mi dajesz coś jeść jeżeli idziemy spać.
-To może przywiąże cię do słupa na dziedzińcu? 
-Zgoda.
Wyszliśmy na dziedziniec i Wang Yu ogłosił wszystkim zebranym wyznaczoną karę. Wszyscy krzyczeli z radości i spoglądali jak dowódca wojska przywiązuje mnie sznurami do drewnianego słupa. Podczas gdy odbywałam swoją karę, Kim Young Tokeum uczyła się chodzić prosto. Polegało to na tym , żeby przejść się z miską na głowie i by jej nie rozbić. Kim nie podchodziła do tego zadania z powagą, wręcz przeciwnie. Ile razy ustawiła miseczkę porcelaną na czubku głowy, tyle razy ją rozbijała. Do tego kazała jeszcze po każdym rozbitym naczyniu sprzątać, by nie wbiła sobie w stopy jego odłamków. Służące donosiły jej także napoje by się nie spociła za bardzo. Nagle Young zauważyła przechadzającego się po ogrodzie księcia, który kątem oczów spojrzał na nią , od razu założyła naczynie i przeszła bezbłędnie wyznaczoną trasę. Gdy zobaczyła, że Bayan odchodzi zdjęła z głowy miskę i rzucając powiedziała: 

-Nie zrobię tego po raz kolejny!
-Ale nie trzeba Wasza Wysokość, zrobiłaś to bezbłędnie. Gratulacje.-odparła służąca Mimi. 
-Co teraz?-spytała Kim.
-A co chcesz robić?-spytał Pak.
-Chcę iść do Bayana!-krzyknęła dziewczyna. 
-Dobrze Pani.-mówiąc to słudzy zaprowadzili cesarzową do księcia.
Książę siedział pod drzewem kwitnącej wiśni i trzymając patyk w ręce, przekładał go z dłoni do dłoni, rozmyślając. Nadeszła Kim. Skinęła głową i uśmiechając się stanęła na przeciwko Bayana.
-Chodź tu.-odparł.-Siądź koło mnie. Będziemy rozmyślać.
-Wybacz, ale nie siądę koło ciebie. -odpowiedziała. 
-Dlaczego?-spytał Bayan.
-Bo nie chcę pobrudzić swojej pięknej sukni.-odparła. 
Książę spojrzał na nią,a potem skierował swój wzrok a podłoże i wymamrotał:
-Nyang by na pewno ze mną siadła.
Usłyszała to Kim i zapytała:
-Co powiedziałeś książę?
-Nic. Rzekłem że do twarzy ci w tej...sukni. 
-Ach! Dziękuję! Wiem, bo to z mojego kraju tkaniny. Mi we wszystkim jest do twarzy. W moim pałacu jest bardzo kobieco, ale tu tak...
-Jak to jest?
-Ale co ''jak to jest''? 
-No jak się traci obojga rodziców w tej samej chwili. 
-Nie chcę o tym mówić. Wybacz mi.
-Dobrze Kim. Rozumiem. Pamiętasz jak mieliśmy zaaranżowane spotkanie? Mieliśmy się wtedy po raz pierwszy spotkać przed naszym ślubem. Już wchodziłem do sali konferencyjnej i zdążyłem zobaczyć tylko twój kawałek. Bo wybiegłaś. 
-Tak. I co w związku z tym?
-Myślałaś o nas? O mnie? Nie obawiasz się naszego małżeństwa?
-Nie czemu mam się obawiać? 
-A jakbyś poznała kogoś innego i zakochała się w nim? 
Nastało milczenie. Kim próbowała zrozumieć co tak naprawdę chciał jej przekazać Bayan. W pewnej chwili przybiegły służki, które przerwały milczenie. Para cesarska zaprosiła młodych na omówienie ślubu. Omawiali róże szczegóły. Oczywiście Kim Young miała swoje propozycje i udało się jej przemycić je do uroczystości. Następnego dnia w nocy przyszedł do mnie Wang Yu. Siadł koło mnie i w ciszy towarzyszył mi w odbywaniu wyroku. Spragniona i wygłodniała próbowałam się zdrzemnąć, ale było to praktycznie nie możliwe. Kiedy odszedł strażnik Wang Yu przybiegł z wodą i kluską ryżową. 
-Ale nie dam rady zjeść bo jestem przywiązana.-odparłam.
-Wiem, ale ja ci pomogę.-rzekł Wang.
Wziął pięknie zdobiony kubeczek i stopniowo nachylał go, tak bym mogła się napić, a bym się nie zakrztusiła. Potem  spokojnie i z niezręcznością nagryzłam podtrzymywaną przez Wanga kluskę. W pewnej chwili mężczyzna buchną śmiechem. Spytałam go co go tak rozbawiło, on odpowiedział , że ja. W sposób jaki jadłam i piłam.. Po raz pierwszy od kilku dni zaczęłam się uśmiechać. Właściwie tak minęła nam cała noc, pełna uśmiechu. Dwa dni później po odbyciu kary udałam się z Wangiem do stolicy na zaślubiny księcia Bayana. Wiele mieszkańców państwa uważali że dynastia Jin złamała wiele zasad w sprawie odbywania się ślubu. Jednak jak to ludzie niższej rangi nie mieli nic do mówienia, mogli wznieść bunt, który był od razu tłumiony , ale nie było takiej potrzeby bo w państwie Jin żyło się na wystarczającym poziomie by mieszkańcy kraju mogli przymknąć oko na niektóre sprawy. 




I co sądzicie o nowej CESARZOWEJ?! Uważacie że zmięknie, że matka cesarza pokaże jej gdzie jest jej prawdziwe miejsce? A co zrobi Bayan, zapomni o Nyang i zakocha się w Kim Young? Piszcie w komach. 😀😁

wtorek, 8 listopada 2016

''Dynastia Shin Jin''

Część 9 
 -Zaczekaj chwilę. Nie pędź tak.-próbowałam chwycić oddech.-Słyszysz?! Poczekaj na mnie! Nie mam już siły!
-Hahaha....-Bayan wybuchnął śmiechem.-Czyli wiesz teraz jak ja się czułem , gdy byłem zmęczony a ty mi nie dałaś odpocząć.
-Ale nie byłeś ranny.-odparłam.-Do tego to ja jestem kobietą i nie mam tyle siły co mężczyźni.
-Też mi coś.-parsknął książę.-A kto mnie pobił w stajni dla koni?!
-Nie mam już...-upadłam na kolana.-...siły...
-Nyang nie wygłupiaj się.-mówiąc to Bayan szedł tyłem.-No wstawaj. Nie chcę mi się ciebie nieść.
-Książę!-krzyknęłam wyciągając rękę przed siebie.-Uważaj!
Niestety nie zdążyłam go zatrzymać. Książę idąc tyłem nie zauważył urwiska. Stracił równowagę i spadł ze skarpy prosto do rzeki, mającej silne prądy. 
Chwyciłam się za zakrwawione ramię i szybko wstając, podbiegłam resztkami sił nad przepaść. Spojrzałam w dół i zobaczyłam jak nurt wody rwie młodego księcia, obija go o boki skał...
Nie miałam chwili do stracenia. Skoczyłam zaraz za nim. Przez dosłownie kilka sekund, poczułam się tak lekko, tak niesamowicie, lecz zderzenie z wodą nie było niczym przyjemnym. Gdy wypłynęłam po krótkim czasie na powierzchnie od razu próbowałam dogonić tonącego Bayana, który coraz bliżej był wodospadu. Bałam się, że mogę nie zdążyć i że tam będzie nasz grób. Ta rzeka była  zbyt silna, nawet dla najlepszego pływaka. Machałam rękami i nogami, woda wlewała mi się do uszu i oczu. Obraz stawał się coraz bardziej nie wyraźny. Rana po strzale zostawiała swój krwawy ślad. W pewnej chwili usłyszałam odgłos wodospadu. Na moje szczęście w porę zauważyłam jakiś brzeg. Z pomocą rzeki i swojej wytrwałości ''dogoniłam'' księcia. Chwyciłam go i mocno trzymając starałam się kierować ku brzegowi. Byłam bliska złapania się wystającego drzewa, niestety moje słabe ręce nie zdołały się utrzymać. Topiliśmy się dalej. Młody książę stracił przytomność a ja z bolącą rękę musiałam nas jakoś uratować. Nagle zobaczyłam kończącą się rzekę i wielki wodospad. Próbowałam wszelkich sposobów , które wtedy przyszły mi do głowy, ale to zdało się na nic. Zobaczyłam ostatnią szansę. Wystającą skałę! Nurt rzeki zarzucając nami pozwolił mi złapać się skały. Udało mi się! Już myślałam, że jesteśmy uratowani, jednak się myliłam. Trzymając się ostatniej nadziei, zauważyłam, że tracę czucie w rannej ręce. Próbowałam nad tym jakoś zapanować, niestety się nie udało. Prąd ''wyrwał'' nas od szansy i ostatni raz pod topił , ja uderzając się w głowę puściłam Bayana. Razem z wodospadem z płynęliśmy w dół. Nie wiem jak długo, ale jakiś czas później ocknęłam się na brzegu z poobijaną głową. Bardzo powoli wstałam i odkasłując wodę zaczęłam się rozglądać. Nie bardzo wiedziałam co się wydarzyło.Kilka minut później przypomniałam sobie, że był ze mną książę. Zaczęłam go wołać. 

 
W pewnej chwili zauważyłam go na powierzchni wody , całkiem nieruszającego się. Przestraszona o życie przyszłego cesarza, wbiegłam do wody i ''wyłowiłam'' go z niej. Ponieważ nadchodziła noc musiałam przenieść go do przybrzeżnej jaskini. Tam położyłam go na kamieniu i zaczęłam rozpinać mu strój. Musiał się w końcu ogrzać. Łzy spływały mi jak krople deszczu po policzkach.


-Ocknij się. Bayan błagam cię! Nie możesz odejść!
Ze zdezorientowania odruchowo zaczęłam go uderzać pięściami po klatce piersiowej. Potem nachyliłam się nad nim i ucho nadstawiłam nad jego sercem i wsłuchiwałam się bicia. Jednak niczego nie słyszałam, jedynie jakieś dziwne dzwonienie w uszach. W pewnej chwili zaczął odkasływać wodę. Ze szczęścia jak i z nerwów zaczęłam się na całego śmiać, chorobliwie śmiać. 
-Żyjesz! O Buddo dziękuję ci! 
Szybko ściągnęłam swoją mokrą koszulę i położyłam go koło księcia. Później tak mocno go przytuliłam, że w pewnej chwili przestraszyłam się, że mogłam go udusić, więc go delikatnie położyłam  na kamieniu. 

  

Zimna noc sprawiała, że dygotałam i potrzebowałam ciepła. Nie wiedziałam co mam robić , więc przytulona do księcia zasnęłam. 

 
Następnego dnia z wschodzie słońca, gdy dobrze mi się spało, książę zaczął się przebudzać. Dość szybko jak na takie wydarzenie. 
-Nyang?-zdziwił się otwierając oczy.-Ale...co się stało?!
-O! Obudziłeś się! -spojrzałam na niego i dziwnie się poczułam.


-Co ty Nyang...?
-A tak! Sprawdzałam czy bije ci serce.-zaczęłam bardzo dziwnie mówić, do tego kiwać głową.
-I co bije?-spytał Bayan.
-Co?
-Serce.
-A serce...Nie...to znaczy tak! Bije, bo w końcu żyjesz i jesteś tu i rozmawiasz ze mną...-szybko wstałam i zaczęłam zakładać koszulę. 
Bayan wstał obolały i milcząc starał się zachowywać normalnie, tak jakby o tym co przed momentem nastąpiło w ogóle nie myślał i nie był zdziwiony. Jednak kiepsko mu to wychodziło. Czułam się speszona i zakłopotana. Nie wiedziałam jak mam się od tamtej chwili zachowywać.  Po ciężkim poranku w końcu udaliśmy się do posiadłości Wanga Yu. Koło południa wreszcie dotarliśmy bez żadnego kłopotu do domu. Zmęczeni rozdzieliliśmy się i każdy poszedł do swojej komnaty. Wzięłam ciepłą kąpiel, potem przebrałam się i w końcu zjadłam coś porządnego. Byłam już tak padnięta, że myślałam , że zasnę na stojący. niestety obowiązki wzywały, musiałam wyczyścić stajnie. Tymczasem gdy ja harowałam przy koniach, książę smacznie sobie spał. 
-Wiesz, że nie musisz tego Pani robić?-wszedł Wang Yu. 
-Panie, nie jestem już cesarzową. Właściwie nawet nią nie zaczęłam być. Liczy się tu i teraz. Teraz jestem tu stajenną o imieniu Nyang i służę tobie.-powiedziałam.
-Wiem, ale nie oznacza to że mam przejść koło ciebie obojętnie Nyang. Czemu nie szukałaś pomocy? Dlaczego nie chcesz odzyskać tronu?! Pozwolisz by ta kobieta podszywała się pod ciebie i niszczyła twoje mienie?-Wang próbował zrozumieć.
-Nie nie pozwolę! Ale sądzisz że jest to takie łatwe?!-podniosłam głos.-Zrobię to w odpowiedniej chwili. A teraz pozwól że zajmie się tym koniem.
-Cesarzowo...-zaczął.
-Nie mów tak do mnie! Nigdy! Żeby być cesarzową, trzeba sobie na to zasłużyć. Jeżeli nie chcesz mnie słuchać, to chociaż odejdź i daj mi dokończyć powierzone mi zadanie.-powiedziałam.
Późnym wieczorem, gdy leżałam w swoim łóżku, spoglądając na sufit rozmyślałam nad tym z kim mógł się spotkać El Sumur. Kto to był i co kombinuje? Zastanawiałam się także nad słowami Wanga , który sądził że się poddałam, że nie walczę o swój tron i swój lud. Dni mijały a  ja nie miałam ciągle żadnego pomysłu jak odzyskać należne mi miejsce.  
Kilka dni później...
-Panie masz wszystko?-spytał Jae Sung Mo.
-Tak.-odpowiedział ze smutkiem w głosie Bayan.- Jestem gotowy do wyjazdu.
-Książę czemu się smucisz?-spytał Mo.
-Gdzie jest Nyang?-spytał.-Nie widziałem go od kilku dni.
-A co zaprzyjaźniłeś się z nim?-zdziwił się sługa.
-Tak, ale chciałem się pożegnać z nim.-rzekł.
-Powinien już wrócić ze stolicy.-odpowiedział Sung.-Powinien być już w swoim pokoju.
Książę zostawił swoje bagaże i pobiegł jak najszybciej do mojej komnaty do której właśnie weszłam. Spojrzałam na niego i chciałam niespostrzeżenie wyjść, ale się nie udało. Bayan wstał z mojego łóżka i mocno mnie przytulił. 
-Zostaw mnie!-krzyknęłam.
-Nyang, ale co się stało?-spytał Bayan.
-Nic. Wracaj do swoich komnat, a mnie zostaw w spokoju!- wykrzykiwałam.
-Ale dlaczego?-pytał książę.
-Bo tak.-odparłam.
-Myślałem , że ty i ja...-przerwał.
-Że ty i ja co?-powtórzyłam.-Zapamiętaj sobie powierzono mi zadanie, by ciebie chronić do momentu gdy nie opuścisz tej posiadłości. Dziś odjeżdżasz , więc moje zadanie się kończy. Ty wracasz do pałacu ja do stajni! 
-Nyang, ale co się stało? Wytłumacz mi to!-oburzył się młodzieniec. 
-Muszę ci się tłumaczyć? Bo jesteś księciem? Tak?!-chciałam to jak najszybciej zakończyć.-Nic między nami nie było, nie jest i nie będzie. Przy stworzyłeś mi wielu problemów. Cieszę się że w końcu wyjeżdżasz.
-Nie rozumiem.-rzekł Bayan.
-A czego tu nie rozumiesz? Jesteś aż tak tępy , że nie możesz pojąć tego co do ciebie mówię?!-próbowałam się od niego odczepić. 
-Nie o to chodzi.-rzekł.-Po prostu nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktujesz. Raz jesteś wspaniała, czuje że jesteśmy sobie bliscy tak jak wtedy nad wodospadem, a drugi raz jesteś oschła, serce masz z kamienia i zlodowaciałe. Boisz się uczuć!

Nagle przyszedł strażnik po księcia z wiadomością , że muszą już odjeżdżać. Jednak ja słysząc to co mówi Bayan nie zważałam na obecność sługi tylko dalej prowadziłam tą rozmowę, czy kłótnie.

 
-Nie! Niczego się nie boję! Odejdź!-krzyczałam.
-Nie! Nie odejdę dopóki mi nie powiesz dlaczego tak się zachowujesz Nyang.-upierał się przy swoim książę.
-Bo jesteś prostackim dzieckiem. Nie jesteś wart nawet kluski ryżowej. Współczuje twojemu ludowi jak obejmiesz tron. Zniszczysz to państwo!
-To nie prawda. Nie mów tak! Nic dla ciebie nie znaczę?! Jesteś egoistką, myślisz że będzie ktoś chciał tak oschłą kobietę do tego służkę i stajenną?! Chciałem ci dać szanse, ale nie zasługujesz nawet na to by mnie widzieć.
-O książę Bayan pokazał na co go stać!-krzyczałam przy wszystkich , którzy właśnie się zlecieli.
-Wang Yu proszę cię byś ukarał Nyang, za znieważanie przyszłego cesarza przy swoich poddanych.-mówił książę ze łzami w oczach.

 Ja już nie mogłam dłużej powstrzymać napływających mi do oczu łez, pobiegłam na zewnątrz i rozpłakawszy się wzięłam konia i pojechałam tam gdzie zawsze , gdy miałam złe dni, do Ilsu. Tymczasem Bayan rozżalony wsiadł do powozu i ruszył w drogę powrotną do pałacu. W tym samym czasie w pałacu Shin ''wielka cesarzowa'' - Kim Young Tokeum przygotowywała się do zaręczyn z księciem Bayanem. Po południu przyszły władca dojechał do pałacu. Zasmucony, nawet nie przywitał się ze swoimi rodzicami tylko od razu udał się do swojej komnaty. Sługa słysząc naszą kłótnie u Wanga odparł:
-Panie, nie martw się. Ona nie jest warta twoich łez. Zapomnij o niej.
-Ale jak? Skoro ja ją chyba...kocham.
-Książę! Nie wolno ci! Ona ma rację, lepiej żebyście się już nigdy więcej nie spotkali. Wiesz, że kara by ci groziła gdybyś spotykał się ze stajenną.
-Wiem! Ale nie mogę  o nie zapomnieć, od czasu piętnastu urodzin. Wtedy ją pierwszy raz spotkałem.
-Zapomnij Bayanie. Idź się przygotuj bo, wnet przybędzie twoja wybranka. Cesarzowa z dynastii Shin. 
-Ja nawet nie wiem czy chcę ją poślubić tą cesarzową.
-Nawet nie mów tego głośno ani nie myśl! Jeżeli jej odmówisz, powstanie wojna. Wiele ludzi zginię.
-Chyba masz rację, mój wierny sługo. Zapomnę o Nyang.-mówiąc to książę poszedł wziąć kąpiel, potem przebrał się w szykowne szaty i wyczekiwał swojej wybranki.
Tymczasem w posiadłości Wanga Yu trwało wielkie poruszenie, już każdy wiedział, że jestem kobietą. A wszystko to za sprawą Bayana. Z wielką gracją i z dużym spóźnieniem w końcu do pałacu Jin zajechał powóz z przyszłą małżonką  Bayana.
-No wyjdź po nią synu.-popychała księcia matka.
Książę wyszedł na przeciwko powozu i zadumany rozglądał się na boki. W końcu z pojazdu wyszła młoda dziewczyna ubrana w szykowne szaty, z rozpuszczonymi czarnymi włosami i ze zasłoniętą twarzą rękami. Bayan spojrzał na nią a ona powoli odsłoniła twarz , ukłoniła się i z uśmiechem na twarzy wpatrując się w księcia Bayana  powiedziała:

    
-Witam Wasza Wysokość. Jestem Cesarzowa Kim Young. Do usług. 



Jak widać dość długo zwlekałam z kolejną częścią, ale na szczęście już jest. Mam nadzieję , ze wkrótce napiszę 10 część losów księcia Bayan i Seungnyang. Dopiero w tej części zobaczyliście Kim Young Tokeum. Od teraz będzie odkrywała większą rolę niż wcześniej i pokaże swoje oblicze. Jak sądzicie czy Bayan zapomni o Nyang? Czy jeszcze się kiedyś spotkają?! Piszcie w komach. Z góry chcę przeprosić za powtórzenia i błędy wszelkiego rodzaju ale jest dość późno właśnie jest tera godz. 00:45 więc już racjonalnie nie myślę, ale mam nadzieje że najgorzej nie wyszła ta część ;)








niedziela, 16 października 2016

''Dynastia Shin Jin''

                                   Część 8
 Nazajutrz z samego rana sprzątałam boksy dla koni. W ciszy i ze skrywaną złością zaczęłam czyścić konie, aż nagle do stajni wpadł ''gwar'', który nazywał się -Bayan. Zakłócił mój spokój krzycząc z radością:
-Nyang! Witaj kochana, co tam u ciebie?
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać po tym co się zdarzyło poprzedniego dnia wieczorem. Byłam właściwie o dwie rzeczy wściekła. O to że wyjawił moją tajemnicę, a druga to ta , że zgubiłam pamiątkę po moich rodzicach. 
-Nyang chodźmy po spacerować. Jest taki piękny dzień...-podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. 
Zdecydowanym ruchem odwróciłam się twarzą w księcia stronę i zaczęłam stopniowo podnosić głos.
-Odczep się ode mnie! Co ty sobie wyobrażasz?! Odejdź i nie pokazuj mi się więcej na oczy!
-Nyang, ale co się stało? Co ja ci takiego zrobiłem?
-Ty się jeszcze pytasz?! Módl się by Wang Yu niczego nie pamiętał! Bo inaczej marny twój los.-popchnąwszy Bayana, wybiegłam ze stajni. 
Ledwo co wypowiedziałam te słowa, a na swej drodze spotkałam Wanga, który poprosił mnie o wspólną rozmowę. Spacerowaliśmy po posiadłości bardzo długo. Miałam momenty gdzie sądziłam , że czasami dłużej rozmawiamy niż chodzimy. Właśnie Wangowi jako pierwszemu i jak na tamten czas ostatniemu powiedziałam całą swoją historię. Najpierw nie mógł w to uwierzyć, że jestem prawdziwą spadkobierczynią tronu dynastii Shin. Powiedział, że musi to w ciszy poukładać. Dałam mu czas, bo w końcu nie często się spotyka cesarzową , która sprząta stajnie. Ze łzami w oczach ruszyłam do swojego pokoju. Tam położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać, tak mocno, że przemokły niektóre części pościeli. Tymczasem książę poszedł do swojej komnaty po mój wisiorek z pierścieniami i zamierzał mi go oddać. Już był przed drzwiami, gdyż usłyszał mój płacz. Dotknął ręką drzwi, opuścił głowę o pokiwał nią raz w lewo, raz w prawo i mocno ściskając w lewej dłoni naszyjnik wrócił do siebie. Po jakimś czasie do mego pokoju wszedł Mo i poprosił mnie o przysługę.
-Nyang, mógłbyś pojechać na granicę zawieźć zapłatę i dodatkową broń armii?
-Tak, jasne. A ty dlaczego nie możesz jechać?
-Taka głupia sprawa...Umówiłem się z kimś i zapomniałem, że dzisiaj trzeba jechać na...
-Dobra, nie tłumacz się. Idź, ja pojadę za ciebie. Nie ma problemu. I tak nie mam dziś nic do roboty.
-Dziękuję ci. Za to posprzątam raz stajnie za ciebie.
Gdy Mo wyszedł, szybko się przebrałam i ruszyłam na koniu wraz z trzema innymi strażnikami na granicę. Widząc to ,Bayan ruszył za mną. Po paru godzinach jazdy dotarłam w końcu na miejsce. Strażnicy zabrali zapłatę i broń, a ja postanowiłam trochę odpocząć. Bo jednak siedzenie w siodle parę godzin nie sprawia radości zwłaszcza dla kobiety. Tymczasem książę biegał po namiotach i szukając mnie, pytał spotkanych mężczyzn czy mnie gdzieś nie widzieli. Nagle wbiegł do zbrojowni. Stanął po środku namiotu i się przez chwilę zastanawiał.
-Sądzę, że przydałaby mi się jakaś ochrona...Wszędzie tu są jakieś ostre przedmioty...Będę miał pewność, że nic mi się nie stanie.-mówiąc sam do siebie wziął zbroję i ubrał ją na siebie, a następnie pobiegł w dalszą drogę w poszukiwaniu mnie. 
Przebiegł prawie przez cały obóz aż w końcu zdyszany wbiegł do namiotu  pełnego żołnierzy popijających wino. Jeden z mężczyzn wstał i przyłożył mu miecz do gardła pytając:
-Kim jesteś?
-Je, je, je...jestem książę Bay...Bayan.-zaczął się jąkać.
-Hahaha...-mężczyzna wybuchnął śmiechem.
-Naprawdę.
-Więc czego tu ''książę'' szukasz?-spytał pogardliwie wojownik.-Tu nie ma łaźni z płatkami róży! Hahaha...
-Szukam Nyang.-odparł przestraszony.-Taka szczupła kobieta, krótkie włosy, średniego wzrostu.
-Koledzy spójrzcie na niego!-krzyknął mężczyzna.-Najpierw był księciem a teraz szuka kobiety w wojsku!
Cały ''namiot'' buchnął śmiechem. Wszyscy tak głośno się śmiali z młodego księcia, że aż niektórzy spadali z krzeseł. Młodzieniec miał tego dość, wybiegł z namiotu i stanął na polu rozglądając się dookoła. W pewnej chwili dostrzegł mnie wchodzącą do sąsiadującego namiotu. Pobiegł za mną. Szykował się do krótkiej drzemki, lecz usłyszałam nadchodzące kroki. Szybko zerwałam się na równe nogi , wzięłam do ręki miecz i kierowałam się ku wejściu. 
-Nyang! Poczekaj chwilę, za nim zrobisz coś czego będziesz później żałowała.
-Co ty tu robisz?!
-Moja...
-Tylko nie ''moja''.
-Dobrze, więc Seungnyang chciałem ci oddać od razu, ale jakoś tak...zapomniało mi się.
-O czym ty mówisz?
-Ten wisiorek...
Książę z kieszeni wyjął cenną dla mnie rzecz. Potem kazał mi wyciągnąć dłoń, na której później położył naszyjnik. Szybkim ruchem ręki schowałam go do kieszeni. Z jeszcze większą złością wyszłam z namiotu. W pewnej chwili książę chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Przerażonym wzrokiem spojrzałam mu w oczy. Nagle pojawił się mężczyzna , który wcześniej przyłożył miecz Baynaowi do szyi. Spojrzał na nas pogardliwie i już otwierał usta by coś powiedzieć. Ja szybko musiałam zareagować. Chwyciłam księcia za ucho i wyprowadziłam na oczach mężczyzny na pole. Potem go kopnęłam z lewej i prawej strony i zaczęłam pozornie krzyczeć!


-Zachciało ci się kraść! Ty złodzieju! Zaraz się z tobą rozprawie!
-To złodziej? Zabij go!-krzyczał mężczyzna kibicując mi.
-Tak jest, ale wezmę go z dala od namiotów.-odparłam.
Ciągnąc go jeszcze przez chwilę za ucho doprowadziłam go do stajni. Kazałam mu wziąć konia i uciekać, lecz on nie posłuchał. Próbował ze mną porozmawiać.
-Nyang proszę cię. Porozmawiaj ze mną. Ja nie chciałem wyjawić twojego sekretu. Myślałem że Wang wie.
-To nie tylko o to chodzi! Po prostu odkąd się pojawiłeś to moje życie znów zaczęło się kruszyć! 
-Nie krzycz. Proszę cię. Chcę ci powiedzieć, że...
-No co chcesz powiedzieć? No mów!
-Jestem tymczasowo wygnanym księciem i
-No i co z tego i tak za jakiś miesiąc wracasz do swojego pałacu by przejąć tron i nieść szczęśliwe życie z Cesarzową Shin., a ja tu zostanę już na zawsze i do końca będę stajenną! Nie ma dla mnie wyjścia.
-Seungnyang to nie o to chodzi. Chcę cię prosić byś pojechała ze mną do pałacu. Tam będziemy już zawsze razem. 
-Że co?! Pojadę tam jako kto? Twoja żona czy nałożnica?! 
-Pracowałabyś jako moja służąca. To i tak lżejsza praca. Miałabyś wygodniejsze łóżko, dobre jedzenie, a ja bym był szczęśliwy.
-Książę nie łudź się. Ja byłabym już na zawsze twoją służącą. Poza tym skąd wiesz czy nie chcę zostać? 
Łzy zaczęły mi napływać do oczu, czułam, że zaraz eksploduje. Nie chciałam już z nim rozmawiać. Próbowałam go ominąć, ale się potknęłam. 

 
Bayan mnie chwycił i chciał dalej mnie namawiać. Trzymał mnie za ręce i patrzył na mnie błagalnym wzrokiem. W końcu nie wytrzymałam. Przyłożyłam mu w twarz z obu stron a potem go kopnęłam. Książę upadł a z nosa ciekła mu krew.

 
 Zostawiłam go bezlitośnie i poszłam osiodłać konia. Bayan jednak nie odpuszczał. 
-Nie pomożesz mi Nyang?
-Dobrze pomogę ci.-mówiąc to podeszłam do niego i chwyciłam go za ucho i tak go podniosłam.
-Aaaaaaauuuu....-przeraźliwie zapiszczał z bólu. 

  

Książę nie pozostał mi dłużny popchną mnie a ja  uderzyłam się w rękę, widząc to chłopak klęknął nade mną i pomógł mi wstać. Potem spytał czy może coś dla mnie zrobić. Ja zwaliłam go na podłożę. 

 
-Tak możesz coś zrobić. Posprzątaj to na czym teraz wylądowała twoja cesarska twarz!-kucnęłam nad nim i wskazałam mu głową odchody. 
Książę cały zbladł z obrzydzenia i wytarł swoją twarz a potem posprzątał to o co go poprosiłam. Gdy byliśmy już w końcu kwita , wzięliśmy konie i ruszyliśmy w drogę powrotną do posiadłości Wanga Yu. 

  

Noc była wyjątkowo zimna. Rozgwieżdżone niebo oświetlało nam drogę. A księżyc w pełni towarzyszył nam przez całą podróż. Noc była długa , tak jak nasza podróż do domu i cicha jak śmierć. Nie było nic słychać, prócz stukania kopyt. W milczeniu spokojnie kłusowaliśmy po polnych ścieżkach w środku gęstego i ponurego lasu. Mój spokój przerwał nagle Bayan mówiąc, że musi iść za potrzebą. Ja westchnęłam, zsiadłam z konia i przypilnowałam klaczy księcia. 
-Tylko nie oddalaj się zbyt daleko!-krzyknęłam ze śmiechem.-Bo jeszcze się zgubisz! 
-Dobra, przestań zrzędzić. Zaraz wrócę.-odparł niezadowolony chłopak.-To raczej ty czekaj na mnie. Nie ruszaj się beze mnie na krok. W końcu odpowiadasz za mnie.
-No tak. Muszę cię niańczyć.-mówiąc to poszłam na bok, by nie stać na środku drogi. 
Czekałam, czekałam i czekałam...I doczekać się nie mogłam. Już miałam go wołać, gdzie jest, lecz nagle zauważyłam , że mój koń zaczyna się niepokoić. Zaczął rżeć i uderzać kopytami i podłoże. Nagle usłyszałam nadjeżdżające konie. Szybko uciekłam do krzaków, konie były zbyt uparte, więc zostawiłam ich na poboczu. W pewnej chwili ujrzałam tego zdrajcę regenta- El Sumura, który nadjeżdżał z wojskiem z lewej strony. Natomiast z prawej wyjechał mu na spotkanie powóz. Blask księżyca oświetlił mi trochę widok i dostrzegłam , że w karocy siedzi jakaś kobieta. Zapewne była to jakaś ważna osoba. Bo nikogo ze zwykłych mieszkańców wiosek nie było by stać na strażników i powóz. El Sumur z siadł z konia i wsiadł do środka. Zaczął rozmawiać z kobietą. Ich cień pokazywał, że starzec dał jej coś podpisać. Potem każde z nich się rozjechało w swoją stronę. Wyszłam zza krzaków , a nasze konie spłoszone uciekły. Chwilę później zaczęłam wołać księcia. Jednak nie odzywał się. Przestraszyłam się o niego. Wbiegłam do lasu i zaczęłam go szukać. Tymczasem wyszedł na drogę
-Nyang gdzie jesteś?! Heej!-przerażony ,że mnie nie ma siadł na kamieniu i czekał na mnie.
Po nieudanych poszukiwaniach wróciłam do punktu wyjścia i zobaczyłam księcia siedzącego i ocierającego łzy. Podeszłam do niego i o wszystkim mu opowiedziałam. 
-Ja nic nie słyszałem naprawdę.-był zdziwiony. 
-Och!-westchnęłam.-Musimy iść na nogach. Sądzę, że gdzieś nad ranem będziemy na miejscu.
-Że co? Dopiero?! No nieee...-zaczął marudzić Bayan.
-Pójdziemy przez las , będzie szybciej.-odparłam i ruszyłam w drogę.-Jeżeli chcesz ,możesz tu zostać. 

Przestraszywszy się, książę podbiegł do mnie i chwycił mnie znowu za rękę i mocno trzymając maszerowaliśmy tak przez las. Droga była dość ciężka, więc już po jakimś czasie książę zaczął zostawać w tyle. A ja zamiast dać mu odpocząć ,jeszcze bardziej go poganiałam. 
-Już nie mam siły. Nyang. Błagam cię.-sapał ze zmęczenia chłopak. 
-No dobrze.-rzekłam.-Tu jest dobre miejsce.
-Na co?-spytał.
-Ty się prześpij a ja cię popilnuję. Nad ranem ruszymy dalej.-odpowiedziałam.
-Ale zimno jest! Zamarznę tu.-Bayan zaczął się trząść ze zimna.
-To już nie mój problem.-oznajmiłam.
-A czyj jak nie twój? To w końcu ty wypuściłaś konie.-powiedział chłopak.
-Dobra, nie ważne. Połóż się a ja cię nakryję. -mówiąc to nazbierałam suchych liści i okryłam nimi księcia.
Jednak to nic nie pomogło cały był zmarznięty, więc ściągnęłam narzutkę i okryłam go nią. 

 
Bayan uśmiechnął się po kryjomu i zamknął oczy, a chwilę później zasnął. Ja tymczasem siedziałam pod drzewem i czuwałam. Niestety moje powieki stały się zbyt ciężkie. Opadły mi i zasnęłam. Następnego dnia o świcie słońca, młody książę wstał i podszedł do mnie. Klęknął przede mną pogłaskał mnie po policzku a potem mnie ucałował w policzek. Nagle otworzyłam oczy i szybko go odepchnęłam.
-Nie rób tak więcej.-rzekłam otrzepując swoje ubranie.-Idziemy dalej. 
Książę wstał i szedł równo ze mną. Zbliżało się już południe książę znowu opóźniał marsz. W końcu nie wytrzymałam. Znalazłam już sposób jak temu zaradzić. 
-Nie ruszaj się.-powiedziałam.
-Co chcesz zrobić?-spytał przerażony książę.
-Nie bój się. To nic takiego.-mówiąc to wyciągnęłam sznur.
Obwiązałam nim księcia, a potem sama drugim końcem przywiązałam go sobie do pasa. Najdalej mógł być ode mnie trzy metry. Jednak to też zbytnio nie pomogło bo ciągle się potykał i stękał że go nogi bolą. Na to też coś znalazłam obwiązałam mu stopy takim materiałem. To chociaż trochę pozwoliło uśmierzyć ból. W pewnej chwili usłyszałam szczekanie psów. Byli to kłusownicy. Nie warto było z nimi zadzierać. Byli niebezpieczni. Kogo złapali tego zabijali. Bayan zaczął panikować. Ja wzięłam nóż do rąk i odcięłam sznur. Mieliśmy zaledwie parę minut by wymyślić jakiś niezawodny plan. 
-Widzisz to drzewo?-spytałam.-Szybko wskakuj na niego. Ja ich odciągnę , a potem wrócę po ciebie. 
-Nyang nie!-krzyknął.-Proszę cię, nie zostawiaj mnie.
-Wrócę, bo przecież jestem twoją opiekunką, a dzieci się nie zostawia co nie? Haha...Nie martw się.
Przed odciągnięciem uwagi zdążyłam pomóc jeszcze chłopakowi się wspiąć na drzewo. Potem ruszyłam biegiem z dala od drzewa. Uciekałam ile miałam siły w nogach. Mijałam drzewa jedno po drugim. 

  

W pewnym momencie na swojej drogi zauważyłam zająca, strzeliłam do niego i trzymając go za uszy zwabiałam ich. Głosy ujadających psów były coraz bliżej. Na szczęście na swojej drodze spotkałam bagna, królika wyrzuciłam w przeciwną stronę a sama skoczyłam. Byłam cała brudna, a nie przyjemny zapach pozwolił mi się dobrze ukryć. Potem przeczekałam na drzewie. Psy podleciały do zabitego zająca. A kłusownicy byli rozczarowani, że tyle biegli za nieżywym królikiem. Wzięli ze sobą zdobycz i udali się w dalszą drogę. Tymczasem ja wróciłam do księcia. 
-Och! Nyang jak ty śmierdzisz!-Bayan zatykał nos. 
-Nie komentuj. Chodźmy dalej.-odparłam. 
Po południu dotarliśmy już do Ilsu. Stamtąd mieliśmy już tylko kawałek do domu. Postanowiliśmy tam odpocząć. Bayan położył się w przybrzeżnej łódce,a  ja wskoczyłam w ubraniach do morza i tam trochę się wyczyściłam. Gdy ubranie mi już przeschło mieliśmy iść dalej. Jednak zauważyłam kogoś na wzgórzu. Starszy mężczyzna siedzący na koniu i celujący strzałą wprost na księcia. Nie miałam chwili do zastanowienia zasłoniłam Bayana własnym ciałem. Mężczyzna wystrzelił a potem uciekł. Strzała trafiła mnie w ramię. 

-Nieeeeee!-krzyczał przeraźliwie książę.
Upadłam na ziemię i stękałam z bólu. Łzy leciały mi po policzkach jak grochy. Krew spływała po ręcę.
-Co mam robić? O Buddo!
-Bayan uspokój się. Na trzy , jednym zdecydowanym ruchem wyciągnij strzałę.
-Nie dam rady, nie, nie...nie mogę!
-Zrób to, albo...auu...
-Dobrze, ale jak zemdleje to...
-Nie zemdlejesz. Wieżę w ciebie. 
-Jestem zbyt...
Chwyciłam go za ubranie a potem spojrzałam mu w oczy i...pocałowałam go.
-Teraz dasz radę?-spytałam.
-Dobrze.-odparł.
-Raz, dwa...-zaczęłam wyliczać.- trzy!
-Auuuuu!-zapiszczałam z bólu. 
Strzała została wyciągnięta. Potem Bayan zaczął się śmiać, później spojrzał na strzałę i zemdlał. Śmiejąc się łzy nadal spływały mi po twarzy. Później wstałam ,zamoczyłam trochę materiału w morzu i zawiązałam sobie ramię. Poczekałam gdy książę się obudzi i dalej ruszyliśmy w stronę upragnionego domu. Ze zmęczeniem w słońcu maszerowaliśmy wzdłuż brzegu. 


Na razie to tyle, mam nadzieje , że najgorzej ta część nie wyszła już za niedługo kolejna część, a teraz chcę wam pokazać link do bloga pewnej dziewczyny , który jest świetny, obecnie zaczyna pisać nowe opowiadania, chętnie zachęcam do czytania jej bloga, bo ma dziewczyna talent. Zakochałam się dosłownie w jej opowiadaniach o to on: http://butterflyyoja.blogspot.com/2016/10/the-song-of-love-prolog.html