kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

niedziela, 11 października 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 54

-Cesarzowo, cesarz Bayan znów odesłał list.-powiedziała służka.

-Rozumiem. Możesz odejść.-odparłam kładąc list na kupce odesłanych przez Bayana wcześniej listów.

Odsyłał każdy jaki przysyłałam. Było ich już dwanaście. Starałam się z nim skontaktować, jednak będąc tak właściwie uwięziona  w innym pałacu, z dala od męża nie byłam wstanie tego zrobić inaczej niż przez wiadomości na kartkach papieru. Moje służki też miały zakaz udzielania mi jakichkolwiek informacji odnośnie spraw państwowych ,pałacu aż w końcu samego cesarza. Siedziałam całymi dniami w komnacie i czytałam książki, trochę pograłam na harfie, lecz większość czasu spędzałam modląc się. Dni mijały jeden za drugim, wschód i zachód słońca, dzień i noc, śniadanie i kolacja, książki i modlitwa...monotonia stawała się już do nie zniesienia. Moje serce tak bardzo krwawiło i nie potrafiłam tego zatrzymać. Zbyt wiele wolnego czasu i bezsenne noce powodowały , że czułam się jeszcze gorzej. Właśnie w tych momentach dopadały mnie najgorsze myśli. Rozpamiętywałam wszystko i próbowałam jakoś logicznie wszystko wyjaśnić. Wspominałam dawne czasy, ludzi których już nie ma i moją drogę aż do tego momentu. Czasami potrafiłam sobie wyobrazić jakby wyglądało moje życie gdybym nie straciła rodziców, gdybym odpuściła walkę o tron , aż w końcu gdybym nigdy nie spotkała i pokochała Bayana...W której wersji byłabym naprawdę szczęśliwa? Tak bardzo chciałam usunąć ból wewnętrzny, że każdego wieczoru prosiłam sługi by drewnianym kijem obkładali moje ramiona w czasie modlitwy. Dopiero wtedy czułam się lepiej, wtedy kiedy ból fizyczny przykrył wewnętrzny. 

Potrzebowałam z kimś porozmawiać z kimś komu ufam. Postanowiłam , więc napisać do Toghuna. On jedyny odpowiedział mi na list. Obiecał, że przyjedzie kiedy znajdzie chwilę. I tak też się stało. Cztery dni po dostaniu listu przyjechał. Zaprosiłam go na obiad do swojej komnaty. Odesłałam służbę i w końcu mogłam spokojnie porozmawiać. 

-Powiedz mi Toghunie co tam u ciebie? Pewnie ciężko kiedy nie ma Yoony.

-Nadal czuję się ...przytłoczony tym wszystkim, ale trzeba żyć dalej. A ty cesarzowo jak się miewasz? Coś źle wyglądasz. Dobrze się odżywiasz, nie jest ci tu źle? 

-Mam wszystko ,ale nie mogę nic jeść. Niczego nie rozumiem, tak bardzo bym chciała wiedzieć co się dzieje, ale nikt mi niczego nie mówi. Toghunie proszę cię, jeśli coś wiesz powiedz mi to, choćby to bardzo bolało. Toghun już  mnie nie kocha?

-To nie tak. Toghun jeszcze nigdy nie kochał nikogo tak mocno jak ciebie. Cesarzowo, nie mogę ci powiedzieć. Mam zakaz. 

Wiedziałam, że jeśli ktoś ma mi powiedzieć prawdę to tylko Toghun. Musiałam tylko go docisnąć. 

Wstałam z krzesła, klękłam przed mężczyzną, złapałam go za ręce i wbijając swoje załzawione oczy w twarz Toghuna powiedziałam: 

-Toghunie, muszę znać prawdę. Powiedz mi, przecież nie zdradzę , że to ty mi powiedziałeś. Nie masz się czego bać. Niewiedza jest gorsza od okrutnej prawdy. 

-Ja uważam inaczej, lepiej żyć w pięknym kłamstwie niż cierpiąc każdego dnia za prawdę. 

-Ja wybrałam okrutną prawdę, więc proszę powiedz mi, 

-Ale robię to nie dlatego, że mnie cesarzowo prosisz, tylko dlatego, że liczy się dla mnie wasze wspólne dobro, a to co teraz się dzieje nie jest dobre dla żadnego z was. 

-Co masz na myśli?

-Cesarz tym co teraz robi krzywdzi was oboje. A jeśli dojdzie do tego...to on będzie cierpiał bardziej bo cię nie będzie widział , a ty sobie nie wybaczysz, że wcześniej o tym nie wiedziałaś. Nie mogę pozwolić by takie brzemię na ciebie spadło. 

-O buddo! Ale powiedz o co ci chodzi! Do czego dojdzie, czego sobie nie wybaczę?! Mów!

-Bo Bayan...Chodzi o to , że...Po prostu cesarz jest chory.

-Nie rozumiem. Przecież, wezwiemy najlepszych medyków. Nie rozumiem w czym problem, dlaczego mnie tu odesłał...wytłumacz to.

-Cesarz jest śmiertelnie chory. Było u niego już wielu medyków z całego państwa, każdy mówi to samo. Nie ma szans na przeżycie...

-To niemożliwe! Przecież Bayan jest młody. To jakieś przemęczenie, weźmie wolne, ja się wszystkim zajmę i będzie dobrze. To przemęczenie, sam tak powiedział. 

-Przykro mi Pani...Cesarz ma to co jego babka, matka jego ojca. Z dnia na dzień będzie tracił siły, nogi będą go boleć, zacznie kaszleć krwią, pewnego dnia przestanie chodzić, potem przestanie się ruszać aż któregoś dnia odejdzie na zawsze...

-Kłamiesz!

-Chciałbym, żeby to było kłamstwo, ale tak nie jest...Cesarz wierzy w to , że jeśli cię odtrąci , odeśle z dala od siebie , jeśli nie będziesz patrzeć na jego cierpienie, to jak traci siły, to że będzie mniej cierpiał...a ty jeśli go znienawidzisz będzie mu łatwiej odejść...

-Ale on jest dziecinny, przecież ja go nie mogę znienawidzić. On nie może odejść, nie pozwolę mu, wygramy to. On mnie po prostu nie kocha...powiedz mi, że cesarz Bayan przestał mnie kochać a ci uwierzę. Nie mów, że umiera, nie mów, że go nie będzie ze mną...To nieprawda!

Przez chwilę nie wiedziałam jak zareagować. Mój rozum odtrącał te myśli, jednak ciało wiedziało lepiej, przyjęło tą okrutną prawdę. Ręce zaczęły mi drżeć wraz z wargami, łzy jak wodospad wypłynęły z oczu, a ciało pokryła gęsia skórka. Nie potrafiłam wstać z podłogi. Toghun klęknął przy mnie i objął mnie swoimi silnymi ramionami. W tamtej chwili nie czułam niczego. Myśl uderzała o drugą myśl, duszności zbijały się w moim ciele o zmarznięcie.  Nie wiedziałam co się później działo. Tak jakbym całkiem przestała kontaktować. Później pamiętam tylko moment w którym leżałam w łóżku a Toghun robił mi obkłady, potem zasnęłam. Kiedy się obudziłam Toghun siedział koło mnie. Przetarłam oczy ręką po czym podniosłam się do pozycji siedzącej. Toghun spojrzał na mnie i spytał:

-I jak się cesarzowo czujesz?

-Nie gorzej niż wczoraj. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Muszę tam jechać, muszę mu powiedzieć, że go kocham i go nie zostawię. 

-Nie możesz wyjść poza ten pałac. Do momentu kiedy cesarz nie cofnie rozkazu. 

-Ale Toghunie zrozum to! Ja muszę z nim tam być! Nie wybaczę sobie jeśli on umrze a ja będę tu tkwić!  

-Nie możesz tam pojechać, chyba że...

-Chyba że co?

-Cesarz sam przyjedzie do ciebie. On te kilka dni już nie może wytrzymać..

-Ale ja nie mogę, nie chce dłużej czekać. Co sprawi, że przyjedzie tutaj?

-On cię zbyt mocno kocha, może jeśli do cesarza dotrze informacja ,że coś się z tobą pani dzieje ,na pewno szybko tu przyjedzie. 

Po szybkim namyślę, doszłam do wniosku , że Toghun ma rację. Skoro ja nie mogłam pojechać do męża, to mąż musiał przyjechać do mnie. Poprosiłam Toghuna by powiadomił cesarza o moim kiepskim stanie. Chociaż to było kłamstwo to w słusznej sprawie. Toghun popędził do pałacu, a mi pozostało czekanie. Wyczekiwałam Bayana przez sześć dni, lecz dopiero przybył siódmego, późną nocą. Wbiegł do komnaty tak jakby nigdy nie chorował. Przez chwilę miałam wrażenie, że wszystko jest dobrze, lecz szybko się otrząsłam. Z tyłu głowy słyszałam cały czas słowa Toghuna: "przestanie chodzić...któregoś dnia odejdzie...'' Znów czułam jakbym miała się rozpłakać, ale nie nie mogłam pokazać swojej słabości musiałam być silna, silna dla niego , dla nas obojgu. Schodząc z łóżka wyszłam na przeciwko Bayana. On blady jak śnieg spytał co się dzieje, ja nie chciałam kłamać. Powiedziałam mu, że czekałam na niego.

-Nyang na pewno wszystko w porządku? Jesteś taka blada, twoje usta są spierzchnięte, masz gorączkę! Zimno ci?  -Bayan ściągnął swój płaszcz i otulił mnie nim. 

Jak dobrze znów było stać wtuloną w jego ramionach, poczuć to ciepło wypływające z jego bijącego rytmicznie serca. Kiedy nie widział wypuściłam z oczu kolejne krople łez i rzekłam: 














-Zabierz mnie ze sobą. Nie każ nam żyć osobno. Tak wiele przeszliśmy, przejdziemy więcej. 

-Nie mogę Nyang. Kiedyś to zrozumiesz...-odwrócił się plecami do mnie. -Jeśli wymyśliłaś to wszystko by wrócić do pałacu to ci się nie udało. 

-Ale dlaczego? Dlaczego skazujesz na cierpienie siebie i mnie? Kocham cię i chyba tylko to się liczy. Będę przy tobie mimo wszystko bo tego chcę i żaden dokument tego nie zmieni, żadne słowa nie zaprzeczą naszemu sercu.  -położyłam dłoń na jego lewym ramieniu. 

Po dłuższej ciszy Bayan odwrócił twarz w moją stronę i ze ściśniętym gardłem oświadczył: 

-Jestem śmiertelnie chory. 

-Damy sobie radę, ale pozwól mi trwać przy tobie. 

-Nie rozumiesz. Nyang! Ja umieram! Nic się nie da już zrobić! Odesłałem cie tu byś nie patrzyła jak z dnia na  dzień tracę siły, odchodzę. Nie chcę byś widziała we mnie słabego człowieka , który nie potrafi zająć się sobą a co dopiero swoją żoną. 

-Nie Bayanie, tobie nie chodzi o to że spojrzę na ciebie jak na słabego człowieka. Ty boisz się , że nie będę patrzyła na ciebie tak jak zawsze, że odwrócę się od ciebie. Ty boisz się odrzucenia, dlatego pierwszy chciałeś mnie odrzucić wbrew swojej woli . 

-Tak! Boję się tego! Jesteś zadowolona?! 

-Pomyliłeś się. Ja ciebie nigdy nie zostawię, będę do końca z tobą. 

-Teraz tak mówisz, ale dasz radę? Dasz radę patrzeć jak z dnia na dzień przestaje chodzić, jak kaszlę krwią, jak sam nie będę wstanie siąść?! 

-Jestem twoją żoną, przeszłam przez wiele rzeczy jestem silną kobietą. Dla mnie liczysz się ty nieważne w jakim stanie i z czym, bo to miłość. Dla miłości nie ma choroby ani  biedy.

Nagle Bayan zachwiał się i mocno się na mnie wsparł. Jeden ze służących pomógł mi doprowadzić cesarza do łóżka. Tam siedliśmy i oboje tak po prostu siedzieliśmy przytuleni. Potem mój ukochany władca rozkazał służbie zostać do rana w tym zastępczym pałacu. 

-Co ci się tu stało?-spytał Bayan wskazując na moje posiniaczone ramiona.

-Cierpiałam fizycznie bo ciebie tu nie było, więc mogłam ten ból zakryć tylko bólem fizycznym. To przynosiło mi ukojenie. To moja ofiara.

-Poczekaj pójdę po maść.

Cesarz powoli wstał i wyszedł z komnaty. Po chwili przyniósł ziołową maść. Delikatnie odsłonił moje ramiona, a koniuszki palców włożył do pudełeczka, następnie dmuchając moje obolałe ramię zaczął delikatnie rozcierać gęstą masę. Potem siadł za mną, a swoimi rękami objął mnie od tyłu. Jego podbródek wylądował na moim ramieniu, a jego usta nie zbyt głośno wypowiedziały:

-Jutro wrócimy do naszego domu. Kocham cię i chcę byś była dopóki nie odejdę. 























sobota, 10 października 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 53 

Tydzień później...

-Wzywałeś mnie Bayanie.-powiedziałam.-Czy coś się stało?

-Nyang-złapał mnie za dłoń-Usiądź koło mnie. 

-Ale o co chodzi?-zapytałam.-Czemu masz taki dziwny wyraz twarzy? 

-Proszę weź swoje rzeczy z naszej komnaty i przenieś się.-odpowiedział. 

-Słucham?!-zaskoczył mnie-Ale co ja takiego zrobiłam?! Panie dlaczego mnie odtrącasz?! 

-Nyang...błagam nie zadawaj pytań , tylko zrób jak mówię.-Bayan wstał z łóżka i wyszedł z komnaty chwiejnym, powolnym krokiem. 

Zostałam sama. Siedziałam na krańcu łóżka i próbowałam zrozumieć, co się przed chwilą wydarzyło, czemu Bayan postąpił tak a nie inaczej i czemu. Nie dawno straciłam przyjaciółkę, a przed momentem mój ukochany kazał mi opuścić komnatę , nie wyjaśniając dlaczego. Nie mogłam, a właściwie nie chciałam się mu sprzeciwiać. Wezwałam więc służbę i wraz z nimi przeniosłam swoje rzeczy do komnaty, która mieściła się w drugiej części pałacu. Nazajutrz chciałam odwiedzić Bayana, jednak odesłano mnie z pod jego drzwi. Przychodziłam tak co każdy dzień, jednak za każdym razem mnie nie wpuszczano, a sam cesarz przesiadywał całymi dniami zamknięty komnaty i również z stamtąd załatwiał wszystkie sprawy państwowe po przez pośredników. Próbowałam, się dowiedzieć co się dzieje, jednak nikt nic mi nie chciał mówić. Przez wiele dni nie miałam z swoim mężem w ogóle kontaktu. To wszystko było dla mnie absurdalne, coś się działo , ja nie wiedziałam co. Życie toczyło się jakby poza mną. Każdy dzień wyglądał tak samo. Posiłki, modlitwa, stanie przed dłuższy czas przy drzwiach , które dzieliły mnie z Bayanem i sen. Cesarz nawet nie pojawił się w chwili kiedy jego matka opuszczała pałac i wracała do siebie. Byłam sama chociaż w mojej codzienności było setki osób do moich usług, jednak z nikim nie mogłam porozmawiać tak jak z Yooną, czy z Bayanem. Toghun ciągle gdzieś znikał i na swój sposób przeżywał śmierć żony. Czasami gdzieś w późnych godzinach, spotykając go w ogrodzie ,przy stawie w którym znaleziono Yoone zamieniliśmy kilka zdań. 

Tego wieczoru było podobnie. Spotkaliśmy się z Toghunem, posłaliśmy grzecznościowy uśmiech i rozeszliśmy. W pewnej chwili zauważyłam , że z komnaty Bayana wybiega eunuch Park. Stanęłam mu na drodzę i spytałam o co chodzi. 

-Pani wybacz, ale nie mogę ci nic powiedzieć, lecz wiedz , że chciałbym bardzo.-minął mnie i pomknął dalej. 

Niestety nikomu nie ufałam, nawet swoim służką, więc nie miałam nadziei , że któraś o czymś prawdziwym mnie powiadomi. Musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Ukradkiem zaczęłam śledzić eunucha, który spotkał się z wysłańcem i kazał zorganizować spotkanie w sali tronowej z namiestnikami. Podkreślił jednak, że jest to bardzo tajne i że nikt nie może się o tym dowiedzieć. Na szczęście ja dowiedziałam się zanim to spotkanie miało miejsce. Pozostało mi tylko czekać. Dwa dni później o bardzo nie typowej porze bo kilka godzin przed wschodem słońca ,w komnacie miało miejsce spotkanie Bayana z jego urzędnikami i ważnymi osobistościami. Na tym spotkaniu był również Toghun. Wszyscy oczekiwali cesarza, który się trochę spóźnił. Ja stałam w ukryciu i czekałam na odpowiedni moment w którym mogłam wejść do sali tronowej. 

-Panie czemu wybrałeś tak nietypową porę na to spotkanie?-spytał jeden z przybyłych.

-To tajne spotkanie i którym nie może dowiedzieć się cesarzowa Seungnyang.-odpowiedział. 

-Ale czemu? Co to za poważna sprawa o której nie może wiedzieć twoja małżonka?-dopytywał mężczyzna. 

-Jak wiecie los nas nie oszczędza. Cały czas coś burzy nam spokój. Nasz syn do dziś nie znalazł odnaleziony, jakiś czas temu służka Yoona została znaleziona martwa, przeszliśmy przez bitwę, oszustwa El Sumura i jego córki, ja też ostatnio trochę gorzej się czułem...-zaczął cesarz wymieniać.

-Wybacz Panie, ale nie rozumiemy.-odparli mężczyźni. 

-Ja również nie rozumiem Bayanie.-postanowiłam wyjść z ukrycia.

Wszyscy byli zaskoczeni na mój widok. 

-Kto śmiał jej powiedzieć?!-oburzył się władca. 

-Przestań cesarzu! Powiedz mi i wszystkim tu zebranym o co chodzi!-nie mogłam już dłużej znieść tej niewiedzy. 

-Nyang wyjdź z stąd! W tej chwili! -podniósł głos. 

-Nie! Dopóki nie wyjaśnisz o co tu chodzi! -nie chciałam dać za wygraną. 

-Sprzeciwiasz mi się?! Powiedziałem wyjdź z stąd! -krzyczał.-Żona powinna być posłuszna i oddana mężowi! Straże wyprowadzić cesarzową! Zaprowadźcie ją do komnaty i tam pilnujcie!

-Bayanie, jak możesz?! Powiedz zrobiłam cos?! Czemu taki jesteś?!-próbowałam się wyrwać z uścisków strażników.

-Mogę bo jestem cesarzem.-mówiąc to odwrócił twarz ode mnie. 

Krzyczałam przez całą drogę do swojej komnaty o to by mnie puszczono. Jednak nawet bez mrugnięcia okiem popchnęli mnie zza drzwi, które po chwili zamknęli. Pukałam i wołałam, lecz nikt nie raczył się odezwać. W końcu odpuściłam. Usiadłam pod drzwiami do momentu aż zasnęłam na podłodze, niczym pies warujący. Gdy się obudziłam od razu złapałam za klamkę. Okazało się, że mogłam już wyjść. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, pognałam w stronę komnaty Bayana. Spytałam strażnika, czy cesarz jest w środku. Mężczyzna kiwnął głową na nie. Postanowiłam na swojego męża cierpliwie poczekać. Na szczęście długo to nie trwało. Na przeciwko mnie zobaczyłam cesarza idącego w moim kierunku. Stanęłam mu na drodze, łapiąc go za dłoń i patrząc mu prosto w oczy ,poprosiłam by powiedział mi prawdę, co się dzieje. On wyrywając dłoń z mojego uścisku, chłodnym głosem poprosił by otworzyć drzwi komnaty. Przyspieszył kroku. Postanowiłam wbiec za nim. 

-Bayanie!-zawołałam.

-Zrozum nie mogę ci teraz powiedzieć.-rzekł.

Spojrzałam na jego bladą cerę i wychudzone ciało, które próbowały zamaskować cesarskie szaty. Wiedziałam, że dzieje się coś nie dobrego, ale nie potrafiłam określić co to było. Chciałam podejść bliżej, jednak Bayan upadł na zimie. Krzyknęłam z całej siły. Od razu zlecieli się strażnicy i eunuch Park. Próbowali podnieść cesarza, jednak on się upierał by go zostawiono. Klękłam nad nim i położyłam swoją ciepła dłoń na jego lodowatym policzku. Ze łzami w oczach jeszcze raz spróbowałam go spytać o prawdę. On nie patrząc mi w oczy rzekł:

-Powiedziałem ci, że nie mogę ci powiedzieć.

-Ale co się dzieje? Dziwnie się zachowujesz, jeszcze teraz upadłeś. Błagam cię powiedz mi!

-Po prostu zakręciło mi się w głowię. Nie potrzebuje niczyjej pomocy. Zostaw mnie! 

-Nie! Masz mi powiedzieć co się dzieje!

-Wybacz, ale sama mnie do tego zmusiłaś. Podajcie mi z szafki ten dokument z moją pieczęcią. 

Eunuch Park szybko podbiegł do szuflady i wyciągnął z niego jakieś pismo i wręczył je wprost do rąk cesarza, siedzącego na podłodze. 

-Weź to Nyang. 

-Co to jest Bayanie? 

-To dokument który mówi, że masz zakaz powrotu do pałacu. Do póki nie zmienię zdania będziesz przebywać w pałacu zastępczym. 

-Słucham ?! Czemu?! Czemu mi to robisz?! Powiedz czemu?! Co takiego ci zrobiłam?! Przecież wiesz , że cię tak bardzo kocham, więc czemu...czemu mnie tak krzywdzisz, łamiesz mi serce? -zalałam się łzami. 

-Nie rób scen, kiedyś to zrozumiesz. Teraz idź, spakuj to co uważasz, że będzie ci potrzebne i opuść mnie i ten pałac. 

-Nie! Bayanie proszę spójrz mi w oczy i powiedz, że tego nie chcesz, że tak nie myślisz, , że mnie wciąż kochasz...Błagam...

-Straże weźcie cesarzową! Dopilnujcie by się spakowała a potem bezpiecznie ją odwieźcie do pałacu zastępczego wraz z służbą. 

Straże złapali mnie pod ręce i wręcz ciągli mnie po podłożu, ostatni raz spojrzałam na Bayana i zauważyłam, że po jego twarzy spływa łza, a zaraz potem  potok łez. 

To wystarczyło mi by wiedzieć, że nadal mnie kocha i że jest dość ważny powód, dla którego nie może mi zdradzić prawdy. Postanowiłam , że przeczekam to, zrobię tak jak sobie życzy, ale że pewnego dnia dowiem się prawdy, która wytłumaczy to zachowanie. Miałam nadzieję, że nastąpi to dość szybko, bo nie potrafię bez niego żyć. 


poniedziałek, 31 sierpnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 52

-Nyang wybacz, że ci przeszkadzam.-przyszła Yoona.-Może nie powinnam, ale...

-Czy coś się stało? Czemu jesteś taka smutna?-zapytałam widząc przygnębioną twarz Yoony. 

-Chciałam iść do Toghuna bo już od czterech dni go nie widziałam, lecz Cesarzowa teraz mnie wygoniła mówiąc , że mój mąż jest bardzo zajęty sprawami służbowymi. Może nie powinnam ci o tym mówić bo to matka cesarza, ale się martwię o Toghuna.-odpowiedziała Yoona.

Zdziwiona wraz z przyjaciółką udałam się do Cesarzowej Wdowy, która przebywała w naszym pałacu ,do momentu w którym mój mąż nie przejmie obowiązków. Wprawdzie Bayan był już przytomny, lecz nie był na tyle silny by wstać i wrócić do normalnego stanu. Ciągle leżał w łożu , jadł i spał na przemian. Medyk nie potrafił stwierdzić dokładnie co się z nim dzieje, skąd to osłabienie, ale miałam nadzieję , że szybko wrócą mu siły. Ja do tego czasu współpracowałam z Toghunem , który świetnie sobie radził z obowiązkami cesarza. Dziwne było tylko to, że Wdowa ciągle chciała z nim przebywać. Nagle stał się jej ulubieńcem. Zaczęło mnie to trochę martwić. Do tego nie pozwalała Yoonie spotykać się z mężem. Postanowiłam to wyjaśnić. Poszłam do komnaty Wdowy a tam ujrzałam Toghuna pijącego herbatę.

-O Yoona przyszłaś!-powstał.

-Byłam wcześniej, ale Cesarzowa Wdowa nie pozwoliła mi się z tobą widzieć.-oznajmiła dziewczyna. 

-Jak śmiesz mnie tak oczerniać?! Powiedziałam, że zobaczysz się z mężem później.-oburzyła się Wdowa Youngshi. 

-Wybacz , ale ufam Yoonie i wiem, że mówi prawdę. Przyznam się, że niepokoi mnie twoja wspaniała relacja z Toghunem.-wtrąciłam. 

-Co masz na myśli?! Oskarżasz mnie o coś?!-dopytywała teściowa.

-Mój mąż, a twój syn jest przytomny, myślę, że Toghun może wrócić do swojego poprzedniego stanowiska.-powiedziałam. 

-Jest zbyt słaby by się wszystkim zająć, a ten młody mężczyzna radzi sobie wspaniale na stanowisku cesarza.-broniła się kobieta.

Wiedziałam, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Postanowiłam poprosić Toghuna na osobności. Chciałam z nim porozmawiać. Wieczorem spotkałam się z nim w ogrodzie cesarskim. Spacerując mówiłam mu o swoim niepokoju:

-Nie uważasz, że Cesarzowa Wdowa spędza z tobą za dużo czasu?

-Muszę przyznać, że też to zauważyłem. Jednak każde nasze spotkanie dotyczy spraw państwowych, tronu i panowania.

-Możesz mi zdradzić coś więcej? 

-Mówi o wszystkich zasadach, pokazuje prawa i jakieś pomoce przy panowaniu. Czasami zdarzy się jej powiedzieć, że jestem lepszy niż Bayan.

-Że słucham?! Wdowa ci tak powiedziała?! To niemożliwe!

-Wybacz, cesarzowo, ale nie mam powodu by kłamać. Chcę być z tobą szczery. Mówię prawdę. Też mnie to zastanawia, co się dzieję. 

-Toghun mam prośbę, powiadamiaj mnie o każdym spotkaniu z Wdową opowiadaj o czym rozmawiacie. Ja postaram się czegoś dowiedzieć. Boję się, że...

-Że co?

-Że Wdowa truje Bayana by ktoś nowy zasiadł na tronie. To by tłumaczyło obecny stan mojego męża.

-Czy chcesz powiedzieć, że ja byłbym kandydatem ? To czyste szaleństwo! Jak Matka cesarza mogła by truć własnego syna?! Co by jej to dało? Dlaczego ja? To niemożliwe! 

-Nie wiem jak Toghunie, ale proszę cię musisz mi pomóc. Wolę dmuchać na zimne. Jeśli to prawda musimy się dowiedzieć jaki ma w tym cel i dlaczego ty stałeś się jej ulubieńcem. 

-Cesarzowo Seungnyang chcę byś wiedziała, że...jestem twoim przyjacielem i nigdy bym nie chciał odsunąć ciebie i twego męża od tronu. 

-Dobrze, że to mówisz. Ufam tobie i Yoonie i mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

Przez kolejne dni czuwaliśmy nad wszystkim. Sprawdzałam kto przychodzi do Wdowy gdzie idzie, z kim i o czym rozmawia. Była jednak bardzo ostrożna. Wiele się nie dowiedzieliśmy. Jednak częstym gościem był ojciec Toghuna. Spotykał się z moją teściową prawie co każdy dzień. Toghun tłumaczył to jako przyjaźń między tą dwójką, lecz w oczach jego było wiele podejrzliwości w stosunku do ojca. Natomiast Yoona miała na oku służbę Youngshi. Jedna ze służek często wychodziła poza mury pałacu by spotkać się z jakimś mężczyzną. Nie było by to dziwne gdyby nie fakt, że w czasie każdego spotkania wręczano mu sakiewkę z pieniędzmi. Dlatego też jeden z moich ludzi zaczął go śledzić. Okazało się, że mężczyzna obserwował Kim Young Tokeum ,córkę El Sumura. Było to co raz bardziej dziwne. Po co Wdowa chciałaby sprawdzać Kim Young? W międzyczasie kazałam medykowi szczegółowo przebadać cesarza, który miał nam powiedzieć, że mój mąż jest podtruwany. Na szczęście medyk powiedział, że nie, że jego osłabienie wynika z czegoś innego co trudno mu stwierdzić. Jednak niepokój o zdrowie męża mijał, gdyż z dnia na dzień czuł się lepiej. Zaczął powoli wstawać i chodzić po komnacie, ale wciąż słaby swoje obowiązki pozostawił Toghunowi. 

Pewnego wieczoru spacerując pod rękę z Bayanem po pałacu stanęła nam na drodze zapłakana Yoona. Przestraszona spytałam się jej co się stało ona wycierając oczy patrzyła raz na mnie , raz na cesarza aż w końcu przemówiła: 

-Wasza Wysokość, ja...spotkajmy się za chwilę przy stawie. To jest coś co ...Proszę by cesarz wrócił do komnaty. Nyang ja nie wiem co robić...

-Nic z tego nie rozumiem. Przerażasz mnie Yoona. Dziwnie mówisz, co się stało? Dlaczego Bayan nie może być przy tym?

Yoona podeszła bliżej mnie i do ucha wyszeptała, że to sprawa na którą cesarz nie jest gotowy i na którą jest zbyt słaby by to teraz unieść i że powie mi kiedy się spotkamy przy stawie. 

Nie chciałam dłużej czekać. Odprowadziłam męża do komnaty pomogłam mu się położyć i natychmiast udałam się nad staw. Dochodząc już do mostu nie widziałam tam nikogo. Pomyślałam, że Yoona może się trochę spóźni. Stanęłam na moście i rozglądając się na wszystkie strony wypatrywałam mojej przyjaciółki. Czekałam dłuższą chwilę, lecz się nie zjawiła. Miałam już wracać do pałacu, gdy nagle mój wzrok przykuło coś pływającego po drugiej stronie stawu. Podeszłam bliżej a tam ujrzałam na powierzchni ciało Yoony. Dostałam szału zaczęłam krzyczeć wołać o pomoc, złapałam ją za kawałek materiału od sukienki i próbowałam ją wyciągnąć mając nadzieję , że żyje. Szybko zbiegła się służba , eunuchy i Toghun. Toghun wskoczył do stawu i wyłowił Yoone na trawę. Obrócił ją na plecy i oddał w ręce medyka który po chwili stwierdził, że moja przyjaciółka nie żyje. Oczy zaszkliły mi się momentalnie by po chwili wylać wodospad łez. Toghun klęczał nad martwą żoną a reszta służby szeptała , krzyczała i była w wielkim szoku. Straciłam kolejną bliską mi osobę. Czułam , że znów moje serce zaczyna krwawić. Po chwili na miejsce zdarzenia przybył słaby Bayan i Cesarzowa Wdowa. Bayan mocno mnie przytulił do siebie a Cesarzowa Wdowa spytała przerażona co się stało. Medyk odpowiedział:

-To był nieszczęśliwy wypadek. Wieczorem trawa jest już śliska spacerując blisko stawu dziewczyna musiała się poślizgnąć i wpaść a, że nie umiała pływać to się utopiła. 

-Co za biedaczka! Buddo czemu nas tak karzesz?! Za co?! Współczuję ci Toghunie, była to dobra dziewczyna. Niestety nie było ci dane mieć rodzinę. -mówiła Cesarzowa Wdowa.

-To nieprawda! Yoona nie mogła się poślizgnąć! Nie ona! Ktoś ją zabił! Wiem to! Zginęła zanim zdążyła mi coś ważnego powiedzieć! Odkryję prawdę! A tego kto uczynił to mojej przyjaciółce, spotka zasłużona kara!-krzyczałam.

-O czym ty dziewczyno mówisz?! Rozumiem twój ból, ale nie masz powodu by szukać winnego skoro ta biedaczka sama sobie była winna. Jesteś w szoku rozumiem wiele ostatnio się dzieje, zaginięcie księcia, choroba Bayana...teraz to...Ciężko w to uwierzyć, ale to wypadek. -mówiła Wdowa.

-Zginęła bo znała prawdę! Prawdę która była czymś strasznym skoro zginęła!-nie wierzyłam w to co mówi teściowa.

-Bayanie weź żonę do komnaty jest zbyt ...roztrzęsiona nie powinna siać nieprawdziwych informacji po pałacu. -rzekła Youngshi.

Podtrzymywana przez Bayana wróciłam z nim do pałacu gdzie kładąc głowę na jego kolanach płakałam przez kolejne pół nocy. Nie mogłam tak tego zostawić, postanowiłam się dowiedzieć za wszelką cenę co się stało i co chciała mi Yoona przekazać przed śmiercią. 

niedziela, 23 sierpnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 51

Następnego dnia kiedy otworzyłam oczy, po mojej prawej stronie leżał Bayan. To wspaniałe uczucie móc znów budzić się obok niego. Wstałam ,przetarłam oczy i chciałam już zejść z łóżka gdy cesarz złapał mnie za dłoń i powiedział bym nie odchodziła bo przyniesie mi śniadanie. Było to uroczę. Nie sprzeciwiając się mu zostałam jeszcze w łóżku. Bayan tymczasem się przebrał a następnie bardzo szybko wniósł do komnaty śniadanie na tacy. Kładąc ją przede mną dał mi całusa w policzek a potem przeszliśmy do konsumpcji. 

-Co powinniśmy dzisiaj zrobić? -zapytał mąż.-Dzisiaj zostawiam wszystkie czynności cesarza i ten dzień spędzę tylko z tobą Nyang. 

-Może ...po obiedzie wybierzemy się na przejażdżkę poza mury pałacu? -zaproponowałam.-Myślę, że to pora by wyjść z stąd, bo już zbyt długo jesteśmy tu zamknięci. 

-Wyśmienity pomysł, ale w sumie po co czekać możemy jechać od razu. Zjedliśmy śniadanie więc ruszajmy.-mówiąc to Bayan złapał mnie za rękę i poszliśmy się przygotować do wyjazdu. 

Podczas kiedy się przebierałam i czesałam Bayan czekał na mnie nieopodal stajni. Gdy już byłam gotowa wyszłam mu na przeciw.  Szłam w jego kierunku powolnym krokiem. Patrząc mu prosto w oczy widziałam to samo co od początku kiedy mnie poznał, tą miłość. Jego twarz zdradzała wiele emocji  i uczuć nawet kiedy słowa bywały nieprawdziwe to patrząc mu w oczy zawsze znałam prawdę. Ten jego promienny uśmiech powodował u mnie gęsią skórkę. Był taki prawdziwy i naturalny tak jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło. Bayan zawsze żył daną chwilą mimo ciężkich przeżyć kiedy nadchodziła chwila uciechy on zawsze potrafił się radować i zakrywać każde złe doświadczenie właśnie tym swoim uśmiechem.









 Podeszłam do niego i zauważyłam, że jego twarz jest jakaś blada. Spytałam się czy wszystko w porządku on odpowiedział:

-Tak bo mogę cię widzieć , dotknąć i słyszeć. Wszystko co dobre wypływa od ciebie Nyang, ty jesteś moim źródłem radości w tych smutnych chwilach, kolorem wśród szarości bycia cesarzem, , moją mądrością w czasie podejmowania trudnych decyzji, nadzieją w chwilach zwątpienia i moim przyjacielem w tych momentach samotności. Kocham cię i będę ci to ciągle powtarzał nawet gdyby czyny i słowa mówiły co inne pamiętaj że moja miłość do ciebie tkwi w oczach , które odzwierciedlają moje serce.

Te słowa przyprawiły mnie o wzruszenie. Łzę , która wypłynęła mi z oka natychmiast swoją dłonią otarł Bayan, który po chwili mocno mnie przytulił. Potem wsiedliśmy na konie i wraz z wojskiem wyruszyliśmy na przejażdżkę. Dzień był ciepły chociaż pochmurny. Od czasu do czasu promienie słoneczne oświetlały bladą twarz cesarza i jego lekko sine wargi.  Podjechałam bliżej niego i złapałam go za dłoń, która była bardzo zimna. Kazałam na chwilę stanąć. Spojrzałam na męża i powiedziałam:

-Wracajmy. Bayanie jesteś blady i zimny. Musimy wezwać medyka.

-Cesarzowo nic mi nie jest. Wszystko dobrze, po prostu dawno nie wychodziłem. To wszystko.

-Nie! Koniec przejażdżki. Wracamy!

Nawróciłam straż cesarską i konie i ruszyliśmy prosto z powrotem do pałacu. Po chwili zauważyłam, że cesarz dziwnie się chwieje na koniu. Po chwili zesunął się z konia i upadł. 





-Panie!-krzyknęłam przerażona.-Straże! Szybko weźcie cesarza! Zabierzcie go do pałacu! Wezwijcie medyka!

Pędziliśmy najszybciej jak się dało. Będąc już w pałacu w komnacie badał Bayana medyk. Ja nerwowo chodziłam pod drzwiami i czekałam na jakiekolwiek wiadomości. Yoona słysząc co się stało przybiegła do mnie i wspierała mnie swoją obecnością. Medyk długo nie wychodził, a przynajmniej dla mnie czas bardzo się dłużył. Ledwo radziliśmy sobie z zaginięciem księcia a już kolejny cios na nas spadł. Miałam wrażenie, że sprzeciwiliśmy się przeznaczeniu będąc razem i los za każdym razem zsyłając na nas smutki i nieszczęścia chce nas rozdzielić. Bałam się, że w końcu przyjdzie czas kiedy każde z nas będzie żyło z dala od siebie. 

W końcu po dłuższym czasie drzwi się otworzyły i wyszedł medyk, mówiąc że na razie jest nieprzytomny, ale  to przemęczenie i cesarz musi odpoczywać, a że ma gorączkę to zaleca robić mu obkłady i dawać ziółka na wzmocnienie.

-Pani to ja się tym zajmę.-oznajmił eunuch.

-Nie trzeba. Dziękuję, ale jestem jego żoną i dopilnuje by wrócił szybko do zdrowia. -rzekłam. 

Yoona przyniosła trochę materiału i zimną wodę. Od razu nie czekając, zaczęłam moczyć materiał w miseczce z wodą i wycierać twarz cesarzowi.





 

Rano próbowałam mu dać ziółka. Łyżeczkę wkładałam mu do ust z nadzieją , że może połknie , jednak wszystko wypływało mu kącikami ust. Gorączka nie chciała ustać. Bayan wciąż był nieprzytomny. Do tego eunuch powiadomił mnie , że przybyła Cesarzowa Wdowa. Musiałam wyjść się z nią przywitać.

-Przyjechałam od razu jak się dowiedziałam co się stało mojemu synowi. Jak mogłaś dopuścić do tego by mój syn był w takim stanie?-Cesarzowa Youngshi z oburzeniem mówiła.

-Wybacz cesarzowo. Obiecuję , że twój syn a mój mąż wróci szybko do zdrowia. Sama się nim opiekuję.-odpowiedziałam.

-A kto zaopiekuję się sprawami państwowymi skoro zostałaś zastępcą medyka?!-nie odpuszczała.

-Dam sobie radę. Dzięki Bayanowi nie mamy zaległości. Cesarz za nie długo wróci i wszystko się ułoży.-zapewniałam. 

-Nie!-krzyknęła Wdowa. -Tak nie może być! Ktoś poza tobą musi się zająć sprawami państwowymi!

-Ale kogo masz na myśli? Nikogo tu nie ma kto by mógł się tym zająć.-powiedziałam.

-Myślałam, że jesteś bystrzejsza. -docinała kobieta.-Poproszę Toghuna on jest odpowiedzialnym mężczyzną. Przejmie na ten czas sprawy urzędowe po Bayanie. Oczywiście po konsultacji z tobą. 

Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc skinęłam głową na zgodę. Nie chciałam się sprzeciwiać matce mojego męża, a poza tym cieszyłam się, że był to Toghun. Znałam go dobrze i miałam pewność, że rzetelnie się przyłoży do powierzonych mu zadań. Ja w tym czasie mogłam spokojnie zając się cesarzem i jego zdrowiem. Wieczorem po modlitwie wróciłam do komnaty. W drodze spotkałam Toghuna, który zaczepił mnie. Życzył cesarzowi zdrowia i chciał powiadomić, że podejmie się wyzwania jakie mu powierzyła Cesarzowa Wdowa, ale że niczego nie zrobi bez mojej zgody i żebym się nie martwiła bo nie będzie chciał zastępować Bayana. Ja posyłając mu lekki uśmiech podziękowałam mu i wróciłam do swojej komnaty. 


sobota, 22 sierpnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 50

-Wang Yu mów gdzie jest nasz mały książę , a może daruje ci życie!-odezwał się cesarz mierząc Wanga swoim wzrokiem. 

-Myślisz, że zależy mi na życiu? Ja już dawno temu umarłem...-kpiącym głosem przemówił Wang.-Umarłem w chwili pogrzebania Tanashiri i naszego synka. Obiecałeś , że będziesz ich bronił w zamian , że zaopiekuję się twoją żoną! Gdybym z nią nie pojechał, gdybym został...Oni by wciąż żyli! To twoja wina! Teraz poczujecie co to znaczy strata!

-Skoro nie zależy ci na życiu to czemu od razu nie odszedłeś co ci da zemsta?! Jeśli chcesz umrzeć to czemu zaraz po pogrzebie nie umarłeś?! Oddaj nam synka! Błagam Wang Yu...ty nie jesteś zły, zbłądziłeś...Twoja żona by tego nie chciała...-zabrałam głos, próbując wyciągnąć od niego jakąkolwiek informacje. 

Wang stał z mieczem w ręku cały zapłakany. Chwiejne ruchy mówiły o tym , że był pijany. Widząc go w takim stanie wiedziałam, że to koniec, , że nie da się już niczego zrobić. Wang Yu chciał umrzeć nie bał się niczego. Czułam, że nie powie gdzie jest nasz syn, lecz jako matka musiałam wierzyć do końca.

Staliśmy na pustym polu. Bayan z przodu negocjował ,zaraz za nim przygotowane do ataku wojsko a ja gdzieś między nimi. Przed nami stał zrozpaczony Wang , który właściwie już czekał kiedy się skończy jego cierpienie. Chciał odejść, ale chyba brakowało mu odwagi by to sam uczynić. 

-Wang powiem ostatni raz. Powiedz gdzie jest książę ,a nie zabijemy cię i ochronimy twoje imię. W przeciwnym razie twoje doskonałe życie dowódcy wojska przepadnie i będziesz znany jako jeden z najgorszych ludzi na świecie! Naprawdę chcesz zniszczyć swoje dobre imię?!-zapytał cesarz wyciągając miecz w stronę zdrajcy.

-A ja po prostu mówię: zabij mnie! I tak się nigdy nie dowiecie gdzie jest wasz syn! Nigdy ale to przenigdy!-Wang podszedł do cesarza.

Mężczyzna stanął naprzeciw mojego męża i ustawił się przed samym ostrzem. Bayan spojrzał w oczy Wanga i pchnął ręką miecz, którego ostrze przebiło na wylot zdrajcę. Po chwili cesarz wyciągnął miecz i zadał mu jeszcze trzy inne ciosy. Przy ostatnim przekręcił jeszcze miecz w ciele niegdyś dzielnego wojownika, lecz wówczas zagubionego człowieka pragnącego umrzeć.

Wang Yu upadł na ziemię powoli się wykrwawiał. Podbiegłam do niego mając nadzieję, że jeszcze coś powie. Nachyliłam się nad nim i spytałam:

-Nie musisz mówić gdzie jest, ale powiedz przynajmniej czy żyję! Błagam Wang Yu, ty nie jesteś zły!

-Jak myślisz zabiłbym dziecko? Wybacz, ale nigdy go nie znajdziecie. Seungnyang przepraszam ciebie , ale i dziękuję...teraz mogę dołączyć do swojej rodziny...-zamknął oczy po raz ostatni i odszedł już na dobre.

Ocierając łzy wstałam, podbiegłam do męża i powiedziałam mu, że nasz syn żyje i że musimy go znaleźć za wszelką cenę. Bayan kazał wziąć zwłoki Wanga i zakopać go przy drodze polnej nie stawiając żadnych znaków.  Wróciliśmy do pałacu od raz zwołaliśmy posiedzenie w sali tronowej. Przybyli prawie wszyscy, prócz ojca Toghuna, który był z wizytą u Cesarzowej Wdowy, reprezentował go jednak syn. Każdy namiestnik miał za zadanie wysłać swoich ludzi po swoich prowincjach by przeszukiwali domy , szopy i wszystkie miejsca w których mógł przebywać nasz syn. Do tego miały być zawieszane ogłoszenia na widocznych miejscach i odnawiane. Każda cenna informacja była wynagradzana. Wszyscy mieli szukać aż do skutku. Charakterystyczną cechą naszego synka była nie wielka podłużna blizna na prawej rączce , która powstała kiedy uciekałam wraz z Kim Young z opuszczonego klasztoru. Pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie. Wiele ludzi się zgłaszało ,mówiąc, że widzieli Wanga, że wiedzą gdzie jest nasz syn , lub przynosili dzieci  podobne do naszego księcia, lecz wszytko to były fałszywe tropy , przez które ludzie chcieli dostać wynagrodzenie. Z każdą wieścią serca nam szybciej były i mieliśmy nadzieje, że tym razem to dobry trop, niestety tak nie było. Po pewnym czasie przestaliśmy się już cieszyć z jakichkolwiek informacji. Ani jedna nie była prawdziwa. Wojska wciąż szukały, ludzie wciąż się zgłaszali , lecz to wszystko na nic. Z czasem coraz rzadziej dostawaliśmy informację. Lud zaczął zapominać i żyć własnym życiem podczas gdy ja i Bayan powoli się oddalaliśmy od siebie. Każda nasza rozmowa dotyczyła zaginionego księcia i pomysłu na jego odnalezienie. Zapomnieliśmy już o normalnym życiu. Każdy dzień przypominał poprzedni. Bayan przed snem często pił alkohol, następnego dnia stawał o świcie i całując mnie w policzek opuszczał komnatę i przeglądał wszystkie listy od ludzi szukając tropu. 






Ja mając słaby sen nigdy nie mogłam zasnąć zasypiałam nad ranem a potem jeszcze długo spałam. Coraz rzadziej już włączałam się w poszukiwania. Pilnowałam spraw dworu i spacerowałam samotnie po ogrodzie cesarskim. Chciałam by nasze małżeństwo znów było takie jak kiedyś. By cesarz znów spojrzał mi w oczy i byśmy znów mogli się uśmiechać. Niestety ciężko było samej ratować ten związek przed upadkiem i przed małżeństwem tylko z powodów formalnych. Chciałam znów wzniecić w mężu ten płomień miłości. Straciłam zbyt wiele ludzi, nie mogłam stracić i jego. A czułam , że powoli się oddala ode mnie. Dlatego też przygotowałam kolacje w ogrodzie pod drzewem wiśni w letni wieczór, pod gołym gwieździstym niebem. Zamiast alkoholu był sok i ulubione persymony męża, których już nie jadł przez dłuższy okres czasu. Wysłałam do niego służkę i czekałam aż przyjdzie. Robiło się coraz chłodniej a po nim ani śladu. Po chwili przyszedł eunuch, który powiedział, że cesarz właśnie zasnął. Poprosiłam Yoony by pomogła mi posprzątać. Zbierając rzeczy wywiązała się rozmowa: 

-Yoona ja nie wiem gdzie błąd popełniłam. Całe moje życie to porażka. Kiedy myślałam, że w końcu znalazłam szczęście to mój syn zaginął.

-Nyang nie potrafię sobie wyobrazić co czujesz, bo nie mamy jeszcze z Toghunem dziecka, ale...myślę, że Wang Yu mimo wszystko porzucił księcia  w dobrym miejscu...Książę żyje to najważniejsze, kiedyś się znajdzie. Teraz jest ważne by ten los ciebie i cesarza nie poróżnił. Musicie iść do końca razem. Nie pozwólcie się zniszczyć.

-Gdyby to było takie proste. Boję się, że kiedyś przestanie na mnie patrzyć tak jak teraz, że któregoś dnia powie , że mnie już nie kocha...Nie zniosłabym tego. 

-W miłości nie ma takich słów jak "już cię nie kocham" w innym przypadku to nigdy nie była miłość. Ty i Bayan jesteście sobie przeznaczeni. Dacię radę. Musicie tylko ze sobą rozmawiać, nie ukrywajcie niczego przed sobą, żadnego smutku , żalu czy też złości. Na bieżąco rozwiązujcie problemy nim się nawarstwią. 

Zastanowiłam się nad tym co powiedziała mi Yoona i zdałam sobie sprawę, że miała rację. Nie powinniśmy niczego przed sobą ukrywać. Miłość to jedno z imion przeznaczenia. Nagle spotykamy tą jedną osobę i mimo różnego początku chcemy z nią być, ufamy jej a kiedy są przeszkody to zamiast się rozpaść to wciąż razem idziemy. Miłość jest jak klej a dwoje ludzi objęci przeznaczeniem są jak jeden dzban. Życie to wiatr, który czasami rozbija naczynie na kawałki , lecz kiedy to miłość to są wstanie znów ułożyć się w całość i chodź z rysami to nadal stanowią całość chociaż po wielu doświadczeniach. 

Nie chciałam dłużej czekać pobiegłam do komnaty i  postanowiłam zbudzić cesarza. Nie chciałam czekać całej nocy by z nim porozmawiać. Gdy weszłam , zauważyłam, że Bayan ma jakiś koszmar i wołał naszego synka przez sen. Powoli podeszłam do niego i złapałam go za dłoń. Cesarz nagle otworzył oczy i wypowiadając moje imię mocno mnie przytulił. Pogłaskałam go po włosach powiedziałam:


-Kochanie przepraszam cię. To wszystko nie tak miało wyglądać. Proszę cię nie oddalaj się ode mnie bo nie przeżyję tego. Jesteś dla mnie wszystkim. Rozmawiajmy, kłóćmy się, ale nigdy nie doprowadzajmy do ciszy.-łzy spłynęły mi po policzkach i oznaczały one ulgę, znów poczułam że ktoś jest blisko, że nic się nie popsuło.

-Nyang wybacz, ta cała sytuacja mnie przerosła. Przez ostatnie tygodnie nie byłem dobrym mężem. Nasze problemy w związku w niczym nie pomagają. Kochamy się i powinniśmy razem nieść ten ciężar. Nigdy nie pozwolę ci się oddalić. Kocham cię.-pocałował mnie a wtedy na chwilę zapomniałam o zmartwieniach. 












niedziela, 16 sierpnia 2020

''Dynastia Shin Jin"

 Część 49

Po śniadaniu wyruszyliśmy wraz z cesarzem i Seung Jungiem do Cesarzowej Wdowy, która w końcu chciała nas zobaczyć a przede wszystkim nie mogła się doczekać swojego wnuka. Mimo wielu obowiązków wraz z moim powrotem postanowiliśmy odpowiedzieć na jej zaproszenie, gdy w końcu nie wiadomo kiedy znów byśmy je otrzymali. Niestety nasz kontakt się pogorszył ,a zależało nam by nasz synek miał dobre relacje z babcią. Wsiedliśmy do powozu i wraz z pięcioma innymi strażnikami Yooną i jej mężem Toghunem ruszyliśmy w drogę. Był ciepły wiosenny dzień. Mgła wraz z upływem czasu powoli opadała, odsłaniając nam tym samym widoki, tak jak kurtyna na scenie ukazując nam bohaterów. Dojechaliśmy akurat na obiad do Cesarzowy Wdowy. Wchodząc do jej pałacu przywitała nas ciepło również naszą służbę. Zgodziła się również by wszyscy zasiedli z nami do stołu. Było to zadziwiające gdyż matka cesarza nie była tego rodzaju osobą. Służba to dla niej tylko służba , która musi z godnością służyć swoim panom i która ma swoje pozwolenia jak i zakazy. Jednak nikt nie miał ochoty jej pytać, dlaczego w tej chwili się tak zachowała. Oczywiście nam to nie przeszkadzało, bo staraliśmy się godnie zachowywać w stosunku do swoich poddanych. Poza tym właśnie jedna ze służek była moją przyjaciółką a ja sama kiedyś byłam również poddaną, o czym nie mogłam nigdy zapomnieć. Zawsze wspominałam o tych czasach kiedy miałam wrażenie, że wypieram tą smutną i trudną przeszłość , stając się na chwilę bogato ubraną lalką wśród kosztowności. Nie, nie chciałam zapomnieć i nie mogłam gdyż ten straszny czas i ta długa droga do tronu mnie ukształtowały pokazując wartości, których bym pewnie nie dostrzegła będąc zawsze wśród bogactw i służby. To właśnie przeszłość sprawiała, że stawałam się lepszą cesarzową, lepszą osobą i bardziej zrozumiałą dla ludu. 

-Toghunie słyszałam, że jesteś niesamowicie odważny i wiele pomogłeś państwu i ich władcą. Jestem ci bardzo wdzięczna i cały kraj będzie ci wdzięczny za twoje szlachetne serce.-powiedziała Cesarzowa Wdowa Youngshi. 

-Tak to prawda. Toghun to nasz najbardziej oddany człowiek, nasz przyjaciel.-oznajmił Bayan.

-Myślałam, że wybierzesz wojskowe życie. A tu się ożeniłeś ze służką...no no nie spodziewałam się po tak wielkim wojowniku, że zapragnie mieć rodzinę.-mówiła Wdowa traktując z niższością Yonne siedzącą nieopodal męża.-Jesteście już tyle po ślubie z tą służącą, a tu jednak dzieci nie widać. Czy może się rozmyśliłeś?

-Matko to nie twoja sprawa. -rzekł Bayan. 

-Przepraszam jeśli kogoś uraziłam, ale taka prawda. Wojownik zawsze będzie wojownikiem tego się nie zmieni tak jak więzów krwi. Nie wybiera się rodziny.-starsza kobieta szeroko się uśmiechała.

-Nic nie szkodzi Cesarzowo Wdowo. Yoona jest jeszcze młoda mamy czas na dziecko, lecz najpierw chcę by sytuacja się w państwie unormowała by żona i dziecko byli bezpieczni. Jeśli wykonam swoje zadania wówczas odejdę ze służby i oddam się obowiązkom rodzinnym.-odpowiedział Toghun. 

Yoona zmieszana i spięta siedziała na krześle obok Toghuna i martwo spoglądała na talerz z jedzeniem. Nie miała spojrzeć w inną stronę, gdyż miała poczucie , że nigdy nie będzie godna tak wspaniałego mężczyzny jak jej wybranek. Było jej przykro z powodu słów Youngshi ,ale nawet nie miała prawa zabrać głosu. Teraz wiedziała dlaczego służba a ich podwładni nie mogli razem spożywać posiłków gdyż po prostu byliby upokarzani. 

-Toghunie proszę cię powiedz swojemu ojcu Joo Yongowi by przybył do mnie. Mam sprawę do niego.-poprosiła Cesarzowa Yongshi. -Wybaczcie ,ale ma teraz modlitwę, więc spotkajmy się innym razem w tym wspaniałym gronie. Żegnajcie.

Cesarzowa Wdowa opuściła nas. Ja i Bayan byliśmy zaskoczeni bardzo, gdyż nie wiele rozmawiała z nami a naszego syna potraktowała jakby go nie było. Dała nam jakiś prezent kilka razy się do niego uśmiechnęła a poza tym nie wykonała, żadnego gestu. Trochę martwiłam się, że może coś złego się dzieje, ale niestety nie mogliśmy już tego dnia ją o to zapytać. Dokończyliśmy posiłek , potem Yoona pomogła mi przebrać synka i ruszyliśmy wszyscy w drogę powrotną do naszego pałacu. 

Zbliżał się już wieczór, robiło się coraz ciemniej. Słońce powoli się zaczęło chować, przyświecając ostatnimi promieniami. Nasz syn już zasnął na mych rękach a my w ciszy jechaliśmy leśną drogą. Nagle powóz się zatrzymał. 

-Co się dzieje?!-zapytał cesarz.

-Panie pilnuj księcia i żony! Nie wychodźcie z powozu! Zostaliśmy otoczeni!-krzyczał Toghun.

Ja i Yoona przestraszyłyśmy, lecz dla bezpieczeństwa nie wyglądałyśmy na zewnątrz. Bayan czekał z mieczem w ręku razem z nami. Na zewnątrz było tylko słychać krzyki i wypuszczane strzały w naszą stronę , które wbijały się w powóz. Nagle usłyszeliśmy znajomy głos, który powiedział:

-Toghun to nie twoja walka. Zejdź mi z drogi!

-Nigdy!-krzyknął mąż Yoony.

-Wybacz za to co teraz zrobię.-powiedział męski głos.

W pewnej chwili usłyszeliśmy wrzask Toghuna. Yoona nie wytrzymała wybiegła z powozu. A tam przed nią stanął mężczyzna, który ją odepchnął na bok.

-Wang Yu?! Co ty tu robisz?! Oszalałeś?!-krzyczała Yoona rozpoznając zamaskowaną postać. 

Wang otworzył drzwi i przyłożył mi miecz do szyi, nagle cesarz rzucił się w jego stronę i zaczęli walczyć na zewnątrz. Próbowałam coś zrobić uciec drugą stroną, lecz ledwo wyszłam a jacyś dwaj mężczyźni zaczęli we mnie celować. Jeden z nich wyrwał mi siłą naszego księcia i pobiegł w głąb lasu. Po chwili cesarz ruszył w pogoń za nimi. Niestety zniknęli w głębi. Ja i Yoona pomogliśmy wstać Toghunowi i wsadziliśmy go do powozu. Żona uciskała mu ranę ,a ja wypatrywałam męża, który wrócił po chwili. 

-Nyang wsiadaj! Wracamy do pałacu! Szybko!-krzyczał Bayan.

Bayan kierował powozem, konie pędziły jak szalone. Toghun krwawił, jednak to niebyła śmiertelna rana. Wang Yu znał słabe jak i śmiertelne punkty wiedział gdzie trafić by pozbyć się kogoś lecz go zarazem nie zabić. Nie mogłam w to uwierzyć co się stało. Zostaliśmy zdradzeni przez najwspanialszą osobę. Ja poczułam się bardzo dotknięta gdyż wiele historii mnie łączyło z Wangiem, to dzięki niemu dostałam się jako służąca na cesarski dwór i to on mi najbardziej pomagał i tylko on był przy mnie i znał prawdę kiedy wszyscy dookoła byli przeciwko mnie. W tej chwili szczerze żałowałam, że nie zginął wtedy kiedy towarzyszył mi w drodze do klasztoru. Wiedziałam jedno mimo przeszłości i dobrych relacjach nie mogłam pozwolić zdrajcy spokojnie żyć. Postanowiłam za wszelką cenę znaleźć syna i ukarać porywacza. 

-Wang stał się taki po śmierci żony i ich dziecka. Obwinia cesarza o ich śmierć. Bo kiedy ona ginęła ty cesarzowo jechałaś z nim do tego opuszczonego klasztoru. -mówił słabym głosem Toghun. 

Dojechaliśmy do pałacu cesarz zwołał wojsko i zaczęli pościg. Następnego dnia podano rysopis sprawcy i rozesłano go po wszystkich wsiach w państwie. W każdym miejscu w którym przebywali ludzie. Wojsko cesarskie zaglądało do każdej szopy, domu, czy też opuszczonych miejsc. Nigdzie nie było śladu po naszym synu i Wang Yu. Poszukiwania  trwały przez kilka kolejnych tygodni. Niestety nie było żadnego efektu. Szukaliśmy igły w stogu siania. Wang Yu miał wielu znajomych i wiele osób go ceniło więc mógł gdzieś spokojnie przebywać. Do pałacu zostali wezwani przyjaciele mężczyzny Mo i Jombak jednak oni załamani nie wiedzieli gdzie jest ich przyjaciel i dowódca. Nie mogli się pogodzić z tym co zrobił i próbowali go tłumaczyć, ale sami nie wierzyli w swoje słowa. 

-Wang po pogrzebie Tanashiri i ich dziecka całkowicie się załamał. Wygnał nas mówiąc, że jeśli go nie zostawimy to nas zabije. Naprawdę nie wiemy gdzie on jest, lecz mimo że uczynił tak straszną rzecz ma swoje zasady.-mówił Jombak.

-Co masz na myśli?-spytałam.

-Jest człowiekiem honoru...dla mnie będzie na zawsze tym wspaniałym człowiekiem i dowódcą, ale musi ponieść konsekwencje...-zaczął łamliwym głosem.-Panie , cesarzu! Ogłoście, że oczekujesz na pojedynek. Wang Yu w tej sytuacji ci nie odmówi. Spotkacie się a wtedy...zrobisz co będziesz uważał z naszym przyjacielem...

Mężczyźni wyszli , a ja , Bayan i Toghun przedyskutowaliśmy tą propozycję. Postanowiliśmy się tego podjąć. Szybko służba przygotowała informacje, która szybko obiegła kraj. Na odpowiedź nie czekaliśmy długo. Już po kilku dniach dostaliśmy list z miejscem i czasem gdzie ma się stoczyć pojedynek Wanga i Bayana. 

Cesarz zebrał wojsko w sali tronowej i wszyscy uzbrojeni mężczyźni czekali na rozkazy. Ja postanowiłam również w tym brać udział. Cesarz w tej sytuacji nie mógł się nie zgodzić. Musiał mnie zabrać, gdyż nic by mnie nie powstrzymało od pojechania za nimi. 

-Nie wtrącajcie się dopóki nie dam znaku! Pilnować cesarzowej!-krzyknął Bayan i ruszyliśmy w drogę na spotkanie z zdrajcą.