kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

czwartek, 11 czerwca 2015

,,W cieniu prawdy''

                              Część 83
 Wzięłam jedno pudełko i zaniosłam do auta Kate. Nagle zauważyłam że coś  błyszczy w krzakach podeszłam bliżej i zauważyłam broń.
-Kate! Kate! Kate chodź tu , szybko!-krzyczałam.
-Stało się coś?!-przestraszona podbiegła.
-Patrz! Tu jest jakaś broń, ale jakaś dziwna? Co to jest?-pytałam dotykając broń.
-Megan...to jest znak Hydry! To znaczy że...to nie ty zabiłaś pana Richarda, tylko ktoś od Hydry. Widocznie zapomniał wziąć sprzęt. A to oznacza że możemy wskrzesić naszą drużynę!-mówiła ciesząc się Kate.-Dzwonie po Johna niech tu przybędzie. I sam niech osądzi.
Ja zostałam przy broni tymczasem Kate zadzwoniła po Johna. John był tak przejęty że od razu jechał swoją ''Lolą'' a raczej leciał. Jego samochodzik miał różne funkcje. John przybył w jakieś piętnaście minut.
-Już jestem!-zawołał.
-Tato, chodź zobacz to jest tutaj!-krzyknęłam.
John podszedł i zarekwirował sprzęt. Potem próbował skontaktować się z kimś z naszej drużyny z Nickiem , Molly , Jimem lub Benem , ale żadne z nich się nie odzywało. Zostaliśmy sami. Z tym wszystkim.
-To co robimy John?-spytała Kate.
-Na razie nic nikomu nie mówimy nawet Marii Hand. Pracujemy na własną rękę. Kate, ty nauczysz Megan samokontroli będziemy walczyć Megan z twoimi słabościami. Potem zobaczymy, ale musimy być przygotowani że dyrektorka się dowie że masz moc i będzie cię musiała usunąć, ale my cię nie oddamy. Taki jest plan. -odpowiedział John.
Przez miesiąc uczyłam się samokontroli, razem z Kate ćwiczyłam z nią jogę potem medytowałam naprawdę mnie to uspokoiło. Moc czasami dawała oznaki życia wtedy szybko biegłam do tej specjalnej sali i tam się zamykałam. Niestety musiałam tak żyć. Nie mieliśmy żadnych zgłoszeń wszystko się jakoś toczyło. Pewnego dnia Molly z Nickiem mieli już dość tej bezczynności. Wymyślili plan byśmy się wszyscy spotkali.
Molly zadzwoniła do Jima i Bena, oni wszyscy spotkali się w centrum miasta.
-Po co się spotkaliśmy?-spytał Jim.
-Mam dość. Zachowaliśmy się jak świnie wobec Megan i Johna. Zrobili dla nas wszystko.-zaczęła Molly.
-Czyli co chcecie zrobić?-spytał Ben.
-Spróbujmy odnowić agentów. Przywróćmy ich do życia. Przez cały miesiąc nie dawało mi to spokoju. Megan dzwoniła do mnie co każdy dzień i zostawiała wiadomości. Prosiła byśmy się wszyscy spotkali bo dowiedzieli się czegoś nowego i że wcale się nie gniewają na nas. Że rozumieją naszą postawę.-przemawiała Molly.
-No dobra spotkać się możemy, ale nie jestem pewien czy dołączę z powrotem do agentów..-oznajmił Jim.
-No dobra, ale się spotkajmy. -mówiąc to Nick podjechał furgonetką i wszyscy siedli do niej i pojechali do naszej bazy. Ja, John i Kate tymczasem przebywaliśmy w samolocie-baza. Nagle usłyszeliśmy jakieś odgłosy dobiegające z zewnątrz. Więc wyszliśmy z samolotu i ujrzeliśmy wychodzących z samochodu Nicka, Molly, Bena i Jima. Ucieszyliśmy się.
-Molly!-wołając podbiegłam do niej i uściskałam ją.
-Megan! Tak się stęskniłam. Przepraszamy ciebie i w ogóle ciebie John i Kate-przepraszamy.-przepraszała Molly.
-Okazało się że Megan nie zabiła pana Richarda tylko jeden z ludzi Hydry. Hydra dobrze myśli bo gdyby to Megan go zabiła to by się załamała i wtedy miała by łatwiejszy dostęp do Megi. Tylko jest jeden problem nie wiemy czego Hydra chcę od Megan i skąd wie że ma moc?-mówiła Kate.
-O Boże a myśmy cię oskarżyli nie mając dowodów.-zdziwiła się Molly.
-Wiadomo kto to był?-spytał Ben.-I też przepraszam zachowałem się jak...głupek.
-Naprawdę nic się nie stało. Rozumiemy was. Ale teraz musimy złączyć swe siły i walczyć z Hydrą. Musicie sami zadecydować. Kto jest z nami?-spytałam.
Ben i Molly bez wahania się zgodzili i dołączyli do nas.
 
Nick nie był chętny więc Molly zrobiła maślane oczy i udawała że zacznie płakać więc on ustąpił i doszedł do nas. Potem wszyscy ustawiliśmy się naprzeciwko Jima i czekaliśmy co on postanowi. Po parku minut nie zbyt przekonany doszedł do nas. Tak znów powstali agenci. Po miesiącu przerwy wróciliśmy do gry. Nazajutrz po śniadaniu wróciliśmy do sowich zajęć, ja jak to ja ćwiczyłam z Kate w sali treningów , Nick i Molly roili eksperymenty i badali mój stan, Jim przy piwku oglądał film, a Ben gotował-znowu.
 http://i.kinja-img.com/gawker-media/image/upload/bawsdusxiwfqntr99h9r.gif
 Chwilę później John dostał sygnał że Hydra porwała syna Marii Hand. Musieliśmy działać. Dyrektorkę zaczęli szantażować że jeśli nie zrezygnuje z posady i nie zlikwiduje agentów to jej dwudziestoletni syn zginie. Maria była przerażona, i wściekła. Na każdego się darła i jak ktoś jej podpadł to zwalniała od razu. Mieliśmy nową misję. Na szczęście byliśmy w komplecie.
-No kochani , szybko , szybko. Wsiadajcie do wozu! Bo nam Hand głowy pourywa!- poganiając John już ruszył furgonetką. Cała byłam przerażona, w końcu to była moja pierwsza misja w której uczestniczyłam z mocą. Szukaliśmy trzy godziny Hydry aż w końcu dostaliśmy sygnał że Hydra ma nową kryjówkę w lesie Moltizos dziesięć kilometrów od miasta. Kate, Ben i Jim zbadali sytuacje i było nas za mało by pokonać Hydrę i jej ludzi. Nagle usłyszeliśmy strzał.
-O nie!-krzyknęłam i biegłam do środka magazynu.
-Meg czekaj! To niebezpieczne!-John pobiegł za mną a za nim reszta.
Wpadliśmy do środka i zobaczyliśmy Hydrę i koło niej siedzącego syna Marii Hand.
 
-Puść ją Hydro!-powiedział John wymierzając w nią bronią.
-Bo co? Rybka złapała przynętę. Ten synuś był tylko przynętą. Czekaliśmy na Megan. Miesiąc siedzieliście cicho.-mówiła Hydra.
-Zostawcie moją córkę!-krzyczał John.
-Coś ci się nie pomyliło ojczulku? Megan to także moja córka. I mam takie samo prawo jak ty do niej.-śmiała się Hydra.-Nie wyjdziecie z tego cało, zginiecie. Chyba że Megan się podda, wtedy wyjdziecie cali i szczęśliwi.
-Nigdy!-krzyknął John.
-Tato poczekaj...poddaję się wy idźcie.-mówiąc to oddałam się w ręce Hydry.
Natomiast John zrozumiał mnie i wycofał się z resztą. Idąc przez las koło wozu zadzwonili po posiłki. Maria wysłała dwie jednostki. Najważniejsze że syn Marii został uwolniony, a ja sądziłam że dam radę się wydostać.
-Siądź sobie córko.-powiedziała Hydra.
Ja wolałam stać. Stałam blisko wyjścia, natomiast Hydra krążyła w okół mnie, rozmawiając ze mną.
-No Megan masz coś czego my potrzebujemy. Twoja moc! Odkryliśmy nowe rzeczy które pozwolą mi mieć moc. Ale póki co będziemy na tobie testować.
-Że co? Nigdy! Nigdy nie dam ci mocy!
-Przekonamy się córko?
-Nie jesteś moją matką, nie uważam cię za nią. Dobra, było miło ale muszę już wracać.
Wyciągnęłam broń i zamierzałam strzelać, niestety nie udało mi się to, ponieważ kolejna broń rozleciała mi się w rękach.


Zaczęłyśmy się bić, aż w końcu uderzyłam ją tak mocno że aż uderzyła w ścianę i straciła przytomność. Ja natomiast wykorzystałam sytuacje i uciekłam. Biegłam przez las w stronę ekipy, niestety żołnierze Hydry przeszkodzili mi i obtoczyli mnie i chcieli do mnie strzelać. Ja zaczęłam panikować, znów mnie zamurowało. Lecz ujrzałam kilkanaście metrów dalej jednostkę Marii Hand. Już lęk mi minął. Jeden z ludzi Hydry zaczął strzelać, nie wiedziałam jak się obronić więc wyciągnęłam ręce przed siebie i nie wiem jakim cudem ale stworzyłam przed sobą taką jakby ścianę od której odbiły się kule i skierowały się w drugą stronę.
 

 Jakby tego było mało to powaliłam kilkanaście drzew.
 http://31.media.tumblr.com/4195808c5af16466d7ea24b0aa7d65c3/tumblr_nm7z4xzytG1sx607oo2_250.gif
Spadały jak karty, tak samo żołnierze Hydry. Zmiotło ich. Zamurowało mnie i stałam jak słup soli i rozglądałam się z niedowierzaniem na to co zrobiłam, do czego byłam zdolna. Potem się otrząsnęłam i zauważyłam że to wszytko widziała armia Marii Hand. Zaczęłam uciekać w przeciwną stronę, a oni zaczęli mnie z karabinami gonić. Parę minut później John z ekipą podjechali po mnie i wsiadając do auta wróciliśmy do bazy.
-Wszystko widzieliśmy Megan. To co zrobiłaś to było...wow...nie umiem opisać, to było odlotowe , genialne, niesamowite i...odjazdowe, odlotowe. Powtarzam się co nie?-mówił Nick z zachwytem.
-Ja nie wiedziałam że tyle potrafię. Przeraziłam się. Nie chciałam tego zrobić...-tłumaczyłam.
-Z tobą niczego się nie można bać. Uratujesz nas w każdej sytuacji. Ciekawe co jeszcze potrafisz.-zachwycała się Molly. 

,,W cieniu prawdy''

                                Część 82
 -John i co teraz robimy?-spytała Kate.
-To już koniec Kate, koniec z agentami. Teraz musimy odejść. Mam dwa tygodnie by zgłosić nas do Marii Hand i rozpoczniemy nowe życie.-odpowiedział pakując dokumenty do pudełka John.
Ja się przełamałam przestałam płakać i wyszłam w końcu z tej sali i pobiegłam do Johna i Kate.
 
 Walczyłam o agentów. Nie mogłam pozwolić na rozpad nas. Przecież agenci to całe moje życie.
-Tato nie możesz tego zrobić. Musimy walczyć, jeśli ty się nie poddasz to i ja się nie poddam i będę walczyła z mocą, ale błagam cię nie pozwól nam na rozłąkę. Czym my się teraz zajmiemy? Przecież ja nic nie umiem innego robić jak hakować a w świecie to mnie zamknął za to. Kate powiedz coś.
-John sądzę że Meg ma rację. Jeżeli walczyliśmy z Hydrą to nie boimy się niczego. Hydra właśnie czeka na nas rozłam. Nie pozwólmy na to.
-Nie wiem. Naprawdę nie wiem co mam zrobić. Przykro mi ale to koniec. Megan zamieszkasz ze mną jak ojciec z córką a Kate wyjedzie do swojej rodziny. Koniec rozmowy. Megan idź się pakować, i proszę cię nie utrudniaj już tego.
 
-To niesprawiedliwe! Sądzisz że jesteś odważny?! Tato jesteś tchórzem nie potrafisz walczyć!
Wybiegłam z gabinetu i poszłam się pakować, nie chciałam tego ale John uważa że nie ma już szans a on zazwyczaj się nie myli. Musiałam się pogodzić z tym co nas spotyka. Można by było teraz zaśpiewać:
 [...]  ,,Ale to już było i nie wróci więcej...''
-Megan to już wszystko? Czy masz jeszcze jakieś pudełka? Jeśli to tyle to wsiadaj i wyjeżdżamy za tydzień jestem umówiony na rozmowę z dyrektorką wtedy powiem że to koniec by nas usunęli  z listy i w ogóle. -powiedział John wsadzając do auta ostatnie pudełko.
Kate zapakowała rzeczy do swojego auta i poszła jeszcze do samolotu-bazy po parę drobnostek.
-Tato, możesz już jechać. Wyślij mi adres , wezmę taksówkę i dojadę do ciebie. Chcę się pożegnać z tym miejscem. Proszę cię zgódź się. Kate została najwyżej ona mnie podwiezie.-poprosiłam.
-No dobrze, to ja jadę. Kate zna adres to cię odwiezie. Ale długo tu nie bądź bo czym dłużej tu będziesz przebywać tym gorzej będzie ci się rozstać.-zgodziwszy się John odjechał.
Kate siedziała za sterami w samolocie-baza i wspominała sobie wspólne chwile spędzone w tym miejscu. Ja poszłam na strzelnicę i trochę postrzelałam. A potem poszłam do samolotu-bazy. Chodząc po kuchni po salonie dotykałam jakiś mebli , foteli , telewizora i żegnałam się. Chwilę później poszłam do swojego pokoju na pokładzie samolotu. Siadając na łóżku zauważyłam na półce nasze grupowe zdjęcie. Wtedy wszystko było inne. Poznałam dużo osób i przeżyłam wiele przygód. Przechodząc korytarzem Kate zauważyła mnie siedząca na łóżku i trzymającą w rękach zdjęcie. Weszła do środka i siadła koło mnie.
 
-Nasze zdjęcie masz Megan!
-Kate czemu to tak wszystko szybko minęło? Dlaczego to co dobre szybko się kończy? Ja nie chcę, ja nie potrafię robić nic innego byłam na studiach i zawaliłam je, czym ja się teraz zajmę? Tutaj mogłam robić co chcę, tu był nasz dom. Pamiętasz jak doszłaś do nas? Wtedy była nasza pierwsza misja na wyspie.
-Oj Megan...nawet nie wiem co mam powiedzieć.
-Przepraszam Kate. Głupia się rozmazałam...Kate ty płaczesz?
-Tak Meg, myślałaś że jestem taka twarda? Nasze drogi się rozchodzą. Idę zapakować ostatnie pudełka. Pomożesz mi Megan?
-Tak , jasne.
Wzięłam jedno pudełko i zaniosłam do auta Kate. Nagle..........

 Ciąg dalszy nastąpi...

środa, 10 czerwca 2015

,,W cieniu prawdy''

                                 Część 81
 -Megi znów nie mogłaś spać?-spytał Ben.
-No znów nie mogłam spać. Jak mam spać wiedząc że mam moc. Nie wiem do czego jestem zdolna w nocy. Może się okazać że śpiąc zabije kogoś. -odpowiedziałam senna.
-To spróbuj zasnąć a my cię popilnujemy.-zaproponowała Kate.
-Dziękuję, ale nie chcę. Dojem swoje śniadanie i pójdę trochę postrzelać.-mówiąc to zjadłam kanapkę i poszłam na strzelnicę. Gdy wzięłam broń do ręki i miałam już strzelać nagle mi się rozleciała w rękach. Zaczęłam krzyczeć i wszyscy przylecieli pytać co się stało, ja krzyczałam z przerażenia. Molly szybko wyciągnęła sprzęt i razem z Nickiem zbadali mnie i powiedzieli że muszę się uspokoić i nie bać się bo znów wszystko zaczynie się trząść , ale ja nie potrafiłam nad tym zapanować.
 
 Od dwóch tygodni nie spałam w nocy bojąc się o całą naszą drużynę. Nie chcę ich skrzywdzić, ciągle żyje w strachu i w złości, a panować nad tym nie potrafię. To był mój problem-od zawsze nie potrafiłam się w stresujących chwilach skupić.
-Meg spokojnie. Oddychaj głęboko...spokojnie...-uspokajała Kate.
-Kate ja nie potrafię!-krzyknęłam.
-Nie krzycz, bo coraz gorzej będzie trzęsło.-ostrzegała Kate.-Schowajcie się, ja zostanę z Meg.
Wszyscy się schowali tylko Kate została ze mną, po pewnym momencie wszystko się uspokoiło. Jim wszedł do strzelnicy i uśmiechając się chciał podejść do mnie, lecz nie udało mu się. Gdy chciał mnie już objąć nagle pistolet z szafki się ruszył i ''wyszedł'' z niej, potem znajdował się naprzeciwko Jima i sam wystrzelił, lecz jednak za moją pomocą, ale nie podświadomie. Dzięki Bogu Kate uratowała Jima. Ja spanikowałam cała broń z szafki poruszyła się i zaczęła strzelać wszyscy uciekli na korytarz, zza drzwi Kate mówiła bym się uspokoiła i pomyślała o czymś miłym. Starałam się skupić, ale nie mogłam myśląc że prawie zabiłabym Jima! Po paru minutach strachu wszystko ustało. John się przeraził.
-Jim!-zawołałam.
-Przepraszam Megan, ale...muszę pójść do sklepu.-powiedział wymigując się.
-Ben mógłbyś mi pomóc.-prosiłam.
-Sorry Megi ale zapomniałem że zostawiłem w piekarniku kurczaka, spali się.-odszedł Ben.
Potem chciałam porozmawiać z Nickiem i z Molly lecz oni też odeszli. Wszyscy się ode mnie odwrócili.
-Rozumiem.-rzekłam.
-Megan to nie tak, córeczko...-chciał mnie przytulić John.
-Wiem że to nie tak. To jest tylko tak że wszyscy się mnie boją. Ty też tato się mnie boisz? Powiedz prawdę.-mówiłam.
-Tak...boję się, ale to nie strach przed śmiercią tylko strach że całkiem się odwrócisz od wszystkich, że cię stracę to jest ten strach. -odpowiedział przytulając mnie John.
-A ty Kate?-spytałam.
-Możesz na mnie liczyć w każdej sytuacji. Wiesz że zawsze ci pomogę. Możesz mi zaufać. W końcu jesteś dla mnie jak córka.-odpowiedziała przytulając mnie Kate.
-Ładna z was para. Tato czemu nie możesz być z Kate? Wiecie że chciałabym mieć takich rodziców jak wy?-oznajmiwszy to pobiegłam do sali o której wspominałam wcześniej to ta sala która pozwalała osłabić moc i w ogóle. Siadłam na łóżku i płakałam. John i Kate przytulili się i rozmawiali o mnie, gdy się otrząsnęli i zauważyli że się przytulili zaraz odeszli na różne strony uśmiechając się do siebie. Potem John zwołał zebranie w którym nie uczestniczyłam.
-Jest mi bardzo przykro, za to jak się chwilę temu zachowaliście wobec mojej córki - Megan. Nie sądziłem że tak się zachowacie, zwłaszcza ty Molly i Nick. Ufała wam. I dobrze każdy z was wie że oddałaby za was życie. -mówił John.
-To prawda. Zachowaliście się okropnie, żeby nie powiedzieć bardziej gorszego słowa.-potwierdziła Kate.
-Wiemy, ale my się boimy. To co dziś się stało przeszło ludzkie pojęcie, o mało co mnie nie zabiła.-mówił Jim w imieniu wszystkich.
-Ty tak uważasz czy wszyscy uważacie to co powiedział Jim?-spytał John.
-Wszyscy tak uważamy. -potwierdził Ben.
-Dobra, koniec zebrania. Mam dość! Zejdźcie mi wszyscy z oczów!-krzyczał John a potem wrócił do swojego gabinetu. Siadł na krześle i rozmyślał. Tymczasem ja, w końcu zasnęłam, trochę drżał stolik ale sala osłabiła moc i w końcu mogłam się przespać. Nick i Molly siedzieli w pracowni  i układali nowy sprzęt a potem siedząc na podłodze rozmawiali o mnie i o tym co się działo przez ostatnie dni, tygodnie.


 http://i1.wp.com/www.eatgeekplay.com/wp-content/uploads/2015/03/Agents-of-SHIELD-S02E15-Fitz-Simmons.jpg
-Przykro mi Nick że zachowałam się tak wobec Megan przecież ona jest dla nas jak siostra.
-Molly, nie przejmuj się. Ona już nie jest tą samą osobą, moc ją zmieniła. Mieliśmy pozwolić by nas zabiła?
-Nick przestań! Ona więcej przeżyła niż my razem wzięci. Nic jej się w życiu nie układa a my ją traktujemy tak jak by była jakaś zarażona albo coś.
-Molly wiem, ale my też musimy dbać o własne życie. Już raz cię straciłem nie mogę pozwolić bym cię stracił kolejny raz.
-Kochany jesteś Nicki ale przesadzasz. Megan by nas nie skrzywdziła.
-To też wiem, ale ona nie podświadomie to może zrobić tak jak dzisiaj napadła na Jima.
-Nie mogę tego słuchać. Mam dość. Idę z stąd.
-Molly zaczekaj!
-Zostaw mnie!
Molly odeszła. Ja spałam w sali, John siedział w gabinecie rozmyślając, Kate ćwiczyła jogę, Molly robiła eksperymenty, Ben gotował, Jim był na strzelnicy a Nick oglądał film przy piwku. Każdy spędzał czas tak jak mu było wygodnie. Kolejne dni wyglądały podobnie każdy milczał, nawet Molly i Nick-małżeństwo unikali rozmowy ze sobą. Przez prawie tydzień nie wychodziłam na zewnątrz, John czasami mnie odwiedzał z Kate przynosząc mi jedzenie i pytając jak się czuje. Lecz ja zazwyczaj udawałam że śpię, by uniknąć niepotrzebnych pytań i rozmów bezsensownych typu : ''Jak u ciebie Megi''? ,,Dobrze się czujesz, może pójdziemy gdzieś?''
-John martwię się o Megan.-powiedziała Kate.
-Myślisz że ja się nie martwię o nią? Sądzisz że jestem złym ojcem? Że nie umiem się nią zaopiekować? A ty co?-oburzył się John.
-Nie miałam nic takiego na myśli, nawet tak nie mówiłam. John uspokój się bo dostaniesz zawału. Ostatnie dni są bardzo trudne, wszyscy martwimy się o Megi ale nic nie możemy zrobić. Ona się zamknęła w sobie. Potrzebny jest psycholog. I to nie byle jaki psycholog tylko ten którego dobrze, bardzo dobrze zna. -tłumaczyła Kate.
-Przepraszam cię, żyje ostatnio w stresie. Chcę pomóc Megi- mojej córce, ale nie potrafię ona nie da sobie pomóc. Dobrze zawołajmy tego psychologa, niech porozmawia z nią. Kate wiesz co mnie najbardziej denerwuje? Że Megan ufa bardziej tobie niż własnemu ojcu!-mówiąc to John zadzwoniła po psychologa.
A Molly i reszta podsłuchiwała rozmowę. Było im przykro że odłączyli się od zespołu, że już nie są tym kim byli przed tym wszystkim. Po dwóch godzinach przybył psycholog - pan Richard.
-Witam pana, zapraszam tutaj na prawo!-przywitał John prowadząc go do sali w której przebywałam.
Widząc pana Richarda Nick , Molly i Kate poszli za Johnem. Psycholog wszedł do środka i zauważył mnie w okropnym stanie,  spłakaną, smutną a zarazem przerażoną. Kate klęknęła koło mnie i obudziła mnie mówiąc że przyszedł mój dawny kolega który chcę ze mną pogadać.
 

-Pan Richard? Co pan tu robi?-pytałam zdziwiona.
-Witaj Megan. Mam problem możemy pogadać?-spytał.
-Pan ma problem? Raczej to ja mam problem.-odpowiedziałam.
-Twój problem w porównaniu z moim to pryszcz.-oznajmił Richard.
-Nie chcę z panem gadać. Proszę mnie zostawić. Niech pan idzie póki panu życie miłe.-ostrzegałam, potem odepchnęłam psychologa. Wszyscy wyszli i został tylko psycholog i ja. Próbował mnie namówić na rozmowę, ale ja nie ustępowałam. W końcu Richard był już zmęczony przekonywaniem mnie więc zbliżał się powoli do wyjścia.
 
-Dobra, nie zmuszam cię. Ale myślałem że jesteś koleżanką moją i mi pomożesz, ja ci pomogłem. Ale nie to nie. Dzięki.-mówiąc to miał wyjść gdy szybko zastanowiłam się i zatrzymałam go zgadzając się na rozmowę.
-Dzięki że się zgodziłaś.-powiedziawszy to pan Richard wziął krzesło i siadając naprzeciwko mnie zaczął rozmowę. Mimo że wiedziałam że chciał mnie uspokoić i w ogóle to umiał tak mnie podejść że nie zorientowałam się że rozmawiamy.
 
-Dzięki za rozmowę. I widzisz jakoś przeżyłem.-żegnając się psycholog wyszedł.
Pożegnał się z Johnem i z resztą zespołu i znów nabrałam trochę pewności siebie i miałam ochotę do życia. Tymczasem pewien żołnierz w ukryciu, siedzący zza krzakami z bronią w ręku dzwonił do Hydry.
-I co Hydro mam robić?
-Widzisz tego psychologa?
-Tak.
-To zabij go masz broń specjalnie zrobioną by myślano że umarł od jakieś mocy. Wtedy Megan się załamie i będzie się obwiniać, wtedy dowie się paniusia- Maria Hand i będzie chciała zabrać Megan, a wtedy my ją odbijemy i przeprowadzimy kilka eksperymentów na niej. Więc strzelaj!
-Tak jest Hydro!
Mężczyzna rozłączył się i widząc wychodzącego z domu-baza pana Richarda strzelił. On poczuł jakby go prąd kopnął i upadając na ziemię zmarł .Nikt nic nie widział ani nie usłyszał. Więc nikogo nie podejrzewano.
-Boże co się panu stało?! Halo! Proszę pana, halo, słyszy mnie pan?!-badając puls Molly stwierdziła zgon. Nick przyszedł do mnie do pokoju razem z resztą i powiedzieli mi że on nie żyje. Zaczęłam płakać i się obwiniać. Plan Hydry działał.
-To twoja wina, to ty go zabiłaś! Pewnie tą swoją mocą jak zaczniesz z kimś rozmawiać albo coś to umiera człowiek i nawet nie wiadomo jak!-krzyczał Nick.
-Nick, ale ja nie chciałam...proszę uwierzcie mi!-prosiłam płacząc.
-Zamknijcie się w końcu! To nie wina Megan!-ryknął John.
Zespół wyszedł a za nim Kate z Johnem. Zamknęli za sobą olbrzymie drzwi. Ja podeszłam do nich i siedząc koło nich podsłuchiwałam płacząc ich rozmowę.
-John to koniec.-odezwał się Jim.
-Co to znaczy?-spytał.
-Odchodzimy! Nie wiemy jak zginął Richard, ale jedno jest pewne to wina Megan! My nie będziemy się narażali!-krzyczał Jim.
-Że co? Jak śmiesz obwiniać moją córkę, nie macie dowodów że to ona!-bronił John.
-To jak zginął? Bo chyba zawału nie miał! Nie będziemy się narażali! Jeśli chcecie zginąć to proszę bardzo ale nie liczcie na mnie!-odszedł Jim pakując swoje rzeczy.
-Ktoś jeszcze?-spytała Kate.
-Przepraszamy was, ale Jim ma rację. Ja mam żonę, mam dla kogo żyć i nie mogę na to pozwolić by coś się jej stało. Odchodzimy wszyscy.-mówiąc to Nick z Molly i Benem poszli się także pakować, potem wzięli taksówki i odjechali. Ja płakałam, wszyscy odeszli przeze mnie! AGENCI-PRZESTALI ISTNIEĆ! 

,,W cieniu prawdy''

                                 Część 80
Dwa tygodnie później...
-No dobra Meg, możesz wrócić do środka budynku. Odnowiono nam izolatkę. I mam dodatkowy sprzęt.-wyprowadzając mnie z samolotu powiedział Nick.
-Przepraszam was. Ja nie chciałam narobić szkód.-przepraszałam płacząc. 
-Megi czemu płaczesz?-spytała Molly.
-Bo ja mam moc! Teraz niczym nie różnie się od tych z którymi walczyłam. Teraz musicie ze mną walczyć.-odpowiedziałam.-Proszę zróbcie coś, zlikwidujcie mi tą moc. Nie chcę jej !
-Ja bym się cieszyła. To super! I jak to jest mieć moc?! Jakie masz moce?-dopytywała Molly.
Miałam moc a nie potrafiłam na  żadne jej wcześniejsze pytanie odpowiedzieć, tak naprawdę to nic nie wiedziałam o sobie. To był mój kolejny etap w życiu, taki przełomowy. Nick podbiegł do laboratorium i założył mi ten zegar o którym wcześniej wspominałam, super-zegarek. Molly już go wypróbowała i działał znakomicie. Dawał wszystkie wiadomości o moim stanie zdrowotnym. Z jednego ''więzienia'' przeszłam do drugiego. Ciągła opieka , kontrolowanie , zadawanie dzień w dzień tych samych pytań po kilka razy-to wszystko wykańczało mnie. Chciałam normalnie żyć, nie chciałam być traktowana jak jakaś trędowata albo obca, nie z tej planety. Po prostu chciałam żyć, czy to tak wiele? Ta izolatka i to wszystko doprowadzało mnie do szału, już od dwóch tygodni co każdy dzień na dwie godziny przychodził mój psycholog. Prowadził ze mną wywiad, tłumaczył niektóre rzeczy. Łatwo mu było tłumaczyć, uspokajać mnie, lecz tak naprawdę nic o mnie nie wie, nie wie jak to jest być tym kimś, osobą z mocą, odludkiem. Łatwo mówić o czymś o czym nie ma się zielonego pojęcia, on nie przeżywał tego co ja, nie cierpiał tyle co ja w ostatnich miesiącach swojego życia. Może większość z wad uważa że mieć moc, być nieśmiertelnym czy może umieć latać to coś wspaniałego...może tak jest , ale nie w moim przypadku. Nie jestem jakimś superbohaterem jak Spiderman czy Batman. Jestem agentką-to była moja praca, w jednej chwili życie się wywraca do góry nogami. Jedni mają wszystko, są szczęśliwi a inni...? Tego się nie da zrozumieć. Żyjemy w czasach technologi i tych wszystkich wynalazków, robotów i tak dalej, a tak naprawdę nie doceniamy tego co mamy, nie dostrzegamy problemów na tym świecie...każdy jest im obojętny, nie rozumie co to głód i cierpienie. Kiedy coś stracą to dopiero to doceniają lecz jest już zazwyczaj za późno. Ludzie ciągle zapracowani żyją własnym tempem a lata upływają, te piękne momenty upływają nam tak szybko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Czas ze swoimi bliskimi to czas którego nikt nam nie zwróci, nikt nam nie zwróci młodości. Każdy kto się urodzi każdy umrze. Dlaczego tak jest? Dlaczego życie upływa nam tak szybko, dlaczego żyjemy pracą i pieniędzmi? Dlaczego umieramy? Czy mamy prawo być szczęśliwi? Na te pytania nie da się odpowiedzieć tak jak na te które dotyczą naszej przyszłości nie możemy przewidzieć co będzie jutro, za tydzień czy za rok. Wszyscy mamy prawo być szczęśliwi więc zamiast burzyć ten świat , to budujmy go...żyjmy chwilami, kochajmy się i przebaczajmy, bo czas tak upłynie że nie zdążymy się zatrzymać. Wiele osób nie lubi mówić o śmierci bo to bolesny temat, rani ludzkie uczucia, ale to nie znaczy że mamy się tym zamartwiać to pokazuje nam byśmy żyli jak najlepiej pomagali i czuli, mieli uczucia. Teraz zeszłam trochę z mojej historii ale chciałam trochę o tym wspomnieć to co jest ważne, w życiu.
-Megan badania masz w porządku jak na osobę z mocą.-śmiała się Molly wychodząc z izolatki.
-Proszę was nie traktujcie mnie jak...chcę być normalna.-przypomniałam.
-Rozumiem Megan. Jesteś normalna.-odezwał się Nick.
-Ja nie chcę tej mocy. Będę potworem. Ja już jestem potworem. Nick powiedz mi jedno czy ta moc zmieni mnie? Ale szczerze nie chcę byś kłamał.-płakałam.
-Szczerze? Megan...ta moc cię zmieni. To jest pewne.-odpowiedział smutny.
-Wiedziałam. I zostanę tym potworem. Będę zabijała ludzi bez przyczyny? Ja nie chcę. Zróbcie coś zanim będzie za późno.-rozpłakawszy , przytuliłam się do Nicka.
 

-Nick, Molly, Ben, Nick, chodźcie tu!-wołała Kate.
-O co chodzi?-spytali.
-Nie traktujcie tak Megan. Ona jest jednak człowiekiem członkiem naszego zespołu. To ją rani, zrozumcie ją. Ona nie prosiła się by mieć moc. -oznajmiła Kate.-Możecie już wrócić do swoich prac.
Ben podszedł koło izolatki i zaczął ze mną rozmawiać zajadając się kanapką.
-Hej Megi, co tam?
-Ben, proszę cię i tak mnie nie pocieszysz. Myślicie że ja nie czuję tego że mnie inaczej traktujecie? Wiem co zrobiłam i nie wiem nawet do czego jestem zdolna. Obecnie Molly i Nick pracują nad zastrzykiem który pozwoli mi pozbyć się mocy.
-Megan nie przejmuj się, są też plusy tego wszystkiego.
-Tak? Niby jakie?
-A takie że...możesz sobie spać ile chcesz, nie musisz pracować. I możesz robić rzeczy które inni nie umieją. To jest super! Spróbuj w tym wszystkim znaleźć jakieś plusy! Przecież jak będziesz z nami pracowała to będziemy potrafili walczyć z silniejszymi od nas dzięki tobie. Będziesz najlepsza!
-A z tej strony nie spojrzałam na to. Ale ja chcę tak bardzo wyjść już z stąd.
Nick i Molly przybiegli szybko z gotowym antidotum w strzykawce do izolatki i trzymając mi rękę powoli zaczęli mi wstrzykiwać ten antidotum do żyły.
-Megan uważaj bo możesz się trochę źle poczuć. -ostrzegła Molly.
-No dobra, mam nadzieje że pomoże.-powiedziałam.
-Na pewno pomoże. To już było trochę testowane więc to niemożliwe by nie pomogło. Za jakieś pół godziny zrobimy badania i zobaczymy czy są zmiany jeśli będą to doskonale a jeśli nie to za pół godziny damy ci drugą dawkę i po godzinie wtedy sprawdzimy wyniki. Rozumiesz?-tłumaczył Nick.
-Mhm...Tak , jasne.-przytaknęłam.
-No to do zobaczenia za pół godziny! Ale jestem podekscytowana! Jakby co to jesteśmy obok.-mówiąc to Molly z Nickiem wybiegli z izolatki zostawiając mnie samą Za pół godziny zrobili mi badania i było bez zmian, więc dali mi kolejną dawkę. Przyszli znów za godzinę i znów zrobili badania i...i się udało! Wyniki były w normie tak jak u osoby bez mocy! Tak się cieszyłam.
-To mogę już wyjść z tej izolatki?-spytałam.
-No jasne Meg. Tylko jakby się coś działo to mów bo mogą być czasami jakieś komplikacje.-otwierając izolatkę powiedział Nick.
-Meg, pozwól że spytam. Dlaczego jak jesteś w izolatce to masz ten sam sweter i w ogóle?-spytała Molly.
-Nie wiem...-odpowiedziałam sama się nad tym zastanawiając.
Poszłam do kuchni coś zjeść a potem do swojego pokoju. Chwilę się przespałam, a gdy już wstałam poszłam na strzelnicę, trochę postrzelać. Był tam także Jim z Kate.
-O Megan ty już wyszłaś!-ucieszył się przytulając mnie Jim.
-No tak, już nie mam mocy. Nick i Molly dali mi zastrzyk po którym straciłam moc. Ale się cieszę.-powiedziałam.
 
-Chcesz postrzelać?-spytała Kate.-Sprawdzimy jaki masz cel.
-No dobra.-powiedziałam.
Wzięłam broń do ręki i zaczęłam strzelać. Oko miałam dobre. Udało mi się trafić kilka razy. Wychodząc ze strzelnicy Kate zatrzymała mnie pytając dlaczego Molly i Nick nie ściągnęli mi tego zegarka kontrolującego mnie, ja odpowiedziałam że kazali mi go jeszcze nosić dla bezpieczeństwa.
-Ale super zegarek, poproszę by mi też taki zrobili, tylko z godziną a nie taki kontrolujący. Ha...ha..ha...-śmiechem mówiła Kate.
-Polecam, bardzo wygodny, prawie go nie czuję i co ważne wodoodporny i kuloodporny czy coś. -odpowiedziałam uśmiechając się.
 
-Masz jakieś plany na dzisiejszy wieczór?-spytała Kate.
-Chciałam trochę się po boksować. Nie chcę stracić formy.-odpowiedziałam.
-Aha okey. -mówiąc to Kate odeszła, a ja poszłam do sali obok i zaczęłam trochę się boksować. Potem padłam ze zmęczenia i poszłam spać. Już nazajutrz przy śniadaniu Jim zaprosił mnie wieczorem na kolację do restauracji. Zgodziłam się.
-Wiecie co dzieciaki, na razie nie mamy nic do roboty prócz pracy papierkowej, to możecie iść już na tą randkę.-odezwał się John.
-Doskonale! To co Meg, idziemy?-spytał Jim.
-Jasne! Tylko poczekaj muszę się przebrać. Nie pójdę do restauracji jak strach na wróble.-mówiąc to pobiegłam się szybko przebrać. Potem zeszłam i oboje pojechaliśmy najpierw do kina potem na lody potem na spacer a na końcu do restauracji.
-Pięknie wyglądasz Meg.-powiedział Jim.
-Dzięki, ale ten zegarek to jednak nie pasuje do niczego. Szkoda że nie mogę go ściągnąć.-oznajmiłam.
-We wszystkim ci ładnie. Jesteś jakaś blada coś ci jest?-zmartwił się Jim.
Ja odłożyłam sztuczce na bok i wzięłam łyk wody. Chwilę później powiedziałam Jimowi że pewien mężczyzna siedzący przy drzwiach wyjściowym czytający gazetę dziwnie na nas patrzy. Jim uznał że przesadzam, ale ja jednak coś czułam.
-Jeśli źle się czujesz to możemy wyjść z stąd i pójść gdzieś indziej.-zaproponował.
-Dobry pomysł. To chodźmy Jim.-zgodziwszy się podeszliśmy do kelnerki by zapłacić rachunek. Ten podejrzany mężczyzna widząc że się zbieramy wstał z krzesła i zmierzał w naszą stronę z kieliszkiem wina. Potem wpadł na mnie i wylał wino a chwileczkę później podał mi chusteczki bym się wytarła i złapał mnie za rękę. Gdy przyjrzałam mu się bliżej miałam wrażenie jakbym go już gdzieś widziała. Więc spytałam.
-Czy my się już gdzieś nie widzieli?
-Możliwe, ale to było dawno.
-Ale gdzie?
-Oj Megan, jesteś prześliczna ale masz krótką pamięć.
-Że co proszę?
-Nie dziwie się Kevinowi że tak szaleje za tobą. Uratowałaś mu życie i żyję. Hydra chcę odnowić kontakty.
-Hydra? Czego ode mnie chcecie? Ja nic nie wiem! Puść mnie! Zostaw!
-Masz coś w sobie czego chcę Hydra.
-Nie rozumiem! Puść mnie!
Zaczęłam znów panikować. Tymczasem Molly i Nick sprawdzali mój stan.
-O Boże! Nick patrz!
-Co się stało Mo....Molly? Jak to możliwe? Czy to...Megan?
-Tak, ona ma moc nadal!
-Ale jak to możliwe przecież wczoraj sprawdzaliśmy i nie miała!
-Nie wiem, ale to oznacza że jej moc jest...nieśmiertelna! Musimy ją tu szybko sprowadzić za nim stanie się coś strasznego.  Nick dzwoń do Jima. Szybko!
-Już się robi! A ty idź do Kate i Johna by szybko po nich podjechali.
Molly pobiegła do Johna i Kate, oni słysząc to szybko wyjechali autem a Molly zamiast czekać bezczynnie zaczęła do mnie dzwonić , ale ja nie odbierałam. Jim stanął w mojej obronie i zaczął się bić z tym mężczyzną. Jim dobrze walczył, ale ten mężczyzna posiada moc i był znacznie lepszy od Jima. Stałam w miejscu nie reagując, pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co zrobić.
 
-Zostaw go! Udusisz Jima!-krzyczałam próbując coś zrobić.
Lecz na nic, mężczyzna zaczął dusić Jima trzymając go przy ścianie. Wybuchnęłam płaczem wzięłam krzesło i chciałam uderzyć nim tego wojownika. Ale on odwrócił się i kręcąc dłonią krzesło wyskoczyło mi z rąk i się złamało. W pewnej chwili poczułam się silna. Ścisnęłam ręce i zamknęłam oczy. Nagle ten mężczyzna uniósł się do góry i puścił Jima. Gdy otworzyłam oczy nie wiedziałam czy to ja robiłam czy może ktoś inny, ale przekonałam się że to ja! Odzyskałam moc! Uniesiony mężczyzna spadł na złamane krzesło i nabił się na to krzesło, przebił się na wylot i zmarł. Ja przerażona złapałam za rękę Jima i uciekliśmy razem z restauracji wszyscy płakali i krzyczeli ze strachu.
-Wsiadajcie szybko!-zatrzymując się autem John otworzył drzwi.
Szybko wsiedliśmy do samochodu i wróciliśmy do domu. Zaczęłam płakać że zabiłam mężczyznę. Przecież nie chciałam go zabić, ale nie dał mi wyboru. Nie wiem jak to zrobiłam, ale udało się mi. Byłam w strasznym szoku. Dni które się zbliżały wielkimi krokami nie zapowiadały nic dobrego. Od czasu gdy wróciłam z restauracji byłam ciągle pod opieką Nicka i Molly. Coraz trudniej było ukryć moją moc przed Marią Hand.
-Czyli jak działa ta moc?-spytał Ben.
-Megan może używać tej mocy tylko wtedy kiedy...nie wiem jak to powiedzieć. Ma te moc kiedy się denerwuje albo boi.-odpowiedziała Molly z wielkim wrażeniem.
-Można to jakoś kontrolować?-spytał John.
-Tak, ale potrzeba ogromnej samokontroli, bez niej Megan nie będzie mogła sterować swoją mocą i przy każdym baniu się lub w czasie złości może kogoś skrzywdzić. Musi uważać także na to ile z używa tej mocy, bo strasznie traci później energię i więcej je ale jeśli Megi nie nauczy się samokontroli to ta moc może ją zabić.-mówił Nick.
-O Boże! Dlaczego? Skąd się to wzięło?-zadawał pytania John.
-Okłamałam was. -wtrąciłam słuchając rozmowy
.
-Nie rozumiem. -powiedział Jim.-W czym nas okłamałaś Megan?
-Wtedy w jaskini...zdarzyło się coś...nie wiem jak to powiedzieć.-postanowiłam powiedzieć prawdę.
Opowiedziałam wszystko i wtedy Molly  z Nickiem uznali że właśnie to zdarzenie może być przyczyną mojej mocy, nieśmiertelnej mocy.
-Sądzę jednak że to wszystko zaczęło się znacznie wcześniej. Gdy poznałam go, wiecie o kim mówię. O tym chłopaku, który prosił by znaleźć tą pieczęć. To wcześniej za nim zniknęła dotknęłam ją i zaczęła się świecić i od tego chyba czasu zaczęłam miewać bóle głowy.-dodałam.
Wtedy wszystko się wyjaśniło. Przez dwa tygodnie starałam się żyć bez strachu i starałam się nie denerwować lecz się zbytnio nie udawało ciągle coś się ruszało drżało z czasem nawet spadało.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

,,W cieniu prawdy''

                             Część 79
-Dobrze że już wróciłaś Meg. Myślałem że uciekłaś razem z Kevinem.-rzekł John.
-Wiesz co John? Nie rozumiem dlaczego tak mnie traktujesz, za to że go kocham, to jest to grzech jakiś? Ja walczę do końca, a ty nawet nie próbujesz.-powiedziałam. 
-Co masz na myśli?-spytał John.
-To że kochasz Kate a mimo wszystko nie potrafisz o nią zawalczyć. Nie rozumiesz miłości, bo miłości nie można zrozumieć. Tak się dzieje i nic na to nie można poradzić.-odpowiedziałam.
 
W pewnej chwili przybiegł wściekły Nick z pretensjami co się stało w izolatce. Wszystko było zniszczone. 
-Czy ktoś bombę tam puścił?! Przecież tego nawet krzesłem nie da rady wybić! Tak specjalnie było zrobione! Nowiutka izolatka i...i nie ma jej ! Dyrektorka się wścieknie, już tyle wydała kasy na nasze gadżety że wcale bym się nie zdziwił że nie da teraz pieniędzy! O Boże! Kto to zrobił?!-krzyczał prawie zielony ze złości Nick .
-Przepraszam to...ja zniszczyłam izolatkę. Chciałam się wydostać i wzięłam lampę i uderzyłam w szybę.-przyznałam się kłamiąc. 
-Że co?! Jak to zrobiłaś Megan?! Przecież to było testowane, nawet kule tego nie zniszczyły bo szyby były kuloodporne.-dziwił się Nick.
-Przepraszam was, i za wszystko zapłacę. Potrącicie mi z mojej pensji, i dam wam jeszcze trochę pieniędzy bo mam na koncie odłożone.-oznajmiłam. 
-Nie trzeba Megan. Teraz wszyscy są pod wpływem nerwów i musimy się uspokoić. Coś się dzieje nie tak w naszym zespole i musimy to naprawić.-wtrącił John.
-Dziękuję, tato. Chciałam was jeszcze raz przeprosić, teraz jeśli pozwolicie pójdę pobiegać.-mówiąc to poszłam do pokoju się przebrać a potem biorąc słuchawki i mp3 poszłam biegać słuchając muzyki. Musiałam się nad wszystkim zastanowić i od początku przemyśleć co się wtedy wydarzyło w izolatce. Najpierw był ból głowy a potem pach i izolatka rozwalona! Nie rozumiałam tego, miałam nadzieję że to może pod wpływem jakieś temperatury albo coś. Bałam się tego że mogę mieć moc, ale to nie możliwe bo skąd?! Wykluczyłam taką możliwość, ale nie mogłam zostawić ją obojętnie. Bałam się komukolwiek o tym powiedzieć. Ja i moc? Przecież z nimi walczyłam, z osobami które posiadały ją a nie żebym ja miała. To było nie do ogarnięcia. Biegnąc czułam się jak piórko, tak dziwnie. Potem zakręciło mi się w głowie i siadłam na ławce w parku. Nagle naprzeciwko mnie siadł pewien mężczyzna. Dziwnie się na mnie patrzył, przestraszyłam się i zaczęłam panikować. Wstałam i zaczęłam biec dalej, lecz ten mężczyzna podbiegł do mnie i dał mi mp3 mówiąc że zapomniałam ich. Odbierając mu ją , zaczęłam tak panikować że o mało co nie zemdlałam. W pewnej chwili zauważyłam jak unosi się kosz na śmieci, ze strachu stałam w miejscu bez ruchu. Ten mężczyzna obrócił się i zauważył unoszący się kosz na śmieci.
-Co jest? To ty?-pytał.
-Nie, to nie ja. Przepraszam, ale muszę już lecieć.-z drżącym głosem pobiegłam dalej.
Gdy się już oddaliłam kosz upadł. Ja szybko wróciłam do domu i wzięłam kąpiel a następnie siedziałam w pokoju. Nagle Kate weszła do środka i chciała pogadać. Nie byłam chętna do rozmowy, ale mimo wszystko zgodziłam się na rozmowę.
-Coś się stało?-zadałam retoryczne chyba pytanie.
-Sądzę Megan że tak.-odpowiedziała bardzo poważnie Kate.
-Coś poważnego? Coś z Johnem?-przestraszyłam się.
-Z Johnem to nie ma nic wspólnego, ale ta sprawa jest bardzo poważna. Nie wiem co mam a niektórych faktach myśleć. Musisz mi szczerze odpowiedzieć, bo na kłamstwie nic ani ty ani ja nie osiągniemy.-mówiła Kate.-Chodzi o tą izolatkę, i o ten kosz na śmieci w parku.
-Kate, to nie tak jak myślisz...ja nie chciałam. Naprawdę! Ja nie wiem co się dzieje. Wszystko mnie przerasta. -rozpłakałam się.
-To opowiedz mi jaka jest prawda...mamy czas. Wszystko zrozumiem, ale Megan proszę cie powiedz prawdę.-siadając koło mnie Kate chwyciła mnie za rękę i trzymając zaczęłam wszystko jej opowiadać.
Kate po chwili namysłu powiedziała bym poszła się zbadać do Nicka i Molly, ja się bałam zaczęłam płakać.
-Kate nic nie rozumiesz.-rzekłam wycierając łzy.
-Megan ja wszystko rozumiem. Proszę cię będzie lepiej dla ciebie. Nick i Molly coś wymyślą, może zaradzą coś na moc.-pewnie mówiła Kate.
-Ja nie mam mocy!-krzyczałam.
Nagle zdjęcie spadło z pułki, a następnie woda zaczęła się trząść i cały budynek się trząsł jakby trzęsienie ziemi było.
-Znowu się zaczyna!-krzyczałam.
-Megan musisz się uspokoić. Jeśli tego nie zrobisz zniszczysz cały budynek a nawet zabijesz kogoś.-uspokajała mnie Kate.
-Ja nie potrafię się uspokoić!-krzycząc wybiegłam z pokoju i biegłam po schodach w dół. Na korytarzu zatrzymałam się i poczułam jakbym znów zamieniała się w kamień, lecz nie kamieniałam tylko tak jakbym cała drętwiała. W pewnej chwili chciałam to tak jakby odepchnąć z cisnęłam ręce i nagle szyby się rozsypały pękając na drobny mak.

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/3d/a3/6b/3da36b9af42136c263648814abd60a52.gif


John widząc to zbladł i nie mógł w to uwierzyć chciał do mnie podejść lecz ja nie chciałam by podchodził. Bałam się że mogę zrobić mu krzywdę. Jim spoglądał na mnie zza ściany a Kate zbiegła ze schodów wzięła mnie za rękę i zaprowadziła mnie do sali , która powodowała osłabienie mocy. Siadłam tam na łóżku i z przyśpieszonym biciem serca Kate próbowała mnie uspokoić. 
 

Klęknęła na łóżku mówiąc do mnie swym delikatnym głosem. Cała z przerażenia się trzęsłam, ale powoli zaczęłam się uspokajać wszystko już wracało powoli do normy. Podziękowałam Kate że uspokoiła mnie i że mogłam się skupić. Gdy wszystko się unormowało John i reszta przybiegli do tej sali. Jim przerażony zaczął trochę przeklinać a Nick zaczął krzyczeć i pytać co się dzieje. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć.
-Uspokójcie się wszyscy!-wrzasnął John.-Megan, Kate co tu się stało?
-John bo...-Kate zaczęła mówić.
-Kate nie! Poczekaj ja powiem wszystko.-zaczęłam mówić.
Gdy już skończyłam John rozkazał by mi zrobili badania. Spytałam się Nicka kiedy będą wyniki, on odpowiedział że najpóźniej za pięć dni a do tego czasu muszę zostać w izolatce która znajduję się w samolocie-baza. Zostałam sama, a reszta w salonie omawiała plany.
-John, ale co zrobimy kiedy Maria Hand się dowie? Przecież karze ją usunąć z agentów i zamknie ją w jakimś psychiatryku! Chyba nie pozwolimy na to?!-spytał Nick.
-Nie wiem co wtedy zrobimy, ale puki co musimy zapewnić nam i Megan bezpieczeństwo. Musimy jakoś czuć jeżeli będzie się denerwować.-odpowiedział John.
-Ja i Nick możemy zrobić coś w stylu zegarka, ale to nie będzie zegarek tylko urządzenie które pozwoli nam ją kontrolować, badać jej ciśnienie, bicie serca i tak dalej. I będzie miało nadajnik w razie czego bardzo łatwo ją znajdziemy.-oznajmiła Molly.
-Doskonale! To wy już zaczynajcie to robić, a reszta się rozejść.-powiedział John idąc do gabinetu.
Kate poszła za nim i zaczęła się go wypytywać dlaczego jest taki smutny on powiedział że to wszystko go przerasta.
-Kate, nie radzę sobie z tym. Moja własna córka mi nie ufa, tylko zwierza się w tobie! Co ja mam zrobić żeby mogła mi ufać?!
-John musisz dać jej trochę luzu, i trochę więcej ją traktować jak córkę a nie jak pracownice. A przede wszystkim musisz umieć słuchać i rozumieć.

niedziela, 7 czerwca 2015

,,W cieniu prawdy''

                              Część 78 
 
Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Nad ranem zauważyłam Johna, zawołałam go i spytałam czy mogę już wyjść z tej izolatki, ale on powiedział że lepiej będzie dla mnie jeśli zostanę do końca egzekucji w niej.
-Dlaczego mi to robisz John?! Chcę wyjść, wypuść mnie!-krzyczałam.
-Megan przepraszam cię, ale nie mogę na to pozwolić byś oglądała jak zostaje zastrzelony.-oznajmił John.
-Proszę cię. Wypuść mnie.-John nie słuchając mnie odszedł przygotowując Kevina.
Reszta ekipy przechodząc koło mnie spojrzała na mnie, ja widząc ich prosiłam by mnie wypuścili.
-Proszę was...błagam, wypuście mnie.
Nawet żadne z nich nie odpowiedziało, z opuszczonymi głowami poszli dalej, tylko Kate podeszła do mnie i próbowała mnie otworzyć, ale jedyne klucze które były do izolatki, miał John. Kate nie dała rady nic zrobić. Nawet wybić nie dało rady tych szyb. Były zrobione z grubego szkła i zabezpieczone jakimś dodatkowym materiałem.
-Megan nic nie da rady zrobić. Ja sama ich nie powstrzymam a ty...a ty siedzisz tutaj. Nie mam planu żadnego. Przykro mi.-mówiąc to Kate odeszła.
-Nie zostawiaj mnie! Proszę cię! Kate!-wołałam.-Ja nie chcę tu siedzieć. Niech mi ktoś pomoże! Błagam! Zróbcie coś! Nie zabijajcie go...ja go kocham.
Wszyscy wyszli zostawiając mnie samą. John z żołnierzami Marii Hand zszedł do więzienia po Kevina. Wzięli go z workiem na głowie i z uzbrojonymi sześcioma żołnierzami. Kevin pogodził się ze swoim losem, ale ja nie, ja nie poddałam się. Maria Hand i reszta ekipy czekała na dziedzińcu. Czekała na śmierć Kevina, to było okropne. Przecież to nie jest jakieś święto, ani pasowanie tylko śmierć człowieka! W pewnym momencie poczułam się źle, zakręciło mi się w głowie i było mi duszno. Obraz miałam rozmazany i do tego czułam ucisk głowy.
-No nie! Znowu się zaczyna!-krzyknęłam chwytając się za głowę.
 

 

Czułam się jak by mi coś mózg wyżerało od środka. Nagle lampy się rozwaliły i szyby popękały całkiem.

Zaczęłam się drzeć z bólu. Kate wróciła do środka bo nie chciała oglądać tej egzekucji. Zobaczyła mnie leżącą na podłodze a w okół mnie zauważyła pełno szkła.
-Boże, co tu się stało?! Megan nic ci nie jest, nie skaleczyłaś się?! Wszystko okey?-przybiegła klęcząc nade mną.
-Nie, nic mi nie jest. Nie ważne to jest teraz. Obecnie interesuje mnie czy Kevin już tam jest! Mów Kate.-wstałam oczepiając się ze szkła.
-Megan co tu się stało? Jak to rozwaliłaś?! To niemożliwe. -z przerażeniem mówiła Kate.-Chwilę temu John poszedł po Kevina z eskortą.
-To nie ważne teraz! Idę szybko się przebrać bo pełno tu szkła i w ogóle. Jakoś tak się dziwnie czuje, ale...nieważne!-powiedziawszy to pobiegłam się szybko przebrać.
Razem z Kate biegłyśmy na dziedziniec.
 
Gdy już tam dobiegłyśmy Kevin stał już zawiązany przodem do Johna który w niego celował. Molly zamykała oczy i płakała, Nick ją przytulił. Jim się cieszył a Ben stał bez ruchu wpatrując się w Kevina. John już miał pociągać za spust a Kevin zamknął oczy, na szczęście zdążyłam i przerwałam egzekucję krzycząc:
-Stop!
John szybko zabrał broń i zaczął ze mną dyskutować a Kevin otworzył oczy i ucieszył się.
-Megan co ty tu robisz? Miałaś być w izolatce.
-Jak widać nie jestem. Proszę zostaw go! Nie zabijaj Kevina!
-Nie wierzę...Meg co ty mówisz? Przecież chciałaś go sama się pozbyć a teraz go bronisz?!
-Ja go kocham. Proszę nie zabijaj go!
-Ej wy dwaj zabrać ją!
Podeszli do mnie dwaj uzbrojeni żołnierze i biorąc mnie za ręce chcieli zaprowadzić mnie z powrotem do domu. John znów wyciągnął broń i zaczął w Kevina celować, miał już pociągnąć za spust, ale ja odepchnęłam tych żołnierzy i zasłoniłam Kevina swoim ciałem.
-Nie pozwolę na to!-krzyczałam.-Nigdy! Najpierw musicie mnie zabić.
-Co ta głupia dziewczyna robi? -spytała Maria Hand.-Jeśli się nie odsuniesz zostaniesz wyrzucona z agentów i to będzie koniec twojej kariery u nas.
-Megan posłuchaj Marii ona ma rację. Odsuń się, jeżeli chcesz tu nadal pracować.-prosił John.
-Nie, nigdy! Po moim trupie! Kocham Kevina i nie pozwolę go zabić. Wiem co zrobił , zdradził nas ale mu wybaczyłam. John co ci da jeżeli go zabijesz? Będziesz wtedy jak Hydra! Proszę cię tato! Nie rób tego. -mówiłam chwytając Kevina za dłoń.
-Nie słuchaj jej John. Zabij go!-rozkazała Maria Hand.
 
-Mam zabić własną córkę?! Przestań!Zamknij się w końcu! Muszę się zastanowić!-ochrzanił ją John.
-Tato, proszę cię. Jeśli go zabijesz to zabij i mnie! Ja nie mogę bez niego żyć. Czy ty nigdy nie kochałeś tak mocno kogoś jak ja Kevina?!-przekonywałam.
-John odpuść. Skrzywdzisz własną córkę. -wtrąciła Kate.
-Kate i ty przeciwko mnie?-spytał John.
-Zawsze trzymałam się głupich zasad, ale zasady są po to by je łamać. Chcesz do końca życia obwiniać się że straciłeś Megan przez jeden głupi błąd? Nie pozwól na to by odeszła. Przecież dopiero co ją odzyskałeś. Nawet nie sądziłeś że masz córkę.-mówiła Kate stając koło mnie i też broniła Kevina.
John już nie wiedział co ma robić. Maria Hand się wściekła i powiedziała że wyrzuci wszystkich którzy teraz będą bronić Kevina.
-Kate i ty Megan wylatujecie!-krzyczała.-Czy ktoś jeszcze? Zapraszam. Wszyscy wylecicie!
-Ja.-podszedł Ben.
-Mi tam wszystko jedno.-stanął koło nas Jim.-Ale Iana ci nie podaruję. Masz szczęście Kevin, że masz kogoś takiego jak Megan.
-No to ja też...Jestem z tobą Megan.-podeszła Molly.
-Co ty robisz Molly?-spytał Nick.
-Trzeba pozwolić wygrać miłości.-odpowiedziała w łzach w oczach. -Nick dołączysz do nas?
-Dobra, ja też.-zgodziwszy się przytulił Molly.
-Doskonale! Wszyscy wylatujecie! Możecie pakować już manatki!-krzyczała Maria.
-Tato a ty? Jesteś z nami czy przeciwko nam?-spytałam.
-Wybacz...ja nie mogę. -mówiąc to opuścił broń i odszedł.
 
-Rozumiem tato.-mówiąc to my wszyscy chwyciliśmy się za ręce i trzymaliśmy się do końca rozstrzygnięcia sprawy. Maria  Hand zastanawiała się , aż po chwili ogłosiła swoją opinię.
-Dobra, wygraliście. Daruję życie Kevinowi, ale pod jednym warunkiem że  nie wróci do agentów. Koniec z agentami dla niego. A wam daję pouczenie i zabieram podwyżkę.
-Jest! Super! Wygraliśmy! Hura! -krzyczeliśmy.
Ja ze szczęścia popłakałam się a potem przytuliłam się do Kevina mówiąc
-Kocham cię!
-Dziękuje Megan. Ja też cię kocham! Wierzyłem do końca.
Maria Hand i jej żołnierze opuścili naszą placówkę i źli wrócili do siebie. John smutny siedział w gabinecie. Ja szczęśliwa z resztą ekipy i z Kevinem weszliśmy do niego pytać co dalej. John podarował mu życie ale dał warunek.
-Podarowałem ci życie , ale gdyby nie Megan nawet bym się nie zawahał. Masz szczęście. Jest jeden warunek. -zaczął mówić John.
-Jaki?-spytał Kevin.
-Musisz  z stąd wyjechać na zawsze. Nie chcę cię widzieć, ani nie chcę o tobie słyszeć. Jeśli dowiem się że utrzymujesz jakikolwiek kontakt z Megan albo z innym członkiem zespołu bez zawahania cię zabiję. Zrozumiano?-odpowiedział.-Masz jak najdalej wyjechać z tego miasta. Jeśli tego nie zrobisz to po tobie.
-Tato! Proszę cię! Nie rób tego!-krzyczałam.
-Megan przestań , proszę cię. Mam już dość. Pamiętaj że nawet teraz mogę go zabić. Więc albo wyjedzie z stąd i będzie żył bez ciebie albo zginie. Wybór należy do niego.-stanowczo mówił.
-Dobra, John. Wyjadę i już więcej mnie nie zobaczycie ani o mnie nie usłyszycie. Ale Megi będę na ciebie czekał aż do śmierci.-zgodził się Kevin.
 
-Przynajmniej będziesz żył. Cieszę się bardzo że żyjesz!-mówiąc to przytuliłam się do niego.
John pospieszał nas więc Kevin długo nie rozmawiał. Wziął parę ubrań , dałam mu pieniądze i wychodząc pojechał na lotnisko. Pożegnałam się z nim na lotnisku potem wsiadł do samolotu i gdzieś poleciał. Machając mi i uśmiechając się do mnie odleciał wraz z moim sercem.
 
A ja pełna nadziei wróciłam do domu. Zdawało się że to już koniec, ale wcale nie. To dopiero początek.

sobota, 6 czerwca 2015

,,W cieniu prawdy''

                               Część 77
 -Gdzie jest Megan?-spytał John.
-Przygotowuję się na przesłuchanie Kevina.-odpowiedział Ben.
-Znowu? Co ta dziewczyna wyprawia?! Dzisiaj nie będziemy go przesłuchiwać. Ben powiedz Megan by tu przyszła.-powiedział John.
Ben wyszedł na korytarz i chciał mnie zawołać, ale ja już poszłam na przesłuchanie. Molly siedziała nad leżącym Nickiem, który miał złamaną nogę. Trzymała go za rękę, przytulona. Zaświeciłam światło i delikatnie, powoli schodziłam po schodach. Zauważyłam że Kevin ćwiczy, nie chciałam mu przeszkadzać więc stałam na schodach w ręku trzymając kawę i wszystkie notatki.
 

 Kevin po chwili zauważył mnie stojącą więc przerwał ćwiczenia i odezwał się.
-No chodź Meg. Trochę ćwiczyłem i...tak dla zdrowia.
-Nie musisz się mi tłumaczyć Kevin. Ale załóż koszulkę.
-Dobrze już zakładam. Przepraszam. Chciałem podziękować.
-Za co?
-Że stanęłaś w mojej obronie, i w ogóle za wszystko, że jeszcze żyje, że możesz ze mną rozmawiać.
-Twoje życie nie leży w moich rękach, od tego jest John. W obronie stanęłam dlatego że nic nie zrobiłeś, a mogę rozmawiać z tobą tylko dlatego że masz cenne informację których nie udzielisz nikomu innemu. Myślisz że mogłabym to wszystko wytrzymać?! Raczej nie. Staram się być silna.
-Megi nie musisz nikogo oszukiwać. Nie chcesz ze mną rozmawiać to nie. Nie chcę cię do niczego zmuszać.
Wszedł Ben i kazał mi iść do salonu na rozmowę. Gdy już wszyscy zebraliśmy się , John rozpoczął przemawiać. Dziękował nam za udaną akcję, i za wszystko co zrobiliśmy. Dostaliśmy wiadomość, że Maria Hand była tak wdzięczna nam za misję że dała nam podwyżkę wynoszącą trzy tysiące złotych. Chwilę później John dał każdej kobiecie po pięć róż i po pudełku czekoladek.
-Ponieważ wczoraj był dzień przytulania się, a nie daliśmy rady was przytulić...to dziś to robimy!-wesoło oświadczył John.
-Molly, nie smuć się. Wszystko będzie okey. No już, nie płacz...-mówiąc to Ben przytulił pierwszą Molly.
Molly w końcu się rozchmurzyła, zaczęła się już uśmiechać.
 
Do mnie podszedł Jim i obejmując mnie wyszeptał takie o to słowa: ,,Jesteś przepiękna''. Ja uśmiechając się do niego, powiedziałam że jest strasznym podrywaczem, potem podeszłam do Nicka, Bena aż w końcu do Johna.
-Tak się cieszę że żyjesz John.
-To już nie nazywasz mnie tatą?
-John, proszę cię. Dobrze że przeżyłeś. Strasznie się bałam o ciebie.
-Jak widać złego diabli nie wezmą.
-Ale mimo wszystko cieszę się że jesteś. Tylko szkoda że Nick jest tak strasznie poturbowany. Ledwo uszedł z życiem.
-To prawda. Szkoda mi Molly. Megi już nie potrzeba byś chodziła do Kevina. Na razie nie jest nam potrzebny.
-Co zamierzasz z nim zrobić?
-Na razie nic. Ale nie przejmuj się zapłaci za wszystko co zrobił.
-Nie widziałeś gdzieś mojego telefonu?
-Nie.
Chwilę później przypomniałam sobie że mogłam go zostawić w więzieniu u Kevina, i właśnie tam się udałam. Zaświeciłam światło i zeszłam po schodach, Kevin leżał na łóżku wpatrując się w sufit.
-Nie widziałeś gdzieś mojego telefonu Kevin?-spytałam.
-Telefonu? Nie...chyba nie...-odpowiedział niepewnie.
-A co trzymasz w ręce?-spytałam wchodząc do jego ''klatki''. -Znów mnie okłamałeś! Co ty myślałeś że ci zaufam znowu? Mam ciebie dość! Już za niedługo się ciebie pozbędziemy! Już nikomu się nie przydasz!
-Megan, proszę cię. Nie gniewaj się. Proszę.-błagał klękając przede mną na kolanach.
-Okłamałeś mnie mimo że obiecałeś że już nie będziesz! I jak chcesz bym ci znów zaufała?! Nie potrafię. I nigdy już nie będę potrafiła.-zabierając mu telefon zauważyłam że coś wystaje mu z koszuli.
Podeszłam do niego i spytałam co to jest. Kevin wziął i wyciągnął coś z koszuli.
-Co to jest?
-To jest...twoje zdjęcie.
-Że co? Oddaj mi to!
-Ale to jedyne zdjęcie które mam po tobie. Nie możesz!
-Oddaj! Nie dyskutuj ze mną!
-Proszę Megi...Megan nie, błagam cię.
-Jesteś chory! Powinieneś się leczyć! Mam ciebie dość!
Wyrwałam mu moje zdjęcie z rąk i potargałam na drobne kawałki a potem rzuciłam mu przed nogami. 

-Coś ty zrobiła?!-zaczął zbierać potargane zdjęcie z podłogi.
-Lecz się!-krzyknęłam.
-Jedynym lekarstwem na to wszystko jesteś TY! -krzyknął Kevin.
Wściekła wybiegłam z więzienia. John zobaczył mnie smutną i spytał co się stało ,ja nie chciałam odpowiadać , więc John się domyślił o co chodzi i powiedział że przejmuje Kevina, że to on będzie do końca jego życia rozmawiał z nim.
MIESIĄC PÓŹNIEJ:

-No dobra Kevin jesteś tu już koło czterech miesięcy, jesteś zdrajcą i gdybym mógł już dawno bym cię zabił.-mówił John.
-To zabij mnie.-odpowiedział Kevin.
-Doczekałeś się w końcu. Śmierć to dla ciebie wybawienie. To moja ostatnia wizyta tutaj.-oświadczył John.
-Co to oznacza? -spytał Kevin.
-To znaczy że już pojutrze z samego rana zostaniesz rozstrzelany.-odpowiedział zadowolony John. -Przyszedłem ci to osobiście przekazać.
-A mógłbym ostatni raz zobaczyć Megan? Ostatni raz ją widziałem koło miesiąca temu. Proszę, to ostatnia rzecz którą chcę przed śmiercią.-prosił Kevin.
-No dobrze, ale nie wiem czy ona będzie chciała ciebie widzieć.-zgodziwszy się John szykował się do wyjścia.
-Ona wie, że ja...no wiesz. -rzekł Kevin.

-Nie. Dziś jej powiem. A wiec radzę ci zrobić sobie rachunek sumienia, bo nikt cię nie uratuję. -mówiąc to John wychodząc po drodze wstąpił do mojego pokoju. Plotkując z Molly i Kate , John poprosił by wyszły i bym tylko ja z nim została na rozmowę w cztery oczy. Dziewczyny domyśliły się o co może chodzić więc nie stawiały się. Widząc minę taty spytałam czy coś się stało, on siadł koło mnie i łapiąc mnie za rękę powiedział mi wszystko. Gdy skończył nie wiedziałam jak mam się zachować. Miałam mieszane uczucia. Raz chciało mi się śmiać a raz płakać. John widząc co się ze mną dzieje wyszedł zostawiając mnie z tą wiadomością sam na sam. Zrywając łańcuszek dany mi od Kevina wzięłam go do ręki i wstając z łóżka otworzyłam szafkę nocną i wyciągnęłam z niej zdjęcie Kevina. Chwilę później to zdjęcie wzięłam do ręki i przytuliłam do serca, potem zaczęłam płakać. Sama nie wiem czemu w końcu go nienawidzę, ale widocznie serce mówi inaczej. Zawsze kierowałam się głosem serca, ale odkąd zdradził mnie Kevin zaufałam rozumowi. Serce i rozum to całkiem dwie odległe galaktyki, jedno chcę by być bezpiecznym  i rozważnym a drugie chcę by marzyć , kochać, i być szalonym. I jak tu kierować się w życiu? Czym się kierować w życiu? Skoro jedno zaprzecza drugiemu.
Następnego dnia poszłam do Johna pytając czy mogę iść do Kevina ostatni raz go zobaczyć. John wyraził zgodę i kazał mi zanieść ubranie dla Kevina, bo przecież nie będzie zabijany w stroju więziennym.
-John , ale przecież to ubranie jest trochę pobrudzone i śmierci jakąś pleśnią czy czymś!-oburzona wróciłam uwagę.
-I co z tego? Przecież w tym nie będzie brał ślubu tylko idzie na śmierć. Co to za różnica w czym będzie ubrany?-egoistycznie powiedział John.
-Jesteś egoistą! Nie rozumiem jak możesz taki być: okrutny bez serca? Chciałbyś umrzeć tak? Bo ja nie! Nawet mojemu największemu wrogowi tego nie życzę. On już odkupił swe winy.-broniłam go.
-Megan a nie pamiętasz jak skrzywdził cię? Chcę by teraz za wszystko odpowiedział! Prawie zabił Molly, ciebie więził, zdradził całą naszą agencję, zabił przecież Iana, mam dalej wymieniać?!-przekonując John wyszedł.
Mimo co powiedział John nie chciałam żeby był w tym ubraniu więc wyrzuciłam te ciuchy i dałam mu nowe. Po pracy papierkowej wieczorem wzięłam ubrania i zaniosłam Kevinowi. Gdy się przebrał weszłam ponownie do więzienia i siadłam na jego łóżku. Kevin stał z boku i smutny milczał ; oboje milczeliśmy. W końcu stanęłam i opierając się o ścianę pierwsza odezwałam się.
 
-Kevin chciałam ci powiedzieć...dobrze leży na tobie to ubranie.
-Dzięki Megan. Nie boisz się już mnie? Weszłaś przecież do klatki w której znajduję się groźny lew.
-Nie mów tak. Zresztą czego się mam bać? Już nieraz udowodniłeś że mnie nie skrzywdzisz.
-Szkoda Megan że to tak późno zrozumiałaś. Teraz to już nie ma znaczenia. I tak mnie nienawidzisz, to nie robi ci to różnicy jak zginę i kiedy zginę.
-Kevin, nigdy nie jest za późno.
-Co masz na myśli?
-Nic. Po prostu teraz gdy...zostaniesz rozstrzelany to...Chcę być raz na zawsze odczepił się ode mnie.
-Przecież się odczepię. Jutro z rana zostaję rozstrzelany. Będziesz miała mnie z głowy. Wiesz czego nie rozumiem?
-Czego Kevin?!
-Że mimo wszystko chcemy być razem ale nie możemy.
-Widocznie nie było nam dane być ze sobą. Trzeba się z tym pogodzić. Chcę byś, zapomniał o mnie byś mnie potem nie na wiedział po śmierci.
-Przecież duchy nie istnieją Megan.
-Po tym co w tych agentach przeżyłam i co widziałam to jestem w stanie uwierzyć we wszystko. Nawet że Mikołaj istniej
-Pamiętasz naszą pierwszą misję?
-To było wtedy co zaatakował mnie ten stwór na wyspie co wtedy na dyskotece...
-Tak wtedy co na dyskotece po raz pierwszy pocałowaliśmy się. Dobrze pamiętasz. Wtedy nie sądziłem że się w tobie zakocham. Wszystko bym zrobił dla ciebie.
-Mówisz ''wszystko''?
-Tak Megan, wszystko.
-To proszę cie byś dał mi spokój, nie chce już o tobie myśleć.
-Wiesz że tego nie mogę zrobić! Boisz się że gdy już zginę będziesz miała jakieś wyrzuty sumienia?
-Nie! Ale dlaczego nie możesz tego zrobić? To łatwe, zapomnij o mnie.
-Chyba dla ciebie to jest łatwe. Nie mogę tego zrobić bo jesteś złodziejką.
-Przepraszam cię, ale kim jestem? Złodziejką? Przecież nic nie ukradłam!
-Ukradłaś. Ukradłaś moje serce.
-Co mnie  w ogóle podkusiło by się z tobą spotkać?
-To miłość, nadal mnie kochasz, ale nie dopuszczasz tej myśli do siebie. To proste. Szkoda że nam nie wyszło.
-Nie kocham cię! Ubzdurałeś to sobie, nic do ciebie Kevin nie czuję! Zrozum to w końcu!
-To udowodnij mi to Megan.
-Jak?
-To proste. I tak mam zginąć. Masz tu broń. Więc ja teraz przed tobą klęknę, a ty wyciągniesz swój pistolet i jeśli mnie nie kochasz strzel. A jeżeli coś do mnie czujesz-to nie strzelisz. I tak zginę a ci to nie zrobi największej różnicy.
-No dobra, zrobię to.
Kevin klęknął przede mną a ja wyciągnęłam broń naładowując ją. Tymczasem Molly i reszt ekipy prócz Johna oglądała to wszystko co się dzieje przez monitoring. Molly się popłakała i uznała że to romantyczne.
-Jak na amerykańskich filmach. O Nicki jak dobrze że ciebie mam.-wycierając łzy odezwała się Molly.
Ekipa wpatrywała się w monitor a bardziej w nas jakby oglądali film. Nagle przyszedł John i zauważył mnie trzymającą broń nad Kevinem. Wściekły biegł do więzienia. Ja drżąc trzymałam broń w rękach.
 
 Kevin nieruchomo klęczał nie obawiając się śmierci. Nie wiedziałam co mam zrobić w tamtej właśnie chwili postanowiłam , że doradzę się własnego serca. Strasznie się bałam, a ręce mi się trzęsły jak galareta, a nogi uginały jak by były z waty. Byłam w lęku, myślałam, myślałam, myślałam...aż w końcu zrozumiałam że nie mogę tego zrobić. Puściłam broń na ziemie i zaczęłam wybiegać łzami w oczach z więzienia. Kevin odetchnął z ulgą i zaczął krzyczeć śmiejąc się na całe więzienie że nadal go kocham. Był taki szczęśliwy, że nie pamiętam kiedy tak się zachowywał. Potem w pewnym momencie przybiegł John i minął mnie tylko na korytarzu. Potem w strachu poszedł zobaczyć co się stało i ujrzał szczęśliwie krzyczącego Kevina który obok siebie miał broń. John wszedł do więzienia i zabrał mu broń, a potem powiedział że nie ma co się cieszyć bo i tak nigdy nie będziemy razem do póki żyje nie pozwoli mu na to. I wychodząc powiedział Kevinowi że i tak zginie a ja zapomnę o nim wcześniej lub później i że znajdę sobie kogoś innego i będę szczęśliwa jak nigdy w życiu. Kevin słuchając tego nie przejmował się słowami Johna tylko sam radował się tym że go nie zastrzeliłam. Przebiegłam koło sali informatycznej i Kate widząc mnie pobiegła za mną.
-Ej spokojnie Megi...opowiedz co się stało, ale najpierw uspokój się.
-Kate przecież dobrze wiesz co się stało, więc po co pytasz?
-No dobrze wiem, ale nie rozumiem w czym jest problem?
-Kate, ja nie wiem co mam zrobić! Nie radzę sobie z uczuciami. Nie wiem co mam robić! Proszę pomóż mi. Jeśli nie ty to nikt mnie nie zrozumie.
-No dobrze, pomogę ci. Ale najpierw muszę ci Megan zadać jedno pytanie. Czy kochasz Kevina? Ale szczerze, nie musisz mi odpowiadać ale odpowiedź sobie. Nie okłamuj swojego serca.
-To nie jest takie łatwe Kate. A ty co byś zrobiła na moim miejscu?
-Jako agentka posłałabym go do piekła, ale jako kobieta...jako kobieta przebaczyłabym mu jeżeli bym go bardzo kochała i zrobiłabym wszystko by z nim być. Więc odpowiedz, kochasz go?
-Po co ja się okłamuję? Jasne że...że go kocham. Gdy go widzę mam ochotę go zabić ale potrafię mu wszystko przebaczyć. Kocham go i nie mogę bez niego żyć. Ale co ja mam teraz zrobić? Przecież jutro z rana zostanie rozstrzelany!
 -Będziemy musiały powstrzymać to, ale nie wiem jak. Do jutra coś wymyślę, i powiem ci rano. A teraz idę bo słyszę że mnie wołają. Prześpij się z tym i zobaczymy co będzie jutro.
-Dobrze Kate. Jesteś wspaniała.
Kate wyszła a ja zostałam. Nagle zaczęła szklanka z wodą drżeć. Poczułam lekkie trzęsienie. W pewnym momencie Szafa spadła i o mało co mnie nie przygniotła! Zaczęło się wszystko trząść. Zaczęliśmy uciekać z budynku, aż nagle przy wyjściu z budynku potknęłam się na kamieniu i upadłam tracąc przytomność. Gdy się już obudziłam wszytko ustało. Wszystko wróciło do normy. W pewnym momencie zauważyłam że jestem w izolatce. Spytałam się dlaczego mnie zamknęli w niej, Nick odpowiedział że musiał zbadać mnie czy nic mi nie jest po tym trzęsieniu ziemi. Wszystko zrozumiałam i nie zadawałam już żadnych pytań.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

,,W cieniu prawdy''

                             Część 76
Przesłuchanie już trwało z samego rana od piątej rano. Pewnie dziwicie się czemu tak wcześnie? Dlatego że musimy niektóre rzeczy już teraz wiedzieć, i dlatego że potem wyruszamy w misję. 
 
-Jak na piątą rano wyglądasz prześlicznie Megan.-oznajmił Kevin.
-Mam dziś wyjątkowo dobry humor, więc nie będę niegrzeczna  i powiem ''dziękuję''. Więc dziękuję.-odpowiedziałam.
-Już dawno nie widziałem cię w uśmiechu.-rzekł.
-Pamiętaj o naszej zasadzie.-przypomniałam.
-''Naszej''? Nie twojej? -pytał.-Jak mógłbym zapomnieć?! 
-Nie łap mnie za słówka. Koniec pogaduszek, zostawmy to na później. Teraz powiedz jaką broń ma Hydra, która ponoć może zniszczyć cały świat?-zadałam kolejne pytanie.
-Hydra przecenia tą maszynę, czy tam broń. Nie jestem pewny czy jest taka groźna, ale trzeba uważać.-odpowiedział z przejęciem.-To jest ogromna taka jakby kula, albo jakiś okrąg z jakimś laserem. Dużo o tym nie wiem, to nie moja dziedzina.
-A wiesz jak działa przynajmniej?-spytałam.
-Nie za bardzo.-odpowiedział próbując sobie coś przypomnieć. 
-No to do zobaczenia...jutro.-powiedziawszy to zbierałam się już, gdyż Kevin mnie zatrzymał.
-Zaczekaj! Hydra wspominała coś że ona ma tworzyć armię żołnierzy z mocami, taka super-armia. Coś mówiła że koło stu tysięcy może stworzyć, albo więcej. To chyba rzeczywiście oznacza zagładę świata! O Boże! Jeżeli ona już ich tworzy to nawet wy ich nie pokonacie!
-Że co? A wiesz gdzie trzyma tą broń?
-Z moich obliczeń wynika że dziś ma ją przewieźć do Europy. Tą maszynę, ale nie jestem pewien. 
-Dziękuję, ci. Mogę coś dla ciebie zrobić?
-To czego chcę nie da się osiągnąć, ale jeżeli mogłabyś mi załatwić wodę-chciałbym się umyć, i ogolić. I coś do jedzenia i picia, jeżeli możesz oczywiście. Nie chcę byś Meg miała przeze mnie problemy.
-No dobra, ale golarka odpada. Każdy wie, ty i ja i inni że ze wszystkiego potrafisz zrobić broń. 
-Ha, ha...dobrze. Dziękuję.
-A jeśli mogę spytać to czemu takie zmiany? Wcześniej ci to nie robiło takiej różnicy. 
-Dla ciebie. Wstydzę się wiedząc że patrzysz na mnie jak na jakiegoś menela.
Gasząc światło wyszłam. Zaniosłam wiadomości Johnowi. On zawiadomił agencję jeśli ktoś woli może być centralę. Maria Hand była dumna z naszych dotychczasowych osiągnięć, zgodziła się byśmy to my pokrzyżowali Hydrze plany. John zakańczając rozmowę z Marią Hand poszedł przygotować się do akcji, ja i reszta poszliśmy się przebrać. Gotowi weszliśmy do samolotu-bazy i otwierając garaż wystartowaliśmy.
-To gdzie najpierw lecimy?-spytał John, Kate.
-No do Hydry.-odpowiedziała mało konkretnie. 

-No że też o tym nie pomyślałem.-z ironią oznajmił John.
-No właśnie, a tak konkretnie to do magazynów w lesie trzydzieści kilometrów z stąd. Czyli będziemy tam za niespełna piętnaście minut.-dopowiedziała Kate.
John siadł koło niej i jakby nigdy nic chciał pomóc jej sterować.
-Nie dotykaj tego! Zepsujesz! -krzyknęła Kate uderzając Johna po rękach.
-Au...to bolało...już nie dotykam nic. Przepraszam.-z uniesionym głosem rzekł John.
-I miało boleć. Nie wiem po co tu siedzisz. Możesz iść z stad. Ja cię nie zatrzymuje.-powiedziała.
 
-No wiem, ale chciałem pogadać...-zaczynał.
-O czym?-spytała Kate.
-O nas.-odpowiedział John.
-Nie ma żadnych ''nas''. Przepraszam, ale lepiej będzie jak wyjdziesz z stąd.-oznajmiła Kate.
-Masz rację, wyjdę z stąd.-mówiąc to wstał i zbliżał się ku wyjściu.-Kate, chcę byś wiedziała że cieszę się, że do nas wróciłaś. Niezmiernie się cieszę.
Nick poszedł do kuchni po popcorn, on kochał popcorn. Molly już nie mogła znieść jak chrupał jej za uszami tym popcornem.
 
 Przyszedł Ben i chciał spróbować, ale Nick zabrał szybko miskę pełną popcornu odwrócił się i sam zaczął jeść. Potem wziął jeszcze jakieś ciasteczka i także z nikim się nie podzielił. Sam wcinał , ażeby zrobić nazłość Benowi-ciągłemu głodomorowi jeszcze się oblizywał.
 
Nick z tą miską wyglądał jak taki, mały, cwany, chytry chomik. Śmieszne co nie? Mały, chytry chomik! Dotarliśmy już do kryjówki Hydry. Biorąc broń zakradaliśmy się do magazynów.  Nick i Molly zostali pilnować samolotu-bazy.
-I cały popcorn dla mnie! Buchahaha....!-ryknął złowieszczym śmiechem Nick, zajadając się popcornem.
-Nick! Przestań już! Mam dość tego popcornu! Uzależniłeś się od niego! Daj mi tą miskę!-krzyczała wyrywając Nickowi miskę z popcornem Molly.
-Zostaw! To mój popcorn!-krzyczał wyrywając miskę Nick.
-A ja jestem twoją żoną!-przekrzykiwała Molly.
-Ale ja kocham popcorn! Mniam...-rozmarzył się Nick.
-Jak tak kochasz popcorn to z nim mogłeś brać ślub! A nie ze mną!-z płaczem wysypała popcorn Molly.
Nick widząc go położył się na podłodze i zbierał go z powrotem do miski, a potem się rozpłakał. Molly już nie mogła na niego patrzeć wzięła telefon i poszła do pracowni chemiczno-biologicznej. Nagle Molly usłyszała jakieś kroki, myślała że wróciliśmy więc poszła zobaczyć do wyjścia. Nagle zobaczyła w wejściu ludzi Hydry! Przestraszona pobiegła powiedzieć Nickowi. Oboje wzięli broń i schowali się w pracowni. Siedząc obmawiali plan. Nick wziął telefon i wysłał mi wiadomość. Powiedziałam o tym Johnowi. Od razu chcieliśmy wracać, lecz Hydra nam przeszkodziła zaatakowała nas i musieliśmy walczyć. Wysłała wojowników do walki a sama poszła gdzieś. Jim zdążył zauważyć, że odjechała z Garetem czarną furgonetką. Coś nam nie pasowało, ponoć tego dnia mieli lecieć do Europy z tą bronią, a tymczasem odjechali gdzieś furgonetką.
-Nicki jest ich za dużo. Co robimy?-spytała szeptem Molly.
-Nie damy radę....a, a...a psik!-kichnął Nick.
Wtedy żołnierze Hydry skapnęli się gdzie Nick i Molly się znajdują, otoczyli ich i obojga wzięli i zamknęli w jakiejś dużej skrzyni z oknem (coś jak kapsuła )w Hydry samolocie. Gdyśmy już pokonali wrogów postanowiliśmy wrócić do samolotu-bazy. Po drodze, Jim się zakradł i przyczepił nadajnik do samolotu Hydry w którym znajdowała się ta broń oraz Nick i Molly. Gdy wróciliśmy do samolotu, nie zastaliśmy Nicka i Molly. Przeszukaliśmy każdy zakamarek, lecz na próżno. Z nowymi danymi wylądowaliśmy w garażu. Ja szybko wybiegłam z bazy i pobiegłam prosto do Kevina z nowymi danymi. Mieliśmy nadzieje że pomoże nam w wymyśleniu planu.
-Ej co z nami zrobicie?!-pytał przerażony Nick.
-Wypuścimy was po środku Oceanu Atlantyckiego. -odpowiedział jeden z żołnierzy.
-Że co?!-spytał zdziwiony Nick.
Ja wzięłam miskę z wodą, nowy strój więzienny, jedzenie i picie i zaniosłam Kevinowi.
-Widocznie bardzo mnie lubisz, skoro przychodzisz tu drugi raz Megi.
-Kevin, oszczędź sobie te żałosne komentarze. Hydra porwała Molly i Nicka. Musisz nam pomóc.
-Wychodzę z więzienia?!
-Nie ciesz się za szybko. Zostajesz tu, ale pomożesz nam opowiadając czym można załatwić tą straszną broń.
-Dobrze, ale pozwolisz że umyję twarz. Podasz mi wodę?
-No dobrze.
Próbowałam podać przez kraty, ale okazało się że nie da rady, więc musiałam wejść do środka. Nacisnęłam guziczek i weszłam do środka zanosząc to wszystko co przyniosłam Kevinowi.
-Nie zbliżaj się do mnie Kevin.
-Nawet nie zamierzam, bo znów zaczniesz krzyczeć.
-O Boże! Au....!
Zaczęłam chwytać się za głowę.
-Megan, co ci jest?! Odezwij się, Megan! Pomocy! Słyszy mnie ktoś?! Potrzebuje pomocy! Ratunkuuu!-krzyczał wołając Kevin.
Wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Ben przybiegł z Jimem i narobili zamieszania. Jim uderzył Kevina bo myślał że to właśnie Kevin mi coś zrobił, a Ben klęknął przy mnie i mówił do mnie przestraszony. Chwilę później ból minął.
-Co ci się stało? Ten tu-Kevin ci coś zrobił?-spytał Jim.
-Nie! Kevin nic mi nie zrobił! On mi pomógł. Zostawcie go!-zaprzeczyłam wstając z łóżka.
-Coś ty taki blady Kevin?-spytał Jim.
-A ty co tak rżysz jak koń? Śmieszy cię coś?-podchodząc do Jima, Kevin popchnął go, potem zaczęli się bić. Ja już miałam dość i wyciągnęłam pistolet i strzeliłam do góry, wtedy się uspokoili. Jim i Ben wyszli na zewnątrz a ja w końcu mogłam dokończyć rozmowę z Kevinem. Ustaliliśmy kilka informacji, które potem przekazałam Johnowi.
-Meg sprawdź położenie samolotu!-zakrzyczał John.
-Już się robi.-włączyłam komputer i szybko namierzyłam ich.-Są dokładnie po środku Oceanu Atlantyckiego.
-Kate za ile tam będziemy?-spytał John.
-Maksymalnie za sześć godzin, ale nie jestem pewna. Oni są bardzo szybcy.-odpowiedziała Kate.
-Więc nie ma na co czekać. Lecimy!-zakrzyczał John.
Plan polegał na tym że gdy zauważymy że Nick i Molly są bezpieczni wysyłamy rakietę która wysadzi ten samolot z tą bronią w powietrzu, wtedy będzie mniej szkód. Niestety innego rozwiązania nie było. Wydaję się że plan brzmi łatwo, ale wcale taki nie jest. Jedna osoba musi dostać się na pokład tego drugiego samolotu , potem musi zainstalować specjalny nadajnik na który będzie się kierowała rakieta, osoba która uruchomi ten nadajnik ma zaledwie nie całe dziesięć minut by uciekać z pokładu. Eksplozja będzie olbrzymia. Nasz samolot-baza musiał być minimum kilometr od tego pokładu w który trafi bomba. Tymczasem jeden z żołnierzy dzwonił do Hydry by spytać co mają robić z Nickiem i z Molly, Hydra rozkazała ich wyrzucić do oceanu. Ten żołnierz nacisnął przycisk i kapsuła z Nickiem i Molly wyleciała z samolotu. Wpadła do morza leżąc na dnie. Cztery godziny później:
-Molly tlen zaczyna nam się już kończyć. Przykro mi...
-Czemu ci przykro?
-Że tak dziś na ciebie nawrzeszczałem. Kocham cię i nie chcę cię stracić.
-Ja też cię kocham i przepraszam że wysypałam ci popcorn.
-Nic się nie stało. Nie mamy dużo czasu.
-Nick mamy jeszcze godzinę, za godzinę tlen się skończy i zginiemy.
-Pamiętasz jak umówiłem się z tobą na pierwszą randkę w liceum?
-Tak, pamiętam. Wylałam wtedy na ciebie rosół.
-Ha, ha...właśnie! Byliśmy tacy młodzi. Nikt wtedy z nas nie myślał że będziemy pracowali w agentach jako eksperci od nauk ścisłych i w ogóle. Wtedy myśleliśmy tylko o dobrych stopniach w szkole.
-Pamiętasz Nickuś, jak pani z chemii podzieliła nas na grupy i robiliśmy doświadczenie na ocenę? Rozpłakałeś się bo wstrętny Rayan zniszczył ci eksperyment, mimo wszystko skończyliśmy pierwsi i dostaliśmy najlepsze oceny z całej szkoły.
-Pamiętam! Nie sądziłem że to życie tak szybko nam minie, że właśnie teraz zginiemy.
-Ja też nie sądziłam.
Tymczasem my już szykowaliśmy się do misji.
-Dobra to kto się poświęca?-spytał Jim.
-Na pewno nie ty! Jesteś nieogarnięty okropnie! Jeszcze byś pomylił nasz samolot-bazę z ich samolotem.-odezwałam się.
-Ha,ha...bardzo śmieszne.-odparł Jim.
-Ja pójdę.-rzekłam.
-Nie! Nie mogę ciebie stracić Megi, jesteś moją jedyną córką. Kocham cię i nie pozwolę ci na to. -zabronił John.-Ja pójdę jestem stary, już swoje przeżyłem i mogę umierać.
-Co ty gadasz?! Jesteś moim ojcem-John!-zbladłam i nie wiedziałam co powiedzieć. 

-Szykujmy się. Kate podlecisz bliżej wtedy ja się tam dostanę, Jim ty i Megi przebierzcie się i załóżcie spadochrony, będziecie skakać w razie gdybym miał przeżyć. Ben ty zastąpisz mnie jakby mi się coś stało to zaopiekuj się moją córkę, i chroń całą naszą grupę. -prosił John.
-Nie , mów tak.-prosiłam Johna.-Nie chodź, gdy ciebie stracę, już nic mi nie pozostanie. Wszystkich straciłam. Nie możesz! Błagam cię John.
-Koniec rozmowy. Rozejść się!-mówiąc to John poszedł się przygotować.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Otworzyliśmy wyjście awaryjne i John już miał zaczepiać linę o ich samolot, ale go zatrzymałam.
-Meg wiesz że już nic nie można zmienić. Nie przekonasz mnie.
-Nie o to chodzi.
-To o co?
-Tato...ja...ja chciałam ci życzyć szczęścia. Kocham cię! I wróć do mnie, do swojej córki.
-Co ty powiedziałaś?
-Tato?!
-O Boże! Megi! W końcu to powiedziałaś...cieszę się tak jakbym dostał drugie życie. Ja też cię kocham córuś.
Żegnając się z ojcem odeszłam do salonu, nie mogłam się na to patrzeć. John wyskoczył z plecakiem ze samolotu i zjechał po linie na drugi pokład. Potem po cichu wszedł wyjściem awaryjnym i dwóch żołnierzy uśpił bez dźwiękowym pistoletem. Następnie zakradł się przez jakiś schowek aż do pomieszczenia w którym znajdowała się ta olbrzymia broń. Delikatnie po środku tej wielgachnej kuli zaczął instalować nadajnik. Tymczasem Nick z Molly cali się pocili z gorąca i co chwilę pokasływali.
-Gorąco...tracimy tlen Nick. Umrzemy...-resztkami sił wypowiadała słowo po słowie Molly.
-Nie umrzemy! Mam pomysł!-z podniesionym głosem powiedział Nick.
-Jaki?-spytała Molly.
-Wybijemy tą szybę czymś wtedy będzie otwór i będzie można się wydostać.-zaproponował.
-No super, ale wtedy jak wybijemy szybę nas przygniecie chyba że ktoś wysadzi ten głaz, ale  tylko jedna osoba zdąży uciec...-dopowiedziała Molly.-Ale wtedy jedno z nas musiałoby...
-Tak Molly, ty będziesz uciekała podczas gdy ja potrzymam głaz a potem go wysadzę. Tak przeżyjesz.-dokończył Nick.
-Nie! Nie mogę na to pozwolić. Nie możesz zginąć. Kocham cię, to wolę byśmy oboje zginęli, ja nie potrafię bez ciebie żyć.-zaprzeczała Molly.
-Spróbujmy, uda się nam.-Nick próbował uspokoić Molly.
Molly z niechęcią, ale jednak się zgodziła. Gdy wszystko już oboje przygotowali, Nick wybił szybę, Molly zaczęła wypływać a Nick wypłynął i umieścił mini bombę na skale. Potem ją uruchomił i szybko próbował płynąć na powierzchnię, już prawię do niej dopłynął tyle że bomba wybuchła za nim dopłynął. Bomba tak strzeliła że Nick został odtrącony i uderzył głową w jakąś skałę. Molly się udało wypłynęła na powierzchnię. Była w wielkim szoku, zaczęła płakać...z nerwów nie wiedziała co robić, zdawało się jej że tonie. Nagle coś się jej otarło o nogę, zanurkowała a koło jej nogi był nieprzytomny Nick. Serce mu się zatrzymało...Molly złapała go i wydostała na powierzchnię potem przytulając go wołała o pomoc widząc na niebie dwa samoloty, jeden Hydry drugi nasz.
 
Tymczasem John zainstalował nadajnik, gdy zobaczył na stoper, zauważył że zostało mu niespełna dwie minuty. Zaczął uciekać, po drodze zaatakowali go ludzie Hydry, zaczął walczyć, a czas leciał. W pewnym momencie koło naszego samolotu bazy przeleciała rakieta. Zaczęłam płakać, samolot wyleciał w powietrze i zostały z niego tylko drobne kawałeczki.
-O Boże! Tato! Nieee...! -krzyczałam klęcząc na kolanach.
Po chwili Kate zakrzyczała że John spada do oceanu, że żyję. Szybko otarłam łzy, i wraz z Jimem założyliśmy szybko spadochrony i patrząc sobie w oczy powiedzieliśmy ''powodzenia''. Następnie wyskoczyliśmy wraz z pontonem.
 
John wleciał do oceanu, chwilę po nim na rozłożonym pontonie podpłynęliśmy do niego. Podaliśmy mu ręce. Cały mokry wsiadł na ponton, ja nie zważając na nic przytuliłam go z całego serca i powiedziałam : ''Jak dobrze że jesteś tato, kocham cię''. On już nie wytrzymał i się popłakał ściskając mnie mocno. Nawet takiemu jak Jim zakręciła się łezka w oku.
-Słyszeliście to?-spytał Jim.
-Nie, a co się stało?-powiedział John.
-Słyszę jakieś głosy!-krzyknął Jim.
Nagle odwróciliśmy się i parę metrów przed nami płynęła w naszą stronę Molly z nieprzytomnym Nickiem. Dopłynęliśmy do nich i wyciągnęliśmy ich z wody.
 
W pontonie zrobiliśmy mu sztuczne oddychanie, już nie było nadziei że Nick przeżyje, aż tu nagle odkasłał całą wodę którą miał w płucach, był ranny i potłuczony, miał złamane kilka żeber, ale miał szansę na wyjście z tego. Szczęśliwa,  spłakana Molly pocałowała Nicka a potem się do niego przytuliła. Miał wielkie szczęście. Kate obniżyła samolot i wszyscy wróciliśmy na pokład samolotu, a z nim wróciliśmy do domu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Tego przeżycia w życiu nie zapomnę. Nigdy się tak nie bałam jak wtedy.