przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Wszystko już było dopięte na ostatni guzik. Zostaliśmy małżeństwem! Potem ksiądz powiedział: ''A teraz możesz pocałować pannę młodą''. Po ślubie udaliśmy się na wesele. Tam przy znoszeniu toastu wypowiedziałam takie o to słowa:
Po wypowiedzianych słowach rozpoczął się pierwszy taniec. Później już została tylko zabawa do samego rana. John i Kate tańczyli tylko ze sobą tyle że dwa może trzy razy zatańczył ze mną.
Kate miała piękną srebrną sukienkę , błyszczącą podkreślającą talię a John, no jak to mężczyzna miał czarny garnitur i białą koszulę. Ja i Kevin po oczepinach o północy polecieliśmy na lotnisko a z stamtąd polecieliśmy samolotem w podróż poślubną po Azji. Mieliśmy w planie zwiedzić Tokio , wilki Mur Chiński , Chiny , Indie i inne piękne miejsca. Zapragnęłam także zrobić sobie zdjęcia ze słoniem. Miałam nadzieje że plan się powiedzie. Do Nowego Jorku postanowiliśmy wrócić za dwa tygodnie. Podczas gdy lecieliśmy do Chin reszta bawiła się do samego rana. Było wspaniale. Nie ukrywając był to najlepszy ślub, ale to tak w tajemnicy by Molly i Nickowi nie było przykro. Oczywiście żartuje, bo każda para uważa może prawie każda uważa że ich ślub był najlepszy.
DWA DNI PÓŹNIEJ...
-Ale ten mur jest olbrzymi. A jaki wspaniały!-zachwycona robiłam sobie z Kevinem zdjęcia.-Z czego się śmiejesz?
-Nic Megi, ale nigdy nie widziałem cię jeszcze takiej rozpromienionej.-odparł Kevin, całując mnie w policzek.
-Bardzo śmieszne. Dziwisz mi się? Przecież to najwspanialsze momenty w moim życiu. -odpowiedziałam.
Cały jeden dzień poświęciliśmy zwiedzaniu Muru Chińskiego, a kolejny dzień na zwiedzaniu Chin i próbowaniu potraf. Trzy dni później pojechaliśmy do Indii. Tam wraz z przewodnikiem wybraliśmy się na czterodniową wyprawę po dżungli. Mogłam nawet podczas wyprawy pokarmić słonie i zrobić sobie z nimi zdjęcia. To było wspaniałe przeżycie.
Kolejne dni upływały bardzo szybko, zamiast pojechać do Tokio to ostatnie pięć dni postanowiliśmy wraz z Kevinem polecieć na Hawaje. Potańczyć trochę, ponurkować i poopalać się.
-Ale tu jest wspaniale!-wykrzyczałam.-Jest tyle miejsc do zwiedzania, a tak mało czasu.
-Megi niestety taki jest świat.-odparł Kevin.-Gdybyś chciała zwiedzić każde, miasto, każdą wieś po prostu każde miejsce na świecie to zabrakło by ci życia. Niestety za krótko żyjemy. Dlatego trzeba wykorzystać ten czas jak najlepiej.
-Masz rację.-zgodziłam się z mężem.-Od kiedy mój mężu stałeś się taki mądry? Twoja mądrość mnie onieśmiela. Ha..ha..
-Uważasz że jestem głupi?-uśmiechając się Kevin spytał.
-Tak. Mój głuptasku.-odpowiedziawszy to ucałowałam go w policzek.
-Och ty!-krzyknął Kevin i chwycił mnie i w raz ze mną na rękach pobiegł do oceanu.
Potem rzucił mnie do wody. Kevin zaczął się bać ponieważ długo się nie wynurzałam,a to były żarty. Nie wiedział że potrafię tak długo być pod wodą. Postanowiłam to wykorzystać, podczas gdy Kevin umierał ze strachu i szukał mnie po oceanie, ja podpłynęłam i złapałam go za nogę a potem popchnęłam do wody.
-Nie denerwuj się mężusiu, bo ci jeszcze żyłka pęknie. To żarty.
-Właśnie za to cię kocham Megi.
-Ale wam zazdroszczę tego wszystkiego.-powiedziała przytulając mnie Stella.
-Nie martw się Stell i na ciebie przyjdzie czas. Wspomnisz moje słowa.-oznajmiłam.-A gdzie jest tato?
-Jest u siebie w gabinecie. Od samego rana was wyczekiwał. Idź do niego. A ty Kevin opowiadaj dalej jak było?-odpowiedziała Molly.
Ja uśmiechnięta pełna energii i opalona szłam do Johna. Tymczasem John czytał jakieś dokumenty i rzekł:
-To ja. O Boże...
-Córeczko! W końcu jesteś tęskniłem bardzo za wami. Świetnie wyglądasz!
-Tato co jest? Zadałam ci pytanie.
Zaczęłam wszystko opowiadać od nowa i pokazywałam zdjęcia, ale było widać że John był myślami gdzie indziej. Nie wiedziałam tylko co go tak zmartwiło i o czym w tamtej właśnie chwili myślał. Nie był naturalny, uśmiechał się sztucznie i udawał że słucha co do niego mówię, a jego wzrok ciągle przyciągała czerwona teczka i zawarte w niej jakieś dokumenty.
Nagle wyszłam z toalety i miałam dla nich pewną wiadomość.
Podeszłam i przed wszystkimi wyznałam im że jestem w ciąży. Molly zemdlała, Kevin wypuścił kubek z rąk który chwilę później się rozbił a Johna zamurowało.
-Megan czy ty powiedziałaś że...-Kevin ledwo co wydusił te słowa.
-Tak. Będziesz ojcem! Cieszysz się?-spytałam.
-Nie wiem co powiedzieć. Wow! O Boże...będę ojcem. O ja cię kręcę !-w końcu do Kevina doszła ta wiadomość. -Kocham cię.
Po kilku tygodniach zdecydowaliśmy że będziemy musieli odejść z agentów , bo musimy naszemu dziecku zapewnić bezpieczną i stabilną rodzinę. Nie było to łatwe bo tak jak i moim tak i Kevina agenci, ta praca to całe nasze życie. Nie wiem czym miałabym się zająć po odejściu , Kevin zawsze gdzieś znajdzie pracę. Zna dużo języków mógłby może zostać jakimś przystojnym nauczycielem albo pracować jakoś fizycznie. Nie wyobrażałam sobie tego, ja jako matka, żona. Nie przespane noce, różne kaszki, pampersy i tak dalej. Oprócz tego że miałabym gospodynią domową chciałabym coś jeszcze robić. Tylko jeszcze nie wiem co. John był podekscytowany że zostanie dziadkiem a Kevin że zostanie ojcem. Już za dziewięć miesięcy na świat miała przyjść mała istotka która kiedyś stanie się ''kimś'' i być może zajmie nasze miejsce w pracy.
-Teraz to jest idealny moment na to by tobie Kevin i tobie Megi coś powiedzieć.-odezwał się John.
-Stało się coś?-spytałam.
-Wsiądźcie do auta. Musimy wam coś pokazać.-powiedziała Kate.
Wszyscy wsiedliśmy do furgonetki i pojechaliśmy gdzieś z Kate z Johnem i resztą. Nagle stanęliśmy przed jakimś domem.
-Gdzie my jesteśmy?-spytałam.
-Idźcie za mną.-odparł John otwierając drzwi do jakiegoś domu.
Zaczęliśmy się rozglądać i potem rzekłam: ''Przecież tu nic nie ma. Nic z tego nie rozumiem. Powiedz mi tato o co tu chodzi?''
-Kochani ja w raz z resztą zespołu i przy wielkiej pomocy naszego dyrektora-Bena kupiliśmy wam ten dom wystarczy byście go urządzili tak jak chcecie, pieniądze już na to są. To jest dom dla was i dla waszego przyszłego dziecka.-odpowiedział John dając nam kluczę do domu.
-Nie wieże. Mamy własny dom! Tato nie potrzebnie... To jest niesamowite.-uściskałam wszystkich po kolei.
Kevin też był bardzo zadowolony. Nie było z czym zwlekać, zaczęliśmy już urządzać dom następnego dnia. Przybyli malarze i ci inni pracownicy. Wszystko urządziliśmy po swojemu. Cały remont : kupowanie mebli, malowanie i tym podobne trwało pięć miesięcy. Właśnie wtedy już wyglądałam jak nadmuchany balonik. Gdy wszystko było już gotowe, to urządziliśmy małe przyjęcie na które zaprosiliśmy przyjaciół z naszej ekipy i Bena. Kevin siadł na krześle i wyobrażał sobie małe dziecko biegające po domu.

Bałam się tego a jednocześnie się cieszyłam. Bałam się tego że będę taka jak moja matka że opuszczę to dziecko, albo go skrzywdzę, w końcu mam moc. Byłam pod stałą opieką Nicka i Molly badali mnie i stwierdzili że na czas ciąży nie powinnam za dużo używać mocy bo szybko będę tracić energię i mogłabym skrzywdzić maleństwo.
-Megan tylko nie pij alkoholu.-ostrzegał Kevin.
-A Megi będziesz mogła przychodzić do pracy, ale jesteś zawieszona.-powiadomił mnie John.
-Ale dlaczego? Co ja zrobiłam?-zdziwiłam się.
-Przecież w ciąży nie będziesz brała córeczko udziału w misjach a tym bardziej nie będziesz się biła.-oświecił mnie John.
-Ale tato, no proszę cię. Przecież nic się nie stanie.-próbowałam go przekonać, ale niestety był nieugięty.
Nie przekonałam go, chociaż miał rację. Nie powinnam walczyć bo mogłabym skrzywdzić dziecko, a nie chciałabym tego. Czas mijał dalej, ja siedziałam w domu obżerając się a Kevin znalazł pracę w banku. To nie była praca jego marzeń, ale cóż. Trzeba wybierać, albo kariera albo rodzina. Przez ostatnie miesiące już nie pracowałam, tylko odwiedzałam Johna i resztę kilka razy w tygodniu, jak zwykle nie mogłam się powstrzymać i raz poszłam sobie trochę postrzelać. Kevin dowiedział się o tym i trzymał mnie na krótkim sznurku, jeśli miał wolne to całymi dniami przy mnie siedział. Nie pozwalał mi nic podnosić. Czegokolwiek bym się nie tknęła to by zaszkodziło dziecku, tak uważał Kevin. Dni mijały...
4 miesiące później: (od początku minęło już 9 miesięcy)
-Megan! Na litość boską, nie możesz teraz nic dźwigać. Zostaw to. Ja się tym zajmie.-przestraszył się Kevin.
-Kevin uspokój się. Przecież te trzy grube książki nie ważą więcej niż dwa kilo. Z dnia na dzień jesteś coraz bardziej przewrażliwiony. To się staje coraz bardziej uciążliwe.-powiedziałam.-A przypadkiem teraz nie miałeś iść do pracy?
-Z dnia na dzień jestem bardziej przewrażliwiony bo z dnia na dzień jest coraz bliżej do porodu. A dziś wziąłem wolne, by się tobą zaopiekować. -odpowiedział Kevin odprowadzając mnie na kanapę.
-Przestań mnie traktować jak bombę która zaraz może wybuchnąć! Nie dość że wyglądam jak balon to jeszcze nigdzie nie mogę się ruszyć. Uspokój się trochę. Proszę cię!-zdenerwowałam się.
-Dobrze Megi, dobrze. Tylko się nie denerwuj bo to szkodzi dziecku.-odparł Kevin.
-Okey. Możemy dziś pojechać do taty?-spytałam.
-No dobrze. To pojedziemy. -Kevin i ja wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do ojca.
Weszliśmy do bazy ale Johna nie było, więc pozwoliłam sobie zajrzeć do jego gabinetu. Znalazłam tam wezwanie do Teksasu. Właśnie tam John i reszta dostali misję. Przeczytałam czego to dotyczy i nie zawahałam się by wziąć udział w tej misja. Chwile czekaliśmy na Johna potem godzinę dyskutowaliśmy o tym czy mam brać udział w misji czy nie. W końcu Kevin i John dali się przekonać mogłam wziąć udział w misji, ale pod warunkiem że nie będę się biła. W siedliśmy do samolotu-bazy i wylecieliśmy do Teksasu.
Misja dotyczyła kobiet w ciąży które biorąc udział w zwykłych zajęciach znikały, a zwłok nie znaleziono. To była podejrzana sprawa. Prawdopodobnie za tym stała Hydra, zresztą jak zwykle.
-Czyli wiecie co macie robić? Udajecie że przyjechaliście tu jako małżeństwo które chcę zastosować nowe metody odprężające które zdziałają cuda. Oni tam was sprawdzą czy nie jesteście jakimiś agentami, ale nie obawiajcie się jesteście bezpieczni. -mówiąc to John wskazał nam miejsce do którego mieliśmy podejść razem z Kevinem.
Mój mąż jak zwykle przewrażliwiony. Cały czas marudził i zniechęcał mnie do tej misji, ale mnie się nie da tak łatwo przekonać. W końcu nie wytrzymałam i krzyknęłam
-Kevin zamknij się! Czy widzisz bym rodziła? Spokojnie.
-Megi jak mam być spokojny jak kilka dni zostało do porodu a ty bierzesz udział w misji.
-Przecież czuje się świetnie. Mogę nawet tańczyć.
Zaczęłam trochę podskakiwać żeby uspokoić Kevin i się chyba udało.

Lecz nagle poczułam skurczę. Nie chciałam dramatyzować,ale podejrzewałam że się już zaczyna. W pewnej chwili wody mi odeszły. Wtedy już zaczęłam krzyczeć.
-Kevin weź mnie do samolotu zaczynam rodzić!
-No dobrze zaraz.-Kevin nie skupiał się na tym co mówiłam.-Co powiedziałaś Meg?!
-Rodzę!
-O Boże. Dzwonie do Johna ...Trzymaj się Megi! Oddychaj...raz....dwa...trzy...
-Samolot jest za rogiem damy radę Kevin. Denerwujesz się gorzej niż ja.
Kevin wziął mnie na ręce i biegł ze mną do samolotu-bazy. Gdy John usłyszał że rodzę to nagle zemdlał. Nick i Jim zanieśli go na kanapę, a ja tymczasem stałam w pracowni.
-A ja gdzie mam się położyć?-spytałam.
-O jasny gwint. No tak! Do salonu a Johna do gabinetu!-krzyknął Kevin i zaraz zaprowadził mnie do salonu, ale potem bym wszystko zabrudziła więc poszłam do pracowni z powrotem i tam położyłam się na specjalnym łóżku.
-Nie zdążymy. Megi musisz rodzić w samolocie! -krzyczała zdenerwowana Molly.
-O Boże, może pójdę po lekarza.-gadał od rzeczy Kevin.
-Jak? Przecież jesteśmy w powietrzu. Wyskoczysz z samolotu?-oznajmił Jim.-To może ja pójdę po piwko bo na trzeźwo tego nie przeżyje.
Kevin wyszedł na zewnątrz i poszedł do kuchni, a Stella, Molly i Kate pomagali mi w porodzie. To był cyrk na kółkach. W końcu po jakimś czasie urodziłam zdrowego chłopca.
-Gratulacje Kevin. Masz pięknego synka.-powiedziała Molly ciężko oddychając.-Możesz go wziąć teraz na ręce.
-Może lepiej nie bo go puszczę.-odetchnął z ulgą.
-Spokojnie.-mówiąc to dałam Kevinowi synka na ręce.
Był taki malutki...miał piękne niebieskie oczka i delikatnie ciemne włosy. Był taki słodki...że bym go ''z chrupała''. Kevin po takich wrażeniach poszedł do kuchni by napić się czegoś. Podeszła potem Kate z Johnem i wzięli małego na ręce. Fajnie wyglądali z dzieckiem na rękach.

-Jaki malutki. Taki niewinny.-mówił słodko John a potem zaczął śpiewać kołysankę.
Gdy już dolecieliśmy z powrotem do Nowego Jorku od razu pojechaliśmy do szpitala, tam zrobili dokładniejsze badania i wszystko było w porządku i zaraz tego samego dnia wypisano mnie z powrotem do domu. Kilka miesięcy odbyły się chrzciny małego Alexa-tak właśnie nazwaliśmy go-Alex. Matką chrzestną została Kate a ojcem chrzestnym został Ben. Pierwsze dwa latka dziecka były najtrudniejsze to kolki, ząbkowania i tak dalej. To było straszne, ale jakoś przetrwaliśmy. Rok mijał za rokiem i Alex miał już sześć lat. Chodził do przedszkola, ja chodziłam na różnorodne kursy bym mogła się dokształcać a Kevin pracował dalej w banku. Pewnego dnia gdy Kevin wrócił z pracy a ja byłam na kursie do domu zapukał ktoś obcy.
-Kto tam?-spytał Kevin.
-Przesyłka do pana.-odpowiedział grubym głosem mężczyzna.
Kevin otworzył drzwi, i nagle do domu w padło dziesięciu mężczyzn. Kevin próbował walczyć, ale było ich za wielu.

Nie dał rady, odepchnęli go na bok a potem porwali Alexa i zniknęli. Ci porywacze to byli ludzie Hydry. Przez tyle lat walczyliśmy z nią a ona dalej chcę nas zniszczyć. Kiedy wróciłam do domu z kursu zaczęłam rozmowę z Kevinem.
-Cześć kochanie. Byłam w przedszkolu po Alexa, ale pani powiedziała że ojciec go wziął.
-Megan bo...
Mogłeś mi powiedzieć to bym nie jechała na darmo. A co teraz robi nasz synek?
-Meg bo Alex...
-Co się stało?! Mów w tej chwili! Gdzie jest Alex?!
-Meg uspokój się. Napadli mnie ludzie Hydry i zabrali Alexa. Było ich z byt wielu nie dałem rady.
-Co ty mówisz? Jak go porwali?! Zaprowadź mnie do niego. Teraz!
-Meg porwali go.
-To twoja wina! Mogłeś go pilnować!
Nie zważając na nic wraz z Kevinem pojechaliśmy do bazy do Johna i reszty by opowiedzieć co się stało. W tej sytuacji postanowiliśmy wrócić do agentów i zniszczyć Hydrę. Nie wiedzieliśmy gdzie teraz Alex przebywa ani co robi. Hydra była nie obliczalna, była zdolna do wszystkiego. Bałam się pomyśleć co będzie jeśli go jej nie odbierzemy. Dwa tygodnie mijały nam bardzo opornie. Moje małżeństwo z Kevinem z dnia na dzień traciło wartość. Jak nie kłóciliśmy się to dla odmiany milczeliśmy po tajemnie obwiniając się o to co się stało. Nie chciałam Kevina z dołować, ale byłam pod pływem emocji i nie wiedziałam co gadam. Hydra znowu odebrała mi po raz kolejny to na czym bardzo mi zależy. Jak przez ostatnie lata wszystko zaczęło się dobrze układać tak nagle z dnia na dzień wszystko się rozwaliło. Nie wiedziałam o co mogło chodzić Hydrze. Minęły już trzy tygodnie odkąd zaginął Alex, nie wiedzieliśmy gdzie go szukać,ale działaliśmy na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy szłam do barku zobaczyłam siedzącego Kevina rozmawiającego z Nickiem.
-Nick mam tego dosyć. Megi uważa że to ja jestem wszystkiemu winien. Może ma rację? Gdybym może...
-Kevin nie możesz się obwiniać. To nie jest ani twoja ani Megan wina. Kto mógł przewidzieć że tak się stanie. Dobra Kevin idę do Molly.
Nick odszedł a Kevin został dopijając drinka. Słyszałam całą ich rozmowę. Stałam za nim i przyglądałam się Kevinowi. Chciałam z nim porozmawiać, ale głupio mi było. A tak w ogóle nie wiedziałam czy mój mąż będzie chciał ze mną rozmawiać.

-Siadaj.-odezwał się Kevin.
-Mimo wszystko twój instynkt i zmysły nie zawodzą. Wiedziałeś że podsłuchuje.-odparłam siadając koło niego.
-Tak. Przepraszam że tak krzyczałem na ciebie.-przepraszając przytulił mnie.
-Kevin to ja przepraszam. Nikt nie mógł przewidzieć że tak się stanie.-rzekłam.
-Dobra, jest okey.-burknął.
-To o co chodzi?-spytałam.
-Po co ty w ogóle wychodziłaś za mnie? Przecież miałaś już dwóch z jednym byłaś już zaręczona a z drugim miałaś za kilka godzin brać ślub. To dlaczego ja? Ten pierwszy był policjantem, a ten Louis to miał moc i bylibyście szczęśliwi obydwoje. A ja? Kim ja jestem? Zdradziłem agentów, uniknąłem śmierci, ale najbardziej to ciebie skrzywdziłem a mimo wszystko wybrałaś mnie.
To co mówił Kevin nie wiedziałam jak mam odebrać. W pierwszej chwili pomyślałam że żałuje że wziął ze mną ślub, a potem...potem to już sama nie wiem. W końcu przerwałam mu.
-Kevin! Nie mów tak. Kocham cię i dlatego cię wybrałam.
-Megan daj mi skończyć. Jesteśmy ze sobą po ślubie już tyle lat prawie siedem i co, jesteś szczęśliwa? Nie widzisz tego że jak chcemy być ze sobą to ciągle nam coś przerywa szczęście? Jak nie moja, zdrada , to zniknięcie Alexa. Ciągle coś. Ja tak nie mogę żyć.
-Kevin czyli chcesz powiedzieć że już mnie nie kochasz? Że ten ślub i to wszystko to była gra? Raz mówisz mi że mnie kochasz i będziesz walczył o mnie a teraz mówisz że nie chcesz być ze mną. Zwalasz wszystko na los, a tak naprawdę to mnie nie kochasz.
-Megan to nie tak. Kocham cię bardzo dobrze o tym wiesz.
-Ponoć miłość zawsze zwycięży,a ty jesteś nieszczęśliwy.
-To nieprawda Megan! Uspokój się.
-Kevin to prawda. Jesteś nieszczęśliwy. To by się zgadzało. Bo przecież ty masz duże ambicje. Nie nadajesz się na czułego tatulka, i krawaciarza który pracuje w banku i wiedzie spokojne życie. Tobie brakuje przygód. Walki, stresu tej adrenaliny-to jest twój żywioł. Mi też tego brakuje, ale wybrałam rodzinę i nie żałuje tego. A ty co będziesz takim ojcem dla Alexa jakim ojcem był John dla mnie? Wybrał karierę zamiast rodzinę? Mam dość.
-Meg zaczekaj!
-Wiesz co ci powiem. Wzięłam z tobą ślub bo cię kocham i przysięgałam przed Bogiem że cię nie opuszczę aż do śmierci. Mimo wszystko, mimo tych kłótni przeciwności losu nie mogłabym bez ciebie przeżyć ani jednego dnia. Próbowałam o tobie zapomnieć, ale nie dałam rady. Potrafię ci nawet najgorsze świństwo wybaczyć, powtórzę jeszcze raz, bo cię kocham. To coś jak uzależnienie od narkotyków czy alkoholu nie mogłam bym bez ciebie żyć. Bo potrzebuje ciebie.
Było mi przykro. Nie sądziłam że Kevin okaże się takim egoistą. Niestety w tych czasach trzeba wybierać między karierą a rodziną. Tylko że ja myślałam że Kevin już dawno wybrał. John przechodząc koło barku wszystko słyszał. Nie chciałam powiedzieć tego tak o Johnie bo on nawet nie wiedział że się urodziłam. Mam za długi język zawsze coś palnę. I czasami działam impulsywnie. Pobiegłam do toalety i tam płakałam, chociaż nie wiem dlaczego. Przecież wtedy kiedy się tak zastanowiłam to Kevin nic takiego nie mówił. On chciał porozmawiać, a ja uniosłam się honorem i w mawiałam sobie że właśnie to miał namyśli mówiąc czy tam pytając
''Czy nie żałujesz że za mnie wyszłaś?A ja? Kim ja jestem? Zdradziłem agentów, uniknąłem śmierci, ale
najbardziej to ciebie skrzywdziłem a mimo wszystko wybrałaś mnie.''
Tak naprawdę to sama nie wiedziałam dlaczego miłość potrafi być taka silna i przez nią trzeba tyle cierpieć.
-Megan telefon twój dzwoni!-wołała Kate.
Szybko otarłam łzy i wzięłam telefon do rąk.
-Tak słucham?-odebrałam go.
-Co masz taki smutny głos. Płakaś Megan? -mówił kobiecy głos.
Na początku nie domyśliłaś się kto dzwoni, ale potem już wiedziałam że to Hydra! Ona kocha patrzeć jak inni cierpią.
-Maria Hand czyli Hydra! Gdzie jest nasz synek? Mów! Żyje?!
-Spokojnie. nie denerwuj się. Na razie nic mu nie jest.
-Co to znaczy ''na razie''?
-Dzisiaj za pół godziny jeśli nie wiesz to jest to godzina dwudziesta-druga dokonamy zamiany na starym moście ten co jest zamknięty.
-Czego chcesz?! Zrobię wszystko byle mój synek żył.
-Oddasz mi swoją próbkę krwi.
-Dobrze przyniosę ci ją.
-O nie! John mi ją przyniesie a ty i reszta ekipy będziecie czekać po drugiej stronie mostu. Tylko niczego nie próbujcie i się nie spóźnijcie bo inaczej twój piękny synek zginie. Do zobaczenia.
Hydra się rozłączyła a ja opowiedziałam reszcie ekipy o wszystkim co mi powiedziała. Molly i Nick pobrali mi próbkę krwi i dali ją Johnowi w małej fiolce. Nie czekając na nic wszyscy pojechaliśmy na stary most.
-Jesteście punktualnie!-krzyczała Maria Hand z drugiego końca mostu.-A teraz wszyscy zostańcie tam! Tylko John niech powoli podejdzie z fiolką do nas!
-Tato uważaj. Proszę cię.-przytuliłam Johna bardzo mocno.
-Dziękuję córeczko. Chcę tylko jedno wiedzieć czy to powiedziałaś Kevinowi o mnie to naprawdę tak sądzisz?-spytał John trzymając fiolkę w dłoni.
-Nie. To było w nerwach. Trzymaj się tato. I szybko wracaj.-mówiąc to cofnęłam się do tyłu.
John ruszył powoli do przodu. Ja przytulona do Kevina trzymałam kciuki by misja się powiodła. Znając Hydrę coś kombinowała. Tylko trudno było przewidzieć co. Kevin widząc moje podenerwowanie powiedział bym się nie denerwowała, że jak Alex będzie już bezpieczny to wszyscy ruszymy do akcji.
John powoli zbliżał się do Hydry.
-Witaj John. Daj teraz fiolkę i zostań tu, a ten mały niech idzie do rodziców.-rzekła Hydra.
-Ciebie też miło widzieć.-odparł cynicznie John.
Potem Garet wypuścił Alexa który szybko biegł do nas. Kevin wybiegł mu naprzeciwko i potem wziął go na ręce i powiedział :
-Kocham cię synku.
-Ja ciebie też tato.
Alex ścisnął swoimi malutkimi rączkami bardzo mocno Kevina i trzymał go tak do momentu kiedy Kevin przyniósł go mnie. Ja się ze szczęścia rozpłakałam. I mocno ścisnęłam Alexa.
-Dobra Alex jest bezpieczny. Teraz trzeba odbić tatę.-oznajmiłam.
-Spokojnie Megi. Pobiegnę tam. Ustawcie się wszyscy na miejsca.-mówiąc to Kevin biegł w stronę mostu.-Pamiętaj Megi że bardzo ciebie i Alexa kocham!
-No John. Fajnego masz wnuczka.-odparła Hydra uśmiechając się szyderczo.
-To prawda.-zgodził się John.
-Szkoda że się nim długo nie nacieszysz.-mówiąc to Hydra cofnęła się do tyłu.-Garet wysadź wszystko!
John słysząc te słowa i widząc na moście Kevina zaczął krzyczeć:
-Kevin uciekaj! Nie chodź tutaj! Uciekaj! Zaraz wszystko wybuchnie!
Niestety John był za daleko by Kevin mógł usłyszeć co ojciec krzyczy. Dosłownie w ułamku sekundy ogarnęła wszystkich cisza. Ja przytulałam Alexa, Kevin biegł przez most, Hydra szyderczo się śmiała , John zbiegając z mostu próbował ostrzec Kevina ...niestety było za późno wszystko wybuchło! Było wielkie : BUM! I nic więcej.

-Nieeeeeeee!-krzyczałam.-Kevin!
Wszyscy upadli na ziemię a ja trzymałam bardzo mocno Alexa. Na szczęście nie widział co się działo. Ja chciałam tam biec lecz Nick i Molly mnie zatrzymali. Strach, złość, smutek ogarniały powoli moje serce. Wierzyłam jeszcze że Kevin żyję.
-Zabierzcie Alexa do wozu. Szybko!-krzyczałam.
Nagle na moście zobaczyliśmy idącego w naszą stronę jakiegoś mężczyznę. Razem z nim przyszła mi nadzieja że to może Kevin. Wstałam i delikatnie uśmiechając się biegłam w tego mężczyzny stronę. Gdy podbiegłam bliżej zobaczyłam Johna który był ranny i który trzymał coś w dłoni.
-Tato!-krzycząc przytulałam się do Johna.-Gdzie jest Kevin?!
-Megi...Kevin...Kevin nie żyje.-mówiąc cierpiącym głosem oddał mi Kevina obrączkę.-To jest jego obrączka.
-O Jezu! Nieeee! To nieprawda. Gdzie on jest?! Kłamiesz!-próbowałam w biec na most.
John ściskał mnie bardzo mocno.
-Megi on nie żyje rozumiesz?! Nie żyje! To koniec! Nic nie da się już zrobić! Nie chodź tam! Wolałby byś zapamiętała go jako tego dobrego!-uspokajał mnie dalej.
-Co ty gadasz?! Uśmierciłeś go! Tato! Puść mnie tam! On potrzebuje pomocy!-dalej wydzierałam się.
-Kate! Weźcie Megan do wozu! Molly , Nick zbadajcie teren czy jest już bezpiecznie. Jim, Stella pomożemy Molly i Nickowi.-wydawał rozkazy John.
Kate wzięła mnie do środka furgonetki i próbowała mnie uspokoić...razem z Kevinem skończyło się moje życie:
''Jest coś takiego co bije, co pozwala że żyję;
Pozwala mi: kochać, przebaczać, szanować...
Lecz czasami oszukuje, gdy cierpiąc się zakochuje.
Każdy coś takiego ma, i bardzo dobrze to zna!
Jedni mają to z kamienia powstałe na skutek cierpienia,
A inni mają to zbudowane z miłości i litości
z kawałkiem dodanej mądrości.
Tym czymś jest serce-najważniejszy organ w człowieku.
Podczas gdy ludzie umierają, ich serca pozostają.
''Czym jest serce?''-Serce jest czymś wspaniałym , chociaż bardzo małym.''
AGENCI JESZCZE POWRÓCĄ!
TO NIE KONIEC POWIEŚCI PT.
''W CIENIU PRAWDY''