kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

środa, 8 maja 2019

"Dynastia Shin Jin"

Część 33
 -No w końcu się obudziłaś.-odparła jakaś dziewczyna klęcząca nade mną.
-Gdzie ja jestem? Co się stało?-wstałam dotykając obolałej głowy.-Gdzie jest Hye Kyo? 
-Byłaś nieprzytomna. Handlarze cię tu przyprowadzili jutro idziemy na targ , tam będą nas sprzedawać.-odpowiedziała dziewczyna.-A Hye Kyo z pewnością przebywa w innym lochu.
-Co? Handlarze kobiet?! Ja nie mogę! Ja muszę z stąd uciec!-byłam w szoku powoli wszystko do mnie dochodziło, z panikowałam. 
-Z stad nie ma ucieczki. Wyjść możesz martwa lub żywa, z tym że żywa to tylko za pieniądze. Jeżeli masz bogatą rodzinę jest dla ciebie szansa. Chyba że trafisz do jakiegoś zamożnego i dobrego kupca, jeśli będziesz miała szczęście.-zaczęła opowiadać dziewczyna.-I tak miałaś szczęście że trafiłaś dzisiaj bo jutro od razu będzie sprzedaż. Jak ci się uda to długo tu nie będziesz siedziała. W ogóle to jestem Hyorin a ty? 
-Jestem...Mam na imię Nyang. Ale w którym jesteśmy państwie? -szukałam jakiejś informacji by móc ją wykorzystać do ucieczki. 
-Jesteśmy w państwie cesarza Bayana Jina. W sumie to mamy jakieś osiem godzin piechotą do pałacu. -odparła Hyorin.
Zakończyłyśmy rozmowę, nie miała ochoty więcej mówić. Siadłam w rogu lochu i rozglądałam się. Widziałam w nich pełno kobiet siedzących jedna przy drugiej zbitych głodnych i przerażonych. Jakiś mężczyzna chodził i podawał na jeden loch jedną miskę ryżowych klusek, było ich tak mało że dziewczyny rzucały się za jedzeniem często bijąc się o nie. Słyszałam też różne historie kobiet, które opowiadały jak tu się znalazły. Zazwyczaj były to młode sieroty o które nikt nie dba i nie miały dachu nad głową. Opowiadały też, że starsze kobiety które nie są potrzebne z powodu wieku zostają zabijane. Jednak wiele z nich zostało służkami w pałacu, na dworze cesarza Bayana. Los był okrutny dla kobiet, były poniżane głodzone i bite. Były nic nie wartymi śmieciami, które nie miały prawa się sprzeciwiać , wyrażać opinii czy też zajmować ważne stanowiska w państwie. Nie które kobiety całe życie były niewolnicami. Urodziły się i umarły jako niewolnice. 
Dzień później:
Byłyśmy już w drodze na targ. Cały sznur kobiet przywiązanych  kajdanami maszerowały jedna za drugą w stronę być może lepszego życia niż to które zaznały w lochach u handlarzy. 
W pewnym momencie moje oczy w tłumie ludzi dostrzegły Toghuna. Musiałam szybko reagować by mnie zauważył, dlatego też zaczęłam krzyczeć:
-Toghun! Toghun! Ej Toghun! To ja Nyang! Tu jestem! Toghun. 


Właśnie w chwili mówienia mężczyzna się odwrócił. Spojrzał na mnie i znieruchomiał. Starałam się mu szybko i dokładnie przekazać informację, by mógł mnie z stamtąd wydostać.
-Idziemy teraz na targ tam będziemy sprzedawane proszę uratuj mnie. Błagam Toghun.-jednak mężczyzna nie drgnął. Przeszłam koło niego a on stał dalej. Nie byłam pewna czy mnie zrozumiał czy usłyszał, jednak miałam nadzieje , która mnie nie zawodziła. Kiedy nic nam nie zostaje to możemy mieć tylko nadzieje. Dobiegł już wieczór. Licytacja została otwarta. Po kolei zostały wystawiane dziewczyny i prezentowane, wszystkie starały się przypodobać swoim kupcom, jednak ja nie miałam zamiaru się wysilać. Co pewien czas było słychać tylko:
-Kto da więcej? Po raz pierwszy po raz drugi i trzeci...Sprzedana! Sprzedana! 
Po chwili przyszła moja kolej. Stanęłam na drewnianym podniesieniu i stałam z opadłą miną. W końcu handlarz rozpoczął moją prezentacje:
-Młoda, silna, ale patrzcie jaka śliczna. Widzicie tą buzię? Te delikatne rysy i piękne długie czarne włosy? Takie jak tej nigdzie nie znajdziecie! Potrafi prać, gotować , sprzątać...Jednak ona nie jest zwykłą kobietą. Ona potrzebuję mężczyzny którym ona się zaopiekuję a on nią.-zaczął się głośno i przeraźliwie śmiać.-To zaczniemy może od dwóch woreczków złota. Kto da dwie sakiewki? 
-Ja!-podniósł rękę stary łysy przy kości i śliniący się mężczyzna.
-Kto da więcej?-zapytał handlarz. 
-Ja dam!-krzyknął jakiś młody mężczyzna.
Ja stałam tam i starałam się w tłumie wypatrzeć Toghuna jednak nigdzie go nie widziałam. Właśnie wtedy moja nadzieja umarła. Licytacja trwałam i trwała wielu było chętnych. Jednak do końca zostali ci dwaj pierwsi mężczyźni: stary i młody. 
-Kto da więcej?-dopytywał handlarz.Po raz pierwszy po raz drugi i po raz trzeci ! Sprzedana! Za trzydzieści-dwie sakiewki przystojnemu panu młodemu! Gratulacje dla pana! 
Młody mężczyzna podszedł dał pieniądze i wziął mnie za rękę i tak oboje opuściliśmy targ. Szliśmy w milczeniu , żadne z nas nie było chętne do nawiązania relacji. Nagle mężczyzna kazał mi iść przodem po czym zniknął i zostawił mnie wśród ciemnych uliczek. Znów przyśpieszyło mi tętno i zaczęłam myśleć , że jest to jakaś zasadzka. Nie miałam nic czym mogłabym się bronić. W pewnym momencie z jednej z uliczek wyjechał ktoś na koniu. Stanął przede mną . Podniosłam wzrok a ten odpowiedział:
-Wsiadaj.-ściągnął nakrycie głowy.
I nagle okazało się że był to Toghun. Ucieszyłam się i bez zastanowienie siadła z nim na konia i powiedziałam:
-Ten mężczyzna co mnie kupił gdzieś zniknął a jeśli to...
-Nie bój się, spokojnie. Ja go wynająłem by w moim imieniu cie kupił. Miałaś szczęście. Bo nie spodziewałem się że tyle będziesz kosztować. Jakby ten stary przebił o jedną sakiewkę byłabyś już jego. Ja przygotowałem aż trzydzieści-dwie. 
-Co? Czemu ty sam nie przyszedłeś? Ja się przestraszyłam , że mnie nie słyszałeś. Stałeś tam jak wbity i nie zareagowałeś.
-Nie dziw się , bo nie spodziewałem się ciebie wśród niewolnic. Ale przyznam szczerze że wahałem się czy cie kupić. No kosztowałaś mnie trochę. 
-Dobrze oddam ci dwukrotność sumy jak tylko będę miała pieniądze.
-No właśnie jak będziesz miała, ale nie oszukuj się. Skąd byś miała dwukrotność tego co na ciebie wydałem? Tak poza tym to mam cie gdzieś zawieźć? Do Bayana czy życzysz sobie jechać w inne miejsce?
-Mogę do ciebie? Mieszkasz sam?
-Słucham? Może i cię kupiłem ale cię nie wykorzystam. Chyba mnie z kimś pomyliłaś.
-Co? Nie nie o to mi chodziło. Po prostu nie mam się gdzie podziać. 
-Rozumiem. No dobrze to pojedziemy do mojej małej posiadłości mam osobny dom więc nie będziesz ze mną bezpośrednio w jednym domu. 
-Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję. Nie zapomnę ci tego. 

wtorek, 7 maja 2019

"Dynastia Shin Jin"

Część 32
Poranek przebiegał w ciszy. Jedząc śniadanie siedzieliśmy w milczeniu. Ani ja ani Wang nie mieliśmy zamiaru rozmawiać. Po tym co wydarzyło się wcześniej uważałam, że milczenie w tym momencie będzie najlepszym rozwiązaniem. Nawet staraliśmy się mijać wzrokiem, by przypadkiem nie złapać kontaktu. Po śniadaniu równie w milczeniu udaliśmy się do Byun'a. Idąc w stronę klatki w której przebywał, nagle zaczepił mnie strażnik mówiąc ,byśmy uciekali bo właśnie o świcie Byun został stracony. W tej chwili melancholia i cisza znikły. Zrobiło się dynamicznie a zarazem głośno. W pewnym momencie jeden z żołnierzy podszedł do nas i spytał:
-Kim jesteście?
-To moi dalecy krewni.-odpowiedział strażnik. 
W tym momencie czułam ,że zbliża się niebezpieczeństwo. Staraliśmy się wszyscy zachować zimną krew. 
-Naprawdę? A skąd są? -dopytywał bezczelnie. -W co wierzycie? 
-Słucham?-zdziwiło mnie pytanie.
-Czego tu nie rozumiesz?! -mężczyzna podniósł głos. 
-Wierzymy w równość, wolność i ojczyznę.-odpowiedziałam. 
-Zła odpowiedź.-odrzekł żołnierz łapiąc mnie za nadgarstek. -Mówcie prawdę skąd jesteście i skąd masz ten wisiorek?!
Serce mi przyśpieszyło czułam że wystarczył moment by zrobiła się masakra. 
-Pani uciekajcie! Ratujcie naród!-uklęknął przede mną strażnik i wykrzyczał-Niech żyje wolność ,równość i ojczyzna!-po czym wyciągnął broń i zaczął walczyć.
Ja i Wang zaczęliśmy biec, za nami ruszyła grupa uzbrojonych żołnierzy. Wierny strażnik stanął do walki z żołnierzem. Ja zaczęłam biec do wyjścia, gdy zorientowałam się , że Wanga nie ma ze mną. Odwróciłam się i zobaczyłam że jest otoczony przez czterech żołnierzy. Biegłam w jego stronę by mu pomóc gdy nagle ktoś mnie od tyłu złapał i ciągnął za sobą w stronę lasu. W pewnym momencie puścił mnie i powiedział:
-Spokojnie. Nie bój się nic ci nie zrobię.
Był to przyjaciel Byun'a nasz informator. 
-Czemu mnie wziąłeś?! Wang Yu tam został ! Sam walczy, muszę mu pomóc! Puść mnie!
-Wybacz cesarzowo, ale twoje życie jest dla mnie cenniejsze. Musisz ukryć się w moim domu, tam będziesz bezpieczna póki czegoś nie wymyślimy. 
-A co z Wangiem? Musimy go ratować!
-Nie martw się nic mu nie będzie, przeżyje.  Teraz proszę cię nie pomożesz mu, ani nam gdy pójdziesz tam zginąć ! W tobie mamy nadzieje! Chodź!
Zrozumiałam, że mężczyzna ma rację, lecz mój strach o Wanga był silniejszy...
Po chwili podjęłam decyzje , że muszę go opuścić  i ratować państwo i mieć cichą nadziej że nie ucierpi. Po pięciu minutach biegu siedliśmy na konie i ruszyliśmy do domu Lee. Prawie całą noc jechaliśmy do drewnianego domku położonego na końcu wsi. 
-To tutaj.-odparł Lee zsiadając z konia.
U progu drzwi stała kobieta z dziewczynką na rękach-była to rodzina Lee. Podeszłam do nich by się przywitać, kobieta  z szacunku do mnie klęczała.
-Proszę cię wstań. Jestem tylko człowiekiem nie musisz przede mną klękać. To raczej ja powinnam przed wami, za to co dla mnie i dla państwa robicie. Wiem , że jest wam ciężko bo okazało się że jestem poszukiwana. -nie mogłam wyjść z podziwu ile człowiek jest w stanie poświęcić w imię czegoś. W imię miłości, wolności czy też bogactwa. 
Gdy weszłam do środka byłam przerażona, ci ludzie nie mieli prawie nic. Byli tak biedni że czułam się przez to jeszcze gorzej, że jeszcze o mnie musieli się troszczyć. Po środku pokoju stał mały stolik na którym była jedna miseczka gotowanej zupy i jedna ryżowa kuleczka. 
-Cesarzowo, wybacz , że tylko tyle, ale więcej nie mamy. Mam nadzieje że zjesz to co przygotowałam.-powiedziała kobieta z łamiącym głosem. 
Siadłam przy stoliku i biorąc łyżkę do ręki spróbowałam zupy. W tym momencie swojego życia ta uboga zupa wydawała się dla mnie cenniejsza niż jakiekolwiek złoto. To pokazuje tylko , że człowiek musi naprawdę upaść, z toczyć się by docenił rzeczy , które wcześniej były niedostrzeganie przez niego. Musimy coś stracić by docenić jego wartość kiedy było z nami. Nagle podbiegła do mnie ta mała dziewczynka złapała za kluseczkę ryżową i kierowała w stronę buzi, jednak kobieta uderzyła ją po rączce i kazała natychmiast odłożyć mówiąc ,że to należy do mnie. 
-Nie nic się nie stało. -odparłam i wzięłam małą na kolana.-Chcesz moją porcję ? Ja i tak nie mam apetytu , pójdę się położyć. 
Uśmiech dziecka był bezcenny potrafił dawać taką siłę z której czerpali jego rodzice. Niby pozornie nie mieli nic a tak naprawdę mieli wszystko, bo mieli siebie- Piękny obraz na brzydkim tle.  Mimo że poszłam spać to i tak nie mogłam spać, całą noc myślałam o Wangu i o tym niefortunnym pocałunku. Wiedziałam tylko jedno , że nic nie czułam do Wanga prócz wielkiej przyjaźni , natomiast Bayana, Bayana kochałam. Zawsze kiedy upadałam miałam siłę stać bo wiedziałam, że wszystko co robię to nie tylko dla mojego ludu ale dla Bayana, dla nas, byśmy mogli w końcu być razem. Mimo, że bywały chwile w których miałam go dość to i tak ta sympatia przeważała nad moim rozżalonym sercem.  Kiedy w końcu zasnęłam okazało się , że trzeba było wstać. Żołnierze przeszukiwali domy.
-Pani błagam cię weź moją córeczkę i uciekajcie! Za domem jest koń! Uciekajcie, ratuj się i uratuj moje słoneczko. -z płaczem przybiegł Lee.
-A ty i twoja żona?!-spytałam.
-Nie martw się o nas. My żyjemy dla państwa i dla państwa zginiemy!-wypowiedziała żona Lee. 
Chwilę potem Lee z żoną podeszli do córki by się pożegnać powiedzieli że ją bardzo kochają i dali nam konia. Wsiadłam z małą na konia i pojechałyśmy. Kiedy odwróciłam głowę by spojrzeć ostatni raz na tych wspaniałych ludzi, zobaczyłam tylko leżące dwa ciała a nad nimi żołnierze z okrwawionymi mieczami. Dziewczynka płakała, że chce do rodziców. Ja nic nie mogłam zrobić. Bezsilność to najgorsze uczucie które dotyka człowieka. 
 Kiedy byłyśmy już daleko i na tyle bezpieczne postanowiłyśmy się zatrzymać w górach i zastanowić co dalej. Nie mieliśmy nic do jedzenia ani picia do tego byłyśmy same. Dalej nie wiedziałam co się stało z Wangiem. Miałam najgorsze myśli , jednak gdzieś tam w głębi miałam jakiś płomyk nadziei. Pierwszy raz byłam za kogoś tak w pełni odpowiedzialna, to tym bardziej dawało mi poczucie dyskomfortu. Kompletna pustka ogarnęła moją głowę i czułam , że potrzebne jest mi wsparcie, wsparcie mężczyzny. Ja byłam tak zmęczona że mimo szczerych chęci i tak zasnęłam. Dziewczynka-Hye Kyo wtulona we mnie cichutko płakała. Nagle zerwałam się na równe nogi w oddali zobaczyłam światło i słyszałam krzyki. 
-Hye Kyo wstań musimy iść.-rzekłam. 
Dziewczynka wstała i załapała mnie za rękę. Nagle ktoś podszedł od tyłu i założył nam worki na głowę. Próbowałam reagować ale czułam że wiele osób mnie trzyma. W pewnym momencie zostałam uderzona w głowę i straciłam przytomność. 
 

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

"Dynastia Shin Jin"

Część 31
 Już prawie miesiąc minął odkąd opuściłam wielkie państwo cesarza Bayana. Wraz z Wangiem postanowiliśmy przejść przez granicę i dostać się do mojego państwa Shin. Nie było to trudne z racji tej , że doszło do zafałszowanego ślubu Bayana z Seungnyang i granice między tymi państwami nie były jakoś doskonale strzeżone. Ja i Wang dołączyliśmy się do grupy podróżników, którzy szli do stolicy Shin. Nasze drogi jednak rozeszły się w pewnej wiosce. W momencie przekroczenia granicy zobaczyłam całkiem inne państwo niż je zostawiłam. Po kątach ulic leżące trupy, pełno straży penetrujących domy i targi , dzieci głodujące, pobite. Szereg kobiet maszerujących za koniem. Krótko przedstawiając obraz pobliskiej wioski to :głód, trupy, cierpienie, niewolnictwo, kradzież, morderstwa, płacz i nędza. Obraz był makabryczny, same łzy cisnęły mi się do oczu. Wang także nie ukrywał przerażenia. 
-Musimy z stąd szybko się wydostać. Tu nie jest bezpiecznie-odparł Wang. 
Samo znalezienie noclegu nie było trudne, jednak trud sprawiało znalezienie noclegu w bezpiecznym miejscu. Idąc i szukając i znowu idąc i szukając miejsca na przenocowanie ludzie zamykali nam drzwi przed nosami każdy bał się obcych. Gdy już przeszliśmy całą wioskę wzdłuż i wszerz, nie mieliśmy wyjścia i dlatego postanowiliśmy iść  przez Las Sonamu aż do wioski położonej obok mojego pałacu. Sądziłam, że tam może być najbezpieczniej. Jednak rozczarowałam się wioska w połowie była spalona. Zostało niewiele domów, ale za to wiele trupów. Nagle zobaczyłam pewną kobietę użalającą się nad zwłokami dziecka. Podeszłam do niej i spytałam co się stało, ona zalana łzami odpowiedziała:
-Uciekajcie! Uciekajcie z stąd! Nic już nie jest takie samo! Odkąd cesarzowa Seungnyang przejęła władzę...Pokazała jaka jest naprawdę! Zgorzkniała, bezlitosna i rozpieszczona. Gdyby jej rodzice żyli...biedacy przewracają się w mogile! I pomyśleć że to ta kilkunastoletnia dziewucha zabiła ich i zaplanowała to piekło swojemu państwu, a sama żyje wygodnie w państwie cesarza Bayana. Ciekawe czy on wie z kim się ożenił?! Potwór! Śmierć Seungnyang! 
Nie mogłam pojąć co ta kobieta powiedziała. Podejrzewają mnie o zabicie rodziców! W pewnej chwili jakiś mężczyzna wpadł na mnie i upuścił kartkę, potem uciekł. 
-Co tam pisze?-spytał Wang.
Idźcie do domu Hyunga tam znajdziecie schronienie
Spotkamy się dzisiaj w nocy, przysyła mnie Twój nauczyciel Byun Gaedea 

W raz z tą kartką pojawiła się nadzieja. Nie mieliśmy nic do stracenia. Poszliśmy szukać domu Hyunga, jak się okazało sam właściciel domu zginął. Byliśmy sami. Jednak ktoś o nas zadbał. Wchodząc do domu znaleźliśmy nowe ubrania i stół uginający się od jedzenia. Moje oczy zaświeciły się na widok persymon, a żołądek nie dawał mi spokoju. Już miałam wziąć do rąk jedna persymonę gdyż Wang złapał mnie za rękę i powiedział bym nic nie jadła ani piła z tego stołu. 
-To wszystko może być zatrute. Może to jakaś pułapka. Bądźmy ostrożni. -rzekł Wang, zabierając mi i odkładając persymonę. 
Potem siedliśmy na ziemi i czekaliśmy na tego mężczyznę. Mijał czas a nadal nikt się nie zjawił. Byłam tak zmęczona , że w końcu zasnęłam na ramieniu Wanga. 
-Seungnyang obudź się ktoś idzie.-Wang przebudzał mnie. 
W pewnej chwili u progu drzwi stanął pewien mężczyzna , który rzucił miecz na znak pokoju, potem uklęknął i oddał mi pokłon. Po chwili rozpoczęła się wspólna rozmowa. Jak się okazało mój nauczyciel przeżył zamach,lecz obecnie jest przetrzymywany w więzieniu jako niewolnik pewnego kupca. 
-Pani on jest w ciężkim stanie, jak tylko dowiedzieliśmy się , że żyjesz postanowiliśmy cię odnaleźć i chronić. Ludzie masowo giną bo chodzą plotki że prawdziwa cesarzowa żyje, że był to zamach stanu. Niektórzy w to wierzą a niektórzy nie, ale w każdym razie nikt nie może o tym mówić. W przeciwnym razie... widzieliście co ich czeka. Państwo upadło, są protesty, ludzie giną, głodują, fałszywa cesarzowa żyje w bogactwie z cesarzem Bayanem. Pani! Zrobię wszystko co w mojej mocy byś odzyskała państwo tron i poślubiła Bayana Jina. 
-To bardzo szlachetne co mówisz, ale jak mam tego dokonać?! 
-W tym pomoże wam Byun , załatwię wam spotkanie z nim w lochach. 
-Dziękuję, nie wiem jak ci się odwdzięczę. 
-Wystarczy, że odzyskasz państwo i pozwolisz żyć bezpiecznie mojej żonie i córce, a teraz wybacz...Muszę znikać. Jutro wyślę wiadomość gdzie i o której odbędzie się wasze spotkanie.
Następnego dnia do naszych drzwi zapukał mały chłopiec który dał adres pod który mieliśmy się spotkać z Byunem. Tam od razu udaliśmy się. Nie było to czarujące miejsce bo było to zwykłe podwórko wypełnione ludźmi w drewnianych klatkach. W jednej z nich znajdował się Byun. Okazało się , że strażnik który miał wartę był naszym sprzymierzeńcem i bez problemu mnie wpuścił do Byuna. Gdy tam weszłam widok był okrutny. Mój wspaniały, dobrze zbudowany , przystojny nauczyciel, stał się kościstym, brudnym starcem. 
-Co ci się stało?!-wpadłam na kolanach do klatki Byuna. Zaczęłam dotykać go po twarzy.
Wtedy zobaczyłam bezlitosność El Sumura i jego chorej władzy. Mój nauczyciel miał wypalone oczy .  Do tego jego ciało było pokryte bliznami i nadal świeżymi ranami. 
-Kim jesteś?!-spytał Byun cały roztrzęsiony i przestraszony. 
-To ja...Seungnyang.-nie dałam rady powstrzymać łez. Ryknęłam płaczem.
By potwierdzić swoją tożsamość dałam mu w dłonie obrączki moich rodziców.
-Seungnyang!-zawołał i zaczął dotykać mojej twarzy.-Moje dziecko,to ty! Gdybyś wiedziała ...co ja stary głupiec uczyniłem...Ale za nim to powiem chcę byś mnie mocno przytuliła, bo po tym co ci powiem nigdy mi nie wybaczysz. 
  
 
Przerażona zrobiłam to o co mnie poprosił Byun. Bardzo mocno go przytuliłam. Po raz pierwszy na jego twarzy widniał uśmiech. 

 
-Tak wiele miesięcy nie zaznałem czułości. Tak wiele osób zginęło z mojego powodu, tak wiele mnie nienawidzi. Straciłem wszystko. Dziecko ja cię nie chciałem skrzywdzić. Wybacz mi. -mówił Byun. 
-Opowiedz mi, co się stało?-spytałam, uspokajając się. 
-Bo to ja pomogłem El Sumurowi w zabiciu twoich rodziców. To ja ich wtedy wpuściłem do pałacu. To przeze mnie, przeze mnie...Rozumiesz?! Seungnyang oni obiecali , że was nie skrzywdzą, tylko wygonią, ale...Nie dotrzymali słowa. Ja, głupiec im wierzyłem! 
-Byun! O czym ty mówisz?!-nie chciałam dopuścić tych słów do swojego serca, które i tak już było poranione i zakrwawione. 
-Pomogłem El Sumurowi zabić twoich rodziców. Jedyne co mam na swoją obronę to to, że kiedy zabili najpierw twoich rodziców a potem szli po ciebie. To cię nie wydałem. Wmówiłem im , że moja córka, a twoja służka, która była łudząco podobna do ciebie to że ty i zabili ją...Zabili ją! Potwory zabiły moją małą córeczkę. 
Cały czas trzymając Byuna za rękę wsłuchiwałam się w okrutną prawdę. Poczułam się znowu zdradzona i to przez mężczyznę, który był dla mnie drugim ojcem. Miała ochotę w tamtej chwili wstać i już nigdy nie wrócić, jednak moje obolałe serce znalazło odrobinę wrażliwości i wybaczenia i pozwoliło mi zostać i wysłuchać upadłego przez los , bezbronnego i nienawidzącego siebie człowieka. 
-Mój promyczku nie oczekuję od ciebie przebaczenia, bo takiemu jak ja się nie wybacza. Wiem , że nic nie mogę zrobić by naprawić przeszłości, ale mogę pomóc naprawić ci przyszłość. 
-Powiedz Byun. Jak mam tego dokonać?-starałam się mówić tak by nie wyczuł mojego rozżalonego serca. 
-Po tym jak pomogłem im w tym czynie, nie mogłem patrzeć na siebie w lustrze. Czułem wstręt i obrzydzenie po paru miesiącach gdy myślałem, że już naprawdę nie żyjesz...Wybacz zwątpiłem w ciebie promyczku...Wtedy postanowiłem wyruszyć do cesarza Jina i o wszystkim mu opowiedzieć, ale dowiedziałem się o jego nagłej śmierci. Byłem załamany bo moja nadzieja zaczęła umierać. Niestety ludzie El Sumura mnie schwytali i za zdradę stanu tu przebywam. Torturują mnie i odnawiają zabliźnione rany, ale nie przejmuj się moim losem , bo zasłużyłem na to. Gdy dowiedziałem się, że żyjesz postanowiłem cię nie spuszczać już z oczu a gdy tu przybyłaś moja nadzieja na lepszą przyszłość państwa znów się narodziła.W końcu będę mógł ze spokojem odejść z tego miejsca. 
-Nie mów tak! Powiedz lepiej jak chcesz bym odzyskała tron.
-Mam drugą córkę, ona ma wszystkie dokumenty i dowody na to , że córka El Sumura nie jest prawowitą cesarzową. 
Po tej długiej rozmowie wróciliśmy z Wangiem do tego pustego domu. Siadłam na krześle i rozpłakałam się. Tak bez powodu. Moje negatywne emocje musiały znaleźć ujście. Nie radziłam już sobie z całym tym ciężarem, miałam ochotę się poddać, przestać walczyć, wstać i odejść. Pogodzić się z losem i zacząć nowe życie z nową tożsamością. Wang widząc moje załamanie , przyklęknął i zaczął ocierać moje łzy mówiąc:
-Seungnyang, nie poddawaj się. Walcz! Przez tyle rzeczy przeszłaś to przejdziesz jeszcze trochę. Władza jest na wyciągnięcie twojej cesarskiej dłoni. Każdy w życiu miewa dni w których myśli , że to już koniec, że nie warto iść dalej, ale nie sztuką jest upaść, sztuką jest powstać z upadku i walczyć dalej o upragnione szczęście i swoje wyznaczone cele. Życie ma się jedno i nie ma czasu by je przegrać, trzeba walczyć do końca. Warto walczyć nawet o ostatnią sekundę życia. Nigdy nie jest za późno by być szczęśliwym. Nie ma życia bez bólu i płaczu, ale nie ma też do końca życia bez chwili szczęścia. Zależy ile to szczęście dla ciebie znaczy. 
To co Wang powiedział było dla mnie bardzo ważne. Znowu nabierała się we mnie chęć walki. W pewnej chwili wstałam z krzesła, a Wang mnie przytulił. Potem jakby niefortunnie spojrzeliśmy sobie w oczy, aż nagle Wang mnie pocałował.


niedziela, 18 lutego 2018

"Dynastia Shin Jin"

Część 30
-Panie szybko!-zawołała Yoona. 
-Co się stało?!-przeraził się cesarz.
-Wysłano kata po Nyang! Chcą ją powiesić. Teraz!-zdyszana powiadomiła Bayana. 
Cesarz jakby uderzony młotem rzucił się w pogoń w stronę lochów. Tymczasem Wang Yu był pierwszy na miejscu, jednak nie tylko on. Był tam też jego brat Chang Yu. Wang nie mając czasu uderzył Changa tak, aż stracił przytomność i podbiegł do mnie i kładąc ręce na mej twarzy, mówił:
-Nyang! Nyang odezwij się. Jestem przy tobie. Już dobrze...Nyang!

  
 
Byłam nieprzytomna. Mo i Jombak szybko mnie uwolnili. Potem Wang wziął mnie na plecy i kierował się w stronę wyjścia. Nagle ze schodów na przeciwko Wanga pojawił się Bayan. Mężczyźni zmierzyli się wzrokiem i minęli się. Bayan został w więzieniu a my uciekliśmy za bramy pałacu do wioski w której Jombak miał dom. 
               
***
 -I jak się twój małżonek czuje córciu?-spytał Sumur, Kim. 
-Od tygodnia się do mnie nie odzywa, nawet nie chce mnie widzieć. Przez całe dni stara się odnaleźć tą służkę. Odkąd Wang ją zabrał , jakby on i reszta tych szumowin rozpłynęli się w powietrzu. -odpowiedziała Kim , rozczesując swe włosy. 
-Oby już nie wróciła do pałacu.-ojciec cesarzowej chodził po komnacie i rozglądał się jak to miał w zwyczaju. 
Podszedł do Kim położył ręce na jej ramionach i nagle jego wzrok skierował się na szkatułkę córki. Nie tyle na szkatułkę co na wisiorek w niej zawarty. Mój wisiorek! 
-Skąd to masz?!-biorąc do rąk naszyjnik , pobudził się Sumur. 
-Ale o co chodzi?-Kim kompletnie nie wiedziała czemu ojciec tak nagle zmienił ton głosu. 
-Mów!-krzyknął tak głośno aż Bayan przechodząc korytarzem stanął zza drzwiami i zaczął podsłuchiwać. 
-Dobrze tatusiu tylko nie krzycz.-przeraziła się cesarzowa.-Zerwałam to ze szyi tej Nyang ,jak ją wrzuciłam do wody, jakiś czas temu.  
-To niemożliwe...Nie! Nie! To nie może być prawda! Jak to możliwe?!-krzycząc wziął ten wisiorek i kierował się do wyjścia. -Musimy ją znaleźć i zabić!
Widząc to Bayan uciekł z pod drzwi. I w tej samej chwili dostał wiadomość gdzie wszyscy przebywamy. Nikomu nic nie mówiąc wziął konia i jednego swojego wiernego sługę i udał się za mury pałacu. Przed rozpędzonym koniem stanęła uboga kobieta żebrząca o coś do jedzenia. Obok niej stała wychudzona, brudna, ubrana w potargane łachmany , z kciukiem w buzi, dziewczynka. Cesarz tak się spieszył,że nawet nie przyglądając się kobiecie i dziecku rozkazał słudze rzucić  im dwie sakiewki monet a potem pognał dalej. Gdy już dotarł na miejsce zobaczył Wanga wchodzącego do drewnianego domu. Bayan zszedł z konia i pognał za nim. 
-Bayan?! Co ty tu robisz? Jak nas znalazłeś?-widząc go wstałam z łóżka i ze zdziwionym głosem spytałam.  
-"Nas znalazłeś"...Od kiedy jesteście "wy"?-Bayan podkreślał moje słowa.  
-Proszę cię, przestań już.-nie miałam ochoty na kłótnie a tym bardziej tłumaczenie tego co powiedziałam. -Czego chcesz? Jeśli to nic ważnego to możesz wyjść. 
-Nyang!-podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.-Czy ty i El Sumur znaliście się wcześniej? 
-Nie. Dlaczego o to pytasz?-nagle ogarnął mnie strach , że cesarz może coś wiedzieć.
-Bo dziś słyszałem jak oburzył się, gdy zobaczył  u Kim twój wisiorek i powiedział, że cie zabije!-odpowiedział. 
-Wiesz , że oni mnie nie nawidzą. Szukają każdego sposobu by mnie zabić. Przecież według nich chciałam stracić z tronu twoją ukochaną żonę. -starałam się jakoś wybrnąć z zaistniałej sytuacji. 
-Może i żonę , ale z pewnością nie ukochaną. Nyang tylko ciebie kocham.-oznajmił Bayan.
-Dobrze, dobrze, ale musimy z Nyang wyjechać, dla jej bezpieczeństwa, więc dobrze będzie jeśli już Panie pójdziesz sobie.-wtrącił Wang. 
-Co? Gdzie? Jak to? Znowu chcesz mi ją odebrać?! Ty żałosny...Nie pozwolę jej odejść a na pewno nie z tobą Wang Yu!-wściekł się Bayan. 
Wang Yu wiedział, że Bayan za szybko nie wyjdzie a szpiedzy El Sumura już na pewno penetrują wszystkie zakątki. Brakowałby by nakryto Bayan ze mną w jakimś domu poza pałacem. Nikt by się nie patyczkował z nami. Wy zabijali by nas i zwalili na głodny tłum. Bayan musiał zniknąć, dlatego też Wang Yu wraz z Jombakiem i Mo wyrzucili siłą cesarza w raz z jego sługą. 
-Nyang ruszamy dzisiaj o zachodzie słońca.-odparł Wang , myśląc że Bayan odszedł, jednak podsłuchał to wsiadł na konia i pomknął do pałacu przygotować się na pożegnanie. 
Nadszedł wieczór Bayan poszedł osiodłać konia. Już miał wyruszać w drogę, gdyż napatoczyła się Kim pytając gdzie się wybiera. Cesarz odparł, że jedzie pomóc pewnej kobiecie z dzieckiem. 
-Od kiedy tak cię przejął los tych żebraków? I w ogóle od kiedy zajmujesz się dobroczynnością?-zdziwiła się Kim.
-Myślę, że nigdy nie jest za późno by zacząć pomagać ty też mogłabyś zacząć. Poza tym chciałaś bym zapomniał o Nyang, więc to robię. Zajmuje się pomaganiem by o niej nie myśleć.-wiedział, że pewnie będzie podejrzewany o spotykanie potajemne ze mną dlatego przygotował się, kazał słudze zapakować kilka sakiewek monet i trochę jedzenie by urzeczywistnić swój plan.
-Kochanie! To wspaniale! Może poznam tą kobietę? Chciałabym z tobą następnym razem pojechać. -pocałowała na pożegnanie Bayana a potem Kim od razu pobiegła do El Sumura karząc wysłać szpiega, by śledzić cesarza. Nie ufała swojemu mężowi. 
Bayan był przygotowany na taką ewentualność dlatego postanowił , że pójdzie do kilku domów położonych blisko domu Jombaka i pomoże tym ludziom a potem wejdzie także do naszej kryjówki i nic nie będzie podejrzane. Ja już miałam prowiant zapakowany miałam już wychodzić, gdy nagle w progu stanął Bayan mówiąc donośnym głosem tak by słyszał szpieg El Sumura:
-To jest obiecany pokarm i sakiewka monet dla ciebie, twojego męża i dzieci.
-Bayan o czym ty mówisz?-myślałam , że postradał zmysły, ale później domyśliłam się o co chodzi. 
Cesarz wszedł do środka, zamknął drzwi i kazał Wangowi i jego ludziom zostawić nas samych.  
Zaczęliśmy rozmawiać:
-Nyang ja...nie pozwolę ci odjeść. 
-Bayan a ja nie jestem twoją własnością. Wiem , że nie nauczyłeś się, że nie można mieć wszystkiego w życiu do tego , że nie można wszystkiego kupić , ale zrozum, że mimo tych wszystkich , praw, zasad, reguł mam w jakimś stopniu wolność. 
-To nie tak. Ja po prostu cię kocham i dlatego...
-Przestań. Nie chcę wiedzieć. 
-Nyang!
-Bayan wybacz, ale muszę już iść. 
Cesarz złapał mnie za rękę i dalej drążył temat:
-Dobrze. Pozwolę ci odjeść, ale pod jednym warunkiem. 
-Jakim?
-Że spojrzysz mi w oczy i powiesz mi wprost, że mnie nie kochasz i nigdy nie kochałaś tylko chodziło ci o tron. 
-Co? Za kogo ty mnie uważasz? Bayan!
-Ja ci mówię w prost. Kocham cię i nie ważne co zrobisz i niezależnie od tego jakiej udzielisz odpowiedzi ,ja zawsze będę cię kochał i nigdy nie przestanę, ale jeśli tak bardzo chcesz się ode mnie uwolnić to powiedz to. Tu i teraz.
-Bayan nie mieszaj w to naszych uczuć , chodzi o to że twój teść chce mnie zabić.
-To nie o to Nyang chodzi , bo ty nigdy nie uciekasz. Razem dalibyśmy radę , gdybyś powiedziała tak byłabyś najbezpieczniejsza. Bylibyśmy razem od teraz aż na zawsze. Byłabyś cesarzową!
-Przecież wiesz, że to nie możliwe, służki nie mogą z dnia na dzień zmienić swoją pozycję społeczną. Takie jest prawo.
-Nyang, ale prawo można zmienić. Wystarczy, że powiesz tak. 
-Nie odpuścisz prawda? 
-Tak. 
Oczy wypełniły mi się łzami, ręce zaczęły drżeć a głos załamywać. Widząc to Bayan podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Chciałam być z Bayanem, ale nie mogłam iść skrótami bo już nie chodzi o ten tron, ale gdybym się zgodziła wtedy, to całe życie byłabym cesarzową bez swojej prawdziwej tożsamości, a chciałam oczyścić swoje imię i przywrócić sprawiedliwość, wymierzyć kary i oddać honor rodzicom. To coś więcej niż korona, tron i pieniądze,  to honor mojej rodziny. Musiałam więc to zrobić-złamać serce Bayanowi. 
-Dobrze jeśli tylko to pozwoli mi odjeść...Niech tak będzie. Powiem ci jak było. Bayan nigdy cię nie kochałam, chociaż urodą sprawiałeś , że nogi mi miękły to nigdy nic do ciebie nie czułam poza twoim majątkiem i tronem. Chciałam za wszelką cenę zdobyć władzę, ale gdy poznałam Wanga wszystko się zmieniło. To jego kocham najbardziej i może nie będę miała pałacu to jestem  z nim szczęśliwa. -mówiąc to zostawiłam cesarza w pokoju. 
Zamykając za sobą drzwi rozpłakałam się tak głośno i mocno , że miałam wręcz mokrą koszulę w okół szyi. Bayan upadł na kolana i płacząc krzyczał:

-Nie kłam, to nie prawda! Wiem , że kłamiesz! 
Wyszłam tylnym przejściem. Głos rozżalonego cesarza zaczął robić się coraz cichszy i cichszy aż w końcu całkowicie umilknął. Wsiadłam na konia i wraz z Wangiem i jego ludźmi postanowiliśmy ruszyć do mojego państwa i tam podjąć walkę o mój tron. 


sobota, 14 października 2017

"Dynastia Shin Jin"

Część 29
-Przykro mi, ale cesarzowa...straciła dziecko.-z opuszczoną głową , wyszedł medyk z komnaty Kim.
-To niemożliwe...-zalał się łzami Bayan.
-Panie lepiej gdy wejdziesz do cesarzowej, bo lepiej by teraz nie była sama.-mówiąc to, medyk odszedł.
Bayan wbiegł do Kim i mocno ją przytulił. Kim zapłakana leżała wtulona w ramionach cesarza. Wiadomości szybko się rozniosły. Dwór był pogrążony w żałobie, a sama cesarzowa Wdowa postanowiła przybyć do pałacu. Dzień później cesarz przyszedł mnie odwiedzić w więzieniu. Jednak nie było to miłosne spotkanie, wręcz przeciwnie. Cesarz był pełen nienawiści do mojej osoby. Krzyczał cały czas i chodził w kółko.
-Dlaczego to zrobiłaś?! Dlatego , że cię nie wybrałem?! Przecież zdradziłaś mnie z tym Wangiem!
-Mówiłam ci, że cię nie zdradziłam. A co do Kim to ja nie chciałam tego zrobic.
-Zamilcz! Myślałem, że jesteś inna. Dlatego cię pokochałem a ty jesteś jak te inne służące. Wszystko zrobisz dla władzy i bogactwa!
-Nie chodzi mi o władze i twoje brudne pieniądze! Ty nic nie rozumiesz, więc mnie nie osądzaj!
-Tak?! To wytłumacz mi o co chodzi.
-Nawet mnie nie znasz. Co wiesz o mnie? Kim byłam za nim tu trafiłam?!
-No to powiedz coś bym mógł cię uratować?!
-O czym ty mówisz Bayan.
-A jak myślisz Nyang?-przyklęknął i położył swoje ręce na moich kolanach.-Za napaść na cesarzową i za zabicie cesarskiego dziecka jest śmierć! Jeżeli nie powiesz czegoś co pomoże mi cię uratować to zginiesz.
Bayan wstał , pogłaskał mnie po głowie i odszedł. W tym czasie Wang, jego przyjaciele i Yoona czekali na wieści od Toghuna, który miał się za chwilę pojawić. Gdy w końcu przyszedł, powiedział, że mają trzy dni by udowodnić moją niewinność, bo za trzy dni miało odbyć się posiedzenie na którym mieli zadecydować o moim życiu. Nie mieli czasu do stracenia. Od razu zaczęli chodzić po całym pałacu ,po wszystkich komnatach i pytać się poddanych czy nie słyszeli czegoś o sprawie Kim i jej dziecka. Jednak nikt ,nic nie wiedział. Zmęczeni po całym dniu poszukiwań wrócili do komnat by odpocząć.Yoona z trudem zasnęła, niestety wybudził ją płacz. Płacz Toek Toek. Yoona podeszła do dziewczyny i spytała co się stało, ona odpowiedziała że to przez Kim, ale że więcej nic nie moze powiedzieć.
-Toek Toek jeżeli chodzi i Nyang i to dziecko , to jeśli coś wiesz to błagam cię pomóż nam.
-Yoona ja ...nie mogę.
-Groziła ci?
-Ledwo uszłam z życiem.
-My cię ochronimy. Przysięgam. Tylko błagam pomóż nam.
-Yoona ty nic nie rozumiesz.
-Rozumiem, aż za dobrze. Kilka razy prawie bym zginęła , ale Nyang mnie uratowała. Ona jest dla mnie jak siostra. Powiedz mi dobrze będziesz się czuła jak niewinna osoba zginie przez ciebie?
Toek Toek po chwili wszystko opowiedziała Yoonie, dziewczyna nie mogła uwierzyć w tak okrutne kłamstwo Kim jakim było udawanie ciąży. Jednak Toek Toek powiedziała, że nie ze zna tego na posiedzeniu. Nazajutrz przyszedł do mnie Chang Yu. Roześmiany uderzał mnie kijem  po rękach i bił po twarzy. Zakrwawiona nie byłam wstanie niczego wyznać. Torturował mnie tak przez większość czasu. W końcu gdy mu się znudziło, rzucił okrwawiony kij na podłogę i wyszedł. W dzień posiedzenia z samego rana wszyscy starali się przekonać Toek Toek by powiedziała prawdę, jednak ona zaparła się i dalej postawiała na swoim.
-Panie mogę odwiedzić Nyang?-spytała Yoona Bayana.
-Raczej się z nią pożegnaj bo już jej więcej nie zobaczysz.-odwrócony plecami to służki, powiedział.
-Wasza Wysokość proszę mi wybaczyć, ale uważam , że Nyang nie zawiniła. Problem leży po stronie twojej żony. Ja wiem że nadal kochasz Nyang i przysięgam ci, że jeżeli teraz jej nie pomożesz będziesz żałował do końca życia. Stracisz ją na zawsze.-ostatni raz Yoona próbowała wzbudzić w cesarzu jakiekolwiek uczucia.
-Przestań! Rozumiesz przestań! To właśnie Nyang zabiła mojego syna!-w końcu wybuchnął gniewem.
-Panie, jeżeli mi nie wierzysz to spytaj służki Toek Toek.-niestety Yoona wydała młodą służkę.
-O czym ty mówisz?-ożył Bayan.
-Więcej nie powiem. -odparła Yoona.-Jeżeli ci naprawdę zależy na Nyang to znajdź Toek Toek i spytaj ją o prawdę.
Yoona wyszła i poszła w prost do lochów. Wszystko co ważne zanotowała na chusteczce. Ilu jest strażników, ile lochów, w którym jestem i w jakim stanie. Wszystkie ważne informacje zaniosła Wangowi. Postanowili mnie odbić, ale czasu mieli bardzo mało. Toghun poszedł na posiedzenie wraz z swoim ojcem , Jombak (przyjaciel Wanga) i Mo poszli z Yooną po wino ze środkiem nasennym. Potem Yoona poszła z tym napojem do strażników lochów.
-Panowie nie chce wam się pić?-spytała kokietująco.
-Jak miło że słoneczko pytasz. Praca strażnika lochów jest naprawdę męcząca. -narzekał jeden z nich.
-Macie tu wino wspaniałe.-nalała każdemu po kubku i wróciła do pawilonu.
Tymczasem Wang ze swoimi ludźmi czekali aż strażnicy zasnął. Sumienie Bayana nie dawło mu spokoju, więc przed samym zebraniem postanowił odnaleźć Toek Toek i spytać ją o prawdę o której wspominała Yoona.
-Ty jesteś Toek Toek?
-Tak Panie.
-Powiedz mi czy to prawda, że Nyang nie zabiła mi dziecka. 
-Nie zabiła, bo...nie miała kogo zabić.
-Jak to? Możesz mi to wytłumaczyć?
-Nie zabiła dziecka bo go nie było. Cesarzowa wszystko wymyśliła. Upozorowała ciążę.
-Niemożliwe! Kłamiesz!
Wtedy dziewczyna wszystko opowiedziała Bayanowi. Niestety czas biegł. Cesarz spóźniał się na zebranie i niestety obecna na nim matka cesarza postanowiła rozpocząć zebranie bez niego. Każdy z namiestników i oczywiście regent zaczęli się wypowiadać. Potem swoją wersję i jedyną wersję przedstawiła Kim ze swoimi służkami. Zaczęło się głosowanie. Toghun zaczął grać na czas.
-Jakiej płci było dziecko?
-Chłopiec. Mój biedny synek.-znów zaczęła udawać płacz Kim.
-Gdzie są zwłoki malca?-wymyślał pytania Toghun.
-Skończmy to bo szkoda czasu. Każdy ma swoje zajęcia a ta rozmowa jest nie potrzebna. -wtrącił El Sumur.-Więc co? Powieszenie?
-Tak!-krzyknęli wszyscy namiestnicy.
Już po chwili kat i kilku żołnierzy wyszło z sali tronowej i udało się do lochów. To był czas egzekucji. Toghun zaraz po wojsku wybiegł by powiadomić Yoone o tym co się stało. Yoona natomiast biegała po ogrodzie by odnaleźć cesarza. Jednak nigdzie go nie było.

piątek, 13 października 2017

"Dynastia Shin Jin"

Część 28
 Minęły trzy miesiące... Wiśnie zaczęły już kwitnąć, ptaki śpiewać, trawa zielenić a słońce swymi promykami ogrzewać. Chociaż rozpoczynała się wiosna to w moim sercu nadal tkwiła zima: okrutna, mroźna i bezlitosna. To ona sprawiła, że moje uczucia do cesarza zamarzły. Ten upływ czasu był bardzo trudny-dla wszystkich. Ja szłam swoimi ścieżkami, Bayan swoimi. Mijając się gdzieś w pałacu spoglądaliśmy na siebie martwym wzrokiem. Umysł robił jedno, serce drugie. Cesarz spędzał dużo czasu z Kim, opiekując się nią i jej dzieckiem. Często spacerowali po ogrodzie uśmiechnięci, prowadzący się za ręce. Ja natomiast zostałam przydzielona do kuchni, nie byłam już służką Bayana. Pomagałam gotować, ale do moich zadań należało również, dekorowanie sali tronowej, podczas gdy co tydzień cesarz spotykał się z namiestnikami i regentem. Wieczory i wolne chwilę spędzałam w otoczeniu Yoony , Wanga i jego przyjaciół. Często widywałam się także z Toghunem, który wydawało się wpadł w oko Yoonie. Co pewien czas do pałacu przychodziły przesyłki od Cesarzowej Wdowy, która przesyłała różne przedmioty dla Kim, która za parę miesięcy miała rodzić. Wszystko się jakoś toczyło, szło do przodu, tylko ja miałam wrażenie, że stoję w miejscu. 
-Nyang, ale on jest przystojny !-zachwycała się Yoona siedząc pod drzewem.-A ten uśmiech jego...
-No wiem, wiem. Toghun wydaję się być miły.-starałam się słuchać z uwagą przyjaciółki, ale na prawdę nie miałam ochoty myśleć o miłości, która i tak nigdy nie będzie taka jaką sobie wymarzymy.  
W pewnej chwili zaczął do nas machać właśnie Toghun, Yoona szybko wstała, poprawiła włosy i podbiegła do niego.  Ja tymczasem poszłam do kuchni pomóc przy piątkowym obiedzie. 
Bayan siedział przy deklaracjach a Kim  leżała na łóżku objadając się słodkościami, aż nagle zawrzeszczała. Przybiegły jej służki i spytały co się stało, a ona odpowiedziała:
-Za dwa miesiące mam rodzić! A przecież nie jestem w ciąży! Co ja teraz zrobię?!
-Chyba mam pewien pomysł.-rzekła jedna opowiadając o tajnym planie.
Jednak nie był tak tajny jak się wydawało bo zza drzwiami stała dopiero co przybyła służka-Toek Toek. I wszystko słyszała, niestety i to zdołała zauważyć Żmija. Służki Kim złapały Toek Toek i trzymając ją za ręce , Kim założyła jej prześcieradło na szyję potem powiedziała, że ją zabije.
-Błagam Pani nie rób tego! Ja nic nie powiem! Obiecuję! Tylko nie rób tego!-prosiła dziewczyna.
-Skąd będę miała tą pewność, że nic nie powiesz?!-docisnęła ją Kim.  
-I tak nie ... mam z stąd ucieczki. Jeżeli coś powiem zabijesz mnie ,ale przy...przy...przysięgam...- ledwo wypowiedziała te słowa. 
Po chwili Kim wypuściła zsiniałą Toek Toek na koniec jeszcze raz jej grożąc, że jeżeli coś powie, to zabije ją gorszym sposobem niż uduszenie. Dziewczyna uciekając wpadła na Yoone, która spytała się co się stało, jednak ta nic nie mówiąc pobiegła wprost do pawilonu. 
Gdy skończyłam przystrajać salę, idąc po schodach spotkałam dumną Kim idącą jak zawsze po południu do cesarza. Jednak tym razem było trochę inaczej, bo zaczepiła mnie. 
-Ty pomywaczko gdzie to idziesz?
-Mówisz do mnie?!-spytałam puszczając jej zabójczy wzrok. 
-Tak pomywaczko. Co już nie chodzić jak parzące słońce , dumna. Cesarz już cię zostawił. Plotki mają wielką moc.-drążyła temat.
Ja nie chcąc jej słuchać chciałam odejść, jednak jej służki złapały mnie za ręce i trzymały jak jakąś nieobliczalną osobę. Kim stała przede mną i robiła głupie miny, aż po chwili opluła mnie. Już nie wytrzymałam, próbując się wyrwać nie chcący popchnęłam ciężarną Kim, która na oczach Bayana stoczyła się ze schodów. Ja stałam jak przyklejona, cała przerażona co w tej chwili właśnie uczyniłam. Jedna służek zawołała:
-Straże! Zabrać ją do lochu! I wezwać medyka Cesarzowa miała wypadek! 
Bayan podbiegł do Kim i klęcząc nad nią krzyczał na mnie i płakała:
-Dlaczego to zrobiłaś Nyang?! Jak mogłaś?! Dlaczego ma płacić za to , to niewinne dziecko?!
 

piątek, 29 września 2017

"Dynastia Shin Jin"

Część 27
-Wpuście mnie do cesarza!-wołał Wang Yu ze swymi przyjaciółmi.
Ledwo co uchyliły się drzwi do komnaty Bayana, a Wang już wparował. Widząc cesarza pijanego , złapał miskę z wodą i oblał go. 
-Co ty robisz?-otrząsnął się Bayan.
-Chodzi o Nyang. Masz to przerwać!-krzyczał Wang.
-Proszę o ciszę, bo...głowa mnie boli!-nie skupiony na rozmowie błądził gdzieś wzrokiem po pokoju. 
-Bayan masz odwołać ślub Nyang i mojego brata.-mówił Wang.
Cesarz praktycznie nie słuchał rozgoryczonego Wanga, chodził po komnacie i dotykał różnych przedmiotów , przytakując na wszystko co się mówi. W końcu Wang Yu nie wytrzymał . Uderzył cesarza w twarz i zaczął jeszcze raz mówić:
-Masz przerwać ślub Nyang. 
-A niby dlaczego? Żebyś ty z nią mógł być? 
-Nie! Po prostu...bo to nie prawda że ona cię zdradziła ze mną. Przysięgam , że to nieprawda. Moi przyjaciele są świadkami. Ona kocha tylko ciebie, niestety...
-Że co? Czemu niestety? Czy ty...?
-Jeżeli ty nie pomożesz to sam to załatwię. Ja w przeciwieństwie do ciebie jestem gotów oddać za nią życie.-mówiąc to Wang wyszedł z komnaty zostawiając leżącego na podłodze Bayana. 
-To co teraz Panie robimy?-spytał Jombak , Wanga. 
-Idziemy to Toghuna, może on nam pomoże.  -odpowiedział Wang.
Jak powiedzieli tak zrobili, jednak Toghun-syn namiestnika nie był zbyt przekonany do tego by mnie ratować. Po chwili przyszła Yoona , dzięki której Toghun postanowił wziąć udział w całej misji, ale oczywiście pod warunkiem że i ona będzie pomagała. Coś zaczęło się jakby rodzić między Toghunem a Yooną.   W tym czasie  siedziałam zawiązana w pustym , zimnym, zaciemnionym pomieszczeniu pod strażą Changa, który cały czas miał swój wredny uśmiech na twarzy. Podszedł do mnie i z okazji naszego ślubu zapiął mi na włosach przepiękną białą spinkę. 

-No i co Nyang, nigdy nie uciekniemy przed przeznaczeniem. Jesteśmy sobie pisani.
-Tobie jest pisana tylko śmierć!
-Jeżeli mam umrzeć to razem z tobą, moja piękna. 
-Nigdy nie będę twoja, więc nawet nie marz o tym. 
-Jeżeli będziesz się dobrze sprawowała to niczego ci nie braknie. 
 Minęły dwa dni i pozostało kilka godzin do mojego ślubu z Changiem. Kiedy Wang i reszta ekipy byli już gotowi, Bayan siedział w komnacie przy winie i płakał tak jakby nie mógł niczego cofnąć. Rozmyślał nad słowami Wanga i co raz bardziej był przekonany, że go nie zdradziłam.

     

 *** 

Zostałam wprowadzona do świątyni jak zwierzę. Miałam przywiązane sznurem ręce i nogi. Stałam na przeciwko Changa. Byliśmy tylko we dwójkę, sami w świątyni. Był oczywiście także kapłan, który udzielał tego wszystkiego i dwóch wojskowych , którzy pilnowali wejściowych drzwi. Po chwili usłyszeliśmy jakiś huk dobiegający właśnie zza drzwi. Był to dźwięk zamordowanych żołnierzy. Wang , jego przyjaciele i Toghun z Yooną wbiegli do środka świątyni. Wang zaczął walczyć z Changiem, przyjaciele przegonili kapłana a Yoona i Toghun próbowali mnie uwolnić ze sznurów.
-Nyang jak się cieszę że zdążyliśmy na czas!
-Yoona moja kochana przyjaciółko.-rozpłakawszy się przytuliłam ją bardzo mocno. 
W pewnej chwili Wang przyłożył miecz do szyi Changa i już miał go zabić , gdyż zatrzymałam go.
-Czekaj Wang! Nie rób tego nie warto. To kanalia, ale on nie jest aż tak groźny jak ludzie którzy się nim posługują.-mówiąc to Wang odłożył broń.  
Wszyscy zdążyliśmy uciec. Wróciliśmy do pałacu. Bayan chodząc po ogrodzie zauważył mnie i od razu podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił. Ja po tym wszystkim nie mogłam udawać , że nic się nie stało odepchnęłam go, ale ten chwycił mnie za rękę i kazał wszystkim opuścić ogród. Zostaliśmy sami. 
-Co ci się stało?-spojrzał na nadgarstki.
-Sznury były zbyt mocno zawiązane. -odparłam.
-Co ? Przepraszam cię, bo to moja wina.-mówił.
-Tak jest to twoja wina. -potwierdziłam. 
-Wybacz mi. Wybaczysz?-spytał Bayan. 

-Bayan nie wiem czy  to jest odpowiedni moment. Lepiej gdy na jakiś czas damy sobie spokój.-rzekłam.
-Ale dlaczego? Przecież ja cię kocham.-powiedział. 
-No właśnie! Gdybyś mnie kochał to byś mi ufał.-mówiąc to wyrwałam swe posiniaczone nadgarstki z dłoni cesarza i wróciłam już nie do swojej komnaty, lecz do pawilonu służek. 
-Nyang nie zostawiaj mnie! Kocham cię! Bez ciebie oszaleje! No błagam cię!  



niedziela, 17 września 2017

"Dynastia Shin Jin"

Część 26
 -Ojcze! Bayan o mało co nie zginął przez ciebie!-krzyczała Kim Tokeum na El Sumura. 
-To był twój pomysł , żeby pozbyć się tej służki, więc nie miej do mnie teraz pretensji.-mówił ze spokojem regent.
-Tak, ale chciałam ich tylko nastraszyć. Wiesz co będzie jak się dowiedzą , że to ja za tym stoję?! Najgorsze jest to, że ta dziewucha żyje i może potwierdzić ,że ją zastraszałam!-dramatyzowała Kim.
-Nie martw się, póki co oboje są nieprzytomni. Może los ze chcę , że służka umrze?! Hahaha...-wybuchnął śmiechem starszy mężczyzna. 
-A co będzie jak Bayan nie przeżyje?! Co wtedy?!-ze łzami w oczach dopytywała Cesarzowa.
-Wtedy będziemy się martwić, a poza tym co ty się tak martwisz, jakby zmarł tym lepiej było by dla nas obojga. Pomyśl całe to  państwo było by tylko nasze!-uspokajał ją Sumur.
-Ale ja nie chcę by Bayan umierał.-odparła Kim.
-Czy ty się w nim przypadkiem nie zakochałaś?! -zmierzył ją wzrokiem.-Ty głupia, nieposłuszna córo! Wiesz co ci mówiłem! Nie wolno ci się zakochać! W nim , ani nikim innym! Tu nie ma miejsca na jakiekolwiek uczucia! Miłość to tylko chwilowy stan w naszej głowie, który doprowadza do szaleństwa, a potem zostaje wyniszczeniem naszego mózgu! To jest gorsze niż jakakolwiek zaraza! Zapamiętaj to i nic nie rób bez mojej wiedzy!
-Dobrze ojcze, przepraszam.-cała zalana łzami, spuściła głowę i wróciła do swojej komnaty. 
Mimo zakazu miłości , Kim czuła w swym sercu, że w jakimś stopniu kocha cesarza, ale ta miłość była chora, tak mocno chora jak jej ojciec, zaślepiony rządzą i bogactwem. 

***

Kim siedziała przy schorowanym cesarzu i robiła mu obkłady na czoło. Chodziła tak codziennie i opiekowała się nim tak jakby przeszła niesamowitą przemianę ze zołzy, w kochaną , opiekuńczą żonę. Ja całą chorobę spędziłam nieprzytomna, co sprawiało, że Kim miała szanse nad wszystkim zapanować w pałacu i nikt nie mógł jej zakazać.
-Bayan! Bayan! Już idę do ciebie!-krzyczałam przez sen.-Czekaj! Nie odchodź! Przecież jestem...
-Nyang, halo, Nyang! Obudź się! Słyszysz?!-jakiś mężczyzna próbował mnie wybudzić z koszmaru.
W pewnej chwili, cała zalana potem, otworzyłam oczy i krzyknęłam:
-Toghun! Gdzie ja jestem? Gdzie jest Bayan?!
-Spokojnie, leż. Czy ty i Bayan...?
-Ale, że co? Gdzie on jest?!
-Jest pod dobrą opieką. Kim się nim opiekuję.
-Ona?! Jak mogłeś na to pozwolić?! Przecież ona go zabije!-nie zważając na nic wybiegłam z spokoju i pomknęłam prosto pod drzwi do jego pokoju. Oczywiście Toghun pomknął za mną. 
Stanęłam u progu drzwi i wołałam:
-Panie to ja-Nyang! Odezwij się!
-To na nic. Chodźmy z stąd-chwycił mnie za rękę Toghun.
-Puść mnie!-zaczęłam pięściami stukać po drzwiach.-Bayan! To ja Nyang! Proszę cię, odezwij się! Błagam!
Jednak nikt się nie odezwał. Spojrzałam tylko przez szparę w drzwiach i zauważyłam leżącą koło Bayana Kim. Oczy zrobiły mi się jak szklane, odeszłam od drzwi i kierowałam się w stronę swojej komnaty. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i zauważyłam przy progu Kim. Postanowiłam podbiec do niej. Stanęłam przed nią i próbując ją ominąć, chciałam wejść do cesarza. Niestety nie udało mi się, Wiedźma chwyciłam mnie za rękę i pociągła do siebie, a potem popchnęła tak mocno , że aż upadłam na podłogę. 
-Ty zdrajczyni! Myślisz, że ci się upiecze?! Zamach zrobiłaś na cesarza! Własnego męża!
Kim przykucnęła i nachyliła się nade mną, potem wyszeptała:
-Wiesz co Nyang, radzę by to zostało naszą tajemnicą. Jeżeli nie chcesz tego żałować...Pamiętaj, tajemnica.-potem wstała i wróciła do Bayana. 
Na to wszystko patrzył Toghun i nawet nie zareagował. Jak wielka cesarzowa odeszła, pomógł mi wstać i zaprowadził mnie do komnaty. Tam czekał na mnie Wang Yu wraz z Yooną. 
-Dziękuję ci Toghun za to , że zaopiekowałeś się Nyang podczas mojej nieobecności, ale możesz już wyjść.-Wang wskazał palcem drzwi Toghunowi.
Mężczyzna pożegnał się, a potem wyszedł. W komnacie o wszystkim porozmawialiśmy. Od Yoony dowiedziałam się, że w pawilonie kobiet mówi się o jakiś zaślubinach, ale nikt nie wiedział kogo one dotyczą, a od Wanga dowiedziałam się, że El Sumur ma spore wojsko w mojej ojczyźnie i sporo złota, lecz najważniejszy był teraz zamach na cesarza. Wang Yu postanowił, oczywiście gdy cesarz się wybudzi zrobić posiedzenie na którym mieli być wszystkie ważne osobistości. Właśnie na tym zgromadzeniu postanowiliśmy wyjawić kto tak na prawdę stoi za zamachem. 

***

-Za zamachem stoi cesarzowa Kim.-oznajmiłam przy wszystkich na ugrupowaniu.-Przed wyjazdem zagroziła mi, że zabije cesarza , jeżeli go nie opuszczę.
-Co? Cesarzowa? Jak to możliwe?-było słychać oburzenia namiestników. 
-Czy ktoś był świadkiem tego zdarzenia?-spytał regent El Sumur. 
-Nie, raczej nikogo nie było przy tej rozmowie.-odpowiedziałam zdając sobie sprawę, że jestem na przegranej stronie, jednak liczyłam na  Bayana gdy  się wypowie na temat tego zdarzenia.
-No właśnie! Więc skąd ta pewność , że ze zazdrości nie próbujesz oczernić cesarzowej? Przecież jesteś służką i nikt twojej teorii nie potwierdza.-Sumur zaczął się szeroko uśmiechać.-A ty Panie co o tym sądzisz? Masz podejrzenia lub dowód , że to twoja żona stoi za tym zamachem?
Cesarz wstał z tronu i cały blady , ledwo stojąc, rozglądał się po poddanych. Sprawiał wrażenie szukającego osoby, która pomoże mu zabrać głos, jednak każdy zapatrzony w swojego Cesarza czekał aż dokona słusznego wyboru. Zapadła cisza...w pewnej chwili na zebranie wpadła jedna ze służek. Oddała pokłon a następnie podbiegła do Kim i wyszeptała jej coś na ucho, po chwili wszedł generał wojsk cesarskich, brat Wanga Yu-Chang Yu. Kiedy go zauważyłam, wiedziałam że to nie wróży niczego dobrego. I miałam racje, ledwo wszedł a już zabrał głos. 
-Wasza Wysokość, uważam , że oskarżenia ze strony służki nie mają żadnego poparcia a tym bardziej ziarenka prawdy, więc ona kłamie. Myślisz , że cesarzowa chciałaby cie skrzywdzić? Akurat teraz kiedy jest w ciąży? Myślisz, że chciałaby zapewnić swojemu potomkowi brak ojca? Zastanów się.
-Generał ma racje!-orzekli namiestnicy.-Ukarać służkę! Wychłostać za kłamstwa! Wygnać! -krzyczeli. 
Słysząc to, Wang Yu starał się zareagować, jednak nie miał przebicia. Nikt go nie chciał słuchać.
-Panie , wiem że to nie jest odpowiedni moment, lecz chciałem cię o coś poprosić.-zaczął Chang.-Chciałem prosić cię o rękę służki Nyang.
-Co ty powiedziałeś?!-oburzył się cesarz.-Chcesz poślubić Nyang? 
-Tak. Myślę, że będzie to korzystne dla wszystkich. Nie będziesz musiał wydawać jej kary, opuści palac, zamieszka ze mną. Cesarzowa Kim będzie zadowolona i spokojna...
Gdy to usłyszałam myślałam, że to wszystko mi się śni. Chciałam jak najszybciej opuścić ten koszmar i wrócić do rzeczywistości w której wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Jednak czas nie stał w miejscu i cesarz musiał podjąć trudną decyzję a namiestnicy mu tego nie ułatwiali. Krzyki coraz bardziej tłamsiły Bayana, był bardziej zagubiony i nie wiedział co ma robić. W końcu przestraszony swoimi poddanymi, chwiejąc się, wybiegł z sali. Widząc to regent nie był obojętny starał się ratować sytuacje i powiedział, że Cesarz jeszcze nie powrócił do sił i nie myśli racjonalnie dlatego prosił tłum by dali mu czas na wygłoszenie mowy w tej sprawie. Wiedziałam, że nie mam nic do gadania w tej sprawie. Mój los leżał w rękach cesarza.
W czasie przemyśleń cesarza nikt nie mógł się z nim widywać nawet Kim, ze względu na wpływ jego zmiany odpowiedzi które poddani mogli by na nim wywołać. Ja przez ten czas siedziałam w komnacie i czekałam jak na szpilkach na pozytywną dla mnie decyzje, lecz czym dużej o tej sprawie myślałam, to byłam bardziej pewna, że decyzja będzie całkowicie inna niż chciałabym by była. 
-Musimy zmusić cesarza by zgodził się na prośbę Changa.-odparła Kim. 
-Tak Pani, ale co zrobimy? Przecież nikt nie może się z nim widzieć.-rzekła służka. 
Nastała cisza, po chwili Kim zabrała głos. 
-Dzisiaj, przed drzwiami do komnaty cesarza wy dwie-pokazała Kim na służki.- pójdziecie i zaczniecie koło drzwi plotkować, a dokładniej, powiecie tak by Bayan słyszał, że Nyang zdradza go z Wangiem! Słysząc to cesarz się wścieknie i na pewno wyda ją za Changa!
Jak powiedziała cesarzowa tak się stało. Cesarz wpadł w szał , nie zważając na nic wybiegł z komnaty i pomknął do Wanga. Wszedł do jego domu i z policzkował go. Niestety pech chciał ,że ja też tam byłam. Bayan spojrzał na mnie a potem chwycił mnie za rękę i zaciągnął do mojego pokoju. Zamknął drzwi i zaczął krzyczeć , a w jego oczach była taka nienawiść, że myślałam że zaraz mnie zabije. Nie wiedząc o co mu chodzi, dopytywałam się, jednak Bayan tylko powtarzał: "Nie kłam, wiesz o co mi chodzi! Jak mogłaś mi to zrobić Nyang?! Kochałem cię a ty?!"
-Kochałeś mnie?! Czyli co już nie kochasz?!-oburzyłam się.
Od razu w tym momencie chciałam wyjść z pokoju, jednak drzwi były zamknięte a za nimi byli strażnicy. 
-Źle mnie zrozumiałaś.To nie tak.-tłumaczył.
-Jak mogłam źle zrozumieć? O co ci chodzi w ogóle? 
-Zdradziłaś mnie z Wangiem! Jak mogłaś? Jeszcze udajesz niewinną. Jesteś na prawdę tak głupia? 
-Ja cię zdradziłam?! Nie będę z tobą rozmawiała!
Odwróciłam się plecami do Bayana i czekałam aż wyjdzie, jednak nie zanosiło się na to. Cały czas mnie prowokował. Kiedy usłyszałam o co tak naprawdę chodzi, zrozumiałam, że za tym stoi Kim. Jednak byłam zbyt wściekła na cesarza by z nim spokojnie porozmawiać a tym bardziej usprawiedliwiać jego wybuch agresji spowodowany przez cesarzową. 
-Co on ma takiego, czego nie mam ja?! To zwykły śmieć a ja jestem cesarzem, mam wszystko. Niczego by ci Nyang nie brakowało.
-Czy ty myślisz że mi chodzi o twój majątek i władze?! Wiesz co Bayan bardzo się cieszę, że teraz pokazałeś swoją twarz. Przynajmniej zrozumiałam, że byłam dla ciebie tylko zabawką. Skoro wierzysz Kim to wierz jej dalej, a mnie zostaw w spokoju i zajmij się swoim dzieckiem. 
Bayan zamilkł. Po chwili złapał mnie za rękę i biorąc głęboki oddech przeprosił mnie i chciał wyjaśnić zaistniałą sytuacje, jednak było za późno bo już nie chciałam z nim rozmawiać. Odwróciłam twarz w jego stronę i spytałam czy mogę wyjść, cesarz odpowiedział:
-Tak.-a potem zawołał do strażników.-Wypuśćcie ją! 
Wyszłam z pokoju i wróciłam do Wanga. Jego obita twarz mówiła sama za siebie. Wzięłam zimną wodę i szmatkę i obłożyłam nią napuchniętą twarz mężczyzny. Cztery dni później nastąpiło ponowne zebranie do tego czasu w ogólnie nie widywałam się z Bayanem. Wiedziałam ,że zgodzi się na mój ślub z Changiem. I nie pomyliłam się. Wstał z tronu i oznajmił:
-Ja Cesarz Bayan, wasza głowa państwa oznajmiam wszystkim tu poddanym, że służka Nyang poślubi za dwa dni generała wojsk cesarskich-Changa. Do tego czasu wyprowadzi się z pałacu i zamieszka ze swoim przyszłym małżonkiem.-Bayan opuścił głowę i rzucając podpisany dekret na ziemię odszedł ze łzami w oczach.
Kim wygrała, a my znowu przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę, wojna dopiero się zacznie.