kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

wtorek, 29 listopada 2016

''Dynastia Shin Jin''

Część 11
 -Nyang, trzymaj mnie mocno za rękę.-odparł Wang Yu-Byś mi się nie zgubiła.
-Nie martw się. Gdzie ma być to całe przyjęcie?-spytałam.
-W sali głównej. W pałacu.-odpowiedział Wang Yu.
Gdy przekroczyliśmy bramę wejściową, zobaczyłam wielu ludzi. Na nogach tak jak i na koniach. Wszyscy szli w jednym kierunku, niosąc ze sobą wiele podarków, dla młodej pary. Gdy w końcu dotarliśmy do progu pałacu, miałam ochotę się wycofać. Nie chciałam znów się z księciem widzieć. Jednak nie chciałam opuszczać Wanga, który zawsze był przy mnie ,gdy go potrzebowałam. Oj nie, nie mogłam stchórzyć! Po chwili weszliśmy do pałacu i zauważyliśmy że wszyscy przygotowują się do wielkiego wesela Kim z Bayanem, który tak naprawdę miał się odbyć nazajutrz w dokładnie dwudzieste urodziny...nas trojga. Nie rozumiałam tego pośpiechu, więc spytałam się Wanga dlaczego tak się stało. Ten odpowiedział:
-Jeżeli wszystko było w waszej umowie...Nie rozumiem. Musiało się stać coś na prawdę poważnego skoro przesunięto uroczystość. Może wynika to z jakieś ciężkiej choroby któregoś z członków rodziny cesarskiej. 
-Możliwe...-rzekłam z niepewnością. 
-Jeżeli jest to dla ciebie takie ważne to postaram się czegoś dowiedzieć. 
-Dobrze. Byłabym wdzięczna.-odparłam. 
-Idź się gdzieś porozglądać a ja tymczasem pójdę dowiedzieć się gdzie będziemy nocować.-mówiąc to Wang puścił mi dłoń i odszedł w stronę namiestników i innych osobistości. 
Ja tymczasem, wyszłam z tego tłumu i kierowałam się ścieżkami pałacowymi. Idąc jedną z alejek przypomniałam sobie moment w którym spacerowałam po swoim ogrodzie w pięknej sukni i czekałam na przybycie księcia Bayana. Po obu stronach dróżki soczysto-zielona  trawa, pełno różnorodnych kwiatów i na środku ogrodu olbrzymie drzewo wiśniowe. Siadłam pod nim i wsłuchiwałam się w szum drzew. Delikatny powiew wiatru sprawiał że czułam się lekka jak piórko. Zamknęłam oczy , rozłożyłam ręce...trzymałam je tak długo dopóki nie zasnęłam. Opadające płatki kwiatów okryły mnie tworząc kołdrę. W pewnej chwili , przechadzał się tamtędy Bayan. Stanął naprzeciwko mnie i spoglądając roześmiał się mówiąc:
-Nyang...Przybyłaś do mnie...Moja kochana Nyang.
Później siadł koło mnie i opierając się o korę drzewa, ze szerokim uśmiechem spoglądał w błękitne niebo. Rozmarzył się. Nagle zbudziłam się. Był już wieczór. Otrzepałam swe ubranie z kwiatów i zauważyłam śpiącego księcia. Przestraszywszy się po cichu wstałam , tak by go nie zbudzić i na palcach powoli maszerowałam w stronę wyjścia z ogrodu. 
-Nyang drugi raz mnie chyba nie zostawisz? Co nie?-otwierając oczy , wstał i złapał mnie za rękę. 
-A twoje małżeństwo? Miałeś się dziś pobrać z cesarzową Kim.-powiedziałam.
-Tak, ale ślub odbędzie się za godzinę.-ze spokojem odparł Bayan.
-Właśnie! Za godzinę...-podkreśliłam.
-I co z tego? Jestem księciem i mógłbym być z tobą, jeżeli byś trafiła do mojego pałacu nie zważając na Kim.-chcąc mnie przekonać, ściskał mi rękę i prowadził mnie w przeciwną stronę niż do pałacu.
-Ale nie jesteś jeszcze cesarzem by mieć harem.-odparłam. 
Nastała cisza. W pewnej chwili usłyszałam odgłosy wołającej służby, która szukała Bayana. Przestraszona schowałam się za drzewo. Spostrzegawczy strażnik, podszedł do księcia i poprosił go by wrócił do swojej komnaty. Jednak Bayan stał w miejscu i wpatrywał się w drzewo za którym się ukrywałam. 
-Panie czekamy na kogoś?-spytał młodzieniec.
-Nyang! Wyjdź. To mój przyjaciel, nie bój się go. Odprowadzisz mnie do komnaty a potem się spotkamy na ślubie.-mówił książę.
Z głębokim oddechem wyszłam z kryjówki i przyspieszając kroku kierowałam się ku pałacu. Uśmiechnięty książę odbił się od podłoża i doskoczył do mnie, przerzucając swoją rękę przez moje ramię i krzycząc:

-Zaczekaj!
-Książę muszę wracać do Wanga Yu.
-Wang Yu też tu jest?
-Tak, przyjechałam mu tu towarzyszyć.
-Ach! Już się cieszyłem, że przyjechałaś tu dlatego by się ze mną widzieć. Trudno! 
Po pewnym czasie doszliśmy przed komnatę Bayana. Odwróciłam się plecami do księcia i szłam do głównej sali. Książę z szerokim uśmiechem, klepnął swojego strażnika po plecach i odparł:
-Ach te kobitki! 
Idąc między różnymi komnatami doszłam do pokoju Cesarzowej Kim. Delikatnie uchyliłam potężne drzwi i z ciekawości spoglądałam na oszustkę. Gdy zobaczyłam jej długie , piękne , ciemne włosy, drobną figurę i piękne duże oczy, do głowy przyszła mi myśl, że właściwie nie mogłam się z nią równać. Ogarnęło to całą moją głowę i serce, do tego stopnia, że zwątpiłam w siebie, w jakąkolwiek walkę o mój naród i tron. W pewnej chwili zaszedł mnie od tyłu pewien wysoki, dobrze zbudowany, młody mężczyzna z długimi brązowymi włosami spiętymi w kucyk, z charakterystyczną grzywką i w czarnej zbroi, który spytał:
-Co ty tu robisz? Podsłuchujesz?!
-Wybacz , ale ja...
-Zgubiłaś drogę?
-Tak. Właśnie! Błagam cię, tylko mnie nie wydaj. 
-Nie wierzę w to. Przez chwilę cię obserwowałem. Podglądałaś Cesarzową!
-Przepraszam. Jak dostać się do sali głównej? 
-Widziałem cię z dowódcą wojska-Wangiem. Szukał cię wszędzie.Seungnyang. Tak?
-Tak.
-Musisz iść tu, cały czas prosto, potem na prawo i na lewo i dojdziesz.
Przystojny, bardzo spostrzegawczy mężczyzna wytłumaczył mi bardzo w skróconej wersji drogę do sali w której za niedługo miał się odbyć ślub.W końcu po pewnym czasie próg olbrzymich złotych drzwi przekroczyła para cesarska, potem wszedł ich syn-Bayan, który w ogóle nie przypominał księcia które znałam wcześniej. Włosy spięte w kok, piękne złotawe szaty , godna postawa księcia...Chyba pierwszy raz zrobił na mnie takie wrażenie. Gdy Cesarz z Cesarzową z dynastii Jin siedli na tronie zwanym ''Ognistym Smokiem'' a ich syn stanął na podniesieniu pomiędzy rodzicami, dopiero wtedy weszła cesarzowa Kim Young. W koronie, czarno-czerwonej długiej sukni z głową podniesioną wysoko i ze wzrokiem skierowanym w stronę swojego wybranka. Jej fałszywy uśmiech, starał się za demaskować jej prawdziwe oblicze. Potem książę wyciągnął dłoń w stronę wchodzącej po schodach Kim. Gdy stanęli na równie ze sobą, chwycili się za ręce i dumnie unosili je na znak małżeństwa. Słudzy, namiestnicy i reszta poddanych wiwatowała na nową parę. Ja stałam samotnie wśród uradowanych pokojem ludzi i ze smutną twarzą i równie ze złością w oczach wpatrywałam się na kobietę która ukradła moją tożsamość. Moje serce jeszcze biło, ale czułam że jestem bliższa śmierci niż sprawiedliwości. Po całej tej ''szopce'' w głównej sali wszyscy wrócili do siebie. Na znak panującego pokoju w wioskach zostało wydane jedzenie i woreczek monet, dla każdego kto mieszkał w tych dwóch państwach. Na ulicach odbywały się parady. Wszyscy mieli wolne, między domami na każdej uliczce były zawieszone lampiony. Po domach mieszkańcy jedli, pili, śpiewali i tańczyli. 
-Nyang może pójdziemy gdzieś świętować?  
-Co mam świętować? Swoją klęskę?! Chcę wrócić już do domu.
-Wybacz. Dobrze jeżeli nie chcesz to...odprowadzę cię do miejsca w którym mamy przenocować. Jutro o świcie ruszamy do mojej posiadłości. 
-Dziękuję ci Wang Yu za wyrozumiałość. 
Idąc przepychaliśmy się wśród ludzi. Nagle w pewnej chwili podszedł do mnie pijany mężczyzna, zaczął mnie zaczepiać. Uderzyłam go w twarz, jednak on nie pozostał obojętny popchnął mnie na jeden ze straganów. Upadając wpiłam sobie do nogi pewnego rodzaju drewnianą, strzałkę. Zobaczywszy to Wang skoczył to pijaka. Wyszarpał go, później przyłożył mu raz z lewej i prawej strony i rzucił na bok. 
-Auuuu...-stękałam z bólu powoli wstając.
-Pomóc ci Nyang?!-spytał Wang Yu. 
-Nie trzeba.-idąc kulałam.
Wang podtrzymywał mnie za rękę. Niestety tak mnie strasznie noga bolała i krwawiła, że praktycznie nie mogłam na niej ustać. Wang znowu ''rzucił'' się do akcji wziął mnie na ręce a potem idąc ze mną na rękach , mijając balujących mieszkańców wioski mówił:

 
-Uwaga niosę ranną!
-Co ty robisz? Oszalałeś?! 
-Cesarzowo myślisz, że pozwolę ci cierpieć?! 
-Nie mów tak do mnie. Prosiłam cię!
-Dobrze Nyang.
W końcu po przepychankach trafiliśmy w końcu do swojego drewnianego domku. Miejsce w którym mieliśmy się zatrzymać, nie należało do zacisznych. Było bardzo głośno, pokoje były małe, nie było łóżek. Trzeba było spać na podłodze, lecz najpierw...Wang musiał wyciągnąć mi tą strzałkę. Rozdarł mi trochę materiału w miejscu w którym krwawiła rana, potem chwycił za drewniany przedmiot i jednym zdecydowanym ruchem wyjął go z mojej nogi. Ból był bardzo bolesny, ale na szczęście krótki. Następnie Wang przemył mi ranę , posmarował maścią z ziół i zawiną nogę. Na szczęście nie wdało się żadne zakażenie. W tym czasie młoda para weszła do komnaty na noc poślubną. Nagle do pokoju wleciał sługa który z płaczem poprosił Bayana by poszedł do swojej matki. Przestraszony reakcją eunucha, książę pędem wleciał do swoich rodziców. I ujrzał płaczącą matkę klękającą przy łóżkiem i trzymającą za rękę ojca księcia. 
-Co się stało?!-spytał przerażony Bayan.
-Synku!-zawołała płaczliwie matka.-Właśnie odszedł od nas Cesarz!
-Że co?!-zdziwił się książę.
-Twój ojciec nie żyje!-krzyknęła kobieta.
Bayan upadł na kolana i opierając ręce na podłodze zawył przeraźliwie i na środku komnaty zaczął płakać. Łzy upadały na marmurową powierzchnię, rozpływając się tworzyły potok wody. Wszyscy poruszeni, biegali wokół martwego cesarza, jego syna i matki księcia. Tymczasem zezłoszczona swoją nieudaną nocą poślubną Kim Young Tokeum uderzyła wazą o podłogę, która rozbiła się na drobne kawałki.

niedziela, 27 listopada 2016

''Dynastia Shin Jin''

 Część 10 
-Pani, Pani!-wołał eunuch wbiegając do komnaty cesarzowej Kim Young. 
-Jak śmiecie mnie budzić?!-zdenerwowała się dziewczyna. 
-Pani! Musisz wstać natychmiast. Matka księcia się zdenerwuje. Musisz złożyć jej pokłon. Rano i wieczorem. -tłumaczył sługa. 
-Przecież wiem! Jestem w końcu cesarzową. -mówiąc to Kim przykryła się jeszcze raz kołdrą. 

 
Niestety eunuch Pak nie miał wyboru , wziął i szarpnął kołdrę, odkrywając młodą cesarzową. Oburzona porywiście wstała i zaczęła tuptać nogami o podłogę. 
-Nie pójdę z pustym żołądkiem do Cesarzowej Matki.-odparła. 
-Tak jest Pani.-rzekła służka.-Tam masz śniadanie. Tylko pospiesz się. 
-Zwracajcie się do mnie Wasza Wysokość! Jak was wychowano?-kpiła.-Oj przepraszam, was w ogóle nie wychowano. Jesteście od urodzenia niewolnikami. Ha Ha! 
-Wybacz Wasza Wysokość.-przeprosiła służba. 
Ociągając się młoda cesarzowa siadła do stołu. Niekulturalnym ruchem do rąk chwyciła jedzenie i zaczęła je upychać do ust. Potem z pełnymi ustami prosiła, a właściwie rozkazywała by jej podano dokładkę. Na znak tego rzuciła na podłogę porcelaną miseczkę. 

-Pani! Spóźnimy się.-przypominał Pak. 
-Powtarzasz się! Przestań, głowa mnie boli.-rzekła.-W moim pałacu już dawno byście zostali skazani! Śmierdzące szczury. 
Eunuch Pak już stracił cierpliwość. Wyszedł z komnaty i poszedł do Cesarzowej Matki z donosem na nieuprzejmą Kim Young. 
-Pak, nie przesadzaj.-mówiła ze spokojem w głosie cesarzowa Youngshi. -To jej pierwszy dzień u nas. Bądź wyrozumiały i traktuj ją z szacunkiem. Przecież tak nie dawno biedna Kim stracił rodziców w zamachu. To i tak jest wielka , że zdołała się podnieść i zapanować nad swoim krajem.
-Wybacz Pani, ale chciałem jak najlepiej.-powiedział. 
-Wiem, a teraz idź i powiedz jej jakie panują u nas reguły i naucz ją chodzić prosto. -rzekła Youngshi. 
Tymczasem ja siedziałam u Wanga Yu i rozmawialiśmy o wyznaczeniu dla mnie kary za poniżanie przyszłego cesarza przy służbie. Mogłam to ominąć, ale wtedy wszyscy byli by oburzeni i było by więcej szkody niż pożytku. Wang Yu starał się być obiektywny, ale za bardzo mu to nie wychodziło. Bo miał wiedzę, której nikt inny dotychczas nie miał. Wiedział, że jestem prawowitą cesarzową, ale musiał mnie traktować jako stajenną, bo inaczej groziło by mi niebezpieczeństwo. Musiał wybierać, albo potraktować mnie jak Waszą Wysokość, albo jak zwykłą służkę. Postanowiłam mu pomóc w tej decyzji, a właściwie zadecydować za niego. 
-Wang Yu nie przejmuj się mną. Wyznacz mi dziesięć batów...
-Nie! Pani, ja...nie mógłbym. 
-Wang, ja się nie sprzeciwiam. Chcę by w państwie była sprawiedliwość a jak mam tego dokonać skoro nie jestem wobec siebie sprawiedliwa?
-Pani, nie każ mi tego zrobić.
-Bayan kazał tobie. Nie przejmuj się, powstałe rany, kiedyś znikną. 
-Ale zapomniałaś że zostaną blizny.
-Tak, ale co z tego?
-Jak to? Nyang...
-Wang Yu, zrób to!
-Ale ja nie chcę byś mnie znienawidziła. 
-To jest nie możliwe. 
-Mam inną karę.
-Jaką?
-Trzy dni bez jedzenia i picia. 
-Ale mogą pomyśleć że mi dajesz coś jeść jeżeli idziemy spać.
-To może przywiąże cię do słupa na dziedzińcu? 
-Zgoda.
Wyszliśmy na dziedziniec i Wang Yu ogłosił wszystkim zebranym wyznaczoną karę. Wszyscy krzyczeli z radości i spoglądali jak dowódca wojska przywiązuje mnie sznurami do drewnianego słupa. Podczas gdy odbywałam swoją karę, Kim Young Tokeum uczyła się chodzić prosto. Polegało to na tym , żeby przejść się z miską na głowie i by jej nie rozbić. Kim nie podchodziła do tego zadania z powagą, wręcz przeciwnie. Ile razy ustawiła miseczkę porcelaną na czubku głowy, tyle razy ją rozbijała. Do tego kazała jeszcze po każdym rozbitym naczyniu sprzątać, by nie wbiła sobie w stopy jego odłamków. Służące donosiły jej także napoje by się nie spociła za bardzo. Nagle Young zauważyła przechadzającego się po ogrodzie księcia, który kątem oczów spojrzał na nią , od razu założyła naczynie i przeszła bezbłędnie wyznaczoną trasę. Gdy zobaczyła, że Bayan odchodzi zdjęła z głowy miskę i rzucając powiedziała: 

-Nie zrobię tego po raz kolejny!
-Ale nie trzeba Wasza Wysokość, zrobiłaś to bezbłędnie. Gratulacje.-odparła służąca Mimi. 
-Co teraz?-spytała Kim.
-A co chcesz robić?-spytał Pak.
-Chcę iść do Bayana!-krzyknęła dziewczyna. 
-Dobrze Pani.-mówiąc to słudzy zaprowadzili cesarzową do księcia.
Książę siedział pod drzewem kwitnącej wiśni i trzymając patyk w ręce, przekładał go z dłoni do dłoni, rozmyślając. Nadeszła Kim. Skinęła głową i uśmiechając się stanęła na przeciwko Bayana.
-Chodź tu.-odparł.-Siądź koło mnie. Będziemy rozmyślać.
-Wybacz, ale nie siądę koło ciebie. -odpowiedziała. 
-Dlaczego?-spytał Bayan.
-Bo nie chcę pobrudzić swojej pięknej sukni.-odparła. 
Książę spojrzał na nią,a potem skierował swój wzrok a podłoże i wymamrotał:
-Nyang by na pewno ze mną siadła.
Usłyszała to Kim i zapytała:
-Co powiedziałeś książę?
-Nic. Rzekłem że do twarzy ci w tej...sukni. 
-Ach! Dziękuję! Wiem, bo to z mojego kraju tkaniny. Mi we wszystkim jest do twarzy. W moim pałacu jest bardzo kobieco, ale tu tak...
-Jak to jest?
-Ale co ''jak to jest''? 
-No jak się traci obojga rodziców w tej samej chwili. 
-Nie chcę o tym mówić. Wybacz mi.
-Dobrze Kim. Rozumiem. Pamiętasz jak mieliśmy zaaranżowane spotkanie? Mieliśmy się wtedy po raz pierwszy spotkać przed naszym ślubem. Już wchodziłem do sali konferencyjnej i zdążyłem zobaczyć tylko twój kawałek. Bo wybiegłaś. 
-Tak. I co w związku z tym?
-Myślałaś o nas? O mnie? Nie obawiasz się naszego małżeństwa?
-Nie czemu mam się obawiać? 
-A jakbyś poznała kogoś innego i zakochała się w nim? 
Nastało milczenie. Kim próbowała zrozumieć co tak naprawdę chciał jej przekazać Bayan. W pewnej chwili przybiegły służki, które przerwały milczenie. Para cesarska zaprosiła młodych na omówienie ślubu. Omawiali róże szczegóły. Oczywiście Kim Young miała swoje propozycje i udało się jej przemycić je do uroczystości. Następnego dnia w nocy przyszedł do mnie Wang Yu. Siadł koło mnie i w ciszy towarzyszył mi w odbywaniu wyroku. Spragniona i wygłodniała próbowałam się zdrzemnąć, ale było to praktycznie nie możliwe. Kiedy odszedł strażnik Wang Yu przybiegł z wodą i kluską ryżową. 
-Ale nie dam rady zjeść bo jestem przywiązana.-odparłam.
-Wiem, ale ja ci pomogę.-rzekł Wang.
Wziął pięknie zdobiony kubeczek i stopniowo nachylał go, tak bym mogła się napić, a bym się nie zakrztusiła. Potem  spokojnie i z niezręcznością nagryzłam podtrzymywaną przez Wanga kluskę. W pewnej chwili mężczyzna buchną śmiechem. Spytałam go co go tak rozbawiło, on odpowiedział , że ja. W sposób jaki jadłam i piłam.. Po raz pierwszy od kilku dni zaczęłam się uśmiechać. Właściwie tak minęła nam cała noc, pełna uśmiechu. Dwa dni później po odbyciu kary udałam się z Wangiem do stolicy na zaślubiny księcia Bayana. Wiele mieszkańców państwa uważali że dynastia Jin złamała wiele zasad w sprawie odbywania się ślubu. Jednak jak to ludzie niższej rangi nie mieli nic do mówienia, mogli wznieść bunt, który był od razu tłumiony , ale nie było takiej potrzeby bo w państwie Jin żyło się na wystarczającym poziomie by mieszkańcy kraju mogli przymknąć oko na niektóre sprawy. 




I co sądzicie o nowej CESARZOWEJ?! Uważacie że zmięknie, że matka cesarza pokaże jej gdzie jest jej prawdziwe miejsce? A co zrobi Bayan, zapomni o Nyang i zakocha się w Kim Young? Piszcie w komach. 😀😁

wtorek, 8 listopada 2016

''Dynastia Shin Jin''

Część 9 
 -Zaczekaj chwilę. Nie pędź tak.-próbowałam chwycić oddech.-Słyszysz?! Poczekaj na mnie! Nie mam już siły!
-Hahaha....-Bayan wybuchnął śmiechem.-Czyli wiesz teraz jak ja się czułem , gdy byłem zmęczony a ty mi nie dałaś odpocząć.
-Ale nie byłeś ranny.-odparłam.-Do tego to ja jestem kobietą i nie mam tyle siły co mężczyźni.
-Też mi coś.-parsknął książę.-A kto mnie pobił w stajni dla koni?!
-Nie mam już...-upadłam na kolana.-...siły...
-Nyang nie wygłupiaj się.-mówiąc to Bayan szedł tyłem.-No wstawaj. Nie chcę mi się ciebie nieść.
-Książę!-krzyknęłam wyciągając rękę przed siebie.-Uważaj!
Niestety nie zdążyłam go zatrzymać. Książę idąc tyłem nie zauważył urwiska. Stracił równowagę i spadł ze skarpy prosto do rzeki, mającej silne prądy. 
Chwyciłam się za zakrwawione ramię i szybko wstając, podbiegłam resztkami sił nad przepaść. Spojrzałam w dół i zobaczyłam jak nurt wody rwie młodego księcia, obija go o boki skał...
Nie miałam chwili do stracenia. Skoczyłam zaraz za nim. Przez dosłownie kilka sekund, poczułam się tak lekko, tak niesamowicie, lecz zderzenie z wodą nie było niczym przyjemnym. Gdy wypłynęłam po krótkim czasie na powierzchnie od razu próbowałam dogonić tonącego Bayana, który coraz bliżej był wodospadu. Bałam się, że mogę nie zdążyć i że tam będzie nasz grób. Ta rzeka była  zbyt silna, nawet dla najlepszego pływaka. Machałam rękami i nogami, woda wlewała mi się do uszu i oczu. Obraz stawał się coraz bardziej nie wyraźny. Rana po strzale zostawiała swój krwawy ślad. W pewnej chwili usłyszałam odgłos wodospadu. Na moje szczęście w porę zauważyłam jakiś brzeg. Z pomocą rzeki i swojej wytrwałości ''dogoniłam'' księcia. Chwyciłam go i mocno trzymając starałam się kierować ku brzegowi. Byłam bliska złapania się wystającego drzewa, niestety moje słabe ręce nie zdołały się utrzymać. Topiliśmy się dalej. Młody książę stracił przytomność a ja z bolącą rękę musiałam nas jakoś uratować. Nagle zobaczyłam kończącą się rzekę i wielki wodospad. Próbowałam wszelkich sposobów , które wtedy przyszły mi do głowy, ale to zdało się na nic. Zobaczyłam ostatnią szansę. Wystającą skałę! Nurt rzeki zarzucając nami pozwolił mi złapać się skały. Udało mi się! Już myślałam, że jesteśmy uratowani, jednak się myliłam. Trzymając się ostatniej nadziei, zauważyłam, że tracę czucie w rannej ręce. Próbowałam nad tym jakoś zapanować, niestety się nie udało. Prąd ''wyrwał'' nas od szansy i ostatni raz pod topił , ja uderzając się w głowę puściłam Bayana. Razem z wodospadem z płynęliśmy w dół. Nie wiem jak długo, ale jakiś czas później ocknęłam się na brzegu z poobijaną głową. Bardzo powoli wstałam i odkasłując wodę zaczęłam się rozglądać. Nie bardzo wiedziałam co się wydarzyło.Kilka minut później przypomniałam sobie, że był ze mną książę. Zaczęłam go wołać. 

 
W pewnej chwili zauważyłam go na powierzchni wody , całkiem nieruszającego się. Przestraszona o życie przyszłego cesarza, wbiegłam do wody i ''wyłowiłam'' go z niej. Ponieważ nadchodziła noc musiałam przenieść go do przybrzeżnej jaskini. Tam położyłam go na kamieniu i zaczęłam rozpinać mu strój. Musiał się w końcu ogrzać. Łzy spływały mi jak krople deszczu po policzkach.


-Ocknij się. Bayan błagam cię! Nie możesz odejść!
Ze zdezorientowania odruchowo zaczęłam go uderzać pięściami po klatce piersiowej. Potem nachyliłam się nad nim i ucho nadstawiłam nad jego sercem i wsłuchiwałam się bicia. Jednak niczego nie słyszałam, jedynie jakieś dziwne dzwonienie w uszach. W pewnej chwili zaczął odkasływać wodę. Ze szczęścia jak i z nerwów zaczęłam się na całego śmiać, chorobliwie śmiać. 
-Żyjesz! O Buddo dziękuję ci! 
Szybko ściągnęłam swoją mokrą koszulę i położyłam go koło księcia. Później tak mocno go przytuliłam, że w pewnej chwili przestraszyłam się, że mogłam go udusić, więc go delikatnie położyłam  na kamieniu. 

  

Zimna noc sprawiała, że dygotałam i potrzebowałam ciepła. Nie wiedziałam co mam robić , więc przytulona do księcia zasnęłam. 

 
Następnego dnia z wschodzie słońca, gdy dobrze mi się spało, książę zaczął się przebudzać. Dość szybko jak na takie wydarzenie. 
-Nyang?-zdziwił się otwierając oczy.-Ale...co się stało?!
-O! Obudziłeś się! -spojrzałam na niego i dziwnie się poczułam.


-Co ty Nyang...?
-A tak! Sprawdzałam czy bije ci serce.-zaczęłam bardzo dziwnie mówić, do tego kiwać głową.
-I co bije?-spytał Bayan.
-Co?
-Serce.
-A serce...Nie...to znaczy tak! Bije, bo w końcu żyjesz i jesteś tu i rozmawiasz ze mną...-szybko wstałam i zaczęłam zakładać koszulę. 
Bayan wstał obolały i milcząc starał się zachowywać normalnie, tak jakby o tym co przed momentem nastąpiło w ogóle nie myślał i nie był zdziwiony. Jednak kiepsko mu to wychodziło. Czułam się speszona i zakłopotana. Nie wiedziałam jak mam się od tamtej chwili zachowywać.  Po ciężkim poranku w końcu udaliśmy się do posiadłości Wanga Yu. Koło południa wreszcie dotarliśmy bez żadnego kłopotu do domu. Zmęczeni rozdzieliliśmy się i każdy poszedł do swojej komnaty. Wzięłam ciepłą kąpiel, potem przebrałam się i w końcu zjadłam coś porządnego. Byłam już tak padnięta, że myślałam , że zasnę na stojący. niestety obowiązki wzywały, musiałam wyczyścić stajnie. Tymczasem gdy ja harowałam przy koniach, książę smacznie sobie spał. 
-Wiesz, że nie musisz tego Pani robić?-wszedł Wang Yu. 
-Panie, nie jestem już cesarzową. Właściwie nawet nią nie zaczęłam być. Liczy się tu i teraz. Teraz jestem tu stajenną o imieniu Nyang i służę tobie.-powiedziałam.
-Wiem, ale nie oznacza to że mam przejść koło ciebie obojętnie Nyang. Czemu nie szukałaś pomocy? Dlaczego nie chcesz odzyskać tronu?! Pozwolisz by ta kobieta podszywała się pod ciebie i niszczyła twoje mienie?-Wang próbował zrozumieć.
-Nie nie pozwolę! Ale sądzisz że jest to takie łatwe?!-podniosłam głos.-Zrobię to w odpowiedniej chwili. A teraz pozwól że zajmie się tym koniem.
-Cesarzowo...-zaczął.
-Nie mów tak do mnie! Nigdy! Żeby być cesarzową, trzeba sobie na to zasłużyć. Jeżeli nie chcesz mnie słuchać, to chociaż odejdź i daj mi dokończyć powierzone mi zadanie.-powiedziałam.
Późnym wieczorem, gdy leżałam w swoim łóżku, spoglądając na sufit rozmyślałam nad tym z kim mógł się spotkać El Sumur. Kto to był i co kombinuje? Zastanawiałam się także nad słowami Wanga , który sądził że się poddałam, że nie walczę o swój tron i swój lud. Dni mijały a  ja nie miałam ciągle żadnego pomysłu jak odzyskać należne mi miejsce.  
Kilka dni później...
-Panie masz wszystko?-spytał Jae Sung Mo.
-Tak.-odpowiedział ze smutkiem w głosie Bayan.- Jestem gotowy do wyjazdu.
-Książę czemu się smucisz?-spytał Mo.
-Gdzie jest Nyang?-spytał.-Nie widziałem go od kilku dni.
-A co zaprzyjaźniłeś się z nim?-zdziwił się sługa.
-Tak, ale chciałem się pożegnać z nim.-rzekł.
-Powinien już wrócić ze stolicy.-odpowiedział Sung.-Powinien być już w swoim pokoju.
Książę zostawił swoje bagaże i pobiegł jak najszybciej do mojej komnaty do której właśnie weszłam. Spojrzałam na niego i chciałam niespostrzeżenie wyjść, ale się nie udało. Bayan wstał z mojego łóżka i mocno mnie przytulił. 
-Zostaw mnie!-krzyknęłam.
-Nyang, ale co się stało?-spytał Bayan.
-Nic. Wracaj do swoich komnat, a mnie zostaw w spokoju!- wykrzykiwałam.
-Ale dlaczego?-pytał książę.
-Bo tak.-odparłam.
-Myślałem , że ty i ja...-przerwał.
-Że ty i ja co?-powtórzyłam.-Zapamiętaj sobie powierzono mi zadanie, by ciebie chronić do momentu gdy nie opuścisz tej posiadłości. Dziś odjeżdżasz , więc moje zadanie się kończy. Ty wracasz do pałacu ja do stajni! 
-Nyang, ale co się stało? Wytłumacz mi to!-oburzył się młodzieniec. 
-Muszę ci się tłumaczyć? Bo jesteś księciem? Tak?!-chciałam to jak najszybciej zakończyć.-Nic między nami nie było, nie jest i nie będzie. Przy stworzyłeś mi wielu problemów. Cieszę się że w końcu wyjeżdżasz.
-Nie rozumiem.-rzekł Bayan.
-A czego tu nie rozumiesz? Jesteś aż tak tępy , że nie możesz pojąć tego co do ciebie mówię?!-próbowałam się od niego odczepić. 
-Nie o to chodzi.-rzekł.-Po prostu nie rozumiem, dlaczego tak mnie traktujesz. Raz jesteś wspaniała, czuje że jesteśmy sobie bliscy tak jak wtedy nad wodospadem, a drugi raz jesteś oschła, serce masz z kamienia i zlodowaciałe. Boisz się uczuć!

Nagle przyszedł strażnik po księcia z wiadomością , że muszą już odjeżdżać. Jednak ja słysząc to co mówi Bayan nie zważałam na obecność sługi tylko dalej prowadziłam tą rozmowę, czy kłótnie.

 
-Nie! Niczego się nie boję! Odejdź!-krzyczałam.
-Nie! Nie odejdę dopóki mi nie powiesz dlaczego tak się zachowujesz Nyang.-upierał się przy swoim książę.
-Bo jesteś prostackim dzieckiem. Nie jesteś wart nawet kluski ryżowej. Współczuje twojemu ludowi jak obejmiesz tron. Zniszczysz to państwo!
-To nie prawda. Nie mów tak! Nic dla ciebie nie znaczę?! Jesteś egoistką, myślisz że będzie ktoś chciał tak oschłą kobietę do tego służkę i stajenną?! Chciałem ci dać szanse, ale nie zasługujesz nawet na to by mnie widzieć.
-O książę Bayan pokazał na co go stać!-krzyczałam przy wszystkich , którzy właśnie się zlecieli.
-Wang Yu proszę cię byś ukarał Nyang, za znieważanie przyszłego cesarza przy swoich poddanych.-mówił książę ze łzami w oczach.

 Ja już nie mogłam dłużej powstrzymać napływających mi do oczu łez, pobiegłam na zewnątrz i rozpłakawszy się wzięłam konia i pojechałam tam gdzie zawsze , gdy miałam złe dni, do Ilsu. Tymczasem Bayan rozżalony wsiadł do powozu i ruszył w drogę powrotną do pałacu. W tym samym czasie w pałacu Shin ''wielka cesarzowa'' - Kim Young Tokeum przygotowywała się do zaręczyn z księciem Bayanem. Po południu przyszły władca dojechał do pałacu. Zasmucony, nawet nie przywitał się ze swoimi rodzicami tylko od razu udał się do swojej komnaty. Sługa słysząc naszą kłótnie u Wanga odparł:
-Panie, nie martw się. Ona nie jest warta twoich łez. Zapomnij o niej.
-Ale jak? Skoro ja ją chyba...kocham.
-Książę! Nie wolno ci! Ona ma rację, lepiej żebyście się już nigdy więcej nie spotkali. Wiesz, że kara by ci groziła gdybyś spotykał się ze stajenną.
-Wiem! Ale nie mogę  o nie zapomnieć, od czasu piętnastu urodzin. Wtedy ją pierwszy raz spotkałem.
-Zapomnij Bayanie. Idź się przygotuj bo, wnet przybędzie twoja wybranka. Cesarzowa z dynastii Shin. 
-Ja nawet nie wiem czy chcę ją poślubić tą cesarzową.
-Nawet nie mów tego głośno ani nie myśl! Jeżeli jej odmówisz, powstanie wojna. Wiele ludzi zginię.
-Chyba masz rację, mój wierny sługo. Zapomnę o Nyang.-mówiąc to książę poszedł wziąć kąpiel, potem przebrał się w szykowne szaty i wyczekiwał swojej wybranki.
Tymczasem w posiadłości Wanga Yu trwało wielkie poruszenie, już każdy wiedział, że jestem kobietą. A wszystko to za sprawą Bayana. Z wielką gracją i z dużym spóźnieniem w końcu do pałacu Jin zajechał powóz z przyszłą małżonką  Bayana.
-No wyjdź po nią synu.-popychała księcia matka.
Książę wyszedł na przeciwko powozu i zadumany rozglądał się na boki. W końcu z pojazdu wyszła młoda dziewczyna ubrana w szykowne szaty, z rozpuszczonymi czarnymi włosami i ze zasłoniętą twarzą rękami. Bayan spojrzał na nią a ona powoli odsłoniła twarz , ukłoniła się i z uśmiechem na twarzy wpatrując się w księcia Bayana  powiedziała:

    
-Witam Wasza Wysokość. Jestem Cesarzowa Kim Young. Do usług. 



Jak widać dość długo zwlekałam z kolejną częścią, ale na szczęście już jest. Mam nadzieję , ze wkrótce napiszę 10 część losów księcia Bayan i Seungnyang. Dopiero w tej części zobaczyliście Kim Young Tokeum. Od teraz będzie odkrywała większą rolę niż wcześniej i pokaże swoje oblicze. Jak sądzicie czy Bayan zapomni o Nyang? Czy jeszcze się kiedyś spotkają?! Piszcie w komach. Z góry chcę przeprosić za powtórzenia i błędy wszelkiego rodzaju ale jest dość późno właśnie jest tera godz. 00:45 więc już racjonalnie nie myślę, ale mam nadzieje że najgorzej nie wyszła ta część ;)








niedziela, 16 października 2016

''Dynastia Shin Jin''

                                   Część 8
 Nazajutrz z samego rana sprzątałam boksy dla koni. W ciszy i ze skrywaną złością zaczęłam czyścić konie, aż nagle do stajni wpadł ''gwar'', który nazywał się -Bayan. Zakłócił mój spokój krzycząc z radością:
-Nyang! Witaj kochana, co tam u ciebie?
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać po tym co się zdarzyło poprzedniego dnia wieczorem. Byłam właściwie o dwie rzeczy wściekła. O to że wyjawił moją tajemnicę, a druga to ta , że zgubiłam pamiątkę po moich rodzicach. 
-Nyang chodźmy po spacerować. Jest taki piękny dzień...-podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. 
Zdecydowanym ruchem odwróciłam się twarzą w księcia stronę i zaczęłam stopniowo podnosić głos.
-Odczep się ode mnie! Co ty sobie wyobrażasz?! Odejdź i nie pokazuj mi się więcej na oczy!
-Nyang, ale co się stało? Co ja ci takiego zrobiłem?
-Ty się jeszcze pytasz?! Módl się by Wang Yu niczego nie pamiętał! Bo inaczej marny twój los.-popchnąwszy Bayana, wybiegłam ze stajni. 
Ledwo co wypowiedziałam te słowa, a na swej drodze spotkałam Wanga, który poprosił mnie o wspólną rozmowę. Spacerowaliśmy po posiadłości bardzo długo. Miałam momenty gdzie sądziłam , że czasami dłużej rozmawiamy niż chodzimy. Właśnie Wangowi jako pierwszemu i jak na tamten czas ostatniemu powiedziałam całą swoją historię. Najpierw nie mógł w to uwierzyć, że jestem prawdziwą spadkobierczynią tronu dynastii Shin. Powiedział, że musi to w ciszy poukładać. Dałam mu czas, bo w końcu nie często się spotyka cesarzową , która sprząta stajnie. Ze łzami w oczach ruszyłam do swojego pokoju. Tam położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać, tak mocno, że przemokły niektóre części pościeli. Tymczasem książę poszedł do swojej komnaty po mój wisiorek z pierścieniami i zamierzał mi go oddać. Już był przed drzwiami, gdyż usłyszał mój płacz. Dotknął ręką drzwi, opuścił głowę o pokiwał nią raz w lewo, raz w prawo i mocno ściskając w lewej dłoni naszyjnik wrócił do siebie. Po jakimś czasie do mego pokoju wszedł Mo i poprosił mnie o przysługę.
-Nyang, mógłbyś pojechać na granicę zawieźć zapłatę i dodatkową broń armii?
-Tak, jasne. A ty dlaczego nie możesz jechać?
-Taka głupia sprawa...Umówiłem się z kimś i zapomniałem, że dzisiaj trzeba jechać na...
-Dobra, nie tłumacz się. Idź, ja pojadę za ciebie. Nie ma problemu. I tak nie mam dziś nic do roboty.
-Dziękuję ci. Za to posprzątam raz stajnie za ciebie.
Gdy Mo wyszedł, szybko się przebrałam i ruszyłam na koniu wraz z trzema innymi strażnikami na granicę. Widząc to ,Bayan ruszył za mną. Po paru godzinach jazdy dotarłam w końcu na miejsce. Strażnicy zabrali zapłatę i broń, a ja postanowiłam trochę odpocząć. Bo jednak siedzenie w siodle parę godzin nie sprawia radości zwłaszcza dla kobiety. Tymczasem książę biegał po namiotach i szukając mnie, pytał spotkanych mężczyzn czy mnie gdzieś nie widzieli. Nagle wbiegł do zbrojowni. Stanął po środku namiotu i się przez chwilę zastanawiał.
-Sądzę, że przydałaby mi się jakaś ochrona...Wszędzie tu są jakieś ostre przedmioty...Będę miał pewność, że nic mi się nie stanie.-mówiąc sam do siebie wziął zbroję i ubrał ją na siebie, a następnie pobiegł w dalszą drogę w poszukiwaniu mnie. 
Przebiegł prawie przez cały obóz aż w końcu zdyszany wbiegł do namiotu  pełnego żołnierzy popijających wino. Jeden z mężczyzn wstał i przyłożył mu miecz do gardła pytając:
-Kim jesteś?
-Je, je, je...jestem książę Bay...Bayan.-zaczął się jąkać.
-Hahaha...-mężczyzna wybuchnął śmiechem.
-Naprawdę.
-Więc czego tu ''książę'' szukasz?-spytał pogardliwie wojownik.-Tu nie ma łaźni z płatkami róży! Hahaha...
-Szukam Nyang.-odparł przestraszony.-Taka szczupła kobieta, krótkie włosy, średniego wzrostu.
-Koledzy spójrzcie na niego!-krzyknął mężczyzna.-Najpierw był księciem a teraz szuka kobiety w wojsku!
Cały ''namiot'' buchnął śmiechem. Wszyscy tak głośno się śmiali z młodego księcia, że aż niektórzy spadali z krzeseł. Młodzieniec miał tego dość, wybiegł z namiotu i stanął na polu rozglądając się dookoła. W pewnej chwili dostrzegł mnie wchodzącą do sąsiadującego namiotu. Pobiegł za mną. Szykował się do krótkiej drzemki, lecz usłyszałam nadchodzące kroki. Szybko zerwałam się na równe nogi , wzięłam do ręki miecz i kierowałam się ku wejściu. 
-Nyang! Poczekaj chwilę, za nim zrobisz coś czego będziesz później żałowała.
-Co ty tu robisz?!
-Moja...
-Tylko nie ''moja''.
-Dobrze, więc Seungnyang chciałem ci oddać od razu, ale jakoś tak...zapomniało mi się.
-O czym ty mówisz?
-Ten wisiorek...
Książę z kieszeni wyjął cenną dla mnie rzecz. Potem kazał mi wyciągnąć dłoń, na której później położył naszyjnik. Szybkim ruchem ręki schowałam go do kieszeni. Z jeszcze większą złością wyszłam z namiotu. W pewnej chwili książę chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Przerażonym wzrokiem spojrzałam mu w oczy. Nagle pojawił się mężczyzna , który wcześniej przyłożył miecz Baynaowi do szyi. Spojrzał na nas pogardliwie i już otwierał usta by coś powiedzieć. Ja szybko musiałam zareagować. Chwyciłam księcia za ucho i wyprowadziłam na oczach mężczyzny na pole. Potem go kopnęłam z lewej i prawej strony i zaczęłam pozornie krzyczeć!


-Zachciało ci się kraść! Ty złodzieju! Zaraz się z tobą rozprawie!
-To złodziej? Zabij go!-krzyczał mężczyzna kibicując mi.
-Tak jest, ale wezmę go z dala od namiotów.-odparłam.
Ciągnąc go jeszcze przez chwilę za ucho doprowadziłam go do stajni. Kazałam mu wziąć konia i uciekać, lecz on nie posłuchał. Próbował ze mną porozmawiać.
-Nyang proszę cię. Porozmawiaj ze mną. Ja nie chciałem wyjawić twojego sekretu. Myślałem że Wang wie.
-To nie tylko o to chodzi! Po prostu odkąd się pojawiłeś to moje życie znów zaczęło się kruszyć! 
-Nie krzycz. Proszę cię. Chcę ci powiedzieć, że...
-No co chcesz powiedzieć? No mów!
-Jestem tymczasowo wygnanym księciem i
-No i co z tego i tak za jakiś miesiąc wracasz do swojego pałacu by przejąć tron i nieść szczęśliwe życie z Cesarzową Shin., a ja tu zostanę już na zawsze i do końca będę stajenną! Nie ma dla mnie wyjścia.
-Seungnyang to nie o to chodzi. Chcę cię prosić byś pojechała ze mną do pałacu. Tam będziemy już zawsze razem. 
-Że co?! Pojadę tam jako kto? Twoja żona czy nałożnica?! 
-Pracowałabyś jako moja służąca. To i tak lżejsza praca. Miałabyś wygodniejsze łóżko, dobre jedzenie, a ja bym był szczęśliwy.
-Książę nie łudź się. Ja byłabym już na zawsze twoją służącą. Poza tym skąd wiesz czy nie chcę zostać? 
Łzy zaczęły mi napływać do oczu, czułam, że zaraz eksploduje. Nie chciałam już z nim rozmawiać. Próbowałam go ominąć, ale się potknęłam. 

 
Bayan mnie chwycił i chciał dalej mnie namawiać. Trzymał mnie za ręce i patrzył na mnie błagalnym wzrokiem. W końcu nie wytrzymałam. Przyłożyłam mu w twarz z obu stron a potem go kopnęłam. Książę upadł a z nosa ciekła mu krew.

 
 Zostawiłam go bezlitośnie i poszłam osiodłać konia. Bayan jednak nie odpuszczał. 
-Nie pomożesz mi Nyang?
-Dobrze pomogę ci.-mówiąc to podeszłam do niego i chwyciłam go za ucho i tak go podniosłam.
-Aaaaaaauuuu....-przeraźliwie zapiszczał z bólu. 

  

Książę nie pozostał mi dłużny popchną mnie a ja  uderzyłam się w rękę, widząc to chłopak klęknął nade mną i pomógł mi wstać. Potem spytał czy może coś dla mnie zrobić. Ja zwaliłam go na podłożę. 

 
-Tak możesz coś zrobić. Posprzątaj to na czym teraz wylądowała twoja cesarska twarz!-kucnęłam nad nim i wskazałam mu głową odchody. 
Książę cały zbladł z obrzydzenia i wytarł swoją twarz a potem posprzątał to o co go poprosiłam. Gdy byliśmy już w końcu kwita , wzięliśmy konie i ruszyliśmy w drogę powrotną do posiadłości Wanga Yu. 

  

Noc była wyjątkowo zimna. Rozgwieżdżone niebo oświetlało nam drogę. A księżyc w pełni towarzyszył nam przez całą podróż. Noc była długa , tak jak nasza podróż do domu i cicha jak śmierć. Nie było nic słychać, prócz stukania kopyt. W milczeniu spokojnie kłusowaliśmy po polnych ścieżkach w środku gęstego i ponurego lasu. Mój spokój przerwał nagle Bayan mówiąc, że musi iść za potrzebą. Ja westchnęłam, zsiadłam z konia i przypilnowałam klaczy księcia. 
-Tylko nie oddalaj się zbyt daleko!-krzyknęłam ze śmiechem.-Bo jeszcze się zgubisz! 
-Dobra, przestań zrzędzić. Zaraz wrócę.-odparł niezadowolony chłopak.-To raczej ty czekaj na mnie. Nie ruszaj się beze mnie na krok. W końcu odpowiadasz za mnie.
-No tak. Muszę cię niańczyć.-mówiąc to poszłam na bok, by nie stać na środku drogi. 
Czekałam, czekałam i czekałam...I doczekać się nie mogłam. Już miałam go wołać, gdzie jest, lecz nagle zauważyłam , że mój koń zaczyna się niepokoić. Zaczął rżeć i uderzać kopytami i podłoże. Nagle usłyszałam nadjeżdżające konie. Szybko uciekłam do krzaków, konie były zbyt uparte, więc zostawiłam ich na poboczu. W pewnej chwili ujrzałam tego zdrajcę regenta- El Sumura, który nadjeżdżał z wojskiem z lewej strony. Natomiast z prawej wyjechał mu na spotkanie powóz. Blask księżyca oświetlił mi trochę widok i dostrzegłam , że w karocy siedzi jakaś kobieta. Zapewne była to jakaś ważna osoba. Bo nikogo ze zwykłych mieszkańców wiosek nie było by stać na strażników i powóz. El Sumur z siadł z konia i wsiadł do środka. Zaczął rozmawiać z kobietą. Ich cień pokazywał, że starzec dał jej coś podpisać. Potem każde z nich się rozjechało w swoją stronę. Wyszłam zza krzaków , a nasze konie spłoszone uciekły. Chwilę później zaczęłam wołać księcia. Jednak nie odzywał się. Przestraszyłam się o niego. Wbiegłam do lasu i zaczęłam go szukać. Tymczasem wyszedł na drogę
-Nyang gdzie jesteś?! Heej!-przerażony ,że mnie nie ma siadł na kamieniu i czekał na mnie.
Po nieudanych poszukiwaniach wróciłam do punktu wyjścia i zobaczyłam księcia siedzącego i ocierającego łzy. Podeszłam do niego i o wszystkim mu opowiedziałam. 
-Ja nic nie słyszałem naprawdę.-był zdziwiony. 
-Och!-westchnęłam.-Musimy iść na nogach. Sądzę, że gdzieś nad ranem będziemy na miejscu.
-Że co? Dopiero?! No nieee...-zaczął marudzić Bayan.
-Pójdziemy przez las , będzie szybciej.-odparłam i ruszyłam w drogę.-Jeżeli chcesz ,możesz tu zostać. 

Przestraszywszy się, książę podbiegł do mnie i chwycił mnie znowu za rękę i mocno trzymając maszerowaliśmy tak przez las. Droga była dość ciężka, więc już po jakimś czasie książę zaczął zostawać w tyle. A ja zamiast dać mu odpocząć ,jeszcze bardziej go poganiałam. 
-Już nie mam siły. Nyang. Błagam cię.-sapał ze zmęczenia chłopak. 
-No dobrze.-rzekłam.-Tu jest dobre miejsce.
-Na co?-spytał.
-Ty się prześpij a ja cię popilnuję. Nad ranem ruszymy dalej.-odpowiedziałam.
-Ale zimno jest! Zamarznę tu.-Bayan zaczął się trząść ze zimna.
-To już nie mój problem.-oznajmiłam.
-A czyj jak nie twój? To w końcu ty wypuściłaś konie.-powiedział chłopak.
-Dobra, nie ważne. Połóż się a ja cię nakryję. -mówiąc to nazbierałam suchych liści i okryłam nimi księcia.
Jednak to nic nie pomogło cały był zmarznięty, więc ściągnęłam narzutkę i okryłam go nią. 

 
Bayan uśmiechnął się po kryjomu i zamknął oczy, a chwilę później zasnął. Ja tymczasem siedziałam pod drzewem i czuwałam. Niestety moje powieki stały się zbyt ciężkie. Opadły mi i zasnęłam. Następnego dnia o świcie słońca, młody książę wstał i podszedł do mnie. Klęknął przede mną pogłaskał mnie po policzku a potem mnie ucałował w policzek. Nagle otworzyłam oczy i szybko go odepchnęłam.
-Nie rób tak więcej.-rzekłam otrzepując swoje ubranie.-Idziemy dalej. 
Książę wstał i szedł równo ze mną. Zbliżało się już południe książę znowu opóźniał marsz. W końcu nie wytrzymałam. Znalazłam już sposób jak temu zaradzić. 
-Nie ruszaj się.-powiedziałam.
-Co chcesz zrobić?-spytał przerażony książę.
-Nie bój się. To nic takiego.-mówiąc to wyciągnęłam sznur.
Obwiązałam nim księcia, a potem sama drugim końcem przywiązałam go sobie do pasa. Najdalej mógł być ode mnie trzy metry. Jednak to też zbytnio nie pomogło bo ciągle się potykał i stękał że go nogi bolą. Na to też coś znalazłam obwiązałam mu stopy takim materiałem. To chociaż trochę pozwoliło uśmierzyć ból. W pewnej chwili usłyszałam szczekanie psów. Byli to kłusownicy. Nie warto było z nimi zadzierać. Byli niebezpieczni. Kogo złapali tego zabijali. Bayan zaczął panikować. Ja wzięłam nóż do rąk i odcięłam sznur. Mieliśmy zaledwie parę minut by wymyślić jakiś niezawodny plan. 
-Widzisz to drzewo?-spytałam.-Szybko wskakuj na niego. Ja ich odciągnę , a potem wrócę po ciebie. 
-Nyang nie!-krzyknął.-Proszę cię, nie zostawiaj mnie.
-Wrócę, bo przecież jestem twoją opiekunką, a dzieci się nie zostawia co nie? Haha...Nie martw się.
Przed odciągnięciem uwagi zdążyłam pomóc jeszcze chłopakowi się wspiąć na drzewo. Potem ruszyłam biegiem z dala od drzewa. Uciekałam ile miałam siły w nogach. Mijałam drzewa jedno po drugim. 

  

W pewnym momencie na swojej drogi zauważyłam zająca, strzeliłam do niego i trzymając go za uszy zwabiałam ich. Głosy ujadających psów były coraz bliżej. Na szczęście na swojej drodze spotkałam bagna, królika wyrzuciłam w przeciwną stronę a sama skoczyłam. Byłam cała brudna, a nie przyjemny zapach pozwolił mi się dobrze ukryć. Potem przeczekałam na drzewie. Psy podleciały do zabitego zająca. A kłusownicy byli rozczarowani, że tyle biegli za nieżywym królikiem. Wzięli ze sobą zdobycz i udali się w dalszą drogę. Tymczasem ja wróciłam do księcia. 
-Och! Nyang jak ty śmierdzisz!-Bayan zatykał nos. 
-Nie komentuj. Chodźmy dalej.-odparłam. 
Po południu dotarliśmy już do Ilsu. Stamtąd mieliśmy już tylko kawałek do domu. Postanowiliśmy tam odpocząć. Bayan położył się w przybrzeżnej łódce,a  ja wskoczyłam w ubraniach do morza i tam trochę się wyczyściłam. Gdy ubranie mi już przeschło mieliśmy iść dalej. Jednak zauważyłam kogoś na wzgórzu. Starszy mężczyzna siedzący na koniu i celujący strzałą wprost na księcia. Nie miałam chwili do zastanowienia zasłoniłam Bayana własnym ciałem. Mężczyzna wystrzelił a potem uciekł. Strzała trafiła mnie w ramię. 

-Nieeeeee!-krzyczał przeraźliwie książę.
Upadłam na ziemię i stękałam z bólu. Łzy leciały mi po policzkach jak grochy. Krew spływała po ręcę.
-Co mam robić? O Buddo!
-Bayan uspokój się. Na trzy , jednym zdecydowanym ruchem wyciągnij strzałę.
-Nie dam rady, nie, nie...nie mogę!
-Zrób to, albo...auu...
-Dobrze, ale jak zemdleje to...
-Nie zemdlejesz. Wieżę w ciebie. 
-Jestem zbyt...
Chwyciłam go za ubranie a potem spojrzałam mu w oczy i...pocałowałam go.
-Teraz dasz radę?-spytałam.
-Dobrze.-odparł.
-Raz, dwa...-zaczęłam wyliczać.- trzy!
-Auuuuu!-zapiszczałam z bólu. 
Strzała została wyciągnięta. Potem Bayan zaczął się śmiać, później spojrzał na strzałę i zemdlał. Śmiejąc się łzy nadal spływały mi po twarzy. Później wstałam ,zamoczyłam trochę materiału w morzu i zawiązałam sobie ramię. Poczekałam gdy książę się obudzi i dalej ruszyliśmy w stronę upragnionego domu. Ze zmęczeniem w słońcu maszerowaliśmy wzdłuż brzegu. 


Na razie to tyle, mam nadzieje , że najgorzej ta część nie wyszła już za niedługo kolejna część, a teraz chcę wam pokazać link do bloga pewnej dziewczyny , który jest świetny, obecnie zaczyna pisać nowe opowiadania, chętnie zachęcam do czytania jej bloga, bo ma dziewczyna talent. Zakochałam się dosłownie w jej opowiadaniach o to on: http://butterflyyoja.blogspot.com/2016/10/the-song-of-love-prolog.html




niedziela, 25 września 2016

''Dynastia Shin Jin''

Rozdział
7
 -Skądś kojarzę twarz Nyanga.-mówił, sam do siebie książę.-Czyżby...nie, to nie możliwe. 
Stanęłam przed drzwiami, prowadzącymi do pokoju Bayana i rozglądnęłam się. Nie było śladu po służbie i strażnikach. Przestraszyłam się, że może coś się stało. Wpadłam do pokoju jak wicher. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to było puste łóżko. Dopiero gdy się bardziej rozglądnęłam zauważyłam siedzącego pod stołem księcia. Przykucnęłam i spytałam troskliwym głosem, czy coś się stało. On odparł, że się bał bo nikogo nie było. Oddychnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam go całego i zdrowego. Chociaż nie ukrywając, zdziwiło mnie zachowanie Bayana. 
-Nyang. Już nigdy więcej mnie nie opuszczaj.-rzekł , chwytając mnie za rękę. 
-Co ty robisz?-spytałam, wyrywając swoją dłoń, z uścisku. 
-Nyang czy ty...jesteś tą dziewczyną z plaży?-spytał nieśmiało.
-O czym Panie mówisz? Ja ,dziewczyną? Niby jak?-zmieniłam od razu ton wypowiedzi. 
-Gdy byłem chory opiekowałaś się mną. Jestem pewny , że słyszałem jak mówisz do mnie dziewczęcym głosem. Poza tym gdy mnie opuściłaś...znów przyśnił mi się sen. Jak jeździmy razem na koniach. To była twoja twarz!-mówił. 
-Ja...-a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. 
Jednak mój rozum się nie pomylił. Już widziałam go na plaży. To był on! Próbowałam się bić z przyszłym cesarzem dynastii Jin. Byłam bardzo zaskoczona. Nie wiedziałam co mam robić. Przyznać się, czy może wszystkiemu zaprzeczyć? Serce waliło mi jak młotem, jedna myśl zahaczała o drugą. Wspomnienia wróciły...
-Wybacz, ale nie mogłam się przyznać, że jestem kobietą...-wybrałam prawdę.-inaczej bym się tu nie znalazła. Minęło tyle lat. Myślałam o tamtym chłopaku z nad brzegu , ale z czasem zapomniałam jak wygląda twoja twarz. 
-Nyang!-krzyknął i mocno przytulił mnie do siebie. 
Przyznałam się co do tego spotkania , ale nie zamierzałam powiedzieć całej prawdy, czyli tego , że powinnam być teraz cesarzową.  Nagle to pokoju wleciał Wang Yu. Zrobił dziwną minę, gdy zobaczył nas przytulonych na podłodze. Nie wiedział jak ma się zachować. Machną tylko ręką i wyszedł zza drzwi. Na zewnątrz zaczął znacząco kaszleć. Szybko wstałam i wyszłam na spotkanie z Wangiem. 
-Panie, to nie jest tak jak myślisz.-zaczęłam się tłumaczyć.
-Ale co? Że to? Ja nie wnikam w prywatne sprawy, tylko Nyang , pamiętaj , że to książę.-mówiąc unikał mojego wzroku. 
-Chodzi o to, że...-chciałam się wytłumaczyć, ale w pewnej chwili doszedł do nas Bayan. 
-No Wang Yu , masz niesamowitą dziewczynę przy sobie.-powiedziawszy to wyszedł na dziedziniec. 
Po tych słowach, Wang już całkiem ''oszalał'', nie wiedział jak ma to rozumieć. Ja udałam, że nie wiem o co mu chodziło. Po chwili milczenia, spytałam się czego ode mnie chciał. 
-Przyszedłem by...by...by...-zaczął się jąkać.-Właściwie to ... Ładna jest pogoda.
-Tylko tyle?-spytałam.
-Tak.-rzekł.-A właśnie! Nyang masz dzisiaj czas wolny do wieczora. Wpadnij wieczorem do mnie. Mam dla ciebie zadanie. 
-Tak jest.-mówiąc to pobiegłam za księciem na dziedziniec. 
-Chyba dzisiaj niczego nie piłem?-pytał sam siebie Wang Yu.-Nie to pewnie z przemęczenia. Przecież książę i Nyang...Nie. To przez słońce.  
Byłam zła na Bayana, że prawie wyjawił moją tajemnicę. Chciałam z nim pogadać, ale nie mogłam go nigdzie znaleźć.  W pewnej chwili usłyszałam stukanie kopyt. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam Bayana prowadzącego konia. Spytałam się go, co robi. Ten odpowiedział:
-Nyang pojedźmy na koniu do Ilsu. Wtedy poczułem , że naprawdę żyję. Powtórzmy to. Proszę cię.
-Ale nie mogę brać dwóch koni. 
-Wiem, dlatego wziąłem twojego. Pojedziemy na jednym 
-Właściwie mam do ciebie pytanie. Dlaczego wtedy nie przyznałeś się. że jesteś księciem? Przedstawiłeś się jako Batosu Keumsu.
-Pamiętasz! Chciałem wiedzieć, jak potraktujesz mnie gdy okażę się zwykłym człowiekiem. 
-No dobrze, ale przed wschodem musimy wrócić. 
-Super! Kochana jesteś!-podbiegł i ucałował mnie w policzek. 
Właściwie, nie wiedziałam dlaczego się zgodziłam. Przecież jeżeli by się coś stało, to bym ja była za to odpowiedzialna. Po krótkim zastanowieniu wsiedliśmy na konia i ruszyliśmy w drogę. Książę siedział za mną i mocno trzymając się mnie, śmiał się tak głośno, że w życiu nie słyszałam czegoś podobnego. To był śmiech wolności, zachłanności życia. Zrozumiałam, że dopiero teraz jest tak naprawdę szczęśliwy. Cieszył się jak małe dziecko. Zatrzymaliśmy się w tym samym miejscu co kilka lat wcześniej. Zsiedliśmy z konia. Stojąc rozglądaliśmy się dookoła. Był tak upalny dzień, jak wtedy gdy poznałam Bayana. W pewnej chwili książę chwycił mnie za rękę i mocno ściskając dłoń , mierzył mnie wzrokiem.
-Co ty robisz?-spytałam.
-Patrze się. A co nie wolno?-odpowiedział.
-Właśnie , że nie, nie wolno.-powiedziałam.
-A dlaczego? Jestem przyszłym cesarzem. Mnie wszystko wolno.-mówił. 
-Puść mnie.-poprosiłam.
-Tamta Nyang , którą poznałem wiele lat temu. Nie prosiła, ona robiła wszystko by dopiąć swego. -odparł.
Te słowa, były...nawet było trudno mi określić czym były. Wiedziałam tylko jedno, tamta Nyang ''umarła'' i nie wróci nigdy więcej. Te beztroskie dni, pełne uśmiechów i zabawy odeszły, tak jak moje marzenia. Życie bywa okrutne i pełne cierpienia, którego nie dostrzegamy, albo wolimy nie widzieć. Każdy by chciał żyć, ale nie wczasach , które sami tworzymy. To tylko zależy od nas jakie będzie to ''jutro''. Sami tworzymy wojny, kłótnie, niesprawiedliwość. Często sobie zadaję pytanie : Czy warto? Czemu wszyscy nie możemy żyć w miłości? Czy to wszystko przez pieniądze? A co gdyby nie byłoby pieniędzy? Jaki był by wtedy świat?
Tego już się nie dowiemy, bo świat poszedł zbyt do przodu a co będzie dalej? Zależy już tylko od nas. 
W tym samym czasie do Wanga Yu wpadł Jae Sung Mo z wiadomością, że pojechałam wraz z księciem na jednym koniu w stronę Ilsu. Wang aż z wrażenia wstał  z krzesła. 
-Oboje? Na jednym koniu?  Razem? O Buddo ,żeby tylko z tego nie wybuchła afera polityczna! Gdyby Nyang był kobietą, ale... Mo przygotuj konia.-mówił Yu. 
Gdy koń był już gotowy, Wang w pośpiechu niczym wiatr ruszył do Ilsu.  Ja siedziałam koło Bayana , a on trzymając mi nadal moją dłoń. Po chwili, całkiem niespodziewanie po pliczku popłynęła mi jedna, niewinna łza, która pozostawiła mokry ślad, który w końcu wyschnie i za jakiś czas nikt nie będzie pamiętał, że ona popłynęła. Otarłam ją a potem wstałam i próbowałam wyrwać dłoń z mocnego uścisku księcia. 
-Nyang chcę ci powiedzieć, że...
-Puść mnie!-krzyknąwszy wyrwałam się Bayanowi. 
Upadając, trochę się zamoczyłam. Książę pomógł mi wstać, a potem spojrzał na mnie takim zachłannym wzrokiem. Czułam, że chce mi coś powiedzieć, ale pytanie co? Pierwsze co zrobiłam to dotknęłam szyi. I zauważyłam, że nie ma mojego wisiorka z pierścionkami rodziców. Wbiegłam do wody, rzuciłam się na kolana dotykałam dna... 
-Czego szukasz?-spytał książę.
-Wisiorka z dwoma pierścionkami moich rodziców. -odpowiedziałam zasmuconym głosem.
Bayan , zaczął poszukiwania razem ze mną. Po  jakimś czasie poszukiwań niczego nie znalazłam. Podeszłam do Bayana i spytałam go o ten wisiorek, jednak odpowiedział, że nie widział go nigdzie. W tym czasie Wang Yu przejechał las i znalazł się na wzgórzu Su stamtąd było można zobaczyć , cały długi brzeg. I właśnie stamtąd zauważył nas stojących i rozmawiających. Ukosem  spojrzał na nas i ruszył w naszą stronę. 
-Wracajmy już. -odparłam.
-Dobrze, ale nie martw się Nyang. Znajdziesz go.-rzekł Bayan wsiadając na konia. 
Miałam siąść razem z nim , ale zobaczyłam nadjeżdżającego Wanga. Gdy dojechał do nas, spytał się co robimy. Książę odpowiedział:



-Byliśmy na romantycznej przejażdżce.
-Romantycznej? Przecież...
-Nie , to nie tak. Panie ja... po prostu chciałem mu pokazać ten brzeg. -wtrąciłam.
-A gdzie twój koń Nyang?-spytał Yu.
-To jest koń Nyang. Przyjechaliśmy razem. Bo wszystkie konie ...nie było już żadnego. -powiedział Bayan.
-Nie było żadnego? Naprawdę?! Jak wychodziłem to były wszystkie, chyba że pomyliłem stajnie.-odparł Yu. 
Żadne z nas się na to nie odezwało. Zapadła cisza. Słychać było tylko szum fal i drzew, oraz śpiew ptaków. Po chwili Wang przerwał milczenie. Powiedział, że musimy już wracać bo musi ze mną porozmawiać. Bayan wsiadł na konia. A ja centralnie stałam pomiędzy dwoma przystojnymi mężczyznami na koniach o dwóch różnych charakterach. 
-No Nyang na co czekasz? Jedź ze mną, tak jak tu przyjechaliśmy.-odparł książę. 
Jednak ja poczułam , że moje serce biło z sekundy na sekundę coraz szybciej. Nie wiem dlaczego, ale miałam dylemat z kim mam wrócić. Obaj mężczyźni spoglądali na mnie z ''góry'' a ja stałam po środku i patrzyłam się raz na jednego, raz na drugiego. Wiatr rozwiewał włosy Wanga, dobrze zbudowany wojownik, z dobrym gustem, skromny, wrażliwy o walecznym sercu a na przeciwko niego książę Bayan, tchórzliwy lecz przystojny młodzieniec, nie za mądry, delikatny , wrażliwy , rozpieszczony kobieciarz. Ogólnie wybór był prosty, ale nie tak rzeczywisty na jaki się wydawał. 
-No to wybieraj Nyang.-rzekł Wang Yu. 
Ostatni raz spojrzałam na obu a potem stanęłam wprost Wanga, ukłoniłam się i wróciłam z Bayanem. 




 
Gdy ruszyliśmy książę rzucił wyzywający wzrok z dodatkiem uśmiechu do Wanga a ten spojrzał ze zrezygnowaniem i potem ruszył za nami.  

 
Gdy już dotarliśmy do domu, każdy rozszedł się w swoją stronę. Poszłam się wykąpać, tymczasem Wang Yu przygotował się na spotkanie ze mną a książę siedział w swojej komnacie na łóżku i trzymając w ręce mój wisiorek myślał: ''Gdzieś już widziałem ten pierścień, ale gdzie? Dlaczego jest tak ważny dla mojej Nyang?'' W pewnej chwili do komnaty w której brałam kąpiel zapukał Wang Yu. Przestraszyłam się i zaczęłam panikować. Szybko wstałam i chciałam dosięgnąć po ubrania, ale się poślizgnęłam i wpadła jeszcze raz. Było słychać jedynie głośny plusk. 
-Nyang, wszystko w porządku? Ej pomóc ci w czymś?-pytając był gotowy wejść do pokoju. 
-Nie! Panie, nie wchodź. Zaraz wyjdę.-krzyknęłam. 
-Dobrze, to czekam w swojej komnacie.-rzekł.-Musimy porozmawiać o Bayanie i o tobie, oraz o mojej decyzji. 
-Dobrze.-mówiąc to zaczęłam się ubierać.
Po wielkim strachu, zapukałam w końcu do Wanga. Gdy weszłam zobaczyłam tylko stolik i wino i jakieś przysmaki i oczywiście on siedzący na podłodze, pijący wino. Siadłam na przeciwko niego i niezręcznie się czując chciałam sięgnąć po kubek z winem, ale Wang złapał mnie za rękę. Ja przestraszyłam się i miałam już iść gdy powiedział:
-Spokojnie, jeszcze nie pij. Bo jak będziesz pijany to nic nie zrozumiesz. Właściwie to ja muszę się jeszcze napić, bo nie wiem jak ci to powiedzieć.-chwycił za kubek z winem i jednym ruchem wypił wszystko , aż kropelki napoju spłynęły mu po brodzie, brudząc szaty. 
-O co chodzi?-spytałam.
-Martwi mnie wa...-przypadkowo Wang dostał czkawki.-Wasz konta...kt. Czy wy...jest...jeste...jesteście...
Wang wziął jeszcze jeden łyk, aż czkawka mu przeszła.
-Chciałem po prostu spytać czy wy tak na poważnie.-w końcu wydusił ze siebie.-Nie chciałbym żadnego...
W pewnej chwili do drzwi zapukał Bayan. Od dychnełam z ulgą. Nie wiedziałam, że mogę się tak ucieszyć na widok księcia. 

  

-Mogę wejść?-spytał zza drzwi.-Jest tam  Nyang?
Oburzony Wang odstawił kubek , złapał oddech i powiedział by wszedł. 
-Oooo jaki klimacik. Winko, przysmaki, wy dwoje...-siadając koło mnie, mówił Bayan.-Jaki romantyczny wieczór. Mogę się napić z wami?
-Tak.-odpowiedział Wang Yu. 
Siedzieliśmy w milczeniu przez jakiś czas. Ja nie piłam , nie jadłam. Tylko Bayana z Wangiem się opili i najedli. Od czasu do czasu rzucali sobie złośliwe spojrzenia. Zaczęło mnie to już nudzić, więc chciałam wstać, ale Wang jak i równo Bayan złapali mnie za ręce i pociągnęli w dół. Potem książę zarzucił mi rękę na plecy i zaczął mówić:
-Ta Nyang jest taka śliczna. Zgadzasz się ej...ty!
-Nie powiedziałbym. To mężczyzna.
-Głupi jesteś! Wcale nie, nie widzisz tych oczu. To ...jest...moja i tylko moja Yang.
-Nie Yang tylko Nyang i to facet! 
-Yang Nyang super! Pijak z ciebie Yu. 
-A ty śmierdzisz Bay-an. 
-Haha...zgadzam się.
-Ale Jak Nyang to kobieta?
-Budda czyni czary. 
-Z tym się zgodzę. 
Wymieniali się tak jeszcze przez chwilę spostrzeżeniami, a ja modliłam się tylko, by do jutra Wang Yu zapomniał o tym wszystkim. W pewnej chwili wzięłam kubek do rąk i chciałam sobie nalać wina, bo raczej na trzeźwo bym tego nie wytrzymała. Jednak mężczyźni przewidzieli moje zamiary i obaj równocześnie, szybko wyciągnęli ręce po naczynie z napojem. Obydwoje chwycili. Potem zmierzyli się wzrokiem aż w końcu Bayan uderzył po rękach Wanga Yu i powiedział:
-Nie ładnie tak. Łapki precz.
Nie wiedziałam co mam robić. Trzymając w rękach kubek książę zaczął mi nalewać wina.
-Nyang mam wobec ciebie plan.-rzekł Bayan.


-Kochana...wyjdziesz za mnie? Kocham cię, wiesz o tym? Masz najpiękniejsze oczy świata.-mówił.
Zrobiłam tak zwane wielkie oczy, które spojrzały w prost w oczy księcia. Moje serce się chwilę zatrzymało. Wzrok Wanga przenikliwie spoglądał na nas.

 
W końcu się zdenerwowałam. Miałam tego dość. Wstałam, zawołałam Jae Sunga Mo i Jombaka, oni zajęli się pijanymi mężczyznami a sama wróciłam do komnaty i poszłam spać.