kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

sobota, 16 stycznia 2016

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''-ostatnia część

                                  Część 12
Śnieg szybko stopniał, a wiosna dawała już po sobie znaki. Drzewa zakwitały, zielono-soczysta trawa wyjrzała już z pod śniegu, pierwsze kwiaty zakwitły, słońce grzało, kry płynęły razem z nurtem rzek i wszystko budziło się na nowo do życia. Przyszedł czas na wiosenne porządki , czas by zmienić zimowe ubrania na podkoszulki, jakieś tenisówki , albo adidasy. Uwielbiałam wiosnę, to czas przypominający nam o miłościach, przyjaciołach i o szczęściu. Tak jak my zmienialiśmy sprzęt i stroje agentów na lżejsze i chłodniejsze tak Hydra musiała coś wymyślić by znowu uprzykrzyć nam życie. 
-Violetto wiesz co masz robić? To chyba idealny czas by się zakochać, czyż nieprawda? -spytała Hydra. 
-Tak jest.-przytaknęła Violetta.-Mam tylko problem z tym co mam ubrać na randkę.
-Nie martw się, zadbałam o to. A teraz pospiesz się bo o tej porze Kevin będzie wracał do bazy.-odpowiedziała Hydra.-Tylko jak go ucałujesz to sprawdź czy widzi Megan. Bo o to mi chodzi, by ją to zabolało najbardziej jak się da. 
-Tak jest pani.-oznajmiła dziewczyna.
-Hahaha...-wybuchła śmiechem Hydra.-Ta mała Meg naprawdę myśli , że jest niezastąpiona. Jak już go załatwisz to przyprowadź go do mnie. Biedna Megan będzie leciała mu na pomoc a sama wpadnie w pułapkę. Zamiast spotkania z Kevinem, spotka się z moim Bongo! Haha...który ją zmiażdży na dżem! 
-A jeżeli się we mnie nie zakocha? To co wtedy?-dopytywała Violett. 
-Ale ty głupia! Masz moc, zaczarujesz go swoim spojrzeniem, i od razu przybiegnie do ciebie.-odpowiedziała Hydra.
-Ale wtedy to nie będzie prawdziwa miłość.-zastanowiła się dziewczyna.
-No jasne.-odparła Hydra.
Rudowłosa piękność wyruszyła w drogę. Kevin w tym czasie wychodził ze sklepu i zobaczył, że jakaś kobieta próbowała ruszyć samochodem, ale niestety jej się nie udało. Kevin chowając zakupy w bagażniku podszedł do Violetty i spytał czy może jej jakoś pomóc. Dziewczyna wyszła z auta zaczesała swoje rude włosy ręką i powiedziała , że nie chce go fatygować.
 
 Kevin machnął ręką i miał odejść, gdy nagle kobieta złapała go ręką za ramie i spojrzała mu w oczy a potem powiedziała by zawiózł ją do siebie. 
-Przepraszam bardzo, ale jest już zajęty. Znalazłem już tą jedyną na całe życie którą bardzo kocham.-odparł Kevin odwracając się do niej plecami. 
Dziewczyna nie dawała za wygraną złapała go za rękę i zaczęła zadawać pytania.
-Tak w ogóle to jestem Violett. Czy ty ją naprawdę kochasz? Tą swoją ''miłość''???,
-To jest oczywiste. Przepraszam bardzo...jak ci było?...Violet! Przepraszam, ale muszę jechać bo Meg zacznie się nie pokoić.
-Jesteś takim pantoflarzem. 
-Wcale nie! Zostaw mnie babo. Ładna jesteś, ale to nie ja jestem tym wybrankiem.
-Spójrz na mnie Kevin. Spójrz mi w oczy.
-No i co? 
-Jesteś taki przystojny, silny, mocarny...
-Silny i mocarny to, jest to samo.
-Naprawdę? Nie wiedziałam. Mniejsza o to. Jesteś taki cudowny, potrzebujesz prawdziwej kobiety, która nie będzie cię trzymać na uwięzi i nie będzie ci kazała latać po zakupy, ty nie jesteś taki. Coś sądzę, że jesteś niedowartościowywany. Przy mnie będzie inaczej...
Kobieta swym delikatnym głosem i zaczarowanymi oczami zaczęła go opętywać. Kevin coraz bardziej zaczął popadać w jej czar, aż w końcu się jej udało. Kevin był pod wpływem jej uroku. 
-Masz racje Violett, właśnie ciebie potrzebuje. Rozkazuj. Zrobię dla ciebie wszystko.-powiedział Kevin.
-Więc na dobry początek, zadzwoń do Megan i powiedz by po ciebie przyjechała bo zepsuł ci się samochód a potem oświadcz jej , że jesteśmy razem i że zrywasz z nią. Rozumiesz? -zadała pierwsze zadanie .
-Tak jest.-rzekłszy to, Kevin zrobił to co kazała mu Violett. 
Już po dwudziestu minutach zjawiłam się na miejscu. Gdy wyszłam zobaczyłam Kevina z tą wiedźmą! Nie wiedziałam co mam o tym sądzić , więc podeszłam do niego bliżej i spytałam co to ma znaczyć. Kevin powiedział, że z nami koniec i że kocha Violett. Potem zabrał mi kluczyki od samochodu Johna-Loli, i pojechał gdzieś z nią. Ja z łzami w oczach wzięłam samochód Kevina i wróciłam do bazy. Wszystko opowiedziałam Johnowi. On rzekł tylko tyle:
-Moja ''Lola''! Jak mógł moje maleństwo zabrać?! Musimy ją odzyskać!
-Tato! Ta wiedźma odebrała mi Kevina, więc mój Kevin! Musimy go odzyskać!-mówiąc to nagle zadzwonił telefon. 
Poszłam go odebrać, i w pewnej chwili w słuchawce usłyszałam głos Hydry, która powiedziała:
-I jak Meg się czujesz po utracie Kevinka? 
-Mogłam się spodziewać, że to twoja sprawka! Jesteś...jesteś po prostu...bezczelna! 
-Tylko na tyle cie stać?!
-Zobaczysz Hydro zniszczę cię! 
-Jeżeli chcesz odzyskać Kevina przyjedź wraz z Johnem i z nikim innym do mojego królestwa. Wtedy go odzyskasz. Do zobaczenia. 
Hydra rozłączyła się. Nie trzeba było się długo domyślać , że Hydra przygotuje coś specjalnego by nas zaskoczyć, ale nigdy nie wiedzieliśmy co to będzie. Pułapki to jej specjalność. Wraz z Johnem wzięliśmy sprzęt i pojechaliśmy autem do królestwa Hydry. Co było dziwne przy wejściu do bazy nie było ani jednego strażnika, po prostu cisza, ''martwa cisza''. Weszliśmy do środka i szliśmy przez jakieś więzienie. Wszędzie były puste cele,  jedynie ostatnia najbliżej wejścia do salonu Hydry była cela zajęta, przez moją matkę-Margaret. Była nie do poznania, strasznie wygłodzona wychudzona, miała dużo siniaków, rozczochrana i osłabiona, leżała na zimnej podłodze. 
-Margaret!-krzyknął zdziwiony John.
-Mieliście racje, to źle się dla mnie skończyło.-rzekła Margaret.
-Ale jak to możliwe, że jeszcze żyjesz?! Dlaczego Hydra cie jeszcze nie zabiła?-włączyłam się do rozmowy.
-Sama nie wiem, dlaczego ta wiedźma trzyma mnie jeszcze przy życiu. Po paru dniach miałam tu umrzeć bo pomogłam wtedy tobie, ale potem okazało się, że jestem jedyną najlepszą biochemiczką i potrzebują mnie bym coś dla nich opracowała, a potem gdy to zrobiłam to wezwą mnie czasami na badanie jakiejś tkanki czy czegoś podobnego.-opowiedziała matka. 
-Ale co miałaś dla nich przygotować?! Mów!-byłam podenerwowana. 
-Nie wiem co to było, pierwszy raz widziałam coś takiego, ale wiem tylko to, że to coś miało pomóc czemuś być niezniszczalne. Tylko że ten preparat temu czemuś nie było podane normalnie tylko jest jakieś  źródło co został ten preparat podany.-mówiła niezrozumiale Margaret.
-Mniej więcej wiem o co chodzi.-oznajmiłam.
-A ja nie.-rzekł John.-Właściwie dlaczego ani jednego żołnierza tu nie ma?
-Nie wiem.-odparła Margaret.-Wiem tyle, że Hydra szykuje coś, bo kazała wszystkim się wynosić. Tylko ona została i ktoś jeszcze ale nie wiem kto. 
-A gdzie Kevin ?-zapytałam. 
-W specjalnym więzieniu który jest koło gabinetu Hydry a ....idź w prosto potem w lewo, w prawo , prosto i pierwsze drzwi po prawej. -wytłumaczyła kobieta.
-Dobra tato. Plan jest taki: ja idę uwolnić Kevina, a ty pomóż wydostać się mojej...Margaret i znajdźcie to tajemnicze źródło. Cokolwiek to jest. -mówiąc to poszłam szukać Kevina a John tymczasem swoją super-bronią rozwalił kraty i Margaret wyszła. 
Chwilę później dostałam się do Kevina. Leżał na materacu. Podbiegając do niego przyklęknęłam na kolano i zaczęłam go budzić. Gdy się obudził spytał mnie kim jestem. Miałam mu już odpowiedzieć gdy nagle zjawiła się rudowłosa dziewczyna. 
-Odejdź, jeżeli ci życie miłe.-rzekła.
-Nie boje się ciebie. Tyle razy mogłam zginąć , a jednak tu stoję przed tobą. -powiedziałam. 
-On jest mój. To on mnie kocha, nie ciebie.-oznajmiła dziewczyna.
Krążyłyśmy w okół Kevina i wymieniałyśmy się zdaniami. Kevin głupio się śmiał i mówił, że jego dziewczyny nie pokonam. Akurat byłam mu to w stanie wybaczyć, bo nie był sobą. 
-Violett do miłości nie możesz nikogo zmusić. To nie jest prawdziwa miłość. Musisz ją znaleźć bez przymusu.
-Nie muszę, bo potrafię czarować i mogę mieć każdego na wieczność. 
-Zrozum to, że czary kiedyś przestaną działać, sztuczna miłość przestanie istnieć, siłą nie będziesz trzymała swojego ukochanego bo inaczej zniszczysz jego i swoje życie. 
-Przestań! Rozumiesz?! Przestań! 
-Jak chcesz, ale i tak wygram.
-Kevin! Zabij ją!
Kevin wysłuchał zadania i przystąpił do działania. Wziął pistolet od Violett i wymierzył we mnie. Ja w tamtej chwili nie bałam się śmierci, wiedziałam, że bez niego nie mogę żyć a patrząc jak kocha inną tym bardziej nie dałam bym rady przeżyć. Przybliżyłam się do Kevina i zaczęłam mówić spokojnie by odłożył broń. Widziałam w oczach mężczyzny , że coś zaczyna rozumieć, ale nie za bardzo  czar rzucony na niego może mu pozwolić na to. W pewnej chwili Kevin opuścił broń a Violett o mało co nie oszalała i zaczęła krzyczeć
-Co ty robisz?! Kevin! Zabij ja nie rozumiesz?!
-No Violett coś mi się zdaje , że czar zaczyna pryskać. Kevin rozumie, że to mnie kocha.
-To nieprawda! Kłamiesz! Czar nigdy nie przestanie istnieć! 
-Chcesz się przekonać?!
-Tak! Pokaż co potrafisz!
-Okey. 
Podeszłam do Kevina i pocałowałam go. Violett widząc to z bladła i nie wiedziała co ma robić. Dosłownie parę sekund później Kevin odezwał się, mówiąc
-Megan...kocham cię! 
-Ja też cię kocham. A teraz chodźmy z stąd. 
Kierowaliśmy się już do wyjścia gdyż Violetta wzięła broń do ręki i wycelowała w nas, płacząc. 
-Nie tak szybko! Zginiecie oboje. Gwarantuje wam to. 
Kevin zasłonił mnie swoim ciałem i mówił by odłożyła broń, a nic się jej nie stanie. Ona nie słuchała, zachowywała się jak psychicznie chora. 
-Jak to zrobiłaś?! Przecież nie masz mocy! Jak on odzyskał pamięć?!
-Wiesz co ci powiem Violett? Weź sobie jedną radę do serca: prawdziwa miłość zawsze zwycięży, wszystko przetrwa. 
-To nieprawda! Nie! Miłość nie istnieje! Nie ma jej!
-Wypuść nas, albo pożałujesz tego
-Co mi zrobisz?! Bez tej obręczy mnie nie pokonasz!
Nagle Violett wyciągnęła złotawą obręcz która przypominała jakąś obroże dla psa. Powiem wam, że naprawdę głupia baba, kto przyznaje się wrogowi jak można go pokonać???? Dla mnie to było nielogiczne. Kiedy to rudowłosa powiedziała, od razu z Kevinem wiedzieliśmy co mamy zrobić. Rozpoczęła się walka...
Tymczasem Margaret z Johnem szukali Hydry, ale nigdzie jej nie było. Nagle znaleźli w podłodze jakieś drzwiczki. Otworzyli je, a potem schodząc po schodach trafili do jakiś suteryn .Długi, ciemny korytarz doprowadził moich rodziców do jakiś dużych żelaznych drzwi, które były zaszyfrowane pięcioma kodami a oprócz tego miały osiem kłódek. Widocznie za tymi drzwiami mieściło się coś ważnego skoro były tak chronione. John wziął siekierkę i zniszczył łańcuchy a potem przypiął do drzwi magnez który po uruchomieniu rozbrajał wszystkie hasła. Po ośmiu minutach drzwi były otwarte. Margaret weszła z Johnem do środka i szukali czegoś ważnego, co mogło zagrażać całemu światu. Tymczasem Violett strzelając w tak zwane ''pudło'' straciła wszystkie naboje. Potem zaczęła uciekać. Ja rzuciłam się na nią i przytrzymałam ją a Kevin zabrał jej ''obroże''. Za nim ją założył spytał się kobiety czy chce coś jeszcze powiedzieć, ona odparła:
-Ale jestem głupia.
Ja wybuchnęłam śmiechem i odpowiedziałam na to:
-A to akurat wszyscy już wiedzieliśmy. Nic nowego. Hahaha...
Kevin założył jej to złote coś po czym to zaczęło się rozkładać i zamknęło jej buzie, i straciła moc.
 
 Parę minut później rudowłosa piękność umarła. Ja łapiąc oddech wzięłam woki-toki i próbowałam skontaktować się z Johnem..
-Czyli nic nie ma tato? Więc zadzwonię po Kate by przyleciała z resztą po nas, a wy zbierajcie się. Będziemy czekać przy wyjściu na was. Bez odbioru.
Znajdowaliśmy się już na polu gdyż nagle drzewa zaczęły walić się jak karty a zza nich wyszedł blaszak jak go Hydra nazywa-Bongo. Ja sapnęłam i rzekłam:
-Jeszcze jego tu trzeba było. 
-Megi uciekaj ja się nim zajmie.
-Nie! Bez ciebie nie pójdę nigdzie!
-Musisz się ratować! 
-Kevin! Nie! 
Zaraz za blaszakiem pojawiła się Hydra. Która domagała się wojny! 
-Dobra Kevin. Robimy tak: ty zajmij się Bongo a ja Hydrą, to moja bitwa! Musimy ją wygrać!-powiedziałam.-Kocham cię.
-Ja też Meg, cię kocham! -krzycząc to przystąpił do walki.-No dobrze Bongo, zaraz cię załatwię malutki. Wydajesz się taki twardy, a w środku jesteś kruchy jak...ciasteczko! 
Hydra biegła do bazy, a ja za nią. Rozpętała się bitwa. Margaret i John szukali dalej. W pewnej chwili jakby z ziemi zaczęły wychodzić jakieś różne kable , które prowadziły do czegoś. John trzymając się ich szedł dalej. Kable były długie i poplątanie , John nie wiedząc o niczym szedł spokojnie i szukał czegoś dziwnego. Czterdzieści minut kable się skończyły. Były podpięte do jakiegoś urządzenia. Gdy John podszedł bliżej...ujrzał coś przerażającego. Jakiegoś człeka który wyglądał jak człowiek, ale jednak to nie był człowiek. Był łysy, i nie był w całości był tylko do pasa a ten pas był taki w strzępach jakby nogi miał odgryzione. Cały ten stwór pływał w jakiejś niebieskiej zalewie i był podłączony do kabli.


 Obok tej maszyny znajdowała się instrukcja. Wystarczyło przeciąć zły kabelek a cały Nowy Jork wylatuje w powietrze. To było przerażające , że ten osobnik może mieć taką siłę. Do tego to coś w tej zalewie daje nieśmiertelność temu robotowi. A cała instrukcja zapisana jest po chińsku! 
-Czemu nie umiem chińskiego?!-spytał John wycierając pot z czoła. 
Hydra potknęła się  i upadła, a broń jej wyleciała z kieszeni. Nie wahając się wzięłam broń do ręki i wycelowałam w Hydrę. Na koniec powiedziałam tylko tyle:
-Mówiłam ci Hydra. Zniszczę cię. Przyjdzie na ciebie koniec, i przyszedł. Już nikogo nie skrzywdzisz!-przycisnęłam spust i strzeliłam jej prosto w głowę.
By mieć pewność, że już nigdy nie powstanie z umarłych strzeliłam do niej jeszcze trzy razy. Potem wzięłam ją i zaciągnęłam na zewnątrz. Kevin nadal walczył z blaszakiem. I pomyśleć, że zawsze zastanawiałam się co mam powiedzieć Hydrze za nim ją zabije, a jak przyszło co do czego, to poszło szybko. Nagle zadzwonił John i opowiedział wszystko co, znaleźli i co to jest i do czego służy, i jakie są skutki przecięcia złego kabelka. Zostało nam jeszcze jedno zło, najgorsze w tamtej chwili. Nie wiedzieliśmy do końca co mamy zrobić. W końcu John zadzwonił do Kate, która znała chiński i zaczął jej mówić poszczególne znaki, szło to tragicznie. Trzeba było znaleźć odpowiedni wyraz który kazał przeciąć Johnowi odpowiedni kabelek. Kate szybko tłumaczyła, ale John powoli opisywał znaki. Mogliśmy tak w nieskończoność , ale niestety w pewnej chwili zabrakło nam czasu. Kevin znalazł się bez wyjścia , spadł na ziemię a wielki blaszany potwór-Bongo trzymał nogę nad nim by go zgnieść. John musiał celować, byle by celował dobrze. Margaret tłumaczyła ostatnie trzy znaki gdy nagle John wziął nożyczki i przeciął żółty kabelek. Wszystkim stanęło serce na ułamki sekund i w milczeniu czekaliśmy na reakcje. John cały spocił się. Aż w końcu to coś w zalewie rozleciało się i zamieniło w jakiś proszek. John odetchnął i wraz z Margaret opuścili suteryny i wyszli na zewnątrz. 
 
Blaszany potwór rozpadł się na kawałki blaszane i nigdy z nich już nie powstał. Kevin śmiejąc się leżał na ziemi i ciężko oddychał. Ja klęczałam koło niego i przytulona śmiałam się, ale tak dziwnie się śmiałam na cały głos. John z Margaret oparli się o ściany królestwa Hydry i trzymając się za ręce John złapał za telefon i powiedział by Kate już przyleciała po nich. Wszyscy byliśmy tacy szczęśliwi. Miedzy naszą radością rozprzestrzeniała się pusta cisza, w pewnej chwili wydobył się jakiś dziwny odgłos dobiegający jakby ze ścian twierdzy. Nagle coś wystrzeliło. Była to kulka która trafiła Johna w samo serce. Margaret zadarła się. Mój śmiech zamilknął. Potem szybko obróciłam głowę i zobaczyłam krwawiącego ojca. 
-Nieee!-krzyknąwszy wstałam i podbiegłam do niego.
Kazałam się odsunąć Margaret, a potem podniosłam głowę ojca i położyłam go na swoich kolanach.
-Tato trzymaj się, dasz radę. Już leci Kate, zaraz będzie. Molly z Nickiem coś wymyślą. Trzymaj się.-mówiłam płacząc. 
Uciskałam mu ranę a on złapał mnie za rękę i powiedział bym go zostawiła, bym mu nie pomagała. Spytałam dlaczego? On powiedział, że woli tak umrzeć-z honorem i w tym ''idealnym'' momencie niż w szpitalu w obecności lekarzy i wszystkich tych maszyn. Przed śmiercią powiedział mi o tej jego chorobie. Byłam wściekła, że mi nie powiedział, ale z drugiej strony rozumiałam go. Kevin stał nade mną a Margaret za nim i patrzyli się na nas. Może to głupie, ale nie uważałam w tym czasie, że Kevin musiał mi pomóc. 
-Megi, kochana córeczko...tak wiele się wydarzyło...przepraszam cię za...
-Przestań! Rozmawialiśmy już o tym sto razy! Lepszego ojca sobie nie wyobrażałam. To nie ważne co było. Kocham cię.
-Córuś ja też cię kocham. Teraz miejsce szefa i mój gabinet należy się tobie. Teraz ty tu rządzisz. Mam nadzieje , że będziesz szczęśliwa z Kevinem. Pilnuj moich ''dzieciaków'' Nicka i Molly, powiedz Kate...
Właśnie samolot wylądował. Wybiegła z niego Kate, Nick i Molly. Molly widząc Johna zatrzymała się i przytuliła do Nicka. Kate kazała Kevinowi i Margaret odejść a sama klęknęła po drugiej stronie Kate. 
-Megi proszę odejdź na chwilę. Muszę coś powiedzieć Kate.-poprosił ojciec.
Odeszłam na chwilę i wpatrywałam się na Kate i Johna. Nie wiem co mówił tato Kate, ale popłakała się, a gdy odeszła nic nie powiedziała. Potem ja się wróciłam do taty i trzymałam jego rękę. 
-Tato nie żałuję niczego. Kocham cię, i obiecuje , że przyjmę posadę szefa i zaopiekuję się naszą drużyną.
-Jestem szczęśliwy córciu.
-Nie ma za co. -rzekłam.
-Dziękuję.-mówiąc to ojcu opadła ręka i zamknął oczy-umarł. 
Ja przeraźliwym głosem ryknęłam płaczem.
 
 Kate patrzyła przez okno samolotu a potem spłynęła jej ostatnia łza jaką kiedykolwiek widziałam. Nick z płakał a Molly krzyczała ''Nieee'', Margaret nic nie mówiła a ja wraz z Kevinem wzięłam ojca na pokład samolotu i postanowiłam go pochować w Avandii, w krainie wiecznej wiosny. 

 


Lecąc do Avandii wyjaśniłyśmy sobie wszystko z Margaret i wybaczyłam własnej matce. Nasze stosunki się poprawiły. Już nigdy nas nie zdradziła. Pracowała dla agentów i była dobrą matką.

 
Merlin-zarządca Avandii zgodził się przyjąć moją propozycję. Na pogrzeb Johna przybyła Stella z Jimem i małą córeczką, oraz dyrektor Agentów-Ben. Byli wszyscy najbliżsi. Ceremonia była przepiękna, a John miał grób na ''Polu Tysiąca Kwiatów''. Po całej ceremonii postanowiliśmy z Kevinem spotkać się z naszym synem-Alexem. Porozmawialiśmy we trójkę. Myślałam, że Alex mi nie wybaczy tego wszystkiego, ale wcale tak nie było. Gdy mnie i Kevina zobaczył od razu krzyczał:
-Mamo! Tato! Kocham was!
To było coś wspaniałego. Od pogrzebu Johna wiele się zmieniło. Jim i Stella kupili domek gdzieś w Polsce i żyli szczęśliwie ze swoją córką. Molly w końcu urodziła i była wielka niespodzianka bo miała bliźniaki! Chłopczyka i dziewczynkę, ja Kevin i Alex stanowiliśmy jedną wielką rodzinę i na nowym stanowisku dobrze dawałam sobie radę. Kate nigdy się nie wyszła zamąż, a jej były mąż zawsze miał ją w sercu, a to co powiedział jej John przed śmiercią na zawsze pozostało tajemnicą. I co nowego, postanowiliśmy z Kevinem pobrać się jeszcze raz. Tym razem nasz ślub odbył się w Avandii przy ''Jeziorze Kwitnących Wiśni''.

 Byli wszyscy ci na których mi zależało. Potem agenci postanowili współpracować z Avandią. Do specjalnych misji byli szkoleni osoby z mocami. Co tu można dodać...w życiu prywatnym wszystko się układało podobnie jak w życiu zawodowym. Kevin prowadził szkolenia, uczył różnych sztuk walki, i jak zachowywać się w danych sytuacjach i został najlepszy do tego rodzaju spraw. Ja to już wiecie zostałam szefową naszej drużyny. Nick i Molly zostali mianowani na naukowców roku, bo znaleźli jakiś lek na pewną chorobę. Kate uczyła nowych języków przede wszystkim chińskiego i uczyła pilotować samoloty. Margaret znalazła u nas pracę jako kucharka , a że miała dużo kontaktów to czasami pomagała nam rozwiązywać jakąś zagadkę. O! Bym zapomniała dodać, grób niby Kevina został przeniesiony do Avandii i napisano na nim Louis a nie Kevin. Mimo , że Hydra nie żyła, to było jeszcze wiele zła na świecie, które trzeba było zniszczyć. Agenci zostali mianowani na Światową Organizację Do Spraw Nadprzyrodzonych I Specjalnych czyli: ŚODSNIS -taki głupi skrót ,ale było to ważne bo nie musieliśmy się ukrywać przed policją. Było jeszcze wiele tajemnic które skrywała ta ziemia, a my nie mogliśmy dać za wygraną! 
BO ŚWIAT NAS POTRZEBUJE! 
 


                          KONIEC   


Może koniec tego opowiadania nie był porywający, ale mam nadzeje , że jako całość przypadło wam do gustu. To już koniec z agentami i historią miłosną Kevina i Megan. Ta powieść to mój nowy rekord na tym blogu to opowiadanie liczy równe 112 części. Ale już za niedługo nowe opowiadanie. Z nową historią, ale z tymi samymi bohaterami to co się zmieni to będą: imiona i nowa powieść może momentami będzie coś podobnego to tej powieści, ale nie koniec, koniec nowego opowiadania będzie całkiem inny.
 

czwartek, 24 grudnia 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                                  Część 11 
-Który dziś jest?-spytała Molly.
-Dziś jest dwudziesty-drugi grudnia. Za dwa dni Wigilia!-odpowiedziałam radośnie. -Co robi ten malec?
-Mathias śpi. -oznajmiła Molly idąc do dziecka. 
Ja tymczasem poszłam do Kevina zobaczyć co robi. Gdy weszłam do pracowni zobaczyłam go z bronią w ręku, więc spytałam:



-Co robisz Kevin? 
-Sprawdzam czy broń jest sprawna. 
-I co wszystko gra? 
-Nie...ta jest w ciężarze jakaś dziwna. 
-Serio? 
-No to chodź sprawdzić Megan. 
Kevin wziął pistolet i wyszedł na korytarz. Ja stanęłam tyłem do Kevina on przerzucił swoje ręce przeze mnie i trzymał broń obiema rękami. 
 
-Co robisz Kevin?
-Podaje ci broń. 
-Czy ty mnie podrywasz?! Daj mi tą broń. 
-Megi wiesz co? ...Weź ją sobie! 
Kevin od rana się ze mną droczył. Sądze, że wymyślił to z tą bronią. Chciał jedynie ze mną tak luzem pogadać, albo chciał zwyczajnie na siebie zwrócić uwagę. Trzymając broń w ręku wymierzył we mnie. Ja doskonale wiedziałam co mam zrobić. Miałam chwycić za broń i przekręcić się. To tak jak trenował ze mną. Więc tak zrobiłam. Skończyło się na tym , że wylądowałam w objęciach Kevina. 

 
On uśmiechając się powiedział , że mam ładne perfumy. Ja odpowiedziałam, że to on mi takie kupował. Wtedy wybuchnął śmiechem i powiedział, że jednak mu się gust nie zmienił mimo, że stracił pamięć. 
  
-Chcę powiedzieć...
Już miałam coś powiedzieć Kevinowi gdyż nadszedł John i powiedział, że dostał wiadomość, że możemy już wrócić do bazy w centrum Nowego Jorku. Nie było na co czekać, zebraliśmy ważne rzeczy do pudełka i wsadziliśmy je do samolotu-bazy.  Gdy znajdowaliśmy się nad naszym domem w Nowym Jorku okazało się , że nie mieliśmy gdzie wylądować. Bo cały nasz garaż i droga do niego była zawalona. Zadzwoniliśmy do naszego dyrektora , który kazał byśmy przylecieli do niego. To był kawał drogi, ale naszym ukochanym samolotem to były cztery godziny drogi. 
2 godziny później....
-Co się dzieje?! Cały samolot się trzęsie! -przestraszona Molly poleciała do małego Mathiasa-tak go nazwała. 
-Spokojnie, idę do Kate, pomogę jej sterować! Nick idź po sprzęt, Megi dzwoń do Bena, Kevin sprawdź co się dzieje. -mówił John. 
Nagle zapadła cisza, w pewnym momencie z tej ciszy wydobył się huk! Okazało się, że wlecieliśmy na teren wroga i zostaliśmy przestrzeleni. Mieliśmy dziurę z jednej strony samolotu. Dziura była na tyle duża, że mogło by przez nie wylecieć łóżko. Byliśmy bardzo wysoko. Musieliśmy się bardzo trzymać by nas nie wywiało. Trzymając się wszystkiego czego dałam rady , doszłam do schowka by przynieść liny i kajdanki, byśmy mogli się przywiązać. Salon był już cały zniszczony, a my nie mieliśmy pomysłu jak zatkać tą dziurę. Molly z Nickiem siedzieli bezpiecznie w pracowni, Kate z Johnem za sterami, tylko ja i Kevin zostaliśmy w niebezpieczeństwie. 
-Kevin! Masz jakiś plan?!
-Megan ja nie a tyyyy?!
-Nieee! Czuje się jak w środku cyklonu! 
-A ja bardziej w środku tornada! 
W pewnym momencie przywiązana do barierki wstałam i, ciężko przepychając się przez wiejący wiatr szłam do Johna. W pewnym momencie poczułam, że nie mogę iść dalej bo lina się skończyła. Kevin był trochę bliżej, więc on z ciężkością poszedł do Johna. Ojciec powiedział mu, że nie wiedzą gdzie lądować, bo niema nigdzie pola, ani łąki. Wszędzie góry i lasy. Kevin przebijając się zauważył pontony. Pomyślał, że one są na tyle duże , że mogłyby zatkać dziurę w samolocie. Więc wziął ich kilka i zaczął rozkładać. Niestety się mu nie udało , bo za późno pontony się otwierały. Kevin wrócił i wziął jeszcze kilka. 
-Może ja spróbuje?-zaproponowałam.-Tylko musisz mi je podać. Ja dalej nie dam rady dojść. Bo mi lina się tu kończy. 
-No dobra to ja spróbuje ci je rzucić.-mówiąc to Kevin próbował mi rzucając podać ten pontony, niestety się nie udało.
Został tylko jeden ponton, który był ostatnim w całym samolocie. To była jedyna szansa. Kevin zaczął coś robić ze swoją liną, więc spytałam go co robi, on odpowiedział:
-Odetnę linę, i spróbuje ci podać ponton! Ale musisz chociaż z centymetr podejść. 
-Nieee! Przecież cie porwie! Nie mogę cię znów stracić!
-Megi, zaufaj mi. Wszystko będzie dobrze.
Kiedy skończył mówić, wziął scyzoryk przeciął linę i trzymając się jak najmocniej potrafi drzwi podał mi ponton. Niestety wiatr wiał coraz mocniej a Kevin już nie miał siły się trzymać klamki. Próbowałam otworzyć ponton, ale coś się stało, bo nie chciał się otworzyć! W pewnej chwili Kevin rzekł:
-Żegnaj...
Ręce mu się ześlizgnęły i puścił się drzwi ja dosłownie w ułamku sekundy puściłam ponton, który na szczęście zdołał się otworzyć w odpowiednim czasie i Kevin zamiast wylecieć, to wpadł w ponton!
 Ja odetchnęłam z ulgą.

Chwilę później gdy już zdołałam złapać oddech wstałam i pomogłam wstać Kevinowi.
 
Nick i Molly przybiegli zobaczyć co u nas, ale nie musieliśmy chyba odpowiadać , że było ciężko. Wiedzieliśmy także, że ponton długo nie wytrzyma więc Kate zaczęła szukać jakiegoś miejsca do lądowania gdzie mieliśmy poczekać na wsparcie wysłane przez Bena. Niestety Kate postanowiła lądować na ''ślepaka'' na drzewach. Nie było innego rozwiązania. Wszyscy siedliśmy i zapieliśmy się pasami. Lądowanie było ciężkie , ale się powiodło. Potem daliśmy namiary Benowi, i postanowił wysłać nam pomoc, ale musieliśmy czekać około dwunastu godzin, szmat czasu, ale cóż. Nie wiedzieliśmy co mamy robić. Nick poszedł do laboratorium, Molly poszła do dziecka, John zamknął się znowu w gabinecie a Kate siedziała za sterami i wpatrywała się w zachód słońca. Noc się zbliżała, ciemna, tajemnicza, czasami przerażająca. Ja tymczasem wraz z Kevinem poszliśmy do kuchni by przygotować coś pysznego do jedzenia.
-No co malutki? Głodny jesteś? Taaak??? Zaraz coś ci przyniosę. -mówiła Molly do małego Mathiasa.
W pewnej chwili drzwi od pokoju w którym znajdował się malec z Molly zamknęły się. Molly podskoczyła i myślała , że to ktoś z nas, ale wcale tak nie było. Potem było słychać jakiś gruby głos mówiący ''Oddaj...oddaj...'' Molly przestraszona chciała wyjść na korytarz, ale nie dała rady , bo ktoś przyparł drzwi miotłą. Przestraszona dziewczyna, wzięła Mathiasa na ręce i próbowała otworzyć drzwi.
-Nick wiem , że to ty! To nie jest śmieszne! Otwórz te drzwi. Rozumiesz? Otwieraj w tej chwili! -pchając drzwi mówiła Molly, myśląc , że za tym wszystkim stoi jej mąż-Nick.
Lecz to nie był Nick, bo Nick przecież był w laboratorium.  Po chwili pchania, w końcu udało się otworzyć Molly drzwi. Ze złością podniosła miotłę którą były drzwi przyparte i biorąc ją do ręki, wściekła dodatkowo z dzieckiem na ręku poszła do Nicka. Wściekła rzuciła miotłę o stolik, potem się dziecko rozpłakało a Molly zaczęła z podniesionym głosem mówić do Nicka
-I widzisz co narobiłeś?!
-Co ja zrobiłem Molly? To ty przecież rzuciłaś tą laską o stół.
-Ciiii...malutki....ciii Nie płakusiaj już. A więc to moja wina tak? A kto nas zamknął w pokoju i wołał grubym głosem?? Może ja?
-O czym ty gadasz? Molly! Nie wiem kto to zrobił, ale na pewno nie ja! Przecież cały czas jestem tu, odkąd wylądowaliśmy.
-No to kto?
Nick wraz z Molly poszli do kuchni spytać się mnie i Kevina czy to może my nie straszyliśmy Molly, lecz zaprzeczyliśmy. Nagle John wyszedł z gabinetu i powiedział:
-To nie jest zabawne.
-Tato, ale o co chodzi?-spytałam.
-Megi nie wiem jak to zrobiliście, ale to nie jest zabawne.
-Ale co?-spytał Kevin.
-To, że zdrzemnąłem się chwilkę , a gdy się obudziłem cały mój gabinet był przewrócony do góry nogami, a ja nagle znalazłem się na krześle stojącym na biurku!
-Ale to nie my.-odparłam.
-To kto?-spytał John.
W pewnej chwili nadeszła Kate i powiedziała, że tu się dzieje coś dziwnego. Zaraz po tym co powiedziała Kate, zgasło światło! Molly zaczęła krzyczeć. Potem poszła wraz z Nickiem odłożyć Mathiasa do bezpiecznej sali, do której nic i nikt nie mogło się przecisnąć.
-Zaraz wrócę pójdę tylko po latarkę do gabinetu-rzekł John wchodząc do pomieszczenia.
Nagle zamknęły się drzwi od gabinetu. John podleciał do drzwi i krzyczał by go wypuścić. Nie wiemy co się działo, ale wiedzieliśmy że ktoś znajduje się w samolocie, a może raczej coś.
-Dobra dzieciaki. Ja spróbuje otworzyć Johna, a ty Kevin idź z Megan sprawdzić elektryczność. Może coś nawaliło.-oznajmiła Kate.
Nie zastanawiając się, poszliśmy sprawdzić korki i inne rzeczy. W tamtej chwili czułam się trochę jak w horrorze. Przed tym jak poszliśmy sprawdzić elektryczność, poszliśmy jeszcze po broń, w razie gdyby mieliśmy utrudnienia. Nick i Molly oddali już bezpiecznie Mathiasa do tej specjalnej sali i potem chcieli wrócić do salonu, lecz Molly nie zauważyła schodów, potknęła się i spadła. Trochę kolano się jej obiło, więc dlatego poszła do magazynku po apteczkę. Kevin tymczasem sprawdził elektryczność, i wszystko było w porządku, ale jednak światła nie było. Nick poszedł do toalety a Kate, dalej próbowała uwolnić Johna. Molly tymczasem zawinęła sobie kolano bandażem i poszła dalej. Gdy wychodziła już z magazynku usłyszała ponownie ten gruby głos który rzekł:
-Odwróć się.
Molly odwróciła się i zobaczyła na ścianie w magazynku wielki czerwony napis: ''Zabije was, oddajcie mi go!'' Molly z przerażeniem zaczęła krzyczeć, Nick który był blisko podleciał do Molly i mocno ją przytulił. Potem drzwi od magazynku zamknęły się. Kevin usłyszał krzyk Molly i Nicka i szybko podbiegł do nich. Ja tymczasem szłam w stronę salonu do Johna i Kate.
-Co się stało?!-podbiegł Kevin pytając.
-Molly usłyszała ten głos , który kazał się jej obrócić. I obróciła się, a potem zobaczyła wielki napis: ''Zabije was, oddajcie mi go'' I nie wie jak się to stało, bo przecież była tu po apteczkę i nikogo nie było.-odpowiedział Nick.
-Zaraz to sprawdzę.-odparł Kevin.



Kevin wziął pistolet do ręki i kopnął nogą drzwi od magazynku, potem zajrzał do środka , ale nikogo ani nic tam nie było, nawet napisu, więc Kevin wychodząc poszedł w stronę salonu, a Nick i Molly podeszli do magazynku i wpatrywali się w ścianę na której był ten napis, ale niczego nie było. W pewnej chwili Molly z Nickiem usłyszeli gruby głos za sobą. Odwrócili głowy i zauważyli, dość dobrze zbudowanego mężczyznę. Z czarnymi włosami , i zarostem. Mężczyzna chwycił Molly i Nicka i wepchnął ich do magazynku tam ich zamknął.

 Dwie godziny później udało się uwolnić z gabinetu Johna. Potem ja, John, Kevin i Kate poszliśmy szukać Molly i Nicka. Gdy już ich znaleźliśmy postanowiliśmy ich uwolnić. Wysadziliśmy mini dynamitem drzwi. Gdy już wszyscy odnaleźliśmy się, to mieliśmy zamiar pokonać tego kogoś co nas straszy. Idąc korytarzem w pewnej chwili z szafki wyskoczyła miotła. Wszyscy zadarliśmy się i cofnęli do tyłu.

 I nagle przed nami wyskoczył ten mężczyzna. Który powiedział, byśmy mu oddali, ale nie powiedział co. Ja podeszłam do tego mężczyzny i zaczęłam z nim rozmawiać. Po prostu facet potrzebował pomocy, bo nie wiedział za bardzo co się z nim dzieje. On się zdenerwował i chwycił mnie za szyję, Kevin szybko podbiegł i zaczął strzelać ,ale go nie trafił. Po jakimś czasie udało się nam z tym chłopem porozmawiać. Okazało się, że on jest ojcem tego chłopczyka, którym opiekowała się Molly i przyszedł po niego. Potem wszystko opowiedział od nowa.
-Wracałem z pracy, potem żona zadzwoniła , że coś się dzieje. Ja przestraszony szybciej jechałem do domu. Gdy dotarłem zobaczyłem zniszczony dom. Poleciałem do ogrodu i tam leżała moja żona. Umarła mi na rękach, lecz powiedziała przed śmiercią bym odnalazł syna. W pewnej chwili dostałem czymś w głowę i straciłem przytomność, a gdy się obudziłem stałem się taki. Mogę się przenosić, być niewidzialny...i tworzyć kule z ognia. Nie wiem co się stało. Jestem przerażony. -opowiadał mężczyzna.- A tak w ogóle nazywam się Mac Case.
Molly poszła po małego Mathiasa, i płacząc nie chętnie oddała go ojcu. Mężczyzna rozłożył dłoń i nagle na jego dłoni ukazał się ogień. To było niesamowite.
 
John tymczasem zadzwonił po Bena i powiedział by zaopiekował się tym mężczyzną i jego dzieckiem. My po ciężkim dniu poszliśmy spać. Molly przez całą noc płakała za maluchem, bo się do niego przyzwyczaiła. I chciała go jeszcze zobaczyć. Nick uspokajała żonę, ale ona wcale nie przestawała płakać.

Następnego dnia-dzień przed Wigilią Molly siedziała w laboratorium i rozmyślała. W końcu przybyła pomoc obiecana przez Bena. Naprawili samolot i mogliśmy ruszać dalej.  Wigilię postanowiliśmy spędzić na Hawajach. I tam właśnie udaliśmy się. W drodze na Hawaje, Molly pokłóciła się z Nickiem o dziecku. Powiedziała, że go kocha Mathiasa i nie chce by mu się stała krzywda.
-Oszalałaś Molly?! Co się z tobą dzieje?!
-Nick! Ty nie rozumiesz! Chciałam mieć synka! Ile lat jesteśmy już po ślubie? A Megan? Ona ma słodkiego Alexa.
-No i co , że ma? Jak i tak się z nim nie widuje a on jest w Avandii i pewnie nie chce znać matki.
-Przestań Nick! Czemu go oddałeś?
-Mathiasa?! Przecież sama go oddałaś ojcu!
-Mogłeś mi na to nie pozwolić!
Molly, bardzo się załamała. Powiedziała, że nie ma po co żyć. Nick przeraził się tymi słowami i spytał co chce przez to powiedzieć, ale Molly wzięła gaśnicę i uderzyła nią Nicka, który zaraz stracił przytomność.

Molly tymczasem zamknęła nieprzytomnego męża w laboratorium a sama otworzyła wyjście samolotu, stanęła na krańcu jego i zamierzała skoczyć z lecącego samolotu prosto do oceanu. Chwilę się zastanawiała. Nick zdążył się obudzić. Widząc co Molly usiłuje zrobić podszedł do szklanych drzwi pracowni i zaczął krzyczeć:

-Molly nieeee! Nie rób teeegooo! Kochaaaam cięęęęę!
Molly nic nie słyszała. W pewnej chwili Kevin wstając po ciężkiej nocy zszedł do kuchni. Zauważył Molly próbującą skoczyć. Krzyczał także, by tego nie robiła. W pewnej chwili Molly straciła równowagę i wypadła z samolotu, Nick przeraźliwie się darł!


 Kevin nie zastanawiając się złapał za spadochron i skoczył za Molly. Ja zeszłam do salonu i otworzyłam drzwi do pracowni. Nick wyszedł i płacząc zaczął tłumaczyć co się wydarzyło, ja przestraszona nie wiedziałam co mam zrobić. Tymczasem Kevin zauważył niedaleko siebie Molly więc wziął pasek i przypiął Molly nim.

Mocno się trzymając w padli do oceanu. Na szczęście nic się nie stało im. Woda w oceanie była dość ciepła. Molly wraz z Kevinem wynurzyli się z wody.

 Kate szybko spuściła line do której się przyczepił Kevin z Molly. Nick z Johnem wyciągnęli ich z powrotem na pokład.
DZIEŃ PÓŹNIEJ-WIGILIA:
Po tym wszystkim co przeżyliśmy w ciągu dwóch dni mogliśmy spokojnie przygotować się do wieczerzy. Molly wzięła leki uspokajające i uspokoiła się. To było trudne tak z dnia na dzień zapomnieć, ale trzeba żyć dalej. Przy ubieraniu choinki było strasznie wesoło. Tak naprawdę to wtedy poczuliśmy taką jedność, wspólnotę i magie świąt. Nawet przez ten jeden dzień zapomniałam o tym co się kiedyś wydarzyło. Wieczorem gdy wszystko było już gotowe pozostało nam tylko siąść przy stole. Niestety zabrakło krzeseł , więc poszłam do kantorka po krzesła, a Kevin po kieliszki do wina. Nagle oboje spotkaliśmy się w drzwiach. Wszyscy już siedzieli przy stole i czekali na nas. Nagle Kate krzyknęła do mnie i Kevina:
-Stójcie!
-Ale co się stało?-spytałam trzymając krzesło w ręku.
-Spójrzcie w górę.-roześmiał się John.
-O nie...jemioła! Hahaha... Bardzo śmieszne.-odpowiedziałam cała się rumieniąc.
-No dalej. Pocałuj ją!-krzyknął Nick.
My zawstydzeni uśmiechnęliśmy się do siebie , a potem spojrzeliśmy sobie w oczy i tak przez chwilę zastanawialiśmy się. Ja odłożyłam krzesło na boku a Kevin na nim położył kieliszki. I...sami się możecie domyśleć. Pocałowaliśmy się....potem podzieliliśmy się opłatkiem, złożyliśmy sobie życzenia i siedliśmy do kolacji Wigilijnej. Tak przeżywaliśmy święta. Potem śpiewaliśmy kolędy i oglądaliśmy film. Te święta były wspaniałe. To było takie podsumowanie całego roku. Tak się cieszyłam, że mogę je spędzić razem z najbliższymi. Brakowało jeszcze naszego syna-Alexa. Bałam się go odebrać z Avandii, ale miałam plany odwiedzić go z Kevinem. Miałam nadzieje , że przyszłe święta zakończą się szczęśliwie, że do następnej Wigilii, Hydra zostanie pokonana i w końcu będziemy mogli wraz z Kevinem, Alexem i ze wszystkimi siąść do stołu i cieszyć się szczęściem.



Ta część mi nie wyszła, ale może komuś się spodoba. Jak już wiadomo, dziś jest 24.12.2015czyli Wigilia. Jak widać zmienił się wygląd mojego bloga, ci co słuchali piosenek na tym blogu to mam wiadomość , że je zmieniłam. Pewnie trwają w waszych domach przygotowania do wieczerzy, bo u mnie już od tygodnia są przygotowania. W te święta życzę wam wszystkiego najlepszego dużo, zdrowia, szczęścia, miłości, i ciepłej atmosfery rodzinnej, i by sylwester trwał do rana. Mam nadzieje , że przyszły rok 2016 będzie lepszy niż ten i że także znajdę czas a może będę miała go więcej dla mojego bloga. Jak widać za oknami nie ma śniegu, przy najmniej u mnie go nie ma, wręcz przeciwnie świeci słońce i jest tak jakby była wiosna, albo jesień. Niestety śniegu już dziś nie będzie na Wigilii, ale może będzie w przyszłym roku. Teraz dam wam świąteczny filmik z bohaterami powieści ''W cieniu prawdy''. Oczywiście będą tam też inne zdjęcia na których będą życzenia świąteczne, tego samego wam życzę i dziękuję ,że nadal czytacie te moje powiastki.  A o to filmik  




piątek, 18 grudnia 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                                 Część 10
-Mam tego już dosyć!-krzyczała Hydra.-Ta dziewczyna działa mi na nerwy! Co wszyscy w niej widzą?! Jak Kevin po raz kolejny mógł ją wybrać?!
-Ale kto ci działa na nerwy?-spytał jeden z żołnierzy Hydry.
-No jak to kto? Megan! Ta dziewucha jest nie do zniesienia,ale pożałuje tego! Ja już wiem co zrobię!-krzyczała rzucając krzesłami.
-Co masz na myśli?-spytał mężczyzna.
-To, że spotka on inną kobietę i to w niej się zakocha.-odpowiedziała Hydra.
-Nie rozumiem.-oznajmił żołnierz.
-Ale z ciebie głupek! Mamy dwudziesty-pierwszy wiek i jak już wiesz, moce istnieją. Pewna kobieta go zaczaruje. Ja już wiem jaka! Ale to nie teraz!
Podczas gdy Hydra układała nowy plan zemsty, ja skończyłam rozmowę ze Stellą, byłą agentką z naszego zespołu. Dowiedziałam się, że podróżują z Jimem po świecie wraz ze swoim dzieckiem.
-Megan, źle się dziś czuję. Mogłabyś z Kevinem wziąć samolot i skontrolować jak wygląda Nowy Jork, czy nie ma gdzieś tego blaszaka?-podszedł do mnie John.
 
-Tato, ale wszystko okey? Ostatnio zachowujesz się dziwnie.
-Mhm...wszystko dobrze. Tylko głowa mnie trochę boli, wezmę tabletkę i położę się, a ty leć i uważajcie na siebie.-mówiąc to John odszedł.
W tym samym czasie nadszedł Kevin i widząc mnie zmartwioną spytał się mnie czy wszystko w porządku. Ja pokiwałam tylko głową , że wszystko jest okey.
-Kevin polecisz ze mną na obserwację?-spytałam.
-Oczywiście. Z tobą Meg-zawsze i wszędzie.-odpowiedziawszy to Kevin poszedł do samolotu.
Ja tymczasem poszłam się przebrać, gotowa siadłam koło Kevina który sterował samolotem. Wylecieliśmy z naszej bazy bardzo rano koło godziny siódmej rano. Miałam okazje zobaczyć piękny wschód słońca zimą, to nie częsty widok, bo przeważnie o tej porze się śpi, albo jest się w pracy i nie ma się kiedy zobaczyć tego pięknego widoku. 

 
Widząc ten krajobrazy przy wschodzie słońca przypomniało mi się nasze biwakowanie. Wtedy spaliłam namiot i wraz z Kevinem , musieliśmy spać pod gołym niebem. Mieliśmy za to okazje zobaczyć zachód słońca i deszcz meteorów. Coś pięknego...ach...jakbym chciała by te czasy wróciły! Opowiedziałam o tym Kevinowi, on powiedział tylko tyle:
-Szkoda, że tego nie pamiętam. 
-Kevin, nie trać nadziei. Kiedyś odzyskasz pamięć.
-A jeżeli nie?
-To musisz żyć, dalej. Masz nas, zawsze ci pomożemy.
-Raczej mam tylko ciebie Megi.
-Nie rozumiem cię.
-Megan, przecież widzę, że John i reszta traktują mnie tak oschle. Uśmiechają się, ale sztucznie. Akceptują mnie tylko i wyłącznie przez ciebie, by ci nie sprawiać przykrości.
Molly z Nickiem także oglądali wschód słońca, ale z innego miejsca. Zamyśleni , rozmarzyli się w ciszy. Kate z Johnem siedziała w gabinecie. W końcu spytała Johna co się z nim dzieje, lecz on powiedział , że nic. Kate mu jednak nie uwierzyła:


-Nie kłam. John, znam cie lepiej niż tym sam. Możesz cały świat oszukać, ale mnie nie oszukasz.
-Umieram Kate. 
-Nie gadaj głupot, a tak na serio?! John! 
-No umieram! Nie rozumiesz?! Już nie długo zakończy się tu moja misja.
-Nie! To brednie! Niemożliwe! Ty?!
-A jednak Kate. Rak nawet świętego dopadnie. 
-Czy ktoś o tym wie?!
-Tylko ty.
-Nie możliwe...John...Jak długo to ukrywasz?! 
-Nie ważne. To już moja sprawa. Wystarczająco długo by pozamykać niektóre sprawy i naprawić rzeczy. 
-John czemu nie poszedłeś do lekarza?!
-''Lekarza''?! 
-No tak, ty zawsze uniesiesz się pychą.
-To nie pycha Kate, to fakt. Nie chcę by mnie położyli na łóżku podłączyli do różnych urządzeń, by dawali kroplówki, i by mnie Megan i w ogóle kto inny odwiedzał, siedział przy mnie nad moim łóżkiem i zamartwiał się, użalał nade mną...ciągłe powtarzanie ''Kocham cię tato'', i przynoszenie mi ...
-Rozumiem, ale może mógłbyś zapobiec temu. Czemu tego nie zrobiłeś?!
-Kate, tak czy tak każdy z nas kiedyś umrze, a ja mam już swoje, lata większość załatwionych spraw, kochaną córkę...Wyleczyłbym się ,ale to by mi tylko przedłużyło życie a nie uratowało. Wolę umrzeć z honorem, na polu walki a nie w szpitalu. I mam do ciebie prośbę Kate. Nie mów tego nikomu nawet Megan. Nie chcę by wiedziała i opiekowała się mną jak już takim starym, garbatym niepełnosprawnym ojcem. Chcę by mnie traktowano normalnie.
-Dobrze, nie powiem. Ale...
Kate nie mogła dokończyć, bo chyba czuła coś do mojego ojca. To czego się dowiedziała Kate, na zawsze odmieniło jej życie. Po tej przerażającej rozmowie z Johnem, Kate poszła do swojego pokoju. Tam się zamknęła i zaczęła płakać. Tymczasem ja i Kevin przelatywaliśmy nad jakimiś polami. W pewnej chwili nasz nadajnik zauważył jakiś ruchomy obiekt. Wraz z Kevinem postanowiliśmy wylądować. Szybko ubraliśmy ciepłe kurtki i wyszliśmy za dwór. Kevin kazał mi zostać na drodze, a sam poszedł zobaczyć do pobliskiego lasu. Czekałam już przeszło godzinę, chodziłam wte i wewte. 

Stopy zaczęły już mi marznąć, a policzki miałam rumiane od zimna. W końcu zauważyłam Kevina jak coś niesie na rękach. Gdy już podszedł bliżej, zauważyłam małego chłopca, miał może z roczek albo dwa latka i był podobny do naszego syna-Alexa. Był cały zmarznięty. Szybko okryłam go kocem i zaniosłam do samolotu. Chwilę później Kevin wystartował samolotem-bazą i polecieliśmy do naszej tajnej bazy, która znajdowała się pod ziemią. Molly z Nickiem nim się zaopiekowali. Wzięli malca i ogrzali go, a potem nakarmili. Ja zamieściłam ogłoszenia na komputerze o małym chłopcu. Mieliśmy nadzieje , że jego rodzice jeszcze żyją i odnajdą się. Podczas ich nieobecności opiekowaliśmy się malcem jak własnym dzieckiem. Molly najbardziej się do niego przywiązała. Chciała go zaadoptować, ale powtarzaliśmy jej by się do dziecka nie przywiązywała, bo jakby odnaleźli go rodzice to potem by nie chciała go oddać. Przytakiwała, że tak wcale się nie dzieje, ale to było widać. Molly mówiła co inne, robiła co inne i co inne myślała. Nick za bardzo się nie przywiązywał, wręcz nie chciał mieć z małym dużego kontaktu. Mijały dni....

czwartek, 17 grudnia 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                               Część 9
Dwa tygodnie po ataku Blaszaka, telewizja huczała. Na każdym programie były wiadomości o tym blaszanym potworze. 

-I co mówią w telewizji?-spytał Kevin podchodząc do mnie. 
- Ja wolę internet niż telewizję, więc jej nie oglądam. Zamiast tego czytam co tam słychać w necie.-odpowiedziałam.
-Dlaczego wolisz internet od telewizji?-zapytał zaskoczony Kevin.
Zapomniałam wtedy, że przecież on stracił pamięć i nie wie , że byłam hakerką , więc rzekłam
-Kevin przecież jestem hakerką...A no  tak, przecież ty nic nie pamiętasz. Przepraszam.
-Nic się nie stało Megi. I co piszą w internecie?
-Że ponad tysiąc osób nie żyje i całe miasto zostanie ewakuowane, i dużo budynków zostało zniszczonych. Ludzie się boją, są w panice.
-To straszne.
-Kevin wiesz co jest straszne? To, że Hydra nie ma serca, do czego będzie jej potrzebne zburzone miasto co?! Przecież to nie wojna, a giną w tym niewinne dzieci i ich rodzice. Piszą , że dziecko dwumiesięczne zostało zdeptane w raz z matką, która wiozła go na spacer w wózku.
-Meg skąd wiesz, że to Hydry sprawka?
-Nie trzeba być świętym , żeby wiedzieć , że to ona. Tylko ona ma takie możliwości.
W tamtej właśnie chwili, Kevin zamilkł. Ja dalej surfowałam po internecie. Chwilę, później spytałam się Kevina czy się wyspał, bo przez ostatnie dwa tygodnie, ciągle krzyczy coś przez sen a potem kilka razy budzi się z krzykiem. Kevin odpowiedział, że ciągle mu się śni: most, wybuch, krzyk, i mały chłopiec. Chciałam z nim o tym pogadać, ale wszedł John i zwołał zebranie. Molly spytała się Johna czy też będziemy ewakuowani, lecz John zaprzeczył. Powiedział , że zostaniemy w Nowym Jorku do końca, tylko zmienimy kryjówkę. Nasza nowa ''twierdza'' mieściła się w środku lasu pod ziemią. Tam mieliśmy spędzić nadchodzącą zimę. Spakowaliśmy wszystko co było potrzebne, potem wsiedliśmy do samolotu-bazy i wraz ze sprzętem wyruszyliśmy do kryjówki. Koło miesiąca później śnieg dawał znaki. Nowe miejsce było dość przytulne i szybko go wszyscy zaakceptowaliśmy. W sobotni poranek poszliśmy zbadać teren. Patrolując tak teren nagle zauważyłam wraz z Nickiem wielkie ślady stóp, które prawdopodobnie należały do Blaszaka. Jednak nie myliliśmy się, to był ten potwór. Szybko rozbiegliśmy się w różne strony i schowaliśmy się nadsłuchując zbliżającego się potwora. Nick zaczął rozmawiać o śniegu, lecz ja go nie słuchałam w ogóle
-Jak myślisz Megan, czemu śnieg pada tylko zimą, a słońce świeci prawie przez wszystkie pory roku, słońce można też zobaczyć zimą przecież., tak samo deszcz. Może padać przez każdą porę roku.
 
-Nie wiem Nick , i szczerze mówiąc...mnie to nie obchodzi. A teraz cichooo...Potwór się zbliża.
W pewnej chwili zwalił trzy drzewa i stanął na przeciwko mnie i Nicka. Zauważywszy nas podniósł swą rękę, jeżeli można było to blaszane tak nazwać i o mało co nas nie zmiażdżył.  Ja szybko dałam znać Johnowi i szybko wszyscy zbiegliśmy się. I próbowaliśmy walczyć z potworem.W pewnej chwili zaczęło się coś dziać z jego stopami, ten metal czy coś, z czego był zrobiony zaczął się tak jakby topić. Pierwszy zauważył to Nick, więc zrobił ze śniegu kulkę i rzucił w niego.
-Nick przestań, to nie jest bitwa na śnieżki, tym go nie zabijesz.-odparła Molly.
-Patrzcie tam gdzie Nick go trafił, on zaczął się topić!-oznajmiła Kate.
-On ucieka! -krzyknęłam.
Gdy potwór uciekł, wróciliśmy do bazy i omówiliśmy nowy plan. Jak na razie znaleźliśmy jego czuły punkt który nazywał się ŚNIEG. Nick z Molly z dekralowali się zbudować broń śnieżną. Opracowaliśmy super plan na pokonanie Blaszaka. Polegał on na tym, że z prowadzamy potwora to miejsca-pułapki tam będą poustawiane specjalne bomby śnieżne a każdy z drużyny będzie miał po jednej broni śnieżnej, kolejnie będzie zasadzka i taki był plan. Mieliśmy nadzieje, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nick i Molly stworzyli zamrażacz w spreju potem go wypróbowali i wyszedł genialnie, jedynie przypadkiem zamrozili swoje komórki, ale potem je podgrzali i tam podreperowali i było okey. Jeżeli się nim coś, lub kogoś popsikało to od razu zamarzał na sopla lodu.

W niedzielne popołudnie postanowiliśmy zrobić sobie wieczór filmowy. Ustawiliśmy kanapę  i fotele siedliśmy na nich, a Kevin puścił horror. Potem zgasiliśmy światło i oglądając zajadaliśmy się: paluszkami, chipsami, popcornem i piliśmy cole, i alkohol. Było fajnie, a horror był przerażający, ale czasami fajnie jest się bać. Chociaż w naszej pracy było to odczuwalne znacznie częściej niż w życiu zwykłego człowieka który miał spokojną pracę i nie musiał walczyć,na śmierć i życie. John był zmęczony więc poszedł do pokoju się położyć, a Kate poszła poćwiczyć trochę jogę, Nick i Molly byli tak zmęczeni że zasnęli na kanapie, więc podsumowując tylko ja i Kevin zostaliśmy przed telewizorem. Oglądaliśmy horror pod tytułem: ''Dom woskowych ciał''. Bardzo fajny film, chociaż, niektóre momenty były odrobinę drastyczne.  Osobiście polecam go osobą które wiodą nudne , monotonne życie, i potrzebują się trochę rozerwać lub pobudzić swoje emocje. Tak oglądając ten film zaczęliśmy trochę rozmawiać z Kevinem.
-Megan chciałem ci powiedzieć, że...jesteś wspaniałą osobą...
-Ale?
-Ale, boję się tego, że mogę cię znowu skrzywdzić. Po tym co mi opowiadałaś jak się wobec ciebie i twojego ojca zachowałem...nie chcę cię znowu skrzywdzić. Chodź bardzo bym chciał ...po prostu jestem tobą zauroczony...
Nagle wybuchłam śmiechem, chociaż sama nie wiem dlaczego. Przecież nie było w tym raczej nic śmiesznego.
-Z czego się śmiejesz? Powiedziałem coś głupiego Meg?
-Nie skądże. Tylko zmieniłeś się po wypadku.
-To znaczy?
-Przed wypadkiem, byłeś bardziej otwarty, i zawsze dążyłeś do celu. Zawsze chciałeś mieć to czego zapragnąłeś. I zawsze zamiast mówić to działałeś najpierw.
-A mianowicie?
-No jeśli chodzi o nas...to...Nigdy nie tłumaczyłeś się kiedy mnie pocałowałeś, przeważnie działałeś.
-Aha... to źle, że teraz inaczej postępuje? Nowy Kevin ci nie pasuje?
-Nie! Co ty?! Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej jesteś uroczy niż byłeś kiedyś, chociaż przyznam, że brakuje mi czasami twojego zadziornego charakteru i wymówek, a i naszych przeuroczych sprzeczek. Hahahahaha....
-Bardzo śmieszne!
-Żebyś wiedział, że śmieszne. I już zmieniłeś ton.
Nagle Kevin opuścił głowę.
-Czy coś się stało?-spytałam unosząc mu głowę do góry.
-Nic.-rzekłszy to, spojrzał mi w oczy.

Przez chwilę tak wpatrywaliśmy się w siebie aż nagle.......Nick spadł z fotela i wywalił stolik. Czar prysł!
-O Jezu! Która godzina?! Wszystko mnie boli! -przebudził się Nick.
Molly także się obudziła, ale że było już koło północy to poszli do spać, ja i Kevin także. Nazajutrz ustawiliśmy się na miejscach i czekaliśmy na Blaszaka. Już mieliśmy wracać do bazy, gdyż tu nagle wyszedł za drzew. Zaczęliśmy go ostrzeliwać , powoli zaczął się ''psuć'', aż w końcu upadł na podłoże jaki długo miał z parę metrów. Nick z Molly zdążyli mu pobrać próbki do zbadania. W pewnej chwili potwór zaczął się ruszać i znowu wstał. Molly poślizgnęła się i upadła, ten Blaszak podniósł swą potężną łapę i chciał ją zgnieść, lecz w samą porę zza drzew wyszła Hydra, ze swymi paroma ludźmi i rzekła do potwora :
-Stój! Bongo wracaj do domu.
-Zgłupiałaś?! Temu Blaszakowi dałaś na imię Bongo?!-zdziwiona podeszłam do Hydry!
-Tak Megi. Mój przyjaciel Bongo jest nieśmiertelny.
-To niemożliwe! Przecież to zabijająca maszyna! Ona nie może być niezniszczalna!-krzyczałam.
-A widzisz Meg jednak może być niezniszczalna. Tak samo jak sądziłaś , że mocy naukowymi sposobami się nie da odebrać, a jednak jej już nie masz, bo tak bardzo kochałaś tego zdrajce Kevina, że oddałaś za niego swoją najcenniejszą rzecz. Nawet ci twoi ''naukowcy'' nie przewidzieli , że można odebrać moc.
 -Hydro!
-Tak skarbie?!
-Jesteś podła! -krzyczałam.
Wyprowadziłam mnie z równowagi do tego stopnia , że ją uderzyłam. Jej zwierzchnicy zaczęli do mnie celować, ale Hydra kazała im odejść. Podniosła się z ziemi i powiedziałam tylko tyle ''Oj Megan teraz już nie masz mocy, więc nie masz takiej siły by mnie pokonać''-po czym mnie uderzyła w twarz. Kevin podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
-Dobra Kevin, zostaw mnie.-odpowiedziałam wstając.
Potem zbliżyłam się do Hydry i ze złością powiedziałam:
-Nie ujdzie ci to płazem. Kiedyś cię zniszczę i tego twojego Blaszaka także! Chociaż jest nieśmiertelny to znajdę na niego sposób!
-Już się boje! Hahahah...-powiedziała z ironią Hydra.
-Przekonasz się.-rzekłam.
-Najpierw ,żeby zabić kogoś nieśmiertelnego należy pozbyć się źródła nieśmiertelności, a to w tym przypadku nie jest łatwe. Bo nawet nie wiecie co jest tym źródłem a dopiero gdzie się to znajduję. Więc mało prawdopodobne , że się go pozbędziecie. Jego źródło nieśmiertelności jest daleko, i blisko.-mówiąc to Hydra wsiadła do auta i odjechała wraz ze swoimi ludźmi.
Przed nami było nowe zadanie, odkryć co jest źródłem nieśmiertelności tego Blaszaka, i pozbyć się tego, a następnie zniszczyć potwora wraz z Hydrą i jej ludźmi. Wiadomo, że nigdy na naszej planecie nie będzie wiecznego pokoju bo wiele jest ludzi co chcą więcej, więcej i więcej...ciągłe bogactwa, chęć podbicia nowych ziem, promowanie swojej kultury i swojego pochodzenia nigdy, a może prawie nigdy nie pozwoli nam żyć w miłości i pokoju. Przyszłość jest bolesna. Mam jedno pytanie: Po co nam są wojny? Czy nie wystarczy nam to co już posiadamy? Przecież przez wojnę możemy stracić jeszcze więcej a może i wszystko. Czy tak nas bogactwo zaślepia, że nie widzimy tego , że może kiedyś nasze dzieci obudzą się w całkiem innym świecie? A nasze prawnuki albo praprawnuki zastaną nasze kraje pełne pustości? Być może dojdzie kiedyś do tego że ludzkość wyginie jak dinozaury! A przecież nie chcemy tego. Może nie mam racji w tym co opisuje, ale tak jest, i może tak być jeżeli nie przejrzymy na oczy.



poniedziałek, 14 grudnia 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                                                                       Część 8
Popołudnie wraz z Kevinem spędzałam w pizzerii. Śmialiśmy się, gawędziliśmy i zażerali pizzą. W pewnym
momencie powiedział: 
-Megan...mieszkam już u was jakiś czas...I jesteście naprawdę mili dla mnie, ale ja nie wiem kim jestem, i jaki byłem kiedyś. Boję się...
 -Kevin, nie wiem co chcesz powiedzieć, ale wiem jedno, że nieważne co się stanie...to ja zawsze będę przy tobie. 
-Przecież wiem, że John i reszta za mną nie przepadają. Chciałem ci powiedzieć , że...
W pewnym momencie zadzwonił telefon, wzięłam torebkę i odebrałam go. Dzwonił John i powiedział, żebyśmy szybko wracali do bazy bo ktoś niszczy miasto, zabija ludzi, i podpala. Szybko wstałam z krzesła i po wiadomości ojca szybko wsiedliśmy z Kevinem do auta i popędziliśmy do bazy. W połowie drogi do bazy zaczęło się coś dziać. Ziemia trzęsła się. Na początku myśleliśmy z Kevinem , że to trzęsienie ziemi , lecz szybko zmieniliśmy zdanie. Na naszej drodze pojawił się jakiś olbrzymi potwór, mogę dodać , że to był blaszany potwór, taki jakby olbrzymi robot. Staraliśmy się hamować by tylko nie uderzyć w jego dużą stopę, i się udało. Szybko wysiedliśmy z samochodu i pobiegliśmy w stronę lasu. Niestety potwór nas zauważył i próbował nas zdeptać! Tak jak przygniótł nas samochód a potem spalił.

 Kevin nie widząc dołka potknął się i spadł, potwór postanowił to wykorzystać. Ja, nie mogłam pozwolić na to, by znów stracić Kevina. Stanęłam zaraz za potworem i krzyczałam, rzucałam w niego kamieniami, ale to tak jakby uderzyć kogoś piórkiem. W pewnej chwili ogarnął mnie strach , nie wiedziałam co mam robić, więc impulsywnie zareagowałam. Skoczyłam na tego blaszaka i próbowałam się wspiąć po nim, co nie było łatwe, zwłaszcza, że ciągle się ruszał. Doszłam gdzieś do łokcia , bo dalej nie dałam już rady. Potwór z orientował się, że siedzę mu na łokciu , więc zaczął nim ruszać. Kevin za to, miał czas by gdzieś uciec. On zamiast uciekać, to biegał w okół potwora , przy czym wysyłał SOS do Johna by przylecieli swoim samolotem-bazą. Ja czułam się jak w teksasie, co musiałam usiadać byka. To było niezapomniane wrażenie. W końcu już nie dałam rady się trzymać , więc on odepchnął mną i spadłam na podłoże. W pewnej chwili przyleciała Kate z resztą, i widzieli potwora. Ten blaszak nagle staną nieruchomo , a potem gdzieś pobiegł i więcej już tego dnia go nie widzieliśmy. Nic mi się dużo nie stało, prócz tego że miałam skręconą kostkę i zwichnięty nadgarstek i parę siniaków, ale Molly z Nickiem zawsze coś wymyślą na takie rzeczy. 
-Kto w ogóle wezwał pomoc?-spytałam.
-No jak to kto?! Gdyby nie Kevin może i byś córeczko zginęła.-przytulił mnie John.
-Kevin dziękuję ci bardzo. -dziękując mu przytuliłam go. 



-Megan, to ja tobie dziękuję. Gdyby nie ty, to był bym pewnie omletem. -Kevin złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy , tak jakby chciał coś powiedzieć.

Niestety nic nie zdołał wydusić z siebie. Gdy uśmiechnęłam się do niego, to wyglądał na zawstydzonego, lub jakiegoś smutnego.
 
John z Kate poszli omawiać szkody w mieście, a Molly mnie opatrzyła. Nick za to szukał jakieś, broni czy czegoś podobnego by zniszczyć tego blaszaka, a Kevin tymczasem poszedł do pokoju by do kogoś zadzwonić. Tym ''kimś'' była Hydra. Rozmawiał z nią dość długo, w końcu zamiast zwykłej rozmowy wynikła mała sprzeczka. 
-Powiedz mi dlaczego wysłałaś tego swojego blaszaka prosto przed nasz samochód?!
-O co ci chodzi Kevin? Przecież tobie się nic nie stało. Taka miała być umowa. Tobie włos z głowy nie spadnie tylko wszystko musi być wiarygodne. Już nie długo i Agenci pogrążą się całkiem, zniknął z tej planety. 
-Nie chodzi o mnie!
-Więc o kogo?! Nie mów mi , że o tą Megan. Przecież nic się jej nie stało. Prawda?
-Przestań! O mało co nie zginęła! Uratowała mi życie. Jak możesz być taka bezduszna?! Całe miasto pogrążasz , już prawie sto osób nie żyje. 
-O co ci tak naprawdę chodzi Kevin?! 
-Chodzi o to , że...Megan i w ogóle agenci nie są tacy źli. Wręcz przeciwnie są dobrzy! A Megan, Megi jest taka...jest w niej coś takiego...Nie umiem tego określić. 
-Nie mów mi że się w niej zakochałeś! Trzymaj się planu bo...
-''Bo''? Bo co?! Co mi zrobisz?!
-Bo inaczej, twoja Megan pożałuje , że się urodziła. Będziesz cierpiał gorzej niż ona. Zobaczysz. Nie zadzieraj ze mną!
-Zamknij się w końcu! Wiesz co ci powiem? Jestem zauroczony Megan. Jeżeli spadnie jej włos z głowy to pożałujesz! Nie dzwoń do mnie więcej! To koniec naszej współpracy!
-Pożałujesz tego! Zobaczysz! Będziesz mnie jeszcze prosił o wybaczenie! 
Kevin wściekły się rozłączył. Ja zapukałam prawie w tym czasie do drzwi.
-Proszę. -rzekł Kevin. 
Weszłam z zabandażowaną ręką i siadłam koło Kevina. Widziałam, że coś go gnębi. Spytałam co, lecz on odparł , że źle się czuje. Ja powiedziałam mu, że nie będę mu przeszkadzała, skoro źle się czuje, ale on na to
-Megan, nie przeszkadzasz mi. Zostań! Proszę.
-No dobrze. 
W pewnej chwili Kevin cały z bladł, ja przestraszyłam się i spytałam go co się dzieje. On zamilknął. Ja przykucnęłam przy nim, i złapałam go za rękę, powtarzając imię ''Kevin''. W końcu otrząsnął się i rzekł
-Chyba zaczynam odzyskiwać pamięć!
-Że co?!
-Coś mi się przypomniało. Nagle zobaczyłem,  kogoś w białej sukni i jakiegoś małego chłopca. A potem widziałem most i jakiś wybuch!
-No właśnie...Kevin! Nie chciałam ci mówić wszystko na raz, ale ...mamy syna-Alexa. Musiałam go oddać pod dobrą opiekę, prawdopodobnie udzieliła mu się po mnie moc, więc przebywa teraz w Avandii.
Tak do rana zaczęłam Kevinowi wszystko opowiadać, całą historię, co się działo po kolei. Co raz bardziej byłam zadowolona ,bo powiększyły się szanse na to by Kevin odzyskał pamięć. 

sobota, 12 grudnia 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                               Część 7 
Po południu dostaliśmy wiadomość od Bena, że nasza organizacja została zawieszona do odwołania, czyli do momentu w którym nie pojawią się rzeczy niewyjaśnione. Dla mnie to nie zrobiło wrażenia bo miałam Kevina, ale dla reszty Agenci, to całe ich życie, zresztą moje też, ale było zaślepione miłością do Kevina. Wiedząc, że mamy na razie czas wolny, postanowiłam wziąć Kevina do lekarza, najlepszego specjalisty od stracenia pamięci w mieście. Za bardzo , nie chciał iść, ale jednak go zmusiłam.
-Sprawa jest poważna. Mogę dać jakieś leki wspomagające, ale sądzę , że nie wiele zdziałają. -powiedział doktor.
-To co mamy robić?-spytałam.
-Trzeba cofnąć się w czasie. To pomaga, daje jakieś przebłyski, ale nie do końca powraca wtedy pamięć, ale jeżeli pacjent będzie miał już jakieś przebłyski to możemy zacząć specjalne leczenie.-odpowiedział lekarz.
-''Cofnąć w czasie''? Czyli? Nie rozumiem za bardzo.-oznajmiłam.
-Polega to na tym, że to co się stało kiedyś, w przeszłości, coś takiego...wyjątkowego, trzeba powtórzyć  teraz. Załóżmy, że poznaliście się w...kinie. Byliście państwo sami , we dwójkę, i siedzieliście w pierwszym rzędzie na jakimś filmie, więc trzeba to powtórzyć. Idźcie na ten sam film siądźcie w pierwszym rzędzie i możecie się nawet podobnie ubrać. Rozumiecie?-wytłumaczył.
-Dziękuję, rozumiem.-przytaknęłam.
Potem wyszłam w raz z Kevinem ze szpitala i poszłam na miejsce gdzie poznaliśmy się pierwszy raz. Czyli na bazar z którego ukradłam owoc.

-Byłem dobrym człowiekiem?-spytał znienacka Kevin.
-Trudne pytanie, i trudna odpowiedź. Jeżeli darzyłeś kogoś jakimś uczuciem-pozytywnym to tak, ale bywało różnie.-odpowiedziałam.
Trochę pochodziliśmy po miejscach w których kiedyś bywaliśmy, lecz nic to nie dało, więc postanowiłam że będziemy ćwiczyć tak jak kiedyś. Znalazłam swoje i Kevina dawne ubrania, przebraliśmy się poszliśmy do samolotu-bazy by trochę poćwiczyć. Wszystko było takie samo, jedyne co było inne to był nasz wiek, i to, że umiałam już walczyć.





-Wyglądamy prawie tak samo, tylko wtedy nie lubiłam cię.-odparłam.
-Dlaczego? Byłem taki zły? -spytał Kevin.
-Nie ,tylko bawiłeś się moimi uczuciami, mówiłeś przykre słowa, ale...-nagle zamilkłam. 
-''Ale?''-spytał.
-Nic. Dobra no to walczmy. Sprawdzimy czy nie zapomniałeś jak to się robi.-oznajmiwszy to przeszliśmy do ćwiczeń.
Kevin stracił pamięć, ale nie stracił instynktu i kondycji.


 Mijały dni , tygodnie i miesiące...coraz więcej czasu spędzaliśmy razem. Kevin z dnia na dzień zmieniał się, bardziej zaprzyjaźnił się od nowa ze mną i resztą zespołu, jednak oni nadal traktowali go jako zdrajcę, tyle że nie miał już co donosić Hydrze, bo nasza organizacja jak na razie przestała istnieć.  

sobota, 5 grudnia 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                                 Część 6 
 -Czemu tak szybko? Przecież dałaś mi tydzień.-spytałam Hydry.
-Niestety nie ma czasu. Wyskoczyły mi pewne sprawy, które wpłynęły na moją decyzję.-odpowiedziała Hydra.
-Podjęłam decyzję.-oznajmiłam.-Chcę powiedzieć , że...
-Czekaj Meg! Nie możesz tego zrobić! Nie możesz, rozumiesz?!-przybiegł John.
-Tato to jest tylko i wyłącznie moja sprawa. Nie wtrącaj się. Bez mocy kiedyś żyłam więc i teraz przeżyje, ale bez Kevina...nie dam rady. On jest moim słońcem, moim księżycem , który przypomina mi, że po każdej burzy nadchodzi tęcza. To on jest moim szczęściem.-nie pozwoliłam dojść do słowa Johnowi, ale i tak musiał powiedzieć swoje. 
-Megi ,błagam cię. Kiedyś nie znałaś Kevina i też żyłaś bez niego.-próbował mnie przekonać, do tego , że źle postępuje. 
Hydra już była wściekła, kazała Kevinowi zatrzymać Johna, lecz ja zapobiegłam temu i nie zastanawiając się dałam odpowiedź, która chyba was nie zaskoczy, zgodziłam się oddać swoją moc w zamian za Kevina. Byłam przekonana w stu procentach, że dobrze postępuje, ale większość uważała inaczej. Ucieszona moją odpowiedzią- Hydra kazała mi wsiąść do samochodu wraz z nią i Kevinem. Nie miałam wyboru, klamka już zapadła. Wsiadłam razem z Kevinem i odjechałam do kryjówki naszego wroga w zawiązanych oczach. Molly biegła za samochodem krzycząc bym nie jechała z nimi, lecz nic już nie mogło mnie zatrzymać. Byłam już tak blisko odzyskania Kevina, że nie chciałam już rezygnować. Miałam do wyboru albo mieć moc i Kevina jako wroga, albo stracić na zawsze moc a zyskać Kevina, było to dla mnie oczywiste, ale wcale nie łatwe. Nie wiem, czy postąpilibyście tak samo jak ja, czy byście oddali moc w zamian za waszą miłość, pewnie tak, jeżelibyście kochali naprawdę tak nieziemsko. Tego się nawet nie da opisać. W końcu dotarliśmy na miejsce. Kevin z ściągną  mi opaskę z oczów i prowadził mnie do pracowni biochemicznej gdzie prowadzono tam między innymi eksperymenty dotyczące mocy i gdzie miałam stracić moc. Pewna chemiczka kazała mi się położyć na takim rozkładanym krześle takim jak u....stomatologa, potem założyła mi coś na twarz po czym zasnęłam. Kiedy się obudziłam czułam się jakoś dziwnie, tak jakbym zamknęła na sekundę oczy i zaraz bym je otworzyła, lecz to tak krótko nie trwało. Wstałam z krzesła i próbowałam podnieść kubek który znajdował się na blacie, niestety nie dałam rady. Czułam się taka bezradna. Taka zwyczajna, znów dawna Megan, która nic nie osiągnęła w życiu. Trochę żałowałam tego, ale Kevin był ważniejszy od wszystkiego. Hydra weszła zadowolona wraz z Kevinem i powiedziała tylko tyle: ''Kevin jest twój'', po czym wyszła. 

-Kevin masz swoje rzeczy? Muszę ci tyle miejsc pokazać w których bywaliśmy! Nie martw się, kiedyś odzyskasz pamięć i wszystko wróci do normy. -mówiąc to zbierałam się do wyjścia.
Szłam przez korytarz w którym po bokach były umieszczone cele. W jednej z nich znajdowała się moja matka-Margaret. 
-Megi! Zrobiłaś to prawda? Oddałaś tej wiedźmie moc! Kochana, coś ty zrobiła?! Jej plan zrujnuje ci od nowa życie, chyba że Kevin naprawdę coś poczuje do ciebie, albo zakocha się od nowa w tobie, albo odzyska pamięć, albo już na zawsze pozostanie szpiegiem Marii Hand!-podbiegając do krat krzyczała Margaret. 
Nie chciałam tego słuchać, ale niestety wszystkie zdania doszły do mnie. Moja przyszłość, i przyszłość Kevina była jedną wielką niewiadomą. Byłam tak zapatrzona, oczarowana Kevinem, że nie zwracałam uwagi na Hydrę, na to co sądzą agenci, ani Margaret a zwłaszcza co sądzi Kevin. Chciałam odbudować wszystko na siłę, bez wsparcia najbliższych, bez ich zdania i bez ich uczuć. W tamtym momencie liczyłam się tylko ''ja''. Ja i nic więcej i moje szczęście. Tak strasznie chciałam zaznać szczęścia, że już przestało mi zależeć, na pomaganiu innym, i walczeniu ze złem. Nasza drużyna agentów już się rozpadała, nie braliśmy udziału w żadnych misjach, w żadnych zebraniach, wyprawach...nic...tylko jak na razie ''wieczne wakacje''. Pełno czasu wolnego. John wyczekiwał mnie z niecierpliwością, Kiedy ujrzał mnie stojącą w wejściu w raz z Kevinem, wiedział , że oddałam moc. Nic nie odzywając się wziął szklankę z koniakiem i poszedł do swojego biura. Jim i Stella wzięli swoje bagaże i postanowili skończyć z agentami , oddali odznaki i postanowili założyć rodzinę i wyjechać gdzieś na wieś. Pożegnali się z nami i pojechali prosto taksówką na lotnisko. Nick spojrzał na mnie i rzekł:
-Witaj z powrotem ...Kevin.
Potem odszedł do pracowni biochemicznej, a Molly poszła zaraz za nim.  Kate podeszła do nas i z niezadowoleniem złapała mnie za rękę i powiedziała :''Trzymaj się mała'', a potem poszła dalej. W tamtym momencie nie rozumiałam ich przygnębienia, złości czy smutku, uważałam, że to nie z powodu Kevina tak się zachowywali, ale bardzo się myliłam.

jak widać nie piszę już tak często, ale postaram się zorganizować inaczej czas by móc częściej pisać kolejne części tego opowiadania, jak na razie trochę nudaaa, ale mam nadzieje, że z kolejnymi częściami trochę będzie ciekawiej. I tak na przeprosiny dodam jeszcze taki krótki trochę zabawny filmik: