kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

sobota, 10 września 2016

''Dynastia Shin Jin''

Rozdział
4


Koło południa do pałacu Shin zajechał powóz z córką regenta El Sumura
z niejaką Kim Young Tokeum. Wychodząc z powozu obejrzała się w lewo a potem w prawo. I czekając na służbę zaczęła chrząkać.
-No rusz się głupcze. Wasza wysokość czeka! Podaj jej dłoń.-odparł El Sumur Tokeum.
Stajenny podał dłoń ''księżniczce'' a potem oprowadził ją po pałacu. Chodząc od komnaty do komnaty oglądała szkatułki i różne ozdoby w niej zawarte. Następnie weszła do mojej komnaty gdzie naprzeciwko wejściowych drzwi było duże łoże z dużą ilością koców, poduszek z robionych z najdroższych materiałów. Z czterech rogów łóżka wystawały na około dwa metry długie drążki na których ich wierzchu były założone jedwabne zasłony które pozwalały na zasłonięcie wszystkich stron łóżka podczas snu. Po prawej stronie pokoju było okno koło którego był okrągły stolik zdobiony wzorami i krzesło dopasowane do stolika,a koło niego stos książek i miejsce na miecz. Po lewej stronie była szafka w której były szkatułki ze złotem i różnego rodzaju naszyjnikami, kolczykami i spinkami do włosów zrobionych z czystego złota lub diamentów. Koło drzwi widniała olbrzymia szafa w której było pełno jedwabnych sukni różnego koloru na różne okazje. Drzwi były duże i szerokie otwierane na zewnątrz a nad drzwiami wisiał złotobrązowy materiał. Cały pokój był w barwach jesiennych. Jednak przeważał brąz ze złotym.
-Ale brzydki pokój! Trzeba tu więcej światła i więcej różu! Ta dziewczyna w ogóle nie miała gustu.-odparła Kim.
-Córko, nie przejmuj się tym. Bo długo tu nie zamieszkasz za rok w twoje dwudzieste urodziny pojedziesz do pałacu Jin i poślubisz księcia Bayana. Będziesz miała wszystko czego zapragniesz, ale ten rok musisz poświęcić na nauce. I dobrych manierach.-tłumaczył Sumur.
-A jeżeli wyjdzie na jaw , że nie jestem tą księżniczką? Przecież ja nie chcę zmieniać imienia na Seungnyang! Jest straszne! Tatku ja się boję.-mówiła rozpaczliwym głosem dziewczyna.
-Nie martw się. Nikt wcześniej nie widział księżniczki i nikt nie wie jak się nazywa. A wszyscy co ją widzieli , to zginęli. Pamiętaj my się nie znamy. Gdy zasiądziesz na tronie w państwie Jin wtedy pozbędziemy się tego kuzyna -Lee Yom Changa i będziemy rządzić wspólnie dwoma państwami.-opowiadał o swoim planie staruszek.
-Ojcze to do czego jest nam potrzebny ten Lee Yom...?-spytała córka.
-Bo on w razie wątpliwości będzie mógł poświadczyć , że jesteś jego kuzynką. Został przekupiony więc nie puści pary z ust. Wystarczy mu wygoda do szczęścia , gdy już nie będzie nam potrzebny pozbędziemy się go.-opowiadał.
Dziewczyna z wielkim skupieniem słuchała starego ojca potem wybuchnęła śmiechem i przytuliła El Sumura. Ja tymczasem dojechałam do wioski Hwasu, gdzie jak na razie mogłam być bezpieczna. Mając przy sobie trochę złota zapłaciłam handlarce za to by mnie przenocowała w swojej stajni. Kobieta zgodziła się i pokazała mi miejsce w którym mogłam ''mieszkać'' tak długo jak tylko mogłam. Kobieta była wspaniałą osobą, byłam jej bardzo wdzięczna , za okazaną mi pomoc. Postanowiłam , że będę jej pomagała w handlu. Załatwiałam żywność , kradłam pieniądze bogaczom i pomagałam w odbudowie domu staruszki. Czas leciał...
Ja bardzo zżyłam się z kobietą i traktowałam ją jak matkę, a ona mnie jak córkę. W końcu minęło pół roku. Kobieta była już słabsza, aż w końcu zachorowała. Musiałam się nią opiekować. Jednak gdy staruszka już przestała chodzić, nastała bieda. Przez tydzień nie mieliśmy nic jeść.
-Nyang, moja droga...mam do ciebie prośbę, pójdziesz za wieś i nazbierasz mi bukiet kwiatów? Tak lubię zapach odchodzącego lata. Zapach przypomina mi wiosnę i gorące słońce, a przede wszystkim moją młodość...-prosiła słabym głosem staruszka.
-Mona Song zrobię dla ciebie wszystko...-złapałam staruszkę za rękę i mocno ściskając otarłam ją sobie spływające po policzkach łzy.
Potem wstałam i poszłam na łąkę, jednak była jesień, kwiatów już nie było tylko kolorowe liście. Domyślałam się , że tak właśnie staruszka chciała się ze mną pożegnać. Czułam, że jak wrócę do domu to jej dusza odejdzie na zawsze. Jednak chciałam jej dać czas, więc wróciłam do domu dopiero przed zachodem słońca. Weszłam do domu a tam na ziemi leżała Mona. Już nie żyła. Klęknęłam nad nią i rozpłakałam się. Chwilę później mocno się do niej przytuliłam i wyszeptałam:
-Kiedyś się znowu zobaczymy, a teraz żegnaj...
Za domem było duże podwórze tam zakopałam ją. Następnie weszłam do rozwalającej się szopy i wzięłam z stamtąd swojego konia i ruszyłam na targ. Jedzenia nie było a ja musiałam z czegoś żyć, więc postanowiłam sprzedać swojego konia. Szukałam długo kupca, aż w końcu go znalazłam. Nie dał pieniędzy, ale za to dał jedzenie, które mogło wystarczyć na jakiś miesiąc jeżeli bym odpowiednio nim gospodarzyła. Kolejne cztery dni spędzałam nie wychodząc z domu. Padał deszcz, dziurawy dach przeciekał, jedno pomieszczenie zostało zalane. Drewniany dom zaczął po prostu gnić. Powoli kruszył się, nie można było już tam się schronić. Musiałam wyruszyć dalej. Jednak przed podróżą poszłam jeszcze pożegnać się z Moną. Klękając w deszczu pomodliłam się, potem cała mokra wstałam i maszerowałam przez wioskę Hwasu. 


Szukałam jakiegokolwiek schronienia, jednak nigdzie nie mogłam go znaleźć. Byłam już cała przemarznięta do szpiku kości, cała się trzęsłam i gorączkowałam. Nagle znalazłam jakąś pustą szopę tam postanowiłam przenocować. Podczas gdy ja walczyłam o każdy dzień to Kim Young Tokeum spała w luksusach i jedyną rzeczą o którą mogła się martwić był wygląd. Chciała wyglądać jak najlepiej. Opornie podchodziła do nauki i nowych zagadnień, jednak ojciec miał już niespełna pół roku do spotkania z księciem Bayanem. Następnego dnia był upalny poranek. Obudziły mnie głosy bezdomnych proszących o kawałek chleba. Wstałam i szłam dalej. Chodziłam od gospodarki do gospodarki jednak nikt nie chciał udzielić mi pomocy, zamykano mi przed nosem drzwi. Po kliku godzinach chodzenia siadłam na schodach pewnego domu i postanowiłam odpocząć. W pewnej chwili zauważyłam pewnego mężczyznę jadącego na koniu. Był ubrany w bogate szaty i miał ze sobą kilku strażników. Postanowiłam stanąć przed nim i poprosić go o pomoc. Szybko zerwałam się na równe nogi i stanęłam naprzeciwko galopującego konia.
-Stać!-krzyknęłam.
-Co jest?-spytał mężczyzna.-Kim jesteś młody chłopcze i jakim prawem zagradzasz mi drogę?!
Jeździec wziął mnie za młodego chłopaka, chwilę zamilknęłam i po krótkim zastanowieniu uznałam , że nie jest to taki zły pomysł. Uklęknęłam przed zamożnym mężczyzną i od tamtej chwili zaczęłam odgrywać chłopaka. Zmieniłam ton i sposób mówienia.
-Jestem Seungnyang. Potrzebuje kilka monet by kupić jedzenie.-odpowiedziałam.
-Nie dam ci złota, ale...-zaczął się zastanawiać mężczyzna.-Właściwie to jestem Wang Yu miło cię poznać Seungnyang.
-Ale co chcesz Panie powiedzieć?-spytałam.
-Potrzebuje stajennego. Możesz zamieszkać obok mojego domu. Będziesz zajmować się końmi, zamiast zapłaty oferuję ci dom i jedzenie. To chyba lepszy pomysł niż trochę monet które wydasz w mgnieniu oka, prawda?-zaproponował Wang Yu.
-Dziękuję Panie! Jestem bardzo zadowolo...zadowolony!-zaczęłam się uśmiechać i zgodziłam się na propozycję młodego mężczyzny. 

  
 
-Jae Sung Mo daj mu konia, dalej pójdziesz pieszo.-rozkazał Wang strażnikowi.
Klęcząc delikatnie spoglądałam na przystojnego bogacza. Potem wstałam, siadłam na konia i ruszyłam za nimi.
Po jakimś czasie dotarliśmy do prowincji -Shusung należącej do państwa Jin. Musieliśmy przejść przez rzekę Sung-Jin i nie daleko od wody był obóz wojska cesarza Tal Tala Jina , który pilnował wschodniej granicy z państwem Shin. Jakieś osiem kilometrów od obozu była posiadłość Wanga Yu-dowódcy wojska Jin. Cała posiadłość liczyła około dziesięciu hektarów. Sam dom i plac ćwiczeń przed domem dowódcy zajmował około pięciu hektarów, a resztę były to pola uprawne, na których była uprawiana kukurydza, zboże, ziemniaki i jakieś inne warzywa. Wang Yu miał wielu pracowników, jedni to kucharze, drudzy rolnicy, inni służący a jeszcze inni jak ja to stajenni. Cała posiadłość przypominała wielki kwadrat z prostokątem. Do kwadratu należał dom który był pomysłowo skonstruowany. Środek kwadratu był pusty, bo znajdował się na nim dziedziniec dla nowo przyjętych chłopaków , którzy mogli doskonalić swoje umiejętności. Natomiast dookoła dziedzińca był dom dwupiętrowy który stanowił obręcz środka kwadratu. Z każdego boku wywodziła się brama. Od środka z każdej strony były balkony które sprawowały funkcję tarasu, korytarza i przejścia między każdym bokiem. Od strony wschodniej były pola a od południa droga w stronę lasu który prowadził do obozu wojska a od strony zachodniej była stajnia z trzydziestoma końmi a północna część to była polna droga którą można było dojechać do reszty wsi i oczywiście do serca państwa Jin , do ich pałacu i księcia Bayana.
-Tu będzie twoje legowisko. Tam masz stajnie. Jak nakarmisz i wyczyścisz mojego konia możesz odpocząć. Zaczynasz jutro o wschodzie słońca.-odparł Wang Yu.


''Dynastia Shin Jin''

Rozdział
3


Cztery lata później...
-Gdzie jest Seungnyang?-pytała ojciec przechodniej służby.
-Panie widziałem ją jak walczyła w ogrodzie ze swoim nauczycielem. W stroju męskim! -odpowiedział jeden z mężczyzn.
-Co ona wyprawia?! Nie mam już siły do niej.-wzdychał cesarz Tahwan Shin.
Zdenerwowany cesarz poszedł do ogrodu. Widząc mnie walczącą prawdziwym mieczem krzyknął na mnie a potem podszedł i wyrwał mi broń. Oburzyłam się i zaczęłam na niego krzyczeć:
-Co ty wyprawiasz?! Oddaj mi miecz!
-Jak ty się do mnie odzywasz?! Czy źle wychowaliśmy cie z matką?! Zachowujesz się jak mężczyzna! Jesteś dziedziczką do mojego tronu! Masz dobrze rządzić i być damą! -krzycząc uderzył mnie w twarz.-Jak będzie cię kochał twój przyszły wybranek?! W małżeństwie mężczyzna może być tylko jeden! Ty masz być kobietą!
-Ależ ojcze! Nie mogę tylko ładnie wyglądać przy swoim mężu i być jedynie ozdobą państwa. Muszę coś wprowadzić by być zapamiętaną i lubianą, bo inaczej co ze mnie za cesarzowa jeżeli będę dbała tylko i wyłącznie o swoje potrzeby?! Lud nas potrzebuję-broniłam swoich racji.
-O buddo za co mnie tak karzesz?! Na kogo się podałaś?-westchnął cesarz.
-Na ciebie ojcze.-odpowiedziałam uśmiechając się.
Ojciec spojrzał na mnie a potem chwycił mnie za rękę i zaprowadził do pałacu. Tam kazał służbie przebrać mnie w piękne szaty. Bo tego dnia miałam swoje dziewiętnaste urodziny i tego dnia miałam poznać swojego wybranka z dynastii Jin. Na rok przed ślubem nasi rodzice uzgodnili byśmy ten jeden dzień, dzień naszych urodzin spędzili razem. Nie byłam tym pomysłem zadowolona.
Podczas gdy służba mnie przygotowywała na wielkie spotkanie, młody książę Bayan leżał jeszcze w łożu i sam do siebie się uśmiechając przewracał się ze strony na stronę. Matka młodego księcia kukała razem ze swym mężem-Tal Talem Jinem przez drzwi na Bayana. I rozmyślali nad jego przyszłością:
-Mój ukochany nasz syn już od dłuższego czasu dziwnie się zachowuje. Jest zamyślony, mówi przez sen...Może któraś ze służek mu się spodobała?
-Nie, moja droga. To trwa już cztery lata! Od czterech lat mówi o jakieś niezwykłej dziewczynie, która skradła jego serce.
-A wiesz kto to mógł być? Może byśmy ją odnaleźli. To by był dla niego dobry prezent na dzisiejsze urodziny!
-Może i tak, ale nie ma czasu. Dziś jedziemy do pałacu Shin by spotkać przyszłą żonę naszego syna.
Cesarz Tal Tal wezwał służbę, by przygotowała ich syna do wyprawy do państwa Shin. Jednak młody następca nie był chętny do wyjazdu. Wolał leżeć i jeść. Był leniem. Po krótszym czasie rodzina cesarska Jin była gotowa do wyprawy.
Ja wyczekiwałam na gości w cesarskim ogrodzie. Chodziłam alejkami w pięknej czerwonej sukni z białymi nadrukami. Delikatny wiaterek rozwiewał moje długie brązowe włosy. Szum drzew z kwiatami wiśni doprowadził mnie nad staw, gdzie było pełno lilii wodnych unoszących się delikatnie na powierzchni wody Podeszłam bliżej i chciałam zerwać jedną lilie wodną , ale widocznie pochyliłam się za bardzo, bo wpadłam do wody. Byłam cała mokra, mój strój był brudny i zniszczony. Wyszłam z wody i otarłam twarz. Potem szybko biegnąc do pałacu zahaczyłam suknią o jakiś krzak, próbując ją nerwowo oderwać, potargałam ją. Dobiegłam do sali konferencyjnej a tam na tronie siedział mój ojciec z matką. Cesarzowa wstała zdziwiona nerwowo i spytała się czy coś się stało. Odpowiedziałam jej szybko a ona była przerażona:
-Co my teraz zrobimy? Przecież cesarz Jin będzie tu lada moment ze swoją rodziną! O... Przecież wezmą nas za kłamców, jeszcze wybuchnie znowu wojna! Szybko biegnij może zdążysz się przebrać.-dramatyzowała cesarzowa .
-Wstydzę się ciebie córko. -odparł ojciec.
Nastała cisza, nie wiedziałam co mam robić, stałam nieruchomo i patrzyłam się na rozczarowanych mną rodziców. Nagle jeden ze służących za drzwiami zawołał:
-Przybył cesarz Tal Tal Jin z małżonką i synem!
Ja z panikowałam , cała z bladłam. Nagle zaczęły się powoli otwierać drzwi spojrzałam na nie i zobaczyłam kawałek twarzy Cesarza Jin potem chwyciłam suknie do rąk i wybiegłam ze sali bocznym wejściem. Mój ojciec w stał i krzykną: ''Córko!'' Pobiegłam do swojej komnaty tam szybko ściągnęłam suknie i przebrałam się za chłopaka, związałam włosy i wyszłam tajnym przejściem do stajni. Tymczasem Rodzina Jin weszła do sali i ujrzała moich rodziców. Najpierw weszła cesarska para a za nimi ich syn-Bayan Jin. Gdy weszli już do środka spytali o mnie:
-A gdzie Waszej Wysokości córka?
-Nasza córka...córka....nasza...nasza córka prosi byście jej wybaczyli bo zachorowała a nie chce Was zarazić ani nie chce by widzieliście ją w tej stanie, ale możecie zostać na wielkiej kolacji. To nie zmienia planów, a książę może obejrzeć naszą posiadłość. Oczywiście jeżeli chcę.-odpowiedział ojciec.
-Mam nadzieje że to nic poważnego. I że niczego nie kombinujesz Tahwan, wystarczy jeden błąd a nasza ugoda zostanie unieważniona. Rozumiesz?-ostrzegł Tal Tal Jin.
-Rozumiem, a teraz rozgośćcie się. Proszę.-odpowiedział Cesarz Shin.
Ja wzięłam konia i popędziłam do miejsca od którego jeździłam od czterech lat-Ilsu, tam gdzie po raz pierwszy ujrzałam tego chłopaka-Batosu a właściwie Bayana, jednak o tym wtedy jeszcze nie wiedziałam, tak jak on nie wiedział że jestem księżniczką z dynastii Shin. Tahwan zawołał służkę i poprosił ją by poszła do mnie zobaczyć:
-Idź do Seungnyang i powiedz jej , że jak będzie gotowa to ma tu przyjść.-wyszeptał cesarz.
Nagle Bayan krzyknął:
-Seungnyang!
-Czy coś się stało?-spytała moja matka.-Wiedziałeś księciu jak nasza córka się nazywa?
Bayan zamilkł, bo nie wiedział co ma odpowiedzieć, bo nasze imiona miały być ujawnione dopiero w dzień ślub. Jednak wiedział, że już gdzieś słyszał podobne imię, ale że miał krótką pamięć to nie pamiętał , że przedstawiłam się wtedy jako Nyang a nie Seungnyang, więc odpowiedział:
-Nie, nie wiedziałem, ale ...Wasza córka ma ładne imię, pewnie jest też piękna jak to imię...ładne...tak...imię.-zaczął się jąkać książę.
Gdy służąca zauważyła że mnie nie ma od razu wyszeptała to moim rodzicom. Ojciec był oburzony, ale nie mógł tego po sobie pokazać. Dotarłam już na brzeg Ilsu. Jeździłam do tego miejsca co roku zawsze w ten sam dzień, czyli moje urodziny. Słuchałam szumu fal i śpiewu ptaków. Gdy odkryłam to miejsce to od razu stało się dla mnie ważne. Ilsu pozwalało mi się odprężyć, pomyśleć i co najważniejsze zyskać siły. Po kilku godzinach cesarz Tal Tal Jin wraz z rodziną odjechali do swojego pałacu. Ja postanowiłam jeszcze trochę zostać. W końcu zbliżał się wieczór, wsiadłam na konia i ruszyłam do pałacu Shin.
W tym samym czasie pod bramą wejściową ktoś zabił dwóch strażników, a potem wszedł na Plac Cesarski Shin. Chwilę później do pałacu dostała się cała gromada uzbrojonych ludzi. Zaczęli atakować pałac i zabijać cesarskie wojsko. Gdy już zabili wszystkich co im przeszkadzali, weszli do środka pałacu i uwięzili cesarza i cesarzową. Nagle w drzwiach komnaty cesarskiej pojawił się stary, siwowłosy nie za wysoki mężczyzna. Miał długie rozpuszczone włosy wraz z długą siwą brodą. Okazało się , że był to regent cesarza Tahwana Shina!
-Ty zdrajco!-krzyczał ojciec.-Sumur! Dlaczego to robisz?!
-Masz tylko podbić pieczątkę na tym dokumencie.-pokazał palcem El Sumur.
-Dlaczego mam tobie wierzyć?-spytał cesarz.
-Bo jeżeli tego nie zrobisz to twoja urocza córka zginie!-krzyczał śmiejąc się mężczyzna.
-Zgadzam się, ale pamiętaj jeżeli mojej Seungnyang coś się stanie...pożałujesz tego, że się urodziłeś!-krzyczał ojciec ze łzami w oczach.
El Sumur podał mu dokument a ojciec wziął pieczęć i przypieczętował papierek. Potem starzec wziął tą kartkę zawinął i dał swojemu słudze a potem rozkazał zabić cesarza i cesarzową Shin. Ja zaprowadziłam konia do stajni a potem szłam w stronę pałacu przez cesarski ogród. Wszystko było zniszczone. Dookoła zamiast pięknych, pachnących kwiatów była krew i trupy. Zaczęłam płakać, nagle usłyszałam jakieś odgłosy. Zobaczyłam umierającego strażnika. Podbiegłam do niego i nachyliłam się nad nim. On chwycił mnie za rękę i powiedział tylko tyle:
-Regent, El Sumur.
I mężczyzna zmarł. Zaczęłam panikować, wzięłam miecz , który leżał obok strażnika i pobiegłam do pałacu. Zaczęłam się zakradać. Gdy dobiegłam do pałacu już nikogo nie było. Zaczęłam szukać rodziców. Przeszukałam cały pałac, ale ich nie było. Wyszłam na dziedziniec a tam ujrzałam ich martwych, wiszących na sznurze. Podeszłam powoli, każdy krok powodował że łza, za łzą spływała mi po policzkach. Ciągnąc miecz po podłożu doszłam do nich, przecięłam liny a potem ułożyłam ich na ziemi. Zaczęłam płakać tak strasznie jak nigdy wcześniej. Usłyszałam nagle jakieś kroki, schowałam się i zobaczyłam naszego regenta który rozmawiał z dowódcą naszego wojska, który także okazał się zdrajcą.
-Wszystko poszło po naszej myśli. A co z tą dziewczyną, Seungnyang? Żyje?-odparł dowódca wojska.
-Nie żyje znalazłem jej zwłoki. Czyli wszystko załatwione , a teraz wiesz co masz robić. Pozbądź się wszystkich ciał, znajdź nowe służące niech ten brud posprzątają, a ty znajdź kuzyna tej małej. Teraz do niego należy tron.-mówił regent.-Jutro przywiozę tu córkę. Macie ją traktować tak jakby była prawdziwą cesarzową. Jeżeli ktoś żyje to przekupcie go, jeżeli nie da się z nim dogadać to wiecie co robić.
Byłam przerażona tą całą zdradą. Myśleli , że nie żyję, a tak naprawdę zamiast mnie zabili moją służącą, która była łudząco podobna do mnie.
Gdy regent z dowódcą wojska odeszli podeszłam do rodziców i ściągnęłam im obrączki, które na wdziałam na sznurek i założyłam na szyję. Potem wykopałam dół w cesarskim ogrodzie i tam pochowałam rodziców. Od tamtej chwili zaprzysięgłam zemstę na El Sumurze i każdemu kto brał w tym udział. Było tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Miałam różne myśli, ale nie wiedziałam do czego Sumurowi był potrzebny mój kuzyn. Dlaczego chciał osadzić go na tronie.
Niestety nie miałam wiele czasu. Wróciłam jeszcze do pałacu i zabrałam jedzenie, broń i kilka ważnych rzeczy, które mogły mi się przydać w niedalekiej przyszłości. Później wyszłam tajemnym przejściem i wzięłam swojego konia i uciekałam jak najdalej od tego miejsca. Musiałam w końcu gdzieś przeczekać spokojnie tą ''nawałnice'' do czasu aż zbiorę siły, podszkolę się znajdę odpowiednich ludzi i ruszę do ataku.





''Dynastia Shin Jin''

Rozdział
2


W cesarstwie Shin:
Gdy wszyscy już zasnęli postanowiłam się wymknąć z pałacu. Przebrałam się w strój chłopięcy i po cichutku zeszłam tajnym przejściem aż do stajni. Osiodłałam swojego konia i wyprowadziłam go poza mury pałacu. Miałam wielkie szczęście bo straż przy bramie wzięła mnie za chłopaka i pozwoliła mi w spokoju odejść. Potem było już z górki wsiadłam na konia i jeździłam przez całą noc po wioskach i oglądałam tutejsze życie wieśniaków. Było to dla mnie niesamowite. Pierwszy raz widziałam takie życie. Po dłuższym czasie dojechałam do wioski Hwasu. Tam zobaczyłam przerażające widoki. Bezdomni, chorzy, kaleki, niewidomi, głodujący...
Było już bardzo ciemno a ja nie wiedziałam skąd przyjechałam. Różne uliczki, zaułki wyglądały tak samo. Oznaczało to tylko jedno, że się zgubiłam. Nie wiedziałam którędy mam wrócić do pałacu. Byłam przerażona. W pewnej chwili usłyszałam grupkę pijanych mężczyzn. Głosy zbliżały się coraz bliżej i bliżej. Nagle zauważyli mnie na koniu i otoczyli dookoła. Zaczęli krzyczeć różne rzeczy:
-Wyskakuj z pieniędzy! Życie albo śmierć!
W tamtej chwili naprawdę się zaczęłam bać, nie wiedziałam co mam robić. Nagle mężczyźni wyciągnęli miecze i zaczęli nimi machać we wszystkie strony. Przestraszony koń zaczął wierzgać. Kopną dwóch mężczyzn i ruszył w drogę, ze mną na grzbiecie. Dobiegł aż do jakiegoś lasu. Dopiero tam zdołałam go uspokoić.
Zsiadłam z konia i przywiązałam go do drzewa, a sama znalazłam bezpieczne miejsce i postanowiłam się przespać. Nazajutrz , gdy się już obudziłam, postanowiłam odszukać drogę powrotną do domu. W tym samym czasie o wschodzie słońca do komnaty księcia Bayana Jina zawitał jego nauczyciel, który postanowił zrobić mu tak zwaną lekcje w terenie. Młodemu księciu strasznie nie chciało się wstać, ale po długim ociąganiu się wsiedli na konie i ruszyli nad morze. To miejsce nazywało się Ilsu, co oznaczało słońce i wodę. Był to bardzo malowniczy krajobraz. Długi brzeg, podmywany przez błękitno-turkusowe fale morza, gorący jak słońce złocisty piasek a dalej bardzo gęsty las.
-Co będziemy dziś robić? -spytał książę.
-Nauczysz się polować. -odpowiedział nauczyciel.
-Jak to? Przecież wiesz , że nie potrafię strzelać z łuku i nie znoszę widoku krwi.-mówił przerażony Bayan.
-Książę przykro mi, ale niestety to zadanie zlecił mi twój ojciec-Tal Tal Jin. Chce byś w końcu zmężniał i potrafił się bronić. Kiedyś nadejdzie ten dzień , że będziesz musiał rządzić całym krajem i będziesz musiał podejmować trudne decyzje i wyruszać na bitwy, a tam albo wygrasz albo zginiesz. -tłumaczył mężczyzna.
To co słyszał Bayan całkowicie sprawiło że na chwilę zastanowił się nad swoim życiem i przeznaczeniem. Po chwili milczenia rzekł:
-Ale jakie bitwy? Przecież mam poślubić księżniczkę z dynastii Shin , dzięki temu mamy zapobiec wszystkim bitwą.
-To prawda, ale są też inne kraje które możesz podbić albo one podbiją ciebie. Nikt nie wie młody księciu co będzie jutro, za rok , za pięć lat czy za dziesięć.
-Ważne bym miał wygodne życie a reszta się jakoś ułoży.
Roześmiał się Kang Mo Yeon-nauczyciel i odpowiedział:
-Wasza wysokość, nie możesz być taki próżny. Coś więcej się liczy niż bogactwo. Kiedyś to zrozumiesz.
-A co może być ważniejsze niż wygoda i ja sam i oczywiście mój wspaniały wygląd?
-Haha... jesteś jeszcze bardzo młody, chłopcze. Jestem pewien że kiedyś to zrozumiesz. Może będzie tak, że dla ciebie za pięć lat będzie ważniejsza twoja wybranka. Będziesz ją tak kochał że oddałbyś wszystko co masz by tylko ją widzieć.
-Na pewno nie. Masz duże poczucie humoru wiesz? Przecież będę miał swoje nałożnice to nie będę się przywiązywał do jednej.
Młodego księcia żadne argumenty nie przekonywały do tego ,że jest coś więcej niż on sam. Ja tymczasem usłyszałam szum strumyka, kierowałam się za tym dźwiękiem, aż w końcu dotarłam. Byłam taka spragniona że weszłam cała do rzeki i piłam garściami. Byłam tak spocona że postanowiłam się wykąpać w płynącej rzece.
-Patrz!-pokazał książę palcem.-Tam jest zwierze!
-Cicho książę, bo spłoszymy je. Bayanie patrz i ucz się.-Kang Mo zszedł z konia i ze strzałą po cichu się skradał ku zwierzęciu. Książę Bayan tymczasem przyglądał się jak jego nauczyciel poluje. Był bardzo skupiony jednak jego skupienie przerwał śpiewający , kobiecy głos. Mój głos! Kąpiąc się śpiewałam piosenkę , którą śpiewała mi matka-cesarzowa Seo Shin.
-...''stanę się podmuchem wiatru który zawsze będzie blisko ciebie, który będzie cię kołysał do snu i nucił  tę melodię , będę u twego boku, swoim podmuchem sprawię, że będę zawsze blisko ciebie ...''-śpiewałam.
Bayan wziął konia i ruszył ku mojemu głosowi. W końcu był tylko o krok ode mnie. Z schodząc z konia nadepną na gałąź. Usłyszawszy to szybko wyszłam z wody i ubrałam się. Potem wzięłam ukradziony miecz i pomaszerowałam do miejsca w którym usłyszałam ten dźwięk. Nagle za krzakami zobaczyłam chłopca w rozpuszczonych włosach trzymającego konia i ewidentnie przestraszonego moim widokiem.
-Kim jesteś? I czemu mnie podglądałeś?-machając przed jego nosem mieczem spytałam.
-Jestem...Ba...Batosu ...Batosu Keumsu. Tak! Właśnie tak! A ty?-uśmiechając się przerażająco odpowiedział chłopak.
-Jestem...Nyang. Jeszcze nie poznałam nikogo kto by miał tak na imię-Batosu Keumsu. Skąd jesteś? I co tu robisz? -wydawało mi się , że kłamie, więc zadawałam mu dalsze pytania.
-Jestem z...Hwasu!-odpowiedział energicznie chłopak.
-Nie wyglądasz mi na takiego , co by pochodził z Hwasu. Bo jesteś zbyt dobrze ubrany, czysty i masz konia! -byłam zbyt sprytna by się dać nabrać.
Miałam wtedy tylko jedno na myśli, albo to jakiś służący w pałacu, albo oszust i złodziej. Nie miałam ochoty z nim dalej rozmawiać , więc osiodłałam konia i wyruszyłam w dalszą drogę. Jednak niejaki Batosu wyruszył za mną, oddalając się przy tym od swojego nauczyciela.
-Zwiała mi gadzina!-krzyknął wychowawca , myśląc że Bayan jest koło niego.
Gdy otrząsną się i zauważył ze księcia nie ma, przerażony wziął konia i popędził do pałacu Jin by powiadomić cesarza i straże.
-Ty głupcze! Jak mogłeś go spuścić z oczu?!-zdenerwował się Tal Tal Jin.-Ściąć mu głowę! W tej chwili! Nie chcę tej kreatury więcej widzieć!
-Ależ Wasza wysokość! Panie, Panie! Błagam!-klękał błagając o darowanie życia.
Jednak nic to nie pomogło bo mężczyzna został stracony. Cesarz Tal Tal wysłał wojsko na poszukiwanie swojego syna podczas gdy on towarzyszył mi w drodze do pałacu Shin.
Byłam trochę podenerwowana , więc próbowałam przegonić natręta.
-A więc wyścigi? Tak?-spytał książę.
Chwilę się zastanowiłam i uważałam , że to całkiem dobry pomysł, bo jeżeli bym wygrała mogłabym życzyć sobie wszystkiego co mi się podoba. A w tym przypadku chciałam by się ode mnie odczepił. Ruszyłam najszybciej jak się dało. Pędziłam na koniu tak szybko jak mogłam, a młody chłopak zostając w tyle ciągle coś tam wołał. Biegliśmy przez długi brzeg. Fale morza uderzały o kopyta zwierząt, a odbijające się od nich krople wody pryskały na nas. 






 -Możesz się uciszyć?-spytałam.-Ciągle mówisz. A to mi przeszkadza w wyścigu.
-Przepraszam. Mówiłem ci , że nie jesteś w moim typie?-powiedział.
-Wiem. A ty nie jesteś w moim. Jesteś zbyt dziecinny i tchórzliwy.-odparłam przewracając oczami.
-Tchórzliwy i dziecinny? Nie jestem tchórzem! Chcesz coś zobaczyć?-oburzył się Bayan.
-Co takiego?-spytałam.
Bayan przyśpieszył...Gdy już dorównał do mnie powoli zaczął wstawać na koniu aż w końcu skoczył na mojego.  
 
Potem mocno złapał mnie od tyłu , a ja próbując się wyrwać , ześlizgnęłam się ze siodła i razem z chłopakiem wpadliśmy do morza.


Potem wstałam i cała mokra ruszyłam na suchy ląd, jednak chłopak chwycił mnie za rękę i powiedział:
-Zaczekaj!
-Puść mnie!-krzyknęłam.
Jednak młodzieniec nie puścił, musiałam więc użyć swojej siły. Chwyciłam go za obie ręce i wykręciłam mu je , jednak on zwrócił mnie do siebie. Przez dosłownie kilka setnych sekundy spojrzeliśmy sobie w oczy.


Potem jednak skoczyłam na niego i chcąc zasłonić mu oczy , spadłam z pleców chłopaka pociągając go za sobą. Potem jeszcze przez kilka minut przewracaliśmy się na lewo i prawo przy brzegu. W końcu przycisnęłam chłopaka i jego ręce do podłoża. Chwilę później spojrzałam na niego ostrym wzrokiem z dodatkiem pogardy i zacisnęłam zęby. Książę próbował zachować powagę, jednak mu się to nie udało, wybuchnął śmiechem. 

 
 
-Co cię tak śmieszy?!-spytałam zdenerwowana.-Wygrałam , więc zrób teraz to o co cię poproszę.
-Twoja mina! Świetna. Pierwszy raz przegrałem z dziewczyną i to nie zbyt ładną. Chociaż jedyne ci mi się podoba w tobie to twoje oczy. -powiedział chłopak.-Co mam zrobić?
-Odejdź i nie jedź za mną! Jeżeli to zrobisz będę zmuszona cię zabić.-ostrzegłam.
Potem wstałam i zagwizdałam na konia, chwilę później wsiadłam i powiedziałam: ''Żegnaj'' i odjechałam. Chłopak został leżący w wodzie i wpatrywał się w niebo , głupio uśmiechając. Nagle Bayan usłyszał nadjeżdżające konie, myślał , że może wróciłam, ale mylił się. Były to konie wojska cesarza Tal Tala. Młodzieniec szybko wstał z wody, wytrzepał trochę swoje ubranie z piasku a potem poprawił włosy.
-Wasza Wysokość! Co się stało? Szukaliśmy ciebie gdzie byłeś i co robiłeś? -spytał dowódca wojska-Tanshingi Chan.
-Chyba spotkałem anioła....-rozmarzył się następca tronu.
-Anioła? Panie, czy dobrze się czujesz?-dziwił się Chan. -Wracajmy już...a gdzie Panie twój koń, którego dostałeś od ojca na swe piętnaste urodziny?
-Uciekł...-mówił ze spokojem książę.
-Siadaj Panie na mojego, wracamy do pałacu.-mówiąc to Tanshingi zszedł z konia i ofiarował go Bayanowi.
Gdy chłopak siadł już na konia ,wyruszyli do pałacu. Ja tymczasem dojeżdżałam do wioski Hwasu , tam dostałam dokładne wskazówki jak mam dostrzec do pałacu. Później było już prosto. Do domu wróciłam o zachodzie słońca. Wszyscy byli przestraszeni. Ojciec odwołał poszukiwania, a potem dostałam zakaz wychodzenia ze swojej komnaty i dziesięć uderzeń o barki drewnianą pałką. Nie sprzeciwiałam się, bo należała mi się ta kara. Zawsze byłam sprawiedliwa, więc i ja chciałam by mnie sprawiedliwie oceniano, nigdy nie lubiłam iść przez życie na skróty. Uważałam ,że swojego przeznaczenia nigdy nie ominę a ono nie ominie mnie. Bo to co nam pisane to nadejdzie wcześniej lub później. Wszystko co się dzieje to nie przypadek lecz wielki wachlarz z zapisanym naszym życiem u buddy od początku aż do końca. Krótko mówiąc, nic nie dzieje się bez przyczyny. Każdy skutek ma przyczynę, a przyczyna -skutek.






''Dynastia Shin Jin''


Rozdział
1






Pewnego dnia w cesarstwie Shin i w cesarstwie Jin wybuchła wojna,
która trwała piętnaście lat. Walkę przerwały narodziny dziewczynki-małej Seungnyang Shin, przyszłej cesarzowej i narodziny chłopca-małego Bayana Jina, przyszłego cesarza dynastii Jin. Cesarz Tahwan Shin wraz z cesarzem Tal Talem Jinem zawarli pakt. Ich dzieci miały zjednoczyć państwa w postaci jakiej był ślub tych dwoje, który miał się odbyć w ich dwudzieste urodziny. Umowa została podpisana przez obie strony. Do tego czasu cesarskie dzieci miały się nie widywać. Podczas pokoju kraje rozkwitały. Wszystkim żyło się w dostatku jednak była taka wioska na granicy obu państw, która nazywała się Hwasu. Ludzie stamtąd byli uważani za najgorsze pomioty , nic nie warte robaki , które można było zdeptać i za najbardziej głupich, biednych. Żadna dynastia nie chciała się przyznać do tego miejsca. Było to wielkim wstydem. Każdy kupiec lub podróżnik omijał to miejsce szerokim łukiem. Nikt nawet się nie starał by tam zaprowadzić porządek. Ludzie stamtąd to albo niewolnicy, niezależenie od płci , albo złodzieje i oszuści lub po prostu uliczni biedacy. Nikt stamtąd nie potrafił pisać ani czytać a co dopiero liczyć. Wyjątkiem była rodzina Tokeum. Tam też narodziło się w tym samym czasie dziecko, dziewczynka o imieniu Kim Young Tokeum. Dziewczynki matka zmarła przy porodzie a ojciec El Sumur pracował jako regent cesarza Tahwana Shina. Miał wielkie szczęście. Jednak w duchu pragnął zemścić się na cesarzu Tal Talu Jinie który wygnał młodego El Sumura ze stolicy i skazał go na dożywotnią pracę w kamieniołomach. Jednakże udało mu się zbiec i ukrył się w przeklętym miejscu Hwasu. Tam poznał piękną Seo Young z którą wziął ślub. Po dwóch latach małżeństwa urodziła mu syna, jednak cesarz Tal Tal Jin odnalazł El Sumura i wsadził go to więzienia wraz z żoną i w tym czasie dwumiesięcznym synem. Jednak cesarz zabił jego żonę i dziecko a jego oszczędził , z powodu wcześniejszej wieloletniej służby w wojsku. Jednak coś poszło nie tak i El Sumur został oskarżony o zdradę państwa dla państwa Jin. Gdy Sumur został wypuszczony wrócił do Hwasu i tam prowadził dalsze życie i poznał swoją drugą żonę -Ki Soo Young, która urodziła mu córkę i zmarła przy porodzie. El Sumur nie chciał by jego córka miała takie życie jak resztę kobiet mieszkających w Hwasu, więc postanowił ją wykorzystać do swoich intryg przeciwko dynastii Jin. Kobiety Hwasu od urodzenia były skazane na niewolnictwo. Były sprzedawane jako służące albo nałożnice do pałaców. Mężczyźni byli brani do wojska jeżeli mieli szczęście w najgorszym przypadku trafiali do kamieniołomów. Tam pracowali dopóki nie umarli z głodu, katowania i przemęczenia. Człowiek który tam nie nadawał się do pracy od razu był zabijany, poprzez ścięcie głowy, a gdy się ociągał był chłostany dostawał od pięćdziesięciu do dwustu batów. Nie było stamtąd ucieczki. Mijały lata trójka dzieci dorastała. Życie toczyło się z dnia na dzień , a El Sumur knuł przez wiele lat swój plan. W międzyczasie uczył swoją córkę, czytać, pisać i liczyć, oraz jak mieć dobre maniery i jak poprawnie mówić. W końcu nadszedł dzień piętnastych urodzin trójki dzieci. Każde z nich inaczej obchodziło swoje święto. Księżniczka Seungnyang Shin czytała książki , oraz walczyła drewnianym mieczem ze swoją służbą. Na urodzinowy prezent dostała pięknego ciemnobrązowego konia. Jednak jej prawdziwym marzeniem było wyjść poza mury pałacu i zobaczyć okoliczne wioski i poznać ''zwykłych'' ludzi. Już jako piętnastolatka była urocza. Była szczupłą nastolatką o średnim wzroście. Miała krótkie ciemnobrązowe , wręcz czarne włosy które wiązała w kucyk i opadającą na prawą stronę grzywkę. Miała brązowe oczy i delikatnie zaokrąglone rysy twarzy. Jej policzki były delikatnie rumiane a cała cera jasna. Była bardzo ruchliwa, sprytna, mądra, uczuciowa, wytrwała, pomocna, sympatyczna, cierpliwa i bardzo lubiła poznawać sztuki walki. Natomiast książę Bayan Jin spędzał swoje urodziny wśród służby i na różnych rozrywkach typu kąpiele w płatkach róży, masaże relaksacyjne, i podrywanie służek. Nie lubił przemocy, ani nie lubił się przemęczać. Bardzo lubił być w centrum uwagi , kochał być popularnym i rozpieszczanym. Od razu dostawał wszystko co chciał, nie był więc cierpliwy, nie chciał się uczyć , miał związane z tym problemy w pisowni i w poprawnym mówieniu. Nie dbał o uczucia innych nawet o swoich rodziców. Nikomu nie chciał pomagać, wręcz przeciwnie wolał by to jego wielbiono. Już jako nastolatek cieszył się wielkim powodzeniem u płci przeciwnej. Był bardzo przystojny chociaż mało męski. Miał długie ciemnobrązowe włosy które spinał w koka i oczy jasnobrązowe. Był lekko bladawy i bardzo szczupły. Bał się widoku krwi. Cenił sobie bezpieczeństwo i czystość. Brzydził się brudem i ludźmi spoza pałacu. Na swoje urodziny dostał masę prezentów między innymi konia, różne olejki i z różnych krajów przysmaki , tkaniny i ozdoby. Kim Young Tokeum miała skromne urodziny jednak była bardzo wymagająca. Na urodziny dostała piękną suknie od ojca El Sumura jednak wolała więcej prezentów. Chciała mieć piękny pokój oraz stoły uginające się od jedzenia, niestety nie było ich na to stać. Ojciec od małego wpajał jej nienawiść do dynastii Jin i cesarza Tal Tala Jina i jego potomka, oraz cały jego naród. Była dość ładną dziewczyną miała jak to przeważnie Azjatki ciemnobrązowe włosy , jednak była bardzo drobniutka miała wąskie usta i duże brązowe oczy. Miała ostre rysy twarzy i zadarty nos. Była próżna i samolubna. Chciała mieć wszystko nawet jeżeli by miało to wymagać walki. Była niecierpliwa , agresywna. Przeważnie problemy rozwiązywała kłótnią albo walką. Nikomu nie ufała i podporządkowywała sobie słabszych od siebie. Swoje koleżanki traktowała jako swoje służące a ona uważała się za lepszą niż wszyscy inni, mimo że tak samo jak resztę młodych dziewcząt urodziła się w najgorszej wiosce na świecie i była tak samo jak inne dziewczyny zwykłą wieśniaczką, jednak ona dostrzegała to inaczej. Ojciec gdy szedł do pracy kazał jej się ukrywać by ją nie zabrano do niewoli. Najbardziej znanym kupcem w całych tych dwóch cesarstwach był Pak Gon Soo. Był najbogatszym handlarzem i najbardziej okrutnym. Miał najwięcej niewolników i mieszkał koło wioski Hwasu. Miał piękny dom z wieloma pokojami i służbą. Każdy się go bał. Bo jak już kogoś chwycił to już nie popuścił.

Na razie 1 rozdział zakończony już za chwilę część 2!!!  

BOHATEROWIE:

BOHATEROWIE:


Ha Ji Won  jako Seungnyang Shin(, Nyang, Yang )


Ji Chang Wook jako Bayan Jin, (Batosu Keumsu)


Baek Jin Hee jako Kim Young Tokeum.


Jeon Gook-hwan jako El Sumur


Joo Jin Mo jako Wang Yu


Jin Yi-han jako Toghun.


Kim Yeong Ho jako Joo Yong.


Kim Seo Hyung jako Cesarzowa Jin, Youngshi 
(później Cesarzowa Wdowa -Youngshi)


Yoo In Young jako Tanashiri. 

To te rolę które będą na pewno jeżeli dojdą jeszcze jakieś postacie grającą ważną rolę w tym opowiadaniu to zaktualizuję listę bohaterów. Wiem że trudne są te imiona itd. i możecie się pogubić, czasami ja sama mam z tym problem, ale zawsze możecie sobie je przypomnieć, po to robię tą listę bohaterów. Zobaczymy która postać najbardziej skradnie wam serce. Z góry przepraszam za błędy w imionach bo są to azjatyckie imiona i pierwszy raz się zmierzam z tym więc niektóre będę odmieniała ale nie wiem czy dobrze, ale z góry przepraszam. 
A tak na dobry początek piosenka nowego bohatera powieści Ji Chang Wooka zapraszam (kilka piosenek w jego wykonaniu możecie znaleźć na moim blogu klikając na pomarańczowy pasek) : 

 

INFORMACJA DLA CZYTELNIKÓW OPOWIADANIA PT. ''PLANETA ZIEMIA''

INFORMACJA: 

Ci co śledzą mojego bloga zapewne wiecie , że w tym roku jakoś nie napisałam dużo postów. Nie dawno zaczęłam nowe opowiadania pt. ''Planeta Ziemia'' jest to trochę kosmiczne opowiadanie. Wiem że skończyłam dopiero na 10 części, ale zamierzam je tymczasowo przerwać. Nie chcę go usuwać, a teraz mam plan przenieść was w trochę inny klimat niż nowoczesność. Możliwe że jak skończę pisać to opowiadanie o innym klimacie wtedy wrócę do tego co już rozpoczęłam. Tak , że przyszykujcie się na nowe opowiadanie w nowym stylu. Już za chwilę w następnym poście będą przedstawieni nowi bohaterowie a potem kilka nowych części. Opowiadanie jest inspirowane koreańską dramą. Mam nadzieje , że wam się spodoba. Na razie w tym poście to na tyle. Pozdrawiam was i życzę dużo wytrwałości dla tych co wrócili nie dawno z wakacji do pracy lub do szkoły, a ci co mają ciągle wakacje to pozdrawiam i zapraszam na swojego bloga! ;) 
p.s Dodałam kilka nowych piosenek może się wam spodobają. Na samej górze bloga pomarańczowy pasek, klikacie na nutkę po prawej stronie paska i macie całą playlistę. Zapraszam do słuchania. 

niedziela, 12 czerwca 2016

''Planeta Ziemia''

Część 10
Wstaliśmy rano i zabierając ze sobą plecak wyruszyliśmy w głąb wyspy. W końcu nie mogliśmy wiecznie przebywać w tym samym miejscu. Maszerowaliśmy przez godzinę w milczeniu. W pewnym momencie potknęłam się na kamieniu i upadłam na kolana. Ward krzyknął:
-O Jezu!
-Co się stało?-spytałam. 
Eric podbiegł do mnie i pomógł mi wstać.
-No spadłaś Skye! 
-Nic mi nie jest.-wytarłam kolana i poprawiłam włosy.
Eric trzymając mnie za ręce, spojrzał na mnie i rzekł:
-Ładne masz oczy, takie...żywo brązowe. 
-Dzięki. Ty też masz ładne.-ruszając dalej , odparłam. 
Niestety Ward , chwycił mnie za rękę i wyciągnął mi z włosów liść, a potem dziwnie przybliżył się, tak  jakby chciał ... Nagle coś mignęło za drzewami. Krzyknęłam do Erica:
-Patrz!
On szybko się zerwał i biorąc ze sobą kij znaleziony w dżungli , poszedł zobaczyć co to było. Ja tymczasem poszłam kawałek dalej. Tymczasem Malcolm z JJ siedzieli przy ognisku i jedli znalezione banany. 
-Wiesz co ci powiem Malcolm? Całkiem fajnie jest tak żyć. -odparła JJ. 
-Niby co w tym fajnego?-spytał Malcolm. 
-Wszystko! My , sami, we dwoje, na jednej, pustej wyspie...przy ognisku, zajadający się bananami. Poza tym śpimy pod gołym niebem, mamy piękne widoki nocą. Mamy blisko ocean...po prostu jest super!-odpowiedziała JJ.
-No może i tak, ale zapomniałaś o kilku rzeczach. Choroby roznoszone, przez komary, między innymi malaria. Kiedy skończy się jedzenie, może to prowadzić do śmierci. Poza tym ten twój ocean jest słony! Więc brak wody , przy tylu stopniach w słońcu można umrzeć w ciągu kilku dni! Deszcz! Jeżeli będzie padało nie ma gdzie się schować. Inne tropikalne zwierzęta mogą nas rozszarpać. Kto wie co tu mieszka?! W razie jakiegoś tsunami , albo cyklonu, czy jakiegoś innego huraganu nie ma z stąd ucieczki! Tylko czeka nas pewna śmierć! I nie wiem co w tym fajnego?! - Malcolm od razu ''zgasił'' JJ. 
-Ty to potrafisz wszystkich, do wszystkiego  zniechęcić.-rzekła JJ. 
Ja tymczasem siadłam na kamieniu i czekałam na Warda. W końcu przyszedł. Odrzucił kij na bok i siadł koło mnie. W milczeniu  wsłuchiwaliśmy się w odgłosy tropików. W pewnym momencie doszły do mnie głosy Johany i Malcolma. Powiedziałam o tym Ericowi, lecz uznał , że to niemożliwe, bo on nic nie słyszy. Jednak nie odpuściłam. Wstałam i szłam  w kierunku tych głosów. Ward wstał za mną i z powrotem wziął ten kij i szedł za mną. Nagle stanęłam i nic nie mówiąc pomachałam ręką na znak by Ward się zatrzymał. Doszedł do mnie i stanął koło mnie. Byliśmy już blisko. Zza krzaków dochodziły te głosy. 
-Na trzy , atakujemy.-wyszeptał Eric.
-Rozumiem.-równie cicho odpowiedziałam. 
-Raz, dwa i...trzy! Teraz!-krzyknął Eric. 
Oboje wyskoczyliśmy zza krzaków. Siedzący tam Malcolm z JJ , zerwali się na równe nogi. Johana ze strachu, rzuciła skórkę od banana na głowę Malcolma, a sama zaczęła uciekać. Ja pobiegłam ją zatrzymać a Ward próbował ściągnąć skórkę od banana wiercącemu się Malcolmowi, który krzyczał:
-Ratunkuuuu! Nic nie widzę! Widzę...ciemność! Ktoś mnie oślepił! Johanaaaa! Nie zostawiaj mnie!
-Spokojnie Malcolm. Nie kręć się. To ja Eric Ward.-uspokajał przerażonego chłopaka. 
- Nie ! Przecież ty nie żyjesz!-biegał w kółko Malcolm.
-No to się zatrzymaj i zobacz.-rzekł Ward.
-Mhm...dobra. Już stoję.-odparł Malcolm. 
Ward odsłonił jedną część banana i spojrzał na Malcolma, ten wytrzeszczył szeroko oczy i spojrzał na Erica. Potem znów zaczął krzyczeć z przerażenia. Eric próbował go zatrzymać, ale ze strachu Malcolm niechcący pociągnął Warda i obaj spadli koło płonącego ogniska. Gdy już dogoniłam JJ krzyczałam by się zatrzymała. Niestety nie posłuchała, więc musiałam użyć innej metody. Swoją mocą zwaliłam drzewo, dosłownie przed jej nogami. On przestraszona odskoczyła szybko do tyłu. Podeszłam powoli do niej i pomogłam jej stać. Potem wróciłyśmy razem do Warda i Malcolma. Gdy już wszystko sobie wytłumaczyliśmy, wtedy spróbowaliśmy się skontaktować przez telefon, który szybko naprawił Malcolm. Po trzech godzinach skontaktowaliśmy się z Garym , który namierzył nas i wysłał po nas helikopter. Znajdowaliśmy się na wyspach Karaibskich. 
-Co robiliście tak daleko od brzegu? -spytał Ward.
-Nic. Poszliśmy szukać pokarmu. A wy?-odparła JJ. 
-Właściwie to nic. -rzekłam.
Chwilę zamilkliśmy a potem wszyscy spojrzeliśmy na siebie i roześmialiśmy się. Kierując się w stronę brzegu Opowiadaliśmy o przygodzie na wyspie. 



Od ostatniego postu minęło ''trochę'' czasu, kiedy patrzę na datę, to mnie to przeraża. Chyba nigdy tak długo nie pisałam , ale to dlatego jak pewne zauważyliście powoli zbliżamy się do wakacji, co wiąże się z zakończeniem szkoły a teraz nie ma obijania się na szczęście mam nadzieje że najgorsze już za mną i że będę mogła więcej czasu poświęcić na swojego bloga. Chociaż teraz Wy-czytelnicy nie będziecie mieli czasu, bo będą wakacje! A to czas odpoczynku. Więc  pewnie większość z was wyjedzie gdzieś. Ja obecnie nie mam żadnych planów ,ale to nie znaczy że nigdzie nie wyjadę. Ponieważ już coraz bardziej czuć ten ''czar'' wakacji dlatego chciałam też by na moim blogu było chodź trochę wakacji, z stąd te zmiany. Zmieniłam tło i dodałam kilka nowych piosenek , których możecie posłuchać klikając na nutkę w prawym rogu pomarańczowego paska, który znajduję się na samej górze mojego bloga. Na razie to tyle, zapraszam do czytania i komentowania! Już za niedługo będzie nowa część. I kolejne losy bohaterów. 
PS. Przepraszam , że taka krótka część. :)  

niedziela, 1 maja 2016

''Planeta Ziemia''

                             Część 9
 -Aaaaaaaaa...-krzycząc gwałtownie, zbudził się Malcolm w kapsule. 
-Co się tak drzesz?!-przeraziła się JJ.
-Miałem koszmar!-krzycząc, Malcolm uderzył się w głowę.-Auuuu! Uderzyłem się przez ciebie! 
-Co znowu przeze mnie?!-oburzyła się Johana. 
-Bo stękasz i stękasz, zero zrozumienia dla mnie.-odparł Malcolm. 
-No to podejdź, opatrzę ci ranę, bo krew ci leci.-JJ wzięła apteczkę i wyciągnęła bandaż. 
-Nie chcę! Zostaw!-krzyczał Malcolm. 
-Jak chcę ci pomóc to nie chcesz, a potem gadasz , że nic nie robię.-zdenerwowała się Johana.
Krew spływała z prawego boku czoła Malcolmowi i spływała prawym bokiem po policzku. Potem krew przestała cieknąć a pozostałości zaschły na policzku.

JJ z Malcolmem siedzieli w ciszy i unikali nawzajem wzroku . Mierzyli oczami wszystko co można było zobaczyć w kapsule. W końcu ich oczy z kierowały się na siebie i wtedy roześmiali się po raz pierwszy odkąd Malcolm budząc się krzyczał. 
 
Tymczasem ja jeszcze dobrze spałam gdyż Ward poszedł poszukać coś do jedzenia. Gdy wstałam, ogień już przestał się palić, słońce zaszło za chmurę, a fale oceanu uderzyły o skały, podmywając brzeg wyspy. Wstałam i otrzepałam swe ubranie z piasku. Akurat nadszedł Eric. 
-I co Skye? Przestraszyłaś się , że mnie nie ma?-spytał śmiejąc się Eric Ward.
-Wcale nie. -odparłam.
-Aha, no dobra. Nie znalazłem nic do jedzenia, ale mam wrażenie jakby ktoś tu był.-powiedział Ward.
-Spokojnie, co będzie to będzie.-rzekłam. 
-Czy ty zawsze jesteś tak na luzie nastawiona do wszystkiego?-zapytał Eric.
-Z tym to różnie bywa. Może najpierw spróbujemy ustalić jakie jest nasze położenie a potem spróbujemy wrócić do Nowego Jorku.-zaproponowałam. 
-Jak mamy ustalić położenie skoro nie mamy nic, by to zrobić.-powiedział.-Chyba jesteśmy skazani na wieczne towarzystwo ...yyyy...ze sobą. 
-I z czego się tak cieszysz?-spytałam.
-Bo przynajmniej nie umrę w samotności.-odpowiedział. 
-A kto mówi , że tu umrzesz?-zapytałam.
-No ja mówię.-odparł Eric.
Nagle kapsuła przestała płynąć. Stanęła na brzegu. Johana porywczo wstając, chwyciła za rękę Malcolma, potem wyjrzeli przez okienko i zobaczyli wyspę. Malcolm wziął gaśnicę i wybił szybę, przez którą wyszli na zewnątrz. Biorąc plecak i najpotrzebniejsze przedmioty , typu: latarka, lina, jedzenie, wodę, telefon i pistolet. Pierwsze co zrobili, to zaczęli rozglądać się czy może gdzieś nie zapodzialiśmy się w oceanie. Potem wyruszyli wgłąb puszczy. Maszerowali, poszukując  owoców. W końcu nadeszła noc. Znowu siedzieliśmy do późna przy ognisku i znowu Eric zajadał się pieczoną rybą. Noc ta , wyjątkowo długo się ciągnęła. Chciałam by Ward w końcu zasnął a nie nawijał cały czas. Nie spodziewałam się , że mój szef może być taką gadułą. Gdybym była śmiertelna, to zapewne zagadał by mnie na śmierć. 
-Co ci się śniło?-spytał Eric.
-Nic.-odparłam.
-Jak to nic?-zdziwił się Ward.-Przecież musiało ci się coś śnić. Chyba, że tego nie pamiętasz.
-Możliwe, ale skończmy już rozmawiać.-rzekłam.
-Ale dlaczego? Przecież miło jest.-powiedział Ward.
Na szczęście jakieś dźwięki zaczęły dobiegać z dżungli. Ja szybko wstałam i zaczęłam udawać ,że się boję. Zaczęłam wrzeszczeć:
-O nie! Ratunkuuu! Coś tu jest! Ward! Pomóż mi! Błagam! Jestem taka bezradna!
Moje słowa, powoli zaczęły się wykańczać. 
-Spokojnie Skye. Nie sądziłem , że będziesz się bała. A jednak czegoś się przestraszyłaś. Nie jesteś taka twarda jak myślałem, ale nie sądziłem że jakiś szelest może cię zlęknąć. 
-Ja też tak nie sądziłam. 
Wtedy upewniłam się, że Eric chwycił ten kit i uwierzył mi, że się boję. By to jeszcze podkręcić zaczęłam biegać w koło, wymachując rękoma i krzycząc. Ward tak stał po środku i dziwnie zaczął mi się przyglądać, cieszyłam się, że mi uwierzył, ale akurat pomysł z bieganiem w kółko nie wypalił, bo Eric odparł:
-Akurat w to nie wierzę Skye. Siądź sobie tutaj i zaczekaj na mnie. Pójdę sprawdzić co się tam dzieje.-pokazując mi miejsce, Ward szedł za hałasem. 
Czekałam tak na Erica chyba godzinę. W końcu wrócił i rzekł:
-Niczego, ani nikogo nie widziałem. Pewnie jakaś małpa na drzewie. Nie obawiaj się. Jestem przy tobie. Jakby się coś działo, to od razu mów. 
-Nie ma sprawy.-mówiąc to położyłam się i zasnęłam. 
Ward zrobił to samo. Tymczasem Malcolm zaczął biec z krzykiem do JJ .