kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

niedziela, 22 listopada 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                                Część 5
 Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się czy to może nie był sen , że wtedy w banku widziałam Kevina. Wydawało się to być niemożliwe, ale w końcu kogoś widziałam, uderzająco podobnego do mojego zmarłego męża. Nad ranem przyszedł policjant i powiedział , że jestem wolna. 
-Ale dlaczego?-spytałam ze zdziwieniem. 
-Nie zadawaj pytań tylko wychodź. -otwierając drzwi powiedział mężczyzna. 
Ledwo co przeszłam za próg komisariatu już ktoś do mnie zadzwonił z nieznanego numeru. Odebrałam go.
-Tak słucham?
-Witaj Megan, cieszę się, że już wyszłaś z ''pudła''.
-Hydra! Czego chcesz ode mnie? 
-To raczej czego ty chcesz? Nie zamierzasz spotkać się z Kevinem?
-O Boże! To prawda! Ale jak to przecież on zginął na naszych oczach?!
-Meg to nie on zginął, ktoś bardzo cię kochał i pragnął byś była szczęśliwa. Tyle , że byłam szybsza i po wybuchu postawiłam wszystkich lekarzy na nogi by twojego mężulka odratowali i się udało, ale stracił pamięć. Mamuśka twoja chciała cię ostrzec przed moim zacnym planem, ale musiałam ją wsadzić do ciemnego wilgotnego pomieszczenia. I kto by pomyślał , że Margaret kiedyś ci pomoże?
-To twoja sprawka! Ty wiedźmo! W takim razie kto leży w grobie Kevina, skoro on żyje?!
-Oj Megi Megi, myślałam , że będziesz rozsądniejsza i wybierzesz szczęśliwe życie z twoim kolegom z Avandii-Louisem, ale tak się nie stało. Wybrałaś Kevina! Biedny Louis...ach ta miłość.
-Jak mogłaś?! Zniszczyłaś mi życie! Brakuje mi słów! Chcę się z nim zobaczyć. W tej chwili! 
-Z kim Meguś? 
-Z Kevinem! Oddaj mi go! Proszę cię! I tak już wystarczająco mnie zniszczyłaś. Błagam cię!
-No dobra.
-''Dobra''? Czyli zgadzasz się? Nie nazywałabyś się Hydrą gdybyś nic nie chciała w zamian. 
-Jak ty mnie Megan dobrze znasz...Masz rację! Chcę jednego! Twojej mocy.
-Wiedziałam! Znowu wygrałaś, zastanowię się. Przypuśćmy , że się zgodzę to jak tego dokonasz? Jak odbierzesz mi moc? 
-Po to okradałam banki. To co Megan zgadzasz się? 
-Muszę się zastanowić, ale czy wtedy Kevin wróci do mnie? Odzyska pamięć? 
-Megan na pamięć jeszcze nie ma leku, ale skoro go kochasz to zrobisz dla niego wszystko prawda? 
-Wątpisz w to , że go kocham?! Obiecuję ci , że do tygodnia dam ci odpowiedź, ale za ten czas będę chciała się z nim spotkać i wszystko wyjaśnić tacie i reszcie zespołu.
-Dobra masz czas do tygodnia.-mówiąc to Hydra się rozłączyła, a ja wzięłam taksówkę i wróciłam do bazy. 
Johnowi i reszcie wszystko wytłumaczyłam. Powiedziałam im że Kevin żyję, ale nie chcieli mi wierzyć więc zadzwoniłam na inny numer Hydry i powiedziałam by podwiozła do naszej bazy Kevina. Hydra oczywiście cieszyła się moim telefonem i nie czekając szybko zabrała Kevina ze sobą i wsiadając do auta byli w ciągu godziny na miejscu. Hydra nie wysiadła z samochodu tylko Kevin wysiadł a ona odjechała. Wybiegłam z samolotu-bazy do Kevina i wpadłam mu w ramiona. On czuł się zdezorientowany bo nic nie pamiętał. Potem chwyciłam go za rękę i pokazałam im ekipie agentów. 
-Cześć! Jestem Kevin.-przedstawił się Kevin podając każdemu z ekipy rękę.- Fajnie się tu urządziliście, przytulniej niż u mnie. 
-O mój...to przecież Kevin...-z wrażenia zemdlała Molly. 


Nick tymczasem zaczął krzyczeć na cały głos, John zbladł , Kate zaniemówiła, Jim poszedł się ze Stellą czegoś napić. Wszyscy zachowywali się tak dziwnie do czasu jak im wszystko wytłumaczyłam. Wtedy wszystko zrozumieli, wszyscy zadawali pytania prócz Johna. 
-Czyli znów pracuje dla Hydry i stracił pamięć. Megan wiesz , że nie ważne jaką decyzję podejmiesz, ale zawszę pamiętaj, że jestem przy tobie.-odparła Kate. 
-Tato, Kevin może do nas wrócić?-spytałam się Johna.
-Megan , kochanie...przecież on znowu pracuje dla Hydry! I do tego stracił pamięć, nie pamięta nas a tym bardziej ciebie, nie kocha cię więc...jest naszym wrogiem takim jak Hydra!-próbował mnie przekonać John.
-Tato, ale przecież to mój mąż!-krzyczałam trzymając się go kurczowo za rękę. 
-Tak to prawda był twoim mężem, ale teraz jest kimś w ogóle obcym, nic nie wie, nie ma żadnych uczuć wobec ciebie. Możesz spróbować z nim być, ale ostrzegam cię że Hydra nie będzie go chciała oddać za darmo.-ostrzegł John.
-Wiem. Już powiedziała czego chcę. -oznajmiłam.-Chcę mojej mocy w zamian za Kevina. 
-Że co?! Katygorycznie się nie zgadzam! Wybij sobie to z głowy!-krzyczał zaskoczony John.
-Tato , ale przed chwilą powiedziałeś że...-próbowałam mu wszystko wytłumaczyć.
-Dobrze wiem, co powiedziałem, ale nie sądziłem że o to cię poprosi. Nie popełniaj błędu. Twoje zdolności są takie niesamowite. Stracisz cząstkę siebie a w zamian zyskasz kogoś kto nawet cię nie polubił tylko uważa cię za wroga.-mówił John.
-Ale wierzę , że pamięć kiedyś mu wróci.-broniłam swojej decyzji za wszelką cenę. 
-A jeśli nie? To co zrobisz? Będziesz żyła bez miłości?-pytał ojciec.
-Jeśli nie wróci to....Kevin zakocha się we mnie od nowa!-wykrzyczałam.
-Megi, nie można nikogo zmusić do miłości. A spytałaś się czego on chcę?-powiedziawszy to John wyszedł z resztą ekipy zostawiając mnie z Kevinem sam na sam. 
Chwilę porozmawialiśmy, ale długo nasza rozmowa nie trwała bo Hydra podjechała po Kevina. Poszłam go odprowadzić i właśnie wtedy Hydra spytała jaką decyzję postanowiłam czy oddać moc i zyskać Kevina czy może doskonalić swoje zdolności i żyć z dala od Kevina spoglądając jak układa sobie życie z kimś innym. 
-Hydro ja chciałam powiedzieć , że.......


to już niebawem dowiecie się co Megan postanowi , swoje odpowiedzi możecie zamieszczać w komentarzach ;)

piątek, 20 listopada 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                                 Część 4 
 -No Meg , ten dzień nadszedł wcześniej niż sądziłem. To już nasza ostatnia i najbardziej niebezpieczna misja.-powiedział Nieznajomy. 
-To co mam robić?-zapytałam.
-Masz okraść największy bank w Nowym Jorku ten główny przy centrum handlowym. To nie będzie łatwe, ale na pewno dasz radę. Spotkajmy się za półgodziny w parku koło tego banku.-mówiąc to Nieznajomy się rozłączył. 
Ja wzięłam potrzebne rzeczy do kradzieży i wyszłam na spotkanie z mężczyzną. Agenci powoli się wypalali, Hydra milczała nie było nowych zgłoszeń, więc został nam tylko czas wolny. Tak właściwie to Hydra przestała atakować od wybuchu na starym moście. To wygląda tak jakby Hydra wepchnęła mi, agentom , wszystkim nóż w serce i patrzyła jak krwawimy i zarówno czekała na moment w którym miałaby nam wyciągnąć ten nóż ale najmocniej, najboleśniej jak się da. Tylko pytanie co ona kombinuje? Przez te kilka lat okradała kilka banków a poza tym nic więcej. Pytanie po co jej tyle pieniędzy? Byłam ciekawa tego i to bardzo, ale nie sądziłam , że odpowiedź nadejdzie tak szybko, że moje życie znów wywróci się do góry nogami. Spotkawszy się z Nieznajomym omówiliśmy plan kradzieży. Mężczyzna wydawał mi rozkazy z bezpiecznego miejsca a ja tymczasem weszłam do banku i zawiązałam kierownika budynku. 
 
Pewnej kobiecie z mężczyzną kazałam zebrać wszystkie pieniądze jakie znajdowały się w tym miejscu. Wystarczył jeden fałszywy ruch a strzeliłabym do każdego. 
-Bardzo dobrze Meg.-powiedział przez woki-toki Nieznajomy. 
-Dobra. Odezwę się jak już wyjdę z kasą. Pamiętaj jak będzie się ktoś zbliżał to daj mi znać. A póki co...Bez odbioru.-mówiąc to schowałam sprzęt do plecaka i czekałam na zapakowane pieniądze. Odwrócona plecami do wyjścia nie zauważyłam , że ktoś wszedł. Nie wiedziałam że ktoś jest do momentu jeżeli się nie odezwał. 
-Opuść broń. Ręce do góry i oddaj z kradzione pieniądze.-odezwał się jakiś mężczyzna.
Gdy usłyszałam ten męski głos zdawało mi się , że już go gdzieś słyszałam, ale byłam pewna , że mi się zdawało. Chwilę później dostałam wiadomość od Nieznajomego , że ucieka bo bank zaatakowali ludzie Hydry. Byłam wściekła bo mnie ten facet wystawił do wiatru. Bez żadnego przejęcia odwróciłam się twarzą do mężczyzny który wcześniej do mnie powiedział. Moje pierwsze wrażenie gdy ujrzałam twarz było zwyczajne, ale parę sekund później zbladłam, nogi miałam jak z waty a ręce mi się trzęsły jak galareta, do tego głos mi drżał. Nie mogłam nic powiedzieć, bo...mężczyzną który od mnie mówił okazał się być...Kevin! 
 
Tak , Kevin mój mąż, który leży w grobie przynajmniej tak sądziłam do czasu gdy go nie ujrzałam. 
-Kevin! O mój Boże! To niemożliwe przecież ty nie żyjesz! To niemożliwe!-krzyczałam podchodząc do ściany by się oprzeć.


-Skąd znasz moje imię?-spytał Kevin, tak jakby nic nie pamiętał.
Małymi kroczkami podchodziłam do niego, by się upewnić czy to jest człowiek a nie wytwór mojej wyobraźni. Dopiero gdy dotknęłam go po twarzy zrozumiałam , że to dzieje się naprawdę. Zaczęłam płakać przytuliłam się do niego mówiąc:
-Kevinku, ty żyjesz! Tak tęskniłam. Moje życie znów nabrało sensu. Kocham cię! Rozumiesz? Kocham...
Moje słowa były jak puszczone na wiatr, Kevin w ogóle na nie nie reagował. Odepchnął mnie od siebie a potem uderzył mówiąc , że mnie nie zna i nigdy mnie w życiu nie widział. 
-Kevin! Ty nie pamiętasz mnie? Mamy przecież syna-Alexa! Kevin! Zaczekaj nie odchodź! Gdzie idziesz?! Zaczekaj!-krzyczałam łapiąc go za rękaw. 
-Puść mnie! Przestań dziewczyno! -wyrwał rękę i odpowiedział komuś do telefonu: ''Już idę. Wykonałem swój rozkaz''. I znowu mnie zostawił klęczącą na samym środku banku. Chwilę później zjawiła się policja i aresztowała mnie za usiłowanie obrabowania banku i zabicie czterech strażników. Poddałam się bez walki. Zabrali mnie i zamknęli w ciemnym pomieszczeniu z kratami. Bałam dopuścić do siebie myśli, że to naprawdę mógł być Kevin, może był to ktoś podobny? Tego jeszcze wtedy nie wiedziałam, ale odpowiedzi na wszystkie moje pytania przybliżały się wielkimi krokami. 


Ciąg dalszy nastąpi. Przepraszam , że taka krótka i nudna ta część, ale postaram się to zmienić. Już niebawem Megan znajdzie odpowiedzi na wszystkie pytania i dowie się czegoś o Johnie co zmieni jej życie. Czy to naprawdę był Kevin czy może ktoś przerażająco podobny??? Dowiedzie się już niebawem.

czwartek, 12 listopada 2015

Filmik

Dzisiaj postanowiłam zamiast kolejnej części opowiadania dać krótki filmik z Agentów Tarczy : zapraszam do oglądania i oczywiście do komentowania!!!






środa, 11 listopada 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

                                    Część 3 
Kiedy wrócił ''Nieznajomy'' z powrotem z zakupów nie był zbyt zadowolony, wręcz wściekły. Spytałam co się stało, a on pokazał mi tylko jakąś kartkę. Wzięłam ją do ręki i zobaczyłam na niej wielki napis ''Zaginiona'' i ujrzałam swoje zdjęcie. 
-Jesteś poszukiwana! Jeżeli ciebie tu znajdą to będzie po mnie! Na jakiś czas wróć do swojej rodziny i pobądź z nią trochę, będziemy się kontaktować przez telefon. Tylko go odbieraj!-krzyczał mężczyzna. 
-Ale ja tam nie chcę wracać. Tu mi dobrze. Nie znajdą mnie tu. -odparłam. 
-Nie ma co ryzykować! Pakuj rzeczy i wracaj! Będzie jeszcze jedna i ostatnia akcja, ale wszystko się dowiesz jak trochę ucichnie.-oznajmił Nieznajomy podając mi walizkę.  
Siadłam na biurku i wzdychałam z niezadowolenia. 
 
-Dobrze. Niech tak będzie. Wyjadę. -zgodziwszy się, zaczęłam pakować swoje rzeczy.
Mężczyzna podszedł do mnie dał mi telefon i kazał zadzwonić do Johna by się nie martwił. 
-Megi wszyscy martwimy się o ciebie. Wracaj do domu. Syn cię potrzebuje. Gdzie jesteś? Mam po ciebie przyjechać?-martwił się John. 
-Tato za dziesięć minut będę czekać w tym głównym parku. Możesz przyjechać po mnie.-z niezadowoleniem wzięłam walizkę i wyszłam żegnając się z Nieznajomym. 
Po jakimś czasie siedziałam na ławce i czekałam na Johna. Trochę się spóźnił, ale jednak dotarł. Uśmiechnięty wyszedł z samochodu i rozkładając ręce mocno przytulił mnie. Chwilę milczeliśmy , lecz potem ojciec zaproponował byśmy poszli do kawiarni za rogiem na ciastko by porozmawiać. Chciał mi coś powiedzieć, ale pewnie nie potrafił skoro ciągle się jąkał i przechodził z jednego tematu na drugi.

Zauważyłam u niego niepokój więc spytałam czy coś się stało, lecz John przez chwilę zamilkł , spuścił głowę na dół i uciekając od mojego spojrzenia bawił się łyżeczką. Parę minut później zaczął  rozmawiać ze mną tak jakby chciał mi coś przekazać, jakąś złą wiadomość, ale nie wiedziałam jaką. 
-Megi błagam cię na wszystko...Musisz się zmienić syn cię potrzebuje, ja jestem tylko jego dziadkiem. Wszystko może się zdarzyć. Nie krzywdź go tak jak uczyniła do Margaret że dała cię pod opiekę innemu małżeństwu. Czułaś się skrzywdzona prawda? Nie chcę by mój wnuczek kiedyś mówił że jego mama była potworem. Jeszcze nie jest za późno. Wiem , że Kevin to cała twoja miłość była , ale...
-On jest nadal moją miłością tato! Ja nie wiem co się ze mną dzieje. Jest we mnie tyle gniewu nad którym nie mogę zapanować, że czasami sama się boję ..., że mogę was skrzywdzić. Ciebie, Kate a zwłaszcza mojego synka-Alexa. Staram się zmienić, ale to nie jest łatwe. 
-Megan ty się nie starasz tego zmienić, ty uciekasz! Uciekasz przed odpowiedzialnością. Nigdy się tak nie zachowywałaś. Nigdy nie uciekałaś, zawsze walczyłaś ze swym losem, już tyle wycierpiałaś...Kevin zdradził nas pracował dla Hydry. Trułaś się i prawie umarłaś, ale zwyciężyłaś to. Jeżeli teraz się postawisz to możesz jeszcze kogoś poznać. 
-Tato co ty masz na myśli?
-Jesteś jeszcze piękna, młoda. Na pewno byś komuś się spodobała , tylko ty nie szukasz. Jeszcze wszystko przed tobą. Możesz poznać idealnego mężczyznę , wziąć z nim ,ślub i być szczęśliwą. A Kevin przecież zawsze będzie żył w twoim sercu, na zdjęciu zawsze będzie obecny, tylko że już z tobą nie będzie. Szukaj szczęścia na tym chorym świecie. Córeczko ludzie umierają, nikt nie żyje wiecznie, chociaż po tym co już widziałem to bym się nie zdziwił gdyby człowiek był kiedyś nieśmiertelny. 
-Ty nic nie rozumiesz. Ty też możesz być szczęśliwy. Przecież Kate cię kocha i ty ją też, czemu nie możecie się pobrać? Fajnie by było mieć taką mamę jak Kate.
-Meg jest już za późno, mam już swoje lata, a poza tym...
W pewnym momencie John sobie o czymś przypomniał i zaczął wykręcać numer. Potem wstał , wyszedł na zewnątrz i zaczął z kimś rozmawiać. Ja siedziałam w kawiarni i dopijałam kawę , gdyż nagle zobaczyłam w oddali, ukrywającego się za drzewem Gareta-człowieka Hydry. Znowu obudziło się we mnie zło. Wstałam i zamaszyście zamknęłam drzwi za sobą, potem szybko biegłam w stronę Gareta. Zaczął uciekać, ale go dogoniłam. Nie zwracając uwagi na nic zaczęłam go bić w biały dzień przy wszystkich. Płacząc dusiłam go. Widząc to John szybko zakończył telefoniczną rozmowę i dał znać reszcie agentów. Szybko przybyli i zabrali rannego Gareta do bazy. Tam mężczyzna został przywiązany do krzesła. I siedząc milczał. Idąc w stronę Gareta zobaczył mnie Alex. Zdziwił się gdy mnie zobaczył, a zarazem przestraszył się bo widział moje poranione ręce. Tak naprawdę uważał mnie za potwora. Stanął przede mną trzymając w swych małych rączkach  zdjęcie moje i Kevina i zaczął płakać. 
-Alex chcesz pójść na lody?-spytałam przykucając. 
-Nie! Jesteś zła! Nie lubię cię! Jesteś potworem! Ja chcę to taty!-krzyczał Alex. 
Było mi strasznie przykro, ogarniała mnie złość i smutek oraz żal. Żałowałam , tego że Alex zawsze mnie widzi w takich sytuacjach w których nie powinien mnie widzieć, a smutna byłam dlatego że mój własny syn mnie nienawidził. W pewnym momencie w sali w której znajdował się Garet szyby pękły. Wszyscy zlecieli zobaczyć co się stało. 
-Meg co ty zrobiłaś?-spytała Molly. 
-Przecież to nie ja!-krzyczałam ze zdziwienia.
-Więc kto?-spytał Jim.
-Garet?-zdziwiła się Stella.
-Widzę , że wszystko zostaje w rodzinie. Ach ta dziedziczność!-wtrącił Garet śmiejąc się pod nosem.
-Co masz na myśli? Gadaj Garet!-spytałam. 
-No , że twój synek Megi podał się na ciebie. Jestem ciekawy jaką ma moc prócz tej którą teraz pokazał. Może potrafi latach, albo zmieniać postać, a może potrafi być nie widzialnym? Oooo jak super. Słodko! Małe dzidzi ma moc!-gadał bez sensu Garet.-Zamiast iść lulu , albo uczyć się alfabetu to mały Alex będzie się uczył doskonalić swoją moc. 
-Alex to ty?-spytała Kate.
-Ciociu Kate. Ja nie chciałem. Przeplaszam was. -przepraszał mały Alex.

-Wow! O Boże! Trzeba zrobić badania! Jeszcze tego nie było! Musimy mieć go pod opieką dojrzewająca moc! Wow! O nie, to jest lepsze niż robienie kamizelek kuloodpornych. Mały osobnik i jego dojrzewająca moc. Może napiszę o tym pracę. Co o tym sądzisz Molly?-zachwycał się Nick.
-Stop! To jest jeszcze dziecko, nie pozwolę byście mu coś wstrzykiwali i w ogóle. Nie chcę by posiadał moc!-sprzeciwiałam się wszystkiemu. 
-Megan ma rację. On nie jest królikiem doświadczalnym. Musimy coś z tym zrobić, bo jeżeli Hydra się o tym dowie to mały może być w niebezpieczeństwie. -poparł mnie John.
-No dobra, ale takie rutynowe badania. Poziom białych krwinek, ciśnienie, pobranie krwi i dodatkowe badania. Okey?-nie dawał za wygraną Nick.
-Nie! Musimy go gdzieś umieścić.-zaprzeczył John.
-Ja chyba wiem gdzie.-wtrąciłam.-Do Avandii, tam jest Merlin i Louis. Na szczęście królowej-Evelin już nie ma. Tam Alex będzie bezpieczny. To jedyne miejsce gdzie nic mu się nie stanie i będzie się też tam uczył. 
-To dobry pomysł córciu, ale nie chcę byś odchodziła.-oznajmił ojciec.
-Ja nie odejdę. Dam mu zdjęcie kilka pamiątek i sam tam się dostanie. Spędzimy jeden dzień ze sobą na pożegnanie. Gdy już dorośnie i będzie gotowy to wróci tu i być może będzie kiedyś tu pracował.-wytłumaczyłam. 
Nie chciałam tego, i bałam się wielu rzeczy dotyczących  pobytu Alexa w Avandii. Bałam się , że mnie zapomni, że mnie z nienawidzi, ale to wszystko na co się decydowałam to było dla jego dobra. Stella wraz z moim synem poszła do pokoju pomóc się mu spakować, a ja poszłam pogadać z Garetem , a reszta sprzątała porozbijane szyby. 
-No dobra Garet. Powiedz dlaczego mnie obserwowałeś? Co Hydra nowego wymyśliła by mnie dobić? 
-Megan  i po co ten stres. I tak wiesz, że ci nie powiem. Chociaż...Nie raczej nie. A co u Kevina byłaś mu zmienić kwiatki na cmentarzu?
-Jak śmiesz?! 
Złapałam go za gardło i przycisnęłam do ściany. Potem uderzyłam go dwa razy i rzuciłam nim o stół. 
Był nieugięty. Garet tak jak i ja wiedzieliśmy oboje , że nie wyjdzie z stąd żywy. Przed śmiercią chciałam się tylko czegoś dowiedzieć, ale za dobrze go wyszkoliła Hydra. 
-Megan jeszcze tyle rzeczy nie wiesz. Twoja przyszłość będzie pełna niespodzianek. Widzisz, Hydra cały czas urozmaica ci życie, nie pozwoli ci się nudzić.-mówił Garet.-I tak czy tak zginę, ale nie powiem ci prawdy. 
-Co masz na myśli? Mów! Bo jeśli nie powiesz to twoja śmierć będzie długa i bolesna, jeszcze będziesz błagał o śmierć.-groziłam. 
Moje groźby nie pomagały więc musiałam użyć trochę siły. Wiem że to brutalne, i właśnie w tamtym momencie stawałam się potworem, ale dla takich jak on nie miałam żadnych skrupułów. Wzięłam pistolet i strzeliłam mu do jednej nogi a potem do drugiej. 


Bardzo cierpiał, ale był nieugięty. Więc zaczęłam go kopać prądem, żadne dotknięcie nie było śmiertelne, ale bolało straszliwie. W pewnym momencie wparował John i zabierając mi pistolet i inny sprzęt kazał mi przestać:
-Megan  przestań!
-Tato, ale dlaczego?
-Bo to jest człowiek! 
-Nie, on nie jest człowiekiem, lecz potworem! 
-Megan, teraz to ty się stajesz potworem robiąc takie rzeczy. Nie naśladuj go! Wiem , że zniszczył ci życie, ale zostaw go. On i tak umrze. Tylko nie w taki sposób! Chcesz by Alex to widział i brał z ciebie przykład?!
-Nie, nie chcę! Ale czy on miał jakieś wyrzuty sumienia niszcząc całe moje życie?! Nie! To jego wina...przecież Kevin mógł jeszcze żyć i ....
Rozpłakawszy się , siadłam na krześle przed cierpiącym Garetem. John przytulił mnie bardzo mocno mówiąc , że wszystko będzie dobrze, ale ja w to nie wierzyłam. W końcu Garet się ''złamał'' i zaczął mówić. 
-A co mi tam. I tak umrę...W mojej prawej kieszeni jest list od Margaret dla ciebie Megan. Weź go. 
Szybko wzięłam jego kurtkę i zabrałam list. Zaczęłam go otwierać, gdyż Garet zaczął coś powoli wymrukiwać. 
-Mega, Megan ...Nic , nie ...jest takie na jakie wygląda. Nie daj się oszukać Hydrze!-mówiąc to umarł. 
Chciałam go jeszcze zapytać, o parę rzeczy, ale niestety nie zdążyłam. Szybko poszłam do swojego pokoju zabierając ze sobą list od Margaret-mojej prawdziwej mamy. Siadłam na łóżku i nerwowo otwierając, zaczęłam go czytać: 
''Droga Megi, nie wiem co będzie jutro, za miesiąc za godzinę...Kiedy w końcu zrozumiałam, ile błędów popełniłam to jest już za późno. Hydra-Maria Hand więzi mnie za pomoc udzieloną tobie i Kevinowi. Bardzo mi przykro za to co się stało. Każdy popełnia błąd, ale tego błędu nie da się już naprawić. Zbyt wiele się stało, i nie czekam już na twoje przebaczenie, ale chcę cię ostrzec przed tym co szykuje Hydra... 
Początek był dla mnie bardzo zaskakujący. Mój wróg zaczął mnie przepraszać. To wszystko , każde słowo, każdy przecinek, kropka zaczęło mnie ''boleć''. Moje serce powoli ''krwawiło'' z każdym słowem. Łzy spływały mi po policzkach tak jak krople deszczu spływają w czasie opadów po oknach. Ocierałam je tak jak wycieraczki w samochodzie, by nie zasłaniały mi widoku na świat. Zaczęłam czytać dalej:
[...] Megan musisz uważać, bo to czego się za niedługo dowiesz to zmieni twoje życie, o 180 stopni. Mówi się że historia lubi się dwa razy powtarzać. W pewnym sensie tak jest. Teraz zostałam babcią mam przesłodkiego wnuczka, siedzę w więzieniu nie można mi pomóc, John zamartwia się tym co będzie ''za chwilę'', Kate podkochuje się w nim, ty żyjesz nadzieją , że kiedyś będzie lepiej. Nie daj się, bądź silna! Jesteś w końcu córką samego Johna, najlepszego agenta w organizacji i moją córką przebiegłą , pierwszą Hydrą. Mnie też życie nie rozpieszczało, ale przyjdzie czas gdy odnajdziesz upragnione szczęście. Nie wiem czy Kevin ci to da...Chcę cię bardzo pozdrowić i się z tobą pożegnać, a przede wszystkim chcę cię ostrzec o planach Hydry. Kevin... ''
-Ale co ''Kevin''?-spytałam.
Moje łzy rozmazały list Margaret i nie zdołałam przeczytać co jest dalej. Siadłam przy oknie i wpatrywałam się w zachodzące słońce. Zamyślona tak siedziałam bez ruchu, aż nagle przyszedł Alex z Johnem. 
Alex wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Widział mnie płaczącą. Jednak coś się w nim ''obudziło'', bo zostawił plecak na podłodze i siadł mi na kolanach przytulając się do mnie.
-Mamuś nie smuć się. Jestem przy tobie.-rzekł Alex.
-Nie boisz się mnie?-spytałam zdziwiona. 
-Troszkę, ale trzeba pokonywać strach.-oznajmiwszy to Alex pocałował mnie w policzek. 
Nie miałam siły udawać przed nim , że wszystko jest dobrze, więc pożegnałam się z nim w moim pokoju a potem odprowadziłam go do samolotu dając mu list który ma przekazać Merlinowi. Stella , Kate i Jim polecieli go odwieźć do Avandii a ja , Nick, Molly i John zostaliśmy w domu. Siedziałam przy oknie i spoglądałam jak mały Alex z obstawą wsiadają na pokład samolotu i wylatują.

Nie wiedziałam dlaczego popełniałam tyle błędów, ale wiedziałam, że jeżeli się poddam to zginę.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Informacja:

Dość długo nie pisałam kolejnego posta, ale pewnie jak niektórzy się domyślają nie miałam internetu (rzeczy martwe) Jak niektórzy czytają każdy mój post to wiedzą że ciągle mam jakieś problemy z internetem lub laptopem. To już nudne. Postaram się napisać jak najszybciej kolejny post, no ale nie mam teraz tyle czasu, szkoła, dużo nauki... i wgl , ale w końcu raczej nic się nie stanie jak się nie nauczę na jeden sprawdzian co nie?? ;) A teraz tak na przeprosiny, nudziło mi się więc zrobiłam taki krótki filmik z serialu Agenci T.A.R.C.Z.Y.


niedziela, 25 października 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

 Część 2  

     -I co tam John? Megan nie wróciła?-spytała Stella.
-Nie.-krótko i ozięble odpowiedział John.
-To już trzy dni jak Meg nie wróciła do domu.-stwierdziła Molly.
-Ja nie wiem co się dzieje z tą dziewczyną. Czy byłem tak naprawdę złym ojcem dla niej że teraz tak się zachowuje? Czy może to przez to że nie było mnie w jej dzieciństwie?-John zadręczał się.
-To nie twoja wina. Megan bardzo kochała Kevina kocha go i zapewne będzie go kochać. Wybaczyła mu to co jej wyrządził , broniła go przed tobą , potem on ją wydostał z Avandii, wzięli ślub było dobrze aż nagle ten wybuch. Czasami sądzę że ich miłość zwyciężyła, bo w końcu zginął jako : mąż, ojciec. Kochany, wiedząc że mu wszystko zostało wybaczone. Każdy by chciał tak umrzeć. To taka spełniona miłość.-wypowiadała się Kate z mądrością.
-Myślisz Kate że to wszystko się kiedyś skończy?-spytała Stella.-Przecież ona jest teraz zdolna do wszystkiego. Rzuciła mną i Molly o ścianę! Dziecko to wszystko widziało i myślisz że nie będzie się bało jej. 
-Stella, co chcesz przez to powiedzieć?-podenerwował się John.
-Trzeba to powiedzieć głośno i wyraźnie. Megan jest potworem. Dopóki nie umrze nikt nie zazna spokoju. Jest gotowa nawet skrzywdzić swoje dziecko!-odparła Stella.
John chciał coś już powiedzieć Stelli tyle że nagle ja weszłam i spłakana ocierałam resztki łez. Przykucnęłam i wyciągnęłam ręce do syna by go przytulić, ale on chował się za Kate i kurczowo trzymał ją za rękę. 
-Właśnie o tym mówię!-krzyknąwszy Stella z Jimem wyszli. 
John popatrzył się na Alexa przytulającego Kate i zrozumiał to co powiedziała Stella. Molly z jednym dużym siniakiem na ręce poszła do pracowni chemiczno-biologicznej a Nick siadł na kanapie w salonie i puścił telewizor. 
-Alex chodź do mamy. No chodź! Kochanie nie bój się mamusi...chodź...-namawiałam syna do przyjścia. 
-Nie!-krzyknął Alex. 
-Ale dlaczego?-spytałam negatywnie zaskoczona. 
-Jesteś potworem! Wolę dziadzia!-krzyknąwszy to Alex pobiegł do pokoju. 
Ja się popłakałam, bo nawet mój własny syn się mnie bał. Oczywiście nie dopuszczałam do siebie myśli że jestem aż taka przerażająca wolałam o to obwiniać innych. Wstałam i zaczęłam krzyczeć na cały dom że co zrobili mojemu synowi. Kate chciała coś powiedzieć ale przerwał jej Nick.
-Patrzcie!-pokazał na telewizję. 
W telewizji reporterka opowiedziała co się stało w pobliskim parku. Było także nagranie które przedstawiało mnie powalającą drzewa i ludzi. Kobieta z telewizji pokazała moje zdjęcie i ogłosiła że jestem poszukiwana. Kate z przykrością  podeszła do mnie położyła rękę na moim ramieniu i spytała:
-Megan gdzie byłaś przez te trzy dni?
-Zostawcie mnie wszyscy! 
-Megan uspokój się. Nie zrobię ci krzywdy...spokojnie...
-Czemu tak do mnie mówisz jak bym była jedną z tych co mają moc i całkowicie oszaleli i byli groźni dla otoczenia?
Widząc ich wszystkich miny wiedziałam że mają mnie za potwora.
-No tak! Macie mnie za potwora! Jeżeli chcecie wiedzieć co zrobiłam i gdzie byłam to proszę bardzo! Po weselu wściekłą powaliłam te drzewa i kilku ludzi w tym dwie osoby nie żyją! Dziecko dwunastoletnie i staruszka bo zostali przygnieceni drzewami które powaliłam! Potem wiedząc co zrobiłam...udałam się na cmentarz do Kevina! Tam spędziłam te dni! I tak jestem potworem! Tylko Kevin daje mi nadzieje na lepsze jutro! 
-O Boże! Dziewczyno co ty wyprawiasz?!-załamała się Kate. 
-Kocham , szukam zemsty i szczęścia!-wykrzyczałam prosto w Kate twarz.
-A ty gdzie znów idziesz?-spytał John.
-A jak myślisz tato?! Na cmentarz! Przynajmniej tam mnie ktoś zrozumie!-wykrzyczawszy wyszłam z domu trzaskając drzwi. 
Na cmentarzu przesiedziałam tam całą noc. 
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.-odparł jakiś mężczyzna zbliżając się do mnie z otchłani ciemnej nocy. 
-Ale jak mam się nie martwić? On był całym moim życiem, a teraz straciłam go.-rzekłam. 
-To nie prawda. Musisz walczyć, on by tego chciał. Jeśli mi pomożesz to zapomnisz o wszystkim co cie złego spotkało i pomścisz jego śmierć.-oznajmił mężczyzna. 
-Kim ty w ogóle jesteś?-spytałam. 
-Jestem twoim przyjacielem.-odpowiedział mężczyzna w kapturze. 
-Mówisz bardzo ogólnikowo. A jak masz na imię?-spytawszy nie usłyszałam odpowiedzi.
Postanowiłam więc, że nadam mu przydomek: ''Nieznajomy''. Trochę sądziłam że to mi się śni, lecz tak się nie działo. Ten Nieznajomy istniał naprawdę. I oczekiwał czegoś ode mnie , ale nie byłam wstanie powiedzieć co to było. Nie wiedziałam czy jest dobry czy może pracuje dla Hydry, i to był jej kolejny podstęp. Ale co mi zostało? Nie miałam niczego do stracenia-tak myślałam tylko wtedy. Podczas gdy ja poznawałam mężczyznę to John i reszta mówili o tym jak ograniczyć mi kontakt z moim synem-Alexem. Przez cały jeden miesiąc nie musieli się za dużo głowić jak to zrobić bo przez właśnie jeden miesiąc nie byłam obecna. Ten czas spędzałam z nowym mężczyzną i pomagałam mu w różnych sprawach. Czasami coś kradłam a czasami kogoś śledziłam i zabijałam. Nie wiedziałam wtedy że pracuje dla złego człowieka sądziłam że on ma powód by tak się zachowywać, a że osoby które dla niego zabijałam to wyrządzili mi krzywdę podobną do tej którą wyrządziła mi krzywda. Nieznajomy cały czas kłamał mówiąc bym się nie przejmowała tym co obecnie robię. W mawiał mi że to jest dobre, tylko jego czy moje ofiary były złe bo zabiły jego żonę i dzieci, czyli ukochane osoby. Rozumiałam go, ale nie sądziłam że to było jego kolejne kłamstwo jedynie po to by ukraść kilka tysięcy złotych. Chciałam w to wierzyć, że to prawda. To co mówił Nieznajomy to było można powiedzieć prawdą to co mówił tak się działo. Kiedy kradłam, zabijałam bezbronne ofiary to nie myślałam o Kevina i sądziłam że ten facet mówi prawdę. Prawdę mówiąc to John i reszta nie martwiła się o wcale o mnie. Całą swoją uwagę skupiali tylko na Alexie. Ja zostałam odepchnięta przez wszystkich di ''cienia''. Tylko nie myślałam że to moja wina że wszyscy się ode mnie oddalili. Jedyne oparcie miałam w tym Nieznajomym. Trochę pomógł mi wstać na nogi. Stałam się potworem, którego wszyscy dostrzegali, tylko nie ja. 


niedziela, 18 października 2015

''W cieniu prawdy. W poszukiwaniu szczęścia.''

Część 1  
  
 
''Minęły już dwa lata od śmierci jego,Lecz za życia zabrał coś mojego!
Moje serce które schował bardzo głęboko. 
Ja nadal rozpaczam!
Chociaż wiem, że muszę przywrócić do życia swą duszę!
Mimo , że jest bliska wiecznego ukrycia.
Hydra tryumfuje i od nowa knuje
Jak dobić mnie bardziej, lecz bardziej się chyba nie da!
Zwłaszcza , że Kevina już nikt mi nie sprzeda.''
 
 
       Dzień spędzałam przy grobie Kevina ,zresztą jak każdego popołudnia siedziałam na cmentarzu.Tego dnia wyjątkowo siedziałam dużej bo właśnie wtedy była druga rocznica śmierci Kevina. To właśnie dwa lata temu Kevin zginął w wybuchu. Te dwa lata ciągnęły się jak makaron. Dużo przeżywałam przez te miesiące. Kilkadziesiąt razy był u mnie psycholog i to nie jeden. Kilka dni po pogrzebie przyszli do mnie psycholodzy których zabiłam. W ogóle się nie uśmiechałam, nie spałam, mało co jadłam i mówiłam. Próbowałam sobie kilka razy odebrać życie, ale zawsze mi przeszkadzano, aż w końcu nie miałam siły na to więc odpuściłam. Prawie wcale nie wychodziłam z pokoju Kevina-to właśnie tam teraz był mój pokój. Spędzałam w nim bardzo dużo czasu. Oglądałam nasze zdjęcia ze ślubu, z podróży poślubnej i w ogóle. Zawsze gdy go widziałam na jakimś zdjęciu lub słyszałam to imię-Kevin to tak jakbym tyle razy traciła życie lub była dźgana nożem prosto w serce. To był ból gorszy niż ból taki fizyczny. Trudno jest sobie to wyobrazić a tym bardziej trudniej to opisać. 
-Kevinku przyjdę do ciebie jutro. Obiecuję. Pamiętaj że bardzo cię kocham. I zapamiętaj sobie. Pomszczę cię. Zabiję każdego kto jest odpowiedzialny za twoją śmierć.-mówiąc to położyłam znicz w kształcie serca i włożyłam kwiaty do wazonu  a potem wstałam i wróciłam do domu.
Gdy weszłam do domu zobaczyłam Johna, Kate, Nicka, Jima, Molly i Stellę uradowanych. Byłam wśród nich jak uschnięty kwiat bez blasku. Denerwował mnie ich radość więc burknęłam
-Co wam tak do śmiechu?!
-Megan co jest? Myśleliśmy już że nie wrócisz. Przecież dziś jest ślub Stelli i Jima. Jak mogłaś zapomnieć?-dziwił się John. 
 
Chwilę się zawahałam aż w końcu odpowiedziałam przez złość:
-Byłam na cmentarzu. Może wolicie żebym już nigdy nie wróciła. Tak było by lepiej, prawda?! Tylko wam niszczę humory!
-Uspokój się Megi. Idziesz z nami na ślub?-spytała Stella.
-Nie wiem na razie idę do pokoju. Może później przyjdę na weselę. Bawcie się dobrze!-odwieszając kurtkę na wieszaku pobiegłam do pokoju. 
Tymczasem Stella i Jim , oraz reszta udali się na ślub. Mi się to strasznie nie podobało, bo ślub odbywał się wtedy kiedy była druga rocznica śmierdzi Kevina. Uważałam że gdy ja jestem smutna, zdruzgotana to że inni też powinni cierpieć tak jak ja, ale nie myślałam wtedy o tym że całe życie nie można się smucić. Cierpiałam bardziej gdy widziałam zakochanych w sobie, szczęśliwych osób. Parę godzin później postanowiłam się przebrać i pójść na samo wesele Jima ze Stellą. Z początku wszystko układało się dobrze. Wszyscy tańczyli, śpiewali, jedli i pili do momentu aż ja nie przyszłam. Nie zamierzałam zniszczyć ich ślubu, ale to było silniejsze ode mnie. 
-O Megi przyszłaś jednak! Tak się cieszymy. Siądź koło Johna. O tam! Może zatańczysz?-ucieszyła się witając mnie Stella.
-Nie, dzięki. Ja jednak wolę usiąść. Pięknie wyglądasz Stello. Gratuluję. Ja wpadłam tylko na chwilę. Nie zabawię tu długo.-mówiąc to złożyłam życzenia młodej parze i zajęłam swoje miejsce.
Państwo młodzi bawili się tańczyli, nikt nie kojarzył tego wspaniałego dnia ze śmiercią Kevina. Tylko ja jedyna pamiętałam o tym. W takie dni czułam się jakbym przeżywała od nowa ten koszmar. W pewnej chwili z sekundy na sekundę zaczęło się wszystko walić. Molly zaczęła rozmowę a ja zaczęłam bardziej się denerwować i bardziej podnosić głos.
  

-Dobrze Megan że przyszłaś. Może przestaniesz w końcu trzymać ten celibat? Poznasz kogoś i zabawisz się.
 
 
  
 
-''Trzymać celibat?'' Czy ja się przesłyszałam? Mam poznać kogoś? Oszaleliście!
-Spokojnie nie denerwuj się. Bo twój synek patrzy.
-Molly! Zamknij się! Nie będę z nikim aż do śmierci! Kocham Kevina i zawszę będę go kochać!
-Meg musisz to zakończyć bo się wykończysz. Nie możesz ciągle żyć w żałobie. Musisz się otrząsnąć. Kevin już nie wróci nie żyję! Kochał cię ale to się skończyło. Wasza miłość się skończyła! On nie wróci, zrozum to. 
-O Boże! Nie wierzę! Molly byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Miałam cię za siostrę. I tak mnie traktujesz?! Dopiero co dwa lata minęły od jego śmierci. Hydra jest na wolności, dziś jest druga rocznica śmierci Kevinka, a wy świętujecie jakby nigdy nic?! Jesteście chorzy! Nigdy go nie lubiliście! Zawsze życzyliście mu śmierci! Próbowaliście udawać przede mną że jesteście w żałobie! 
-Megan co się dzieje?-wtrąciła się Stella z Jimem.
-Nie wtrącajcie się! Przypominam wam że Kevin chciał ratować Johna-mojego ojca, ale sam przypłacił życiem! Ja go kocham nie rozumiecie?! 
-Meg on nie wróci pogódź się z tym.-oznajmił John próbując mnie przytulić.-On nie wróci córeczko...Musisz się opamiętać, masz kochanego synka a mojego wnuczka. Masz dla kogo żyć. Nie możesz go teraz odtrącić. On cię potrzebuje!
-Wcale nie prawda! To przez niego Kevin nie żyje! Gdyby nie ten...to Kevin by żył! Mogłam go zabić jak był jeszcze mały! Teraz siedzi truteń!-krzycząc obwiniałam Alexa, mojego syna o śmierć Kevina.
Nie chciałam tego powiedzieć, ale było za późno Alex wszystko słyszał. I spytał
-Mamuś naprawdę tak uważasz? Nie kochasz mnie! I ja ciebie też nie kocham!-rozpłakał się i wybiegł ze sali. 
Ja w końcu nie wytrzymałam użyłam swojej mocy i wybiłam wszystkie okna ze sali zabiłam dwóch grajków i niechcący Molly i Stella uderzyły o ścianę. Na szczęście nic się im nie stało. Stella miała najgorszy ślub na świecie. Nie chciałam im go zniszczyć, ale zdenerwowało mnie i to bardzo to co powiedziała Molly. Nie potrafiłam od nowa zacząć żyć, a zwłaszcza od nowa pokochać kogoś tak mocno jak Kevina. Mój ojciec nie mógł uwierzyć w to co się ze mną stało na przyjęciu. Wszyscy goście się przerazili i uciekli a ja z płaczem wybiegłam z budynku i biegnąc przez park powalałam drzewa i niektórych pieszych. Nie wiedziałam wtedy co się ze mną dzieje, albo nie chciałam zrozumieć. 
 

Tak wyglądała 1 część tego opowiadania. Jest bardzo krótkie, ale to dopiero początek. Jak widzicie Megan nadal zmaga się z uczuciami. Zapraszam do komentowania i pisania swoich opinii lub pisaniu która postać wam się najbardziej podoba, albo czy żałujecie że Kevin zginął. ;) 
 

piątek, 16 października 2015

BOHATEROWIE (PRZYPOMNIENIE)

 
Megan

 Kate

 Molly
 Jim
 Margaret-Hydra2(mama Megan)
Ben
                                               Kevin
                                      John-ojciec Megan
Nick
                                               Stella
Maria Hand-Hydra 1 


JUŻ ZA NIEBAWEM 1 CZĘŚĆ DRUGIEJ CZĘŚCI POWIEŚCI PT. ''W cieniu prawdy''

sobota, 3 października 2015

W cieniu prawdy-PRZYPOMNIENIE

                               przypomnienie

Co działo się w części pierwszej?

Postanowiłam że zrobię może takie nietypowe przypomnienie mojej powieści. Wiem że niektórym z was bardzo przypadła do gustu i może dlatego piszę taką jakby drugą część. Przypomnienie jak widać zrobiłam w postaci filmiku. Nie będziecie musieli czytać od nowa , chyba że chcecie to bardzo chętnie zapraszam. Jak sądzicie jak Megan będzie się zachowywała po tym wszystkim? Pozbiera się, czy może będzie ciągle załamana? A jak zachowa się jej syn-Alex? Zrozumie co się stało? Dowiecie się tego już nie bawem.  Jeżeli chcecie mogę zrobić mały konkurs na blogu. Wysyłajcie linki do swoich stronek! A teraz takie trochę dłuższe przypomnienie:

Megan to sierota. Jej rodzice zginęli wypadku. Jak później wiadomo przez Hydrę. Dziewczyna nie posiada domu, mieszka w dużym samochodzie. Pewnego dnia, kradnie z bazaru jabłko i goni ją policja. Wpada na przystojnego mężczyznę który kupuje jej jedzenie i płaci za skradzione jabłko. Kolejnego dnia Megan sieje panikę w mieście. Nieznajomy wraz z podwładnym odnajdują osobę która to robi i porywają ją. Trafia ona do bazy agentów. Tam szef przyjmuję ją do pracy i tak Megan zostaje agentką. Przystojny nieznajomy o imieniu Kevin zostaje jej nauczycielem. Uczy ją sztuk walki i korzystania z broni palnej. Nie przypadają sobie do gustu są wrogami. Pewnego dnia podczas swojej pierwszej misji Megan całuje się z Kevinem. Udaje że nic się nie stało a jednak coś poczuła. Po pewnym czasie zostają parą. Potem Megan podsłuchuje rozmowę Kevina z szefem (Johnem) i dowiaduje się że wszystko było dla żartów że tak naprawdę nie spodobała się Kevinowi. Uważa go za aroganckiego lalusia. Kevin uświadamia sobie że jednak naprawdę Megan mu się podoba, ale jest już trochę za późno. Megan odchodzi z agentów, ale po krótkim czasie wraca. Jak do tego czasu Kevin był jej śmiertelnym wrogiem. Megan całe dnie spędza na portalu randkowym poznaje jakiegoś amanta. Spotyka się z nim w parku. Ten mężczyzna okazuje się starym łysawym oprychem. Kevin zaczyna wyśmiewać Megan. Po niedługim czasie poznaje przystojnego mężczyznę-policjanta. Spotykają się bardzo często, a Kevina zżera zazdrość. Megan wyprowadza się z bazy a wprowadza się do domu policjanta. Pierwsze dni spędza samotnie, bo ciągle jej chłopaka, policjanta nie ma w domu. Jest trochę nieszczęśliwa. Któregoś dnia na kolacji mężczyzna prosi Megan o rękę, ona jednak potajemnie kocha Kevina, nie mówi ''nie'', ani nie mówi ''tak''. Po prostu wybiega z domu i płacze. Kevin nabiera śmiałości i wraz z policjantem podchodzą do dziewczyny i proszą ja by odpowiedziała im którego woli. Megan by wnieść chwilę nie pewności i przez żart zaczęła mówić do Kevina, on oczywiście impulsywnie nie zaczekał jak dziewczyna skończy mówić zrozumiał że Megan wybiera policjanta. Wściekły wyszedł z bazy a uszczęśliwiony mężczyzna całuje Megan. Ona zszokowana nie miała odwagi by powiedzieć policjantowi prawdę że woli Kevina ciągnie to dalej. Są już zaręczeni. W między czasie odbywa się ślub Nicka i Molly. Policjant widzi jak zachowuje się Megan i postanawia ją na poważnie porozmawiać. Megan wyznaje mu prawdę że kocha Kevina. Mężczyzna nie był zbytnio zdziwiony, zrozumiał ją i pozwolił jej odejść. Megan dowiedziała się że Kevin zrezygnował z pracy i odszedł z agentów. Dziewczyna znajduje jego adres i jedzie do niego by opowiedzieć mu że skończyła z policjantem. Zamiast Kevina, drzwi otwiera kobieta w szlafroku. Megan jest wściekła, policzkuje dziewczynę i Kevina wybiega z domu. Po jakimś czasie umawia się na piwo z Molly i zaczyna rozmawiać. Nagle zauważa idącego na dyskotekę między dwiema dziewczynami pijanego Kevina. Jest wściekłą. Postanawia o niego zawalczyć. Idzie na dyskotekę wraz z Molly i bez słowa całuje Kevina. Potem uderza go i popycha jedną z dziewczyn. Wybiega z dyskoteki a Kevin za nią. Dają sobie kolejną szansę. Zaczynają wszystko od początku. Pewnego dnia Megan dowiaduje się że jej ojcem jest sam niewiedzący o tym John-szef agentów, a jej matką Margaret-Hydra-najgroźniejszy wróg agentów. Jest załamana, ale ma Kevina który trzyma ją na duchu. Niestety ich szczęście nie trwa długo. Gdy zostają sami w samolocie-baza, Megan wychodzi do kantorka i nagle z jakiejś uroczystości wraca Molly. Kevin pod strzela Molly. Ona upada i zaczyna krwawić. Megan widząc to, biegnie by jej pomóc. Kevin tłumaczy jej że Hydra zaatakowała ich, lecz Molly wyszeptuje jej że to Kevin, że Kevin zdradził agentów i pracuje dla Hydry. Kevin próbuje Megan zatrzymać, ona ucieka. Na drodze staje jej Spider, ciemnoskóry mężczyzna z mocą. Ona biegnie do samolotu-bazy i zamyka się w łazience. Kevin próbuje po dobroci się z nią dogadać, ale Megan nie chce go znać. Spider otwiera drzwi. Kevin wchodzi do środka i tłumaczy jej wszystko. Ona uderza go. Mężczyzna zdenerwowany przywiązuje ją do barierki a Spider wylatuje z garażu samolotem-bazą. Okazuje się że to wszystko było zaplanowane. Kevin chciał zmusić Megan by odblokowała jakiś plik, ale ona nie chciała. Kevin mówi że kłamał we wszystkim, ale nie w tym że ją kocha. Dziewczyna jest załamana, nie wierzy mu, chociaż go kocha. Spider już dłużej nie może czekać szantażuje Megan że jeżeli nie odblokuje pliku to Kevin zginie, Spider wiedział co ona czuje do niego. Megan zgodziła się. Potem zostaje zamknięta w pewnym pomieszczeniu. John dostaje się na pokład samolotu i ratuje córkę z łap zdrajcy. Kevin nie może się z tym pogodzić. Molly umarła, ale kolega Johna ma pewną maszynę która ratuje jej życie. Po jakimś czasie Megan truje się i w ciężkim stanie trafia do szpitala. Ledwo lekarze odratowują ją. Później Megan poznaje przystojnego blondyna-Louisa, który ma swoją tajemnicę. Hydra kradnie jego pieczęć Zeusa a Megan i agenci próbują ją odzyskać. Megan staje oko w oko w jaskini z Hydrą i odbiera jej pieczęć. Zaczynają się wstrząsy i Hydra wraz z resztą ucieka. Kevin przybiega i zabija nowego członka agentów-Iana. Megan próbuje mu pomóc, ale nie daje rady. Nagle zaczyna się coś dziwnego dziać. Megan wraz z Ianem zamieniają się w kamień. Megan prosi o pomoc Kevina, lecz on tchórzy i ucieka wraz z Hydrą. Megan zamienia się cała w kamień, lecz jakaś dziwna moc wydobywa się z niej i zwalcza to i wydostaję się z tej skorupy, lecz wcześniej widzi że Ian rozpadł się na drobny pył. Nie rozumie tego. Wraca do reszty załogi, lecz nikomu o tym nie opowiada co się stało w jaskini. Później dowiaduje się że ma moc. Wszyscy pomagają jej ją zaakceptować. Kevin sądząc że Megan zginęła w jaskini oddaje się dobrowolnie w ręce Johna i zostaje w więzieniu. Megan zaczyna go przesłuchiwać. Po jakimś czasie Kevin wyznaje jej miłość. Megan kocha go, ale boi się z nim być. Maria Hand wydaje wyrok i Kevin ma być rozstrzelany. Niestety tak się nie dzieje Megan ratuje ukochanego a John oddaje mu wolność mówiąc żeby się nie kontaktował z jego córką i by wyjechał całkiem z Nowego Jorku. Pewnego dnia Maria Hand dyrektorka agentów chcę pozbyć się Megan bo uważa ją za zagrożenie. Agenci nie poddają się i bronią Megan. Dziewczyna ucieka do lasu i znajduje chatkę i jej gospodarza starszego mężczyznę. Od którego dowiaduje się że Maria Hand to tak naprawdę w swoim jedynym rodzaju Hydra. Nie może w to uwierzyć. Później ludzie Marii Hand atakują leśny domek i ginie jego właściciel. Megan używa mocy i pokonuje ludzi Hydry. Nagle zjawia się bezoki mężczyzna-Merlin który zabiera ją do krainy zwanej Avandią. Agenci dowiadują się o zdradzie i na miejsce Marii Hand zostaje wybrany Ben. Megan w Avandii spotyka tam swojego byłego kolegę-Louisa który jak się okazuje ma moc, i jest synem królowej Avandii-Evelin. Z czasem Megan dowiaduje się przerażającej prawdy o królowej i krainie. Podczas święta królowa wyznacza Megan i Louisa jako tegoroczne małżeństwo. Megan nie chce tego ślubu bo kocha Kevina, ale niestety musi, bo nie ma drogi powrotnej do domu. John załamuje się, sprowadza z powrotem Kevina by pomógł mu odnaleźć zaginioną córkę. Megan próbuje uciec z Avandii , ale niestety jej się nie udaje. Louis pomaga się jej wydostać z krainy a ona pomaga mu zdobyć magiczny klucz. Trafiają do jakiegoś budynku i widzą walczącego z Hydrą Johna i Kevina. Megan próbuje podbiegnąć do nich, ale niestety przeszkadza jej Merlin porywa ją i wraz z Louisem przenosi ich z powrotem do Avandii. Kevin znajduje wejście do krainy i wchodzi tam sam. Spotyka Megan i próbują oboje uciec, niestety Louis i Evelin przeszkadzają im. Megan zostaje zamknięta w domu a Kevin w więzieniu. Kilka dni później w dzień ślubu Louisa i Megan Avandie atakuję Hydra i jej ludzie. Evelin zostaje pod strzelona i zaczyna krwawić, Megan ratuje jej życie. W zamian za życie Evelin jej i Kevinowi zwraca wolność. Oboje wracają do Nowego Jorku. Kilka dni później Kevin wraz z siostrą wracają do domu. Megan nie pozwala na to i jedzie w pośpiechu na lotnisko. Niestety samolot wylatuje. Okazało się że Kevin nie poleciał tylko odesłał swoją siostrę. Dają sobie chyba już ostatnią szanse i zostają parą narzeczonych. Kevin później wyjeżdża na jakiś czas do siostry, wraca po kilku miesiącach .Biorą ślub i wyjeżdżają w podróż poślubną do Azji.

Za jakiś czas Megan rodzi prześlicznego czarnowłosego synka któremu nadaje imię Alex. Po kilku latach Alex zostaje porwany przez Hydrę. Na starym moście w nocy Agenci i Hydra się spotykają. John we fiolce niesie Hydrze Megan próbkę krwi i dokonują wymiany Alex za Johna. Syn wraca do matki, a Kevin biegnie na most by odbić Johna w pewnej chwili rozlega się podejrzana cisza aż nagle most zaczyna wybuchać. Kevin ginie, a John wraca do reszty. John mówi Megan że Kevin nie żyję i wręcza jej jego obrączkę. Megan jest załamana... 


Już za niedługo dowiedzie się co będzie dalej z Megan, z Hydrą i Agentami!

czwartek, 1 października 2015

Podsumowanie:

                            W cieniu prawdy
Drodzy czytelnicy, dziękuję Wam za to że dotrwaliście do końca tej powieści która liczy równe 100 części. To moja jak na tą chwilę najdłuższa opowieść.  Postanowiłam że udostępnię filmik o bohaterach tego opowiadania. Jak wiecie, albo chociaż się domyślacie mam zamiar napisać tak jakby drugą część tej powieści, nie wiem ile będzie liczyła części zapewne mniej niż ta część powieści pt. ''W cieniu prawdy''. Chciałam byście trochę odpoczęli od ciągłego czytania i coś pooglądali takie małe przypomnienie o czym była ta powieść. Od razu chcę was powiadomić że ta powieść jest inspirowana serialem pt. ''Agents of Shield czyli Agenci Tarczy którzy byli emitowani do wakacji na TVP1 teraz niestety ich już nie ma zdążyłam oglądnąć pierwszy odcinek a już zakochałam się w tym serialu i w jego bohaterach, do tego stopnia że postanowiłam napisać opowiadanie z tymi właśnie bohaterami. Moja powieść nie dorównuje nawet do pięt temu wspaniałemu serialowi MARVELA, ale i tak się cieszę że zdobyłam dzięki niemu tyle wyświetleń ile zdobyłam. A teraz czas na filmik:

  


Zachęcam do komentowania i wysyłania linków do swoich blogów. Już wkrótce kolejna część W cieniu prawdy.


niedziela, 20 września 2015

,,W cieniu prawdy''-ostatnia część

                       Część 100 -ostatnia część
5 miesięcy później...  
-Megan idź zobacz kto przyjechał samochodem.-powiedział John.
Niechętnie zeszłam po schodach i niechętnie otworzyłam drzwi. Wyszłam z domu i stanęłam przed jakimś ciemnym samochodem. Wysiadł z niego obrócony do mnie tyłem jakiś ciemnowłosy, wysoki , dobrze zbudowany mężczyzna.
-Chyba pan pomylił drogę.-rzekłam. 
-Raczej nie. Właśnie tu jest mój cel.-mówiąc to mężczyzna odwrócił się do mnie przodem i zdjął swoje ciemne okulary.
 
-Kevin? Wróciłeś!-krzyknęłam wskakując mu w ramiona. 
-Tak Megi wróciłem w końcu. Po pięciu miesiącach rozłąki w końcu będziemy mogli się pobrać.-oznajmił mocno ściskając mnie.-Zmieniłaś się włosy ci urosły, i wyglądasz prawie tak samo jak wtedy, kiedy cię po raz pierwszy ujrzałem. Musiałem wtedy zapłacić sprzedawcy za kradzież jabłka, a potem wziąłem cię do sklepu kupiłem ci jedzenie i dałem pieniądze, za to byś nie zdradziła gdzie pracuję.
-Mhm...to prawda. Ty też się zmieniłeś. Nie masz już brody, ale i tak cię kocham. Pamiętasz wspólne biwakowanie?-zaczęłam wspominać dawne i wspaniałe czasy. 
-Tak. Strasznie chrapałaś i kazałaś mi czytać ''Śpiącą Królewnę'', a potem spaliłaś nasz namiot i musieliśmy spać pod gołym niebem z dala od wszystkich. To wtedy po raz pierwszy zaczęliśmy rozmawiać szczerze, i to wtedy zrozumiałe, że mi się podobasz.-przypominał Kevin.
Pewnie dużo rzeczy byśmy jeszcze sobie powiedzieli, ale przyszedł John i reszta ekipy by przywitać Kevina, potem wszyscy weszliśmy do domu i opowiadaliśmy co robiliśmy wszyscy przez ostatnie pięć miesięcy. 
Następnego dnia popołudniu wraz z Kevinem wybraliśmy się do księdza by ustalić datę ślubu. Okazało się że data jest bardzo szybko, bo już za cztery dni, ale uznaliśmy z Kevinem, że nie ma co zwlekać, więc tak zgodziliśmy się na tą wybraną datę. Mieliśmy dużo pracy. Nie było czasu więc najpierw rozpoczęliśmy od światków, wybraliśmy Molly i Nicka, potem zastanowiliśmy się nad :zaproszeniami ,  salą, kwiatami, kapelą, fryzurą, i wieczorem panieńskim i kawalerskim. Prawie wszystko było już gotowe, tylko została jedna rzecz oczywiście dla mnie, dla panny młodej-suknia. Dwa dni przed ślubem razem z Molly poszłam do sklepu z sukniami ślubnymi. Strasznie nie lubię się przebierać, ale cóż, taka uroczystość zdarza się tylko raz, tylko raz jest ten pierwszy. Wybór był ogromny! Zaczęłam przymierzać po kolei każdą, no dobra prawie każdą. 
-Co uważasz o tej?-spytała Molly pokazując jedną z sukien.
-Za mała na mnie.-odpowiedziałam z rezygnowaniem. -Nie ma pani czegoś wyjątkowego?
-Proszę za mną. Jest w naszym sklepie na zapleczu pewna suknia. Hit! Nie jest jeszcze wystawiona na sklepie , ale jeżeli pani się spodoba to proszę bardzo brać.-sprzedawczyni prowadziła nas na zaplecze.
Potem otworzyła pudełko ,a tam była najpiękniejsza sukienka jaką widziałam. Była długa, tiulowa. Na biodrach miała taki delikatnie pasek perłowo-różowy ozdobiony właśnie białymi perełkami. na dole sukni aż mniej więcej do kolan może trochę wyżej były ''porozrzucane'' delikatnie różowe kwiaty. Nie było się co zastanawiać postanowiłam ją wziąć. Kiedy sukienka już była gotowa i wszystko było już dopięte na ostatni guzik pozostało nam zrobić tylko wieczór panieński. Zaplanowałam to tak, że najpierw pójdziemy na dyskotekę, a potem zrobimy piżama party. Gdy wróciłam już z zakupów z Molly zobaczyłam Kevina jak rozmawiał z Nickiem. 
-Molly weź suknię i zanieś ją do pokoju. Zaraz przyjdę, ale nie pozwól by ją ktokolwiek zobaczył, a zwłaszcza Kevin.-dałam suknię Molly a potem podeszłam do Kevina. 
Ucałowałam go w policzek a potem spytałam jaki ma plan na wieczór kawalerski.
-Jaki masz plan na dzisiejszy wieczór?
-Pewnie pójdziemy to pubu by po obgadywać trochę kobiety. 
-No wiesz co? Kevin...proszę cię. Pojutrze już jest ślub. Denerwujesz się?
-Nie.
-Kevin powiedz mi jak to robisz, że się nie stresujesz. 
-Nie denerwuje się bo wiem że nie będę sam przy ołtarzu i że to życie nie spędzę jak palec, bo ty zawsze będziesz przy mnie. Na dobre i na złe. Kocham cię Megi.
-Ja ciebie też. Kevin. 
WIECZÓR PANIEŃSKI/KAWALERSKI : 
-Idziesz na parkiet?-spytałam się Stelli.
-Okey...ale patrz jak Kate wywija. Wow!-zgodziwszy się poszłyśmy na środek parkietu. 
Kate super była ubrana miała mini czarną podkreślającą talie sukienkę długie srebrne kolczyki i delikatnie podkręcone , rozpuszczone włosy i super tańczyła. Przyznam szczerze że Kate nie wygląda jak na swój wiek. Wygląda może od trzydziestu pięciu do czterdziestu lat. Każda jej zazdrości urody, nawet ja. Też bym chciała tak wyglądać w jej wieku. Tylko w czym tkwi sekret? Pewnie powiedzielibyście że w zdrowej diecie i aktywnym trybie życia, ale to nie wszystko, czasami ma się to już w genach. 
  
 -Ale jest super! Jupi! Obsługa poproszę jednego drinka!-krzyczała Kate.
Tańczyłyśmy wszystkie w kółeczku. Impreza była genialna. W pewnej chwili Podszedł do nas jakiś pijany koleś i zaczął coś tam mamrotać pod nosem. 
-Przepraszam która tu panna bierze ślub? 
-Ja!-krzyknęłam. 
-Taka piękna a taka nie mądra. Oj kochana bę...będziesz żałować...ja już tam swoje wiem...No dobra..miła zabawa, ale trzeba się zbierać. Bo inaczej baba uwiąże cię do stołka...i będziesz do końca jej więźniem...-zaczął coś bredzić, a chwilę później odszedł kiwając się na boki. 
Tymczasem Kevin i reszta mężczyzn siedziała w pubie i rozmawiali pijąc drinki. 
-I kto by pomyślał że ty Kevin  się kiedykolwiek ożenisz. -powiedział Nick. -Zawsze byłeś oddany sprawiedliwo...po prostu zawsze byłeś oddany misjom, a dziewczynę to tak poderwać a nie brać z nią ślub. Gratuluje. 
-To tak samo jak ty Nick. Wiecznie ścisły umysł, nauka i nauka a do ślubu nie zbierało się.-oznajmił Kevin. -Wnet będzie mój ślub ,a potem nadszedł czas na ciebie John i ciebie Jim.
John nic się nie odezwał a Jim liczył ile już wypił. Nagle do stolika podeszła pewna śliczna blondyna i chciała poprosić do tańca Kevina. 
-Pójdziesz ze mną na parkiet przystojniaku?
-Przepraszam, ale nie. Ja nie tańczę. 
-Nie daj się prosić. No chodź!-chwytając Kevina za rękę nalegała dziewczyna. 
-Nawet go nie proś. On już jest zajęty. Jego serce zabrała inna dziewczyna, ale jesteś piękna.-próbował zwrócić na siebie uwagę Jim.
-Naprawdę? Jaka szkoda! Mam dzisiaj pecha.-rzekła blondyna. -Może ty zatańczysz ze mną?
-Ja? No dobrze. To chodźmy. -zdziwił się Nick.
-Nie ty głąbie! Tylko ja! -wyrwał się Jim. 
-Nie wy tylko on!-dziewczyna wskazała palcem na Johna.
-Ja?-dopytał John.
-Tak ty.-odpowiedziała kobieta.
John wstał i w tanecznym rytmie ruszył wraz z blondyną na parkiet i tam zaczęli tańczyć. 
-Głupek!-krzyknął Jim do Nicka.
Zaczęli się trochę kłócić. 
-Ja jestem głupek? Ty, ty, ty...ty gadzino!
-Co za ciapa! Nie znasz jakiś ostrzejszych słów? 
-Oferma! 
-Żal, prawdziwy żal. Jesteś Nick żałosną, ciapowatą ofermą! 
W końcu Kevin przerwał kłótnie. Bawili się do samego rana, a my o pierwszej wróciłyśmy do domu i urządziłyśmy tak jak było  w planie piżama party! 
 
Przebrałyśmy się w piżamy a następnie siadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy oglądać film i jeść popcorn , chipsy , słone paluszki i popijać colą i innymi napojami. Gdy skończył się film, to nadszedł czas, na to co lubię najbardziej...czyli...BITWA NA PODUSZKI! Lecz przed tym zrobiłyśmy sobie fotkę. Po bitwie na poduszki padłyśmy ze zmęczenia i zasnęłyśmy wszystkie w moim pokoju. Następnego dnia po południu opowiadaliśmy sobie nawzajem jak minęły nam wieczory i pokazywaliśmy sobie zdjęcia które podczas imprez zrobiliśmy. Wyszło na to że my-dziewczyny bawiłyśmy się najlepiej! 
DZIEŃ ŚLUBU!!!  


-Molly ty płaczesz?-spytałam ubierając już kolczyki. 
-Tak, bo pięknie wyglądasz w tej sukience, i w ogóle. Jesteś śliczna Megi.-odpowiedziała Molly.-Nie sądziłam że dożyje tej chwili, a zresztą kto by pomyślał że tym szczęściarzem zostanie Kevin. 
-Strasznie się denerwuje, idź zobacz co słychać u Kevina, i powiedz mi jak wygląda.-odesłałam Molly by z kontrolowała co słychać u mojego przyszłego męża. Nie chciałam by widziała że ocieram łzy.
Te łzy to były łzy szczęścia. Jedynego czego żałowałam to to że moja mam nie zobaczy jaka jestem szczęśliwa. Agenci dali mi wiele, dzięki tej agencji zyskałam mojego prawowitego ojca i poznałam swoją matkę która przez ostatni czas pomogła mi. Tymczasem gdy Molly sprawdzała co u Kevina ja podmalowałam się.
-I jak tam? Pan młody gotowy?-spytała Molly. 
 
-Tak, ale piekielnie zdenerwowany.-odpowiedział Kevin.-A jak tam Megi? Gotowa już jest?
-Tak gotowa. Radzę ci Kevin byś poluzował trochę krawat bo gdy zobaczysz Megan to jeszcze zemdlejesz przed ołtarzem. -uprzedziła Moll.-Tak właściwie to ty i John pojedziecie już samochodem do kościoła a ja wraz z Megan, Kate i Nickiem dołączymy do was troszkę później. Stella i Jim i Ben już są w kościele sprawdzają czy wszystko jest gotowe. 
-Aha, okey. Ale dlaczego tak?-spytał pan młody.
-Bo Megan chcę byś zobaczył ją dopiero w kościele. -odpowiedziawszy Molly pobiegła do mojego pokoju i  o wszystkim mi opowiedziała. Podczas gdy ja dopiero wychodziłam z domu to Kevin wraz z Johnem byli w drodze do kościoła. W czasie jazdy rozmawiali:
 
-A więc do tego doszło że moja dorosła córka będzie brała ślub z moim najlepszy pracownikiem.
-John...ja nie chcę byś traktował mnie cały czas jak zdrajcę. Zmieniłem się i nigdy do Hydry nie wrócę. Kocham twoją córkę i zrobię wszystko by już nie płakała by była szczęśliwa. John ja naprawdę...
-Ciiii...rozumiem Kevin. Jesteś przecież moim zięciem. Nie możemy być skłóceni przez błąd który popełniłeś. Trzeba sobie wybaczać, teraz to ja chcę byś mi wybaczył za to jak wobec ciebie się zachowywałem. Możesz mi mówić tato. 
-Dobrze Joh...tato. Wybaczam ci. 
-A tak na marginesie to się denerwujesz?
-Jak diabli! 
-Spokojnie wszystko się uda. A twoja siostra będzie na ślubie?
-Tak już jest. Czeka w kościele razem ze Stellą, Jimem i Benem i innymi gośćmi. 
-Aha to dobrze. 
John i Kevin dotarli już do kościoła. Pan młody stanął przed ołtarzem a John a właściwie to tato czekał na mnie na zewnątrz kościoła. Wszyscy byli już gotowi tylko brakowało mnie. W końcu przybyłam. Chwyciłam Johna pod rękę i rzekłam mu: ''Kocham cię tato''.
Otworzyły się wielkie drzwi, muzyka zaczęła grać, wszyscy goście stanęli, odwrócili twarze w stronę wejścia i patrzyli jak ojciec prowadzi mnie do ołtarza. Kevin szybkim ruchem odwrócił się w stronę wejścia i spoglądał na mnie idącą po różnorodnych kwiatach leżących na czerwonym dywanie. 
 
To była moja najwspanialsza chwila w życiu wszystko szło zgodnie z planem. W końcu stanęłam razem z Kevinem przed ołtarzem. Msza trwała w pewnej chwili nadszedł moment przysięgi małżeńskiej.
-Ja Kevin biorę Ciebie Megan za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
- Ja Megan biorę Ciebie Kevinie za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Chwilę później zaczęliśmy sobie zakładać obrączki:
-Megan  przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. 
-Kevinie przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Wszystko już było dopięte na ostatni guzik. Zostaliśmy małżeństwem! Potem ksiądz powiedział: ''A teraz możesz pocałować pannę młodą''.   Po ślubie udaliśmy się na wesele. Tam przy znoszeniu toastu wypowiedziałam takie o to słowa:
'' Nie chce żebyś kradł, kłamał czy oszukiwał.
Jeśli masz kraść , to kradnij wszystkie moje smutki.
 Jeśli masz kłamać kłam że mnie nie kochasz 
Jeśli masz oszukiwać, to oszukuj czas,
 bo ja nie przeżyje ani jednego dnia bez Ciebie.'' 

Po wypowiedzianych słowach rozpoczął się pierwszy taniec. Później już została tylko zabawa do samego rana. John i Kate tańczyli tylko ze sobą tyle że dwa może trzy razy zatańczył ze mną. 

 Kate miała piękną srebrną sukienkę , błyszczącą podkreślającą talię a John, no jak to mężczyzna miał czarny garnitur i białą koszulę. Ja i Kevin po oczepinach o północy polecieliśmy na lotnisko a z stamtąd polecieliśmy samolotem w podróż poślubną po Azji. Mieliśmy w planie zwiedzić Tokio , wilki Mur Chiński , Chiny , Indie i inne piękne miejsca. Zapragnęłam także zrobić sobie zdjęcia ze słoniem. Miałam nadzieje że plan się powiedzie. Do Nowego Jorku postanowiliśmy wrócić za dwa tygodnie. Podczas gdy lecieliśmy do Chin reszta bawiła się do samego rana. Było wspaniale. Nie ukrywając był to najlepszy ślub, ale to tak w tajemnicy by Molly i Nickowi nie było przykro. Oczywiście żartuje, bo każda para uważa może prawie każda uważa że ich ślub był najlepszy. 
DWA DNI PÓŹNIEJ...
-Ale ten mur jest olbrzymi. A jaki wspaniały!-zachwycona robiłam sobie z Kevinem zdjęcia.-Z czego się śmiejesz?
-Nic Megi, ale nigdy nie widziałem cię jeszcze takiej rozpromienionej.-odparł Kevin, całując mnie w policzek. 
-Bardzo śmieszne. Dziwisz mi się? Przecież to najwspanialsze momenty w moim życiu. -odpowiedziałam. 
Cały jeden dzień poświęciliśmy zwiedzaniu Muru Chińskiego, a kolejny dzień na zwiedzaniu Chin i próbowaniu potraf. Trzy dni później pojechaliśmy do Indii. Tam wraz z przewodnikiem wybraliśmy się na czterodniową wyprawę po dżungli. Mogłam nawet podczas wyprawy pokarmić słonie i zrobić sobie z nimi zdjęcia. To było wspaniałe przeżycie. 
  
 

    
  
  
 
 
Kolejne dni upływały bardzo szybko, zamiast pojechać do Tokio to ostatnie pięć dni postanowiliśmy wraz z Kevinem polecieć na Hawaje. Potańczyć trochę, ponurkować i poopalać się. 
-Ale tu jest wspaniale!-wykrzyczałam.-Jest tyle miejsc do zwiedzania, a tak mało czasu. 
-Megi niestety taki jest świat.-odparł Kevin.-Gdybyś chciała zwiedzić każde, miasto, każdą wieś po prostu każde miejsce na świecie to zabrakło by ci życia. Niestety za krótko żyjemy. Dlatego trzeba wykorzystać ten czas jak najlepiej. 
-Masz rację.-zgodziłam się z mężem.-Od kiedy mój mężu stałeś się taki mądry? Twoja mądrość mnie onieśmiela. Ha..ha..
-Uważasz że jestem głupi?-uśmiechając się Kevin spytał.
-Tak. Mój głuptasku.-odpowiedziawszy to ucałowałam go w policzek.
-Och ty!-krzyknął Kevin i chwycił mnie i w raz ze mną na rękach pobiegł do oceanu.
Potem rzucił mnie do wody. Kevin zaczął się bać ponieważ długo się nie wynurzałam,a to były żarty. Nie wiedział że potrafię tak długo być pod wodą. Postanowiłam to wykorzystać, podczas gdy Kevin umierał ze strachu i szukał mnie po oceanie, ja podpłynęłam i złapałam go za nogę a potem popchnęłam do wody. 
-Megan! Chciałaś bym tu umarł?
-Nie denerwuj się mężusiu, bo ci jeszcze żyłka pęknie. To żarty.
-Właśnie za to cię kocham Megi.
Po powrocie do Nowego Jorku chwaliliśmy się zdjęciami i tym co oglądaliśmy. 
-Ale wam zazdroszczę tego wszystkiego.-powiedziała przytulając mnie Stella.
-Nie martw się Stell i na ciebie przyjdzie czas. Wspomnisz moje słowa.-oznajmiłam.-A gdzie jest tato?
-Jest u siebie w gabinecie. Od samego rana was wyczekiwał. Idź do niego. A ty Kevin opowiadaj dalej jak było?-odpowiedziała Molly.
Ja uśmiechnięta pełna energii i opalona szłam do Johna. Tymczasem John czytał jakieś dokumenty i rzekł:
-To ja. O Boże...
 
Prawie weszłam do gabinetu i spytałam :
-Co to tato? Czemu masz taką minę stało się coś? Co to za papiery?
-Córeczko! W końcu jesteś tęskniłem bardzo za wami. Świetnie wyglądasz!
-Tato co jest? Zadałam ci pytanie.
-Te papiery? Nie to nic takiego i opowiadaj jak było. 
Zaczęłam wszystko opowiadać od nowa i pokazywałam zdjęcia, ale było widać że John był myślami gdzie indziej. Nie wiedziałam tylko co go tak zmartwiło i o czym w tamtej właśnie chwili myślał. Nie był naturalny, uśmiechał się sztucznie i udawał że słucha co do niego mówię, a jego wzrok ciągle przyciągała czerwona teczka i zawarte w niej jakieś dokumenty.
3 TYGODNIE PÓŹNIEJ:
 -Co jest z Megan. Od rana nie wychodzi prawie z toalety.-odparła Molly.
Nagle wyszłam z toalety i miałam dla nich pewną wiadomość.
Podeszłam i przed wszystkimi wyznałam im że jestem w ciąży. Molly zemdlała, Kevin wypuścił kubek z rąk który chwilę później się rozbił a Johna zamurowało. 
-Megan czy ty powiedziałaś że...-Kevin ledwo co wydusił te słowa.
-Tak. Będziesz ojcem! Cieszysz się?-spytałam.
-Nie wiem co powiedzieć. Wow! O Boże...będę ojcem. O ja cię kręcę !-w końcu do Kevina doszła ta wiadomość. -Kocham cię.
Wszyscy rzucili się na mnie i ściskali mnie składając wszystkiego najlepszego. 
Po kilku tygodniach zdecydowaliśmy że będziemy musieli odejść z agentów , bo musimy naszemu dziecku zapewnić bezpieczną i stabilną rodzinę. Nie było to łatwe bo tak jak i moim tak i Kevina agenci, ta praca to całe nasze życie. Nie wiem czym miałabym się zająć po odejściu , Kevin zawsze gdzieś znajdzie pracę. Zna dużo języków mógłby może zostać jakimś przystojnym nauczycielem albo pracować jakoś fizycznie. Nie wyobrażałam sobie tego, ja jako matka, żona. Nie przespane noce, różne kaszki, pampersy i tak dalej. Oprócz tego że miałabym gospodynią domową chciałabym coś jeszcze robić. Tylko jeszcze nie wiem co. John był podekscytowany że zostanie dziadkiem a Kevin że zostanie ojcem. Już za dziewięć miesięcy  na świat miała przyjść mała istotka która kiedyś stanie się ''kimś'' i być może zajmie nasze miejsce w pracy.
-Teraz to jest idealny moment na to by tobie Kevin i tobie Megi coś powiedzieć.-odezwał się John.
-Stało się coś?-spytałam.
-Wsiądźcie do auta. Musimy wam coś pokazać.-powiedziała Kate.
Wszyscy wsiedliśmy do furgonetki i pojechaliśmy gdzieś z Kate z Johnem i resztą. Nagle stanęliśmy przed jakimś domem.
-Gdzie my jesteśmy?-spytałam.
-Idźcie za mną.-odparł John otwierając drzwi do jakiegoś domu.
Zaczęliśmy się rozglądać i potem rzekłam: ''Przecież tu nic nie ma. Nic z tego nie rozumiem. Powiedz mi tato o co tu chodzi?''
-Kochani ja w raz z resztą zespołu i przy wielkiej pomocy naszego dyrektora-Bena kupiliśmy wam ten dom wystarczy byście go urządzili tak jak chcecie, pieniądze już na to są. To jest dom dla was i dla waszego przyszłego dziecka.-odpowiedział John dając nam kluczę do domu.
-Nie wieże. Mamy własny dom! Tato nie potrzebnie... To jest niesamowite.-uściskałam wszystkich po kolei.
Kevin też był bardzo zadowolony. Nie było  z czym zwlekać, zaczęliśmy już urządzać dom następnego dnia. Przybyli malarze i ci inni pracownicy. Wszystko urządziliśmy po swojemu. Cały remont : kupowanie mebli, malowanie i tym podobne trwało pięć miesięcy. Właśnie wtedy już wyglądałam jak nadmuchany balonik. Gdy wszystko było już gotowe, to urządziliśmy małe przyjęcie na które zaprosiliśmy przyjaciół z naszej ekipy i Bena.  Kevin siadł na krześle i wyobrażał sobie małe dziecko biegające po domu.
 
 Bałam się tego a jednocześnie się cieszyłam. Bałam się tego że będę taka jak moja matka że opuszczę to dziecko, albo go skrzywdzę, w końcu mam moc. Byłam pod stałą opieką Nicka i Molly badali mnie i stwierdzili że na czas ciąży nie powinnam za dużo używać mocy bo szybko będę tracić energię i mogłabym skrzywdzić maleństwo.
-Megan tylko nie pij alkoholu.-ostrzegał Kevin.
-A Megi będziesz mogła przychodzić do pracy, ale jesteś zawieszona.-powiadomił mnie John.
-Ale dlaczego? Co ja zrobiłam?-zdziwiłam się.
-Przecież w ciąży nie będziesz brała córeczko udziału w misjach a tym bardziej nie będziesz się biła.-oświecił mnie John.
-Ale tato, no proszę cię. Przecież nic się nie stanie.-próbowałam go przekonać, ale niestety był nieugięty.
Nie przekonałam go, chociaż miał rację. Nie powinnam walczyć bo mogłabym skrzywdzić dziecko, a nie chciałabym tego. Czas mijał dalej, ja siedziałam w domu obżerając się a Kevin znalazł pracę w banku. To nie była praca jego marzeń, ale cóż. Trzeba wybierać, albo kariera albo rodzina. Przez ostatnie miesiące już nie pracowałam, tylko odwiedzałam Johna i resztę kilka razy w tygodniu, jak zwykle nie mogłam się powstrzymać i raz poszłam sobie trochę postrzelać. Kevin dowiedział się o tym i trzymał mnie na krótkim sznurku, jeśli miał wolne to całymi dniami przy mnie siedział. Nie pozwalał mi nic podnosić. Czegokolwiek bym się nie tknęła to by zaszkodziło dziecku, tak uważał Kevin. Dni mijały...
4 miesiące później: (od początku minęło już 9 miesięcy)
-Megan! Na litość boską, nie możesz teraz nic dźwigać. Zostaw to. Ja się tym zajmie.-przestraszył się Kevin.
-Kevin uspokój się. Przecież te trzy grube książki nie ważą więcej niż dwa kilo. Z dnia na dzień jesteś coraz bardziej przewrażliwiony. To się staje coraz bardziej uciążliwe.-powiedziałam.-A przypadkiem teraz nie miałeś iść do pracy?
-Z dnia na dzień jestem bardziej przewrażliwiony bo z dnia na dzień jest coraz bliżej do porodu. A dziś wziąłem wolne, by się tobą zaopiekować. -odpowiedział Kevin odprowadzając mnie na kanapę.
-Przestań mnie traktować jak bombę która zaraz może wybuchnąć! Nie dość że wyglądam jak balon to jeszcze nigdzie nie mogę się ruszyć. Uspokój się trochę. Proszę cię!-zdenerwowałam się.
-Dobrze Megi, dobrze. Tylko się nie denerwuj bo to szkodzi dziecku.-odparł Kevin.
-Okey. Możemy dziś pojechać do taty?-spytałam.
-No dobrze. To pojedziemy. -Kevin i ja wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do ojca.
Weszliśmy do bazy ale Johna nie było, więc pozwoliłam sobie zajrzeć do jego gabinetu. Znalazłam tam wezwanie do Teksasu. Właśnie tam John i reszta dostali misję. Przeczytałam czego to dotyczy i nie zawahałam się by wziąć udział w tej misja. Chwile czekaliśmy na Johna potem godzinę dyskutowaliśmy o tym czy mam brać udział w misji czy nie. W końcu Kevin i John dali się przekonać mogłam wziąć udział w misji, ale pod warunkiem że nie będę się biła. W siedliśmy do samolotu-bazy i wylecieliśmy do Teksasu.
 Misja dotyczyła kobiet w ciąży które biorąc udział w zwykłych zajęciach znikały, a zwłok nie znaleziono. To była podejrzana sprawa. Prawdopodobnie za tym stała Hydra, zresztą jak zwykle.
-Czyli wiecie co macie robić? Udajecie że przyjechaliście tu jako małżeństwo które chcę zastosować nowe metody odprężające które zdziałają cuda. Oni tam was sprawdzą czy nie jesteście jakimiś agentami, ale nie obawiajcie się jesteście bezpieczni. -mówiąc to John wskazał nam miejsce do którego mieliśmy podejść razem z Kevinem.
Mój mąż jak zwykle przewrażliwiony. Cały czas marudził i zniechęcał mnie do tej misji, ale mnie się nie da tak łatwo przekonać. W końcu nie wytrzymałam i krzyknęłam
-Kevin zamknij się! Czy widzisz bym rodziła? Spokojnie.
-Megi jak mam być spokojny jak kilka dni zostało do porodu a ty bierzesz udział w misji.
-Przecież czuje się świetnie. Mogę nawet tańczyć.
Zaczęłam trochę podskakiwać żeby uspokoić Kevin i się chyba udało.
 
Lecz nagle poczułam skurczę. Nie chciałam dramatyzować,ale podejrzewałam że się już zaczyna. W pewnej chwili wody mi odeszły. Wtedy już zaczęłam krzyczeć.
-Kevin weź mnie do samolotu zaczynam rodzić!
-No dobrze zaraz.-Kevin nie skupiał się na tym co mówiłam.-Co powiedziałaś Meg?!
-Rodzę!
-O Boże. Dzwonie do Johna ...Trzymaj się Megi! Oddychaj...raz....dwa...trzy...
-Samolot jest za rogiem damy radę Kevin. Denerwujesz się gorzej niż ja.
Kevin wziął mnie na ręce i biegł ze mną do samolotu-bazy. Gdy John usłyszał że rodzę to nagle zemdlał. Nick i Jim zanieśli go na kanapę, a ja tymczasem stałam w pracowni.
-A ja gdzie mam się położyć?-spytałam.
-O jasny gwint. No tak! Do salonu a Johna do gabinetu!-krzyknął Kevin i zaraz zaprowadził mnie do salonu, ale potem bym wszystko zabrudziła więc poszłam do pracowni z powrotem i tam położyłam się na specjalnym łóżku.
-Nie zdążymy. Megi musisz rodzić w samolocie! -krzyczała zdenerwowana Molly.
-O Boże, może pójdę po lekarza.-gadał od rzeczy Kevin.
-Jak? Przecież jesteśmy w powietrzu. Wyskoczysz z samolotu?-oznajmił Jim.-To może ja pójdę po piwko bo na trzeźwo tego nie przeżyje.
Kevin wyszedł na zewnątrz i poszedł do kuchni, a Stella, Molly i Kate pomagali mi w porodzie. To był cyrk na kółkach. W końcu po jakimś czasie urodziłam zdrowego chłopca.
-Gratulacje Kevin. Masz pięknego synka.-powiedziała Molly ciężko oddychając.-Możesz go wziąć teraz na ręce.
-Może lepiej nie bo go puszczę.-odetchnął z ulgą.
-Spokojnie.-mówiąc to dałam Kevinowi synka na ręce.
Był taki malutki...miał piękne niebieskie oczka i delikatnie ciemne włosy. Był taki słodki...że bym go ''z chrupała''. Kevin po takich wrażeniach poszedł do kuchni by napić się czegoś. Podeszła potem Kate z Johnem i wzięli małego na ręce. Fajnie wyglądali z dzieckiem na rękach.

-Jaki malutki. Taki niewinny.-mówił słodko John a potem zaczął śpiewać kołysankę.
Gdy już dolecieliśmy z powrotem do Nowego Jorku od razu pojechaliśmy do szpitala, tam zrobili dokładniejsze badania i wszystko było w porządku i zaraz tego samego dnia wypisano mnie z powrotem do domu. Kilka miesięcy odbyły się chrzciny małego Alexa-tak właśnie nazwaliśmy go-Alex. Matką chrzestną została Kate a ojcem chrzestnym został Ben. Pierwsze dwa latka dziecka były najtrudniejsze to kolki, ząbkowania i tak dalej. To było straszne, ale jakoś przetrwaliśmy. Rok mijał za rokiem i Alex miał już sześć lat. Chodził do przedszkola, ja chodziłam na różnorodne kursy bym mogła się dokształcać a Kevin pracował dalej w banku. Pewnego dnia gdy Kevin wrócił z pracy a ja byłam na kursie do domu zapukał ktoś obcy.
-Kto tam?-spytał Kevin.
-Przesyłka do pana.-odpowiedział grubym głosem mężczyzna.
Kevin otworzył drzwi, i nagle do domu w padło dziesięciu mężczyzn. Kevin próbował walczyć, ale było ich za wielu.
 
Nie dał rady, odepchnęli go na bok a potem porwali Alexa i zniknęli. Ci porywacze to byli ludzie Hydry. Przez tyle lat walczyliśmy z nią a ona dalej chcę nas zniszczyć. Kiedy wróciłam do domu z kursu zaczęłam rozmowę z Kevinem.
-Cześć kochanie. Byłam w przedszkolu po Alexa, ale pani powiedziała że ojciec go wziął.
-Megan bo...
Mogłeś mi powiedzieć to bym nie jechała na darmo. A co teraz robi nasz synek?
-Meg bo Alex...
-Co się stało?! Mów w tej chwili! Gdzie jest Alex?!
-Meg uspokój się. Napadli mnie ludzie Hydry i zabrali Alexa. Było ich z byt wielu nie dałem rady.
-Co ty mówisz? Jak go porwali?! Zaprowadź mnie do niego. Teraz!
-Meg porwali go.
-To twoja wina! Mogłeś go pilnować!
Nie zważając na nic wraz z Kevinem pojechaliśmy do bazy do Johna i reszty by opowiedzieć co się stało. W tej sytuacji postanowiliśmy wrócić do agentów i zniszczyć Hydrę. Nie wiedzieliśmy gdzie teraz Alex przebywa ani co robi. Hydra była nie obliczalna, była zdolna do wszystkiego. Bałam się pomyśleć co będzie jeśli go jej nie odbierzemy. Dwa tygodnie mijały nam bardzo opornie. Moje małżeństwo z Kevinem z dnia na dzień traciło wartość. Jak nie kłóciliśmy się to dla odmiany milczeliśmy po tajemnie obwiniając się o to co się stało. Nie chciałam Kevina z dołować, ale byłam pod pływem emocji i nie wiedziałam co gadam. Hydra znowu odebrała mi po raz kolejny to na czym bardzo mi zależy. Jak przez ostatnie lata wszystko zaczęło się dobrze układać tak nagle z dnia na dzień wszystko się rozwaliło. Nie wiedziałam o co mogło chodzić Hydrze. Minęły już trzy tygodnie odkąd zaginął Alex, nie wiedzieliśmy gdzie go szukać,ale działaliśmy na wszystkie możliwe sposoby. Kiedy szłam do barku zobaczyłam siedzącego Kevina rozmawiającego z Nickiem.
-Nick mam tego dosyć. Megi uważa że to ja jestem wszystkiemu winien. Może ma rację? Gdybym może...
-Kevin nie możesz się obwiniać. To nie jest ani twoja ani Megan wina. Kto mógł przewidzieć że tak się stanie. Dobra Kevin idę do Molly.
Nick odszedł a Kevin został dopijając drinka. Słyszałam całą ich rozmowę. Stałam za nim i przyglądałam się Kevinowi. Chciałam z nim porozmawiać, ale głupio mi było. A tak w ogóle nie wiedziałam czy mój mąż będzie chciał ze mną rozmawiać.
 
-Siadaj.-odezwał się Kevin.
-Mimo wszystko twój instynkt i zmysły nie zawodzą. Wiedziałeś że podsłuchuje.-odparłam siadając koło niego.
-Tak. Przepraszam że tak krzyczałem na ciebie.-przepraszając przytulił mnie.
-Kevin to ja przepraszam. Nikt nie mógł przewidzieć że tak się stanie.-rzekłam. 
-Dobra, jest okey.-burknął.
-To o co chodzi?-spytałam.
-Po co ty w ogóle wychodziłaś za mnie? Przecież miałaś już dwóch z jednym byłaś już zaręczona a z drugim miałaś za kilka godzin brać ślub. To dlaczego ja? Ten pierwszy był policjantem, a ten Louis to miał moc i bylibyście szczęśliwi obydwoje. A ja? Kim ja jestem? Zdradziłem agentów, uniknąłem śmierci, ale najbardziej to ciebie skrzywdziłem a mimo wszystko wybrałaś mnie.
To co mówił Kevin nie wiedziałam jak mam odebrać. W pierwszej chwili pomyślałam że żałuje że wziął ze mną ślub, a potem...potem to już sama nie wiem. W końcu przerwałam mu.
-Kevin! Nie mów tak. Kocham cię i dlatego cię wybrałam.
-Megan daj mi skończyć. Jesteśmy ze sobą po ślubie już tyle lat prawie siedem i co, jesteś szczęśliwa? Nie widzisz tego że jak chcemy być ze sobą to ciągle nam coś przerywa szczęście? Jak nie moja, zdrada , to zniknięcie Alexa. Ciągle coś. Ja tak nie mogę żyć.
-Kevin czyli chcesz powiedzieć że już mnie nie kochasz? Że ten ślub i to wszystko to była gra? Raz mówisz mi że mnie kochasz i będziesz walczył o mnie a teraz mówisz że nie chcesz być ze mną. Zwalasz wszystko na los, a tak naprawdę to mnie nie kochasz.
-Megan to nie tak. Kocham cię bardzo dobrze o tym wiesz.
-Ponoć miłość zawsze zwycięży,a ty jesteś nieszczęśliwy.
-To nieprawda Megan! Uspokój się.
-Kevin to prawda. Jesteś nieszczęśliwy. To by się zgadzało. Bo przecież ty masz duże ambicje. Nie nadajesz się na czułego tatulka, i krawaciarza który pracuje w banku i wiedzie spokojne życie. Tobie brakuje przygód. Walki, stresu tej adrenaliny-to jest twój żywioł. Mi też tego brakuje, ale wybrałam rodzinę i nie żałuje tego. A ty co będziesz takim ojcem dla Alexa jakim ojcem był John dla mnie? Wybrał karierę zamiast rodzinę? Mam dość.
-Meg zaczekaj!
-Wiesz co ci powiem. Wzięłam z tobą ślub bo cię kocham i przysięgałam przed Bogiem że cię nie opuszczę aż do śmierci. Mimo wszystko, mimo tych kłótni przeciwności losu nie mogłabym bez ciebie przeżyć ani jednego dnia. Próbowałam o tobie zapomnieć, ale nie dałam rady. Potrafię ci nawet najgorsze świństwo wybaczyć, powtórzę jeszcze raz, bo cię kocham. To coś jak uzależnienie od narkotyków czy alkoholu nie mogłam bym bez ciebie żyć. Bo potrzebuje ciebie. 
Było mi przykro. Nie sądziłam że Kevin okaże się takim egoistą. Niestety w tych czasach trzeba wybierać między karierą a rodziną. Tylko że ja myślałam że Kevin już dawno wybrał. John przechodząc koło barku wszystko słyszał. Nie chciałam powiedzieć tego tak o Johnie bo on nawet nie wiedział że się urodziłam. Mam za długi język zawsze coś palnę. I czasami działam impulsywnie. Pobiegłam do toalety i tam płakałam, chociaż nie wiem dlaczego. Przecież wtedy kiedy się tak zastanowiłam to Kevin nic takiego nie mówił. On chciał porozmawiać, a ja uniosłam się honorem i w mawiałam sobie że właśnie to miał namyśli mówiąc czy tam pytając''Czy nie żałujesz że za mnie wyszłaś?A ja? Kim ja jestem? Zdradziłem agentów, uniknąłem śmierci, ale najbardziej to ciebie skrzywdziłem a mimo wszystko wybrałaś mnie.'' 
Tak naprawdę to sama nie wiedziałam dlaczego miłość potrafi być taka silna i przez nią trzeba tyle cierpieć.
-Megan telefon twój dzwoni!-wołała Kate.
Szybko otarłam łzy i wzięłam telefon do rąk.
-Tak słucham?-odebrałam go.
-Co masz taki smutny głos. Płakaś Megan? -mówił kobiecy głos.
Na początku nie domyśliłaś się kto dzwoni, ale potem już wiedziałam że to Hydra! Ona kocha patrzeć jak inni cierpią.
-Maria Hand czyli Hydra! Gdzie jest nasz synek? Mów! Żyje?!
-Spokojnie. nie denerwuj się. Na razie nic mu nie jest.
-Co to znaczy ''na razie''?
-Dzisiaj za pół godziny jeśli nie wiesz to jest to godzina dwudziesta-druga dokonamy zamiany na starym moście ten co jest zamknięty.
-Czego chcesz?! Zrobię wszystko byle mój synek żył.
-Oddasz mi swoją próbkę krwi.
-Dobrze przyniosę ci ją.
-O nie! John mi ją przyniesie a ty i reszta ekipy będziecie czekać po drugiej stronie mostu. Tylko niczego nie próbujcie i się nie spóźnijcie bo inaczej twój piękny synek zginie. Do zobaczenia.
Hydra się rozłączyła a ja opowiedziałam reszcie ekipy o wszystkim co mi powiedziała. Molly i Nick pobrali mi próbkę krwi i dali ją Johnowi w małej fiolce. Nie czekając na nic wszyscy pojechaliśmy na stary most.
-Jesteście punktualnie!-krzyczała Maria Hand z drugiego końca mostu.-A teraz wszyscy zostańcie tam! Tylko John niech powoli podejdzie z fiolką do nas!
-Tato uważaj. Proszę cię.-przytuliłam Johna bardzo mocno.
-Dziękuję córeczko. Chcę tylko jedno wiedzieć czy to powiedziałaś Kevinowi o mnie to naprawdę tak sądzisz?-spytał John trzymając fiolkę w dłoni.
-Nie. To było w nerwach. Trzymaj się tato. I szybko wracaj.-mówiąc to cofnęłam się do tyłu.
John ruszył powoli do przodu. Ja przytulona do Kevina trzymałam kciuki by misja się powiodła. Znając Hydrę coś kombinowała. Tylko trudno było przewidzieć co. Kevin widząc moje podenerwowanie powiedział bym się nie denerwowała, że jak Alex będzie już bezpieczny to wszyscy ruszymy do akcji.
John powoli zbliżał się do Hydry.
-Witaj John. Daj teraz fiolkę i zostań tu, a ten mały niech idzie do rodziców.-rzekła Hydra.
-Ciebie też miło widzieć.-odparł cynicznie John.
Potem Garet wypuścił Alexa który szybko biegł do nas. Kevin wybiegł mu naprzeciwko i potem wziął go na ręce i powiedział :
-Kocham cię synku.
-Ja ciebie też tato.
Alex ścisnął swoimi malutkimi rączkami bardzo mocno Kevina i trzymał go tak do momentu kiedy Kevin przyniósł go mnie. Ja się ze szczęścia rozpłakałam. I mocno ścisnęłam Alexa.
-Dobra Alex jest bezpieczny. Teraz trzeba odbić tatę.-oznajmiłam.
-Spokojnie Megi. Pobiegnę tam. Ustawcie się wszyscy na miejsca.-mówiąc to Kevin biegł  w stronę mostu.-Pamiętaj Megi że bardzo ciebie i Alexa kocham!
-No John. Fajnego masz wnuczka.-odparła Hydra uśmiechając się szyderczo.
-To prawda.-zgodził się John.
-Szkoda że się nim długo nie nacieszysz.-mówiąc to Hydra cofnęła się do tyłu.-Garet wysadź wszystko!
John słysząc te słowa i widząc na moście Kevina zaczął krzyczeć:
-Kevin uciekaj! Nie chodź tutaj! Uciekaj! Zaraz wszystko wybuchnie!
Niestety John był za daleko by Kevin mógł usłyszeć co ojciec krzyczy. Dosłownie w ułamku sekundy ogarnęła wszystkich cisza. Ja przytulałam Alexa, Kevin biegł przez most, Hydra szyderczo się śmiała , John zbiegając z mostu próbował ostrzec Kevina ...niestety było za późno wszystko wybuchło! Było wielkie : BUM! I nic więcej. 

 

-Nieeeeeeee!-krzyczałam.-Kevin!
Wszyscy upadli na ziemię a ja trzymałam bardzo mocno Alexa. Na szczęście nie widział co się działo. Ja chciałam tam biec lecz Nick i Molly mnie zatrzymali. Strach, złość, smutek ogarniały powoli moje serce. Wierzyłam jeszcze że Kevin żyję.
-Zabierzcie Alexa do wozu. Szybko!-krzyczałam.
Nagle na moście zobaczyliśmy idącego w naszą stronę jakiegoś mężczyznę. Razem z nim przyszła mi nadzieja że to może Kevin. Wstałam i delikatnie uśmiechając się biegłam w tego mężczyzny stronę. Gdy podbiegłam bliżej zobaczyłam Johna który był ranny i który trzymał coś w dłoni.
-Tato!-krzycząc przytulałam się do Johna.-Gdzie jest Kevin?!
-Megi...Kevin...Kevin nie żyje.-mówiąc cierpiącym głosem oddał mi Kevina obrączkę.-To jest jego obrączka.
-O Jezu! Nieeee! To nieprawda. Gdzie on jest?! Kłamiesz!-próbowałam w biec na most. 
John ściskał mnie bardzo mocno.
-Megi on nie żyje rozumiesz?! Nie żyje! To koniec! Nic nie da się już zrobić! Nie chodź tam! Wolałby byś zapamiętała go jako tego dobrego!-uspokajał mnie dalej.
-Co ty gadasz?! Uśmierciłeś go! Tato! Puść mnie tam! On potrzebuje pomocy!-dalej wydzierałam się.
-Kate! Weźcie Megan do wozu! Molly , Nick zbadajcie teren czy jest już bezpiecznie. Jim, Stella pomożemy Molly i Nickowi.-wydawał rozkazy John.
Kate wzięła mnie do środka furgonetki i próbowała mnie uspokoić...razem z Kevinem skończyło się moje życie:
''Jest coś takiego co bije, co pozwala że żyję;
Pozwala mi: kochać, przebaczać, szanować...
Lecz czasami oszukuje, gdy cierpiąc się zakochuje.
Każdy coś takiego ma, i bardzo dobrze to zna!
Jedni mają to z kamienia powstałe na skutek cierpienia, 
A inni mają to zbudowane z miłości i litości 
z kawałkiem dodanej mądrości.
Tym czymś jest serce-najważniejszy organ w człowieku.
Podczas gdy ludzie umierają, ich serca pozostają.
''Czym jest serce?''-Serce jest czymś wspaniałym , chociaż bardzo małym.'' 


   
AGENCI JESZCZE POWRÓCĄ!
TO NIE KONIEC POWIEŚCI PT.
''W CIENIU PRAWDY''