kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

niedziela, 23 kwietnia 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 23
 Do kolacji miałam podjąć decyzję. Była ona w sumie przewidująca. Wiedziałam, że Kim wiele mówi, a mało robi. 
Nadszedł czas kolacji. Kiedy Kim ją już zjadła , ponownie wezwała służki, by mnie przyprowadziły. Gdy już stanęłam przed nią , spytała:
-Co wybierasz?
-Wiem, że nie skrzywdzisz Cesarza, a nawet jakbyś chciała , to będę zawsze przy nim. Nie dam ci go skrzywdzić! Rozumiesz?!
-No dobrze. Wyjdź. 
-I co? Tyle powiesz?!
-Tak. Wyjdź Nyang z mojej komnaty.
Mówiła z takim spokojem, jak gdyby nic nie było wstanie jej wyprowadzić z równowagi. Zaskoczyła mnie. Później pobiegłam do Wanga, który postanowił, że będzie już na stałe mieszkał na terenie pałacu, a jego przyjaciele niedaleko niego i poprosiłam go by dał mi miecz. Ze zdziwieniem spytał , do czego  jest mi on potrzebny, niestety nie mogłam mu tego wyznać, bo obawiałam się, że może próbować załatwić tą sprawę po swojemu. Wciąż podenerwowana wróciłam do swojego pokoju i nie mogąc zasnąć , przekręcałam się z boku na bok. Następnego dnia, poszłam zanieść Bayanowi śniadanie. 
-Co dziś jest pysznego? -spytał biorąc do rąk persymony. 
Widząc jak Cesarz zbliża to ust ten owoc, szybko wyrwałam mu go i powiedziałam, że najpierw sama spróbuje. 
-Nyang co się dzieje?-spytał. 
-Po prostu głodna jestem. Nie zdążyłam zjeść śniadania.-odpowiedziałam. 
-Mogłaś mi tak od razu powiedzieć. Siadaj koło mnie.-łapiąc mnie za rękę, posadził mnie na krześle obok niego. 
Spróbowałam wszystkich rzeczy, które były na stoliku. Kiedy okazało się, że jedzenie jest w porządku, odetchnęłam z ulgą. Przestraszyłam się, że może Kim chciała otruć Bayana. Dlatego też, każdy posiłek , który był przynoszony , próbowałam. Nigdy tego nie robiłam , dlatego też młody Cesarz dziwił się dlaczego tak robię. Ja szukałam różnych wymówek, jednak najczęściej , którą używałam było to , że jestem głodna. Dla bezpieczeństwa , w razie gdyby trutka miała działaś bardzo powoli, poszłam na spotkanie z Toghunem, by poprosić go o przygotowanie odtrutki. 
-Po co ci Nyang?
-Toghun, nie zadawaj żadnych pytań. Po prostu zrób to dla mnie.
-Dobrze, ale jeżeli grozi coś Cesarzowi to musisz mi o tym powiedzieć. Bezpieczeństwo naszego władcy jest dla mnie najważniejsze.
-Zrobię tak, jeżeli coś będę wiedziała, a teraz pozwól, że wrócę do pałacu. 
-Czekaj! Kiedy się spotkamy? Bo musisz odebrać przesyłkę. 
-Daj to Wangowi!
Ciesząc się, że jestem przygotowana na wszystko , poszłam spokojnie spać. Długo mój sen nie potrwał. Parę godzin później obudziłam się z przyspieszonym tętnem. Koszmar zakłócił mój spokojny sen. Śniło mi się, że kiedy weszłam rano do jego komnaty leżał cały we krwi a nad nim służki i Kim śmiejąca się przerażająco głośno. Czułam, że już tej nocy nie zasnę. Dlatego  też wyszłam na pole, przewietrzyć się. Nagle poczułam jak coś upada mi delikatnie na nos. Coś zimnego...Odchyliłam głowę do tyłu i wysunęłam swoją twarz w stronę nieba, potem spojrzałam w górę i ujrzałam spadające płatki śniegu. Zamknęłam oczy i stojąc nieruchomo , pozwoliłam by śnieg sypał na mnie. 
 
 

Zimny wiatr , uderzał we mnie co jakiś czas powodując gęsią skórkę. W pewnym momencie poczułam się taka...niezależna, wolna jak ptak, czułam że mogę przenosić góry...

-Nyang wracaj do pokoju. Rozchorujesz się.-odparł Bayan , łapiąc mnie za ramię. 
-Nie czuje zimna...-odpowiedziałam.
-Jesteś cała przemarznięta!-przytulił mnie mocno do siebie. -Chodźmy do pałacu. 
-Masz rację, wracajmy.-odpowiedziałam, potem pod ręką Cesarza wróciłam do swojego pokoju. 
Następnego dnia z rana czułam się tak źle, że nie dałam rady wstać z łóżka. Miałam mdłości i bolała mnie strasznie głowa. Kiedy Cesarz dowiedział się, że źle się czuję ,od razu do mnie przybiegł. 
-Nyang! Co ci jest?
-Ma mdłości.-odpowiedział medyk.
-Co?!-zdziwił się i nagle na jego twarzy pojawił się uśmiech.-Nyang! Ostatnio dużo jadłaś, teraz wymiotujesz, czyli ty jesteś...w ciąży?
Kiedy usłyszałam te słowa, to jakby piorun mnie uderzył! Myślałam , że się przesłyszałam. Podobnie zareagowała, stojąca koło mnie Yoona. Najpierw stanęła nieruchomo a potem wybuchnęła śmiechem i powiedziała:
-Panie! Skądże, Nyang jest chora, pewnie to grypa żołądkowa. Nic wielkiego.
-Ahaaaaaa...Przepraszam. Głupi jestem. No jak?! 
-Dobrze, nie ważne. Medyk dał mi ziółka, więc do jutra powinno mi przejść. -dodałam. 
-Nyang może gdzieś byśmy oboje wyjechali? Może do Pałacu Dwóch Serc? Chciałbym trochę się oderwać od tego wszystkiego. 
-Zgódź się, zgódź się, zgódź!-krzyczała Yoona.
Po chwili zastanowienia , zgodziłam się. W sumie nie był to zły pomysł. Daleko od Kim, która nie mogła zagrozić Bayanowi, więc czemu nie? Kiedy poczułam się już lepiej, czyli dwa dni później, pojechaliśmy pod eskortą pięciu strażników do Pałacu Dwóch Serc. Byłam ciekawa nazwą tego pałacu, więc spytałam o nią Bayana. Gdy usłyszałam historię jaka się z tym miejscem wiąże, byłam wstrząśnięta tym jakie wydarzenia przewijały się przez ten pałac. 
Założycielem tego miejsca był dziadek Bayana- Jonggyu Jin I. Zbudował to miejsce z myślą o swojej żonie, babce młodego Cesarza -Seom Hae (dosłownie miało oznaczać wyspa, słońce, czyli można było to przetłumaczyć jako Wyspa Słońca). Gdy skończono budowę pałacu, Seom była już w zaawansowanej ciąży. Nie długo potem urodziła ojca Bayana-Tal Tala Jina II. Wszystko układałoby się dobrze, gdyby nie choroba Seom Hae. Kiedy Tal Tal był jeszcze niemowlakiem , okazało się, że jego matka jest ciężko chora na chorobę , którą nikt wcześniej nie znał i nie widział takich objawów. Po paru miesiącach przestała chodzić , aż w końcu zmarła. Jonggyu stał się zgorzkniały , każdy zakątek tego pałacu przypominał mu ciężkie chwile, każdą wylaną łzę...Postanowił , więc opuścić pałac i wraz z synem przeniósł się do Letniego Pałacu. Tam zaplanował budowę nowego pałacu w którym właśnie przebywałam. Niestety Jin I nie dożył zakończenia budowy. Zmarł kiedy Tal Tal był młodzieńcem. Nastoletni chłopiec zasiadł na tronie mając dwanaście lat, a jego regent sprawował władzę do dwudziestego roku życia Tal Tala. Wtedy Tal Tal poznał matkę Bayana-Youngshi, która była o pięć lat młodsza od niego. Ich życie także nie było do końca szczęśliwe. Ich pierwsze dziecko zmarło przy porodzie. Główną przyczyną tego nieszczęśliwego wypadku był wiek Youngshi, była za młoda. Potem pogrążony w rozpaczy ,znienawidził swoją ukochaną, obwiniał ją za wszystkie problemy pałacowe, do tego stopnia , że wygnał ją do Zamarzniętego Pałacu na dwadzieścia lat. W tym czasie rozpętała się wojna z Dynastią Shin, która trwała piętnaście lat. Okazało się, że Tal Tal nie może żyć bez swojej ukochanej więc sprowadził ją po czternastu latach. Wtedy ich miłość rozkwitła na nowo. Rok później urodził się Bayan i cesarz znowu stał się szczęśliwym człowiekiem. I tak wojna została  przerwana. 

piątek, 21 kwietnia 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 22
-Gdzie ja jestem?-spytałam wstając z łóżka z obolałą głową.
-Leż spokojnie Nyang.-rzekł Wang Yu siadając koło mnie z tacą jedzenia.-Jesteś póki co w mojej kwaterze. Zaraz przyjdzie Bayan.
-Ale co się stało?-zapytałam.
-Cesarz znalazł się w wannie. Byłaś nieprzytomna i przyniósł cię tutaj, bym się tobą zaopiekował, ponieważ nie chcę stresować swojej żony, bo jest w ciąży.-odpowiedział. Próbowałam sobie przypomnieć jak się znalazłam w wodzie, ale  nie mogłam. Pamiętałam tylko , że przygotowywałam Bayanowi kąpiel. Czułam się jakby ktoś mnie uderzył w głowę i to bardzo mocno. Poza tym byłam cała roztrzęsiona i obolała. Miałam wysoką gorączkę.  W pewnym momencie do pokoju wszedł Bayan. Podbiegł do mnie i łapiąc mnie za rękę spytał:
-I jak się Nyanguś czujesz? Niczego ci nie brakuje?
-Dziękuję, lepiej. Muszę wracać do obowiązków.
-Nie! Nie, to nie jest teraz odpowiedni moment. Jesteś chora i Kim by się zaraziła, poza tym...Nie martw się zastąpi cie Yoona do czasu aż wyzdrowiejesz.
-No dobrze.
-Ja muszę wracać do obowiązków, więc zdrowiej.
Na pożegnanie Cesarz ucałował mnie w czoło. Wszystkiemu przyglądał się Wang Yu, który nieśmiało spoglądał na nas. Kiedy Bayan wyszedł, Wang znacząco za chrząkał i dalej się mną opiekował. Do zdrowia wracałam przez dwa tygodnie, tymczasem Kim chodziła dumna, że się mnie w końcu pozbyła.
       Kiedy nabrałam już siły,  poszłam odwiedzić swoją jedyną i najlepszą przyjaciółkę -Yoone. O wszystkim jej opowiedziałam. W pewnej chwili spytała mnie, gdzie mam wisiorek. Dopiero wtedy zorientowałam się, że go nie mam na szyi. Wraz z Yooną poszłyśmy go szukać. Zaczęłyśmy od wanny  w której leżałam nieprzytomna. Pech chciał, że spotkałyśmy służki Kim, które widząc mnie, od razu poszły jej o wszystkim powiadomić. Jednak dla niej też nie był to odpowiedni moment. Bo spędzała ten czas w komnacie Bayana jedząc z nim obiad.
-Co się stało?!-przestraszył się Bayan , widząc Kim całą bladą, chwytającą się za brzuch.
-Źle się czuję Panie. Pozwolisz , że wrócę do swojej komnaty.-odpowiedziała drżącym głosem.
Ledwo co weszły do komnaty od razu Kim przewróciła ze złości stolik.
-To niemożliwe! Przecież ona nie żyje! Ona miała umrzeć!-krzyczała biegając po komnacie i rozwalając wszystko co jej wpadło w ręce.
Służki za wszelką cenę starały się ją uspokoić:
-Pani, błagamy...uspokój się. To zaszkodzi tobie i dziecku!
Kim nie panowała nad sobą , uniosła rękę i wymierzyła sztywną dłonią w policzek jednej ze służek. Tak mocno, że ta upadła.
-Wezwijcie do mnie tego robaka! Nyang! W tej chwili!
Kiedy weszłam do jej komnaty, to jakbym weszła do jaskini smoka. Wszystkie przedmioty niczym ofiary leżały porozrzucane na ziemi, a Kim niczym smok złapała w swoje sidła kolejną ofiarę, czyli mnie.
-Czego chcesz?-spytałam.
-Jak śmiesz tak do mnie mówić?!-starała się opanować nerwy, jednak jej to nie wychodziło.
Podeszła do mnie i postawiła reguły ''gry'' w której jak zwykle ma wygrać osoba , która ją sporządziła. Z góry byłam przekonana, że nie będzie to sprawiedliwa gra.
- Posłuchaj mnie ty szara myszko. Myślisz że ze mną wygrasz?! Mylisz się. Mam dla ciebie propozycję. Jeżeli odmówisz, zaryzykujesz życiem swojego Cesarza Bayana.
Kiedy to usłyszałam , nogi mi zmiękły i czułam jakby chciano mi odebrać bijące serce. Bałam się tego co miała mi zaproponować Wiedźma.
-Albo wyjdziesz za mąż za brata Wanga Yu, czyli obecnego dowódcy wojska cesarskiego -Changa, albo Bayan zginie! Wybieraj szara myszko!

ciąg dalszy nastąpi...

piątek, 17 marca 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 21
 -Przyślijcie Nyang!-zawołał Bayan.
-Panie, ale ona przygotowuje kąpiel Waszej Wysokości.-odpowiedział Golta.
-A ty? Czemu nie ty?-dopytywał.
-Ja podaje ci dziś kolacje. Zamieniliśmy się z Nyang.-powiedział.-Krótko mówiąc, nie chcę się z Tobą spotkać Panie. 
-Ale dlaczego?! Co ja takiego zrobiłem?!-oburzył się.
-Nic Panie, ale kobiety mają już takie humorki.-z uśmiechem rzekł Golta.
-A skąd możesz to wiedzieć?-spytał.-Nie kłam! 
-Wybacz Panie.-przeprosił.-Może to dlatego , że krzyczałeś na nią wczoraj?
-No dobrze. Jeżeli tak chcę, niech tak będzie. Ja nie będę jej pierwszy przepraszał.-zaczął się dąsać. 
Gotowa kąpiel już czekała. Kierując się do wyjścia napotkałam na swej drodze Kim Young Tokeum. 
Przestraszona zaczęłam się powoli cofać. 
-Zamknąć drzwi!-rozkazała. 
-Nie chcę z tobą rozmawiać.-mówiąc to ominęłam ją szerokim łukiem i złapałam za klamkę.
Okazało się , że drzwi były zamknięte. Zostałam sama , oko w oko z Wiedźmą bez żadnej broni. 
-Co strach cię opętał?-spytałam Kim, łapiąc mnie za włosy.
-Puść mnie!-krzyknęłam. 
-Bo co?!-wymierzyła mi w policzek. 
W tym  momencie poczułam się wielka, powiedziałam, że stoczę tu bitwę, nie zważając na konsekwencje. Podbiegłam do niej i z zamachu oddałam jej w twarz, tak mocno, że upadła. Nagle wyciągnęła nóż i zaczęła nim wymachiwać mi przed nosem. Nie miałam czasu do stracenia, czułam że ma nade mną przewagę. Wzięłam zamach nogą i ''podcięłam'' ją. Znów upadła na podłogę, upuszczając nóż. Wtedy podbiegłam złapałam go i rzuciłam się na Kim. Była silniejsza niż się spodziewałam. Jednak i ona się mnie obawiała, bo wezwała swoje dwie służki. Któraś z nich, wzięła stojak na świecę i uderzyła mnie w głowę. Straciłam przytomność i zaczęłam krwawić. Wiedźma wstała wzięła głęboki wdech i krzyczała:
-Co z nią?! Nie żyje?!
-Pani nie obawiaj się. Pozbędziemy się zwłok!
Dama dworu podbiegła do drzwi , ale zobaczyła pełno ludzi mijających się na korytarzu. 
-Co my teraz zrobimy?!-spytała z płaczem. 
-Wrzućmy ją do wanny i przykryjmy deską! Nie będzie na nas.-zaproponowała jedna ze służek.
Kim zastanowiła się i uznając , że to dobry pomysł rozkazała służką wrzucić mnie do wanny w której za niedługo miał się kąpać Bayan. Przy wrzucaniu mnie, zerwały mój wisiorek z dwoma pierścieniami , które należały do moich rodziców. 
-Drogocenne! Skąd ona to ma?!-zdziwiła się Kim.-Ukradła złodziejka!
Gdy byłam nieprzytomna w wodzie pełnej płatków róż, Kim uciekła wraz ze swoimi służkami Niedługo potem przyszedł Bayan. 
-Sprawdź czy woda nie za gorąca.-rozkazał. 
Golta zamoczył rękę w wodzie i nagle poczuł coś pod dłonią. 
-Co się stało? Co masz taką minę jakbyś ducha zobaczył?-spytał Bayan zauważając. 
-Panie, bo tu ktoś jest.-odparł drżącym głosem. 
-Gdzie?!-zdziwił się Cesarz.
-No tu w ...w...wo...wodzie.-jąkał się sługa.
Bayan podbiegł do wanny i przesunął dłonią pływające na wierzchu płatki róż. 
-To Nyang!-krzyknął. 
W tej samej chwili Kim wysłała swoich wiernych strażników po moje zwłoki, tymczasem Golta zaczął biegać w kółko i nie wiedział co ma robić. Cesarz nie wahając się w skoczył do wody i biorąc głęboki wdech zanurkował. 


Strażnicy weszli do pomieszczenia i zaczęli znacząco się rozglądać. Golta powiedział, że zaraz przyjdzie cesarz i by wyszli w tej chwili. Niechętnie, ale jednak słudzy Kim wyszli. W tym czasie Bayan sprawdził mi tętno pod wodą zauważył, że coraz bardziej zaczynam tracić powietrze. Przybliżył się do mnie i z nerwów pocałował mnie pod wodą wśród czerwonych jak krew róż. 


Kiedy zrobiło się bezpiecznie Bayan wynurzył się i tuląc mnie do siebie , mówił płaczliwym głosem: 
-Nyang! Ocknij się! Nie odchodź, kocham cię! Bardzo! Przepraszam za wszystko co ci zrobiłem! Błagam żyj! 
Nie wiem jak to się stało, czy dzięki temu pocałunkowi, czy Buddzie , ale nagle odkrztusiłam wodę ze swoich puc. Wtedy Cesarz jeszcze mocniej mnie przytulił do siebie i rozpłakał się..........

 



wtorek, 7 marca 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 20

Od dwóch tygodni prawie w ogóle nie rozmawialiśmy z Bayanem. Od czasu kiedy spędził noc z tą Wiedźmą. Znowu zostałam pokrzywdzona przez najbliższe osoby. Każdy cios powodował nową, kolejną bliznę, której się nie da zagoić. Ona pozostanie i będzie nam przypominać o tych strasznych chwilach w naszym życiu. Jeżeli moglibyśmy zawrócić czas, zapewne każdy z nas niektóre rzeczy zrobił by inaczej, wybrał co innego i może powiedział...Jednak życie, ciągle idzie do przodu i co sekundę jesteśmy bliżsi dnia, w którym nasza dusza opuści ciało i przeniesie się w nieznane.
-Nyang idź do kuchni , sprawdź czy jest jeszcze ryż.-powiedział eunuch.
-Tak jest.-powiedziawszy to skierowałam się ku kuchni i spichlerza.
Miałam wejść już do kuchni, gdy usłyszałam głosy, dwóch służek. Coś mnie natknęło bym nie wchodziła do środka, ale nie wiem czy była to słuszna decyzja.
-Ale ta cesarzowa ma pragnienie.-mówiła jedna z dziewcząt.
-No nie dziw się w takim stanie.-powiedziała druga.
Zaczęły tak rozmawiać gdyż nagle padły te słowa: ''No jestem ciekawa czy cesarz wie, że będzie tatusiem.''
-Na pewno nie wie. Oby potomek nie podał się na mamusię, bo biedny będzie ten nasz kraj.-odpowiedziała służka.
Po chwili do mnie w końcu dotarło, że Kim była  w ciąży. Nagle do oczów napłynęły mi łzy, które przypominały perełki. Nogi i ręce zaczęły mi drżeć, a moje serce ogarnęła pustka i kolejna rana. W pewnym momencie dwie plotkary wyszły z kuchni i otarły się o mnie ramionami. Oglądając się wstecz, mówiły na głos, tak jakby chciały żebym to słyszała:
-Patrz, głupia teraz płaczę. Miała nadzieje, że będzie cesarzową! Hahaha...
-No właśnie , ale głupia. Głupia i naiwna! Hahaha...
Wtedy rozpłakałam się na głos.

 
Zaczęłam biec przed siebie...Przy wejściu do ogrodu , wpadłam na tego mężczyznę, z którym czasami rozmawiałam, przychodził zawsze w raz ze swoim ojcem, namiestnikiem na kolacje do Bayana.
-Ej , ej, ej! Nyang, spokojnie. Co się stało?-spytał, chwytając mnie za ramiona.
-Nic zostaw mnie!-krzyknęłam z całej siły, tak aż ptaki wyfrunęły z gniazda.
-Poczekaj, otrzyj łzy i chodź porozmawiajmy.-odparł mężczyzna.
Zalana łzami, poszłam wraz z czarującym chłopakiem pod drzewo wiśni. Nie chciałam mu się zwierzać, bo w sumie tak go nie znałam, a już tyle razy w życiu się rozczarowałam, że wolałam zachować pewien dystans.
-Dobrze, jeżeli nie chcesz to nie mów. Przemilczmy.-rzekł wpatrując się w niebo.
Kiedy się już trochę uspokoiłam zapytałam , nadal jeszcze nieznajomego o imię.
-No rzeczywiście, nie przedstawiłem się. Jestem Toghun, syn namiestnika Joo Yonga.
-Miło cię poznać Toghun, ale...Przepraszam, ale muszę wracać do swoich obowiązków.
-Nyang zaczekaj!
-Tak?
-Powiesz mi kiedyś, czemu wybiegłaś z płaczem?
-Może kiedyś.-na pożegnanie posłałam Toghunowi delikatny uśmiech.
Nagle podbiegł do mnie Golta i powiedział, bym przyszła w tej chwili na taras, że to pilne. Niezwłocznie udałam się  do Cesarza. Stał w złocistych szatach ,odwrócony w stronę swojej posiadłości.

-Cieszę się , że już przyszłaś.-powiedział bardzo formalnie.
-Wzywałeś mnie.-odparłam.
-Czy wiesz co ja tu robię w tym przebraniu?-spytał.
-Nie wiem, ale skoro jesteś tak ubrany...zapewne świętujesz coś.-odpowiedziałam zmieszana.
-Ha!-parsknął.
-Nie rozumiem dlaczego mnie wzywałeś.-rzekłam.
Cesarz stał dalej odwrócony plecami do mnie i spoglądają mówił:
-Pewnie już wiesz, że będę ojcem.-powiedział oschle.
-Tak.-nagle głos mi się ''złamał''.
-Nyang...-odwrócił się twarzą do mnie-Ja nie chce mieć tego dziecka! Zwłaszcza dziecka Kim!

Moje serce nie ukrywając odetchnęło z ulgą. Cieszyłam się tą wiadomością, mimo że szkoda mi było tego dziecka , które miało przyjść na świat. Nie wiedziałam co miałam odpowiedzieć Bayanowi, dlatego podeszłam do niego i złapałam go za ramię. Ten stanowczym ruchem, odepchnął mnie i zaczął krzyczeć:
-Dlaczego jesteś służącą?! Dlaczego?! Powiedz mi dlaczego nią jesteś?! Kocham cię a nie mogę z tobą być!
Nie rozumiałam co się działo w tamtym momencie z cesarzem. Nie chciałam pogarszać sytuacji, dlatego powoli wycofywałam się , jednak w pewnej chwili Bayan złapał mnie za rękę i pierwszy raz próbował mnie na siłę pocałować. Nie wiem dlaczego , ale ciało odmówiło mi posłuszeństwa i dłoń uderzyła w twarz Bayana. Wtedy to się stało, cesarz dostał szału zaczął krzyczeć tak głośno , że wszyscy w ogrodzie, w pałacu spoglądali na altanę i co się dzieje.
-Jesteś służącą! Dlaczego nie robisz tego czego ja chcę?! Dlaczego wy wszyscy mnie nie słuchacie?! Nienawidzę was! Wynoś się Nyang!
Moje oczy znów opętała gorycz , a łzy napłynęły mi, niczym fale podmywające brzeg. Wybiegłam.
-Stój! Nyang! Przepraszam!-krzyczał.
Biegłam tak daleko, by jego głos mnie nie dosięgnął. Jedak ciągle w uszach brzmiały mi słowa wypowiedziane przez osobę, którą darzyłam uczuciem: ''Wynoś się Nyang! Jesteś służącą!''. Czasami na niektóre rzeczy nie mamy wpływu. Tak bardzo chciałam cofnąć czas i w ogóle się nie urodzić. Nie miałam bym tylu ran zadanym sercu, tyle bym nie cierpiała, ale wierzę że rodzimy się po coś. Nic nie dzieje się bez przyczyny, tak tłumaczyłam sobie zajście w altanie.
-Przynieście mi szybko coś! Zaraz zwymiotuję!-krzyczała Kim do służek.
Kobiety raz dwa przyniosły naczynie, do którego Kim z wymiotowała. Po chwili rozłożyła ręce i uśmiechnięta położyła się na łóżko mówiąc:
-Wszystko idzie zgodnie z planem.

 

sobota, 25 lutego 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 19 

Drużyny były już dobrane, po stronie Bayana stanęli: Golta (najwierniejszy sługa) i jego dwóch bratanków (strażników Cesarza), oraz eunuch Park. Natomiast po stronie Wanga byli jego przyjaciele: Mo, Jombak i jeszcze dwóch innych. Drużyna Bayana miały bordowe stroje, a Wanga granatowe.
-Nyanguś chodź postaw piłkę na środku!-zawołał Bayan.
''Nyanguś?!''-zdziwiłam się. Wzięłam piłkę i postawiłam ją na środku boiska. Potem ruszyłam w bezpieczne miejsce by przeczekać rozgrywki ''śmierci'', lecz w pewnej chwili Wang złapał mnie za rękę i dał mi buziaka w policzek. Wszyscy , którzy byli obecni , skierowali wzrok ku mnie. Bayan nie chciał być obojętny więc nachylił swoją twarz  w moją stronę.
-Co?-spytałam Bayana.
-A ja? Nyanguś daj mi buzi.-Cesarz coraz bardziej zaczął mnie przerażać.
Znowu nie chciałam budzić gniewu władcy, dlatego także dałam mu buziaka. Gdy wszystkie ''formalności'' zostały dopełnione, ze spokojem poszłam oglądać mecz z pobocza. Gra rozpoczęła się na dobre. Pierwszy punkt zdobył oczywiście, albo i nieoczywiście Bayan.

 
Po pierwszej połowie wszyscy byli już zdyszani. Po krótkiej przerwie wrócili do gry.
-No Wang Yu, możesz pożegnać się z wygraną. Nyang należy do mnie.-odparł Bayan.

 
Wang Yu zmierzył go tylko wzrokiem i ruszył do ataku. Szedł jak burza , omijał przeciwników, jak stojące nieruchomo słupy. Był już bliski bramki. Nagle zatrzymał się wprost przed bramką, wziął rozpęd i...
-Zablokujcie go!-krzyczał biegnąc Cesarz.
Wang zdobył pierwszy punkt dla swojej drużyny. Jego przyjaciele klaskali i wiwatowali z radości. Po krótkim czasie było trzy do czterech dla Wanga. W pewnej chwili Jombak wybił piłkę poza pole. Rzut rożny należał do drużyny władcy.
-Masz ją tak kopnąć bym mógł ją strzelić do siatki. Rozumiesz?-dając piłkę, swojemu strażnikowi, tłumaczył Bayan.
Jeden z poddanych z rozpędu kopnął z całej siły piłkę. Nastała wielka cisza...Nagle głowa cesarza zetknęła się z okrągłą piłką i swoim ruchem, spowodowała , że piłka wpadła do siatki. Był remiz. Bayan tryumfował, jednak nic nie było jeszcze stracone.

Każda z drużyn mogła jeszcze wygrać. Mecz toczył się dalej. Drużyny podawały sobie piłkę , w końcu podbiegł Wang i zdobył ją. Zaczął kierować się do bramki przeciwnika. Przed Wangiem stanął Bayan, który podłożył nogę Wangowi. Mężczyzna stracił piłkę, jednak na szczęście był sędzia, który był sługą Bayan.
-Rzut karny dla Wanga. Musisz strzelić gola , masz jedną szanse.-powiedział bez wahania sługa, dając piłkę Wangowi.
Teraz już przy bramce stał Bayan broniąc piłki i Wang Yu który zamierzał skorzystać z szansy i trafić. Zapadła przerażająca cisza, taka, że z łatwością można było usłyszeć bicie swojego serca. Ja z ciekawości aż wstałam z krzesła i spoglądałam na piłkę. Wszyscy stali bez ruchu i czekali na decydujący strzał. Wang Yu delikatnie położył na podłożu piłkę, potem cofną się z cztery kroki, złapał jeden, głęboki oddech i rozpędzony kopnął piłkę z całej siły. Tymczasem Bayan zgiął się na nogach a potem odbijając się od podłoża, zatrzymał piłkę swoją głową.

 
Upadając stracił przytomność, jednak Wang Yu, udając , że nic się nie stało podbiegł jeszcze raz do piłki i zdobył piąty, decydujący punkt, który mówił, że ten wieczór mam spędzić z Wangiem. Jednak wszyscy byli zbyt przejęci by zauważyć gola. Słudzy podbiegli do Bayan, z jego nosa ciekła krew. Szybko wezwali medyka i zanieśli władcę do komnaty.

 
Tam szybko cesarz odzyskał przytomność, jednak okazało się , że jego całe oko jest sine. Miał taką dużą śliwę na oku, że ledwo co widział na to oko.
-Zawołajcie Nyang!-rozkazał.
Po chwili zjawiłam się w komnacie z leczniczą maścią. Stanęłam na przeciw niego i zaczęłam mu smarować obolałe miejsce.
-Dobrze mi poszło Nyang. Wygrałem!
-Nie wygrałeś, wygrał Wang Yu. Właśnie za chwilę idę z nim na kolacje.
-Że co?! Jak to?! Przecież obroniłem piłkę!
-Tak, to prawda, ale Wang Yu , kiedy straciłeś przytomność, wykorzystał sytuacje i kopnął piłkę. Wtedy trafił. Więc wygrał.
-To niesprawiedliwe! To ja wygrałem! Nigdzie nie pójdziesz. Będziesz ze mną! Rozkazuję ci!
-Ale...
-Żadne ''ale''. Jesteś moja i koniec! Lepiej mnie posłuchaj, bo jeżeli tego nie zrobisz wtedy...
-No co?! Co wtedy?!
-Wtedy ...przepraszam, ale nie pozwolę ci iść do niego.

Pierwszy raz widziałam Bayana w takim stanie. Jeszcze nigdy nie słyszałam , żeby tak ktoś krzyczał. Na prawdę się go przestraszyłam. W tej chwili był naprawdę, śmiertelnie poważny. Wiedziałam , że jeżeli tak się zachowuje, to nie będę z nim dyskutowała, bo i tak bym nie wygrała. Poza tym byłam tylko i wyłącznie służącą. Następnego dnia po południu niespodziewanie wróciła pełna energii, z nowymi planami,Kim Young, która wieczorem zaprosiła Bayana do siebie na kolacje. Jednakże był piątek, to cesarz spotkał się z namiestnikami i podczas wspólnego biesiadowania opił się. Był prawie całkiem pijany, ledwo stał na nogach, lecz i tak poszedł do swojej żony. Chwiejąc się zapytał przy progu:
-Czego chciałaś?
-Ukochany! Proszę, siądź i zjedz ze mną kolacje.
-W sumie to nie jest taki zły pomysł.
Ledwo idąc, siadł przy stole. Niestety niczego nie zjadł, podczas gdy Wiedźma się przygotowywała do wspólnej kolacji, Bayan zdążył zasnąć. Kiedy wróciła, tylko westchnęła a potem położyła go do swojego łóżka. Następnego dnia weszłam do komnaty cesarza ze śniadaniem. Jednak go tam nie zastałam, dlatego spytałam Golty gdzie jest jego Pan.
-Spędził noc, ze swoją małżonką.
-Jak to?!-ze zdziwieniem spytałam.
-Jeszcze nie wrócił, ale późno zasnęli, to pewnie cesarz odsypia.
-Że co?!-nie mogłam w to uwierzyć, że tak łatwo poszedł do tej Żmii.
Poczułam ukłucie w sercu, a potem rzuciłam tacą o ziemię i wróciłam do swojego pomieszczenia.


sobota, 18 lutego 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 18
W pewnej chwili do komnaty w której miał się rozpocząć teatr cieni weszła Kim Young z Wangiem.
-A co on tu robi?-wyszeptał Bayan.
-Ja go nie zapraszałam. Nie mam takiej władzy.-odpowiedziałam.
Wang Yu siadł po prawej stronie Cesarza a ja siedziałam po lewej. Kim stanęła koło nas i zaczęła znacząco chrząkać. Spojrzałam na nią, a potem wstałam z krzesła by ustąpić cesarzowej miejsca. Bayan złapał mnie za rękę i powiedział bym siadała, jednak nie chciałam wznawiać kolejnej sprzeczki, to wolałam ustąpić. Stanęłam między Bayanem i Wangiem. Miejsce w którym przebywaliśmy było zaciemnione, specjalne dla występów teatru cieni. Znajdował się tam jeden długi stół i kilka krzeseł, w tym przypadku były tylko trzy krzesła, na przeciwko stołu było długie prześcieradło zza którym ludzie za pomocom swoich rąk i swojego ciała odgrywali różne sceny, do tego było jeszcze kilku ludzi, którzy przygrywali muzykę. Stół był wypełniony jedzeniem, Bayan miał plan ten wieczór spędzić tylko i wyłącznie ze mną, niestety Kim wiedziała jak pokrzyżować plany.
-Kochanie jak mogłeś nie zaprosić swojego gościa na taki spektakl?-spytała Kim łapiąc Cesarza ze rękę.
-Nikt go tu nie zapraszał, więc nie jestem moim gościem tylko twoim, a ciebie tu nie zapraszałem.-odparł wyrywając dłoń ze szponów Wiedźmy.-Nyang, pójdziesz ze mną potem pospacerować?
-Panie, ja...nie wiem co na to twoja żona.-rzekłam.
-Nie przejmuj się nią. To co?-powiedział Bayan.
-No dobrze.-odpowiedziałam, wiedząc, że bardziej jest to przygrywką , by Wiedźma była bardziej wściekła.
Wieczór zapowiadał się dobrze, do momentu gdy teatr cieni nie pokazał sceny, która pokazywała dwoje ludzi zakochanych w sobie a między nimi wyrastające drzewo. Krzywe, gołe, przerażające...Właśnie w tym momencie ja i Bayan spojrzeliśmy sobie w oczy i także w tym momencie Wang Yu odruchowo pociągnął mnie za rękę i dociągnął w swoją stronę. O mały włos i spadłabym na niego.

 Kiedy zobaczyła to Kim zaczęła się śmiać pod nosem, a Cesarz ze zazdrości chwycił mnie za drugą dłoń i pociągnął nią, tak jak zrobił to wcześniej Wang Yu. Po chwili obaj trzymali mnie. Bez ruchu stałam pomiędzy dwoma mężczyznami.
-Ja cię nie puszczę pierwszy.-odparł Bayan.
-Ja także cię nie puszczę.-powiedział Wang.
Staliśmy tak przeszło godzinę i żaden nie odpuszczał. W końcu zaczęli wysyłać sobie znaczące spojrzenia, ale i tak żaden nie odpuścił. Zaczęły mnie już od stania boleć nogi, jednak wiedziałam gdy się ruszę może spowodować to niezłe zamieszanie.

 
Błagałam buddę by szybko się zakończył ten teatr i by każdy odszedł w swoją stronę. Na wszystko to spoglądała swoim żmijowatym wzrokiem Kim. Po jakimś czasie w końcu skończył się teatr. Wang Yu i Bayan popuścili mi zmęczone ręce i wyszli z pomieszczenia i wrócili do swoich komnat. Ja wzięłam kąpiel a potem poszłam ukradkiem do Wanga.
-Wejść!-zawołał.-O Nyang! Witaj!
-Co się z tobą dzieje?-spytałam.
-Nie rozumiem.-odparł.
-Ostatnio zachowujesz się na prawdę dziwnie. Łapiesz mnie za ręce, kłócisz się z Bayanem.-opowiadałam.
-Aaaaa....o to ci chodzi.-powiedział.
-Czy wy rywalizujecie o mnie?-zapytałam w prost.
-Nyang ja...Kiedy rozstaliśmy się...Wtedy zrozumiałem...brakuję mi ciebie.-po paru minutach w końcu wydusił to z siebie.
-Wang Yu przecież wiesz , że bardzo cię lubię, ale to jest nie możliwe. Jestem służącą i nie mam prawa się z kimś spotykać. Wybacz.-mówiąc to wróciłam do siebie.
Mimo , że byłam wykończona to nie mogłam zasnąć, ciągle myślałam o tym co mi powiedział Wang. To nie mieściło mi się w głowie, jak tak w krótkim czasie, może zmienić się człowiek. Nazajutrz z samego rana Kim razem ze służbą zaczęła opuszczać pałac. Wszyscy dookoła zaczęli plotkować, że nie wytrzymała konkurencji albo Cesarz ją oddalił i znów nastanie czas bitew. Sama byłam ciekawa o co chodziło. Idąc do kuchni spotkałam na drodze Bayana, który powiedział, że jego żona wyjeżdża w odwiedziny co Cesarzowej Wdowy. Byłam ciekawa czego chce ta Wiedźma od matki cesarza. Kim wraz ze swoimi Małymi Żmijami (służącymi) szła dumnie przez korytarz i uśmiechnięta jak nigdy dotąd. Wszystkich zastanawiało to, dlaczego taka jest zadowolona.
-O! Wang Yu! Miło cię widzieć. Bardzo ładnie dziś wyglądasz.-powiedziała Kim spotykając Wanga.
-Witaj Wasza Wysokość!-ukłonił się.-Gdzie się wybierasz?
-Jadę do Cesarzowej Wdowy. Tak dawno...jej nie widziałam. A ty? Gdzie się wybierasz?-odpowiedziała z takim spokojem jakby to nie była ona, lecz jej dobra siostra bliźniaczka.
-Ja idę do Nyang. W odwiedziny.-odpowiedział rumieniąc się.
-Zakochałeś się w niej? Oj biedaku. Szkoda mi ciebie.-znów powróciła ironicznie współczująca Kim.
-Nie rozumiem.-odparł.
-Cesarz Bayan bawi się tą biedaczką. Za jakiś czas ją zostawi, a ta biedna Nyang zostanie ze złamanym sercem, ale ty Wang Yu chyba nie jesteś takim mężczyzną? Kochałbyś ją, dbałbyś o nią...Walcz o biedaczkę! -podpuszczała go Kim.
W pewnej chwili z dziurki wyleciała mała mysz. Young widząc to zaczęła podskakiwać i piszczeć. Wang Yu nie był temu obojętny. Wziął Cesarzową w swe ramiona i zaniósł do samego powozu.

 
Rozpromieniona ruszyła w drogę.  Tymczasem, podczas gdy ja i Yoona plotkowałyśmy przy praniu ubrań, Bayan zaglądał przez zasłonę i uśmiechnięty od ucha do ucha pobiegł do mojej komnaty. Na łóżku znalazł serwetkę , którą zawsze trzymałam przy sobie, na wypadek gdyby Bayan się wybrudził. Jednak jeszcze nie miałam okazji jej użyć. Wziął ją do rąk i zaczął wąchać. Potem rozglądając się czy ktoś nie nadchodzi, schował ją pod swój strój. 
 
 
 
Nagle na jego drodze wyrasta jak spod ziemi Wang Yu, który bardzo bezpośrednie i zwięźle powiedział:
-Jutro wieczorem zagramy mecz. Jedna piłka, dwie siatki. Gramy do pięciu trafień. Kto wygra spędza wieczór...znaczy się je kolacje z Nyang.
-Zgoda. To do jutra Wang Yu.
Wieczorem Cesarz zaczął przygotowania do meczu. Najpierw krótka rozgrzewka, parę minut biegania, a potem podbijanie piłki.
-Nyang będziesz moim rywalem. Masz mi odebrać tą...okrągłą, średnią piłkę... i trafić ją do przeciwnej strony gdzie stoisz, czyli tam...i jak strzelisz gola dostajesz punkt. Rozumiesz?
-No co tu nie rozumieć.
-Dobrze. To ja zaczynam. Muszę kopnąć pierwszy piłkę.
Bayan ustawił okrągłe ''coś'' na środku pola a potem zaczął dla zmyłki przeskakiwać. Z boku na bok do przodu i tyłu. Zaczęłam się niecierpliwić, ciągle coś mi tłumaczył. Może nigdy w to nie grałam, ale czytać czytałam, więc miałam już jakąś świadomość jak w to się gra.

-Zaczynasz w końcu?!
-No już. Spokojnie.
Bayan ruszył na przód jak burza. Zbyt pewny siebie, zbyt pewnie stracił piłkę. Zaczęłam grać po swojej stronie. Nagle zatrzymałam się i kopnęłam ją w ostatniej chwili. Bayan myśląc, że mu się uda mnie zablokować, skoczył na mnie i zaczął się głośno śmiać.

 
-A widzisz Nyang ty nie...trafiłaś?!
-Punkt dla mnie. Koniec gry. Jestem zmęczona. Dobranoc.
-Dobrze idź. Ale wiesz , że cię kocham?
-Dobranoc.

wtorek, 14 lutego 2017

''Dynastia Shin Jin''


 
Ten filmik jest zrobiony przeze mnie może bardzo wieśniacki no ale w końcu disco polo to nasze można powiedzieć korzenie, kultura więc sądzę , że nie ma się czego wstydzić. Ten filmik jest na walentynki z polskimi piosenkami jednak w nim występują gwiazdy Korei Południowej, wybrałam kilkanaście osób ze show biznesu koreańskiego bo trudno było by mi zrobić ze wszystkimi znanymi osobami. Może wam się spodoba zapraszam do komentowania, a teraz czas na opowiadanie a pod kolejną częścią Dynastii Shin Jin będzie kilka innych piosenek 💓


Część 17
Nagle do komnaty wszedł Wang Yu. Przestraszony Bayan szybko zszedł z łóżka i zagniewany spytał:
-Co ty tu robisz? Nie umiesz pukać?!
-Wybacz Panie, ale Cesarzowa Kim Young powiedziała , że mnie wzywałeś...Poza tym...
-Nie wzywałem cię! Wyjdź! 
-Przepraszam. Musiało zajść nieporozumienie. 
Wang Yu oddając pokłon wyszedł. Tymczasem Kim podsłuchując , tryumfowała z radością , że udało się jej przeszkodzić.  
-Co się stało?-wybudzając się, zapytałam.
Bayan nerwowo zaczął kręcić głową i podbiegając do łóżka złapał mnie mocno za dłoń.
-Nie ruszaj się! Zaraz przyjdę. Pójdę tylko coś załatwić.-odparł Cesarz.
Nie ruszając się z miejsca , kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. W komnacie Bayana przesiedziałam cały dzień. W końcu nie wytrzymałam, wstałam i kazałam otworzyć straży drzwi. Już miałam przekroczyć próg , gdy zobaczyłam w wejściu Wanga , który szedł z bukietem polnych kwiatów. Byłam jeszcze dość osłabiona, dlatego ledwo trzymałam się na nogach. W pewnej chwili robiąc jeden krok, nogi mi zmiękły i wpadłam wprost w ramiona Wanga Yu. On swoimi silnymi rękami podniósł mnie i wraz z bukietem kwiatów niósł mnie do cesarskiego łoża, bym jeszcze odpoczęła. W tej samej chwili u progu drzwi pojawił się zdyszany Bayan, który od razu podbiegł do nas i zaczął się popychać z Wangiem. Zaczęli mnie traktować jak jakąś rzecz. Ciągnęli mnie i przekładali z rąk do rąk. Nagle upuścili mnie na podłogę.
-Nyang! Nyang!-przekrzykiwali się, pomagając mi wstać.
-Nic się nie stało! Dajcie mi spokój!-wstając otrzepałam swoje ubranie i stanęłam na przeciwko dwóch mężczyzn, którzy stykali się ramionami i wpatrywali we mnie jak w dzieło sztuki.
-Nigdzie nie pójdziesz.-odparł Wang Yu.-Zaopiekujemy się tobą.
-Tak.-odparł Bayan.-Że co? Jak to zaopiekujemy? Chyba ja zaopiekuje to mój pałac.
-Nie! To ja ją pierwszy....-ugryzł się w język.-Niech Nyang wybiera, kogo chce na opiekuna.
-Zgoda. Nyang wybieraj.-poparł Bayan.
Byłam po prostu w zamkniętym pomieszczeniu bez wyjścia. Nie wiedziałam co mam robić. Zaczęłam rozważać wszystkie możliwe rozwiązania, jednak ze wszystkich najkorzystniejszą wydawało mi się wybranie obu. Tak postanowiłam i tak powiedziałam. Ich zdziwienie było narysowane na twarzy. Byli tak zaskoczeni , że przez najbliższe chwile stali jak słupy soli. Przez kolejne dwa dni odwiedzali mnie regularnie. Donosili jedzenie, napoje, przekąski, czytali książki...Czułam się jak w raju, niestety ten raj miał donosicieli, którzy o wszystkim informowali Kim Young.W końcu Cesarzowa nie wytrzymała wezwała do siebie na wspólną kolacje Bayana , który dowiadując się o zaproszeniu , odmówił, mówiąc , że jest zbyt zapracowany.
-Zapracowany?! Tak?!-rozzłościła się Kim.-Już ja mu dam prace! Będzie się czołgał przede mną  niczym jadowity wąż!
Zzieleniała z zazdrości popędziła do komnaty Bayana, w której wracałam do sił.
-Panie przyszła twoja żona-Cesarzowa Kim Young!-zaanonsował strażnik.
-Powiedz, że jestem zajęty!-wykrzyczał Cesarz karmiąc mnie zupą.
-Odsuń się durniu!-popchnęła strażnika i niczym słoń wparowała do pokoju.
Zobaczyła karmiącego mnie Bayana i Wanga czytającego książkę. Zatrzymała się wprost przed nami i poprawiając kosmyk włosów , wzięła głęboki wdech i dopiero zaczęła rozmowę. Mimo , że starała się mówić ze spokojem, to jednak jej głos był pełen nienawiści i okrucieństwa.
-Dobrze, że jesteś Kim.-rzekł Bayan.-Są tu wszystkie ważne osoby. Chcę wam coś oznajmić.
-Co takiego?-spytał Wang Yu.
-Nie chcę się już dużej ukrywać. Poza tym jestem głową państwa, dlatego chcę wam oświadczyć, że...
Wszystkim zaczęło bić mocniej serce, czułam , że zaraz nasze serca zapłoną ogniem.
-Ja kocham Nyang, a ona chyba mnie, dlatego też nie chcę Kim byś się wtrącała w moje sprawy. Nyang jest moją miłością i to z nią chcę dzielić resztę życia.
-Że co? A co ze mną?!-Kim o mało nie zaczęła zionąć ogniem niczym smok.
-Ty jesteś moją żoną, ale tylko na papierze. Przecież nasz związek został zaaranżowany od początku naszych narodzin i tylko on daje bezpieczeństwo naszym państwom. To jest umowa nic więcej. Jeżeli chcesz znajdź sobie jakiegoś mężczyznę, którego naprawdę pokochasz i dziel z nim resztę życia tak jak ja i Nyang.
Łzy napłynęły do oczu Kim i powoli zaczęły spływać po jej rumianych policzkach. Zrozpaczona otarła krople i z udawanym uśmiechem, zgodziła się na to co powiedział Bayan. Mówiła, że to nie jest dla niej problem. Może Cesarz jej uwierzył, ale mi oczu nie zamydliła, czułam , że tak łatwo się nie podda. Następnego dnia z rana do pawilonu służek wkroczyli strażnicy.
-Która z was to Yoona?!-krzyknęli rozglądając się po pomieszczeniu.
-To ja. Czy coś się stało?-spytała przerażona.
-Zostajesz skazana na powieszenie.-odpowiedzieli ciągnąc ją po ziemi w stronę dziedzińca, który był oddalony od pałacu około dwa kilometry i na którym odbywały się kary śmierci.
-Ale za co?! Co ja takiego zrobiłam?!-płakała Yoona.
-To rozkaz Cesarzowej Kim Young.-odpowiedział jeden ze strażników.
Yoona za nim trafiła na stryczek, spotkała się z cesarzową sam na sam, oko w oko.
-To ty jesteś przyjaciółką tej żmii Nyang?
-Tak Pani.
-Mam dla ciebie propozycję. Jeżeli zrobisz to co karzę , daruję ci życie.
-O co chodzi Pani?!
-Powiesz przed Cesarzem i wszystkimi, że twoja koleżaneczka Nyang miała romans z Wangiem kiedy została służącą do tego kradła jedzenie i...uderzyła mnie i obrażała moje imię.
-Pani , ale to kłamstwo! Nyang taka nie jest!
-Zamilcz! Wiem, że taka nie jest, bo jest jeszcze gorsza, ale mam cię za świadka. Na pewno podła zginie!
-Nie! Nie zrobię tego! Nigdy!
-W takim razie zostaniesz powieszona! Straże!
Przyszli uzbrojeni mężczyźni i wzięli za ręce bezbronną dziewczynę i ciągnąc ją po ziemi zaprowadzili ją na szubienice. Bezlitosna Kim spoglądała na Yoone i jej gruby sznur widniejący na szyi.
Wtym samym czasie szłam korytarzami w stronę pawilonu. Nad stawem spotkałam służkę, która prała ubrania w lodowatej wodzie. Spytałam ją co robi Yoona, od niej dowiedziałam się wszystkiego. Nie miałam chwili do stracenia, wbiegłam do zbrojowni i złapałam za łuk i strzałę a potem na porwanym koniu udałam się w pogoń na dziedziniec.
-Pani ja jestem nie winna! Puśćcie mnie! Błagam!-krzyczała zalana łzami przyjaciółka.
Nagle kat pociągnął za drewniany kołek, który powodował otwarcie się podłogi. Yoona została powieszona. Zaczęła się dusić, powoli traciła tlen. Robiła się cała sina. W ostatniej chwili wleciałam na koniu. Przepychając się przez tłum oglądających wyrok pociągnęłam za strzałę , która rozpędzona przecięła grubą linę. Yoona upadła ledwo żywa na ziemie. Podbiegłam do niej i posadziłam ją na konia. Potem podeszłam do Kim i rzekłam:
-Przyznam szczerze. Takiego ciosu poniżej pasa się nie spodziewałam. Kim nie udało ci się. Znów jestem górą.
-Ty podła czarownico! Zabrałaś mi Bayana!
-Nie ja go zabrałam, to on odszedł od ciebie i wybrał mnie. Gdybyś była inna może by cię pokochał...
-To nie koniec! Słyszysz?! To nie koniec! Jeszcze się zemszczę! Popamiętasz mnie ty wieśniaczko!
Wsiadłam na konia i popędziłam niczym wiatr do pałacu. Tam wezwałam szybko medyka i wytłumaczyłam wszystko Bayanowi był przerażony tym, że jego żona była do tego zdolna. Na szczęście Yoonie nic się nie stało wróciła do siebie. Na wieczór okazało się, że do pałacu przyjechał teatr cieni. Następnego dnia.....

Jak już zauważyliście zmienił się wygląd mojego bloga może dlateog że są Walentynki, jednak nie zamierzam zmieniać tła tak szybko, jeżeli wam nie przeszkadza to może zostanie tak jeszcze do wiosny. Jeżeli jednak macie problemy z odczytaniem opowiadania albo jakieś inne piszcie w komach. Właściwie ta część była bardzo krótka i beznadziejna, ale w końcu trzeba przebrnąć przez niektóre nudne wątki by później móc pisać coś ciekawego. Mam jednak nadzieję, że tak fatalnie nie wyszło. Ponieważ dziś są walentynki to zapraszam was do wysłuchania kilku koreańskich piosenek które bardzo kojarzą mi się z walentynkami: 



 Wesołych WALENTYNEK pełnych MIŁOŚCI! 💙



niedziela, 8 stycznia 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 16
 Cesarzowa niepodlegająca już Cesarzowej Wdowie, szczęśliwa spacerowała po ogrodzie wraz z Bayanem, aż do czasu gdy napotkała służki, które ewidentnie z niej kpiły. Podeszła do nich i spytała:
-Wyśmiewacie się ze mnie?! Z waszej Cesarzowej?! Jak śmiecie?!
-Pani, Pani to nie tak. My nie z Waszej Wysokości. Jakbyśmy śmiały.-odezwała się jedna ze służek z przerażeniem. 
Lekko podenerwowana Kim ruszyła dalej wraz z ukochanym i ze swoimi damami dworu i oczywiście ze mną. Ciągle Bayanowi towarzyszyłam. Zrobiło się dość zimno i oczywiście Kim Young nie chciała się przeziębić , więc odeszła wraz ze swoją świtą do swojej komnaty. Idąc korytarzem usłyszała jakieś śmiechy. Chowając się za drzwiami swojej komnaty usłyszała rozmawiające ze sobą służące:
-Wróciła Cesarzowa! Ciekawa jestem czy wie?
-Ona wie wszystko. Czarownica ma wszędzie uszy!
-Cicho bądź bo jeszcze usłyszy! Ale swoją drogą niezły ten Cesarz. Co on w niej widzi? 
-Nie wiem, ale mam nadzieje , że będzie lepsza niż ta Kim!
Słysząc to kobieta aż pozieleniała ze złości. Nadęła twarz i wysłała swoje służki by dowiedziały się czegoś na temat tych drwin. Sama z niepokojem chodziła w kółko czekając na jakieś wieści. Nagle do jej komnaty wbiegły zdyszane kobiety.
-I czego się dowiedziałyście?! Mówcie! Szybko!
-Pani! Prawdopodobnie Bayan...
-No co?! Mów!
-...zakochał się w....
-No?! W kim?! Jak zaraz nie powiecie każe was wychłostać!
- W jednej ze służek, ale nie wiemy w której. 
-Że co?!
-Zakochał się w służce.
-Przecież słyszałam, głucha nie jestem! 
-Wybacz Pani!
-Wynoście się! Zostawcie mnie samą! 
Kobiety wyszły zostawiając Kim samą. Cesarzowa upadła na kolana i zaczęła płakać. Długo to nie trwało. Po chwili otarła łzy i postanowiła dowiedzieć się kim jest ta, która ukradła jej miłość. Podczas gdy się zastanawiała , ja siedziałam wraz z cesarzem na tarasie i jadłam obiad. Po niedługim czasie doszła do nas Kim. Szybko wstałam z krzesła i udawałam ,że nalewam wina Bayanowi. Cesarzowa przysiadła się i powiedziała bym jej też nalała. 
Cesarz znowu nie kontrolował swoich ruchów. Nieskrycie oparł się o rękę i patrzył na mnie jak w jakiś drogocenny obraz. Bałam się , że Wiedźma może to zobaczyć, ale musiałam milczeć. Bez pytania nawet mysz nie mogła pisnąć. Czułam przeszywający mnie wzrok Kim Young, ona także patrzyła się na mnie. To było straszne uczucie. Zakochane oczy mierzyły się wraz z okrutnie zazdrosnym wzrokiem, cel był jeden a dwoje par oczu. W pewnej chwili Bayan wstał z krzesła i podszedł do mnie.

  
  
 
 Widząc to Young od razu spytała się co robi. Młodzieniec odpowiedział, że widzi dużego pająka na mojej głowie. Young od razu wstała z krzesła odwróciła się plecami do nas obojgu i zamknęła oczy rękoma, mówiąc:
-Weź go! I nie pokazuj mi Bayanie go na oczy! Co za straszne stworzenia!
Oczywiście było to jedno , wielkie kłamstwo, które pozwoliło cesarzowi zbliżyć się przy Kim. W pewnej chwili pomyślałam, że może to prawda, ale widząc uśmiechniętą twarz Bayana, od razu zmieniłam zdanie. Krok po kroku cofałam się do tyłu aż w końcu oparłam się o stolik. Cesarz podszedł do mnie tak blisko jakby próbował mnie pocałować. Nie wiedziałam co mam robić, ale Bayan za to wiedział doskonale. By urzeczywistnić to istnienie pająka na mojej głowie zaczął krzyczę:
-Nie ruszaj się kobieto! Bo cie olbrzym ugryzie! Jest obrzydliwy! Stój spokojnie to go zabije! Nie chce by skrzywdził Kim! 
Podszedł do mnie bardzo blisko tak, że prawie dotknęlibyśmy się nosami. Ja wychyliłam się do tyłu, a Bayan podniósł tylko rękę i patrząc w moje ze zdziwienia oczy wyjął mi z włosów moją spinkę. Schował ją szybko do rękawa i przybliżając jeszcze parę centymetrów bliżej twarz do mojej ucałował mnie w nos.
-I co?! Zabiłeś go?!-odezwał się obrzydliwy głos Cesarzowej. 
Bayan zaczął nogą uderzać o podłogę i kręcąc stopą , udawał, że zabija pająka. Potem siadł z powrotem do stołu. Uradowana , że ma takiego dzielnego męża ,Kim podbiegła do Cesarza i mocno go przytuliła. Potem siedziała u niego na kolanach i trzymała go za szyję. Bayan miał minę jakby połknął obślizłą żabę. Ja tak stałam nieruchomo i wpatrywałam się w cesarską parę. Tworzyli piękny obrazek, jednak nie była to miłość. Zastanawiałam się, jak nie gryzie sumienie tą Kim. Zadając tyle cierpienia nawet łza jej nie spłynęła. 
-Mam pewien pomysł!-nagle wyskoczyła Young. 
-Jaki?-spytał Bayan.
-Zróbmy teatr cieni! Tylko ty i ja!-odparła Kim.
-Dobrze. Dla ciebie wszystko moja ...kochana...-zgodziwszy się, Cesarz wstał. 
Kim dała mu jeszcze jednego buziaka i zaczęła przygotowania do wielkiego spektaklu. Mówiąc szczerze, uważałam , że był to dobry pomysł. Chyba była to pierwsza , mądra rzecz na którą wpadła Wiedźma. Wróciłam do swojej komnaty a Bayan do swoich cesarskich obowiązków. Tymczasem Kim poszła poskarżyć się El Sumurowi, że Cesarz ją zdradza. Stary regent , nie był zadowolony z tego, więc wpadł na pewien pomysł. 
-Zrobimy tak....-zaczął wpajać swojej niemądrej córce, swój podstępny plan.
Gdy Kim wyszła z sali tronowej była uśmiechnięta i udawała jakby nic się nie stało. Późnym wieczorem Bayan znów mnie wezwał do swojej komnaty bym zaczęła mu czytać książki, ale tego dnia była wyczerpana, mimo że miałam mniej pracy niż zawsze. Czułam , że brało mnie jakieś przeziębienie, ale rozkaz to rozkaz. Wzięłam jedną z książek do ręki i otworzyłam na pierwszej stronie. Nie zdążyłam wydusić ze siebie pierwszego wyrazu bo młodzieniec wyrwał mi z ręki rzecz i odłożył na łóżku, potem chwycił mnie za rękę i zaprowadził do stołu. Było tam pełno jedzenia i kilka zapalonych świec. Oraz jakieś drewniane , małe pudełeczko. Cesarz znowu mnie zaskoczył. Z dnia na dzień był co raz bardziej śmielszy w stosunku do mnie. Zdziwiona spytałam co znowu kombinuje, a on odpowiedział, że miała być to romantyczna kolacja. Wiedziałam, że to było zabronione, więc chciałam szybko wstać od stołu, ale niestety trzymał mnie bardzo mocno za rękę. Powiedziałam mu, że nie jestem głodna, ale nalegał. Żeby nie było, spróbowałam wszystkiego po trochu, ale po tym wszystkim czułam się już opchana. 
-Opowiedz mi coś o sobie Nyang. 
-Panie, ale co?
-Nie mów tak do mnie. Przy tobie jestem tylko Bayanem. Prawie cie nie znam. Nie wiem skąd pochodzisz, jak znalazłaś się u Wanga, kim byli twoi rodzice, ale i tak cię...
-Panie, Panie! Cesarzowa Kim chcę byś do niej przyszedł!-zwołał Golta zza drzwi.
-Powiedzcie jej , że pająk mnie ugryzł i źle się czuje i żeby tu nie wchodziła! Jutro ja odwiedzę!-krzyczał.-Czy zawsze musicie mi przeszkadzać?! Odczepcie się! Nie ma mnie i koniec! Niech idzie spać!
-Chciałeś coś mi powiedzieć?-wróciłam do naszej rozmowy.
-Ja? -dopytał.-A tak! Ale wybito mnie z nastroju, powiem ci kiedy indziej....a teraz czas na książkę!
Siadłam obok łóżka i zaczęłam czytać. Tej nocy Bayan był bardzo nie spokojny, nie mógł spać. Zmęczona czytaniem , zasnęłam przy łóżku. Gdy zobaczył to Cesarz, wstał  i położył mnie na jego miękkie łóżko. Potem położył się koło mnie i chwytając mnie za rękę , zasnął. Następnego dnia rano, gdy Wiedźma czekała na wspólne śniadanie z mężem w ogrodzie, przybiegły jej służki, że Bayan gościł u siebie jedną ze służek.
-Jak się ta kreatura nazywa?-wstała ze złości.
-To niejaka...Nyang! Pani to ta co u ciebie była! 
-Ta jaszczurka?! Już ja się z nią rozprawię! Zniszczę ją! Zabije tą....tą, tą....Nienawidzę go! 
-Pani uspokój się. Nie daj po sobie poznać, że jesteś zazdrosna. Najpierw się z orientuj a potem atakuj.-rzekła dama dworu-Ki. 
-Jednak ta pusta głowa się przydała na coś.-mówiąc to, Wiedźma uśmiechnęła się podstępnie a potem czekała dalej na śpiącego jeszcze Bayana.
Zbliżało się południe. W pewnej chwili obudziłam się. Podniosłam głowię i zobaczyłam śpiącego na mojej ręce Cesarza. Przestraszywszy się powiedziałam:
 -Co się stało zeszłej nocy?

Powiedziałam to tak głośno, że od razu się obudził. Szybko zeskoczył z łóżka i zmieszany patrzył się na mnie, tak jakby nie wiedział skąd się tam wzięłam. Potem uderzył się w głowę ręką i rzekł ''Aaaaaa już wiem!''
Wypoczęta wstałam i razem z Cesarzem wyruszyliśmy do ogrodu na śniadanie wraz z Kim. Gdy Bayan podszedł do niej by się z nią przywitać, odepchnęła go, mówiąc , że boi się pajęczej choroby. Nie ruszywszy go, siadł tak jakby nic się nie stało i ze smakiem zajadał posiłki. Ja stałam koło niego i czekałam na polecenia. Wszystko odbywało się w milczeniu. Po krótkim, przemilczanym posiłku Kim powiedziała , że idzie przygotować salę na teatrzyk cieni. Tymczasem schowała się w jednym z pawilonów i spoglądała na idącego wraz ze mną Bayana. Niestety pech chciał, że Cesarz się zatrzymał i powiedział, że coś mu wpadło do oka. 
-Nyang zobacz.
-Bayan, nic ci nie wpadło.
-Ale zobacz dokładniej! To rozkaz! 
Oparłam swoje dłonie na jego ramionach i zaczęłam spoglądać mu do oka. Jednak nic tam nie było, ale dla pewności delikatnie rozszerzyłam je i zaczęłam mu do oka dmuchać.


 Widząc to , Wiedźma ze złością poszła do komnaty knuć swoją zemstę. Nie mogła uwierzyć w to , że jej wybranek się z tym nie kryje. I na jej oczach ewidentnie mnie podrywa. Wieczorem zamiast czytania książek Bayan poszedł ze mną na spacer, tylko ja i on. Bez żadnej służby i innych nie potrzebnych osób. 
-Pamiętaj Nyang idź za mną, nie wyprzedzaj mnie! 
-Dobrze Bayan!

 
Ogólnie spacerowaliśmy pomiędzy pawilonami i kuchnią. Spacer wyglądał tak, że byłam trzy kroki od Bayana a on idąc po chwili zatrzymywał się i szybkim zdecydowanym ruchem odwracał się w moim kierunku, spojrzał mi w oczy i szedł dalej. W ten sposób chodziliśmy w jednej linii. Już po dłuższym czasie zaczęło mi się nudzić, więc postanowiłam zażartować sobie z Cesarza i go przestraszyć. Gdy się odwrócił ja schowałam się za drzewem. 

-Nyang gdzie jesteś? Nyang! 
Po paru sekundach wyskoczyłam zza drzewa.
-Aaaaa! Nyang! Nie strasz mnie! Umarłbym. 
Zaczęłam się śmiać z reakcji Bayana. Potem wróciliśmy do punktu wyjścia. Kroki, postój, odwrót, spojrzenie i znowu kroki. W pewnej chwili na mostku kiedy Bayan odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie zauważyłam spadającą gwiazdę. 
-Gdzie jest?-spytał Cesarz.
-Tam o tam!-wskazywałam palcem.-Wypowiedzmy teraz życzenie.
Bayan spojrzał w rozgwieżdżone niebo i zamykając oczy w myślach wypowiedział swoje życzenie. Ja spojrzałam na niego i także pomyślałam o swoim najskrytszym życzeniu. Jednak było ono dość oczywiste od wielu lat-zemsta na El Sumurze i jego ludziach. Gdy już skończyliśmy rozmyślać, Cesarz spojrzał na mnie a ja na niego. Poczułam charakterystyczny ucisk serca i ....stanęłam osłupiała. 
-Nyang przesuń się. Wracajmy do pałacu bo już zimno.
Odsunęłam się mu z drogi a potem zaraz za nim wróciłam do pałacu. To , że byliśmy sami było tylko pozorem, bo tak naprawdę przez cały czas śledziły nas służki Kim, które jej o wszystkim donosiły. Mijał tak dzień za dniem, miałam dużo obowiązków, ale i tak dobrze mi się żyło, jak na cesarską służkę. Kim była ciągle za nami, wiedziała o każdym moim kroku i kroku Bayana. Czuliśmy się osaczeni. Pewnego ciepłego, jesiennego popołudnia Cesarz zapragnął bym go powachlowała bo mu było za gorącą. Robiłam to, ale czułam się coraz gorzej. 
 
  

-Nyang przynieś mi jeszcze wina.-rozkazał.
Ledwo zeszłam a przy samej altanie straciłam przytomność. Przerażony Bayan wziął mnie na ręce i zaniósł do swojej komnaty i od razu wezwał medyka. 

 
-Proszę się nie martwić to zwykłe przeziębienie. Niech odpocznie i za kilka dni będzie zdrowa.-rzekł medyk wychodząc z komnaty. 
Bayan oddychając z ulgą siadł koło mnie i spoglądając na mnie powoli się nachylał w moją stronę, aż w końcu był tylko zaledwie o parę milimetrów by mnie pocałować. Nagle.....




wtorek, 3 stycznia 2017

''Dynastia Shin Jin''

Część 15

Nazajutrz, z samego rana podczas gdy Bayan smacznie spał, na jego cesarskie łoże wdarła się mała myszka. Znajdowała się obok głowy cesarza i po cichu popiskiwała. Nagle cesarz się obudził. Przetarł oczy i spojrzał na pościel na , której było małe, niewinne stworzonko. Przerażony chłopak zaczął krzyczeć ze strachu, uciekł do rogu łóżka. Straż ze sługą wleciała do komnaty cesarza z mieczami. 
-Panie co się stało?-spytał Golta.
-Tam, tam...Szczur!-krzyczał, wymachując palcem.
-Gdzie?!-przeraził się sługa.-Panie to mysz! Weźcie ją.
Strażnicy stali nieruchomo z mieczami i nie wiedzieli co mają robić. W pewnej chwili zwierzątko się poruszyło , piszcząc. Strażnicy wymierzyli w maleństwo mieczami a ''odważny'' Golta ze strachu upadł na podłogę. 

Bayan zaczął prawie płakać ze strachu. Wołał pomocy. W samą porę przyniosłam śniadanie co komnaty, głowy państwa. Spytałam, czego wszyscy mają taką minę jakby ujrzeli ducha. Oni zaczęli po cichu mamrotać, że tam na łóżku leży mysz. Odłożyłam tacę zjedzeniem, podeszłam do łóżka i powoli wzięłam stworzonko do dłoni. Pogłaskałam ją i widząc przestraszonego Bayan, wystawiłam ręce w jego stronę razem z myszką. Cesarz podskoczył i wykręcił głowę w stronę ściany. 

  
 
Wypuściłam zwierzątko na pole a potem wróciłam do komnaty.  
-Widzicie?! Nyang jest odważniejsza od was wszystkich! I co ja bym bez niej zrobił?! Takiego zwierzątka się przestraszyliście! Co za...Chodź Nyang, usiądź koło mnie, będziesz od dziś nade mną czuwać. W dzień i w nocy.-mówił Bayan.
-Panie, ale co z Cesarzową Kim?! Ona nie pozwoli być tu służce!-przypomniał Golta.
-Ale jej tu teraz nie ma. Poza tym jestem cesarzem, jak jej nie pasuje może wrócić do swojego pałacu.-odparł cesarz.
-Ale jesteście małżeństwem, musicie ze sobą mieszkać. -przekonywał służący.
-Właśnie, że nie musimy. Jesteśmy mężem i żoną tylko na papierze! Zapomniałeś , że jesteśmy małżeństwem zaaranżowanym?! Nikt nas nie pytał o zdanie! Jestem cesarzem mogę mieć przecież inne kobiety! Wyjdźcie już, bo działacie mi na nerwy!-rozzłościł się Bayan.
Służba wyszła, ja zostałam sama z cesarzem. Po porannym zdarzeniu w końcu mogłam nakarmić młodzieńca.  Najpierw zawiązałam mu na szyi , specjalny żółty materiał, dzięki niemu cesarz się nie brudził kiedy jadł. 
-Możesz się tak na mnie nie patrzyć?
-Nyang, ale jesteś taka piękna. 
-Twoja...żona, też jest urocza.
-Ale ty jesteś inna. Masz coś takiego w sobie, że...Przez ciebie nie mogę spać, ja cię chyba...
-Przestań! Nie wypowiadaj tych słów. To co było u Wanga...Zapomnij o tym. Nie chcę cie skrzywdzić. 
-Nyang! Wiem, że zauroczona jesteś Wangiem, ale ja cie mu nie oddam. Jesteś moja. 
-Co? Ja zauroczona twoim byłym dowódcą straży?! Bayan ja...
-Słyszałem! Nie kłam! Nyang, proszę...nie odtrącaj mnie. 
-Panie, masz tu śniadanie. Zjedz, a kiedy będę ci potrzebna, ale naprawdę potrzebna to mnie zawołaj. Idę teraz do Yoony.
Zostawiłam go znowu samego.  Zdenerwowany Bayan, wywalił tace z jedzeniem na podłogę. Potem znowu położył się i zaczął płakać. Jego lecące łzy jak grochy przerwała wchodząca matka. Przyniosła mu dokument na którym było napisane, że jako Cesarzowa Wdowa opuszcza pałac i jedzie do ''Letniego Pawilonu'' by tam spędzić resztę życia, jednak będzie przyjeżdżała w odwiedziny. Cesarz nie protestował. Szybko się ubrał i przybił cesarską pieczątkę na dokumencie. Parę godzin później Wdowa odjechała, żegnając się ze służbą, synem i resztą dworu. Bayan został sam, żona wyjechała z regentem , wdowa opuściła pałac , a ja pomagałam cały dzień Yoonie. Dopiero wieczorem cesarz mnie zawołał do swojej komnaty. Poprosił bym mu czytała co noc książki dopóki nie zaśnie. Wzięłam jedną z ksiąg i zaczęłam mu czytać. Bayan leżał na łóżku i oparty wpatrywał się w moją twarz, tak jak zawsze. 

 
Po jakimś czasie zbliżało się zakończenie a cesarz jeszcze nie spał. Nawet mu się oczy nie zamykały. Po skończeniu książki , odłożyłam ją na stolik i wstałam kierując się w stronę wyjścia. Jednak Bayan mnie zatrzymał , mówiąc, że mam czytać dopóki nie zaśnie. Nie miałam wyjścia. Czytałam, czytałam, czytałam....i jeszcze raz czytałam, aż przeczytałam trzy książki i dopiero w połowie trzeciej zasnął. Po cichu gasząc świeczki wyszłam z komnaty. Gdy przekroczyłam próg pokoju od razu padłam na łóżko i zasnęłam.  Następnego dnia obudziło mnie pukanie do drzwi. Wstałam przestraszona, że zaspałam. I tak się stało. Szybko poprawiłam włosy i poszłam otworzyć drzwi, a tam własnym oczom nie wierzyłam, stał Bayan z tacą pełną jedzenia. Nie wiedziałam co się stało , więc spytałam. On odpowiedział, że to dla mnie w zamian za czytanie. Byłam bardzo zdziwiona jego zachowaniem, ale nie ukrywając, zaimponował mi. Pierwszy raz od bardzo dawna ktoś przyniósł mi śniadanie. Byłam tak tym poruszona, że aż łza zakręciła mi się w oku. 
-Nyang zjedz spokojnie, poczekam tu na ciebie. Potem pójdziemy na spacer , dobrze?
-Tak. Dziękuję, to wspaniale z twojej strony, że tak o mnie dbasz. A nie wiesz kiedy wraca Kim? 
-Właśnie dostałem od jej posłańca list , że najwcześniej wróci za tydzień. Ma dużo spraw do załatwienia. Nawet to dobrze...
-Bayan...
-Przepraszam. Już nie będę taki, ale możemy zacząć wszystko od początku? 
-Niech ci będzie, bo nie chcę się znów kłócić i przepychać.
-Ja też nie. Czyli zgoda?
-Zgoda!
-A tak na prawdę nie wiem o co nam chodziło. 
-Hahha...ja też nie, ale zgoda to zgoda. Bayan wiem, że ci na mnie zależy, ale proponowałabym na dobry początek przyjaźń. 
-To wspaniale! Czyli mam u ciebie szanse Nyang?!
-Może...
Skończyłam rozmawiać i wzięłam się za pyszne jedzenie. Szybko zjadłam śniadanie, a potem z moim przyjacielem wyszliśmy na spacer po ogrodzie. Dzień był przepiękny, świeciło słońce, ptaki śpiewały, delikatnie chłodny wiatr ocierał się o nas , a promyki słońca dawały trochę ciepła. Jak na jesień, była to piękna pogoda. Jednak było czuć oznaki zbliżającej się zimy. Spacerując między pawilonami napotykaliśmy służbę, każdy oddawał pokłon, a służki próbowały zabłysnąć, szeroko się uśmiechały i machały na widok ich władcy. Cesarz odpowiadał im tym samym. W pewnej chwili jedna ze służek zaczęła bardzo kaszleć. Podbiegłam do niej i spytałam czy wszystko w porządku, widząc do Bayan zrobił to samo. W pewnej chwili oboje, równo położyliśmy dłonie na kobiety plecach. Nasze dłonie się delikatnie dotknęły. Nagle nasz wzrok spotkał się w jednym miejscu. Spojrzeliśmy na siebie i tak stojąc wszyscy patrzyli tylko na nas, pomijając kaszlącą służkę. W końcu przyszedł Golta i za chrząkał. Byliśmy jak wyrwani z transu. 

  
 
Nikogo nie było, tylko ja i Bayan i nasze stykające się dłonie, a cały świat przestał istnieć. Trwało to ledwo kilka minut a miałam wrażenie jak pół życia. Miałam wrażenie , że cesarz tak samo się czuł. Nadeszła pora obiadowa. Przeważnie władca spędzał ją wraz ze swoją matką i małżonką, ale ponieważ nie było żadnej z nich to postanowił ten czas spędzić ze mną. Obiad odbył się w altanie. Nalałam mu herbaty ziołowej, potem podałam mu kurczaka, ryż, kukurydzę, ciasteczka ryżowe i wino. Następnie siadłam koło niego i razem zjedliśmy ten posiłek. "Gdyby to widziała Kim , oszalałaby na ten widok"-pomyślałam. W sumie czułam się bardzo dobrze w jego towarzystwie, jednak bywały momenty, w których Bayan naprawdę mnie doprowadzał do szału. Ta jego nachalność działała mi na nerwy. Chciałam żeby był taki jak tego dnia, spokojny, troskliwy, ale nie gnębiący. Mimo, że bywało to chwilami słodkie. 
-Nyang nalejesz mi herbaty?-spytał.
-Oczywiście.-wstając wzięłam dzbanek i do filiżanki nalałam mu prawie chłodnego już napoju. 
I znowu Bayan mi się przyglądał, nawet tego nie ukrywał. 

 
-I znowu to robisz! Panie!
-Co takiego Nyang?
-Znowu się na mnie patrzysz!
-Przepraszam, robię to odruchowo. Naprawdę, uwierz mi. Nie kontroluje tego.
-No dobrze, ale zacznij nad tym panować. 
-Dla ciebie wszystko!
-Bayan!
-No dobrze, nie będę już.


Mijał tak dzień za dniem aż minął tydzień, a ja i Bayan byliśmy sobie coraz bliżsi. Pewnego wieczoru wracając od Yoony do swojego pokoju zastałam śpiącego na swoim twardym łóżku cesarza. Byłam trochę zmieszana, ale już nie czułam do niego takiego wstrętu jak parę dni temu. Nie chciałam go budzić, ale sama także chciałam się wyspać, więc położyłam się koło niego. Jednak i tak nie zasnęłam bo cesarz zaczął płakać przez sen. Śpiąc wymawiał moje imię i wołał ojca. Czułam, że ta żałoba jeszcze w nim jest. W końcu to było parę miesięcy temu. Rany serca tak łatwo się nie goją, jak rana zadana mieczem. Sama o tym coś wiedziałam, ciągle widziałam obraz moich martwych rodziców, ale czułam się lepiej gdy miałam na sobie ich obrączki na sznurku, wiedziałam wtedy, że w ten sposób zawsze będą przy mnie, do końca mojego nędznego życia. Zasypiając, samej łzy mi spłynęły po policzkach. Następnego dnia z rana gdy się obudziłam, zauważyłam , że Bayan się na mnie patrzy.
-Długo się tak wpatrywałeś we mnie jak spałam?
-Trochę...
-I co? Wywnioskowałeś coś?
-Tak.
-Co takiego?
-Jak śpisz to...tak śmiesznie marszczysz nos! hahha....
-Nie prawda.
-Prawda! Do tego robisz dziwne miny, ruszasz ustami...
-Ej no! Przestań! 

  
Zawstydzona zgięłam głowę. Cesarz śmiejąc się zaczął mnie gilgotać. 
-Przestań! To gilgocze! Hahahahhahahah.....!
Nie mogłam przestać się śmiać, więc zacisnęłam pięści i zaczęłam go uderzać po klatce piersiowej. Sam ranek rozpoczął się bardzo zabawnie. Pewnie długo byśmy się tak jeszcze przekomarzali gdyby nie wbiegający Golta, który powiedział, że Kim Young już wróciła. Na samą tą wiadomość spadłam z łóżka. Cesarz zrywając się, poprawił swój wymięty strój i rozczochrane włosy. Tymczasem Chang Yu , Cesarzowa Kim, i regent , jej ojciec-El Sumur przebywali w sali tronowej i zaczęli rozmawiać:
-Musimy ją znaleźć!
-Ale jak udało się jej przeżyć? Może już nie żyje!
-Uspokój się córeczko. Ta żmija Seungnyang nie pozbawi cię pozycji, gwarantuje ci to.
-Dobrze, że ten staruch pytał o swoją córkę, służkę. Gdyby nie on, nie wiedzielibyśmy  że ta wstrętna Cesarzowa Seungnyang, która była uważana za martwą to była jej służka! Takie podobieństwo!
-Na szczęście Chang zabił jej rodzinę, więc starzec nic nie powie, że prawdziwa cesarzowa żyje!
-Tatusiu, ale jak ona już komuś powiedziała? Tyle lat minęło!
-Nie martw się, nawet jakby, to zabijemy każdego kto o tym wie. Znajdziemy ją i zabijemy na miejscu! Póki co opiekuj się swoim mężem. Kiedy owiniemy go sobie wokół palca, to zmusimy go do abdykacji. I my będziemy rządzić dwoma państwami!