kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

piątek, 23 kwietnia 2021

"Dynastia Shin Jin"

 Część 65

-Cesarzowo otwórz drzwi! Proszę cię!-wołał Toghun.

Po tym czego się wcześniejszego dnia dowiedziałam, nie miałam ochoty go widzieć. Czułam jakby ktoś znów zburzył mi świat, który był jeszcze w trakcie budowy. Jednak nie sądziłam, że z jego ust padną takie słowa:

-Wczoraj przyszedłem do ciebie z innym zamiarem, nie wiedziałem, że to się tak potoczy. Nie oczekuję przebaczenia, aczkolwiek chciałem ci wyznać, że udało mi się znaleźć twego synka. Sprowadziłem go w bezpieczne miejsce. 

Zerwałam się z krzesła i pobiegłam do cesarza. Od razu zadałam mu dwa pytania, czy to prawda i gdzie obecnie jest mój synek. 

-Przygotowałem konie, zaprowadzę cię do niego.-powiedział mężczyzna, prowadząc mnie.

Po drodze do wioski w której przebywał następca tronu usłyszałam całą historie jak do tego doszło, że obecnie potomek cesarski jest na naszych ziemiach. Okazało się, że na jednej z ziem które podbił Toghun znajdowało się kilka drewnianych chat wśród nich mieszkało starsze małżeństwo i mały chłopiec, który podobno przypominał zmarłego Bayana. Mężczyzna szybko dowiedział się prawdy od starszej kobiety, rzekomo matki chłopca. Kobieta, którą od tak długiego czasu poszukiwał Toghun oddała dziecko temu małżeństwu pozostawiając kilka sakiewek pieniędzy. Potem na rozkaz cesarza sprowadzono bezpiecznie rodzinę do naszego kraju i dano dom. 

W końcu dojechaliśmy. Nie mogłam się już doczekać, chociaż z drugiej strony byłam bardzo zestresowana. Miałam już biec, gdyż nagle złapał mnie za rękę Toghun i powiedział bym poczekała, a następnie dał mi narzutkę bym się tak bardzo nie wyróżniała. Potem oboje spokojnym krokiem szliśmy na spotkanie po latach. W pewnym momencie mężczyzna się zatrzymał na targu. Spoglądając na niego spytałam:

-Czemu się zatrzymałeś? Chodźmy! Mój synek nie może już czekać.

-Cesarzowo, spójrz.-pokazał palcem.-Ta kobieta z koszem i prowadząca chłopca za rękę...to oni.

Od razu wychwytałam ich wzrokiem. Ten mały czarnowłosy chłopiec, idący już o własnych siłach to był synek mój i Bayana. Zrobiłam krok do tyłu by móc z bezpiecznej odległości móc się mu przypatrzyć. Był taki uśmiechnięty, taki duży...Prowadził za rękę kobietę, którą uważał za rodzoną matkę. To nie ja przy nim stałam, to nie ja byłam świadkiem jego pierwszych kroków...

-Seungnyang idziemy po następcę? -spytał cesarz. 

Skinęłam głowę na potwierdzenie i oboje ruszyliśmy w ich stronę. Chłopiec stał przy stoisku z drewnianymi przedmiotami. Ewidentnie spodobał mu się mały wystrugany z drewna konik. Ściskał go bardzo mocno w swojej małej rączce. Powoli zbliżyłam się do niego. Po czym stanęłam. Nie potrafiłam na początku nic powiedzieć. Patrzyłam na niego ze łzami w oczach. 

-Sunho odłóż to. Nie mamy teraz żadnych pieniędzy.-kobieta powiedziała stanowczo. 

Chłopiec się opierał, mówił jak bardzo chcę go mieć. 

-Naprawdę chcesz tego konika?-przyklęknęłam przy nim i spytałam.

Spojrzałam w jego piękne  brązowe oczy i przypominał mi Bayana który miał ten sam wzrok kiedy czegoś bardzo pragnął. Mój syn z nowym imieniem -Sunho , niepewnie pokiwał główką, nie puszczając drewnianą figurkę z dłoni. Zapłaciłam za niego i dałam pierwszy prezent w życiu mojemu dziecku. Na zabrudzonej buzi chłopca pojawił się szeroki uśmiech.

-Mamo spójrz, ona kupiła mi konika!-powiedział uradowany do starszej kobiety.

-Jak ty się zwracasz do starszych? Podziękuję pani najpierw.-rzekła przybrana matka.

Sunho szybko się jej posłuchał. Zrobił krok w moją stronę , przytulił mnie i dał mi buziaka w policzek, a potem onieśmielony szybko przytulił się do kobiety. Oczy mi się zaszkliły i nie wiedziałam co powiedzieć. 

-Jak możemy się pani odwdzięczyć? To wielki gest z twojej strony. Niestety nie mamy pieniędzy by zwrócić.-odezwała się kobieta. 

-Nie trzeba, wystarczy zwykłe dziękuję. Ważne, że jest szczęśliwy.-odpowiedziałam nie odrywając od niego oczu.

Spoglądałam na tą jego radosną buzie i nagle poczułam coś dziwnego. Nie potrafiłam tego nazwać, lecz to spowodowało, że wyprostowałam nogi , odwróciłam się i poszłam. Doszłam za jakąś starą chatę, oparłam się o jej ścianę i się rozpłakałam. Toghun spytał co się stało, dlaczego go nie wzięłam, ja odpowiedziałam:

-Jego szczęście było takie prawdziwe...tak jego buzia, taka wesoła...On jest szczęśliwy to mi wystarczy.

-Wybacz, ale nie rozumiem. Przecież od tylu lat zachłannie próbowałaś go znaleźć, a teraz go chcesz zostawić? W pałacu by mu niczego nie zabrakło. 

-Właśnie Toghunie, w pałacu... Może by miał wszystkiego pod dostatkiem, prócz szczęścia. W tym okropnym miejscu nigdy nie można zaznać tego. W tych okrutnych murach jedynie są łzy, nic więcej. Może urodził się jako następca tronu, ale teraz to Sunho, zwykły chłopiec, który kocha swoich starszych rodziców. Niech tam zostanie i ułoży sobie życie bez władzy, służby i nieszczęścia. Zadbam o to by nie cierpieli głodu. Oferuję im posady i wynagrodzenie oraz lepszy dom, ale pod warunkiem , że nigdy ale to przenigdy nie dowie się o swojej tożsamości. Obecnie jest to Sunho, syn wieśniaków. 

-Jesteś tego pewna cesarzowo?

-Tak.

Mężczyzna już nic więcej nie powiedział, poszedł po konie, a potem wróciliśmy do pałacu. Decyzja , którą podjęłam była bardzo bolesna, dla mnie jako dla matki, ale dlatego że go tak mocno kocham, nie mogłam kierować się tylko swoim sercem, które pragnęło by był przy mnie. Pozwoliłam mu być daleko, ale wciąż blisko pałacu. Nie czekając ani chwili dłużej, prosto po powrocie sporządziłam odpowiednie pismo i dałam pracę ojcu chłopca, który miał zająć się uprawą pola, które stało obok ich przyszłego domu. Do tego poprosiłam odpowiednią osobę by nauczyła go pisać i czytać. W odpowiednim wieku miał się nauczyć podstaw władania mieczem i zarządzania. To wszystko miało mu pozwolić mieć dobrą przyszłość. Oznaczyłam pieczęcią dokument i od razu posłałam wysłannika, który miał załatwić daną sprawę. 

Minęły dwa tygodnie od tego wydarzenia. Mężczyzna którego wynajęłam, by przynosił mi co pewien czas informację o Sunho powiedział, że szybko się za klimatyzowali i są szczęśliwi. To mi wystarczyło. Skoro własne dziecko jest radosne, to jego matka również. To był piękny dzień, chociaż lekko zachmurzony. Siedziałam wraz z Kim Young w altanie i piłyśmy herbatę, rozmawiając. 

-Cesarzowo jaki on jest? Twój syn?

-Mój chłopczyk? Mhm...Jest on taki uroczy i bardzo przystojny. Ma oczy, nos, usta Bayana. To taki mały Bayan. Do tego jak Bayan był bardzo bezpośredni za tą zabawkę rzucił mi się w ramiona i pocałował , a potem zawstydzony uciekł.  Będę go zawsze pamiętać. 

-Toghun powiedział mi dlaczego nie chciałaś go wziąć. I powiem, że rozumiem cię. To miejsce napisało zbyt bolesną i krwawą historię. Te ścieżki, te miejsca, te mury kryją w sobie zbyt wiele cierpienia, przelanej krwi i łez.  

-A ty tęsknisz czasami za swoim dzieckiem? 

-Co noc płaczę i cierpię z tego powodu. Wiem jednak, że prawda by nic dobrego nie wniosła. Pozwoliłam odejść dziecku i życzę by było szczęśliwe, beze mnie, bez matki której by się wstydziło. 

-Obie stałyśmy się matkami bez dzieci. Życie jest okrutne. 

-Wybacz Pani, nie chciałabym cię urazić aczkolwiek co teraz będzie z następcą tronu. Nie ma nikogo do przejęcia go. Może to za niedługo niepokoić namiestników. Myślę, że Toghun by pragnął mieć syna. 

-Yoona ja nie dam życia kolejnemu dziecku, chociaż wiem, że to obowiązek. 

-"Yoona"? Cesarzowo, ja nie jestem...

-Wybacz! Po prostu ostatnio o niej dużo myślałam , z stąd ta pomyłka.

-Rozumiem, ale wracając do tematu, to co z dynastią?

-Przygotowuję właśnie nałożnicę do cesarza. Obowiązkiem jest mieć następcę, ale prawem jest wykorzystanie jednej z dam. 

-Myślisz, że Toghun się na to zgodzi?

-Jeśli chcę przedłużenia panowania, to wie co robić. Wybacz, ale przygotowania trochę trwają, a jeśli dziś w nocy ma twojego brata odwiedzić jedna z kobiet muszę już iść. 

Wstałam i poszłam do pawilonu kobiet. Już od dłuższego czasu wiedziałam, którą z dziewcząt wybrać. Była to siedemnastoletnia Park Hong, . Uważałam, że olśni cesarza, a być może znajdzie miłość. Służki ubrały  Park w bardzo wytworne szaty aczkolwiek z zachowaniem umiaru, by móc podkreślić jej urodę. Potem rozpuszczono jej włosy i wsadzono ozdobną spinkę. Kiedy była już gotowa, dałam jej kilka rad i odesłałam pod drzwi komnaty, a sama wróciłam do swojej i czytałam książkę, czekając na wieści. W niedługim czasie przybiegła do mnie służka i powiedziała, że cesarz odesłał kobietę z pod drzwi. Zdziwiona poszłam do niego pytając, dlaczego to robi on odparł tylko tyle, że dziś nie ma nastroju. Przyjęłam to do wiadomości i postanowiłam spróbować kolejnego dnia wysyłając do niego tą samą dziewczynę, lecz on ponownie ją odesłał. Przez następne tygodnie robił to samo. W końcu wpuścił Park Hong do siebie. Zadowolona mogłam czekać już tylko na efekty. Zmęczona już danym dniem, odłożyłam dokumenty na bok i późną nocą pokierowałam w stronę łoża. Nagle usłyszałam jakiś huk. Do komnaty wparował Toghun. Nie wiedziałam co się stało. 

-Cesarzu jesteś pijany? Co z twoją nałożnicą? Czemu z nią już nie jesteś?

-Seungnyang myślisz, że załatwisz tak sprawę? Wpuściłem ją tylko dlatego, że nie dałabyś mi spokoju, ale ja nie mogę na nią patrzeć! Powiedziałem ci, że nie chcę byś mi podsyłała żadną z nich na noc! 

-Czemu się tak denerwujesz? Nie krzycz, chciałam dobrze. Liczą się losy państwa, nie ma żadnego następcy.

-Potomek?! Następca?! A czy ty nie chcesz mieć dziecka?! To twój obowiązek! 

-O czym ty mówisz? Myślałam, że to sobie wyjaśniliśmy. Ja nie mogę, nie chcę tego. Nie potrafiłabym z tobą...Poza tym jaki obowiązek? Od urodzenia byłam cesarzową. Te dwie dynastie złączyły się w celach pokojowych. Nie mam obowiązku mieć potomka, ale cesarz tak! Możesz mieć , z jakąś z tych kobiet! Mimo ,że któraś by ci urodziła syna ja i tak nic nie tracę! Moja pozycja będzie dotąd, dopóki sama nie zrezygnuję, bądź nie umrę!  I nie krzycz na mnie! Jesteś pijany!

-Nie chcesz?! Może nie masz obowiązku, ale masz obowiązek słuchać mężą i wykonywać jego polecenia! Obecnie to ja jestem twoim mężem!

-O czym ty mówisz?!

Toghun nie odpowiedział, ledwo stojąc na nogach, podszedł do mnie i rzucił się na mnie. Próbowałam go odepchnąć, ale to było zbyt trudne. Szarpałam się, ale to na nic. Był zbyt silny. Zaczęłam krzyczeć, jednak zdawałam sobie sprawę, że nikt nie może zareagować ze służby, bo to cesarz! Próbowałam więc do niego mówić, by się opamiętać. On jednak był jak w amoku, szarpał mi szaty. Myślałam, że niestety nikt mi nie pomoże. Na szczęście w ostatniej chwili do komnaty wbiegła Kim Young. Złapała cesarza za szaty i zrzuciła ze mnie. Potem usiadła koło mnie i objęła mnie .Sama nie wierzyła temu co tu zobaczyła

-Bracie oszalałeś?!-spytała-Wiesz co mnie spotkało, opowiadałam ci jaka trauma mnie spotkała. Chyba nie chcesz by twoja żona przechodziła przez to samo?! To najgorszy czyn jaki mężczyzna może wyrządzić kobiecie! Ten jeden czyn niszczy nas, kobiety ,całkowicie, odbiera wszystko! Dumę, pewność siebie, odwagę, nawet życie! 

Nagle Toghun się rozpłakał i siedząc na podłodze bił pięściami o ziemię, krzycząc "przepraszam". Ja byłam w szoku , trwało to tylko chwilę, ale pozostawiło bardzo mocne emocje. Na szczęście przybiegła mi na ratunek Kim Young, która powstrzymała pijanego cesarza. Potem wezwała eunuchów, którzy zaprowadzili Toghuna do swojej komnaty, a ja zostałam z Kim Young, która czekała aż zasnę. Następnego dnia po śniadaniu przyszedł do mnie , już trzeźwy cesarz. Przyniósł mi kwiaty i na kolanach prosił o wybaczenie. Ze łzami w oczach i spuszczoną głową , klęczał nie ruchomo. Podeszłam bliżej niego i powiedziałam by więcej nie nadużywał alkoholu bo pijany cesarz to słaby naród.  On przysiągł mi, że więcej się to nie powtórzy. Nie dałam mu zaufania po prostu postanowiłam się przyglądać z boku. Chciałam wykorzystać jego obecny stan i poprosiłam by dzisiejszego wieczoru dał szansę jeszcze raz Park Hong. On z zawodem w oczach przytaknął jakby z żalem w głosie, jednak nie odmówił i już tego wieczoru zrobił jak powiedziałam. Po czterech miesiącach przyszła wiadomość, że dziewczyna jest w ciąży. Cały dwór się radował. Pozostało nam tylko czekać na rozwiązanie. Przez kolejne miesiące, życie się jakoś toczyło. Mój synek gdzieś tam poznawał już kolejne litery alfabetu, a Park Hong była na dniach. Nagle okazało się, że nadszedł dzień porodu. Wszyscy przestraszeni, lecz również podekscytowani czekali na wiadomość z komnaty z której wydobywały się nie ludzkie wrzaski, rodzącej dziewczyny. Trwało to przez dość długi czas. W pewnej chwili do wszystkich stojących i czekających na e, wyszła kobieta, która odbierała poród. Nie patrząc cesarzowi w oczy i z smutkiem w głosie powiedziała, że dziecko urodziło się martwe. Wszyscy byli zaskoczeni. Z komnaty dobiegał płacz matki. Toghun wysłuchując wiadomość rozkazał pochować niemowlę, a sam wrócił do obowiązków . I znów nad pałacem nastały czarne chmury. Znów te mury pochłonęły niewinne życie. Kolejne tygodnie upływały w smutku, lecz potem Toghun wezwał już na swoje życzenie kolejną z kobiet. Niestety i tym razem się nie udało. Mijały lata a dynastia shin jin wciąż nie miała potomka. Cesarz próbował dziesięciokrotnie, jednak to na nic. Każda z kobiet albo rodziła martwe niemowlaki, albo poroniła w pierwszych miesiąc, lub dzieci umierały po pewnym czasie po urodzeniu. Niestety zdarzyło się również, że dwie kobiety zmarły przy porodzie. Namiestnicy zaczęli się niepokoić, dwór zaczął wypuszczać plotki, że to kara za popełnione przestępstwa z przeszłości. Ja z dystansem spoglądałam na to wszystko i powoli się starzałam. Już nikt z pałacu nie był taki sam jak kiedyś, już nie było dawnego życia tylko cierpienie. 

Pewnego dnia po spacerze w cesarskim ogrodzie, wiosennego dnia poczułam jakąś taką chwilową lekkość. Nie wiem czemu ale pokierowałam w stronę starej zamkniętej komnaty, w której przed laty zamieszkiwał Bayan. Spotykając eunucha zapytałam:

-Czyżby męża nie było w komnacie?

-Męża? Pani czy ty dobrze się czujesz? Cesarz Toghun tu nie ma komnaty.

-Toghun? A nie nie, ja pytam o mojego męża, cesarza Bayana. Gdzie on teraz jest? 

Eunuch nagle uciekł. Ja stałam tam i zaczęłam zastanawiać się co się stało. Przecież chciałam spotkać swojego ukochanego męża. Po chwili przyszedł Toghun. 

-Cesarzowo czy coś się stało? Wzywałaś mnie?-spytał cesarz.

-Nie nie ciebie, ta służba jest jakaś roztargniona. Szukam Bayana. Byłam w komnacie , ale jest zamknięta.

-Bayana? Seungnyang czy dobrze się czujesz? Przecież sama kazałaś zamknąć tą komnatę. Bayan odszedł wiele lat temu. Ja jestem twoim mężem. 

W tym momencie poczułam się dziwnie. Po chwili doszło do mnie jakie głupoty opowiadam. Przeprosiłam wszystkich i odeszłam z wzrokiem wbitym w podłoże. Myślałam, że to przemęczenie, postanowiłam odpocząć, lecz coraz częściej takie sytuacje mi się zdarzały. Wezwano w końcu medyka. 

-I co mi jest? Czy to z przemęczenia? Już od dłuższego czasu nie mogę dobrze spać.-spytałam.

-Nie sądzę. Uważam cesarzowo, że tracisz pamięć. Takie coś widzę drugi raz w życiu.-odpowiedział mężczyzna. 

-Tracę pamięć? Ale dlaczego? Czy można temu zapobiec?-byłam zaskoczona. 

-Mogę przepisać zioła na wzmocnienie pamięci, lecz to nie wyleczy ciebie z tego, jedynie opóźni proces. Kobieta, która też miała takie objawy jak ty z czasem zapomniała wszystko co jej dotyczyło. Pamiętała tylko jakieś niewielkie, mało znaczące fragmenty z swego życia. -odpowiedział medyk.

Poczułam wielkie zmieszanie, jednak nie zasmuciło mnie to tak bardzo jak Toghuna , który wszystkiemu się przysłuchiwał. Złapał mnie za dłoń i powiedział, że zrobi wszystko bym nie zapomniała wszystkiego. Ja delikatnie uniosłam kąciki ust i poprosiłam służkę o dużo kartek i atrament. Siadłam przy stoliku i zaczęłam pisać. 

-Pani co ty robisz?-spytał cesarz.

-Spisuję historię moją i Bayana zanim wszystko zapomnę.-odpowiedziałam.

-Ale po co? Przecież wszelkie dokonania zapisują uczeni i przechowują wszystko w bibliotece.-zdziwił się mężczyzna. 

-Tak, ale ja nie pisze o dokonaniach i jakim Bayan był cesarzem, lecz przede wszystkim jakim był człowiekiem i mężem. Spisuję również historię swojego dojścia do władzy. To całkiem inna historia. Chcę by przyszłe pokolenia czytając to wiedzieli, że też jesteśmy ludźmi, ze bywa nam ciężko, że mamy uczucia , pragnienia i siłę dzięki której walczymy o to co dla nas cenne. -powiedziałam.

-To będzie bardzo przytłaczająca historia. -oznajmił Toghun.-Ale historia jest po to by ją spisywać, przekazywać i wspominać. Bo tylko to kiedyś po nas zostanie.

niedziela, 11 kwietnia 2021

"Dynastia Shin Jin"

 Część 64

Wszyscy wyczekiwaliśmy na dworze cesarza Toghuna Jina , który wracał do pałacu po czterech latach wojen i podbijania ziem. Wyszłam wraz z Kim Young na główny plac. Staliśmy nieruchomo ,z twarzą lekko zwróconą w stronę letniego słońca.  Nagle przed nami pojawiło się wojsko ,a na czele nich- Toghun.

Z siadł z konia i powolnym krokiem, z mieczem w dłoni podszedł do mnie i wręcz rzucił się na mnie, mocno mnie ściskając do swojej zbroi. Zaskoczyło mnie jego zachowanie, bo nigdy wcześniej nie dawał się ponosić emocjom. 

-Tak się cieszę ,że wróciłeś cały i zdrowy braciszku.-Kim Young podbiegła do  mężczyzny i wpadła mu w ramiona.

Następnie udaliśmy się wszyscy do sali tronowej, gdzie czekała kolacja wraz z namiestnikami. Tam cesarz podsumował swoje dokonania. Udało mu się zagarnąć wiele ziem, niestety również stracił północną część naszego państwa. Jednak można rzec , że odniósł zwycięstwo. O dziwo , mimo bardzo krwawych bitw, trwających przez cztery lata, to straty w ludziach były niskie. Dwór był dumny z dokonań nowego cesarza, czego nie mogłam powiedzieć o sobie. Po kolacji, Toghun przyszedł do mojej komnaty i przerywając czytanie książki, zaczął rozmowę:

-Bardzo stęskniłem się za tym pałacem, za dworem, siostrą...za tobą Seungnyang. 

-Skoro tak tęskniłeś to czemu nie wróciłeś po dwóch latach jak planowałeś? Czemu przedłużyłeś o dwa lata mimo, że wiedziałeś jak toczy się tu życie? 

-Po prostu wykorzystałem okazję. Jak widać  udało się, zwyciężyłem.

-Nasze państwo i tak jest duże. Rozumiałam podbicie tych ziem leżących przy naszej granicy, gdyż gleby tam są bardzo żyzne, a brakowało nam gleb pod uprawy, ale po co więcej? Napisałam do ciebie list w którym przedstawiłam ci jak wyglądają obecne sprawy, że zaczyna doskwierać głód, podatki musiały wzrosnąć a ty zbagatelizowałeś to i sam zdecydowałeś o tym.

Nagle Toghun położył jakieś trzy kartki na stoliku. Nie zamierzałam ich dotykać , więc spytałam co to , mężczyzna odpowiedział:

-To są trzy listy, które napisałaś do mnie w czasie tych czterech lat. Mimo, że ja pisałem do ciebie mnóstwo. Na żaden nie odpowiedziałaś. Pytałem jak się czujesz, czy dobrze śpisz...gdyby nie moja siostra nie wiedziałbym czy dalej żyjesz. 

-I co w związku z tym? Myślałeś , że się coś zmieni przez ten czas? Że nagle zapałam do ciebie ogniem miłości? 

-Pierwszy wysłałaś mi po dwóch latach, żeby prosić mnie bym zakończył wojnę i wracał, w drugim napisałaś jak wygląda sytuacja i dalej prosiłaś a trzeci wysłałaś trzy miesiące temu z zapytaniem ile to jeszcze potrwa. 

-Czemu zbagatelizowałeś moje prośby?

-Chyba coś ci się cesarzowo pomyliło. Nie jestem już poddanym, nie jestem Bayanem, który się ciebie zawsze słuchał. Nie mam obowiązku się z tobą zgadzać, ani wykonywać twoich poleceń. 

-Jak śmiesz?

Toghun podszedł bliżej mnie. Czując dyskomfort , wstałam z łóżka i spoglądając mu prosto w oczy czekałam na jego odpowiedź. On zrobił jeszcze jeden krok w moją stronę, także prawie stykaliśmy się ubraniami. Cesarz po chwili odpowiedział:

-Śmie, bo jestem cesarzem, lecz przede wszystkim jestem twoim mężem. Lata upłynęły, Bayan nie żyję, twoja rola również się zmieniła. Masz być moją żoną, która jest mi oddana. Nie musisz mnie kochać, ale masz mnie wspierać w każdej mojej decyzji , czy to dobrej, czy złej, oczekuję , że będziesz zawsze po mojej stronie. Masz być ozdobą. Zajmij się dworem , ja zajmę się państwem. Pogódź się w końcu ze śmiercią ukochanego, zapomnij i zacznij żyć przy moim boku. 

Nie mogłam uwierzyć , że to Toghun. Nie mogłam uwierzyć w to co mówi. Zabolały mnie jego słowa, nie mogłam pozostać obojętna musiałam w jakikolwiek sposób zareagować. 

-Nie wiem co się z tobą stało...naprawdę nie wiem...Chcesz żebym zapomniała, lecz ja nigdy nie zapomnę. Ty możesz zapomnieć o Yoonie? 

-Już dawno zapomniałem. 

-Słucham? Jak możesz?! Ona cię tak kochała, nie widziała poza tobą świata , jak możesz tak po prostu ją wymazać z pamięci...

-Nigdy jej nie kochałem. 

Zamarłam. Nie wiedziałam czy dobrze słyszałam, czy nie...Czy on właśnie powiedział, że jej nie kochał? W jednej chwili miałam tyle pytań i pretensji a z drugiej strony nie wiedziałam co powiedzieć. Nie próbowałam otworzyć ust. Po mojej minie było widać wielkie zdziwienie. Toghun postanowił to wytłumaczyć, zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć. 

-Ty tak uważałaś cesarzowo. Yoona, była sympatyczną dziewczyną, czasami rozmawialiśmy , ale nigdy jej nie kochałem, nigdy nie pomyślałem o niej jak o kandydatce na żonę. 

-O buddo, dobrze, że Yoona tego nie słyszy, bo pękło by jej serce. Skoro jej nigdy nie kochałeś to dlaczego się z nią ożeniłeś? 

-Bo ty tego chciałaś. 

-Nigdy nie zaprzeczyłeś.

-Wykonywałem tylko twoje polecenia jako twój wówczas poddany.

-To dlatego nie cierpiałeś po jej zabiciu, a ja myślałam, że zwyczajnie wszystko dusisz w sobie.

-Nikt jej nie zabił. Nie wmawiaj sobie tego cesarzowo.

-Skąd ta pewność? Chciała coś przekazać, po czym znaleziono ją martwą. Jak to wytłumaczysz?!

-Byłem tam wtedy. 

Toghun nie przestawał mnie zadziwiać. Bałam się prowadzić dalej rozmowę, bałam sie tego co mogłam za chwile usłyszeć, lecz to była idealna okazja by się dowiedzieć o wszystkim. Inna mogła nigdy już nie nadejść, więc poprosiłam by wszystko opowiedział. Prawda była inna niż sądziłam, była bardziej przerażająca i bolesna. Okazało się, że rzeczywiście Yoona wpadła sama do stawu, lecz zanim to się stało pokłóciła się z Toghunem, który prosił ją by jeszcze nic nie mówiła. Ona nie mogła się powstrzymać. Idąc w moją stronę poślizgnęła się i wpadła. Toghun podał jej rękę i chciał ją wyciągnąć, kiedy nagle się zawahał. Trzymając ją za dłoń , spoglądał jej w oczy do momentu aż podjął decyzję. Puścił jej rękę i odwrócił się plecami, powoli odchodząc. Kiedy się opamiętał było za późno, Yoona się utopiła. Po usłyszeniu tego wszystkiego, poczułam jakby mnie zdradzono drugi raz, jak gdyby moje serce i świat znów uległy zniszczeniu. Odwróciłam się plecami do niego jak i on to wtedy zrobił Yoonie i zadałam ostatnie pytanie , które mi się nasunęło:

-Dlaczego?

On położył ręce na moich ramionach i odpowiedział:

-To był ten pierwszy i ostatni raz, kiedy dałem się ponieść emocją, kiedy pomyślałem, że to nigdy nie powinno się wydać, że może lepiej by Yoona zniknęła.

-Patrząc jej w oczy, puściłeś jej dłoń i się odwróciłeś... Jesteś po prostu potworem. Myślałam, że ty jedyny jesteś tak nieskazitelny, tak szlachetny...Kiedyś byłeś dla mnie wzorem, obecnie nie jesteś godzien nawet uwagi służby...Wyjdź z stąd, chcę zostać sama.

-Nie ma ludzi nieskazitelnych, dlatego, że po prostu jesteśmy ludźmi. To samo w sobie czyni nas upadłymi. 

-Wyjdź! Nie chcę cię widzieć! Wynoś się z mojej komnaty! Nie pokazuj się mi na oczy! Brzydzę się tobą! 

Toghun spuścił ręce, spojrzał na mnie a potem wyszedł ,zostawiając mnie samą z moim bólem. Myślałam, że najgorsze już nastąpiło, że już bardziej cię cierpieć nie da, ale nic bardziej mylnego. Kiedy myślisz, że to koniec, że więcej, bardziej się nie da to wtedy znów dostajesz cios, który znów cię powala i  zabiera siły, które uzbierałaś od ostatniego upadku. Skoro człowieka skreśla z ideału to, że jest człowiekiem, to może życie samo w sobie jest cierpieniem, lecz czasami pozwoli nam na uśmiech, piękną chwilę by znów z powrotem, tym razem mocniej nas powalić. Żyjąc coraz dłużej na tym świecie zdaję sobie sprawę, że człowiek nie ma kontroli nad życiem, to życie ma kontrolę nad człowiekiem. W sumie to również nieustająca walka, bo człowiek i życie to dwie osobne jednostki, które walczą o dominację. Jak to człowiek ciągle walczy, upada i znów wstaję i walczy, aż przychodzi kres...A może to tylko wymyślona walka? Pozwolenie ludziom mieć sztuczną władzę, wymyśloną szanse a tak naprawdę życie i los mają z boku ubaw z nas głupich jednostek, które myślą, że mogą wszystko, a w prawdzie jesteśmy wszyscy zabawkami. Urodzimy się i umrzemy taki nasz los, ktoś był przed nami i ktoś będzie po nas w końcu i tak zapomną o nas i nikt nie wspomni naszego imienia, naszej osoby...

sobota, 20 marca 2021

"Dynastia Shin Jin"

 Część 63

3 lata później:

Małżeństwo, co to właściwie jest, czym jest? Czy to tylko związek dwojga zakochanych w sobie ludzi? A co jeśli w małżeństwie nie ma miłości, to czy dalej mamy prawo mówić , że jesteśmy małżeństwem? W świecie w którym żyję małżeństwo to na ogół związanie się dwóch obcych sobie jednostek dla interesów politycznych, rzadko więc w takim przypadku o miłość, a jednak dane mi było być w małżeństwie z miłości. Ja i Bayan byliśmy w sobie zakochani na zabój, to było coś więcej niż spędzanie ze sobą czasu , mieszkanie ze sobą i dawanie sobie buziaków. Ja i on tworzyliśmy całość, jeden element...Kiedy odszedł życie stało się puste, bezsensowne, ciągle brakowało mi czegoś co wypełni moją pustkę. Nikt ani nic nie pomogło mi się pozbyć jej. Po śmierci jego żyłam nie odróżniając dnia od nocy, śniegu od deszczu, uśmiechu od łez. Życie stało się bez wyrazu, puste, nijakie, monotonne, a jednak znów stałam się czyjąś żoną, znów byłam w małżeństwie. Mój drugi związek nie różnił się od innych przypadków żyjących bez miłości. Ja i Toghun byliśmy tylko znajomymi od początku wiedziałam, że ta relacja nigdy nie stanie się głębsza. Toghun był tego świadomy, nie próbował wymusić na mnie pewnych zachowań chociaż stał się cesarzem i mógł wykorzystać swoją pozycję by mnie siłą zdobyć, lecz tego nie zrobił. Mimo ,że się nie kochaliśmy to darzyliśmy się ogromnym szacunkiem. Niby mieszkaliśmy w jednym pałacu, lecz w osobnych komnatach, jedliśmy zazwyczaj wspólnie posiłki, lecz mało rozmawialiśmy...Czasami wybieraliśmy się na jakiś spacer, bądź jechaliśmy spotkać się z ludem. On nigdy nie przekroczył granicy, nauczył się żyć z nową mną i wnosił wiele wolności w moje puste dni, pozwolił mi być cieniem samej siebie, bo wiedział że taką drogę wybrałam, jednak wiedziałam, że w razie czego mogę na nim polegać. Te nasze wspólne lata przebiegały bez większych kłótni, chociaż zdarzyło mi się nieraz podnieść głos na Toghuna, to on zachowywał nierealny spokój. Pozwolił mi wyrzucić z siebie te nierozładowane emocje a sam nigdy nie podniósł na mnie głosu. Był dobrym mężem, partnerem i bywało mi go żal , bo zasługiwał na miłość, której ja nigdy nie mogłam mu dać. Tak jak ja był kiedyś kochany i to bardzo, lecz również stracił swoją część sensu życia. Byliśmy dwoma cieniami żyjących ze sobą, a jednak osobno, Toghun miał jeszcze swoją siostrę Kim Young z którą postanowił poprawić relację, chociaż ich matki były kim innym to ojciec był ten sam. Skrzywdzone rodzeństwo przez rodziców mających niepochamowane pragnienia stało się dla siebie bliższe, choć historia im nie dawała szans na dobry kontakt. Jednak im to się udało. Widywali się od czasu do czasu poza murami pałacu i spędzali pół dnia na rozmowach. Chociaż Kim Young była wygnana i miała piętno zdrajcy państwa, to postanowiłam coś dobrego zrobić dla niej, lecz przede wszystkim dla Toghuna. Poszłam do jego komnaty by mu coś oświadczyć. Weszłam do środka, a on siedział przy stole pijąc wino. 

-O Seungnyang ! Co cię tu sprowadza o tej porze?-ewidentnie zdziwiony, spytał. 

-Długo o tym myślałam. Prawa ciągle się zmieniają, bo ludzie się zmieniają, dlatego też chciałabym żeby zamieszkała w tym pałacu twoja siostra. Oczywiście jeśli tego chcesz. Myślę , że zasługujesz na trochę szczęścia, zwłaszcza , ze przez ostatni raz staliście sobie bliscy, choć nic na to nie wskazywało.-wyjaśniłam.-Przemyśl to i powiedz mi, kiedy będziesz już wiedział. 

-O Pani...Nie spodziewałem się takiej decyzji kiedykolwiek od ciebie usłyszeć. Dobrze rozumiem chcesz cofnąć decyzję o wygnaniu?-zerwał się z krzesła i podszedł bliżej mnie. 

-Oczywiście by nie wybuchła jakaś awantura w pawilonie kobiet jak i w całym pałacu, nie możemy powiedzieć, że jest twoją siostrą. Będzie miała swoją komnatę, będzie damą dworu, ale nikt nie może się dowiedzieć , że była na wygnaniu. Powiemy, że to daleka krewna. Oczywiście biorąc pod uwagę wszystko, to jeden błąd a straci życie. Przemyśl to Toghunie.-wypowiadając ostatnie słowa, odwróciłam się w stronę wyjścia i powolnym krokiem zmierzałam ku drzwi. 

Za nim zdążyłam przekroczyć próg , usłyszałam głos cesarza, który powiedział:

-Zgadzam się, chcę by Kim Young była z nami w pałacu. 

-W takim razie przywieź ją tutaj, ale najpierw daj jej jakieś szaty. Zajmę się przygotowaniem jej komnaty, będzie gotowa przed przyjazdem.-delikatnie odwróciłam głowę w jego stronę , a następnie wyszłam. 

Następnego dnia o tej porze Kim Young przekroczyła znowu po tylu latach próg pałacu. Najpierw przyszła mi złożyć pokłon i serdecznie podziękować za to podjęcie decyzji, a potem udała się do swojej komnaty. Toghun pomógł się jej oswoić na nowo z tym miejscem i z panującymi nowymi zasadami. Minęło kilka miesięcy zanim dziewczyna się oswoiła, jednak bez żadnych problemów udało nam się żyć pod jednym dachem. Odkąd córka El Sumura przybyła do pałacu każdy posiłek spożywaliśmy wspólnie, w trójkę. Wtedy już nie było takiej ciszy, więcej zaczęliśmy rozmawiać, trochę życia wpłynęło w te zimne pałacowe mury. Wszystko się jakoś układało aż do czasu, czasu w którym Toghun zwołał posiedzenie i przedstawił plan ataku na naszego sąsiada. 

-Te ziemię są bardzo dobre, żyzne, idealne do upraw. Poza tym przybywa ludności, za niedługo nie będzie w tym państwie miejsca dla każdego. Planuje podbić te ziemie aż do rzeki Cheosu. Te ziemie są prawie nie zamieszkane , są tam tylko dwie wioski. Dajmy wybór tym mieszkańcom za nim na dobre przelejemy krew. Nikt się nie spodziewa, że uderzymy. mamy więc olbrzymią szanse na powodzenie. -mówił cesarz.

-Ale Panie mamy na to wystarczające środki? -spytał jeden z namiestników. 

-Nigdy nie byliśmy w lepszej sytuacji jak teraz. Dlatego też uważam , że to najlepszy moment na podbijanie nowych terenów. Lepszy może już nigdy nie nadejść. Mamy broń, ludzi i pieniądze, Jeśli wyrazicie zgodę i wesprzecie mnie ,zapewniam ,że was nie zawiodę.  -wstał z tronu i pewny siebie czekał na podjęcie decyzji.

Długo to nie trwało ,po krótkim szeptaniu , jeden z namiestników wygłosił zdanie. Jednogłośnie poparto cesarza w jego zamiarach. Każdy kolejno podpisał dokument w którym zgadzał się wspierać i dzielić swoimi ludźmi. Po całym spotkaniu Toghun wrócił do komnaty. Po chwili wbiegła tam Kim Young, która nie cieszyła się z tej wiadomości. Chciałam dołączyć do nich, ale postanowiłam chwilę się wstrzymać. Stałam przed drzwiami i przysłuchiwałam się ich rozmowie. 

-Bracie ty wiesz co robisz? Nie chcę byś wyruszał na podboje. Proszę cię, wycofaj się. 

-Decyzja zapadła. nie masz wpływu na nią. To moja decyzja, jestem cesarzem. Mam wiele ról w tym również ta w której wyruszam podbijać ziemię. Jesteśmy naprawdę w wspaniałej sytuacji i tylko głupiec by nie wykorzystał jej. 

-A myślałeś o mnie , o cesarzowej? Chcesz ją zostawić, przecież przyrzekałeś ją wspierać. A jak polegniesz? Co się stanie wtedy? 

-Kim Young możesz być spokojna. Wiadomo niczego nie można być pewnym, ale jeszcze chcę żyć ,a póki mam tą wolę to łatwo się mnie nikt nie pozbędzie. Najgorsza jest obojętność, bądź brak chęci do życia wówczas czego byś się nie tknęła zamieni się w proch. Nie zmienię zdania więc, już nie próbuj mnie dalej przekonywać. 

Właściwie miałam już wejść do jego komnaty, ale nagle uznałam to za bezsensowne. Nie zamierzałam go zatrzymywać, w sumie cieszyłam się z tej decyzji, więc wycofałam się. Wróciłam do siebie i tam spędziłam resztę dnia. Przez kolejny miesiąc trwały przygotowania do wyprawy. Toghuna praktycznie ani ja ani jego siostra nie widywałyśmy. W końcu nadszedł ostateczny dzień. Gotowe i zwarte wojska czekały na swojego cesarza, który żegnał się ze swoimi poddanymi. Na końcu podszedł do mnie i do Kim Young. Bez zbędnych słów i emocji złożyliśmy sobie pokłon i podaliśmy sobie ręce, życzyłam mu powodzenia po czym podszedł do siostry, która ewidentnie przeżywała rozstanie z bratem.  Rzuciła mu się w objęcia i zaczęła szeptać do ucha:

-Dlaczego tak chłodno się pożegnaliście z cesarzową? Może powinieneś ją chociaż przytulić?

-My tego nie robimy. Mamy swoje zasady.

-Macie? Czy może ona ma? Twoje oczy mówią coś innego bracie. 

-Opiekuj się cesarzową i módlcie się za naszą wygraną. 

Toghun ostatni raz spojrzał na nas , a następnie wsiadł na konia i na czele wojska ruszył na podbój nowych ziem. 


sobota, 26 grudnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 62

Właśnie służki przyniosły mi posiłek, widząc ich tak nierealnie zadowolone zapytałam:

-Co wam tak do śmiechu?

-Pani właśnie pojawił się pierwszy śnieg. Sypie teraz! Jest cudownie!-zachwycała się jedna ze służek. 

-Nie śmiejcie się tak głośno, to bardzo denerwujące.-powiedziałam.

-Rozumiemy. Wybacz pani już nie będziemy.-rzekły dziewczęta natychmiast poważniejąc. 

Zaczęły jeden po drugim układać miseczki na stoliku. Do tego przygotowały dwa naczynia z herbatą. Widząc to od razu spytałam czy ktoś ma ze mną dzielić posiłek. Jedna z dziewczyn powiedziała, że przyjdzie Toghun. Słysząc tą odpowiedź od razu ode chciało mi się jeść. Wstałam od stołu i już miałam wyjść kiedy nagle wszedł Toghun. Kiedy zobaczył że stoję zapytał:

-Cesarzowo wybierasz się gdzieś?

-Zjedz sam, nie jestem głodna. Następnym razem niech każdy spożywa pokarm we własnych komnatach. Uważam za zbędne jedzenie razem.

-Może zostaniesz i mi potowarzysz? Nie zmuszę cię do jedzenia. 

-Ale ja chcę wyjść. Właściwie chciałabym na jakiś czas opuścić pałac i pojechać do Zimowego Pałacu.

-Opuścić pałac? Dopiero przyjechałem, sądziłem że może spędzimy trochę czasu wspólnie by nasze relacje były na dobrym poziomie, dla państwa, dla naszego ludu. Uważam, że to zły pomysł byś teraz wyjeżdżała. 

-Ja się ciebie nie pytałam o zdanie. Jeśli mówię , że chcę jechać to tak zrobię. A co zatrzymasz mnie? Zabronisz mi wyjechać?

-Rozumiem cię Seungnyang. To nie jest łatwe dla żadnego z nas, ale musimy zapomnieć o przeszłości a skupić się na przyszłości. Nie można żyć w przeszłości, do niej już nie wrócisz. Dzisiaj żyjesz i decydujesz a jutro owocujesz. 

-Zapomnieć o przeszłości? Słyszysz co mówisz?! Zapomnieć o przeszłości to jakby zabić Bayana i wszystkich moich  bliskich  drugi raz! 

Wyszłam zamykając za sobą drzwi. Poszłam osiodłać konia. Zaczęłam zastanawiać się co zrobić. Miałam ogromny problem z podejmowaniem decyzji. Czego bym nie wybrała i tak to do niczego mnie nie prowadziło. Skręcenie w prawo dawało to samo co w lewo. Pójście spać równało się z nieprzespaną nocą, a wypicie wina było tym samym co wypicie wody. Śnieg sypał coraz mocniej więc postanowiłam wrócić do komnaty by ubrać się cieplej. Zastałam w niej siedzącego Toghuna. Myślałam, że już go tam nie będzie, lecz się myliłam. Siedział przy stoliku mając coś w rękach. Wstał i dał mi jakiś list po czym wyszedł z mojej komnaty. Otworzyłam go po czym na stojąco zaczęłam go czytać. Był to list od Bayana. Zaczęłam go czytać:

Kochana Nyang chociaż mnie nie ma przy tobie , to nie smuć się. Pamiętaj , że będę czuwał nad tobą. Pewnie teraz jest ci ciężko i nie widzisz sensu by żyć. Ten list skierowany do ciebie jest po to by ci dać ten sens, pokazać, że masz żyć i jeszcze wiele zrobić sama. Może czujesz się samotna, może płaczesz po kątach, ale nie zapominaj że gdzieś tam żyje nasz kochany synek, że gdzieś tam jest. Nie trać nadziei. Ja do końca wierzyłem że on nie zginął, po prostu on czeka na to by go odnaleźć. Niestety nie dane było mi go jeszcze raz ujrzeć, ale proszę cię odnajdź go za wszelką cenę. Jeśli go odszukasz, pozwolisz mi twoimi oczami go widzieć. Nie jesteś sama, masz lud który cię potrzebuje, jest jeszcze Toghun...Pewnie ciężko znosisz jego obecność, ale możesz na nim polegać. Nie bój się być słabą przy nim, nie bój się prosić o pomoc, nie bój się oprzeć o jego ramię kiedy tracisz równowagę. Jesteś człowiekiem, który potrzebuje drugiego człowieka by trwać. Jeśli Toghun nie może być twoim mężem to niech będzie twoim przyjacielem, bratem...Pamiętaj Nyang nie poddawaj się, raniąc siebie, ranisz mnie. Bardzo cię kocham i wciąż będę przy tobie chociaż mnie nie widzisz to jestem blisko. Jestem w twych szczęśliwych dniach, w twym uśmiechu, w twych łzach, w wietrze, w słońcu, w twoim sercu. Spraw by wspomnienia o mnie nie pozbawiały cię radości z życia , wręcz przeciwnie myśląc o mnie bądź szczęśliwa.

Łzy napłynęły mi do oczu, złożyłam ten list i schowałam. Toghun dał mi go w dobrym czasie, w czasie w którym chciałam odejść. Zrozumiałam, że nie mogę się tak poddać, będę walczyć każdego dnia, gdyż każdy dzień, każdy poranek staję się dla mnie wyzwaniem. Nie byłam wstanie powiedzieć ile jeszcze dni będę walczyła nim się poddam lub zwyciężę, ale nie mogłam nie próbować.  Wróciłam do stajni i zaprowadziłam konia z powrotem do boksu. Tego dnia postanowiłam zostać w pałacu. Toghun podszedł do mnie i posyłając delikatny uśmiech rzekł:

-A jednak zostajesz.

Skinęłam głową na zgodę i poprosiłam go by pomógł mi odnaleźć syna. Mężczyzna powiedział, że już rok temu zaczął działania Kiedy spytałam czy znalazł coś co mogłoby nas naprowadzić, on powiedział, że znalazł mężczyznę który widział jak Wang Yu oddaje cesarskiego potomka w ręce pewnej kobiety zwanej Wroną, jednak po niej nie było żadnego śladu, lecz szuka dalej. 

-Skąd ta pewność, że ten mężczyzna mówił prawdę? Może zależało mu na nagrodzie? -spytałam z podejrzeniem.

-On pomagał Wangowi znaleźć dom dla chłopca, posiadał nawet jego ubranko. -odpowiedział Toghun.

-Czyli on żyję. Musimy go znaleźć. Proszę mów mi niebieżąco o postępie poszukiwań. -mówiąc to odwróciłam się by odejść.

Toghun złapał mnie za dłoń i spytał czy moglibyśmy pospacerować po ogrodzie. Po chwili zastanowienia zgodziłam się. Zaczęliśmy chodzić. Mężczyzna szedł ramię w ramię koło mnie lecz zachowując pewną odległość. Milczeliśmy, chociaż Toghun sprawiał wrażenie jakby chciał coś powiedzieć, jednak tego nie zrobił. Ja sama nie zamierzałam zabierać głosu, nie miałam ochoty, poza tym każdy temat jaki bym nie zaczęła był jak cienki lód na rzece , który może się za chwilę załamać i kogoś zabić trzymając go pod wodą. Przeszłość zadawała rany, teraźniejszość była niepewna a przyszłość nie istniała. Nie mogliśmy mówić o sobie jak o małżeństwie, jak o żonie i mężu, przyjaźń była zbyt skomplikowana. On był kiedyś wojownikiem, oddanym sługą cesarza, ja byłam żoną cesarza a wcześniej cesarzową pod przebraniem służącej. Ten spacer powodował u mnie zakłopotanie, ale spoglądając od czasu do czasu na Toghuna on chyba czuł się podobnie. Los postawił nas w tym czasie w tym miejscu przy tej osobie. Może się pomylił, a może chciał nam coś pokazać.

W pewnym momencie biegł w naszą stronę strażnik. 

-Cesarzu, cesarzowo! Wdowa Youngshi próbowała się zabić!-krzyczał.

-Zabić?! -niedowierzałam. 

-Tarła nadgarstkami o kraty, próbowała przeciąć żyły.-odpowiedział mężczyzna.

-I co z nią? -spytał Toghun.

-Żyje, nic się jej nie stało. Teraz dwóch strażników ją trzyma. -powiedział strażnik. 

-Chodźmy tam.-mówiąc to wraz z Toghunem udaliśmy się do lochów. 

Kiedy weszliśmy tam dwóch strażników trzymało Cesarzową Wdowę za ręce i nogi, ona rzucała się po całej ziemi i krzyczała. Kiedy nas tam zobaczyła popadła w jeszcze większe zdenerwowanie. Udało się jej wyrwać. Od razu wybiegła z otwartego lochu i rzuciła się na mnie. Wymierzyła mi kilka ciosów w twarz, potem zaczęła mnie dusić. Toghun nie stał bezczynnie. Złapał ją za włosy i wciągnął z powrotem do lochu. Kiedy wstałam z krwawiącym nosem ,poprosiłam strażników by jej ręce zakłuli w kajdany by znów nie próbowała sobie czegoś zrobić. 

-Wszystko dobrze?-spytał Toghun wyciągając chusteczkę i przykładając mi ją do nosa.

-Bywało gorzej.-wzięłam chustkę z jego dłoni i sama przyłożyłam do nosa. 

-Chcę umrzeć! Pozwólcie mi umrzeć! Ja nie chce tu już być! Nie chcę żyć!-krzyczała Youngshi. 

-Nie pozwolę ci tak szybko umrzeć. Musisz płacić za swoje grzechy. Możesz się cieszyć , że Bayan nie dowiedział się o tym , że ty zabiłaś jego ojca. Cierpiałaś byś tysiąc razy gorzej!-mówiłam.

Wdowa się przestała szamotać, spojrzała na mnie i spytała dlaczego mu nie powiedziałam o tym. Ja odpowiedziałam szczerze:

-Nie chciałam by cierpiał bardziej. Wiele zniósł, ale nie mogłam pozwolić by rozsypał się całkowicie. Poza tym zbyt mocno go kocham. On był dla mnie znacznie ważniejszy niż to by ciebie ukarać. 

-W jakich warunkach umarł? Byłaś przy nim wtedy? 

-Po co ci to wiedzieć? Masz wyrzuty sumienia?! Nawet nie odpowiadaj bo i tak ci nie uwierzę.

-Kiedy będziecie mieć dziecko zadbajcie by wasz brak miłości nie zniszczył go. 

-Nie będziemy mieć dzieci. Dlatego nie musisz się o nas martwić Wdowo. Ja i Toghun nigdy nie będziemy mieć potomka. 

Zakończyliśmy rozmowę, a następnie opuściliśmy więzienie. Ta sytuacja pokazała mi jak bardzo władza psuje ludzi, jak okropnych potworów tworzy,  a gdy mija ludzkie serce, zbiera żniwa po złych uczynkach i wewnętrznie zabija człowieka zaślepionego władzą. 



piątek, 25 grudnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

Część 61

Gdyby ktoś mnie zapytał jak wyglądał mój ostatni rok, odpowiedziałabym , że nie wiem, nie wiele pamiętam. Miałam wrażenie jakbym przespała te dwanaście miesięcy. Tego dnia była pierwsza rocznica śmierci Bayana a ja wciąż w duchu miałam wrażenie, że los znów nas rozdzielił tylko na chwilę. Nie pogodziłam się z tym i miałam obawy, że się z tym nigdy nie pogodzę. Tego dnia miał również przybyć Toghun już jako mój mąż. Nie chciałam powtarzać ceremonii ślubnej więc podpisałam stosowne oświadczenie o naszym małżeństwie, po czym przez strażnika wysłałam ten skrawek papieru mojemu nowemu mężowi by również złożył podpis i pieczęć. Toghun moim mężem , a zarazem cesarzem stał się miesiąc po pogrzebie, jednak tak jak prosiłam dopiero miałam go zobaczyć po roku. Ten dzień spędziłam na modlitwie i poszczeniu. Przez ten jeden dzień służba nie pracowała, miała ubierać się w ciemniejsze kolory , usunąć wszystkie kwiaty z całego pałacu, oraz spożywać tylko i wyłącznie kluski ryżowe z wodą, do tego każdy z nich miał nakaz odwiedzenia prochów Bayana. 

Idąc w stronę sali tronowej spotkałam na swojej drodze Toghuna, który stał nie ruchomo , czekając jak sama do niego dojdę. 

-Witaj cesarzowo Seungnyang.-złożył pokłon w moją stronę. 

-Już jesteś. Radzę by służba twoja, przygotowała ci komnatę.-powiedziałam, chcąc go wyminąć.

-Właśnie to robią.-rzekł mężczyzna.-Bardzo się zmieniłaś przez...

-Jaka to komnata?-zapytawszy , gwałtownie się zatrzymałam.

-To komnata...Bayana.-odpowiedział z ściszając głos.

-Komnata Bayana?! Jakim prawem?! Nie wolno do niej wchodzić!-wyprowadzona z równowagi od razu pobiegłam do komnaty męża.

Kiedy tam dotarłam , była otwarta a wewnątrz niej służba zaczęła rozkładać rzeczy Toghuna. Wściekła zaczęłam krzyczeć i rzucać każdy nowo postawiony przedmiot. 

-Kto wam tu pozwolił wejść?! Nikt nie ma prawa tu wchodzić! Zostaniecie wychłostani! Weźcie z stąd te wszystkie rzeczy! Sprawcie by wszystko było tak zanim tu weszliście! Bierzcie te rzeczy! Już!

-Pani nie karz ich, to moja wina. Nie wiedziałem, że jest zakaz wchodzenia tutaj. Jeśli masz kogoś karać, ukarz mnie, nie ich. Oni tylko słuchali moich rozkazów.-tłumaczył Toghun.

-Powinieneś się wcześniej zapytać. Pamiętaj, że to jest komnata Bayana i zawsze jego będzie. Następnym razem uważaj.-mówiąc to wyszłam z pomieszczenia i postanowiłam iść do ogrodu.

Siedziałam na mostku i spoglądałam na staw, ten sam w którym znaleziono Yoone. Gdziekolwiek bym nie poszła widziałam śmierć, cały pałac spływał ludzką krwią. Przypominał pole bitwy zamiast budynek bezpieczeństwa , spokoju i dowodzenia. Siedziałam tam do samego wieczoru i znów rozmyślałam nad swoim życiem, nad Bayanem i nad tym, że wraz z powrotem Toghuna wszystko się zmieni. Nawet nie zamierzałam wracać do pałacu. Chciałam zostać na świeżym powietrzu, lecz niestety przyszedł Toghun, który siadł koło mnie i zaczął mówić:

-Pani nie wracasz do swojej komnaty? Jest zimno, przeziębisz się.

-Przeziębię się? A cóż to jest w porównaniu z ciężarem który noszę. Zostałam sama, nie mam już nikogo... 

-Masz mnie, możesz na mnie polegać. 

-Nie rozumiem jak przetrwałam śmierć rodziców...Tak bardzo nie cierpiałam po nich jak po Bayanie. Czy to oznacza, że ich mniej kochałam?

-Myślę, że kochałaś ich równie mocno co cesarza.

-To dlaczego teraz tak bardzo cierpię? Dlaczego czuję ból przy każdym oddechu?!

-Kiedy straciłaś rodziców wiedziałaś, że musisz ich pomścić, musisz zdobyć tron, to wystarczyło byś żyła. Miałaś cel, który zastąpił ci ból po ich zabójstwie. Teraz masz jakiś cel? Masz coś do zrobienia?

-Nie widzę już w niczym sensu, nie widzę sensu by żyć. Nie widzę przyszłości, nie mam niczego co by mnie tu trzymało, żadnych kochających osób, żadnych myśli, żadnych celów...po prostu już nie posiadam niczego by dalej oddychać. Nawet oddychanie sprawia mi cierpienie. 

-A co z ludem? Chcesz ich tak opuścić? Co z tym co mówił Bayan ? Jeśli nie możesz nic dla siebie zrobić, to zrób to dla cesarza, który pragnął byś żyła, byś się nie poddawała. Chcesz dać satysfakcje Wdowie Youngshi , że udało się was oboje pokonać, chcesz w niej rozpalić nadzieje na odzyskanie tronu?

-Ona nie wie, że Bayana tu już nie ma. 

-Jak to? Ona niczego nie wie? 

-Od roku jej nie widziałam, nie dałam rady...

-Rozumiem. W takim razie wracaj do komnaty a ja się wszystkim zajmę. Nawet teraz do niej pójdę i ją powiadomię. 

-Ja to zrobię. Powinnam już dawno o tym powiedzieć. 

Wstałam i pokierowałam się w stronę lochów. Zapaliłam pochodnie i poprosiłam Toghuna by został na zewnątrz. Wraz z strażnikiem zeszłam po stromych, ponurych schodach. Stanęłam na przeciw celi Wdowy i starałam się wydobyć z siebie jakiekolwiek dźwięki. Nie wiedziałam jak zacząć. Youngshi siedziała plecami do mnie w białej , cienkiej sukni. Gdy się odwróciła prawie jej nie poznałam. Jej stopy były posiniaczone, prawdopodobnie od zimnej podłogi, jej ręce poranione jakby się z kimś biła, jej twarz była blada jak mleko, oczy spuchnięte, włosy rozczochrane , a niektóre jej kosmyki były już siwe. Miałam wrażenie jakby się postarzała o co najmniej dziesięć lat. Przez chwilę obserwowałyśmy się nawzajem w milczeniu, po czym pierwsza zabrała głos Wdowa Youngshi. 

-Co cię tu cesarzowo sprowadza? Myślałam, że nie zobaczę już ciebie. Prawie cię nie poznałam, tak wychudłaś, i ta twarz...ma jakąś ponurą. Nie układa się wam z Bayanem? 

-Miałam ci to już dawno powiedzieć...Możesz się cieszyć. Bayana już nigdy nie zobaczysz.

-Co chcesz przez to powiedzieć? 

-On już nie wróci. Bayan ...nie żyje. 

Źrenice Yongshi się poszerzyły. Wstała i odwracając się do mnie plecami podeszła do niedużego okienka i tak stała z założonymi rękoma.

-Kiedy to się wydarzyło?-spytała zmieniając ton głosu na bardziej formalny. 

-Dokładnie rok temu. Dziś jest jego rocznica śmierci. Umarł ze świadomością, że go nigdy nie kochałaś, bo przecież był twoim obowiązkiem! -odpowiedziałam podnosząc głos.

-To nie tak...-rzekła kobieta.

-Nie próbuj się tłumaczyć. Każdy słyszał co wtedy mówiłaś! Największy cios dostał od własnej matki! Zdradziłaś go! Złamałaś mu serce! On cię tak kochał...-znów zaczęłam się kruszyć.

-Wyjdź z stąd cesarzowo. Zostaw mnie samą. -mówiła ze spokojem Wdowa patrząc przez okienko.

-Tylko nie mów , że będziesz płakać. Nie masz serca, nigdy go nie miałaś! Nie rób scen, że teraz ci go żal.-mówiąc to odwróciłam się plecami i pokierowałam w stronę wyjścia. 

Okazało się, że wszystkiemu przyglądał się w ukryciu Toghun. Wyszedł zaraz za mną. Będąc  już na zewnątrz, położył rękę na moim ramieniu, obejmując mnie. Ja bardzo szybko go odepchnęłam i mówiąc by zachowywał dystans sama wróciłam do swojej komnaty. Przez ostatni rok byłam niczym duch błądzący szukający ujścia tego cierpienia. Jednak nic nie dawało mi tego światełka, nic nie wskazywało na to że jutro będzie lepsze. Wciąż widziałam bezkres cierpienia, które mogła przerwać tylko moja śmierć.  

środa, 23 grudnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 60

Zapach krwi wciąż był wyczuwalny w sali tronowej od trzech miesięcy. Wszystko jakby od tamtego dnia zgasło. Życie z pałacu jakby zniknęło. Większość dworu porozumiewała się bez słów, każdego dnia wykonywała te same czynności. Dominowała cisza, przerażająca cisza przy której można było usłyszeć czyjś oddech, czyjeś bicie serca...Cesarzowa Wdowa zmieniła komnatę na zimny, ponury loch. Dwa razy dziennie dostawała posiłki i jedyną osobą którą widywała był strażnik. Życie toczyło się już bez niej. Nikt nie chciał o niej mówić, wypowiadać jej imienia, tak jakby nigdy nie istniała. Życie moje i Bayana również uległo zmianie. Cesarz po tym sądnym dniu już nigdy nie wyszedł z komnaty, po miesiącu zaczął tracić czucie w nogach, aż w końcu zaprzestał chodzić. Służba zmieniając pościel przenosiła go na rękach. Był taki słaby i blady, że już nie przypominał siebie. Jedynie jego oczy nie uległy zmianom. Toghun jeszcze pomagał do końca posprzątać po tym wszystkim. Zajął się dokumentami które pozostały po Youngshi. Kiedy skończył z nimi postanowił wyjechać i wrócić w dniu w którym odejdzie Bayan. Przed wyjazdem przyszedł do mnie z mojego rozkazu. Miałam do niego prośbę:

-Toghunie ponieważ zobaczymy się dopiero wtedy kiedy obejmiesz władzę, chciałam cię poprosić o coś.-zaczęłam. 

-Proszę Pani, mów. Postaram się zrobić wszystko co każesz.-rzekł mężczyzna.

-Wróć tutaj rok po śmierci Bayana. Wcześniej nie przyjeżdżaj, proszę...-powiedziałam.-Daj mi rok samotności bym potem przez kolejne lata była twoją towarzyszką. 

-Rok?-zdziwił się Toghun.

-Nie licz na to, że w rok stanę się twoją żoną, rok to za mało, dziesięć lat to mało...Daj mi te dwanaście miesięcy po to by stać się cesarzową dla ciebie Toghunie. 

-Jeśli sobie tego życzysz tak zrobię. Wrócę w pierwszą rocznicę śmierci cesarza Bayana.-mówiąc to, mężczyzna odszedł.

Idąc w stronę komnaty męża, zauważyłam, że wchodzi do niej Toghun. Nie chcąc im przeszkadzać, zaczekałam przed wejściem. Poprosiłam strażników i sługę by odeszli na chwilę z przed komnaty. Kiedy to zrobili, zbliżyłam się i postanowiłam posłuchać o czym rozmawiają. Pierwszy odezwał się Toghun:

-Panie wzywałeś mnie. Czy masz mi coś do powiedzenia?

-Usiądź, dziwnie się czuję kiedy stoisz.

-Dobrze cesarzu.

-To nasze ostatnie spotkanie. Zawsze czułem się samotny do momentu w którym nie poznałem Nyang. ale wcześniej chciałem  mieć starszego brata , który by mnie chronił, pouczał czasami dał nauczkę...I co za absurd na końcu życia spełniono to życzenie. Mam brata, który od zawsze był gdzieś tu w pałacu. Niestety ominęło nas to braterskie życie. W sumie to nigdy nie chciałem być cesarzem, to zbyt wielka odpowiedzialność. Pewnie bym abdykował gdyby nie moja Nyang, dla której stałem się cesarzem i odpowiedzialnym mężem. 

-Co chcesz przez to powiedzieć? 

-Co myślisz o Nyang?

-O cesarzowej? Bayanie wybacz, ale nie rozumiem.

-No odpowiedz co o niej myślisz? 

-Cesarzowa Seungnyang jest bardzo odważna, sprawiedliwa, silna...

-Tak to cała moja Nyang. Wiecznie nieustraszona wojowniczka, która zaradzi wszystkiemu. Tak naprawdę ona jest krucha, delikatna jak płatek kwitnącej wiśni na wietrze, jednak choćby nie wiadomo jak los nią rzucał próbują rozbić, choćby się rozpadła to powstanie na nowo, składając się w całość. Ślady po rozpadzie zostaną, ale będzie jeszcze silniejsza. Kiedy odejdę ona zostanie sama, moja wojowniczka nie będzie mieć wsparcia, przeraża mnie ta myśl. 

-Jak mam temu zaradzić? Czy jest coś co pozwoli być ci spokojnym?

-Cała historia w której się dowiedzieliśmy o własnym pokrewieństwie była okrutna i postawiła cię w złym świetle, ale mimo wszystko jesteś godnym zaufania człowiekiem nigdy mnie nie zdradziłeś. Kiedy nadarzyła się okazja by zyskać tron udowodniłeś swoją szlachetność serca, odkryłeś prawdę i pomogłeś mi. 

-Nie spodziewałem się tak ciepłych słów.  To wiele dla mnie znaczy, ale czy jest coś konkretnego co miałbym zrobić?

-Znam swoją ukochaną ona nie pozwoli ci się zbliżyć do siebie. Ma silny charakter na zewnątrz, lecz wewnątrz będzie wołać o pomoc. Chcę byś był jej ramieniem którego będzie potrzebować. W dniu kiedy staniesz się jej mężem i cesarzem pozwól jej żyć po swojemu, daj jej przestrzeń, pozwól prowadzić , bądź krok za nią, a gdy pewnego dnia się zachwieję w życiu bądź za nią byś mógł ją złapać, stać się jej podporą i która popchnie ją do przodu. Tylko tego pragnę byś ją chronił i był po jej stronie choćby się świat kończył. 

-Dobrze, tak uczynię, a teraz pozwól że opuszczę pałac.

-Toghunie zaczekaj!

-Tak Bayanie?

-Czy mógłbyś mnie uścisnąć i powiedzieć ten ostatni raz bracie?

Słuchając tej rozmowy serce mi zapłonęło, oczy zaszkliły a nogi zaczęły drżeć. Spojrzałam przez wrota i widziałam Toghuna, który przytulił Bayana. Ostatnie słowa wypowiedziane przez Bayana brzmiały: "Żegnaj braci" mężczyzna się odwrócił w jego stronę i powiedział to samo, następnie pokierował w stronę wyjścia. Schowałam się i przeczekałam jak Toghun opuści pałac. Spojrzałam na niego w momencie gdy wychodził i zauważyłam , że dłonią ociera łzy z policzka. Po tym co słyszałam postanowiłam na chwilę się przewietrzyć. Wezbrałam siły by znów wejść do komnaty Bayana. Po drodzę poszłam po jedną z jego ulubionych książek. I tym sposobem w końcu dotarłam do cesarza. Usiadłam na łóżku on położył swoją głowę na moich nogach, zaczęłam mu czytać jego ulubiony fragment. Gdy skończyłam położyłam książkę obok. Cesarz zasnął, ja spoglądałam na niego, lubiłam obserwować go gdy śpi. Wyglądał wtedy jak dziecko, taki bezbronny i uroczy. Jego sen trwał dość długo a ja wciąż nie ruchoma siedziałam zaczesując jego włosy. Nagle się obudził, zrobił to tak gwałtownie, że spadła mi książka. 

-Długo spałem?

-Trochę to trwało, już prawie nóg nie czuję, zdrętwiały mi. Masz taką ciężką głowę.

-Jesteś niesamowita, wiesz o tym?

-Nigdy mi tego nie mówiłeś.

-Nyang przecież wiesz o tym. Jesteś najlepszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała. Bez ciebie bym nie istniał.

-Nie mów głupstw.

-Życie nas nie oszczędzało, wiele razem przeżyliśmy Pamiętam dzień w którym cię po raz pierwszy ujrzałem . Mam wrażenie jakby to było wczoraj a to już dziewięć lat temu. W sumie , krótko byliśmy małżeństwem , bo pięć lat.

-Przecież wciąż jesteśmy małżeństwem o czym ty mówisz?

-Nyang ja umieram. 

-Przestań! Ty znowu o tym?

-Pamiętaj, że możesz polegać na Toghunie. Po prostu mu zaufaj. Nie musisz go kochać, ale nie możesz być sama na tym świecie. Samotność to najgorszy przeciwnik człowieka. On będzie twoim przyjacielem, więc nie bądź zbyt ostra dla niego. Będzie cię chronił.

-Nie mogę tego słuchać, więc skończ.

-Nyang tylko się nie smuć za dużo. Pozwól by uśmiech twój koił ludzkie serca.

-Za niedługo spadnie śnieg, może wyjedziemy na chwilę z pałacu? Tak bardzo lubisz śnieg, może obejrzymy wschód słońca nad morzem? Zimą muszą być tam piękne widoki jak fale morza mienią się diamentami, a brzeg przykrywa biały puch. 

-Kochanie śnie kiedyś stopnieje , słońce zajdzie a ludzie odejdą, ja też muszę odejść. Takie jest życie.

-Nie będę tego słuchać.

Chciałam już wstać, gdyż nagle Bayan złapał mnie za rękę, ścisnął mnie tak mocno jakby przybyło mu siły. 

-Czujesz się lepiej? Odzyskujesz siły?-spytałam.

-Moja Nyang kocham cię bardzo. -odpowiedział trzymając moją dłoń.

-Ja też cię kocham, przecież o tym wiesz. Nie mów głupot przed nami jeszcze tyle zim, że zdążymy ze siwieć.-powiedziałam.-Kocham cię jesteś moim światem i nikt nigdy cię nie zastąpi moje serce należy do ciebie, na zawsze.

Nagle poczułam ,że mój cesarz puszcza moją dłoń. Spojrzałam na niego i tak jakby ciało zareagowało szybciej od myśli. Oczy wypuściły strumienie łez, ja wbita patrzyłam na jego twarz, potem opuszczoną rękę i tak na przemian.















 Poczułam jakby ktoś zatrzymał czas, do końca nie wiedziałam co się dzieje, o niczym nie myślałam. Po chwili rękoma go poruszałam, jednak Bayan się nie ruszył, ani drgnął. W pewnym momencie zaczęłam się śmiać równomiernie płacząc.

-Zasnąłeś? Ty śpiochu zawsze wiesz jak się wykręcić z niewygodnego tematu. Jak się obudzisz wtedy porozmawiamy sobie.-mówiłam. -Może się obudzisz co? Powiedz , że to żart. Przecież ty nie odchodzisz. Ty żyjesz, więc otwórz te oczy i powiedz że dałam się nabrać! No otwórz te oczy! Słyszysz?! Nie udawaj głuchego! 

Mówiłam tak jakby miało go to przywrócić do życia. Cesarz mojego serca odszedł zostawiając mnie samą. W jednej chwili wszystko się skończyło. Chciałam oszukać się i jeszcze przez chwile nim ruszałam myśląc, że zaraz otworzy oczy i powie, że to żart. Tak się jednak nie stało. On już się nie obudził, nie otworzył oczu, nie otworzył ust, które powiedziałyby jak bardzo mnie kocha, jego serce zastygło, zatrzymało się. Odszedł z głową na moich nogach. Rozpłakałam się na dobre, położyłam głowę na nim i czułam jak powoli robi się zimny. W pewnym momencie do komnaty wszedł eunuch z drugim sługą. przynosząc  kolację. Eunuch Park już wiedział co się stało upuścił tace  z jedzeniem i wezwał straże. Potem podszedł do mnie i kładąc rękę na moim ramieniu rzekł:

-Przykro mi Pani. 

-O czym ty mówisz?! Przecież on żyję! Zaraz się obudzi! On chcę nas nabrać! Mówię wam! On tylko śpi!-dalej kłóciłam się ze sobą i własnymi myślami chociaż gdzieś tam czułam , że to oczywiste że już nie ożyje. 

Do sali wbiegli jego strażnicy zaczęli chwytać jego ciało. Ja wtedy jeszcze mocniej objęłam Bayana ciało i nie chciałam puścić. Eunuch Park powiedział:

-Cesarzowo cesarz nie żyję. On już nie wróci. Pozwól mu odejść. Pozwól by poszedł do lepszego miejsca. Zasłużył na odpoczynek.

-Nie , nie, nie, nie...On nie umarł! Ja to wiem! Ja mu nie pozwoliłam odejść! On nie może, nie może beze mnie tego zrobić.-wyrwali mi męża ciało, sama upadłam na kolana z których nie potrafiłam wstać.

Dostałam szału zaczęłam już nie płakać a wyć z bólu, czując jak serce mi się rozbiło. Sługa klęknął obok mnie i przytulił mnie. Ja szarpałam się z eunuchem, próbują pobiec za Bayanem. Potem straciłam przytomność, gdy się obudziłam służki powiedziały mi, że wszyscy czekają na głównym placu. Tam miało dokonać się skremowanie ciała mojego ukochanego. Wstałam z lóżka i z pomocą służek, prowadzona udałam się na plac. Gdy już tam dotarłam zobaczyłam jak płomienie spalają powoli Bayana. Ogień wyglądał jakby tańczył, tańczył pożegnalny taniec dla cesarza. Cały dwór zebrał się na placu a za bramami pałacu było słychać płacz ludu, oddanego ludu, który przybył pożegnać ich wspaniałego władcę. W tle dostrzegłam Kim Young, która była przyciśnięta do bram z powodu naparcia ludzi z wiosek. Oczy jej wypuszczały łzy, jedną za drugą. Po całej ceremonii mój ukochany stał się prochem zamkniętym w urnie i postawionym w świątyni. Przez pierwsze dwa dni nie miałam odwagi tam wejść, lecz trzeciego dnia postanowiłam się pomodlić. Uklękłam, zapaliłam kilka kadzideł i zaczęłam się modlić, wciąż nie mając odwagi spojrzeć na urnę. Gdy w końcu to zrobiłam, wszystko wróciło, ten ból rozdzierający żywcem moje wnętrze. Wstałam i trzymając urnę ściskałam ją do siebie.




 Płakałam przypominając sobie te dobre chwilę. Przed oczami miał uśmiech Bayana, w uszach słyszałam jego głos, a moje dłonie wydawały się czuć jego zziębniętą dłoń. Gdybym zamknęła oczy mogłabym sobie wyobrazić , że trzymam go w ramionach , lecz zamiast jego szczupłej sylwetki i jego szat w dłoniach trzymałam nieduże porcelanowe, gładkie pudełko, które trzymało w zamknięciu jego część, ten sypki proszek, który powstał z obejmujących ciało  Bayana płomieni. Pod powiekami miałam tylko przeszłość, przyszłości nie widziałam w ogóle. Rok wydawał się wiecznością, której mogłam nie doczekać. 

sobota, 12 grudnia 2020

"Dynastia Shin Jin"

 Część 59

-Jesteśmy już spóźnieni. Oby wszyscy ważni ludzie tam jeszcze byli.-odparłam pędząc do pałacu. 

-Cesarzowo spokojnie. Już widać pałac, zaraz tam będziemy.-uspokajał Toghun.

Nasze spóźnienie wynikało z tego, że musieliśmy pojechać jeszcze pod bardzo ważnego świadka w tej sprawie, którego mieliśmy w odpowiedniej chwili wpuścić do sali tronowej. Po niedługim czasie galopu , mogliśmy już zejść z koni o prosto popędzić na zebranie. Wrota sali się otworzyły i byłam pierwszą , która przekroczyła próg. Cesarz zaniepokojony siedział na tronie, Wdowa Youngshi  i jej świta znudzeni ,wyczekiwali powodu swego przybycia. Kiedy wbiegłam do sali a zaraz za mną Toghun, Ślepy Wilk i żołnierze, nagle wszyscy oprzytomnieli. Oczy Bayana były większe, Wdowa i reszta ze zdziwieniem spoglądała na nas. 

-Cesarzowo Seungnyang co ty tu robisz? Nie powinnaś być na wygnaniu?!-Cesarzowa Youngshi wstała z wrażenia.

-Dziś będzie sądny dzień dla ciebie.-rzekłam.

-Co to wszystko ma znaczyć?!-zapytał podwładny Wdowy. 

-Pozwólcie, że wytłumaczę.-podeszłam do Bayana i dałam mu list napisany przez przybranego ojca Toghuna, który czuł, że Wdowa nie długo pozbędzie go życia. 

Cesarz spojrzał na list i poprosił dla ogółu o wyjaśnienie. Jednak zanim przeszłam do głosu Wdowa starała się zakłócić mnie

-Bayanie co ty wyprawiasz?! Tak po prostu pozwolisz jej tu być? Wydałeś jej list wygnania , więc tak bez konsekwencji nie możesz go cofać.

-Kto powiedział , że dokument , który mówił o wygnaniu mojej Nyang był kompletny? Przecież Youngshi byłaś niegdyś cesarzową, więc powinnaś wiedzieć, że dokumenty bez pieczęci cesarza są nic nie warte. Skoro ten dokument nie miał pieczęci to o jakim wygnaniu mówisz?

-Co wy kombinujecie?! Wytłumaczcie mi to w tej chwili! Toghunie ,synku co się dzieje?! -Wdowa ewidentnie się przestraszyła. 

W końcu nadszedł ten czas, kiedy to można było wyjawić prawdę. Właśnie wtedy przeszliśmy do działania. Najpierw przemówił Toghun, który wytłumaczył kim był ten starzec, który przybył z nami i jaką gra rolę w tej danej sytuacji. Kiedy się przedstawił Wdowa powiedziała: "To niemożliwe, przecież ty nie żyjesz"

-Skoro tak reagujesz znaczy , że to co mówią jest prawdą.-osądził cesarz Bayan.

Wdowa zamarła. Już nie krzyczała, nie zaprzeczała, nawet nie otwierała już ust. Sparaliżowana stała nieruchomo i czekała na rozwój wydarzeń. W jej oczach po raz pierwszy w życiu pojawił się strach. Przynajmniej ja po raz pierwszy widziałam w niej te wszystkie uczucia i emocje wypisane na jednej twarzy, zawarte w jednym spojrzeniu. Ślepy Wilk opowiedział nam całą historię i to o co oskarża Wdowę. Bayan bez zwątpienia wierzył mu, lecz jako głowa państwa nie mógł opierać się jedynie na słowach, potrzebował dowodów. Zatem postanowiliśmy mu kilka pokazać. Siadłam obok Bayana, jedną ręką złapałam go za dłoń a drugą podałam mu księgę wszystkich sług którzy służyli dynastii Jin od kilkudziesięciu lat. W tej księdze były nieścisłości odnośnie osoby Ślepego Wilka, które wskazywały na jego prawdomówność. Czytając to Bayan zaczął się trząść. Jego oczy spoglądające na jego matkę tryskały wściekłością, nienawiścią. Trzymałam go za rękę i po cichu wyszeptałam by jeszcze poczekał. 

-To jest kłamstwo! To istne kłamstwo! To wszystko jest z fałszowane! Oskarżacie mnie o romans ze zdrajcą państwa i o to, że Toghun jest dzieckiem El Sumura?! Jak śmiecie przeciwstawiać się matce cesarza?! -krzyczała Wdowa.-Toghunie synku chyba w to nie wierzysz? 

-Wierzę w prawdę. A to jest prawda.-odparł mężczyzna.-Cesarzowo Youngshi chociaż jesteś moją matką, to dobrze wiesz ,że sprawiedliwość jest najważniejsza...przynajmniej dla mnie. Popełniłaś wiele błędów, zdradzałaś ojca Bayana potem zdradziłaś cesarza i państwo knując z El Sumurem. Przyłożyłaś rękę do śmierci rodziców cesarzowej Seungnyang!

-Więc i ty jesteś przeciwko mnie?! Masz dowody , że pomagałam w zdradzie państwa El Sumurowi?! -starała się bronić do końca.

-Tak. Mamy świadka, który potwierdzi te słowa.-odpowiedział Toghun. 

Wrota się uchyliły i po chwili do sali tronowej weszła Kim Young-siostra Toghuna, a zarazem córka El Sumura. W rękach trzymała jakieś kartki. Podeszła do cesarza i klęcząc dała mu je. Były to listy, ale nie zwyczajne, bo były to listy miłosne od Wdowy Youngshi i pewne umowy. 

-Wiem , że nie powinno mnie tu być cesarzu Bayanie i wiem, że mi nie wybaczysz. Mój ojciec był zdrajcą narodu i nic tego nie zmieni. Do dziś mam wyrzuty sumienia, a w ten sposób mogę poczuć trochę spokój serca.-zabrała głos Kim Young. -To są listy, które mówią o tym że Toghun jest moim bratem i o tym, że Cesarzowa Wdowa i mój ojciec planowali to wszystko razem. 

-Co?! Skąd masz te listy?! To niemożliwe!-Youngshi popadała w coraz bardziej w załamanie.

-Teraz się już nie wyprzesz. To są twarde dowody, które właśnie obaliły ciebie.-rzekł Bayan ściskając te listy.-Nic już ci nie pomoże. To koniec. Rozumiesz?! To koniec! Zabić ich!

Bayan rozkazał zabić całą jej świtę, wszyscy którzy ją wspierali i jej pomagali. Żołnierze szybko przeszli do działania. Wszyscy zamieszczeni na liście zostali pozbawieni życia. Sala tronowa stała się jedną wielką rzeźnią. Krew tryskała na wszystkie strony, miecze raz po raz przebijały ciała zdrajców. Krople krwi kapały z broni. Podłoga, dywan przypominał morze koloru czerwonego. Ciała leżące koło siebie z głębokimi, często przebitymi na wylot ranami wyciekały krwią. To miejsce już nie przypominało sali tronowej, było to wręcz pole bitwy. Ten obraz był dla mnie zbyt okrutny, jednak słuszny. Za zdradę trzeba zapłacić, w tym przypadku życiem. Moje oczy nie chciały już na to spoglądać. Siedziałam zdrętwiała z odwrócona głową na bok. Bayan wyrwał rękę, z mego uścisku poprosił Toghuna by ten dał mu miecz i pokierował się wprost z nim w stronę Wdowy. Stanął  na przeciwko niej, zalał się łzami i zaczął krzyczeć. Wpadł w furię. Wtedy pomyślałam, że dobrze, że nie wie o ojcu, którego zabiła jego własna matka, bo pewnie by tego nie przeżył. Kim Young wzięła Ślepego Wilka i opuściła pałac na polecenie Toghuna, który uważał, że nie są już potrzebni. Bayan machając mieczem mówił:

-Dlaczego to zrobiłaś?! Dlaczego El Sumur?! Jak go poznałaś?! Przecież on był o tyle lat starszy od ciebie?! Mów prawdę, jeśli się wyprzesz poniesiesz gorsze konsekwencje!

-El Sumur był pośrednikiem między dynastią Shin a naszą dynastią. Trwała wojna między nami, Tal Tala prawie w ogóle nie było w pałacu. El Sumur często przywoził wiadomości i ważne dokumenty. Był taki mężny, wspaniały...wiek nie miał nic do tego, wystarczyło jedno spojrzenie by mu ulec. W moim sercu nie było nikogo, było wolne...Nie kochałam twojego ojca! Pragnęłam jego śmierci! Podczas jednego z przyjazdów porozmawialiśmy dłużej, wtedy wiedziałam , że El Sumur to ten jedyny. Rozumiał mnie jak nikt, traktował mnie na równi z mężczyznami, nie uważał że kobiety są gorsze. Cenił moją rolę, wspierał...wszystko to czego twój ojciec nie robił! Zaczęliśmy pisać listy, które miał palić od razu, lecz zachował je stary głupiec... Pewnego dnia jakiś wróg dostał się do pałacu i próbował mnie porwać by szantażować Tal Tala, gdyby nie El Sumur nie wiem co by się stało...

-Czyli podczas gdy mój ojciec igrał z życiem ty spędzałaś noce z tym, z tym...?!

-Dalej wiesz co się stało, nie muszę wam tu mówić.-odparła Wdowa.

-Wytłumacz tą zdradę!-krzyczał Bayan tak jakby miał zaraz głos stracić.

-Planowaliśmy to odkąd dowiedziałam się, że mój syn Toghun żyję. Tal Tal rozdzielił nas. El Sumur znalazł jakąś wieśniaczkę i ją poślubił i z nią miał córkę. Zniknął na jakiś czas z pracy dla państwa. Kiedy ty, Seungnyang i Kim Young urodziliście się tego samego dnia uznaliśmy to za znak. Nie mogłam patrzeć w jakich warunkach żyję osoba którą darzę miłością. Na rękę był dla nas punkt który mówił, że nie możesz poznać swojej małżonki wcześniej. Wpadliśmy na pomysł, że powoli zdobędziemy władzę. Kim Young nie miała pojęcia , że Toghun to jej brat ani co planujemy. Chcieliśmy ją usadzić na tronie, lecz by tego dokonać musieliśmy komuś zabrać go. Wypadło na Seungnyang. Ona też miała zginąć, ale udało się jej przeżyć. 

-Dlaczego Kim Young miała być  moją żoną, co by wam to dało?

-Nie mogliśmy od razu ogłosić, że Toghun to nasz syn. Poza tym wasz ślub był prawie jak danie nam władzy. Miała do wszystkiego wgląd. Wiedziała co planujesz, ale ty zakochałeś się w innej! Kim Young w odpowiednim czasie miała pozbyć cię życia i zostać wdową, która oddaje tron Toghunowi, lecz odmówiła. Stała się już bezużyteczną. Potem przyszła służka, która okazała się cesarzową i wszystko zaczęło się burzyć. 

-Jesteś gorsza od wojny, gryzoni! Nienawidzę cię! Nie chcę cię znać! Zabiję cię!-krzycząc to, Bayan wycelował miecz w stronę Youngshi. 

-Zrobiłam to wszystko z miłości! Kochałam El Sumura! Z tej samej przyczyny teraz to robisz! To miłość mnie do tego miejsca do  prowadziła, to właśnie przez miłość to wszystko zrobiłam i tylko dla niej! I wiecie co?! Gdybym mogła cofnąć czas to powtórzyłabym to wszystko, bo tylko wtedy mogłam poczuć jak to jest kochać i być kochanym. Nie żałuję!

Bayanowi zaczęły drżeć ręce i tylko chwile dzieliły go od tego by ostrze  miecza przebiły ciało kobiety. Rozumiałam wszystko, lecz potrzeba było sprawiedliwości. Śmierć byłaby dla niej łaskawa. Wstałam z tronu podbiegłam do Bayana i chciałam na chwilę odwrócić jego uwagę, by po prosić go by tego nie robił. Bayan spojrzał na mnie agresywnym wzrokiem, po czym położyłam rękę na jego twarzy i powiedziałam by się uspokoił, że jestem przy nim. Wtedy jego twarz przybrała innego spojrzenia, złagodniał. Pokiwał głową na znak , że zgadza się z tym co mówię. Rzucił miecz , zaczął płakać na cały głos. Po chwili z nosa zaczęła mu lecieć krew. Za nim zdążyłam do niego podbiec stracił przytomność i upadł. Słudzy szybko wynieśli go na plecach i zanieśli do komnaty. Natomiast ja za nim do niego dołączyłam powiedziałam Toghunowi by wziął żołnierzy i zaprowadził Wdowę do lochów. Youngshi musiała zapłacić za wszystkie grzechy. Postanowiliśmy zamknąć ją w zimnych, ciemnych lochach aż do naturalnej śmierci. Jej czas panowania i knucia dobiegł końca. W końcu mogliśmy te ostatnie chwilę spędzić na spokojnie , lecz wraz z bólem jakim pozostawiła po sobie prawda.