kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

wtorek, 8 września 2015

,,W cieniu prawdy''

                                Część 97
 Tydzień później...
-Megan wiem że to nie jest jeszcze dobry czas na takie rozmowy, ale chciałbym porozmawiać z tobą o Kevinie.-zaprosił mnie do gabinetu John.
-Coś nie tak z Kevinem?-spytałam. 
-Nie, raczej nie. Po prostu chodzi o to że była taka umowa że jak cię odnajdzie to wraz z siostrą odejdą z stąd.-odpowiedział ojciec.
Siadłam na krześle i domyśliłam się co chce mi powiedzieć. W końcu nie znosi go, a ja...ja nie wiem czy chciałabym z nim być mimo że go chyba kocham. Ciągle kiedy próbowaliśmy być razem to zawsze nam nie wychodziło, zawsze coś stawało nam na drodze, a poza tym nie wiem czy on chciałby ze mną być. Dużo się wydarzyło, siedział w więzieniu przesłuchiwałam go potem unikałam Kevina a on mimo to pomógł Johnowi w odnalezieniu mnie. Rozmowa toczyła się dalej. 
-Tato powiedz w końcu o co ci chodzi! Chcesz by Kevin odszedł?
-Megi jak cię nie było, miałem dużo czasu na rozmyślanie. Doszedłem do wniosku że byłem złym ojcem. Zapominałem że nie jesteś już dzieckiem i nie mogę cię ciągle trzymać pod kloszem. Jesteś już dorosła, sama popełniasz błędy i sama na nich się uczyć. Straciłem już szanse na to by być dobrym ojcem dla ciebie. Gdy byłaś mała...mogłem wtedy...
-Przestań! Nie mogę tego już słuchać. Jesteś najlepszym ojcem pod słońcem. To nie twoja wina że nie mogłeś być przy mnie gdy byłam mała. Tak już musiało być. Powiedz o co ci chodzi. Prosto z mostu.
-Megi jeśli nadal kochasz Kevina, jeśli chcesz by został to...zgadzam się na to. Tylko zapamiętaj sobie jestem na każde twoje zawołanie, i zniszczę każdego kto cię skrzywdzi. 
-John! Jesteś wspaniały! Tak, tak! Chcę by został! Muszę mu to powiedzieć!
Wstałam z krzesła i wybiegłam z gabinetu ojca by zdążyć zatrzymać Kevina. Właśnie tego dnia wraz z siostrą wracał do domu, a raczej by odbudować go. Wybiegłam z domu , biegnąc do samochodu o mało co nie spadłam ze schodów. Musiałam się pospieszyć bo Kevin i Miriam jechali taksówką prosto na lotnisko. Nie czekając wzięłam kluczyki , wsiadłam do samochodu i popędziłam samochodem  nie zważając na światła, pieszych...W końcu dojechałam. Wysiadłam z auta zostawiając otwarte drzwi i wpadłam na recepcję by spytać się czy samolot z Nowego Jorku już odleciał.
-Przykro mi, ale pani się spóźniła. Samolot właśnie odleciał.-powiedziała pani recepcjonistka.
Słysząc te słowa nie wiedziałam jak mam się zachować. Mając torebkę na ramieniu szłam przez całe lotnisko, mieszając się w tłumy ludzi, ludzi spieszących , zabieganych. Koło mnie ciemnoskóra kobieta ubrana w długą szmaragdową suknie a koło niej dziecko trzymające się bardzo mocno ręki. Gdzieś w tle żegnająca się para...
-Oj przepraszam pana bardzo.-właśnie wpadłam na mężczyznę w garniturze który co chwilę patrzył na zegarek.
Idąc tak między ludźmi, czułam się jakby taki jeden człowiek był jedną przeszkodą w moim życiu, a ja musiałabym tych wszystkich ludzi ominąć bez zderzenia. Podobnie jak w życiu. W życiu każdego z nas są przeszkody które niektóre z nich uda nam się ominąć a niektórych nie, następuje wtedy kolizja, a po kolizji ból. Pytamy wtedy ''Dlaczego?, Dlaczego to nam się musiało przydarzyć?''. Musi nam się coś przydarzyć w życiu byśmy mogli się później nauczyć. Na lotnisku nigdy nie zderzymy się z tym samym człowiekiem, ponieważ on odchodzi, odchodzi w inną stronę. Zostaje za nami, a my idziemy do przodu. Chyba że się cofamy, to i przeszkoda się cofa.
Szłam już do samochodu. Odłożyłam torebkę na tylne siedzenie i wsiadłam do auta. Miałam już ruszać gdyż ktoś wysoki zapukał do szyby. Uchyliłam ją i spytałam ''Czego?'' Mężczyzna odpowiedział:
-Gdzie to? Pani chciała odjechać beze mnie?
-Kevin!-krzyknęłam.-Co ty tu robisz? Przecież twój samolot już odleciał.
-Megi sądziłaś że odlecę bez pożegnania? Nigdy. Siostrę w sadziłem do samolotu dałem jej pieniądze które John nam zapłacił za odnalezienie ciebie , a sam zostałem jeszcze na trochę.
-To twoje ''trochę'' to długo?
-Zależy ile ty chcesz Meg. To zabierzesz mnie, czy będziemy tak gawędzić na środku parkingu pomiędzy jadącymi samochodami?
-Nie no jasne. Wsiadaj.
Otworzyłam drzwi i Kevin wsiadł. Potem jechaliśmy z powrotem do bazy. Tymczasem Stella i Jim siedzieli w restauracji na randce. Z tej Stelli to fajna dziewczyna pasowałaby do Jima tyle że Jim to podrywacz. Chociaż kto tam ich wie.
-Meg pójdziemy jeszcze do...na lody? Gorąco jest, a zjadłbym coś zimnego.-zaproponował Kevin.
-No zgoda. Kevin...chciałam ci podziękować za to co dla mnie zrobiłeś. Przede wszystkim za odwagę. Wszedłeś za bramy Avandii a to wymagało odwagi. Mogłeś zginąć z rąk dziwnych stworów.
-Dziwnych stworów? Przecież ty nie jesteś stworem, i nie zginąłem z ich rąk.
-Tak, bo nadeszło wojsko Hydry. Bóg wie co mogło się jeszcze wydarzyć.
-Megi można powiedzieć że Hydra po raz pierwszy uratowała nas. Ty nie wyszłaś za Louisa a ja nie zginąłem.
-Ha ha, ha... masz rację Kevin. Jestem ciekawa co teraz robi moja matka Margaret-Hydra.
-Meg chciałem cię...
-Przeprosić? Nie trzeba. Ważne że tu jesteś.
-Nie o to chodzi. Meg posłuchaj mnie.
-O już jest lodziarnia , chodźmy!
Nie chciałam wiedzieć co Kevin ma mi do powiedzenia. Bałam się że znów będzie nalegał byśmy wrócili do siebie. Ja nie wiem czy jestem na to gotowa. Muszę najpierw trochę ochłonąć. Najlepiej by było gdybyśmy zostali przyjaciółmi, ta opcja wydawała mi się na tamtą chwilę najlepsza. Kevin nie wracał już do tematu, wzięliśmy po dwóch gałkach lodów i idąc przez park zajadaliśmy się nimi. Potem zaczepiłam kobietę przechodzącą koło nas i poprosiłam ją bym zrobiłam nam zdjęcie.
 
 
-Dziękuję.-odpowiedziałam zabierając aparat fotograficzny.-Kevin patrz jak super wyszliśmy!
-No fajnie.-odparł bez entuzjazmu.
-Co jest?-spytałam widząc jego minę.
-Megan fajnie wyszliśmy na zdjęciu, ale lepiej wyglądamy na żywo jako para. Od samego lotniska unikasz tego tematu, ale nie możemy go ciągle odkładać na później. Chcę byśmy rozpoczęli nowy rozdział w życiu. Byśmy już nie żyli w kłamstwach, tylko w prawdzie i w szczęściu. Jeśli nie chcesz to powiedz mi to.-mówił Kevin.
-Ej! To nie tak. Po prostu za dużo się wydarzyło, muszę ochłonąć. Zresztą tobie też by się to przydało. Gdy już trochę odpoczniemy...Nie mówię nie, po prostu nie teraz.-nie chciałam go zmartwić.
-Aha rozumiem. Ale mam jakąś szanse u ciebie?-uśmiechnął się.
-Taaak...i to nawet bardzo sporą. -dodałam.
-Nigdy nie widziałem jak używasz swojej mocy. Zaprezentujesz mi ją?-zapytał Kevin.
-Może kiedyś...-odpowiedziałam bardzo tajemniczo.
Nagle zadzwonił telefon, odebrałam i John kazał nam szybko wracać do bazy bo mamy misję. John wyjaśnił sprawę. Hydra znów zaatakowała. Uwięziła zastępcę dyrektora agentów i żąda stu milionów. Nie zastanawiając się wsiadłam wraz z Kevinem do auta i popędziliśmy oboje prosto do willi zastępcy dyrektora którym obecnie był Ben. Nie wiedziałam dlaczego , ale Hydra ciągle potrzebowała pieniędzy pewnie by znów tworzyć swoją super ekipę. Naprawdę już nie wiedziałam czego ona chcę, walczy z nami tworzy super wojowników...a potem jak ich już stworzy to co? Będzie rządzić światem? Do tego nie możemy do puścić. Szkoda że nie mogłam używać mocy. Nie mogłam jej używać ponieważ zastępca dyrektora nie za bardzo orientował się w sytuacji i nie za bardzo wiedział że posiadam moc. Jakby wiedział to by pewnie wyrzuciłby mnie dyscyplinarnie z pracy. Musiałam bardzo uważać. Przed willą spotkaliśmy się wszyscy, omawialiśmy plan. Nagle, w pewnym momencie z willi wyszedł sam we własnej osobie zastępca dyrektora-pan Samuel Richardson. Jim siedzący w krzakach mający jego dom na celowniku odparł:
-Jak to? Przecież Hydra zaatakowała jego dom a on wychodzi cały w ''skowronkach'' i sobie podśpiewuje?! To jakieś kpiny!
-Spokojnie Jim. Wszystko da się wyjaśnić.-odezwała się Kate.
-Tego raczej się nie da wyjaśnić. Przecież Samuel był jak żyleta nigdy nie był miły...nie uśmiechał się w ogóle. A teraz? Coś z nim nie tak.-upierał się przy swoim Jim.
W pewnym momencie doznałam dziwnego uczucia, coś co podpowiadało mi bym spojrzała na Samuela rękę. Zrobiłam tak i zauważyłam coś dziwnego przyczepionego a raczej wszczepionego do jego ręki coś blaszanego. Molly z Nickiem zbadali to na odległość a potem powiedzieli co to oznacza i co trzeba zrobić by się tego pozbyć.
-Czyli musimy go złapać, ale nie przywiązywać i nie usypiać  tylko zabawić jakoś byście to mogli ściągnąć. Tak? -podsumował Kevin.
-Tak.-potwierdziła Molly.
Nagle zastępca dyrektora podszedł do krzaków klepnął mnie po ramieniu i krzyknął: ''Berek''!
-No to mamy problem. Hydra wszczepiła mu syndrom dzieciństwa, czyli że zachowuje się jak dorosły w wieku pięciolatka. Będzie chciał się bawić. Podczas gdy wy wymyślicie jakąś spokojną zabawę my weźmiemy sprzęt potrzebny do usunięcia tego blaszaka który był przyczepiony do ręki.
-Tylko pamiętajcie macie robić wszystko co on chcę bo jeśli będzie się denerwował to wybuchnie niszcząc wszystko w promilu czterech kilometrów. To jest straszne , ale musimy dać radę.-ostrzegł Nick.
-Ahaa...czyli mamy do czynienia z chodzącą bombą tykającą która nazywa się : ''Samuel-chodząca bomba''. Świetnie! Jeden fałszywy ruch i już nie żyję!-dramatyzował Jim.
Stella go trochę uspokoiła dając mu buziaka w policzek, następnie bawiliśmy się ze Samuelem w to co chcę i w berka i w klasy, poszukiwaczy skarbów, dwa ognie, bitwę na poduszki i dobry/zły gliniarz. To wszystko trwało trzy dni, w końcu się wściekłam kazałam reszcie agentów wyjechać  z willi i zostałam sama mając pomoc od Nicka i Molly. Zostaliśmy we trójkę. Wymyśliłam zabawę którą nazwała się ''Bądź cierpliwy a dostaniesz cukierka''-wiem to głupie, ale zabawa polegała na tym że Samuel udawał że ma do siebie przywiązaną bombę która może w każdej sekundzie wybuchnąć, jeśli wytrzyma do końca odinstalowania tej tykającej bomby dostanie worek słodyczy. On myślał że to zabawa a to było naprawdę tyle że zastępca dyrektora Bena nie był tego świadomy. Reszta agentów wyjechała w promilu sześciu kilometrów a my próbowaliśmy usunąć bombę. Akcja trwała trzy i pół godziny, i się wszystko udało. Na szczęście.
 
 Trzy dni później z okazji udanej pierwszej misji po moim powrocie urządziliśmy małą imprezę która trwała cały dzień i całą noc. Puszczano fajerwerki, był różnorodne napoje , robiliśmy sobie fotki nawet przybył Ben-sam dyrektor agentów.
 
 
Ten dzień był wyjątkowy. Super się bawiliśmy. Nick był taki pijany, że nie wiedział co się w około dzieje, tak samo Jim, John i Kevin. Ja , Stella, Molly i Kate urządziliśmy im małe psikusy. Nicka obsmarowaliśmy bitą śmietaną a Jima przywiązaliśmy go kilkadziesiąt centymetrów nad wanną w której znajdowała się lodowata woda, Johna postanowiłyśmy oszczędzić a Kevin wystawiliśmy na dmuchanym materacu w basenie na polu, a same poszłyśmy szczęśliwie spać. Następnego dnia Nick wstał , popatrzył do lustra i zaczął krzyczeć, tak głośno że aż wszystkich obudził.

 

 Jim to dopiero się wściekł tak strasznie się darł że myśleliśmy wszyscy że spadł do wanny w której leżał trup, ale był wściekły. Gdy mężczyźni się już osuszyli poszli do salonu i przepytywali wszystkich kto im to zrobił. Ja i Stella przechodziłyśmy korytarzem i nagle zawołał nas Kevin z Jimem, którzy siedzieli na kanapie i oglądali telewizję.
-Wiemy że to wy to zrobiłyście. Ty Stella nienawidzisz mnie. My się odegramy. Prawda Kevin?-oskarżył mnie i Stelle podenerwowany Jim.
-Odegracie się?!-ślina nam przeszła przez gardło i spojrzałyśmy równo na siebie.
 http://i.imgur.com/nBlIJ1o.gif
-Tak odegramy się.-przytaknął Jim.-Kevin do boju!
Jim ryknął i wraz z Kevinem złapali mnie i Stelle przerzucili przez ramie i razem z nami wskoczyli do basenu.



CIĄG DALSZY NASTĄPI.....WYBACZCIE MI ZA TAK MARNĄ CZĘŚĆ, ALE TO JESZCZE NIE KONIEC OPOWIADANIA PT. ,,W CIENIU PRAWDY''

piątek, 4 września 2015

''W cieniu prawdy''

                              Część 96
 -Gdzie on jest?!-powtarzał już któryś raz z rzędu zdenerwowany John.
-Ale kto?-spytał nie rozumiejący nic Nick.
-No jak kto?! Ten zdrajca Kevin i Megan. Miał ją tu przyprowadzić.-John uważał że Kevin go okłamał i najwyraźniej uciekł nie szukając mnie.-Jeśli uciekł to będzie miał kłopoty. Zapomniał że mamy jego siostrę.
-Uspokój się John! Mam dość tych twoich bezpodstawnych oskarżeń. Nie wiesz co się dzieje. Może właśnie z nią wraca.-sama nie wierząc w co powiedziała , Kate próbowała uspokoić Johna.
-Nie ma go już trzy dni. To tchórz.-oznajmił John bardzo przekonująco.
Nie dość że Kevin był uwięziony w Avandii to ja miałam brać ślub już za parę godzin. Do tego czasu Evelin-królowa Avandii zamknęła mnie w domu pod okiem dwóch dobrze zbudowanych, muskularnych mężczyzn.
Podeszłam do drzwi i poprosiłam tych ''ochroniarzy'' by przynieśli mi wodę i trochę jagód z lasu. Oni byli dość tępi , dali się łatwo podejść. Gdy odeszli, wzięłam wsuwkę do włosów i zaczęłam kręcić nią w zamku aż udało mi się otworzyć drzwi. Po cichu chciałam się wymknąć z tego domu. Zauważył mnie przechodząc tamtędy Louis. Zaczęłam uciekać w przeciwną stronę, ale doganiając mnie chwycił swoimi silnymi rękoma moją rękę i przytrzymując mnie powiedział bym się go nie bała, bo nic mi nie zrobi. Trudno było uwierzyć komuś kto dotychczas mnie okłamywał. Louis puszczając mnie spytał dlaczego chciałam uciekać mimo że wiem, że się z stąd wydostanę. Odpowiedziałam że chciałam się zobaczyć z Kevinem za nim weźmiemy ślub.
-Aha. Rozumiem cię Megi, ale niestety nie możesz.-przypomniał Lou.
 
-Wiem. Przecież nie ucieknę, bo nie mam szans. Skoro ja tobie ufam to i ty mi zaufaj. Pragnę tylko by go zobaczyć i z nim porozmawiać wytłumaczyć niektóre sprawy. Bym mogła zacząć wszystko od nowa...z tobą Lou.-łgałam ,ale bardzo przekonująco.
-No dobra, zgadzam się. Tylko est jeden warunek będę uczestniczył w tej rozmowie. Na wypadek gdyby coś głupiego przyszło ci do głowy.-podał nie pasujący mi warunek. -Za trzy godziny bierzemy ślub. Uśmiechnij się.
-Spróbuję. To co, idziemy?-spytawszy Louis rozglądając się chwycił mnie znów za rękę i zaprowadził do podziemi gdzie znajdowały się jakieś stare magazyny i pomieszczenia z jakimiś narzędziami i towarami jak jedzenie, ubrania i tym podobne. Gdy stanęliśmy już przed dużymi żelaznymi drzwiami za którymi znajdował się Kevin spytałam Louisa czy mógłby przed drzwiami zaczekać. Nie było łatwo go przekonać, ale jednak się ''złamał'' i dał się przekonać.
 
Potem otworzył mi drzwi i wchodząc do środka zauważyłam leżącego na ziemi skulonego Kevin. Podbiegłam do niego i klęcząc nad nim położyłam rękę na plecach. Kevin czując to, obudził się i szybko zeskoczył.
-Kevin spokojnie. To ja Megan. Co ci się stało? Kto cię tak urządził?-mówiłam czułym głosem widząc jego siniaki i jakieś rany po twarzy.
-A jak myślisz Meg? Ci twoi przyjaciele. Zwłaszcza ten blondyn-twój narzeczony...tak mi się zdaje. -mówił jęcząc z bólu.
-Czemu jesteś na mnie taki wściekły?-spytałam podając mu butelkę z wodą.
Wypijając pół butelki odłożył ją na bok i ze złością zaczął mówić trzymając się za brzuch.
-Bo to nie ciebie biją i duszą cię jakąś mocą.
-Uważasz że ja ich zmusiłam by cię tak traktowali?
-Tak! Znaczy nie!
-Wiesz co? Nie potrzebnie tu przychodziłam. Idę!
-Zaczekaj! Meg! Nie chciałem, przepraszam.
Kevin wstał szybko i zatrzymał mnie. Postanowiłam mu dać jeszcze jedną szansę siedliśmy na podłodze i zaczęliśmy rozmawiać. Wyjaśniliśmy sobie wszystko co dotyczyło jego siostry, agentów , Hydry oraz Avandii. Chciałabym zawrócić czas i zmienić kilka rzeczy. Dużo się zmieniło od momentu gdy dowiedziałam się że Kevin nas zdradził dla Hydry (wtedy jeszcze dla mojej matki) ,teraz mówiąc Hydra mam na myśli Marię Hand lub w ogóle całą tą ich organizację.
-Megan wybaczysz mi wszystko co ci wyrządziłem?-spytał Kevin.
Nie usłyszał jednak odpowiedzi ponieważ wszedł Louis i zabrał mnie z powrotem do domu bym się ogarnęła trochę przed ślubem i bym coś zjadła, a sam wrócił co magazynu i używając mocy uniósł kilka metrów nad ziemią Kevina i groził mu mówiąc by się do mnie nie zbliżał.
-Louis myślisz że Megan cię kocha? Mylisz się. Jej serce wypełnia ktoś inny.-wykrztuszając słowo po słowie powiedział Kevin.
-Masz na myśli siebie Kevin? Jesteś oszustem, kłamcą, mordercą i nie wiadomo kim jeszcze. Tylko ją ranisz.-odpowiedział Lou puszczając Kevina na podłogę.
Wymawiając te słowa wyszedł zamykając drzwi za sobą, i potem poszedł przyszykowywać się na ślub.
Uważałam że Louis przywiązuje przesadnie wielką wagę do tego naszego ślubu który miał się odbyć za jakieś cztery czy pięć godzin. W ciągu tych czterech godzin może się zdarzyć wszystko. Nagle do domu wszedł Louis który zastał mnie jedzącą obiad. Siadł koło mnie i życzył mi wszystkiego najlepszego, a następnie poprosił jak skończę jeść obiad bym wyszła na zewnątrz bo Evelin chcę się ze mną spotkać. Ja szybko zjadłam wzięłam kurtkę i siadłam na ławce koło Evelin. Prawdę mówiąc bałam się jej trochę po tym co ostatnio zrobiła. Królowa Avandii chciała przeprosić mnie, nie chciałam się już kłócić i żyć w zagniewaniu więc przyjęłam przeprosiny i zmieniłyśmy temat. W tej samej chwili Hydra i jej ludzie oczywiście bez mojej mamy-Margaret weszli na pokład samolotu w którym dowożono do Avandii jedzenie i ubrania. W taki sposób dostali się na drugą stronę , na stronę po której znajdowała się Avandia. Wojownicy rozproszyli się po różnych stronach i po cichu atakowali mieszkańców krainy. W końcu dostali się do miasteczka a dokładniej do miejsca w którym obecnie znajdowaliśmy się. Kilkunastu żołnierzy zaczęło walczyć z niezwykłymi ludźmi. Louis wybiegł z domu, Merlin pojawił się w kilku sekundach wszyscy starali się pokonać ludzi Hydry, ale nie było łatwo.
 
 Hydra , Garet i kilku ludzi weszli do pałacu królowej by wykraść jakiś eliksir który dawał wieczną młodość. W pewnej chwili ktoś wymierzył w Evelin szybko wstałam by ją uchronić , ale nie udało mi się postrzelił ją. Zaczęła krwawić, chociaż że była nieśmiertelna,ale żeby być nieśmiertelną musiała kogoś zabić i ''wysysać'' mu duszę wraz z mocą.
 
Bardzo szybko zaczęła tracić siły. Gdy już wszystkich zabiliśmy postanowiliśmy schwytać Hydrę z Garetem i eliksirem. Louis w raz z Merlinem pokrzyżowali jej plany i odebrali eliksir ale jej i Garetowi udało się zwiać. Zresztą jak zwykle. W krzakach zauważyłam wojownika Hydry zaczęłam go gonić, on złapał za broń i zaczął we mnie celować, a ja mu rozwaliłam broń w dłoni i go na końcu zabiłam. Chwilę później położyłam dłonie na ranie Evelin i podarowałam jej trochę swojej mocy.
 

 Odzyskała w kilku minutach sprawność i dziękowała mi za uratowanie życia. Ja po oddaniu połowy mocy czułam się słaba i zemdlałam. Merlin zabrał mnie na ręce i przeniósł mnie do pałacu królowej w którym byłam pod stałą opieką i w którym leżałam trzy dni.
Gdy odzyskałam już siły poszłam do gabinetu matki Louisa by porozmawiać o tym co się stało dwa dni temu. Królowa była mi bardzo wdzięczna za to co uczyniłam więc podjęła nie łatwą decyzję. Chwyciła mnie za rękę i kazała mi zaczekać w swoim domu. Z początku była bardzo tajemnicza , ale później u progu drzwi zobaczyłam stojącego Kevina.
 
 Ucieszyłam się i go przytuliłam. Później spytałam się Evelin co to ma znaczyć.
-Megan jestem ci bardzo wdzięczna , byłam by niesprawiedliwa gdybym kazała ci wziąć ślub z osobą którą nie kochasz. Więc dlatego ty i twój ukochany-Kevin odzyskujecie wolność. Podjęłam tą decyzję wraz z Louisem i Merlinem. Tylko pamiętajcie że możecie tu wpadać kiedy tylko chcecie. A za nim odejdziecie zorganizowaliśmy festyn na pożegnanie. Mam nadzieje że zostaniecie.-wytłumaczyła Evelin-królowa Avandii.
Ja i Kevin podjęliśmy decyzję że zostaniemy na imprezę pożegnalną. Już wieczorem wszyscy świętowali. Cała Avandia była wystrojona lampionami i kwiatami. Ja i Kevin tańczyliśmy, śmialiśmy się i jedliśmy. Potem zaprowadziłam go nad ''Jezioro Kwitnącej Wiśni'' tam siedzieliśmy z dala od zabawy i wpatrywaliśmy się w przepięknie oświetlone jeziorko. W pewnym momencie przyszedł Louis i wręczył mi amulet.
 
-Pamiętaj Megan gdy będziesz potrzebowała pomocy to weź go do ręki i skup się wtedy na pewno się zjawie. -oznajmił Lou wręczając mi przepiękny amulet. -A ty Kevin miałeś rację.
Louis odszedł zostawiając nas samych .
-Kevin o czym mówił Lou? W czym miałeś rację?-spytawszy czekałam na odpowiedź , ale się nie doczekałam.
Gdy zabawa dobiegała końca Evelin ogłosiła tak zwane ''puszczanie marzeń''. Polegało to na tym że każda osoba czy para , wybierała sobie jakiś lampion pisała karteczkę z marzeniami i przyklejała ją na ten lampion i palący się lampion puszczano po rzece czy jakimś jeziorze. To był widok niezapomniany. Gdy impreza się skończyła poszliśmy spać do swoich domów, Kevin spał u mnie w salonie. Z samego rana poszliśmy się jeszcze raz pożegnać z królową Avandii, Merlinem i Louisem , chwilę później Evelin wręczyła nam złoty klucz który był kluczem do bram Avandii. Biorąc plecak z jedzeniem, pieniędzmi i piciem wyruszyliśmy w drogę, w której trochę pomógł nam Merlin. Złapaliśmy się go i kilka sekund później znaleźliśmy się na pobliskiej drodze prowadzącej na lotnisko. Z stamtąd wsiedliśmy na pokład samolotu i polecieliśmy z powrotem do Nowego Jorku. Do miasta dotarliśmy po dwóch dniach podróży, potem wzięliśmy taksówkę i zmęczeni wędrówką dojechałam wraz z Kevinem do bazy w której znajdowało się resztę członków agentów. Byłam już wyczerpana już miałam położyć się przed samym wejściem do bazy, ale zauważyłam Johna. Zawołałam go i płacząc podbiegając, utuliłam ojca ze wszystkich sił jakie jeszcze miałam. On się także aż popłakał.
 https://33.media.tumblr.com/4960ed09bc0817dc71ee3586698251e6/tumblr_ndumlt6khi1rck739o3_500.gif
-Wróciłaś Megi. Kochana córeczko wróciłaś! Kocham cię!-radował się John.
-Tato tak wróciłam, ale to wszystko dzięki Kevinowi. Gdyby nie on to bym nigdy nie wróciła do was.-mówiąc to nie mogłam się oderwać od niego.
-Tęskniłaś coś za staruszkiem?-spytał John.
 -Taaak...Bardzo..-kiwałam głową.

Brakowało mi jego tak jak Nicka, Molly, Jima i Kate. Chwilę późnej John podziękował Kevinowi za pomoc w uratowaniu mnie i zebrał wszystkich. Poznałam siostrę Kevina Miriam, oraz Stellę- doskonałą wojowniczkę i Joego który mieszkał niegdyś w Avandii. Wszyscy siedliśmy w końcu razem w salonie i tak noc dopiero się rozpoczynała. Miałam dużo do opowiadania więc nie zwlekałam z tym, rozpoczęłam opowiadać wszystko od początku.
-Wtedy jak uciekłam przed Marią Hand trafiłam wtedy do chatki w lesie tam pomógł mi dobry mężczyzna....

poniedziałek, 13 lipca 2015

,,W cieniu prawdy''

                                 Część 95 
W końcu dotarłam! Dotarłam do jakieś drogi. Nie zastanawiając się przyspieszyłam by wyjść na drogę, lecz gdy byłam zaledwie trzy kroki od drogi okazało się że nie mogę wyjść. Tak jakby był jakiś niewidoczny płot. Nie wiedziałam co tu jest grane. Szłam trzy dni i na darmo? Byłam wściekła. Nagle usłyszałam jakieś kroki. Obróciłam się do tyłu i zobaczyłam za mną stojącego Louisa.
-Co tu robisz Louis?
-Mógłbym o to samo zapytać Megan.-odpowiedział Lou.-Szedłem za tobą cały czas. Myślałaś że się z stąd wydostaniesz? To jesteś w błędzie. Z stąd nie ma drogi powrotnej.
-A ty? Co robiłeś w Nowym Jorku?-spytałam.
-Bo ja jestem z tych co mogą tam iść. Mam specjalny klucz do tego. Jestem synem Evelin. Znam ją zbyt dobrze. Jeśli powiedziała że ty i ja pobierzemy się to tak będzie. Czy ci się to podoba czy nie.-mówił Louis.
Ja czułam się jak więzień, jak rzecz którą można pomiatać. Doszłam to tego ''płotu''. I widząc jakieś osoby po tej drugiej stronie próbowałam wołać, widząc to , Louis rzekł:
-Nie wysilaj się. Oni cie nie widzą ani nie słyszą.
-O Boże!
-Co? Wiem że to straszne Meg, ale...
-Zamknij się! To Hydra! Co ona tu robi?
-Twoja mama?
-Tak. Znaczy nie! Prawdziwą Hydrą jest nasza dyrektorka agentów. Ta z pasemkom. Pewnie mnie odnalazła.
-Klucz?!
-O jakim kluczu znów mówisz Louis?
-Klucz który trzyma w ręce. On prowadzi do Avandii. Jeśli ona i jej wojsko się tu dostaną, to zniszczą całą krainę.
-No właśnie. Ponoć Avandia to miejsce które nie znajduje się nigdzie na Ziemi. To w takim razie co Hydra robi w Avandii? Louis wytłumacz mi to bo ja nic nie rozumiem.
-Avandia leży w Azji a dokładnie w Chinach. Evelin stworzyła tą krainę. 
-Okłamałeś mnie. Jak mogłeś?! Nienawidzę cię Louis! Jesteś taki jak Kevin!
-Proszę cię Megi, nie krzycz. Musimy odzyskać klucz.
-A ja Louis muszę zobaczyć Johna i resztę! 
-No dobra. Ja ci pomogę się z nimi zobaczyć a ty pomożesz mi odzyskać klucz. Zgoda?
-Zgoda! Więc nie ma na co czekać. Ruszajmy Louis!
Louis otworzył to przejście. Hydra i jej ludzie gdzieś pojechali a myśmy tymczasem szliśmy jej śladem. Gdy już odkryliśmy gdzie Hydra się znajduje , stanęliśmy i chowając się w lesie rozpaliliśmy ognisko by coś zjeść, odpocząć i się napić, a przede wszystkim by wymyślić plan. Nie było łatwo walczyć z Hydrą zwłaszcza że miała bardzo dobry sprzęt i doskonale wyszkolonych ludzi, a my byliśmy śmiertelni. Hydra znajdowała się w dużym opuszczonym domu który sobie odnowiła. W tym samym czasie Hydra (Maria Hand) zadzwoniła do Johna, w sprawie klucza. Miała dla niego i dla agentów propozycję. Małą zamianę. Po długiej rozmowie wszystko sobie wyjaśnili.
-Dobrze rozumiem Hydro? Oddasz nam klucz za mnie? A do czego jestem ci potrzebny?
-Tak. Znasz mnie John ja zawsze dotrzymuje słowa. Będę miała wielką satysfakcje goszcząc cię w moim imperium. Więcej nie mogę zdradzić. Powiem tylko tyle, po twojej wizycie u mnie będziesz dla mnie pracował.
-Co do tego nie byłbym tego taki pewny. Ale zgoda. Będziemy w Chinach najszybciej jak się da.-mówiąc to John się rozłączył, a Hydra była szczęśliwa. 
Kate spytała czego chciała, lecz John z opadłą minął nic się nie odezwał, rozkazał tylko by Kate przygotowała samolot.
-Jedziemy do Chin a tu masz dokładne namiary. Nick, Molly, Joe i ty Stella-zostajecie. Kate będziesz pilnować samolotu nigdzie się nie ruszysz, a ty Miriam, Kevin, Jim, Spider i ja lecimy.-mówiąc to John dał namiary dokładne Kate i razem z resztą wsiadł do samolotu. 
 
W końcu wystartowali. Kate dała moc na full , John nie żałował pieniędzy dla niego liczyłam się tylko ja, zresztą tak jak dla Kevina. Jim pił piwko w salonie razem ze Spiderem, Kate i John sterowali a Miriam i Kevin siedzieli w pokoju i rozmawiali. 
-Braciszku nie denerwuj się tak.
 
-Jak mam się Miriam nie denerwować? Tu chodzi o Megan życie! Ta wiedźma Hydra kombinuje coś. 
-Nie Kevin, tu nie chodzi o Megan.
-Że co? Nie rozumiem. 
-Tu chodzi o twoją miłość.
-Miriam nie mówmy o tym. Kiedy Megi wróci i wybaczy mi to od razu się jej oświadczę. Cały czas noszę przy sobie pierścionek zaręczynowy. 
-A co jeśli ci nie wybaczyła? Co wtedy Kevin zrobisz?
-Nie wezmę ślubu do końca życia. Tylko ją mam w sercu i tylko ją poślubię. 
-Nigdy cię takiego nie widziałam. Braciszku ty ją chyba naprawdę kochasz. Mam nadzieje że na ciebie zasługuje. 
-Miriam nie mów tak, to ja na nią nie zasługuję. To ja ją skrzywdziłem i to ja powinienem tyle wycierpieć co ona.
Ja siedziałam z Louisem pod drzewem i czekałam aż przestanie padać. Louis nie był taki zły. Lubiłam go, ale tylko lubiłam , nic więcej. On był przeciwieństwem Kevina a mimo to wolałam mojego Kevina, przez którego się strasznie wycierpiałam nie wiem czemu mu wybaczyłam i czemu go kocham...tu można by było bardzo długo mówić. John i reszta już prawie dolatywali do Chin a my-ja i Lou widząc patrolujących teren ludzi Hydry musieliśmy uciec, trochę dalej. Niestety nie udało się nam uciec niespostrzeżenie , żołnierze nas zauważyli i zaczęli nas gonić. Chwilę później samolot wraz z agentami wylądował. Wszyscy prócz Kate wyszli z pokładu i udali się na spotkanie z Hydrą. Jeden z żołnierzy mnie postrzelił, zaczęłam krwawić. Lou załatwił ostatniego przestępce a potem klęknął nade mną ,złożył ręce i używając swej mocy po prostu uzdrowił mnie. Dziękując mu , wstałam i wracaliśmy w stronę domu w którym przebywała Hydra. Co dziwne nie zauważyłam nigdzie Margaret (moje matki i byłej można powiedzieć Hydry), zapewne została w Nowym Jorku by dopilnować interesów. 
-Witaj Hydro!-wchodząc do gabinetu przywitał się z niezadowoleniem John.
-Widzę że dotrzymałeś umowy. O to twój klucz. Zanieś go swoim ludziom i potem wróć. I tak nie uciekniesz.-dając Johnowi klucz Hydra gdzieś wyszła. Prawdopodobnie uciekła.
Wychodząc z domu rozkazała wszystkich zabić. Nic tu nie pasowało. Oddała klucz i kazała wszystkich zabić, to nie w jej stylu. Żołnierze Hydry rzucili się do walki. John i reszta rozdzielili się, jakoś tak wyszło że Miriam i Jim poszli w inną stronę a John z Kevinem w inną. Walka trwała. 
 
-Kevin jest ich za dużo nie wiem czy wyjdziemy z tego cało. Więc masz tu klucz i w razie czego ,gdy sytuacja się skomplikuje to bierz klucz i biegnij ile sił masz w nogach potem skontaktuj się z tym Szaleńcem on ci wszystko powie. Tylko obiecaj że wrócisz z Megan. 
-John co się stało że aż tak mi ufasz? Nie boisz się że przez przypadek zastrzelę ci córkę, albo ją porwę?
-Wierze ci. Zmieniłeś się i to widać. To co było już nie wróci, każdy popełnia błędy a moja córka cię kocha. Zawsze traktowałem cię jak syna więc...Więc nie będę się ingerował w wasze życie, ważne by Megan była szczęśliwa. Ja nie jestem już młody...mniejsza o to. Daj z siebie wszystko Kevin!
Kilka minut po słowach wypowiedzianych przez Johna jeden żołnierz się pojawił i wymierzył w Kevina , na szczęście John zauważył to i odpowiednio zareagował. Zastrzelił mordercę. Ja wraz z Louisem dobiegłam do tego domu, zobaczyłam samolot agentów więc szybko weszłam do niego i podbiegłam do Kate. Kate widząc mnie rozpłakała się chyba pierwszy raz w życiu i podbiegając do mnie przytuliła mnie do siebie tak mocno że myślałam że mnie udusi. Potem spytałam się gdzie jest reszta, Kate odpowiedziała że poszli walczyć z Hydrą by odzyskać klucz który doprowadzi nas do mnie.
-Dobra Kate to zostań tutaj. Jak wrócę to wszystko opowiem, a teraz lecę im na pomoc. Nie dadzą sobie rady.-mówiąc to wybiegłam z pokładu samolotu i wraz z Louisem popędziłam do środka budynku. 
 
 Już przy wejściu czekało na nas kilku uzbrojonych żołnierzy. Szybko pokonaliśmy ich, nie sprawiało mi to trudności mając moc. To chyba kolejny plus posiadania jej. Nagle na naszej drodze wyrósł jak z podziemi Spider. 
 
 
Nie wiedziałam wtedy że on już pracuje dla agentów więc przestraszyłam się. 
-Meg odszukaj swoich a ja go zatrzymam!-krzyknął Louis zatrzymując Spidera.
Ja biegłam szukać resztę. ekipy. 
-No to blaszany stworze się policzymy.-zaczynając używać mocy , Louis uniósł Spidera do góry i chciał go zadusić swoją mocą. 
Louis był silniejszy od Spidera, może dlatego że Spider miał wstrzykniętą moc a Louis naturalną. 
 

 
Biegłam po korytarzach szukając ojca , nie wiedziałam że Kevin też walczy. Poza tym dużo rzeczy nie wiedziałam. W pewnej chwili wybiegłam z korytarza i zauważyłam walczącego Johna i Kevina nie mogłam w to uwierzyć. 





-Tato!-krzycząc zaczęłam iść do niego.
Szybko się odwrócił wraz z Kevinem. Mina Kevina była bezcenna. Kevin dobił ostatniego na swej drodze przeciwnika a John zaczął biec w moją stronę. 
-Kevin kocham cię...tu obok jest Avandia...kocham was obu.-miałam już się przytulić do Johna gdyż na mojej drodze pojawił się Merlin. 
-Nieeee....!-krzycząc złapał mnie i zabrał do Avandii tak jak Louisa. 
 
-Niech to! -krzyknął John.
W pewnej chwili wyskoczył znienacka morderca który wymierzył w Johna tym razem Kevin uratował go, bo gdyby John chciał strzelić to było by za późno. Wściekły Kevin że znów mnie stracił zaczął kopać w nieżywego żołnierza. W pewnej chwili Kevinowi spłynęła łza po policzku, którą bardzo szybko wytarł. 
-Kevin przestań kopać nieżywego. To nic nie da. Zostaw!-uspokajał go opanowany John. 
Nagle z korytarza przybył Jim oparty na ramieniu Miriam. Okazało się że Jim ma postrzeloną nogę i nie da rady walczyć. 
 
Kevin zrobił tak jak John kazał mu na początku. Wziął ten złoty klucz i poszedł się przebrać do samolotu a chwilę później udał się do krainy zwaną Avandia. Skontaktował się do Joego Billa (Szaleńca) , który mu wszystko wytłumaczył, tymczasem reszta jeszcze dokańczała zadanie. Wychodząc z budynku zobaczyli leżącego na podłodze Spidera który stracił siły. Wzięli go do samolotu i opatrzono, potem do Chin sprowadzili Nicka, Molly i Stelle którzy mieli przybyć na następny dzień. Kevin znalazł miejsce w które włożył klucz. Wyciągając go wszedł do ''środka''. Okazało się że Kevin znalazł się na pięknej polanie ''Tysiąca Kwiatów'', więc nie musiał szukać mostu. 
 

Nie czuł się bezpiecznie, więc rozglądając się trzymał broń w rękach. Ja tymczasem wraz z Louisem wylądowaliśmy przed obliczem królowe Avandii a zarazem mamą Louisa -Evelin. 
 
Była wściekła na nas, nie wiedziała jak ma nas ukarać, krzyczała że czy nam się to podoba czy nie pobierzemy się. Ja jej wykrzyczałam że kłamała w sprawie Kevina, że on mnie kocha bo mnie szuka. Evelin słysząc niegrzeczne zwroty wobec jej, wstała z krzesła i uderzyła mnie w twarz przy tym używając swojej mocy. Tak mnie uderzyła że wyleciałam przez ścianę i znalazłam się na drodze. 
 
 -Coś ty zrobiła Megi? Ona nie jest niczemu winna!-krzyczał Louis wybiegając z jej gabinetu. Chciał mi pomóc, lecz go odepchnęłam i z płaczem pobiegłam do miejsca które najbardziej lubiłam. Była to ''Polana Tysiąca Kwiatów''. Siadłam tam na kamieniu i płakałam. W pewnym momencie Kevin widząc mnie opuścił broń i zachodząc mnie od tyłu złapał mnie za ramię. Przestraszywszy się szybko wstałam. Obróciłam się i zobaczyłam go-uroczego Kevina o pięknych brązowych oczach, nadal w tych oczach był jego blask, jak promień słońca. Bez słowa przytuliłam się do niego , potem wycierając łzy prosiłam by mnie z stąd wziął że nie chce ślubu z Louisem. On powiedział żebym poszła za nim. Niestety plany pokrzyżowało nam przybycie Merlina, Evelin oraz Louisa. 
-No Synu zabierz ją i zamknij w domu. Nie pozwól jej wyjść. -rozkazała Evelin.
-Co wy robicie? Nie! Nie róbcie mu krzywdy! Zostawcie go! Nieeee...! Puść mnie! Louis! Słyszysz co do ciebie mówię?! Puść mnie!-krzycząc próbowałam się wyrwać, lecz Lou był silniejszy ode mnie. Zaczął mnie ciągnąć do domu. 
Kevin próbował się bronić, ale to na nic. Evelin razem z Merlinem zabrali Kevina do więzienia i powiedzieli jeżeli kocham Kevina to mam wyjść za Louisa , bo jeśli tego nie uczynię to Kevin zginę śmiercią okropną. Zgodziłam się płacząc w domu. Teraz zrozumiałam że ta piękna kraina która mogła być rajem okazała się piekłem. Teraz przydało by się przysłowie : ''Nic nie jest takie na jakie wygląda''. Idealnie pasowało do mojej sytuacji. 

,,W cieniu prawdy''

                             Część 94
Już z samego rana akcja trwała. Wszystko szło zgodnie z planem. Nick dostał pracę i od razu ''monitorował'' każdy zakątek. Chwilę później trzech policjantów wyszło z psychiatryka na przerwę i Kevin z Jonem oraz z Jimem załatwili ich i przebrali się w ich stroje. Potem weszli do środka budynku i szukali sali w której znajdował się Joe Billi. Znaleźli ją w końcu. Koło drzwi do jego pokoju było sześciu policjantów tak jakby był jakimś seryjnym mordercą lub kimś innym ważnym. 
-No w końcu przyszliście.-rzekł jeden z policjantów do agentów. 
-No tak. Ten no...dyrektor was wzywa do siebie. Prosił byście szybko przyszli. Jest wściekły.-kłamał Kevin.
-Dobra no to idziemy. A wy pilnujcie tego szaleńca. Zaraz wrócimy.-mówiąc to policjanci wszyscy poszli zostawiając nas samych.
Nie czekając ani chwili , weszli do środka i wytłumaczyli sytuację Billemu a potem wyprowadzili go bezpiecznie z psychiatryka przebierając go w strój lekarza. Tak udało się im uwolnić maniaka. Nick powrócił i wszyscy wsiedli do mini samolotu i wystartowali lecąc do Nowego Jorku. Tam mieli wszystko uzgodnić. Hydra cały czas ''siedziała na ogonie'' agentom. Miała pewne dużo wiadomości skoro dowiedziała się o Billim. Ja tymczasem siedziałam oglądając dalej stare zdjęcia. To co powiedziała Evelin nie dawało mi spokoju, musiałam się upewnić że tak naprawdę jest. Postanowiłam zrobić to co już wcześniej planowałam, postanowiłam się wybrać do tej bramy i przejść przez ten olbrzymi most by się przekonać co jest po drugiej stronie go. Może jakieś wyjście? Tego nie wiedziałam, ale wiedziałam co mnie spotka jeżeli się nie przekonam czy to prawda z tym Kevinem i jakąś dziewczyną. Jeśli bym jednak nie chciała tego udowodnić to tu w Avandii czekał by mnie ślub z osobą której nie kocham, a uważam ją za swoje rodzeństwo którego przecież nigdy nie miałam. Potem pewnie ''szczęśliwa'' rodzinka aż do śmierci...po prostu wspaniale! Tego jednak nie chciałam. Kochałam Kevina mimo wszystko, byłam mu wstanie wybaczyć wszystko by tylko ze mną był. Wiedziałam że ta droga którą zamierzałam przebyć nie była krótka. Tylko ta droga mogła mnie doprowadzić do prawdy. Podczas gdy się przygotowywałam do podróży agenci byli już blisko Nowego Jorku. Joe Billi siedział na fotelu i wpatrywał się już prawie dwie godziny w podłoże. Wszyscy mu się przyglądali jak na jakiegoś wariata. 
 
Miał długie brązowe włosy i długą nieogoloną brodę. Był ubrany w biały  strój. Długie do kostek białe spodnie i biała koszulka z krótkim rękawkiem. Poza tym był boso, bez butów. 
-Po co nam jakiś psychol który ani słowa się nie odezwał?-wyszeptał Jim.
-Nie jestem psycholem jak mnie młody człowieku nazwałeś. Tylko jestem ciekawy do czego jestem wam potrzebny?-przemówił po paru godzinach Joe. 
-Witam pana. Cieszę się że pan się odezwał. Nie wiemy gdzie jest nasza...znaczy się moja córka. Zaginęła a w pamiętniku który znaleźliśmy było napisane miejsce o nazwie...-John ledwo co powiedział a Joe już wiedział o co chodzi.
-O nazwie Avandia. Wiem gdzie to jest. To pańska córka musi być z tych które posiadają moc. Nie będzie łatwo się z Avandii wydostać. To bardzo trudne zwłaszcza że niejaki Merlin on wszystko wie co się dzieje, nic się przed nim nie da ukryć. Stary dureń jeszcze żyje...-zaczął opowiadać z niechęcią Joe Billi. 
-Merlin? On to jakiś czarodziej czy coś?-zdziwiła się Molly.
-No coś w tym stylu. To taki człowiek bez oczów i brwi. Posiada moc przemieszczania się. Czyli nie potrzebuje samochodu, samolotu czy roweru. W kilka sekund może znaleźć się w dowolnym miejscu na Ziemi. Ma jakieś zmysły dzięki  którym potrafi wyczuć mniej więcej co się dzieje. W Avandii rządzi królowa-Evelin. Piękna kobieta lecz gdy się jej zajdzie za skórę to...-opowiadał z przejęciem. 
-No dobra do rzeczy. Gdzie leży ta kraina? -spytał Kevin z niecierpliwością.
-No tak...Avandia-kraina marzeń...ona tak naprawdę nie istnieje.-odpowiedział Billi bardzo tajemniczo. 
-Nie rozumiem. W takim razie gdzie jest Megan?!-uniósł się Kevin.
-Nie ma takiego miejsca jak Avandia-bo to wymyślona kraina. Nie dla wszystkich. Nie wiadomo skąd ale niektórzy ludzie zaczęli mieć moce zaczęło się od rodziny królewskiej jej córka teraźniejsza królowa Avandii spostrzegła że posiada moc. Moc nieśmiertelności. Nikt nie miał w okolicy takiej mocy. Tak na marginesie historia ta rozpoczyna się w Chinach-Azja. Królewna zakochała się w śmiertelniku do tego który był sługą jej. Młoda księżniczka pragnęła być z nim lecz rodzice się nie zgadzali na to bo był przecież sługą a drugi problem wynikał z tego że dziewczyna była nieśmiertelna. Gdyby z nim wzięła ślub musiała by patrzeć jak umiera. Pewnego dnia wybuchła wojna którą wszczęli jej rodzice. To była krwawa wojna. Na oczach księżniczki zginął jej ukochany i rodzeństwo. Nie mogła wybaczyć tego rodzicom. Zakradła się do ich pokoju nocą i wbijając im sztylet prosto serce zmarli. Wtedy odkryła że może czerpać siłę z innych ludzi nie ważne czy zmarłych czy nie. Wystarczyło że przytrzymała ich i już ciągła z nich siłę to jest nie do opisania coś jakby wysysała im duszę. Musi to robić regularnie bo inaczej traci siłę. Miała dość wojny i cierpień których doznała, postanowiła że stworzy miejsce dla osób z mocą by mogły doznać szczęścia. I stworzyła udało się jej to właśnie Avandia. Miejsce w Azji a dokładnie w Chinach. Avandia jest oddzielona od świata. Jest otoczona takim jakby przeźroczystym płotem wysokim bardzo, nie da rady się go przekroczyć ani przelecieć nad nim. Evelin wprowadziła w nowej krainie własne reguły. Stworzyła raj dla niezwykłych osób. Ciała rodziców zakopała w urnach pod taką jedną bramą. Ma też moc uzdrawiania. Swojego ukochanego odkopała z ziemi i dała mu nowe życie był szczęśliwy do czasu gdy zapragnął tego życia w tych współczesnych czasach. Evelin się nie zgadzała , gdy on dowiedział że jaki z niej potrafi być potwór chciał uciec, lecz on został wygnany na zawsze do świata naszego...-opowiedział długą i straszną historię.
 Każdy z członków agentów wsłuchiwał się w tą historie tak jakby ona dotyczyła ich. Kevina nie obchodziła ta opowieść lecz cel tej misji. Za wszelką cenę chciał mnie uwolnić, z rąk Evelin. Molly rozmyślała aż w końcu spytała Billego. 
-Czy Evelin ukochanym jest pan?
-Tak, ja. 
-To straszne a czy pan ją nadal kocha?
-Molly zamilcz! Czy pan wie jak można się tam dostać , jak najszybciej?-podenerwowany Kevin zapytał. 
-Samolot z jedzeniem i piciem i z innymi potrzebnymi rzeczami wylatuje tylko raz na dwa miesiące. I w ten sam dzień zawsze dwudziestego. Tego dnia ten ''płot'' znika i można się dostać.-odpowiedział.
-Niech to diabli!-uderzył ręką o siedzenie. -Jest jakiś inny sposób by się tam dostać? 
-Nie, nie ma innego sposobu.-odpowiedział bez wahania.-Chociaż...klucz! Tak właśnie ci zaufani mają klucz dzięki któremu można ''otworzyć'' tą krainę.
-Gdzie on jest?-nabrał nadziei John. 
-Ja mam taki jeden. Jest w piwnicy w moim , a raczej w mojej żonie domu we Francji. -odpowiedziawszy John rozkazał Kate lecieć do Paryża do byłej żony Joego Billa. Joe w czasie lotu przebrał się i ogolił.
Ja tymczasem gdy się już słońce zaszło wyruszyłam na drugą stronę mostu. Przez most szłam godzinę w końcu doszłam. Miałam wrażenie jakby ktoś mnie śledził, ale nikogo nie widziałam. Droga była bardzo długa musiałam przejść przez wysokie góry. Liczyłam że będę szła przynajmniej z trzy dni. Nie poddawałam się, lecz już po czterech godzin chodzenia po górach miałam dość. Znalazłam po drodze jakąś jaskinie , weszłam do niej i postanowiłam tam przenocować. Rozpaliłam ognisko i zjadłam to co wzięłam ze sobą. Czułam się jak jaskiniowcy , albo wikingowie. Następnego dnia rano agenci raz z ''Szaleńcem''-tak nazwano Joego Billa przybyli do domu jego byłej żony. Zapukali do drzwi lecz nikt nie otwierał. Kevin chciał wyważyć drzwi , lecz mu się nie udało gdyż przybyła z zakupów kobieta.
 
-A to znowu wy.-rzekła.
-Tak. Emma mam do ciebie prośbę gdzie dałaś taki złoty duży dość klucz?-zapytał podchodząc do eksżony Szaleniec.
-Co ty tu robisz?! Już cie wypuścili? Nie wierze. Nie będziesz u mnie mieszkał. Wybij sobie to z głowy!-widząc swojego byłego , kobieta wpadła w furie. 
-Mi chodzi o klucz! Duży , złoty!-wykrzyczał Billi.
-Aha...no to chodźcie ze mną do piwnicy zaraz poszukamy. Jest w tej walizce czerwonej w pudełku z twoimi łachmanami.-odpowiedziała kobiet.
Schodząc po schodach do ciemnej i zimnej piwnicy Pani Emma zaświeciła światło i zaczęła przeszukiwać pudełka. Nagle Stella znalazła jakąś czerwoną walizkę. Spytała czy to ta i znając już odpowiedź wręczyła ją Szaleńcowi. Joe otworzył walizkę i zobaczył że tam nic nie ma.  Zdenerwowany zaczął się kłócić z byłą 
 
-Nie ma tu klucza! Gdzie on jest?!
-Nie ma.
-Jak to nie ma Emma?! Przecież tu było hasło! Kto to otworzył?!
-Hasło! Ha! Ale mi hasło: jeden, jeden, jeden. Trzy razy jeden! Nawet się nie wysiliłeś.
-Wiesz że mam problem z pamięcią! Gdzie on jest?! Gadaj kobieto! Gdzie jest klucz?!
-Sprzedałam. Była taka kobieta z muzeum i poszukiwała jakiś starych kluczy, i oferowała ładną sumę. Więc sprzedałam jej.
-Że co?! Mój klucz?! 
-Tak. Po co miał tu siedzieć skoro byłeś w wariatkowie?! I nie krzycz na mnie! Co to za kobieta była?
-Nie wiem. Wysoka, czarne włosy z różową pasemkom. 
-Ty głupia babo! Nie wiesz co straciłaś. I co ja w tobie widziałem?! Nic! Tylko plastik zamiast serca.
Kłócąc się Szaleniec się uspokoił i wychodząc z piwnicy trzasnął drzwiami. Wszyscy wrócili do mini samolotu i postanowili wrócić do Nowego Jorku. 
-Różowa pasemka może oznaczać tylko jedno-HYDRA!-oznajmił John.-Musimy jej odebrać ten klucz.
Ja tymczasem wędrowałam dalej. Skończyło mi się jedzenie, a woda powoli znikała z butelek. Bałam się że za nim dotrę gdzieś tam to zginę, ale pożyjemy, zobaczymy. Zobaczymy co czas nam przyniesie. 
 
 

niedziela, 5 lipca 2015

,,W cieniu prawdy''

                           Część 93
Agenci dotarli już do Londynu. Samolot-bazę zostawili w odpowiednim miejscu i potem planowali jak dostać się do najlepiej szczerzonego psychiatryka na świecie. Kevin pokazał swojej siostrze gdzie ma spać. Było nas już tak dużo że już prawie się nie mieścili. Kevin w samolocie zajął pokój który miał dawniej a Miriam-siostra Kevina wzięła mój dawny pokój. Chociaż że John nie był zadowolony, wolał by mój pokój pozostał pusty, ale co zrobić gdy już nie było miejsca. Jim spał w salonie, John w swoim gabinecie, Kate ciągle przy sterach a jak już coś to przy samochodzie Johna-''Loli''. Stella miała swój pokój, a Nick i Molly mieli wspólny pokój tyle że Molly spała na łóżku a Nick na podłodze. Kevin idąc korytarzem wszedł do mojego pokoju w którym była Miriam i siadł koło niej rozglądając się po pokoju. 
-Kevin a skąd się wzięło twoje zdjęcie w tym pokoju?-spytała Miriam.
-Długo by tu opowiadać.
-Jesteś moim bratem możesz mi wszystko opowiedzieć. Tyle lat cie nie widziałam a jak wróciłeś nie wspominałeś za dużo o tym co robiłeś kiedyś. Nie wiedziałam że byłeś agentem i w ogóle.
-Miriam proszę cię to nie czas na rozmowy o mojej przeszł..
-Co to za dziewczyna z tobą? To ta sama dziewczyna której zdjęcie nosisz zawsze w kurtce?
-Grzebałaś w moich zdjęciach?! Jak mogłaś?! To moje prywatne rzeczy. I w tym pokoju też nie ruszaj niczego co nie twoje. Ten pokój ma być taki jaki go zastałaś jak tu przyszłaś.
-Kochałeś ją. Prawda? Co się stało że nie jesteście już razem?
-Moja kochana siostrzyczko musimy właśnie tą dziewczynę odnaleźć. Nie mam czasu na pogaduszki ale powiem ci tyle że ja ją nadal kocham, a nie jesteśmy razem bo...popełniłem wiele błędów za które...zapłaciłem wielką cenę, co oznaczało utratę tej dziewczyny.
-Aha. Przepraszam braciszku. Chodźmy już na dół bo ten starszy facet robi jakieś zebranie.-mówiąc to Miriam wraz z Kevinem zeszli do salonu gdzie odbywały się narady.
Do mnie tymczasem przyszła królowa by porozmawiać. Najpierw przestraszyłam się że może chodzić o te kolumny i most, ale gdy wspomniała o ślubie moim z Louisem to ulżyło mi. Evelin próbowała mnie przekonać do tego ślubu, ale ja nie dałam się ''złamać'' i nie ustępując zostałam przy swoim zdaniu. Wtedy królowa by mnie przekonać , sięgnęła po ostrzejsze środki. Zaczęła mi mówić o Nowym Jorku o Kevinie i ogółem o agentach.
 
-Megan zapomnij o nich.  Tu zaczniesz żyć od nowa. Oni cie już nie kochają. Nie okłamuj się. -mówiła Evelin.
-Nie mów tak! Królowo...to nie prawda. Nie wyjdę za Louisa bo moje serce należy do kogoś innego.-nie dawałam się przekonać.
-Megan mówisz o tym zdrajcy Kevinie? Myślisz że on cie jeszcze kocha?! On się teraz zabawia z jakąś dziewczyną w Beverly Hills. Megan możesz na mnie polegać. Jesteś dla mnie jak córka.-kłamała królowa.
 
-Z dziewczyną? Inną? W Beverly Hills? Evelin skąd mam pewność że nie kłamiesz?!-nie dowierzałam.
-Za nim mieliśmy cie odesłać do siebie do rodziny to musieliśmy sprawdzić jaki jest tam stan. Byś była szczęśliwa a tu są dowody na to że Kevin cię zdradza.-pokazując zdjęcia mówiła Evelin.
Wzięłam do ręki aparat i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Nie mogłam w to uwierzyć, lecz zdjęcia były przekonujące. Rozpłakałam się i w złości uderzyłam aparatem o ziemię. Zaczęłam krzyczeć różne bzdury, że ja go kochałam on mnie zdradził mimo że się zaklinał. Na tych zdjęciach rzeczywiście był Kevin i jakaś śliczna dziewczyna w czarnych włosach. Byli przytuleni, albo pocałowali się w policzek. Płacząc prosiłam Evelin by odesłała mnie na ''ziemię'' bym mogła się przekonać czy to prawda. Królowa się nie zgodziła powiedziała że mogę się zemścić na nim biorąc ślub z Louisem i jako małżeństwo będziemy mogli wrócić do Nowego Jorku.
-Megan nie zgadzam się. Kategorycznie ci zabraniam! Nie chcę byś cierpiała.
-Ale ja go kocham! Czy to tak trudno zrozumieć?!
-Megan uspokój się. Pogódź się z losem. Kevin to zdrajca, tacy ludzie się nigdy nie zmienią. Ty tylko przez takich jak on cierpisz. Jeśli nawet byście się kochali to ty przecież masz moc. Myślisz że bylibyście szczęśliwi? Kevin czuł by się taki zwykły, nie szczęśliwy. Chciałby normalną żonę, a ty Megan...jesteś taka jak my. Nie mogłabyś wziąć ślubu ze zwykłym człowiekiem.
-Co ty wygadujesz Evelin? Sądzisz że jak mam moc to że Kevin nie będzie mnie kochał? Mam tego dosyć! Wyjdź Evelin!
Królowa zostawiając mnie z tym wszystkim samym odeszła zadowolona. Nie miałam wyjścia postanowiłam że wyjdę za Louisa chodź go nie kocham, on jest bardziej dla mnie jak brat, ale cóż... W Nowym Jorku już nie miałam nikogo. Nikt mnie już nie kochał pozostałam sama. Byłam gotowa zrobić wszystko dla Kevina byłam pewna że mnie zdradził...chodź co się dziwić nie dałam mu szansy. Gdy już się o tym przekonałam było za późno. Zawsze na wszystko jest za późno. Gdybym mogła cofnąć czas to pierwsze co bym zrobiła ...to by było chyba to żebym nie miała mocy. Nie wchodziłabym do tej przeklętej jaskini, a może nie poszłabym wtedy na zakupy. Od czego wszystko się zaczęło właśnie podczas zakupów poznałam Louisa. Odzyskał moją torebkę. Mimo wszystko to nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości nikt nie wie co będzie jutro. Los już taki jest. Przyszłość-to największa niewiadoma w naszym życiu. Jedno jest pewne musiałam dostać się z powrotem do Nowego Jorku, tylko pytanie ''Jak?''. Jak to miałam zrobić? Zapewne musiałam się od kogoś dowiedzieć co jest po drugiej stronie tego ''magicznego'' mostu. Tymczasem agenci przygotowani do akcji rozkazali Kevinowi by zadzwonił do swojego kolegi z psychiatryka. Po dość długiej rozmowie Kevin niczego szczególnego się nie dowiedział. Potem wziął telefon do ręki i zaczął gdzieś pisać wiadomość tak się przynajmniej Johnowi wydawało, a jak już wiadomo John nie do końca ufał Kevinowi. Więc zaczął go wypytywać.
-Kevin do kogo piszesz?
-John na pewno nie do Hydry. Spokojnie...
-Nick sprawdź to!
Nick miał stać już z fotela gdyż sprawa zaczęła się komplikować siostra Kevina chwyciła od tyłu Nicka i przytrzymywała go wtedy Kevin wyciągnął broń i zaczął grozić Johnowi, a John także wyciągnął broń i także zaczął celować do Kevina, tak samo jak Jim.
 
Wszystko się skomplikowało. Nagle do samolotu wróciła Stella i zobaczywszy co się dzieje zaczęła powoli uspokajać sytuację. W końcu przeszła kurs negocjacji. Bardzo dobrze poradziła sobie z tym zadaniem. Wszyscy się uspokoili, a Kevin pokazał swój telefon. Okazało się że chciał spróbować napisać wiadomość do mnie by upewnić się czy John w coś go nie wrabia, niestety nie udało mu się wysłać tej wiadomości. Chwilę później po małym napięciu wszyscy wsiedli do furgonetki i podjechali pod szczerzony psychiatryk lub jakby ktoś wolał więzienie dużo psychiatryk nie różnił się od więzienia. Tam Nick i Molly uzyskali wiadomości o wszystkich pracownikach tego budynku. Dokładnie chodziło im o jednego pracownika który zajmował się monitorowaniem tej całej placówki. Znaleźli jego imię i nazwisko, zdjęcie, datę urodzenia i godziny pracy. Wiedzieli wszystko co im było potrzebne. Mieli taki plan by porwać tego mężczyznę który się tym zajmuje niejakiego Josefa Rixona. Wtedy dyrektor placówki będzie poszukiwał nową osobę , i wtedy zgłosi się Nick który będzie monitorował wszystko, jeśli dostanie tą pracę. John już się o to postara. Wtedy wszystko pójdzie jak bułka z masłem. Nikt nie będzie niczego podejrzanego zgłaszał i tak uwolnią Joego Billa. Taki o to był plan. Postanowili działać następnego dnia z rana.

wtorek, 30 czerwca 2015

,,W cieniu prawdy''

                             Część 92
 
Kevin już z samego rana siedział w pubie popijając koniak oglądał znów moje zdjęcie. Nagle podszedł do niego pewien łysy, wysoki knypek. Miał pretensje do Kevina że siedzi na jego miejscu.
 
-Wynocha z stąd! To moje miejsce!
-Spokojnie kolego...Byłem tu pierwszy. Więc nie pójdę sobie gdzie indziej, ty idź!
-Nie pogrywaj sobie ze mną! Bo dostaniesz. Jest nas sześciu a ty jeden więc albo przeprosisz i wyjdziesz z stąd albo obijemy ci tą twarzyczkę.
-Nie boje się was!
Ten łysy naskoczył na Kevina i zaczęli się bić, oczywiście Kevin był lepszy. Zlał ich wszystkich a potem wziął zdjęcie i wyszedł z pubu. Nagle zadzwonił mu telefon gdy odebrał okazało się że dzwoni John.
 
 
-Tak słucham?
-Kevin słuchaj, nie rozłączaj się!
-John czego chcesz?! Nie mam z tobą nic do czynienia. 
-Jednak masz. Jeśli się rozłączysz to po twojej siostrze-Miriam prawda?
-Miriam?! Skąd mam pewność że mnie nie bujacie.
-Posłuchaj jej głosu.
Kevin zamilknął na chwilę a tymczasem John przekazał komórkę Miriam. Głos siostry Kevina potwierdził że przebywa u Johna. Kevin przeraził się żądał by ją wypuścili, lecz John nie był taki głupi. Wszystko szło według jego planu.
-Co mam zrobić żeby moja siostra przeżyła?
-Oj Kevin, znamy się nie od dziś. Musisz nam pomóc. Powiem ci szczegóły tylko idź gdzieś w ustronne miejsce.
Kevin nie zastanawiając się wsiadł do swojego samochodu i sprawdzając czy nikogo nie ma w pobliżu prosił Johna by ten mu wszystko wyjaśnił.
 
-No dobra Kevin musimy się spotkać. Taka zamiana ty za twoją siostrę.
-Ale o co chodzi? Chcesz mi czaszkę rozwalić?!
-Nie, zabić cie na razie nie chcę. Spotkamy się dziś w Beverly Hills w tej nowej restauracji na granicy miasta nowo otworzona. Nazywa się ''Lacasona''. Dziś za dwie godziny.
-Możesz mi powiedzieć o co chodzi? To czego ja wam jestem potrzebny?!
-Chodzi o Megan -moją córkę. Więcej nic ci nie powiem.
John się rozłączył razem z resztą lecieli samolotem-bazą do Beverly Hills. Kevin pojechał trochę podpity do domu się przygotować na spotkanie z Johnem. Miriam już nie mogła się doczekać spotkania z bratem i wolności. Ja tymczasem nie wychodziłam z pokoju tylko przeglądałam te zdjęcia i listy. Nic mi nie pasowało. Było jedno zdjęcie które przedstawiało jakąś młodą dziewczynę prawdopodobnie królową Avandii-Evelin która stoi na jakimś ogromnym moście gdzieś w Avandii, lecz przez te parę miesięcy które tam spędziłam nie zauważyłam żadnego mostu. Gdy przypatrzyłam się bliżej zauważyłam jakąś bramę czy dwie kolumny dokładnie takie jak Louis pokazał mi i tam gdzie naszyjnik mi spadł. Nie wiedziałam jak o to zapytać Louisa by nic nie podejrzewał. Zdawało się że mogłam mu zaufać, ale nie mogłam w tych czasach nikomu wierzyć nawet bliskiej osobie. Był most, ale co było za tym mostem??? Przecież do czegoś musiał prowadzić. I do tego te dziwne listy jakieś miłosne. Wpatrywałam się w nie godzinami szukając jakiś informacji, lub czegoś dziwnego, ale na próżno. Czasami się mówi: ''Nic nie jest takie na jakie wygląda'' , więc może i w tym wypadku to się sprawdzi. Postanowiłam szukać ''głębiej''. Wzięłam lupę i przyłożyłam ją do koperty i w pewnej chwili zaważyłam jakieś cyferki i literki, ale mało widoczne. Ledwo co widziałam. Musiałam coś wymyślić by je odczytać.
-Już wiem!-wykrzyknęłam wpadając na świetny plan.-Wezmę cytrynę wyduszę z niej sok do jakieś szklanki i wezmę jakieś waciki lub patyczki do uszów i zamoczę lekko ten patyczek do soku z cytryny i posmaruje w miejsce w którym jest zanikająca data i wyraz a potem osuszę to miejsce i tak pojawi się wszystko! Genialne!
Tak właśnie zrobiłam wszystko przygotowałam a potem przeszłam do działań. Po chwili otrzymałam te daty i napisy. Adresatem okazał się jakiś Joe Billi ten sam którego poszukuje John z resztą, ale ja wtedy o tym nie miałam zielonego pojęcia. Wszystko pisane było piórem więc szybko to wszystko zaniknęło. Gdy patrzyłam na zdjęcia i na daty na tych listach to były przeróżne. Najbliższa obecnej dacie była z przed pięciu lat i właśnie w tym liście było zdjęcie już starszej Evelin z Merlinem stojących na ogromnym moście koło tych kolumn. A przecież most nie mógł zniknąć w ciągu pięciu lat, może i to możliwe ale mało prawdopodobne. A nawet jeśli to dlaczego go usunięto? Z jakich przyczyn? Co znajdowało się po drugiej stronie? Musiałam się tego dowiedzieć, więc w nocy postanowiłam pójść do tych kolumn i obejrzeć je dokładniej. Musiałam być rozważna by Merlin, Louis ani Evelin nie odkryli że tam jestem. Oni, wszyscy troje ukrywali coś, mieli jakąś wspólną tajemnice , lecz nie wiedziałam jaką. Coś musiało się stać w ciągu tych pięciu lat, most był i go nie ma, był jakiś Joe Billi i jego też tu nie ma, a może jest ale gdzieś ukryty. Główkowałam dalej. Podczas gdy John w ''Lacasonie'' czekał razem ze Spiderem i zakładniczką Miriam na Kevina. John poprosił kierownika restauracji o zamknięcie jej i wyjście gdzieś, a resztę załogi: Stelle, Jima, ,Kate ,Nicka i Molly wysłał by trochę pozwiedzali miasteczko. John wynajął restauracje na parę godzin. John znalazł w dobrym położeniu stolik i tam siadł czekając na Kevina a Spider z Miriam byli przy wyjściu. W końcu Kevin się pojawił. Wszedł do środka i zobaczył Miriam, chciał się do niej przytulić lecz Spider go zatrzymał. Kevin wybuchnął śmiechem.
 
 
-Miło cie widzieć Spider. Nie wiedziałem że teraz razem z agentami gracie do jednej bramki.
-No widzisz Kevin ludzie się zmieniają i ty też. Masz brodę!
-Dobra to gdzie John?
-Czekaj Kevin! Wyciągnij wszystko co masz. Broń, scyzoryki i różne wynalazki.
-Nie mam przecież!
-Nie kłam! Kieszeń, kurtka i w ogóle.
-A no tak. Zapomniałem Spider że jesteś super uzdolniony. Dobra niech ci będzie....okey.
Kevin przyłapany , poddał się i zaczął wyciągać wszystko po kolei.
 
 W końcu podniósł ręce do góry i Spider znów go ''zeskanował''. Gdy był już ''czysty'' Spider zaprowadził go do Johna.

 
-A Miriam?-spytał Kevin.
-Uwolnimy ją gdy podejmiesz prawidłową decyzję,a teraz idź tam bo John czeka.
-No dobra , macie mnie w garści!
 
Kevin siadł naprzeciwko Johna który zaczął opowiadać wszystko po kolei. Kevin się wsłuchiwał w każde wypowiedziane słowo przez Johna. Im bardziej się skupiał na tym co mówił John tym bardziej nie mógł w to uwierzyć. W pewnym momencie gdy John skończył opowiadać , Kevin zamilknął zamyślając się i układając po kolei wszystkie wiadomości.
-Kevin jeśli nie pomożesz nam to moja córeczka...może zginąć. Nie wiemy gdzie jest wiemy coś o Avandii ,ale nie wiemy gdzie leży to wie tylko Joe Billi który siedzi w psychiatryku , i który twierdzi że był w Avandii. On nam pomoże, ale najpierw musisz ty nam pomóc. Zapomnijmy to co się wydarzyło i żyjmy przyszłością.
-Mam zapomnieć ja chciałeś moją czaszkę rozwalić na drobne kawałki?! Nigdy, ale....ale zgadzam się. Pomogę wam.
-Dziękuję! Nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
-Nie dziękuj. Podziękujesz jak odzyskamy Megi.
-Dobra, ale i tak się cieszę że po tym co ci zrobiłem i po tym co mogłem ci zrobić jesteś wstanie ze mną współpracować.
-John, ale żeby było jasne. Ja nie robię tego dla ciebie, reszty agentów ani mojej siostry tylko dla Megan. Bo ją kocham i nic tego nie zmieni, tak jak to że mnie nienawidzisz. Mógłbym za twoją córkę życie oddać i pójść do piekła, ale ważne by ona była szczęśliwa.
-Wiem Kevin. Byłeś dla mnie jak syn, chciałem cie zabić za Hydrę a tak naprawdę to my też dla niej pracowaliśmy-wszyscy! Musimy ją zlikwidować, ale dopiero gdy odnajdziemy Megan.
-Nie wiedziałem o tym że mama Megan ta pierwsza Hydra okaże się przykrywką a prawdziwą Hydrą okaże się dyrektorka agentów. Dobra to się zbierajmy, szkoda czasu. Skontaktuje się z kolegą w tym psychiatryku on jest bardzo przekupny. Pomoże nam się tam dostać wyciągnę od niego najważniejsze informację.
-Cieszę się. To pojedziemy Kevin teraz do ciebie z pakujesz się i siostrę odholujesz do domu pożegnasz się z nią i wyruszamy.
-Okey.
John , Spider , Kevin , Miriam i reszta podjechali do domu Kevina i tam ujrzeli pustkę. Dom Miriam i Kevina doszczętnie spalony, został tylko proch. Miriam się rozpłakała, stracili wraz z Kevinem cały majątek. Stella szła po tych resztkach z domu i zauważyła różowy włos, włos Hydry! Znaczyło że ona nie odpuściła i że cały czas śledzi agentów, normalnie była ich cieniem. Podążała za nimi skoro namierzyła ich w Beverly Hills przypuszczano że może także wiedzieć o psychiatryku i o Avandii. Musieli się agenci strzec. Nagle Jim popatrzył się na Stelle i zobaczył że z nią jest coś nie tak. Zaczął w okół niej krążyć jak jakiś ptak w okół zdobyczy.
-Co się tak patrzysz coś nie tak?! Nie podobają ci się moje piękne blond włosy?-pytała Stella.
 
-Włosy? Blond? Wow...I kto tu jest teraz blondasem??? Stek jeden. -zachwycił się Jim próbując to ukryć.
Stella miała teraz piękne blond włosy, nawet ładniej jej było niż wcześniej w tych ciemnych.
-A ty gdzie byłeś blondasie? Pewnie byłeś w jakimś pubie albo w kasynie...
-Przestań! Ja sobie nie latam do fryzjera tylko czuwam. Nie to co ty!
-Uważasz że jestem nie czujna?!
-Tak!
John już nie mógł tego słuchać wydarł się na Stelle i Jima uspokajając ich nawzajem, potem przedstawił ich Kevinowi. Miriam podjęła decyzję że dołączy do agentów razem ze swoim bratem. John był zaskoczony, ale znowu tak bardzo się nie dziwił bo nie miała gdzie mieszkać a jak się broniła gdy po nią przyszli to umiała dokopać. John z lekkim zawahaniem się zgodził.
-No dobra, zgadzam się. Zostało tam jeszcze chyba kilka wolnych pokoi. Więc wsiadamy do samolotu-bazy i ruszamy do Londynu.
Wszyscy się zebrali i wsiadając do samolotu wystartowali. Ja tymczasem szykowałam się do wyruszenia do tych kolumn. Wzięłam plecak i kilka rzeczy i po cichu wychodząc z domu biegłam do wybranego miejsca. Chwilę później już dotarłam. Wyciągnęłam latarkę i zaczęłam dokładnie się przypatrywać tej ''bramie''.  Na jednej z kolumn były jakieś znaki, ale nie byłam wstanie je odczytać. Chodząc w okół niej zobaczyłam jakieś wyrzeźbienie w kolumnie. To był kształt dłoni. Uniosłam rękę, a następnie położyłam ją w odciśniętym miejscu. W pewnej chwili zaczęło coś się trząść i nagle ujrzałam most! On był tam cały czas , ale ukryty! To niesamowite. Był olbrzymi, i taki jakby kruchy. Aż strach było przejść po takim. Był stary i drewniany barierki miał zrobiony z jakiś sznurków i sieci.  Usłyszałam jakieś kroki i szybko nacisnęłam tam jakiś kamień który schował most i schowałam się w krzakach. Był to Louis , pewnie kontrolował teren, na szczęście mnie nie zobaczył. Gdy odszedł wróciłam do siebie i poszłam spać.