kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

niedziela, 5 kwietnia 2015

,,W cieniu prawdy''

                               Część 30
Zadzwonił telefon. Odebrałam 
-Tak Molly?
-Hej. Chcę ciebie i Davida zaprosić na ślub. Będzie skromny tylko moi przyjaciele czyli ty z osobą towarzyszącą , Kate i John moi rodzice i rodzice Nicka i Kevin. Będą zaproszenia ale uprzedzam cię wcześniej. Dziękuję ci. 
-Wspaniale! A kiedy odbędzie się ślub? A Kevin idzie z jakąś osobą towarzyszącą?
-Ślub będzie za tydzień w sobotę. Bardzo szybko! Zapomniałam ci powiedzieć a mogłabyś być Meg moją druhną? Pomożesz mi w zakupach dzisiaj popołudniu? Może o 13:00?
-Dobrze. Tak się cieszę z twojego szczęścia. Super! To do zobaczenia za godzinę. 
-To pa... A poczekaj Meg! Z tego co mi wiadomo to Kevin z nikim nie idzie. I zgodził się być drużbą Nicka. Będziecie oboje. 
-Na prawdę? Aha, to dobrze. To pa i do zobaczenia.
-Pa.
Znów Davida nie było w domu. Ciągle pracował i pracował. Czułam się samotna. Sama w pustym domu. Czas uciekał i coraz bliżej było do spotkania z Molly. W końcu zapukała do drzwi. Zaprosiłam ją do środka na herbatę. Przed wyjściem na miasto trochę po plotkowałyśmy.
 
-I jak tam u ciebie i u Davida? Nie ma go?
-Nie, jest w pracy. Cały czas pracuje. Prawie nigdy go nie widuję. Czasami wróci na noc,ale potem od razu kładzie się spać. Ważne że ty jesteś szczęśliwa.
-Aha. To nie za fajnie. Nie martw się ciebie szczęście nie opuści. Na pewno ci się oświadczy David. Skoro cię kocha nie będzie czekał.
-Ha...ha... no tak tylko...zresztą masz już jakiś pomysł na suknie ślubną?
-Kompletnie nie mam. Ty mi podsuniesz pomysł moja druhno i przyjaciółko.
-Mogę ci zorganizować wieczór panieński?
-Pewnie Meg ty zawsze. Mi tam wszystko jedno gdzie będzie ważne że będzie z wami.
-No to co zbieramy się już?
-No chodź. Pójdziemy do galerii tej głównej. Tam jest wszystko nie będziemy musiały jeździć od miejsca do miejsca. Ty sobie też kup jakiś ciuszek i sukienkę na wesele.
-Dobrze. To chodźmy.
Wzięłyśmy taksówkę i prosto pojechaliśmy do centrum miasta. Tam postanowiłyśmy zaszaleć. Najpierw poszłyśmy wybrać zaproszenia na ślub. W końcu wybrałyśmy, potem poszłyśmy wybrać suknię ślubną. Wybór był ogromny. Przebierałyśmy cztery godziny, to nie był łatwy wybór.
-Meg co sądzisz o tej?
-Śliczna...
-Przymierz ją.
-Ja? Przecież nie biorę ślubu.
-Wiem, ale będziesz brać. Musisz się orientować.
-No dobra.
Wzięłam suknię i przymierzyłam ją. Była przepiękna.
 
-Wow...wyglądasz bosko. Pasuje ci.
-Przestań! Wcale nie! Dobra ściągam ją.
Gdy szłam już do przebieralni zauważyłam Kevina po drugiej stronie ulicy na rowerze razem z Nickiem. Widocznie też przyjechali na zakupy po garnitury.
 
 Podeszłam do okna i zauważył mnie. Patrzył się na mnie jak na jakąś boginię. Nagle weszli do galerii.
-Ty też bierzesz ślub Meg?
-Nie, nie biorę Kevinie.
-Chyba nie pójdziesz jako druhna w sukni ślubnej?
-Nie! Taka głupia to nie jestem.
-Kevin, proszę cię przestań. Ja kazałam Meg by włożyła tą suknie. Pasuje do niej. Prawda?-wtrąciła Molly.
-Aha. No ładnie ci. A ty czemu się nie przebierasz Molly?
-Jeszcze nie wybrałam żadnej. Szukam jeszcze.
-Dobrze to my nie będziemy przeszkadzali, idziemy do innego sklepu. Prawda Nick?
-Prawda. Chodźmy już Kevin.
Wyszli ze sklepu a ja w końcu mogłam ściągnąć tą suknię. Wybieraliśmy dalej. W końcu Molly zdecydowała się na suknię. Była przepiękna.
 
 Kupiłyśmy ją, potem wybrałyśmy różne dodatki takie jak: buty, kolczyki, bransoletkę i welon. Molly wyglądała bosko.  Gdy już Molly zakończyła swoje zakupy postanowiła że teraz ona mi pomorze wybrać sukienkę na ślub. Uważała że jej druhna musi wyglądać wspaniale. Po kilku małych sprzeczkach w końcu wybrałyśmy sukienkę. Gdy skończyłyśmy już na dobre zakupy Molly napisała wiadomość do Nicka. Nie wiem co w niej było, ale to mnie nie obchodzi. Potem wróciłam do domu, a Molly pojechała do bazy.

sobota, 4 kwietnia 2015

,,W cieniu prawdy''

                               Część 29
-Jak minął ci dzień w pracy kochanie?-spytał David.
-Dobrze. -odpowiedziałam szykując kolację.
-Mówiłaś mi że osoby u których pracujesz to są jak rodzina dla ciebie.-mówił. 
-No tak.-przytaknęłam.
-Może byś mnie poznała z nimi, skoro to twoja najbliższa rodzina to...wypadało by.-proponował.
-Na pewno będzie okazja.-powiedziałam.-Siadaj do stołu, kolacja gotowa. 
Siedliśmy przy stole, zjedliśmy kolacje a potem zrobiliśmy sobie seans. Oglądaliśmy film. Nagle aktorzy mieli scenkę romantyczną jak dla mnie i zaczęli mówić:
-Julio! Ach Julio, czemu mi to robisz? Kocham cię. Nie mogę bez ciebie żyć.
-Kochany! Zraniłeś mnie. Nie potrafię zapomnieć.
-Powiedz mi szczerze. Kochasz tego oszusta? Spójrz mi prosto w oczy i powiedz, kochasz go?
-Już nie mogę dłużej kłamać. Kocham cię kochany. Ale nie mogę zapomnieć tego co mi wyrządziłeś.
-Wybaczysz mi? Inaczej moje życie nie ma sensu bez ciebie. Proszę powiedz że mi wybaczasz.
-Kochany...wybaczam ci. Kocham cię. 
Film za kończył się na tym że Julia wróciła do ukochanego, a jej kochanek odebrał sobie życie z miłości do niej. Na samym końcu rozpłakałam się. David pocieszał mnie
-Nie płacz. Nie wiedziałem Megan że jesteś taka wrażliwa.
-Teraz już wiesz. 
-Dobrze, że takie rzeczy się już nie zdarzają. 
-Jakie rzeczy?
-Takie jak w tym filmie. 
-Aha...no tak... czasami mi się zdaje że taka jest nasza rzeczywistość.
-A mnie nie. Ludzie się kochają i są ze sobą.
-Czasami to nie jest takie łatwe Davidzie. 
-Oj przestań! Kto teraz w tych czasach jest z inną osobą by swojej miłości zrobić na złość?
-Głowa mnie boli, muszę się położyć. Dobranoc ...kochanie.
-No dobrze, dobranoc. Zaraz przyjdę do ciebie.
-David, nie obraź się, ale chciałabym spać na razie sama.
-Dobrze, rozumiem. 
-Dziękuję. Dobranoc.
-Dobranoc. 
Następnego dnia gdy się obudziłam w kuchni zauważyłam zrobione śniadanie dla mnie i karteczkę z wiadomością że David poszedł do pracy. Zjadłam śniadanie i wzięłam taksówkę do pracy. Trochę się spóźniłam do pracy bo były korki. Wchodząc do bazy przeprosiłam za spóźnienie.
 
-Przepraszam, ale były straszne korki.
-I co mi z twoich przeprosin. Następnym razem to wstawaj wcześniej księżniczko.
-Kevin o co ci chodzi od wczoraj jesteś dla mnie nie miły.
-A dlaczego miałbym być zadowolony, wczoraj opowiadasz ciągle o swoim Davidzie , a dziś się spóźniasz. 
-Ja nie opowiadałam o Davidzie, tylko sam się mnie pytałeś tak samo Molly. A dziś przeprosiłam cię. 
-Następnym razem jeżeli się spóźnisz będę musiał wyciągnąć konsekwencję. 
-Tak? To może od razu powiedz mi że już nie pracuję. To że się wyprowadziłam i już nie jestem do twych do usług to musisz się na mnie znęcać. 
 
-Tak nie będziemy rozmawiać.
-Masz rację nie będziemy. Tu nie ma miejsca dla nas obojga. 
-Masz rację, jedno z nas musi odejść. 
-Aha...czyli ja. Dobra. Tylko pamiętaj ty nie jesteś tutaj szefem. Myślisz że jesteś taki fajny?
-Odnoś się do mnie z szacunkiem.
-Co cię ugryzło? A więc dobrze. Dziękuję za miłą współpracę. Przepraszam jeżeli pana obraziłam. To już się nie powtórzy. 
 -Ej Meg! Zaczekaj! Nie chciałem tego powiedzieć! Przepraszam.
-Nie rozumiem cię, najpierw się na mnie wyżywasz a potem przepraszasz. 
-Mam zły dzień. Po prostu. Wybaczysz mi?
-Dobrze nie tłumacz się. Ja jestem tu tylko pracownicą a ty mym podwładnym? Przepraszam pana.
-Nie odchodź. 
-Dobrze nie odejdę. Czy ty się złościsz bo mam kogoś?
-O co ci znów chodzi? 
-Kevin, czy ty się we mnie zakochałeś? Pytam wprost. 
-Nie! Zwariowałaś?! 
-Dobra nie było tematu. Ja idę teraz do Nicka, gdzie go mogę teraz znaleźć?
-Jest w pracowni z Molly.
-Dzięki.
Zła i jakby smutna poszłam do pracowni. Postanowiłam że zeswatam Molly z Nickiem. Podeszłam do Nicka i zaproponowałam mu by zaprosił Molly na kolację.
 
 Powiedziałam jeszcze parę miłych słówek na temat Molly. Widać było że Nick jest zakochany aż po uszy w Molly tak samo ona w nim. Udało się nieśmiało bo nieśmiało ale jednak udało się Nickowi zaprosić Molly na kolację. Byli umówieni na 18:00. John i Kate wrócili z patrolu i powiedzieli że nic się nie dzieje więc mogę wyjść z pracy. Lecz ja powiedziałam że nie wrócę do domu bo i tak nie ma Davida bo wraca dopiero na następny dzień po południu. 
-To może zostaniesz u nas na noc?-zaproponowała Kate.
-Jeżeli nie macie nic przeciwko temu to bardzo chętnie.-zgodziłam się.
Poszłam do swojego pokoju i tam czekałam na Molly aż wróci z randki. W końcu się do czekałam. Przyszli o 20:00 weseli. Wszyscy zeszli do salonu i spytali co się stało że są tacy szczęśliwi. A Nick odpowiedział bierzemy ślub. Ja zdziwiona pozytywnie spytałam
-Jak to? Ślub? 
-Właśnie Nick oświadczył mi się. To dzięki tobie Meg, gdyby nie ty to...byśmy się nie przełamali i by nic z tego nie było. Dziękuję ci kochana.
-Nie ma za co. Ale nie spodziewałam się że na pierwszej randce...tak szybko. Gratuluje. 
Wszyscy podeszliśmy do nich i zaczęliśmy gratulować. Na prawdę byłam zdziwiona że tak szybko. Widać że bardzo się kochali ale się wstydzili. Niesamowite!  

 

,,W cieniu prawdy''

                           Część 28
Czekałam na Davida z obiadem, lecz jego nadal nie było. Czekałam, czekałam...i czekałam. W końcu zadzwoniłam do niego czy przyjedzie kiedyś. On odpowiedział że musi zostać w pracy i wróci jutro nad ranem. Czyli zostałam sama w pustym domu. Nie tracąc czasu poszłam się rozpakować. Poukładałam ubrania i na szafce położyłam zdjęcie całej mojej drużyny (Molly, Nicka, Kevina, Kate, Johna i mnie). Gdy już skończyłam się rozpakowywać, siadłam na łóżku i przypatrywałam się zdjęciu rozmyślając. Trochę szkoda było mi tego że się przeprowadziłam. Rozmyślając położyłam się aż zasnęłam. Następnego dnia śpiąc po cichu wszedł do domu David. Wszedł do pokoju i położył się koło mnie. Ja obudziwszy się zakrzyczałam odruchowo. 
-Aaa...
-Boże Megan! Ale mnie przestraszyłaś, stało się coś?
-Co? 
-Stało się coś że tak krzyknęłaś?
-Nie, tylko miałam straszny sen.
-Chcesz mi o tym opowiedzieć?
-Może lepiej nie.
-Dobrze, jak chcesz. 
-Która godzina?
-7:00.
-O Boże, ja do pracy muszę lecieć. 
-Odwieźć cię? 
-Tak, dziękuję. 
Szybko zeskoczyłam z łóżka i popędziłam się przebrać. David czekał już na mnie w samochodzie. Gdy byłam już gotowa wsiadłam do auta i odjechaliśmy. David gdy już mnie odwiózł to wrócił do domu i poszedł spać. Ja tymczasem zdążyłam na czas. Kevin już na mnie czekał w salonie. Widząc mnie rzekł:
-Jesteś Meg!
-No jestem. I co jedziemy do centrum?
-Coś nie zadowolona jesteś?
-O co ci chodzi?
-Już nie będziesz wchodziła na głowę, w końcu ktoś cię wychowa.
-Co masz na myśli?
-Nic. Teraz Kate z Johnem pojechali my jedziemy potem. Może się kawy napijesz?
-Chętnie.
-Tam w szafce na górze jest kawa, mi przy okazji też zrób z mleczkiem.
-No dobra. 
-Widziałem jak cię odwozi. Powiedziałaś mu czym tak na prawdę się zajmujesz?
-No...nie. Przecież wiesz że on na nas poluje.
-To się nie dobraliście, agenci i policjanci to wrogowie od lat. 
-Powiem mu w swoim czasie.
-Pamiętaj, kłamstwo ma krótkie nogi.
-Ale proszę cię, nie wydaj mnie. Jakby co to ja tu z wami mieszkałam i pracowałam. 
-No mieszkałaś tu i pracowałaś.
-Wiem, ale że John prowadzi jakąś firmę, a zarazem jesteście dla mnie taką rodziną. Tak mu powiedziałam przynajmniej.
-O , a ja kim jestem wujkiem? Może bratem?
-Przestań! Sam mówiłeś że nas nic nie łączyło. Wiec...nie ma o czym mówić.
-A wie że miałaś chłopaka?
-Wie.
-A wie kim był twój tajemniczy chłopak?
-Ej no co jest? To jakieś przesłuchanie? To że mam chłopaka nie oznacza że musisz się wtrącać w moje prywatne sprawy. Teraz jesteśmy kolegami z pracy. Nic więcej.
-Dobrze zrozumiałem. 
-Proszę masz tu kawę. 
-Dziękuję. 
Wypiliśmy kawę, i czekaliśmy jak wróci Kate z Johnem. Tymczasem Molly i Nick dołączyli się do nas. 
-I jak tam pierwsza noc po za domem?...Tym domem.-spytała Molly.
-A dobrze. Chodź nie jest to co tu, ale nie jest źle. Ładny ma dom i w ogóle...-odpowiedziałam.
-Czy wy na prawdę nie macie nic innego do gadania tylko: ''a jak u ciebie'' , ''szczęśliwa jesteś z chłopakiem''? Kogo to obchodzi?-wtrącił Kevin.
-Ej , co jest?-spytałam Kevina.
-Nic.-mówiąc to poszedł do swojego pokoju. Chciałam za nim pójść , ale Nick pobiegł za nim pierwszy. Ja za to zostałam i dokończyłam pić kawę i rozmawiać z Molly.
-Molly powiedz mi, jestem tu już jakiś czas i nie wiem właśnie co mam sądzić o tobie i o Nicku.
-Ale co masz na myśli Meg?
-Jesteście parą? 
-A...nie, nie jesteśmy. 
-Czemu? Chyba dobrze się dogadujecie i w ogóle. A czujesz coś do niego?
-Podoba mi się, ale wstydzę się.
-Czego? Miłości? Czy może się boisz że cie odrzuci?
-Masz, rację boję się, ale także nie potrafię jakoś tak...
-A, rozumiem. Mogę wam pomóc.
-Dobra. On jest taki przystojny. Bardzo lubię Nicka, ale czy on mnie?
-Na pewno. Pasujecie do siebie. A tak na marginesie to co jest Kevinowi? Taki zły dziś jest.
-Nie wiem. Pewnie się nie wyspał. Nie spał całą noc bo musiał odreagować i był na strzelnicy.
-Aha.
W końcu John i Kate wrócili z miasta. Teraz była nasza kolej. Kevin zszedł na dół i poganiał mnie:
-No szybko Meg zbieraj się.
-Już tylko wyśle wiadomość do Davida.
-Nie zajmuj się tym w pracy. Na pogaduszki zapraszam po pracy.
-Co cię ugryzło?
-Nic. Chodź już.
-Dobrze, już idę.
Wysłałam wiadomość i wsiadłam do auta
.
 Krążyliśmy po mieście lecz nic się nie działo. Po pracy przyjechał po mnie David. Wracając do domu Davida, Kevin spoglądał na nas przez okno.

czwartek, 2 kwietnia 2015

,,W cieniu prawy''

                          Część 27
-Kocham cię. Kiedy się znów spotkamy? Może jutro?-rozmawiałam przez telefon z Davidem.
-No nie wiem Meg. Może być jutro. Dobra ja kończę bo już jest późno pewnie chcesz spać. 
-No. Kocham cię, dobranoc! 
-Dobranoc kochanie, do jutra.
-Haha...dobranoc. -mówiąc to odłożyłam telefon na szafkę. Miałam już się położyć gdy nagle ktoś zapukał do mojego pokoju. Ubrałam szlafrok i otworzyłam drzwi u progu nich stał podenerwowany Kevin.
-Co chcesz Kevin?
-Czy możesz tak głośno nie rozmawiać? Chcę spać!
-Ale ja już idę spać.
-Nie udawaj . Przecież wiesz o co mi chodzi. Od tygodni rozmawiasz w środku nocy po parę godzin ze swoim kochasiem. Nie dajesz mi spać. Jestem tuż za ścianą. 
-Przepraszam. Już nie będę. 
-Masz nie rozmawiać w środku nocy! Teraz rozmawiałaś trzy godziny. Śmiałaś się tak głośno że normalnie umarłego byś z grobu wskrzesiła. Jest 2:00 w nocy! 
-Kup sobie zatyczki do uszów. 
-Na miłość boską. Meg!
-No dobrze, wyprowadzę się do Davida i będziesz miał święty spokój. A teraz przepraszam cię, bo idę spać. Dobranoc. 
-Do Davida? Wyprowadzać? Dobranoc? Meg!
-Dobranoc.-mówiąc to zamknęłam mu drzwi przed nosem. Chwilę później zasnęłam. Następnego dnia zwołałam wszystkich do salonu by ogłosić że się przeprowadzam. A do pracy będę normalnie przyjeżdżała. 
-Meg, na pewno tego chcesz?-spytał John.
-Tak, chcę tego.-odpowiedziałam.
-W takim razie nie będę cie zatrzymywał.-rzekł John żegnając się ze mną. 
-A gdzie jest Kevin?-spytałam.
-Jest u siebie w pokoju.-powiedziała Molly przytulając się do mnie. 
-Aha. To też do niego pójdę się pożegnać.-odparłam. 
Pożegnałam się już prawie z każdym. Pozostał mi tylko Kevin. Poszłam na górę i weszłam do jego pokoju. Kevin siedział na łóżku i chyba rozmyślał nad czymś. Zauważając mnie przemówił.
-Co ty tu robisz? Nie pojechałaś jeszcze?
-A co chciałbyś?
-Pewnie już czeka na ciebie ten ukochany.
-Tak, już jest. Chcę się pożegnać bez kłótni. 
-W takim razie życzę ci wszystkiego najlepszego. I uważaj na siebie w razie czego dzwoń. 
-Dzięki Kevin.
Żegnając przytuliliśmy się, potem Kevin pocałował mnie w policzek a ja jego. Byłam jeszcze trochę zła za to co mi zrobił, ale już mi przechodziło.
-Ej Meg, tak na serio nie wiem dlaczego tak się żegnamy jakbyśmy się mieli już nie zobaczyć.
-No właśnie, przecież jutro zobaczymy się w pracy. Ale pa Kevinie. Do zobaczenia jutro. 
-To pa.
Wyszłam z pokoju, jakoś nie za bardzo zadowolona. Nie czułam się szczęśliwa z powodu że wyprowadzam się. Wzięłam bagaże i chwilę później nadjechał David. Spakował mi walizki do bagażnika i zawiózł mnie do mieszkania. 
-Tu masz Meg klucze, tam masz wolną szafę. Na lewo łazienka na prawo kuchnia. Rozpakuj się .
-A ty? Idziesz gdzieś?
-No do pracy. Nie wiem kiedy wrócę. 
-Dobrze, to mam zrobić obiad?
-No możesz. 
-To pa.
-Pa kochanie.

,,W cieniu prawdy''

                            Część 26
Od randki aż do następnego dnia nie wyszłam z pokoju. Kate spytała się Kevina co mi się stało, a ten odpowiedział że nieudana randka. Potem otwierając laptopa zauważyłam nową wiadomość. Kliknęłam na nią i okazało się że była to wiadomość od tego starego dziada. Postanowiłam że przeczytam a później go usunę ze znajomych na portalu randkowym. Zaczęłam czytać... w końcu skończyłam. W wiadomości było napisane że zaszła wielka pomyłka, bo ten dziad to nie był ten Guciu, tylko zobaczył śliczną dziewczynę -czyli mnie i siadł koło mnie. Potem ten mężczyzna wykorzystał sytuacje i podał się za tego prawdziwego Gucia. Kiedy wszystko się wyjaśniło ulżyło mi. Guciu przeprosił mnie i umówiliśmy się za nie całą godzinę. Szczęśliwa wyszłam z pokoju i pobiegłam do łazienki. Wykąpałam się i uczesałam się. Potem szybko wybrałam jakieś ubranie założyłam je i poprosiłam Kevina by mnie zawiózł.
 
-Kevin zawieź mnie do parku tam gdzie wczoraj.
-Gdzie idziesz tak...ubrana?
-Na randkę. Okazało się że to była pomyłka.
-Teraz może przyjdzie dziecko.
-Weź przestań. Po prostu powiedz mi jeżeli nie chcesz mnie zawieź a nie denerwuj mnie.
-Dobra, to chodź.
Kevin odwiózł mnie a potem zaparkował kawałek dalej samochód i śledził mnie. Ja siadłam na ławce i czekałam. Chwilę później pojawił się chłopak z portalu. Przystojniak o pięknych brązowych oczach.
 
Siadając przy mnie przywitał się.
-Witaj!
-Wow, cześć!
-Coś nie tak?
-Nie, ale jesteś przystojniejszy niż sobie wyobrażałam.
-Cieszę się. Widzę że lubisz mówić w prost.
-Aż tak to widać?
-Tak.
-Przepraszam.
-Nie masz za co przepraszać. Jestem David. A ty?
-Całkiem inaczej się z tobą rozmawia w realu niż przez portal. Jestem Meg, Megan.
-Miło mi ciebie poznać Megan.
-Mi ciebie też David. Pierwszy raz ktoś powiedział do mnie Megan.
-Tak?
-Tak. Każdy mówi do mnie Meg.
-Aha. Idziesz na lody?
-Chętnie.
Kevin widząc nas razem śledził nas i robił nam zdjęcia. Nagle David spytał czy miałam chłopaka a ja odpowiedziałam że tak, ale nic dla mnie nie znaczył, że to oszust, nie jest zabawny ani czuły. Usłyszawszy to Kevin idąc za nami nie zauważył drzewa i uderzył się w głowę. Potem wstał i szedł dalej. A ja i David dobrze dogadywaliśmy się i dobrze rozumieliśmy się. Nie to co z Kevinem.
-Meg czym się zajmujesz?
-Jestem ...informatyczką.
-Aha to fajnie.
-A ty David, czym się zajmujesz?
-Ja jestem policjantem.
-Wow, poważna sprawa.
-No, poważna.  
-Kogo teraz poszukujecie?
-Obecnie poszukujemy znanej grupy przestępczej którzy uważają się za agentów.
-O ja cie.
-Coś się stało?
-Nie, ale skąd wiecie że to przestępcy a nie może osoby które pomagają ludzkości?
-Tego nie wiemy, ale większość spraw to włamania, potem różne ofiary i zawsze o nich jest mowa.
-Aha.
Rozmawiając tak czas nam upływał. W pewnym momencie zadzwonił telefon z policji i David musiał już iść. Przez cały ten czas wiedziałam że Kevin mnie śledził więc podeszłam do niego za krzakami i powiedziałam by mnie zabrał do domu.
-Kevin, musiałeś mnie śledzić?
-Nie śledziłem cię. I jak tam na randce?
-Bardzo David jest przystojny, sympatyczny. Taki książę.
-To dobrze. W końcu się ciebie pozbędziemy. Weźmiesz ślub zamieszkasz z nim a my będziemy się cieszyć że ciebie już nie ma.
-Tak szybko się mnie nie pozbędziesz.
-Wiem. Więc życzę ci wszystkiego najlepszego.
-Dziękuje, ale fałszywych życzeń nie przyjmuje.
Po udanej randce wróciłam znów do swego pokoju.  Potem prawie co każdy dzień po pracy spotykaliśmy się aż po dwóch tygodniach zostaliśmy parą.

,,W cieniu prawdy''

                        Część 25
-Ej Meg co robisz?-spytała Molly.
-A nic, poznałam jakiegoś fajnego faceta na portalu randkowym, i teraz z nim piszę.-odpowiedziałam.
-Aha. Ale uważaj bo nie znasz go.-ostrzegła.
-No wiem, i dlatego z nim piszę by go poznać. -powiedziawszy to Molly wzięła sok i odeszła . 
Ja dalej pisałam z mężczyzną który miał nick: Gucio z pszczółki Mai . Tak wyglądała nasz rozmowa:
-Hej PSZCZÓŁKO MAJU. 
-Witaj, Guciu!
-Skąd pochodzisz? Bo chyba nie z tego świata. Jesteś nieziemsko piękna.
-Wow, jaki romantyk z ciebie.
-Tylko wtedy kiedy mi się ktoś podoba.
-Podobam ci się?
-Tak, mój kwiatuszku.
-Masz dziwne teksty.
-Wiem, jak nie z tego świata.
-Nooo... jak wyglądasz?
-Normalnie jak człowiek, kwiatuszku.
-Wiem, ale opisz mi siebie. Bo nie masz zdjęcia.
-Jestem wysoki, mam 25 lat, mam czarne włosy, brązowe oczy...jeszcze coś?
-Aha...coś nas połączyło Guciu.
-To że oboje mamy nicki związane z bajką pt. ,,Pszczółka Maja''
-Racja. Piszesz trochę dziwnie jak na ten wiek.
-Jestem trochę staromodny. 
-Aha. 
-Często kwiatuszku powtarzasz ''aha''?
-Mhm.
-Aha.
-Czym się zajmujesz?
-Jestem bezrobotny. A ty?
-Też. 
-To fajnie.
-Nie no żartowałam pracuję, ale to tajemnica. 
-Aha. Może się spotkamy kwiatuszku?
-Dobrze, ale gdzie i kiedy i o której godzinie?
-Zawsze zadajesz tyle pytań?
-Nie. Tylko wtedy kiedy jest taka potrzeba.To kiedy się spotykamy?
-Może dziś, o ...17:00 w parku?
-No dobra, ale w którym parku?
-W tym głównym. 
-Okey. To do zobaczenia...za godzinę. 
-Pa kwiatuszku! 
-Siema!
Tak wyglądała nasza rozmowa. Zakańczając ją szybko poleciałam do łazienki wzięłam prysznic i poszłam się przygotowywać na randkę. Potem przebierałam w swoich ubraniach. Nie miałam pojęcia jak mam się ubrać. Po krótkich poszukiwaniach w końcu znalazłam sukienkę taką luźną i kurtkę skórzaną i idealnie pasujące według mnie buty.
 
. Już wychodząc zatrzymał mnie John
-Gdzie idziesz?
-John, dziś jest sobota-dzień wolny. Więc mogę robić co chcę.
-Aha.
-No dobra. Idę na randkę.
-Z kim?
-To chyba nie twój interes.
-No dobra. To życzę miłego wieczora.
-Dziękuję. A i John pożyczysz mi na taksówkę kasę?
-Nie. Mam lepsze rozwiązanie.
-Jakie?
-Kevin! Chodź tu!
John zawołał Kevina i powiedział by mnie odwiózł na randkę. Zdziwiony Kevin powiedział
-Na randkę? Z kim? Meg, ty na randkę?
-Co w tym dziwnego poznałam fajnego chłopaka i dziś się z nim spotykam.
-Ile się znacie?
-Szczerze?
-No.
-Godzinę.
-Aha...żartujesz? Znasz faceta godzinę i już się z nim umawiasz? A w ogóle co ty o nim wiesz?
-Jest wysoki, ma brązowe oczy i ma 25 lat.
-Widziałaś jego zdjęcie?
-Nie. Ale po co ja ci się w ogóle tłumacze? Nie jesteśmy już razem.
-Masz rację , nie jesteśmy razem. Nigdy nie byliśmy!
-Masz rację, nigdy nie byliśmy parą. Co ja mogłam sobie myśleć, że taki przystojniak jak ty może się zakochać w takiej dziewczynie jak ja? Niemożliwe!
-Ej , Meg nie chciałem by to ...
-Nie mów już nic! Idę już, bo spóźnię się na randkę.
-Pozwól mi się chociaż odwieźć.
-Dobra, ale pośpiesz się.
Zgodziwszy się,  wsiadłam do auta. Po chwili byliśmy już na miejscu. Wysiadłam z auta i powiedziałam Kevinowi by na mnie nie czekał bo wrócę późno, lecz ten oznajmił że poczeka na mnie. Nie rozumiem tego, nic nas nie łączy a on i tak ciekawy jest co ja robię, z kim i kiedy. Wszystko chce wiedzieć. To mnie denerwuje.
Poszłam do parku i czekałam na tego nieznajomego. Nagle ktoś siadł koło mnie.
 
I zaczął do mnie mówić.
-Witaj !
-Ty jesteś Guciu, i to z tobą miałam się umówić?
-Tak... Przepraszam za spóźnienie.
-Żartuje pan sobie?
-Nie rozumiem.
-Mówił pan że ma pan 25 lat, a wygląda pan na 55.
-Przepraszam.
-Zostaw mnie! Jesteś obleśny.
-Może pójdziemy w jakieś ustronne miejsce?
-O fuj! Nigdy! Za kogo mnie bierzesz? Jesteś stare próchno , idź się lepiej pomodlić dziadu a nie na randki się zebrało!
-Ej może grzeczniej?
-Łapy precz!
Wzięłam torebkę i uderzyłam go parę razy po czym odeszłam. Zostawiając go samego. Wściekła wsiadając do auta trzasnęłam drzwiami. Widząc to Kevin od razu zadowolony zaczął dopytywać
-I jak randka? Coś za szybko wróciłaś.
-Zamknij się!
-O...jaka zła jesteś. Co nie w twoim typie był?
-Stary dziad po 50! Nie odzywaj się do mnie!
-Ha...ha...
-I z czego się śmiejesz?
-Ale go uderzyłaś torebką. Nie wiedziałem że jesteś taka zła...
-Podglądałeś mnie? Ty głupku!
-Ha...ha..twoja mina jest bezcenna.
-Przestań!
-Ładna z was para by była. Pewnie wdowiec bogaty.
-Weź przestań! Może ty też chcesz dostać?
-Dobra, już nic nie mówię. Ha...ha..
W końcu dotarliśmy do domu. Wyszłam z auta i wściekła nadal zamknęłam się w swoim pokoju. Nie mogłam w to uwierzyć co się stało. Molly miała rację bym uważała. Jaka ja głupia, dałam się nabrać, a do tego  Kevin miał niezły ubaw z tego. Boże! Czemu to mnie musi spotykać? Czy ja na prawdę przyciągam do siebie tylko starych mężczyzn? Co za porażka.

środa, 1 kwietnia 2015

,,W cieniu prawdy''

                             Część 24
-Wiem, że trochę się działo przez ostatni miesiąc... miedzy innymi kłótnia między Kevinem i Meg, potem odejście Meg. I tak dalej...ale mimo to musimy jakoś dalej funkcjonować. Sprawy prywatne zostawcie na boku. Musimy parę zasad wprowadzić, bo tak to zginiemy bez tego.-przemawiał John.
-Czyli co masz na myśli John?-spytał Nick.
-Mam na myśli pewny tak jakby grafik. Będą dni wolne, i będziemy mieli wyznaczone godziny pracy. Potem będziemy mogli robić co chcemy. Pracujemy od poniedziałku do piątku, od godziny 8:00 do 17:00. Soboty i niedziele..wolne. I jedna z najważniejszych zasad...nie możecie, nie możemy mieszać spraw prywatnych z zawodowymi. Jeśli chcecie , to załatwiajcie je po pracy.-mówił John, pokazując nam grafik. 
Powiem szczerze że mi się ten grafik podobał. Mogłam wtedy normalnie funkcjonować, i mogłam wiedzieć kiedy mamy czas na pracę, a kiedy na sprawy osobiste. 
-Aha, drodzy i jeszcze jedno. Każdy będzie pracował parami, ale tylko wtedy kiedy będzie jakaś akcja. Molly i Nick, ja i Kate, oraz Megan i Kevin. Przykro mi ale musicie to przetrwać, to tylko praca. Więc kochani, dziś jest piątek więc bierzemy się  do pracy. -powiedziawszy to John zawiesił grafik.
-Coś jeszcze mamy robić?-spytałam.
-Oczywiście. Każda z par...znaczy się prawie każda, czyli w tym wypadku tylko ja i Kate i ty Meg i Kevin będziemy kontrolować miasto. Pracujemy dziewięć godzin, więc jeżeli nic się nie dzieje to...po 4,5 godziny jedna z par jest w terenie potem wraca do domu i jedzie kolejna para. Rozumiecie?-odpowiedział John.
-Ta, jasne szefuniu. Tylko że ja nie chce być z tym...gadziną.-powiedziałam.
-Gadziną? I kto tu jest gadziną? Bo chyba nie ja!-wtrącił Kevin.
-Jesteś nią! Jesteś pełzającą gadziną. Sa-la-man-dra! -krzyczałam.
Kłóciliśmy się jeszcze przez chwilę. Tymczasem Molly, Nick, Kate i John wyszli mówiąc że się pozabijamy, że nie damy rady ze sobą pracować. Ale zobaczymy co czas nam przyniesie. Parę godzin później siedzieliśmy przy barku, aż w końcu Molly i Nick, zawołali nas byśmy zobaczyli ich nowy wynalazek.
Zobaczyliśmy ten wynalazek i byliśmy trochę zdziwieni nim. Spytał Kevin
-Okulary? To okulary są tym super wynalazkiem?
-Tak, bo to są super-okulary. W okularach jest ukryta kamerka, i mikrofon i dwa przyciski małe. Wystarczy nacisnąć jeden z nich i widzi się przez ściany i w ogóle, a drugim przyciskiem wyłączasz to i widzisz jak przez normalne okulary. Przez mikrofonik wszystko słychać co mówi osoba nosząca te okulary. Nosząc te okulary będziecie jedna osoba pisać polecenia, albo jakieś informację. Wszystko to co widzi osoba mająca te okulary jest wyświetlana w bazie na dużym ekranie i nagrywana. Coś jeszcze trzeba dodać?-tłumaczył Nick.
-Wow, jestem pod wrażeniem. Ale do czego będzie nam to potrzebne jak teraz nic się nie dzieje, po za paroma obrabowanymi bankami?-spytał Kevin.
-Właśnie tym się na razie zajmiemy, nasza agencja nie jest tylko od ludzi z mocami ale również by chronić ich. Jesteśmy jak policja ale lepsi. -wtrącił John.
-Ten wasz wynalazek jest genialny.-oznajmiłam.
-Więc teraz moi drodzy możecie go przetestować. Obrabowano bank w samym centrum miasta. Jedźcie szybko. My jedziemy do bazy-czyli do naszego super wypasionego samolotu, a wy...macie schwytać złodziei i oddać ich w ręce policji. -mówiąc to, Kevin założył okulary. Wsiadając do auta, John podbiegł do nas i powiedział byśmy nie włączali widzialności przez ściany gdy patrzymy na jakieś osoby bo wtedy będziemy widzieć kogoś...to zabawne ale gołego. Więc musimy uważać. Właśnie gdy powiedział to John, od razu nie spodobał mi się ten wynalazek. Bojąc się że może mnie podglądać Kevin siadłam za nim i powiedziałam że wydłubie mu oczy gdy na mnie spojrzy w tych okularach. Ja nie żartowałam bo miałam przy sobie łyżkę-w razie czego nie zawahałabym się jej użyć. Siedzieliśmy już w aucie i rozmawialiśmy chwilę, aż w końcu trochę po sprzeczaliśmy się znowu. Ja pierwsza się odezwałam mówiąc:
-Kevin, uważaj! Jeżeli spojrzysz na mnie wydłubie ci oczy tą łyżką.
-Łyżką?
-Tak, jest tępa więc będzie bardziej boleć.
-Nawet jakbym włączył to widzenie przez ściany to bym na ciebie nie spojrzał.
-Dlaczego?
-Bo jesteś okropna. Denerwujesz mnie. Potrzebuje spokoju i skupienia. Przy tobie nawet można pomylić drzwi z oknem.
-Ha, ha..bardzo śmieszne. Ja na ciebie też bym nie spojrzała chodź był byś ostatnim facetem na tym świecie.
-I dobrze!
-Dobrze!
-No dobrze.
-Dobrze! Kevin!
-Co?
-Nie patrz na mnie.
-Dobra , ale ty na mnie!
-Dobra, nie spojrzę na taką salamandrę jak ty.
Chwilę siedzieliśmy cicho. Było to nudne. Miałam już dość patrzenia w sufit. W końcu się odezwałam
-No, nie obrażaj się. Kevin!
-Tak mi pasuje! I tak będę robił.
-Okey! Założę się że masz jakiś słaby punkt.
-Nie mam.
-Nie ma człowieka nie mającego słabego punktu.
-Ja nie mam.
-Na pewno Kevciu?
-Na pewno.
-A masz gilgotki?
-Nie!
-Dobra to się przekonajmy!
-Nie , próbuj nawet.
-Bo co?
-Chcesz byśmy mieli wypadek?
-Ale skoro nie masz łaskotek to nie masz się czego obawiać. Chyba....że masz!
-Nie mam!
-Nie kłam Kevin!
Mówiąc to próbowałam sprawdzić. Wzięłam rękę i po gilgotałam go koło ucha.
 
 I miał łaskotki! Wygrałam! Nawet taki twardziel jak Kevin ma słaby punkt. Pojechaliśmy do centrum i zdążyliśmy w samą porę. Kevin wybiegł z auta i złapał przestępce który obrabował bank. Z sejfu wyciągnął prawie milion. To kupa kasy! Za tą kasę....czego ja bym nie zrobiła? Potem wezwaliśmy policję i zabrali przestępce, a myśmy wrócili do domu. To było za banalne zadanie. Zwykły złodziej i zwykły rabunek.