kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

niedziela, 17 maja 2015

,,W cieniu prawdy''

                                  Część 68
Zadzwonił telefon i odbierając go usłyszałam głos Louisa.
-Hej Lou.
-Hej Megi. Spotkamy się dzisiaj?
-No dobra...chyba dzisiaj...no dobra. To kiedy, gdzie i o której?
-Dziś, stoję u progu twoich drzwi właśnie w tej chwili i teraz.
-To nie pukaj do drzwi! Zaraz wyjdę!
Rozłączając się powiedziałam Johnowi że idę się przejść i wyszłam.
-To gdzie idziemy?-spytał witając się Louis.
 
-Może po mieście pochodzimy?-zaproponowałam.
-No dobra, a co trzymasz w tej torbie?-spytał zaciekawiony Lou.
-Mam laptopa. Skoro go już wzięłam może pójdziemy do kafejki na rogu?-zmieniając zdanie powiedziałam.
-No dobra. No to prowadź. -mówiąc to poszliśmy do tej kafejki na rogu.
Siadając przy stoliku zamówiliśmy lody z polewą i napoje. Potem wyciągnęłam laptopa i włączając go znalazłam jakąś legendę na temat tej pieczęci Zeusa. Czym więcej czytałam tym bardziej się w to wciągałam. Prawie co zdanie powtarzałam słowo ''Wow''. Louis nie wiedząc co mnie tak wciągało spytał:
-Co tam takiego ciekawego robisz?
-Znalazłam coś bardzo ciekawego.
-Tyle zdążyłem się domyślić.
-Legenda o pieczęci Zeusa.
-Naprawdę? Pokaż!
-Widzisz jakie to niesamowite?! Wszystko bym dała by to zobaczyć.
-Naprawdę wszystko byś dała by to zobaczyć?
-Tak, a czemu pytasz Lou?
-Nie wiem akurat czy to jest pieczęć Zeusa , ale mam takie coś podobne w domu.
-Żartujesz? To jedźmy do twojego domu! Muszę to zobaczyć. Może to będzie świecić? Ale super! Ha, ha, ha,ha....
-Akurat to jest u moich dziadków w domu.
-Szkoda...
-Ale właśnie dziś do nich jadę. To wezmę i ci pokaże może jeszcze dziś.
-Super! Dobra to ja będę leciała do domu. To pa Louis.
Żegnając się z Lou podekscytowana zapakowałam laptopa i wróciłam do domu.
Louis wsiadając do auta pojechał do swojego domu. Otwierając drzwi napotkał Kevina.
-Co ty tu robisz?-spytał Louis.
-Spotykasz się z Megi!-odpowiedział Kevin.
Louis nie chcąc z nim rozmawiać próbował zamknąć drzwi Kevinowi przed nosem lecz Kevin wyciągnął broń . Potem zaczęli kłócąc się wymieniać zdania.
-Wara od Megan!
-Kevin ona ciebie już nie kocha. Nie rozumiesz tego?
-Skąd wiesz jak się nazywam?!
-Zostaw ją. Mówię ci to po dobroci. Bo jak nie to będziemy inaczej rozmawiali, a naprawdę nie chce tego użyć.
-Już po tobie!
Louis podniósł prawą rękę do góry i zaczął kręcić dłonią i nagle Kevin uniósł się w powietrze. Potem Lou go opuścił z powrotem na ziemię! Kevin widząc co się dzieje chyba chciał strzelać lecz podjechał samochód i Kevin do niego wsiadł i razem z hydrą odjechali. Wszystko wskazywało na to że Louis ma moc! Lou ukrywał to na każdym kroku. Nie chciał bym się dowiedziała. Gdy wieczorem zadzwoniłam do Louisa spytać czy ma już tą pieczęć odpowiedział że jego dziadkowie muszą ją znaleźć. Ja uwierzyłam w to chodź nie wiem dlaczego przecież to głupie wytłumaczenie. Ja i Lou spotykaliśmy się co każdy dzień przez cztery tygodnie. Z początku pytałam jeszcze o tą pieczęć ale z dnia na dzień co raz mniej aż w końcu już w ogóle nie pytałam. Zawsze gdy dopytywałam się o tą pieczęć zawsze mówił to samo że dziadkowie jeszcze jej nie znaleźli. Spotykając się tak ciągle doszliśmy do tego etapu że zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi przynajmniej wyglądało to tak z mojej strony. Obawiałam się że dla Lou mogło to oznaczać coś więcej. Starałam się by nie odczuł tego że jesteśmy parą, ale no nie kontrolowałam tego na każdym kroku.
Dobrze nam się rozmawiało, ja ufałam jemu a on mnie, ale nie byłam jeszcze gotowa by kogoś mieć.
Mimo że byliśmy tylko przyjaciółmi to nikt nie wiedział o nad prócz Kate. Nie chciałam nikomu mówić. Znam Molly ona jest bardzo dobrą przyjaciółkom ale ma czasami długi język, Nick jest czasami wścibski a John jako mój ojciec zapewne by go kontrolował i wypytywał o różne sprawy. Wolałam tego uniknąć.
Od mojego pobytu w szpitalu czyli prawie dwa miesiące albo już dwa miesiące hydra nie dawała znaku życia. Tyle co te cztery tygodnie temu widziałam Kevina co chciał mi pomóc wymienić koło. Pewnie coś kombinują. 

-Hydro mam pewne informację.-mówił Garet.
-Tak? Jakie?-spytała Hydra.
-Dowiedzieliśmy się że ktoś chcę odnaleźć ''pieczęć Zeusa''.-odpowiedział Garet.
-Kto? My musimy pierwsi znaleźć!-zdenerwowała się Hydra.
-Wiem droga Hydro. Ale nie wiemy gdzie szukać tego znaleziska!-odparł Garet.
-Nie wiem czy to prawda ale legenda mówi że jest grupa osób z mocami trwałymi które mają swój świat i strzegą tej pieczęci. Tylko nikt nie ma dowodów na to że ten świat i ci ludzie czy czym on tam są istnieje.-powiedziała Hydra.
-Będziemy szukali wszędzie.-oznajmił Garet.
-No i tak ma być. Gdy znajdę już tą pieczęć posiądę moc i będę rządziła całym światem! Ha, ha, ha....-złowieszczym śmiechem oznajmiła Hydra.
-Ale Hydro musisz uważać bo ta pieczęć obdarowuje mocą osoby które są z czystym sercem a innych niszczy!-ostrzegł Garet.
-Uważasz że jestem niegodna pieczęci Zeusa?! Jak śmiesz?!-zdenerwował się Hydra.
-Ależ Hydro nie powiedziałem tego. Wybacz Pani!Jesteś piękna! Piękniejszej królowej nie było na tym świecie i nigdy nie będzie!-przepraszał podlizując się Garet.
Ja tymczasem ćwiczyłam i nagle zadzwonił telefon. Odbierając go Louis odezwawszy się powiedział że ma w końcu tą pieczęć. Ja pozytywnie zaskoczona pobiegłam się wykąpać potem ubrałam się i szybko ''poleciałam'' do kafejki na rogu. Wchodząc do środka zauważyłam siedzącego z pieczęcią w ręku Louisa.
Byłam tak podekscytowana że nie wiedziałam jak ma reagować czy płakać a może się śmiać?
-Wow, jaka ona piękna! Tak się cieszę że ją przyniosłeś mi pokazać. Dziadkowie pewnie się gniewali że gdzieś niesiesz rodzinną pamiątkę. Ale skąd masz tą pieczęć Zeusa?-bojąc się dotykać porównywałam zdjęcie tej pieczęci z internetu z pieczęcią którą miałam przed sobą.

-Może pojedziemy do mnie tam pooglądasz ją w spokoju. Tylko nie dotykaj bo jest bardzo stara i krucha.-mówiąc to Louis otworzył samochód i razem z nim wsiadając pojechaliśmy do niego. Napisałam tylko wiadomość do John że nie będzie mnie na noc w domu. John nawet nie pytał się o powód. Gdy już dojechaliśmy na miejsce nie zauważyliśmy że Kevin nas śledzi. Szybko dał znać Hydrze że Louis ma pieczęć Zeusa. Hydra uradowana kazała Kevinowi czekać na miejscu i szybko wzięła ekipę ludzi i wyruszyli do domu Louisa po pieczęć. Kevin znów zdradził, on jednak nigdy się nie zmieni. Tak sądziłam.
-Megi ja idę się wykąpać i tu zostawiam pieczęć tylko nie dotykaj jej. Jakby co to wołaj mnie!-mówiąc to Louis poszedł do łazienki. Ja tymczasem włączyłam sobie telewizor i przypatrywałam się położonej na stoliku pieczęci. Tak mnie strasznie kusiło by ją dotknąć, lecz Louis zabronił. Mimo tego że tak bardzo Louis prosił podniosłam rękę i bardzo powoli zbliżałam ją do pieczęci. Gdy byłam już bardzo blisko od dotknięcia jej nagle zaświeciła bardzo mocno! Przestraszyłam się i szybko zabrałam rękę. Nagle zaczęłam się źle czuć i znów zaczęłam mnie strasznie boleć, ściskać głowa. Tak jak kiedyś u Kate. To był kój drugi raz. Tym razem to bolało mocniej niż wtedy. Nie potrafię tego nawet opisać wiem tyle że to boli mocniej niż migrena i mocniej niż tamtym razem. To było straszne uczucie tak jakby mi coś pulsowało w samym środku głowy a zarazem by coś mi się tam poruszało. Nie tylko mnie głowa bolała ale także miałam odczucie jak by mi normalnie ściskało coś głowę jakby wziął jakieś duże szczypce i próbowano mi zmniejszyć głowę. Tak strasznie bolało że upadłam na kolana i z kuliłam się trzymając za głowę tymczasem czym mocniej głowa mnie bolała tym bardziej pieczęć świeciła. Louis szybko wybiegł oczywiście w ubraniach z łazienki i klęknął nade mną trzymając mnie za głowę i szepcząc coś. W pewnej chwili otworzyły się drzwi i weszła Hydra ze swoimi ludźmi z Kevinem, Garetem i z innymi. Na szczęście nie było już Spidera. Spider był w agencji na jakiś badaniach i szkoleniu. Zgodził się by dla nas pracować. Nagle głowa przestała mnie boleć. Stanęłam i zaczęłam walczyć. I znów spotkałam się z Kevinem który głupio się zaczął uśmiechać.
 
-I co się tak głupio śmiejesz Kevin?
-No Meg bo dawno cię nie widziałem. I znów się spotykamy. Nie mogłem się doczekać. Dużo się nie zmieniłaś. Nadal zadziorna jesteś.
-Ja się nie zmieniłam, lecz ty tak. Zamiast się stawać mądry to stajesz się głupi. I jak się układa z Hydrą?
-Proszę cię daj mi ostatnią szanse.
-Kevin nie. Przejrzałam na oczy ty nigdy się nie zmienisz. Zawsze będziesz okrutny, zły i pozostaniesz zawsze kłamcą.
-Megan tylko nie mów że jesteś z tym tu?
-Nawet jakby to co?
 
-On cie okłamuję!
-Zamknij się!
 Louis długo nie zastanawiając się postanowił że się poświęci i przy mnie użyje swej mocy. Wszystkich uniósł w powietrze i wyrzucił ich z domu, niestety nie udało się nam odzyskać pieczęci Hydra była sprytniejsza i zdobyła ją. Niestety nie dotykała jej rękoma wzięła specjalne urządzenie i nim schowała to torby tą pieczęć. Gdy wszystko minęło. Nie mogłam uwierzyć że Louis mnie okłamał w sprawie mocy. Byłam zdenerwowana zaczęłam krzyczeć.
-Co ty sobie wyobrażasz?! Okłamałeś mnie! Nienawidzę cię! Jesteś świnią, zostaw mnie!
-Megi zaczekaj proszę!
-Nie!
W końcu Louis nie wytrzymał złapał mnie za ręce i patrząc mi się prosto w oczy powiedział
-Przepraszam cię Megi nie dałaś mi wyboru.-mówiąc to zaczął coś mówić szeptem. Gdy skończyłam nie pamiętałam nic co się stało.
-Louis co tu się stało? Czemu nie ma połowy ściany? I kiedy pokażesz mi pieczęć?
-Oj Megi pytałaś mnie się to przed chwilą nie pamiętasz?
-Czego? Jakoś nie pamiętam co robiłam przed chwilą. Oj starość nie radość.
-Niestety Megi był napad i Hydra włamała się tutaj i uderzyła cię w głowę i straciłaś przytomność ja nie dałem rady się obronić więc dostałem w głowę a oni tymczasem zabrali pieczęć. Przepraszam nie zdołałem ich powstrzymać.
-Lou nic się nie stało przecież sam byłeś a ich było pewnie wielu.
-Meg ale musimy odzyskać tą pieczęć bo dziadkowie mnie zabiją.
-Dobrze, spokojnie. Odzyskamy ją.
Później Louis odwiózł mnie do domu. I nic nie pamiętałam że Louis ma moc. Po prostu usunął mi pamięć usunął mi wiadomość z mojej głowy bym nie wiedziała że ma moc. Normalnie to chamstwo!

sobota, 16 maja 2015

,,W cieniu prawdy''

                                Część 67 
Następnego dnia rano nie chciało mi się wstawać. Lecz musiałam-praca. Schodząc do salonu na schodach spotkałam Molly który dopytywała mi się jak było na ''randce''.
-Opowiadaj wszystko jak było!
-Molly, nic się nie wydarzyło. To zwyczajne spotkanie. Nic się nie działo ciekawego.
-Megi nie musisz nic ukrywać. Przede mną mnie możesz zaufać.
-Molly! Mówiłam ci już że nic się nie działo! Daj mi spokój!
-Nie musisz krzyczeć.
-Molly przepraszam!
-Dobrze zrozumiałam mam się nie wtrącać.
I Molly się obraziła. Nie wiem dlaczego tak się zachowałam. Tego dnia wszystko mnie denerwowało. Jeśli miałam jakiś powód to na wszystkich krzyczałam, poprawiałam ich i w ogóle. To było dziwne bo nigdy tak się nie czułam, nawet nie czułam złości a i tak krzyczałam.
-Meg możesz usunąć wirusa w moim komputerze?-spytał Nick.
-Nick! Ja się nie rozdwoję! Nie mam dziesięciu rąk. Mógłbyś się w końcu nauczyć! Wszystko ja mam robić?!-wydarłam się na Nicka.
W końcu przyszedł John i uspokoił mnie. Nick i Molly patrzyli co się ze mną dzieje chyba się mnie nawet przestraszyli.

-Meg zamilcz! Co ci się dzieje? Od rana jesteś podenerwowana i nie wiem co się dzieje. Jeśli masz problem to nie wyżywaj się na nich tylko po boksuj się albo wyjdź się przewietrzyć. Ale nie krzycz już!
-Przepraszam, nie chciałam. Może lepiej jak pojadę do Kate na parę dni. Dobrze?
-Dobrze. Spakuj się i jedź. Odpoczniesz i dobrze ci to zrobi. Tylko jedź ostrożnie.
-Wiem! Jestem już pełnoletnia i nie martw się o mnie!
-No dobrze, już dobrze. Tylko nie zapomnij do mnie zadzwonić.
 
-Mhm...
-Naprawdę się musisz uspokoić.
-John! Wiem! Przecież nie jestem jakąś wariatką!
Krzycząc pobiegłam do pokoju spakowałam rzeczy i pojechałam do Kate. Rzeczywiście musiałam odpocząć zrelaksować się. Mimo wszystko ale nie wiedziałam czemu się denerwuje nie miałam takiego powodu nawet nie czułam złości a krzyczałam. Już bałam się pomyśleć co by było gdybym naprawdę się denerwowała.Wysiadając z auta wyciągnęłam torbę z ubraniami. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam do nich. Kate otworzyła. Była zdziwiona gdy mnie ujrzała.
-Megi co tu robisz?
-Kate mogę u ciebie pobyć z kilka dni?
-No pewnie. Pamiętaj: u mnie drzwi zawsze stoją otworem dla ciebie. Wchodź poopowiadasz mi co się dzieje.
-Dziękuję. Już sobie z tym nie radzę.
Wchodząc do środka Kate pokazała mi pokój i wolną szafę. Poukładałam sobie rzeczy do szafy, potem wykąpałam się i ubrałam piżamkę. Kolejnie zeszłam do salonu i siadłam koło Kate. Pijąc kakao zaczęłyśmy rozmawiać.
-Kate, jesteś jedyną osobą która mnie rozumie. Nie wiem co się ze mną dzieje.-oznajmiłam.
-Mów po kolei co się wydarzyło.-powiedziała Kate.
-Więc zaczęło się to od tego że....-zaczęłam opowiadać.
Przez cały ten czas Kate wsłuchiwała się w moje słowa. Ani razu mi nie przerwała słuchała z zaciekawieniem.
-Czyli ten Louis pomógł ci i spotkałaś Kevina. I wtedy Louis zrobił coś czego nie potrafisz wytłumaczyć...aha.I nie wiesz dlaczego krzyczysz na innych chodź nie czujesz złości?
-No tak. Pomóż mi proszę...nie wiem jak mam sobie z tym radzić.
-Przebieraj się w strój sportowy poćwiczymy trochę.
-Żartujesz? Teraz gdy się wykąpałam i jestem w piżamie?
-To się wykąpiesz drugi raz. Nie zaszkodzi ci woda. No szybko masz pięć minut!
-Ha, ha,ha...
-Z czego się Megi śmiejesz?
-Ostatni raz tak poganiał i taki wpływ na mnie miał Kevin.
-Nie przejmuj się nim. Zapomnij !
-Łatwo mówić.
-To nie jest łatwe wiem. Bo sama to przerabiam-John.
-Nie chcesz wrócić do nas?
-Chciałabym i to bardzo.
Kate zeszła do sali ćwiczeń ja tymczasem się przebrałam. Po krótkiej rozgrzewce Kate pokazała mi kilka chwytów. Potem zaczęłyśmy te chwyty ćwiczyć i nie chcę się chwalić ale całkiem dobrze mi to wychodziło.
Następnego dnia poszłyśmy z Kate na zakupy. Kupowałyśmy nowe stroje do agentów. Tamte stare były już takie niemodne, a chciałyśmy wyglądać jako profesjonalne agentki. Wychodząc ze sklepu zauważyłam Louisa. Który odezwał się do mnie mówiąc ''Cześć'', lecz ja odwróciłam się w drugą stronę udając że go nie widzę.
-Meg co to za chłopak który idzie teraz za nami? Ten blondyn oczywiście.
-To właśnie Louis. Nie chce z nim gadać. Chodźmy już lepiej.
-Ale przystojniak z niego! Ty to masz szczęście spotykasz samych przystojniaków. Daj mu szanse! Gdybym była w twoim wieku to bym się nawet nie zastanawiała.
-To daj szanse Johnowi Kate.
-Ja już mu wybaczyłam Megi, ale czy on mnie wybaczył? To tylko on wie. I ten twój Louis idzie za nami.
-Nie patrz się na niego!
Wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy. I nie wiem co stało się dalej z Louisem.
Co dziennie przez dwa tygodnie z Kate ćwiczyłyśmy walcząc i wspinając się. Wróciłam do swojej sprawności  i nawet ją poprawiłam. Byłam w doskonałej kondycji i już nawet potrafiłam radzić sobie ze stresem i z problemami. Kate nie tylko nauczyła mnie dobrze się bić, ale także nauczyła mnie samokontroli. Co bardzo pomagało mi w codziennym życiu. Przez całe dwa tygodnie mieszkałam u Kate i miałam zamiar zostać jeszcze z dwa dni. Podczas kąpieli zadzwonił John. Kate słysząc telefon odebrała
-Tak słucham?
-Megi kiedy wracasz?
-John nie jestem Megan.
-Kate...mogłabyś dać mi Megan?
-Teraz nie może podejść bo się kąpie.
-Dobra to ja kończę. Powiedz by do mnie zadzwoniła.
-John! Zaczekaj!
-Tak Kate?
-Chciałam z tobą już od dawna porozmawiać. Możemy się kiedyś spotkać...nie możemy się zachowywać jak dzieci i unikać tej rozmowy.
-Masz rację, chciałem do ciebie zadzwonić...musimy się spotkać. Może dziś do was przyjadę?
-Dobrze będziemy czekały. To do zobaczenia  John!
-Pa Kate.
Ledwo Kate rozłączyła się a ja już zeszłam do salonu. Spytałam kto dzwoni, Kate odpowiedziawszy oddała mi telefon.
Nagle zapukał ktoś do drzwi. W szlafroku podeszłam i otworzyłam je. U progu nich stał Louis.
 
 Zdziwiona nie wiedziałam co powiedzieć; nie spodziewałam się go w domu Kate.
-Co ty tu robisz Louis?
-Przyszedłem bo się do mnie nie odzywałaś.
-Przepraszam ale...idę się ubrać.
Unikając go zamknęłam mu drzwi przed nosem i szybko pobiegłam do pokoju się ubrać. Gdy już wysuszyłam włosy i ubrałam się zeszłam z powrotem do salonu i zobaczyłam w nim siedzącego na kanapie Louisa.
-Kate co on tu robi? Czemu nie poszedł?-spytałam.
-Powiedział że stąd nie pójdzie, a tak ładnie prosił to nie mogłam mu odmówić.-odpowiedziała podając ciasto Kate.
-Przepraszam, ale chyba musisz już iść Louis.-oznajmiłam zbliżając się do wyjścia.
-Megan proszę cię porozmawiajmy. Zrobiłem coś złego? Przestraszyłaś się mnie?-pytał wstawiając z kanapy Louis (Lou).
-Nie wiem...no dobra chodź na hot-doga. -powiedziawszy to wyszliśmy.
Kate tylko uśmiechnęła się i wiedząc że John przyjedzie poszła do sklepu ''na rogu'' i kupiła jeszcze trochę ciasta. Potem zrobiła kanapki i gotowa wyczekiwała Johna. W końcu się pojawił. Przyjechał swą bryką-''Lolą''.  John zawsze robił furorę swoją bryką. On jedyny w całym mieście a może i państwie ma takie autko. Ja i Lou spacerowaliśmy pijąc napoje.
 
Nagle zarzucił rękę przytulając mnie.
Ja się uśmiechnęłam i nie chciałam być jakaś niegrzeczna i pozwoliłam sobie byśmy tak spacerowali.
-Gdzie jest Megi?-spytał John siadając na kanapie i biorąc kawałek ciasta.
-Poszła pospacerować...i...może chcesz soku?-zaproponowała Kate.
-A więc zostawiła nas samych. A soczku bardzo chętnie,poproszę.-powiedział uśmiechając się John.
Kate nalewając soku o mało co nie wylała go na Johna. Podczas gdy Kate gotowała obiad ja i Louis spacerowaliśmy rozmawiając i spędzając miło popołudnie. John trochę się denerwował o mnie , ale Kate go uspakajała. Sama trochę się denerwowała bo nie chciała mówić że kogoś poznałam, wiec wysłała mi wiadomość bym już wracała do domu bo John zaczyna się niepokoić. Niestety musiałam zakończyć to mile spędzone popołudnie z Louisem. Po tym razem spędzonym krótkim czasie zmieniłam nastawienie do Louisa. Był taki miły, ciepły, troskliwy, zabawny, lecz jednak było w nim coś tajemniczego.
-Miło dziś było, i dzięki że mnie odprowadziłeś. To pa!-powiedziałam Louisowi.
-Musisz już iść?-spytał zawiedziony.
-No tak. Ojczulek przyjechał i już trochę czeka na mnie to cud że ze skóry do tego czasu nie wyskoczył.-śmiejąc się ucałowałam Louisa w policzek i weszłam do środka. Louis uśmiechnięty odszedł.
-No w końcu jesteś córko!-oznajmił z entuzjazmem John.
-No witaj...John! I jak porozmawialiście trochę?-spytałam.
-To był jednak plan zamierzony. Tak porozmawialiśmy i....-trzymał John w niepewności.
-I?-dopytywałam.
-I podjęliśmy decyzję że Kate wraca do nas! Pogodziliśmy się. -odpowiedział John.
-To super! A wróciliście do siebie?-zapytałam.
-No nie. Postanowiliśmy że damy sobie jeszcze czas. Nie ma się co spieszyć.-mówiąc to John wziął do samochodu pudełka z rzeczami Kate.
-Więc Megi zbieraj się jedziesz swoim autem a ja i John jedziemy ''Lolą''.-mówiąc to Kate wsiadła do auta.
Ja wsiadając pojechałam pierwsza, a John i Kate jeszcze zanieśli parę pudeł do super bryki i pojechali zaraz za mną.
 
Gdy ujrzeli Kate Nick i Molly byli szczęśliwi że wróciła.
-Kate!-krzycząc pobiegli i ją przytulili.
-I znów jesteśmy razem!-mówiąc to wszyscy przytuliliśmy się śmiejąc. 

,,W cieniu prawdy''

                           Część 66
 Uczesałam się, umalowałam i ubrałam. Wychodząc zaczepiła mnie Molly z Nickiem.
-Wow, ślicznie wyglądasz. Gdzie idziesz?-spytała Molly.
-Pewnie na randkę...uuuu....-wtrącił Nick.
-Wcale nieee...spotkanie koleżeńskie. -odpowiedziałam.
-Mnie nie okłamiesz. Kim on jest? -dociekała Molly.
-Poznałam go w galerii. Pewien facio ukradł mi torebkę a on ją zwrócił mi. Tak jakby, bo potem żegnaliśmy się i zapomniał mi ją oddać.-opowiedziałam.
-No kochana. To nie przypadek. Los tak chciał. Mam nosa. Nasza Megi ma chłopaka! Jak wrócisz opowiesz nam wszystko ze szczegółami nawet pikantne rzeczy. A teraz leć bo się spóźnisz.-mówiła Molly.
-Przestańcie! Ale macie pomysły! No dobra lecę bo naprawdę się spóźnię.-mówiąc to wyszłam.
Molly i Nick popatrzyli się na siebie i cieszyli się ze kogoś poznałam.

 Mieli nadzieje że zapomnę o Kevinie.
Podjechałam pod restaurację siadłam przy stoliku i chwilę później zjawił się Louis. Przywitał się ze mną całując w policzek.
-Przepraszam za spóźnienie Megan.
-Nic się nie stało ja właśnie przyjechałam.
-Przyjechałaś?
-No autem.
-Aha no tak. Ładny kolor.
-Louis ale skąd wiesz jaki ma mój samochód kolor skoro go nie widziałeś chyba?
-A ten tu przed oknem to nie twój?
-A no tak. Przepraszam. Ale mógł należeć do kogoś innego.
-Mam intuicję. To co zamawiasz Megan?
-Może pizze i cole?
-Ha, ha...
-Z czego się śmiejesz Louis?
-Przyszliśmy do restauracji by inaczej zjeść. Jeśli chciałaś pizze do mogliśmy ją zjeść u mnie lub u ciebie w domu.
-Ha, ha...no rzeczywiście.
Podszedł kelner i przyniósł nam zamówioną wcześniej pizze z colą. Cały czas w restauracji prawie nie rozmawialiśmy, bo nie mieliśmy o czym. Ja nie chciałam się tak dopytywać go czym się zajmuję na co dzień  i w ogóle, on też nie był zbyt ciekawski. Skończyliśmy jeść pizze i wypiliśmy cole i nadal nie mieliśmy o czym rozmawiać. W pewnej chwili przypomniałam sobie o torebce mojej.
-Przyniosłeś torebkę?
-Jaką Megan?
-Tą którą wczoraj odebrałeś pewnemu typkowi.
-Ahaaa...tą torebkę. Przepraszam ale zapomniałem ją.
-Nic się nie stało. To oddasz mi przy innej okazji.
-Może byśmy teraz do mnie na chwilę pojechali po tą torebkę a potem cię tu odwiozę. Pojedziemy moim autem okey?
-Mam pojechać z obcym mężczyzną do jego domu jego samochodem? Skąd mogę wiedzieć czy nie masz jakiś ukrytych zamiarów wobec mnie?
-Znamy się już dzień więc nie jestem ''obcy''.
-Zawsze masz odpowiedź na każde pytanie?
-Możliwe. Jeżeli mi nie ufasz, to zostań tu a ja pojadę po torebkę i wrócę tu.
-No dobra przekonałeś mnie. Jadę.
-Doskonale!
Wychodząc z restauracji wsiadłam do auta Louisa i pojechaliśmy do jego domu.
Otworzywszy drzwi Louis zaprosił mnie do środka. Byłam nie chętna do wejścia, ponieważ obawiałam się trochę go. Miałam różne przypuszczenia czy może nie pracuje dla hydry, albo czy nie wysłał go Kevin. Mimo wszystko weszłam po jakimś czasie do środka.
-Rozgość się ja zaraz przyniosę ci torebkę. -oznajmiwszy to Louis pobiegł po torebkę.
Ja siadłam na kanapie i porozglądałam się po jego domu. Czułam się w nim inaczej niż w innych domach, lecz nie wiem dlaczego. Coś tu było takiego magicznego jakby. Tak wszystko inaczej poukładane, czyste. Czułam się jakby to było jakieś muzeum niż dom. W końcu przyszedł Louis oddając mi torebkę patrzył się na mnie dziwnie.
-Coś nie tak Louis?
-Wszystko jest dobrze.
-Aha to dobrze. To ja już będę się zbierała odwieziesz mnie?

- Może zostaniesz na noc? Już późno jest nie będziesz się włóczyła po nocy.
-Zwariowałeś?! Nie. Dziękuje za kolację ale muszę już iść!
-Zaczekaj!
Podbiegł do mnie chwycił mnie za ręce i patrząc mi się prosto w oczy mówił:
 
-Zostaniesz tu na noc, nie bój się mnie. Jutro odwiozę cię do domu.
-Nie! I puść mnie jeszcze pomyśle że mnie chcesz zaczarować!
-Że co?
-No to! Louis nie zostanę na noc!
-To niemożliwe!
-Co niemożliwe?!
-Megan niemożliwe to że odmówiłaś mi.
-Widocznie nie masz daru przekonywania.
-Proszę cię zostań!
 
-Nie!
Wzięłam torebkę i wyszłam. Potem wzięłam taksówkę i odwiózł mnie pod restauracje. Tam siadłam do samochodu i wróciłam do domu. Jadąc do domu nie zauważyłam że Kevin mnie przez cały czas śledził. Gdy już prawie dojeżdżałam do domu stanęło mi auto. Wściekła wysiadłam z samochodu i popatrzyłam co się dzieje. Okazało się że mam przebitą oponę. Wzięłam kluczyki , otworzyłam bagażnik i wyciągnęłam koło. Niestety nie umiałam zmienić go. Siadłam na krawężniku i czekałam na jakiś przejeżdżający samochód. Zadzwoniłabym po pomoc lecz telefon miałam rozładowany. Kevin widząc mnie siedzącą na krawężniku wysiadł z zaparkowanego trochę dalej ode mnie samochodu i podszedł do mnie.
 
Zauważywszy go przestraszyłam się:
-Kevin? Co ty tu robisz?
-Mogę ci wymienić koło. Pomogę ci.
-Zostaw mnie! Odejdź!
-Nie bój się mnie. Nie skrzywdzę cię!
-Odejdź!
-Spokojnie Megi. Nic ci nie zrobię.
Nagle odezwał się ktoś gdy się obróciłam zauważyłam że to Louis który powiedział:
-Nie słyszałeś co Megan powiedziała? Masz ją zostawić.
-A jeśli nie to co mi zrobisz?
-Chyba nie chcesz się przekonać.
Kevin wyciągnął broń i zaczął celować w Louisa. Ja zobaczywszy to wstałam i szybko zasłoniłam Louisa, lecz on mnie odepchnął i podszedł bardzo blisko Kevina. On chciał strzelić lecz Louis zaczął coś szeptać. Gdy skończył, to Kevin opuścił broń i odjechał.
-Nic ci nie jest?-spytałam.
-Nie. Spokojnie. Wymienię ci koło i będziesz mogła wrócić do domu.-oznajmiwszy to Louis zaczął zmieniać mi koło w samochodzie.
-Louis , ale jak się tu znalazłeś? Śledziłeś mnie i w ogóle jak ci się udało Kevina przekonać by nie strzelał. Coś mu zrobił?
-Megi spokojnie...nic mu nie zrobiłem, wszystko jest okey. Uspokój się.
Wsiadłam do samochodu i zatrzaskując się ze strachu czekałam kiedy Louis powiadomi mnie o gotowym samochodzie. Ledwie minęło dziesięć minut a już zapukał do szyby auta że koło wymienione. Byłam zdziwiona. Nawet nie dziękując mu szybko zapaliłam samochód i odjechałam.

piątek, 15 maja 2015

,,W cieniu prawdy''

                             Część 65
-Martwiłem się o ciebie gdzie byłaś całą noc Megi?-spytał John.
-Spokojnie...stało się coś? Przecież mówiłam ci że mogę nocować u Kate.-odpowiedziałam. 
-Aha, no tak. Przepraszam, ale tyle się dzieje że całkiem o tym zapomniałem.-tłumaczył John.-Megi stało się coś? 
-Nie, nic. Potrzebuje tylko laptopa. Muszę coś poszukać pewnej rzeczy.-mówiąc to wzięłam laptopa i poszłam do pokoju. Siadłam na łóżku włączyłam laptopa i szukałam mocnych bólów głowy i tak dalej. Nic jednak nie znalazłam. Wtedy przypomniałam sobie to co kiedyś mówiła mi hydra, że będę miała moc, ale to niemożliwe! Wpisałam w internecie ''pieczęć Zeusa'' i rzeczywiście było coś takiego, ale to tylko legendy. I nikt go nie mógł odnaleźć bo to fikcja. Nagle wszedł Nick ja szybko zamknęłam laptopa by czegoś nie podejrzewał. 
-Co robisz Megi?
-A nic. Jadę dziś do Kate.
-Znowu? Co wy tam robicie?
-Znowu. Stęskniłam się za nią. Chcę by do nas wróciła. 
-Ja też chcę Megi i to bardzo. Ale trzeba by było pogadać z Johnem i z Kate. 
-Pogadam z nim. A co teraz robi?
-Jest w gabinecie jak zawsze. Idź do niego. W końcu jesteś jego córką zrozumie. 
-Masz rację.
Wychodząc z pokoju pobiegłam do gabinetu biorąc z lodówki pudełko lodów. Musiałam jakoś zagadać do Johna. Siadłam na kanapie otworzyłam pudełko lodów i poprosiłam by John wziął łyżeczkę i jadł razem ze mną. 
-Chcesz o czymś pogadać Meg?
-Ja? Skądże! Chyba mogę przyjść tak po prostu do staruszka i z nim pogadać, albo pomilczeć co nie?
-No tak,ale znam cię. Bezinteresownie byś nie przyszła. Albo coś chcesz ode mnie albo masz jakiś interes do roboty. 
-No dobra wygrałeś! Chodzi o Kate. Mogła by do nas wrócić?
-Megi, kochanie...nie teraz. To nie jest czas. Nie mogę, nie potrafię...
-Czemu nie teraz? A kiedy? Zawsze jest odpowiedni czas na to. 
-Muszę to przemyśleć. 
-Dziękuję, kocham cię!
-Gdzie idziesz?
-Na razie nigdzie. Dopiero potem jadę do Kate. 
-Znowu?
-No znowu John. 
-Kiedy powiesz do mnie ''tato''?
-John, kochany...nie teraz. To nie jest czas. Nie mogę, nie potrafię...
-Musisz powtarzać?
-Tak.
Wychodząc z gabinetu poszłam do Nicka i do Molly. Oni jak to oni znów badali coś lub robili jakieś eksperymenty. 
-Co robicie?-spytałam.-Albo nie mówcie! I tak nic nie zrozumiem. 
-Megi mamy do ciebie prośbę. Pójdziesz do sklepu i kupisz smar do rowerów, olej, czosnek, mięte i pomidory lub jabłka? -powiedziała Molly.-I wódkę. 
-Wódkę? Po co wam wódka?-spytałam zdziwiona.
-Potrzebujemy zrobić eksperymenty. Zrobimy taki jakby krem z tych rzeczy które kupisz potem dodamy niektóre rzeczy z naszej pracowni i może wyjdzie nam coś fajnego. Może krem przez który będziemy niewidzialni? Nie wiem zobaczymy jeszcze.-tłumaczył Nick.
 
-Ahaaa, okey. Zaraz będę! 
Wzięłam pieniądze i samochód i pojechałam do sklepu. Gdy już wszystko kupiłam zapakowałam do  reklamówki i wyszłam ze sklepu. Byłam w galerii. Po drodze spotkałam fajny sklep z fajnymi ciuszkami. Zrobiłam małe zakupy. Kupiłam kilka nowych ubranek. Schodząc po schodach nagle ktoś we mnie wpadł i ukradł mi torebkę. 
-Ej! Złodziej! Pomocy! Złodziej, łapcie go!-krzycząc to opuściłam reklamówki i pobiegłam za nim. W pewnej chwili idący przystojny blondyn z lekkim zarostem przez galerię zobaczył że gonię zamaskowanego mężczyznę i także ruszył w pościg za nim.
 
 Gdy był już zaledwie trzy metry od złodzieje krzyknął ''Stój''. I to było dziwne bo ten koleś stanął. Potem ten chłopak podszedł do niego i zabrał mu moją torebkę. Odbierając mu ją zaczął coś do niego szpetać
-Już nigdy nie będziesz kradł. Teraz pójdziesz i przeprosisz tą panią. Jasne?
-Już nigdy nie będę kradł. Teraz pójdę i przeproszę tą panią. Tak jest.
Złodziej powtórzył to wszystko co powiedział ten chłopak i przeprosił mnie, a potem uciekł. Podeszłam do tego chłopaka i podziękowałam mu za wszystko.
-Dziękuję. 
-Nie ma za co. Jestem Louis. A ty?
-Megan. Miło mi. Przepraszam, ale zostawiłam  tam reklamówki z zakupami i muszę już iść.
-Odprowadzę cię. By nic ci się już nie przydarzyło. 
-No dobrze. Jeszcze raz dziękuję za pomoc. Muszę się jakoś tobie zrewanżować. 
-Może kolacja wspólna?
-Szybki jesteś Louis. 
-To co kolacja?
 
-No dobra. Kiedy?
-Jutro w restauracji ''Paradise for Taste'' (raj dla smaku) o dziewiętnastej?
-Dobra. 
Doszliśmy do schodów na których zostawiłam reklamówki. Gdy podeszłam bliżej zobaczyłam że jabłka są rozsypane. Louis pomógł mi je pozbierać. Podczas gdy podał mi do ręki jabłko i dotknął mnie poczuł się dziwnie ponieważ zbladł, a jego oczy wpatrywały się w moje nie spuszczając wzroku. Chwilę się tak patrząc musiałam to przerwać więc odezwałam się nadal trzymając to jabłko i dotykając jego ręki.
-Dzięki. Przepraszam teraz bo się spieszę. 
-To do jutra...Meg!
-Do jutra Louis. Miło cie było poznać!
-Ciebie też!
Żegnając się wzięłam reklamówki i wkładając je do auta odjechałam. W połowie drogi do domu spostrzegłam się że nie mam znów torebki, nagle przypomniałam sobie że Louis trzymał ją w ręku podczas gdy się żegnaliśmy czyli zapomniał mi ją dać. W torebce miałam wszystko dokumenty, prawo jazdy i pieniądze oraz telefon.

 

czwartek, 14 maja 2015

,,W cieniu prawdy''

                           Część 64
Następnego dnia przyszedł do mnie psycholog na rozmowę. Wysoki mężczyzna ogolony w okularach.
-Witam, jestem Richard. Ty pewnie jesteś Megan.-przedstawił się psycholog.
-Dzień dobry.Nie potrzebuje psychologa czuję się dobrze i jestem normalna.-oznajmiłam. 


-Właśnie tak większość ludzi psychologa postrzega jako zwariowanego lekarza który pomaga osobom nienormalnym, ale tak wcale nie  jest. To też, ale pomagamy ludziom z problemami, pomagamy się im ''otworzyć''; wydusić to z siebie, przestać się bać tego. Jeśli nie chcesz teraz, zrozumiem. Nie będę naciskał.-mówił pan Richard.
-Proszę zaczekać! Zdecydowałam się możemy porozmawiać. -zgodziwszy się Richard siadł koło mnie wyciągnął jakiś notes i zaczął zadawać pytania po czym to co mówiłam notował.
-Dlaczego postanowiłaś się otruć?
-Proszę pana...
-Jestem Richard.
-Więc Richard...ja postanowiłam się otruć bo, nie radziłam sobie z problemami.
-Tylko z tym?
-Nie rozumiem.
-Czy chodziło też o złość o zazdrość i ciekawość czy może o miłość?
-Miłość?
-Tak. Do tego co cie skrzywdził, chciałaś się odegrać. Chciałaś odpocząć, wyciszyć się. I dlatego zamiast strzelić sobie kulkę wybrałaś leki. Prawda?
-No...można tak powiedzieć. Możemy zmienić temat?
-Nie, porozmawiajmy o nim.
-O kim?
-O tym co cię Megi zranił.
-Nie chcę!
-Czy warto było się truć dla niego? Czy warto swoje życie zmienić w jedną wielką żałobę ze względu na niego? Jesteś młoda i śliczna jeszcze wielu będziesz miała. Może się okazać że to ty komuś złamiesz serce. Gdybym był te parę lat młodszy...
-Ha, ha...i tak mnie pan nie pocieszy.
-Właśnie to zrobiłem roześmiałaś się. Bądź szczęśliwa tak najbardziej odegrasz się na nim. Pokaż że nie będziesz nosiła po nim żałoby bo on nie umarł, tylko cię zdradził. Pokaż że możesz żyć bez niego. Jeśli będziesz zła odreagowuj walcząc, albo co inne robić. On nie jest wart tych łez.
-Chyba ma pan rację. Koniec ze smutkiem. Pokaże że mimo wszystko jestem szczęśliwa. Ma pan rację. Dziękuję panu!
-Nie ma za co potrzebowałaś tylko się otworzyć na to i tyle. Resztę samo przyszło. Więc na dziś koniec. Jeżeli będziesz chciała pogadać to masz tu moją wizytówkę.
Pan Richard wręczając mi wizytówkę wyszedł a zaraz za nim przyjechał John z Nickiem i Molly. Kupili mi czekoladki i położyli na stoliku. Następnie Molly poszła spytać doktora prowadzącego kiedy mnie wypisuję ten odpowiedział że właśnie szedł zanieść mi wypis. Skoro Molly poszła się spytać to wzięła wypis. Po dwóch godzinach skończyła mi się kroplówka, wtedy przyszła pielęgniarka poodpinała mi to wszystko i wyszła. Ja wzięłam ubrania poszłam do toalety ubrałam się i chwilę później wsiadłam do auta i razem z resztą wróciliśmy do domu.Gdy już dotarliśmy na miejsce zdałam sobie sprawę że jest tak pusto. Nie ma już z nami Kate ani Kevina. To już nie było to samo. Nie chciałam znów się użalać nad sobą i się truć więc postanowiłam że dokonam zmiany, ogromnej zmiany z wyglądu jak i z charakteru. Postanowiłam ''wyrzucić siebie'' wraz z Kevinem. Zdecydowałam się że zmienię fryzurę na przykład skrócę włosy i przefarbuję je, potem zacznę przykładać się do pracy i postanowiłam że chcę być tak dobra w różnych misjach jak i Kate czy Kevin. Przecież nie jestem gorsza od nich. Jakoś musieli się tych zdolności nauczyć i ja też mogę. Nie tylko będę hakerkom ale także dobrą wojowniczką. Weszłam do swojego pokoju i postanowiłam że zrobię porządek także w pokoju skoro już ze sobą robię porządek to nie zaszkodzi w swoim pokoju.
Otworzyłam szafę powyciągałam ubrania i niektóre pakowałam do worka a potem wyrzucałam. Gdy już skończyłam z szafą wzięłam się za biurko. Pierwsze co mi wpadło pod ręce to były zdjęcia, te z Kevinem wzięłam i potargałam a potem spaliłam. Jedyne co miało coś wspólnego z Kevinem to łańcuszek , który dostałam od Kevina. Tego akurat nie mogłam się pozbyć. Zdecydowałam że to będzie jedyna rzecz która będzie mnie z nim łączyła. Po porządkach w końcu siadłam na łóżku , włączyłam laptopa i pousuwałam tam zdjęcia Kevina-wszystkie jakie miałam. Potem znalazłam adres i numer telefonu do Kate. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałam że pojadę do niej. W końcu przez miesiąc nie miałam z nią kontaktu. Chciałam bardzo by wróciła, bardzo ją lubiłam była dla mnie jak matka i nadal będzie moją jedyną mamą.
-John chciałam zobaczyć się z Kate. Nie będziesz miał nic przeciwko temu jeśli pojadę ją odwiedzić?-spytałam.
-Zgoda. Niech ci będzie. Znów się uśmiechasz! Coś się stało?-zauważył John.
-Tak. Po rozmowie z psychologiem moje życie znów nabrało kolorów. Postanowiłam że zamknę tamten rozdział i zacznę żyć od nowa.-oznajmiłam.
-Doskonale córeczko! I to jest odpowiednie podejście do życia. Jestem z ciebie dumny. Moja krew!-entuzjastycznie odparł John.
-Dobrze John to ja jadę. Nie wiem o której wrócę może będę u Kate nocowała. Dam znać, ale nie czekajcie na mnie. Pa!-mówiąc to ucałowałam Johna w policzek i biorąc kluczyki odjechałam.
Po niecałej godzinie byłam na miejscu. Pukałam do drzwi , lecz Kate nie otworzyła. Pewnie jej nie było, ale zaczekałam. Skoro już przyjechałam to parę minut mnie nie zbawiło. I miałam rację kilka minut później Kate wracała do domu. Zobaczywszy mnie podbiegając uściskała mnie.
 
-Megi! Kochana! Czemu się nie odzywałaś przez tak długi czas. Myślałam że już całkiem zapomniałaś o mnie.
-Kate nie zapomniałam o tobie. Dużo się działo przez miesiąc i....poopowiadam ci w środku jeśli mogę wejść.
-No jasne, wchodź. Strzelimy sobie drinka i pogadamy.
-No ja raczej jakiś sok bo samochodem jestem.
-No dobra Meg, to wchodź.
Weszłyśmy do środka. I powiem wam że Kate miała bardzo przytulnie w domu. Na prawo miała kuchnie, na lewo salon a na wprost jak się wchodziło miała drewniane schody które prowadziły do pokoi i łazienki. Jak na nią samą to całkiem duży ten jej dom.
-Co chcesz Megan: kawę, herbatę?
-Sok poproszę. Duży dom masz jak dla ciebie samej. Gdybym cię nie znała pomyślałabym że masz gdzieś w piwnicy salę treningów. Ha, ha, ha....
-Skąd wiesz?
-Nie żartuj! Masz naprawdę?
-Mhm...ale to później. Na razie porozmawiamy sobie. I co tam u ciebie? Jak John poznał kogoś?
Przynosząc napoje Kate siadła koło mnie w salonie. Pijąc zaczęłyśmy tak rozmawiać aż przeszłyśmy do ploteczek i wspomnień.
 
-To straszne Meg! Leżałaś miesiąc w śpiączce? O Boże gdybym wiedziała...
-No tak. Połknęłam kilka opakowań jakiś leków i na drugi dzień...chyba koło południa znalazła mnie Molly bodajże...potem to już nic nie pamiętam. Właśnie niedawno się wybudziłam.
-Całą noc leżałaś nieprzytomna i żyłaś jeszcze?
-No... tak. Normalnie cud, co nie?
-To dziwne, przecież leki działają błyskawicznie. To rzeczywiście musiał być cud.
-No. A co tam u ciebie? Trzymasz formę!
-No tak. No smutno jest bez naszej drużyny, no ale cóż! Nic nie mogło trwać wiecznie. Dzień jak co dzień :wstaję o piątej lub o szóstej rano potem biegam po kilka kilometrów potem prysznic, śniadanie. Jakaś telewizja i ćwiczę w mojej jak to ujęłaś sali treningów. Żeby nie wypaść z prawy.
-To musisz mi ją pokazać-koniecznie!
-No dobra to dopij sok i idziemy do sali treningów! Ha, ha, ha, ha...
Dopiwszy sok Kate zaprowadziła mnie do ogromnej, ogromnej i jeszcze raz ogromnej piwnicy. Tam było wszytko. Niedaleko wejścia był duży materac na którym Kate mogła ćwiczyć, na lewo była bieżnia, rowerek i to takie do boksu ten worek. Jak zwał tak zwał. Nad materacem była lina i pod sufitem drabinki. Doskonałe do wspinania się i do zwinności.
-I jak ci się podoba moje królestwo?
-Wow! Wow! I wow! Tu jest prze...fajnie. Zazdroszczę ci tego!
-Poćwiczymy?
-Żartujesz?!
-Nie. Sprawdzimy twoją kondycję. Miesiąc w łóżku bez ruchu to mogłaś wyjść z prawy.
-No okey, ale ja nie mam stroju.
-Ale ja mam. Tu na prawo masz strój. Jesteś chuda to będą dobre, albo za duże. Najpierw mała rozgrzewka a potem powalczymy trochę jeden na jeden.
-Super! To ja idę się przebierać.
Szybko przebrałam się i potem pobiegłam na ogromny materac. Tam zrobiłyśmy małą rozgrzewkę. Byłam tak podekscytowana tym wszystkim że nie zauważyłam jak czas szybko mija. Poćwiczyłyśmy. Potem Kate powiedziała żebym przyjeżdżała kiedy tylko chcę i że będzie mnie szkoliła. Strasznie się cieszyłam tak że nie zastanawiając się przyjęłam propozycję Kate. Po treningu zrozumiałam że jestem w fatalnej formię. Musiałam szybko zregenerować siły i wrócić do ''gry''. Było już późno więc zbierałam się już do domu. Podczas gdy żegnałam się z Kate u progu drzwi nagle zaczęła mnie bardzo boleć głowa, zaczęła tak mnie ściskać że myślałam że mi wysadzi od środka.
-Meg! Co jest?! Ej Meg!
-Boli! Au...! Bardzo...boli!
-Co cię boli?! Chodź do środka połóż się na kanapie!
Kate wzięła  mnie pod rękę i zaprowadziła do salonu. Tam położyłam się i trzymając za głowę stękałam z bólu. Kate szybko poleciała do kuchni po tabletki przeciwbólowe i po wodę. Szybko wzięłam tabletki i popiłam wodą. Wszystko już zrobiłam, lecz ból nie ustępował. Po kilkudziesięciu ból naglę ustąpił , ale w bardzo dziwny sposób. Bolało mnie, bolało i nagle ścisło mnie raz bardzo mocno a potem przestało. Kate zaproponowała mi bym przenocowała u niej a nad ranem wrócę do domu. Bała się że może mi się to wrócić i że z tego powodu mogę mieć wypadek.
-No dobrze zostanę. Ale naprawdę nie przeszkadzam?
-Megi ,przestań! Mieszkam sama i mi nie przeszkadzasz.
-No dobrze.
-Już lepiej ci?
-Tak. Ale nigdy nie miewałam tak mocnych bólów głowy to gorzej niż migrena.
-Zdarzyło ci się już tak?
-Nie. Dziś był pierwszy raz.
-Może to z wysiłku. Dopiero co wyszłaś ze szpitala a ja cię tak katowałam. Przepraszam.
-Kate, to nie twoja wina. To niemożliwe, ale tak by mnie nigdy nie bolało z wysiłku. Nieważne. Już się lepiej czuje.
-No to dobrze. Ja idę już spać, jakby co to wołaj.
-Dobrze. To dobranoc Kate.
Kate zgasiwszy światło poszła spać. Ja chwilę później też zasnęłam.
Rano Kate wstała pierwsza i zrobiła śniadanie. Gdy już zjadłam to pożegnałam się z Kate i wychodząc poprosiłam ją by nic nikomu nie mówiła że mnie tak głowa bolała. Chwilę później wsiadłam do auta i odjechałam.

wtorek, 12 maja 2015

,,W cieniu prawdy''

                               Część 63
-Ej! Tam nie wolno! Kim pan tak właściwie jest?-biegnąc w stronę sali na której leżałam spytała pielęgniarka.
-Jestem mężem.-odpowiedział Kevin.
-Jest pan mężem tej dziewczyny-Megan?-pytała pielęgniarka.
-Tak. Przyjechałem jak się tylko dowiedziałem.-tłumaczył się Kevin.
-Aha, to dobrze. Może pan zostać. Jeżeli pan czeka na jej ojca i przyjaciół to oni już poszli.-powiedziała uśmiechając się pielęgniarka.
-Wiem, widziałem ich. I powiedziałem mojemu teściu że wróciłem.-oznajmił kłamiąc Kevin.
-Proszę zaczekać!-krzyknęła.
-Tak?-rzekł Kevin.
-Yyyy...śliczne kwiaty.-mówiąc to pielęgniarka odeszła. 
Kevin tymczasem wszedł do sali, siadając koło mnie włożył kwiaty do wazonu. Trzymając mnie za rękę mówił:
 
-Megi, coś ty zrobiła! Zawsze byłaś taka silna...nie wiem co się stało. Nie zostawię cię. Będę tu przychodził co każdy dzień z nowymi kwiatami dla ciebie. Wszystko się ułoży, wszystko będzie dobrze. Gwarantuje ci to. Pewnie mnie nie słyszysz, ale chce ci powiedzieć że żałuje tego wszystkiego, że zdradziłem ciebie i naszą agencję. Żałuje, ale nie miałem wtedy wyboru. Teraz też nie mam. Nie chciałem by to tak się potoczyło. Żałuje. 
Potem łzy zaczęły mu spływać po policzkach, delikatnie unosząc rękę wytarł je. W szpitalu spędził kilka godzin potem poszedł na recepcję i poprosił pielęgniarkę by zmieniała wodę co dziennie, i że będzie więcej kwiatów. Gdy już skończył przekazywać te wszystkie wiadomości , wyszedł ucałowawszy mnie w policzek. Wrócił do hydry, która widziała że gdzieś był więc spytała.
-Gdzie byłeś?
-Nigdzie.
-Nie kłam! Więc skoro nigdzie nie byłeś to nie musiałeś zabierać pieniędzy.
-Wziąłem je, i tobie nic do tego. Pieniądze są moje i mogę robić z nimi co chcę.
-Dobrze, jasne...nie chcesz to nie mów.
-No właśnie!
-Co się tak denerwujesz? Spokojnieee...
-Możesz zamilknąć hydro?! Z góry dziękuję.
-Płakałeś?
-Nawet gdyby to co? Zabronisz?
-Nie.
-Dobra idę spać bo już późno. Dobranoc.
Kevin mówiąc to poszedł spać.
 
 Już nazajutrz z samego rana John przyszedł do szpitala i zauważył róże. Nic nie podejrzewając nie pytał o nic. Siedział przy mnie i cierpliwie czekał aż się wybudzę. Czas mijał a ja ciągle nic. Kevin przychodził codziennie i przynosił mi róże albo jakieś inne kwiaty. Jedne już uschły, były następne i tak dalej. W końcu było ich tak dużo że już nie było miejsca gdzie układać w sali. John z niepokojem przymykał na to oko aż w końcu przyszedł do szpitala wraz z Nickiem i Molly i zobaczył mężczyznę w kapturze idącego prawdopodobnie z mojej sali. John spojrzał na niego, lecz nie zauważył twarzy. Siedząc tak nade mną przyszła pielęgniarka na skontrolowanie mnie.
-No pańska córka ma wielkie szczęście.-powiedziała.
John dziwnie popatrzył się na nią i spytał
-Ale o czym pani mówi?
-O zięciu czyli mężu pani córki.
-Nierozumiem.
-No bo pańskiej córki mąż przychodzi tu co każdy dzień od miesiąca i co każdy dzień przynosi jej te o to kwiaty. Jest taki romantyczny, kochany i przystojny. Pańska córka ma wielkie szczęście że spotkała takiego mężczyznę na swej drodzę.
-Że co? Mąż? Zięć? Kwiaty???
-Czegoś pan nie rozumie?
Pielęgniarka dziwnie popatrzyła się na Johna, tak jakby pomyślała że zwariował. Molly odezwała się by załagodzić sytuacje.
-John, pani mówi o Megan mężu, ten czarny taki przystojny. Wysoki, brązowe oczy, dobrze zbudowany...
-Aha, no...taaak chyba tak. Nie tylko zamyśliłem się i nie zrozumiałem o co chodzi. Przepraszam.
Pielęgniarka uśmiechając się wyszła. Zaraz za nią poszedł zamknąć drzwi Nick. I dopiero wtedy zaczęli rozmawiać
-John to może oznaczać jedno: Kevin.
-Masz rację Molly, to jest Kevin, i ten co chwile temu przeszedł koło nas w kapturze to także on.
-Ale piękne kwiaty...
-Molly! Nie myśl o kwiatach trzeba coś zrobić. On tu przychodzi, i pewnie hydra już dawno wie że Megi tu leży. Będzie chciała ją wykorzystać do swych celów. Ale czemu tak zwleka? Skoro on tu chodzi już miesiąc to ona nic by nie zrobiła??
-Może hydra o tym nie wie.
-Chyba masz rację Molly. Margaret rzeczywiście może o tym nie wiedzieć.
-To co robimy? Pozwolimy by tak dalej chodził?
-Nie, kategorycznie zabraniam. Trzeba powiadomić wszystkich w szpitalu by nie puszczali nikogo prócz nas. Nick idź wszystkich uprzedź potem ja z nimi jeszcze porozmawiam.
Nick wyszedł na zewnątrz zamykając drzwi za sobą. Molly siedziała nade mną i płakała. John widząc to przytulił ją i wytarł jej spływające łzy. Molly mocno ściskając Johna mówiła
-To już miesiąc jak Megi tu leży. To straszne! Miesiąc który zleciał jak dzień dzisiejszy. Czas tak szybko płynie, nie możemy go zatrzymać, albo cofnąć.
-Molly, to jest strasznie. Jednego dnia rozmawiasz z nią a drugiego znajdujesz nieprzytomną na łóżku. Dla Megi teraz czas stanął. Ruszy razem z nią gdy się obudzi. Zamiast ją wspierać to jeszcze krzyczałem na nią. Nie powinno się to tak skończyć. Jeszcze Kevin...nie daruję draniowi tego! Jeśli go złapię to przysięgam że zabije go na miejscu własnoręcznie urwę mu głowę.
-John spokojnie, bo jeszcze tobie się coś stanie....Co jak co, ale Kevin bardzo kocha Megi i to widać. Widocznie chce ją odzyskać.
-O nieee...nie mów tak! On jej nigdy nie odzyska! Nie pozwolę na to! Oooo nieee, nigdy, przenigdy! Do końca życia będzie sam, zrujnuje mu całe życie! Tak jak on zniszczył nas wszystkich, a przede wszystkim Meg.
Wieczorem gdy Molly, Nick i John opuszczali szpital to jeszcze raz przypomnieli ochroniarzom i wszystkim pracownikom szpitala by nie wpuszczano do mojej sali nikogo prócz nich.
DWA DNI PÓŹNIEJ...
-Przepraszam bardzo, a gdzie pan idzie?-spytała pielęgniarka zatrzymując Kevina.
-O co chodzi? Jestem mężem Megan i właśnie przyniosłem jej kwiaty i chcę jej wsadzić do wazonu. Coś nie tak?-mówił Kevin.
Pielęgniarka zawołała ochroniarzy którzy chwycili Kevina za ręce i próbowali go wyprowadzić, lecz zanim to zrobili zaczął pytać
-Dlaczego mnie wyprowadzacie? Co się dzieje? Przecież jestem jej mężem!
-Przepraszamy bardzo pana, ale ojciec a ponoć pana teść zabronił panu spotykać się i przebywać u pacjentki.
-Że co? Ten starzec już oszalał na głowę! On nikogo nie poznaje! Przecież naprawdę jestem jej mężem! Ej no puśćcie mnie!
-Przepraszamy pana.
-Nie macie prawa! No co jest?!
-To pan nie ma prawa!  A teraz proszę wybaczyć.
Kevin zaczął się bić i odepchnąwszy ochroniarzy uciekł rzucając kwiaty. Chwilę później pielęgniarka zadzwoniła do Johna o wszystkim go powiadamiając. John i reszta gdy się o tym dowiedzieli od razu przyjechali do szpitala i wpadli do sali na której leżałam.
 
-John a co powiemy gdy się obudzi Megi i zobaczy te wszystkie kwiaty?-spytał Nick.
-Powiemy że to my jej nosiliśmy. -odpowiedział trzymając mnie za rękę John.
-No dobrze.-mówiąc to Molly z Nickiem poszła do bufetu szpitalnego na kawę i ciastko. Nagle, w pewnej chwili ucisnęłam dłoń Johna.
-Megi? Co jest?-pytając John wstał z krzesła.
Ja nagle ....otworzyłam oczy! Potem przylecieli lekarze i zbadali mnie. Po dwóch godzinach poczułam się już lepiej. Molly, John i Nick znów weszli do mnie.
-Witaj Megi i jak się czujesz?-spytała przytulając mnie Molly.
-Dobrze, ale tak dziwnie. Ile spałam? I skąd te kwiaty?-pytałam.
-Megi, byłaś w śpiączce przez miesiąc. Te kwiaty...to od nas. Nosiliśmy ci co każdy dzień.-odezwał się Nick. -Tylko obiecaj że już nie będziesz się truć.

-Może...
-Mam nadzieję. A podobają ci się kwiaty?
-Tak dziękuję, są piękne. I żartowałam, nie będę się truć. Żałuję tego co zrobiłam, i obiecuję poprawę. Śniła mi się taka bzdura, że Kevin tu był i trzymał mnie za rękę każdego dnia.-oznajmiłam.
-Naprawdę? O to dziwny sen. To niemożliwe że Kevin chodził by tu, przecież on jest teraz z hydrą...-głupio się uśmiechając Molly mówiła.
-Mollyyyy zamknij się....proszę.-wyszeptał Nick.
-Wiem że to niemożliwe. Możecie już iść do domu, chcę zostać sama. Muszę się wymyć, uczesać i w ogóle. I pochodzić trochę. -powiedziawszy to John z Molly i Nickiem pożegnali się ze mną. Potem przyszedł lekarz którego spytałam kiedy będę mogła wracać do domu, on odpowiedział że będę mogła wyjść już następnego dnia, lub za dwa, trzy dni. Bo mam bardzo dobre wyniki, jak na kogoś który nie dawno się wybudził z miesięcznej śpiączki. 

poniedziałek, 11 maja 2015

,,W cieniu prawdy''

                             Część 62 
Następnego dnia-koło południa. 
-Ej Nick! Widziałeś Megan?-spytała Molly.
-Nie, od rana nie wyszła chyba z pokoju. Może jeszcze śpi?-odpowiedział Nick.
-Możliwe, ale to do niej nie podobne. Wczoraj dziwnie się zachowywała. A John, gdzie jest?-oznajmiła Molly.
-John jest w gabinecie. Widocznie mają teraz takie ciche dni.-rzekł Nick.
-Mimo wszystko pójdę zobaczyć co z Megi.-powiedziawszy to Molly zapukała do drzwi mojego pokoju. 
 Mimo że pukała nie odzywałam się, więc weszła do środka nie zważając na nic. Podeszła bliżej i zauważyła leżącą mnie na łóżku a wokół mnie pudełka po lekach i dwie butelki po piwie. Zbadała mi tętno i zaczęła krzyczeć. Nick i John przybiegli pędem do mojego pokoju. John zbladł i zaczął wypytywać
-Co się stało? Co z Megi?
-John muszę zrobić szybko reanimację. Odsuńcie się!
Krzycząc Molly odwróciła mnie na plecy i zaczęła robić trzydzieści uciśnięć klatki piersiowej. Molly powtórzyła to dwa razy i dopiero przy drugiej serii udało się i odzyskałam przytomność. Mimo że otworzyłam oczy to byłam jeszcze tak jakby ogłuszona. 
-Co robimy?-spytał John.
-Do szpitala! Szybko!-krzycząc to John z Nickiem wzięli mnie do samochodu. Pewnie spytacie czemu nie dali mnie do tej komory co Molly? Dlatego że ta komora jest od ran, strzałów po prostu urazów/uszkodzeń zewnętrznych ciała. Po jakimś czasie dotarliśmy na miejsce. Tam szybko lekarze zrobili mi płukanie żołądka, i doczepili kroplówkę. 
-I co doktorze? Wyjdzie z tego?-pytał John.
-Przepraszam, a kim pan jest? Mogę informację udzielać tylko i wyłącznie rodzinie.-oznajmił lekarz.
-Jestem jej ojcem. Ma tylko mnie. Martwię się o nią.-odpowiedział John, patrząc przez szybę. 
-No dobrze. Dziewczyna miała wielkie szczęście. To cud że tak długo żyła pomimo że kilkanaście godzin temu wzięła leki. Jej stan jest stabilny. Ale jest bardzo osłabiona, i na razie musimy czekać. -oświadczył doktor. 
-Dziękuję doktorze. A mogę teraz do niej wejść?-spytał.
-No dobrze, ale na pięć minut. I proszę pacjentki nie przemęczać.-powiedziawszy to doktor odszedł. 
Nick i Molly zostali na korytarzu , a John wszedł do środka. Ja byłam bardzo słaba i nie dałam rady rozmawiać. 
-Megi-córko coś ty zrobiła? To przeze mnie? Niepotrzebnie cie wtedy zraniłem. Byłem zły na cały świat. Przepraszam.
-John nie...musisz się ma-rtwić. Wszys-tko będzie do-brze.
-Ciiii....nic już nie mów odpoczywaj. A to z Kevinem...ja tak wcale nie myślałem.
Nagle zaczęłam sinieć, i zaczęłam się dusić. John zerwał się z krzesła i pobiegł po lekarzy. Pielęgniarka wyprosiła Johna na korytarz i sami zaczęli działać. Moje serce znów stanęło. John patrząc przez szybę zaczął krzyczeć.
 
Gdy zdołali je unormować to okazało się że zapadłam w śpiączkę. Co było dla lekarzy trochę dziwne. 
-Doktorze jak z moją córką? Proszę mówić! Żyje?!
-Spokojnie, sytuacja unormowana, ale...
-Ale co? Niech pan mówi no! 
-Pańska córka zapadła w śpiączkę. Przykro mi...
-Że co? Jak to? To niemożliwe! Przecież dopiero co z nią rozmawiałem! O Boże...! 
-Może chce pan wody?
-Wie pan co chce? Chcę by moja córka żyła!
-Ale pańska córka żyje, tylko jest w śpiączce. 
-No właśnie to tak jakby umarła! Róbcie coś! Dam wam wszystkie pieniądze co tylko chcecie ale zróbcie coś! Na miłość boską, ratujcie ją!
-Proszę się uspokoić, bo będziemy zmuszeni pana wyprowadzić stąd. Powtarzam jeszcze raz: pańska córka jest w śpiączce i potrzeba czasu. Znam osoby które wybudziły się po tygodniu, niektóre po miesiącu a niektóre nawet po kilku latach do kilkunastu lat. Trzeba czasu. Teraz wszystko zależy od niej. Warto z nią rozmawiać, mimo że ''śpi'' to na pewno słyszy. Trzeba być cierpliwym. 
-Cierpliwym? Co pan wie o tym?
-Mój syn leży salę obok i leży już szesnaście lat. Dziś są jego dwudzieste-czwarte urodziny. Więc niech mi pan nie zarzuca że nie wiem o czym mówię! 
-Przepraszam, nie wiedziałem. 
-To teraz pan już wie. Przepraszam, ale mam także innych pacjentów. 
John siadł na fotelu i płacząc bił pięściami o ścianę. Nick i Molly poszli coś kupić do sklepu, i przybici wracając do szpitala patrzyli przez szybę na mnie. 
-Przecież dopiero co ja leżałam...a teraz Megi...to takie niesprawiedliwe. Jest dla mnie jak siostra.-mówiąc to Molly przytuliła się do Nicka. Po kilkugodzinnym czuwaniu John odesłał Molly i Nicka by wrócili do domu. Ojciec został czuwając nade mną  całą noc. Tymczasem Kevin zresztą ekipy hydry knuli nowy plan. Hydra kazała Kevinowi śledzić nas. 
 
-Co masz Garet?-spytała hydra. 
-Namierzyłem ich bazę nową.-odpowiedział dziwnie uśmiechając się do Margaret (hydry).
-Doskonale. Kevin, Garet da ci adres i pójdziesz tam do ich bazy i zorientujesz jaka jest ich obecna sytuacja wszystko mi opowiesz. Idź już-powiedziawszy to Garet wręczył adres naszej bazy. Kevin przebrany zakradł się po cichu do naszej kryjówki i włamując podsłuchiwał rozmowę Nicka z Molly pod drzwiami gabinetu Johna. 


-Nicki, co my teraz zrobimy? Nasza agencja się rozpada, najpierw zdrada Kevina, potem odejście Kate a teraz to! 
-Molly nie płacz, wszystko się ułoży. Megan jeszcze wyjdzie z tego. Na razie jest w szpitalu ale wnet wyjdzie i wszystko się ułoży. Gwarantuje ci to. Potem to już John znajdzie na miejsce Kate i Kevina nowych ludzi. Pewnie niedoświadczonych. Ale cóż, musimy to przejść.
-Wiem! Ale nie rozumiem dlaczego chciała popełnić samobójstwo? Przecież zawsze mogła na nas liczyć. a jednak wybrała śmierć. Dobrze że w porę znalazłam ją. Ale to dziwne że po kilkunastu godzinach od tego nie umarła...ale nie istotne to w tej chwili. Ważne że jest szansa że będzie żyć.
Kevin wszystko słysząc zbladł jak ściana. I blady cały uciekł z bazy. Potem wrócił do hydry i wszystko jej przekazał, no prawie wszystko. 
 
-Czyli, szukają dwóch osób na miejsce ciebie i Kate...aha...ciekawe. Dzięki za wiadomość. Może dostaniesz nagrodę.-mówiąc ze zadowoleniem chciała ucałować Kevina w policzek , lecz on ją odtrącił mówiąc że ma coś jeszcze do załatwienia. Następnego dnia Molly z Nickiem przyszli znów do szpitala, i budząc śpiącego Johna na fotelu spytali doktora czy jest jakaś poprawa lecz on powiedział że bez zmian. Wszyscy troje spędzili kolejny cały dzień w szpitalu, i kolejny i kolejny. Nie wychodząc prawie ze szpitala spędzili w nim prawie cztery dni. W końcu byli już wszyscy zmęczeni tym, więc wrócili do bazy by odpocząć. Zrozumieli że i tak mnie nie wybudzą siedzieć w szpitalu non stop. Umówili się że będą przyjeżdżać co każdy dzień po parę godzin. A tak będą normalnie żyć. 

niedziela, 10 maja 2015

,,W cieniu prawdy''

                           Część 61
Następnego dnia poprosiłam Nicka by poszedł się przespać, by odpoczął, że ja się zaopiekuje Molly.
-Dzięki Meg, ale nie trzeba. Dam radę. Muszę się zająć Molly, jestem jej to winny. 
-Nick, proszę cię. Jeśli nie chcesz odpoczywać, to wyjdź na chwilę, bo chciałabym pobyć z nią sama. Jeśli pozwolisz.
-Jasne, trzeba było tak od razu. Jakby co to wołaj. 
Nick wychodząc zamknął drzwi. Ja siadając koło Molly trzymałam w ręku list ,który potem położyłam koło Molly. Odkładając go mówiłam wycierając łzy:
-Molly, to moja wina. Gdybym wtedy nie wyszła z samolotu to byś była koło mnie. Jesteś dla mnie jak siostra. Teraz wszystko tak się szybko dzieje. W jednej chwili dowiedziałam się tylu rzeczy...W parę dni przeżyłam koszmar, i moje życie stało się koszmarem. Jeszcze ty, mnie opuściłaś. To ja powinnam tu leżeć, lecz nie ty! Nie wiem jak mam teraz żyć...nie potrafię. 
Gdy już powiedziałam to co miałam powiedzieć, to wychodząc poszłam do pokoju. Tam siadłam na łóżku i rozmyślałam. W pewnym momencie wszedł John.
-Przeszkadzam? 
-Nie John. Ty nigdy nie przeszkadzasz. 
-Chcesz porozmawiać Meg?
-Przyszedłeś tu by porozmawiać? 
-To znaczy...nie, nie przyszedłem tu by rozmawiać. Przyszedłem w innej sprawie. 
-W jakiej? Stało się coś? Coś z Molly?
-Nie...nie wiem jak to powiedzieć. Wszystko się tak szybko dzieje, i to nie odpowiedni moment na to...
-John! Mów wprost o co chodzi?
-Agencja żąda byśmy zamieścili listy gończe, albo byśmy sporządzili przynajmniej portrety pamięciowe, lub żebyśmy im przesłali ich zdjęcia. Tych osób co są z hydrą...tylko ty potrafisz to zrobić.
-Aha...
-Jeśli to jakiś problem to...
-Nie! To żaden problem. Postaram się to zrobić. 
-Nie poganiam cię.
-Wiem, spokojnie John, dam radę. 
-No to super Meg. Chcesz jakieś zdjęcia Kevina, i Margaret? Znaczy się hydry? 
-Hydry?
-No tak, mam tam jak jeszcze byliśmy razem. Dużo się nie zmieniła.
-Aha...no to możesz dać hydry.
-A Kevina?
-Kevina , ja mam...jak byliśmy, jeszcze razem...to...
-Spokojnie Megi, nie tłumacz się. I nie płacz już. Płacz nic nie zdziała. Musisz się z tym pogodzić.
-Właśnie w tym problem. Ja się z tym nie godzę! Przecież Kevin to cała moja miłość była...
-A już nie jest?
-Po tym co zrobił mam ochotę go zabić i posiekać na kawałeczki, lecz ...nie potrafię teraz powiedzieć. Przepraszam John, ale chcę zostać sama. Zrobię to i do jutra powinnam ci oddać. 
-Dobrze, to nie przeszkadzam. Jeżeli chcesz Megi pogadać to wiesz gdzie mnie szukać. Jestem w końcu twoim ojcem musimy to wszyscy zaakceptować co się stało...trzeba żyć dalej.
-Może ty możesz żyć dalej, ale ja nie potrafię.  
John wyszedł, a ja tymczasem wzięłam zdjęcie Kevina ze mną które jakiś czas temu zrobiliśmy sobie i przypatrywałam mu się. 
 

Gdyby można było zawrócić czas, to zastanawiałam się czy nie podjęłabym decyzji by mu przebaczyć. Pewnie pomyśleliście właśnie, żebym to zrobiła bo jest jeszcze czas...ale problem w tym że nie ma już go, nie ma czasu dla nas.
-Megan! Megan! Megan, szybko!-krzyczał Nick z korytarza.
-Co się stało? Pali się?-wybiegając na korytarz pytałam.
-Molly się przebudziła!-krzyknął z entuzjazmem Nick.
-Już biegnę!-krzyknąwszy to zbiegłam po schodkach prosto do Molly.
Gdy już dobiegłam Molly stała przede mną.
-Molly!
-Megan! Wróciłaś!
-Ja się tak stęskniłam, myślałam że nie żyjesz...gdybym nie ja to może by się to wszystko nie wydarzyło.
-Przestań, to nie twoja wina! Kevin zdradził, i nic go nie usprawiedliwia. Zdradził, ciebie, nas, całą naszą agencję. To jest okropne. Nie mogę się z tym pogodzić.
-Molly....
Przytuliłam się do niej szepcząc: ,,Jak dobrze że jesteś''.

 
-Ej no Nicki gdzie jest Kate i John?
-Molly, Kate i John....
-Jesteśmy!-krzyknął uśmiechnięty John.
-Tak się cieszę że żyję, i że jesteście i byliście przy mnie...
-To żaden problem Molly. To my się cieszymy że jesteś z nami.
-Mamy problem, niestety.
-Czemu Molly?
-No bo straciliśmy najlepszego wojownika w naszej drużynie...co teraz zrobimy? Ja i Nick jako naukowcy, ty John do walki za bardzo się nie nadajesz. Kate jest znakomita, ale jako kobieta też nie da rady. A Meg jako hakerka, walczyć też potrafi, lecz no będzie kiepsko. 
-Masz rację.
Zgodziliśmy się wszyscy z Molly. To co mówiła to prawda, nikt tak dobrze nie walczył jak Kevin. On miał znakomity słuch, wiele kontaktów co znacznie ułatwiało misję.
-No dobra, odpowiedź jest jedna. Musimy być wyszkoleni tak jak Kevin. Przecież jakoś musiał się tych wszystkich rzeczy nauczyć.-rzekła Kate.
-No tak, tyle że Kevin został wyszkolony przez hydrę. -oznajmił Nick.
-Tak, ale co ma hydra, czego nie mamy my? -spytała Kate.
-Kate ma rację. Musimy stworzyć miejsce specjalne do treningów.-poparłam Kate.-John decyzja należy tylko do ciebie.
-Zgadzam się z tym pomysłem. I jest takie miejsce tutaj, na treningi. Nie jest jakieś doskonałe, ale myślę że nada się. -powiedział John.-Kate chodź do gabinetu. Musimy pogadać.
Kate z Johnem poszli do gabinetu porozmawiać. Z początku normalnie rozmawiali, lecz potem zaczęli się kłócić. O to co zawsze czyli o Spidera. John nadal miał pretensje do Kate że mu o tym nie powiedziała. Kate już nie mogła znieść tego i powiedziała kilka słów za dużo, co spowodowało że Kate spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się. Zdecydowałam się pogadać z Johnem, więc poszłam do jego gabinetu.
-Meg?
-Chciałam pogadać. Można?
-Tak, jasne.
-Czemu Kate płacząc wyszła z torbą?
-To nie twoja sprawa. Jeśli to tyle to możesz wyjść Megi.
-Jak nie moja?! Sam mówisz żebym porozmawiała z tobą szczerze bo jestem twoją córką. Więc teraz ja to powiem John. Porozmawiaj ze mną o wszystkim nie ważne co się dzieje, ale jesteś moim ojcem i wysłucham cię a może i ci pomogę.
-Dzięki, nie trzeba!
-Po co krzyczysz? Wyżywasz się na mnie bo ci się nie ułożyło z Kate! Bo ci nie powiedziała prawdy! A ty jej wszystko mówiłeś? Kochałeś się w swojej podwładnej chodź byłeś z Kate! Myślisz że świat jest sprawiedliwy? Nigdy nie będzie prawdy na tym świecie! Nigdy! Wiele osób umiera co dziennie, tracą wszystko a my nie możemy uszanować niektórych rzeczy. I tak każdy z nas umrze! Czy to alkoholik, czy prezydent, czy bezdomny, czy stary czy dziecko, każdy umrze!
-Przestań! Zamknij się już Megan! Myślisz że wszystko się kręci wokół ciebie? Dorośli mają też swoje sprawy, zamiast wysłuchiwania ciebie ''O jak mi się życie nie udało! Mój Kevin mnie zdradził!'' Obudź się dziewczyno! Nikt nie będzie słuchał jaka jesteś nieszczęśliwa. Zdradził cie, i co? To nie koniec świata! Wiesz ile osób zdradza swoich partnerów na co dzień?
-I to mówi ktoś, kogo Kate okłamała z tej przyczyny. Dzięki John,za rozmowę.
Wściekła wybiegłam z gabinetu i pobiegłam prosto do swojego pokoju płacząc.
Pełna złości zaczęłam rzucać wszystkim co popadło: krzesłami, poduszkami...W końcu w ręce podpadło mi zdjęcie moje i Kevina. Płacząc siadłam znów na łóżku i trzymałam go w rękach. W pewnym momencie już nie wytrzymałam i postanowiłam ze sobą skończyć. Wzięłam klucz i zamknęłam pokój, potem wyciągnęłam ze szafki cztery opakowania jakiś tabletek otworzyłam je i jedna po drugiej połykałam popijając alkoholem. Pewnie myślicie że jest łatwiejszy sposób by się zabić czyli kulka w głowę. Ale nie myślałam o tym w tamtej chwili. Potem gdy zażyłam już wszystkie opakowania wzięłam do rąk zdjęcie i położyłam się zamykając oczy. Puste opakowania leżały na podłodze koło łóżka. Tymczasem Kevin wraz z hydrą znaleźli nową kryjówkę.
-No chłopie ledwo wyszliśmy z tego cało. Naprawdę drużyna Johna jest dobra.-powiedział pijąc piwo Garet.
-Wiem, nigdy więc nie bagatelizowałem ich drużyny.-oznajmił Kevin, przełączając kanały.
-Który to już raz?-spytał Garet.
-Ale co który raz?-pytając Kevin wziął kolejne piwo chyba już trzecie.
-No wiesz, który raz Meg miała twój los w swoich rękach?
-Nie wiem. Mogła mnie zabić, ale nie zrobiła tego.
-Ty to chłopie wiesz jak się ustawisz. Każda chciałaby ciebie za męża. Możesz mieć jedną dziewczynę na jeden dzień, tyle by ich było.
-Ja nie chcę innej, ja chcę Megan.
-Niestety tak już jest w życiu,nie można mieć wszystkiego.
-Nie? A ja ci udowodnię że można. Jeśli po dobroci Meg nie chciała być ze mną do inaczej porozmawiamy.
-Co masz na myśli?
-Zrobimy małą zasadzkę. Podczas której ją porwę. Nie musi mnie kochać, ważne że ja ją kocham.
-Na to bym nie wpadł.
-Ty na nic byś nie wpadł.
-Musimy uwolnić Spidera.
-On sobie da radę.

sobota, 9 maja 2015

INFORMACJA:

                                                               Drodzy czytelnicy!
Zapraszam do napisania do mnie prywatnej wiadomości na temat bloga, i nie tylko. Możecie zadawać mi pytania, postaram się na wszystkie odpowiedzieć, po niżej e-maile do mnie. 
 gabrysia.gorczyca@op.pl  -to jest mój ogólny.
MyLittleWorld.GabrysiaG@op.pl - a to jest tylko i wyłącznie dotyczący bloga, na który właśnie możecie zadawać pytania, podsuwać pomysły i inne rzeczy. Napiszcie do mnie!

,,W cieniu prawdy''

                                                             Część 60 

-John, odkryli że to ja dałam wam wiadomość. Teraz siedzę w swoim pokoju zamknięta i czekam co dalej. Nie chce narzekać , ale moją mamą jest hydra...nie wiem teraz jak mam żyć. Na razie lecimy , ale coś się chyba dzieje. Bo trochę obniżyliśmy się...-wysłałam kolejną wiadomość do Johna.
Tymczasem wszyscy zaczęli panikować i pytać co się dzieje. 
-To co robimy Kevin?-spytała zdenerwowana hydra. 
-Niedaleko jakieś pięć nie całe minut będę mógł wylądować i zatankować na pewnej stacji...przeciwnym razie rozbijemy się. Nie wiem czy te pięć minut wystarczy nam, lecz karz ludziom przeliczyć spadochrony. Szybko!-mówiąc to Kevin próbował bezpiecznie wylądować. Hydra pobiegła i kazała liczyć spadochrony. Były tylko trzy na dziesięć osób. Choćby w parach skakano to i tak za mało... 
-Jest dziesięć osób i trzy spadochrony.-powiedział Garet Kevinowi.
-O Boże...a Megan? Jest nas jedenaście! -poprawił Kevin.
-Czym się martwisz?! I tak Meg miała zginąć więc ona tam się nie liczy! Zapomnij o niej!-krzyczał Garet cały spocony. 
-Póki żyję nie może jej spaść włos z głowy. A teraz przyprowadź ją tutaj i niech siądzie koło mnie. Potem zamknij te drzwi i czekajcie w salonie na moje polecenia! Szybko! -rozkazywał.
Garet szybko pobiegł do mojego pokoju i w kajdankach wyprowadził mnie. Zdenerwowana wyrywałam się. Aż w końcu patrze i prowadzi mnie za stery!
-Co się dzieje?!
-Meg proszę cię, nie karz teraz się kłócić...jesteśmy w trudnym położeniu i każda sekunda się liczy. Tracimy bardzo szybko paliwo i mamy może pięć minut żeby wylądować. Pamiętasz jak uczyłem cię kilku rzeczy?
-Co ty gadasz? Przecież się rozbijemy! Dobra , pamiętam! Co mam robić?
-Garet odkuj ją! 
-Dzięki Garet. 
-Weź stery tak jak ja i pociągnij powoli do siebie...o właśnie tak...teraz skręć lekko w lewo i pociągnij nie do siebie tylko do przodu...dobrze! Teraz weź mikrofon i daj znać tej stacji żeby miejsce zrobili bo będziemy lądować!
John dostał po jakimś czasie wiadomość i szybko namierzając telefon przybyli wcześniej niż my do stacji. Schowali się i wymyślili plan że podczas tankowania zakradnie się John z Kate do samolotu-bazy i tak się uda uwolnić mnie. To była jedyna szansa. Hydra i reszta ekipy siedziała w milczeniu trzymając się za ręce w salonie. 
-Dobra Meg! Widzę już pas lądowania! Lądujemy! -krzyczał oddychając z ulgą Kevin. 
Ja nic się nie odezwałam, z jednej strony cieszyłam się a z drugiej chciałam zginąć. Wszyscy w salonie skakali z radości podczas gdy ja błagałam o śmierć. 
-Kochany! Dziękuję ci Kevinku!-uradowana hydra w padła i pocałowała Kevina. Ja siedząc tak blisko musiałam to z nosić. W końcu nie wytrzymałam i uderzyłam hydrę ściągając jej maskę. Gdy ujrzałam jej twarz myślałam że wygląda inaczej...wyglądała tak niepozornie. Była trochę ciemnej karnacji, i miała ciemne lokowane , krótkie włosy. Tak naprawdę to jędza! 
 
-O właśnie, z tobą mała już koniec. Garet! Zabić ją!-rozkazała. 
-Tak jest!-przytaknął Garet.
-Nie! Hydro poczekaj, może najpierw zatankujmy a potem zrobimy to co należy. Dobrze?-wtrącił Kevin.
-No dobra. Mój słodziaczku zawsze masz rację! -przytakując to Garet na rozkaz hydry zamknął mnie w pokoju.  
Tymczasem John i Kate we dwójkę zakradli się i tajnym przejściem przedostali się do samolotu. Reszta ekipy hydry wyszła na zewnątrz ochłonąć. W samolocie został tylko Garet, Spider, Kevin i hydra. 
-Kate ubezpieczaj mnie.-szepnął John.
-Dobra, ty idź do Meg a ja załatwię ich! -półgłosem oznajmiła Kate. 
John stanął przed moim pokojem po czym otworzył go. 
-Czego chcecie? Zabijcie mnie i już!-krzycząc nie wiedziałam kto przyszedł.
-Megi ciii...jestem tu.-szeptał John. 
-John? Tak się cieszę...
-Jak się czujesz?
-Mogło być lepiej. 
-Dobra zbierajmy się! 
 
Wychodząc złapała nas hydra
-No proszę, proszę...ojczulek ratuje córeczkę z rąk upiornej hydry! Ha, ha...ha...Spider!
-Margaret-witaj! Miło cie widzieć po latach. Nic się nie zmieniłaś.
-No John, ty się za to bardzo zmieniłeś. Kilkanaście lat temu byłeś przystojny, a teraz takie stare próchno jesteś. Cała Megan.
-Ciebie też miło widzieć! Pogadałbym, ale się spieszę.
-Chyba daleko się nie wybierzecie! 
Spider, Garet i Kevin obtoczyli nas. Wszyscy wyciągnęli broń. John dał mi pistolet i powiedział bym uciekała!
-Dajesz dziecku broń? 
-Nie wiesz hydro że to dziecko może cię zabić! 
-Nie dałeś mi wyboru John. Zabić ich wszystkich!
Hydra rzuciła się na Johna a ja Na Kevina, potem przyszły jeszcze posiłki Kate z trzema żołnierzami. 
-Kate? Dzięki za pomoc! 
-Przecież nie mogłam cię zostawić w ...
W pewnej chwili Kate zamilkła gdy zauważyła Spidera. 
-Kate?-spytał Spider.
-Joe? Nie sądziłam że się jeszcze spotkamy.-rzekła Kate do Spidera czyli tak naprawdę do Joe. 
-Czegoś tu nie rozumiem.-powiedziałam.
-Megi miło cię widzieć. Joe-Spider to był mój były chłopak.-rzekła Kate.
-Chłopak? Byłem twoim narzeczonym. Mieliśmy się pobrać!-zaczynając walczyć wtrącił Spider. 
Kate to świetna wojowniczka walcząc Joego wyprowadziła z samolotu po czym strzelono do niego środkiem usypiającym i gdy zasnął spakowano go do klatki. Kate trochę poraniona dalej walczyła. John i Margaret (HYDRA) byli równymi przeciwnikami trudno było z nimi walczyć. Garet został pod strzelony , i krwawiąc uciekł .Tchórz jeden. Na samym pokładzie samolotu została tylko hydra i John, ja i Kevin.
-Meg możesz jeszcze do nas dołączyć będziemy szczęśliwi razem.
-Kevin zamknij się w końcu! Nie kocham cię kiedy to zrozumiesz? To koniec!
-Nie wierzę w to! 
-Co mam zrobić byś uwierzył? 
-Nie wiem. Kocham cię i zapamiętaj to sobie! Będę walczył do końca o ciebie! Nikomu nie pozwolę odebrać mi ciebie. Nikomu!
-Nie jestem twoją własnością! Nie kocham cię! I pomyśleć że mogłam żyć teraz szczęśliwie z policjantem, ale wybrałam ciebie-oszusta i seryjnego mordercę. 
-To czemu nie wzięłaś z nim ślubu? Kochasz mnie i udowodnię ci to! 
-Ciągle czegoś chcesz i sądzisz że wszystko można dostać? Mylisz się. Czego tak właściwie chcesz? 
-Ciebie chcę, i nic się inne nie liczy. Byłem głupcem, dopiero gdy cię straciłem zrozumiałem że nie mogę bez ciebie żyć. 
-Dobra, kończmy już to bo nie mam czasu.
-Ja cię nie skrzywdzę. 
-Więc pozwolisz bym cię zabiła?
-Jeśli taka jest twoja decyzja...to...tak. 
Nagle hydra uderzyła bardzo mocno Johna. Spadł a ta wyciągnęła broń i chciała go zastrzelić lecz pokrzyżowałam jej ten zamiar. Wzięłam pistolet i wycelowałam ją trzymając rękę na spuście. 
-Puść Johna hydro!
-Johna? Nie mówisz do niego tato?
-Zamknij się, i puść Johna bo jak nie to...
-To co? Strzelisz do mnie? Nie odważysz się. W tym jest cały problem, nie potrafisz zabić z zimną krwią. Uczucia przeważają nad tobą. Nie umiesz moja droga Meg nad sobą panować. 
-Nie jestem twoja!
-No strzelaj! Pokaż co potrafisz! Jesteś słaba jak John. 
 
Patrząc na hydrę ...nie mogłam jej zabić, nie potrafiłam. Przecież jednak to moja matka! John wykorzystał moment i odebrał broń Margaret, potem uderzył ją. Gdy poczuła że jest niebezpiecznie kazała się reszcie wycofać. Z dziesięciu osób udało się uciec tylko czterem osobom, bo Joe był już niewolnikiem agentów. Odzyskaliśmy samolot i resztę potrzebnych rzeczy. John oddał nasz samolot-bazę do małej reperacji.
-Kate!-krzycząc przytuliłam się do Kate.
-Megi, tak wszyscy stęskniliśmy się za tobą. -mówiła Kate.
-Szkoda że nie ma z nami już Molly.-mówiąc to pojawiły mi się łzy w oczach.
-Molly jest teraz w kabinie i jest wielka szansa że będzie żyła! Jedziemy tam teraz, mamy tam pokoje.-powiedziała.
-Nie wierze! Molly ma szanse na wyzdrowienie?! To wspaniale! A długo będziemy w tym miejscu mieszkać?-spytałam.
-Tak, dopóki nie znajdziemy innego. Ale to jest dobre miejsce, blisko miasta. Duża przestrzeń i pewność że nic nam nie grozi. Właściciel tego domu to kolega Johna, on będzie nam trochę pomagał.-odpowiedziawszy to Kate chciała się przytulić do Johna lecz ją odtrącił. Gdy spytała co się stało ten odpowiedział że chodzi o Spidera. John miał pretensje do Kate czemu mu nie powiedziała że miała kontakt z człowiekiem hydry. Ojciec poczuł się urażony. Po kilku godzinach gdy już dotarliśmy na miejsce: wzięłam kąpiel, przebrałam się i odpoczęłam. Zaraz potem pobiegłam zobaczyć Molly. 
 
-O Boże! Molly!
-Meg? Wróciłaś! Ty żyjesz!
-Nick! O Boże, ja myślałam że Molly nie ...
-Wiem. To jest straszne . Siedzę przy Molly już prawie tydzień. Nadal nie ma poprawy, tyle że niektóre rany po rękach zniknęły. 
-To dobry znak. 
Przytuliłam Nicka i oboje zaczęliśmy płakać.