Część 47
Zapowiadał się ciężki dzień. Już od 7:00 byliśmy w szkole.
-Przepraszam bardzo a pani Stanley miała jakąś własną pracownie albo jakieś swoje miejsce tutaj w szkole?-pytał John dyrektora szkoły.
-Tak, posiadała takie miejsce. Rok temu prosiła o taką pracownie chemiczno-biologiczną by mogła przeprowadzać jakieś doświadczenia.-odpowiedział wskazując zejście do pracowni.
-A po co jej była? Wspominała coś?-pytając weszli do pracowni.
-Mówiła tylko że odkryła coś niesamowitego i musi to zbadać i poprowadzić doświadczenia że może odkryła lek na choroby jakieś. Była bardzo podekscytowana. Co dziennie po pracy pracowała tam godzinami a czasami tu pracowała całą noc.Pytałem co odkryła, że wtedy będę mógł jej pomóc , ale mówi że to musi pozostać tajemnicą. Przez ostatnie cztery miesiące mówiła że ktoś ją śledzi że obawia się najgorszego. Później stało się to jej obsesją i miałem ją zwolnić że majaczy. Nikt jej nie wierzył a teraz jej nie ma. Może gdybym wtedy dobrze zareagował teraz by była wśród nas...-mówił dyrektor.
-To nie pana wina. Wszystko zapisałem dziękuje za informacje. Już mamy jakiś ślad. Może już pan odejść.-powiedziawszy to dyrektor wyszedł zostawiając Johna samego. Ja z Molly zaczęłyśmy szukać czegoś nowego w sali w której po raz ostatni miała lekcje, lecz nic nie było. Zeszliśmy potem wszyscy do Johna. Tam były różne próbki które zabrała Molly.
-I co? Znowu nic nie mamy. Poza starą pracownią pełną kurzu. Niezła by z tej pracowni była jakaś kryjówka.-powiedziałam opierając się o stolik.
-Co ty powiedziałaś?-''zerwany'' John spytał.
-Że nic nie mamy, poza pracownią pełną kurzu.-powtórzyłam.-Coś nie tak?
-Ale to później że niezła z tej kryjówki była by...-mówił John.
-Kryjówka! Co w tym dziwnego? Aha...może tu jest kryjówka, jakaś skrytka.-oznajmiwszy to zaczęliśmy wszyscy szukać czegoś, dotykaliśmy wszystko. Nic nie znaleźliśmy, chodź przez chwilę uwierzyłam że tu coś może być oprócz tego kurzu. Oparłam się o ścianę i rozmyślałam. Nagle gdy się oparłam coś się przesunęło gdy obróciłam się w stronę ściany na której się oparłam zauważyłam tak jakby wciśniętą cegłę. W pewnej chwili szafa się odsunęła. Było przejście tajemne przejście.
-Weźcie latarki!-krzyknęła Kate.
Jedno po drugim wchodziliśmy w tajemniczą otchłań. Idąc przed siebie zauważyliśmy jakieś światło i usłyszeliśmy jakieś odgłosy. Gdy podeszliśmy bliżej zobaczyliśmy mężczyznę siedzącego na łóżku. Tam gdzie dotarliśmy tam było wszystko między innymi: łóżko, mała toaletka, i jakaś stara przenośna lodówka.
-Kim jesteście? Czego tu szukacie? Odejdźcie jeżeli nie chce cie bym was skrzywdził. Zostawcie mnie!-krzyczał mężczyzna.
-Spo-ko-jnie! Ja je-stem Mo-lly, a ty? Je-steśmy z pla-ne-ty Zie-mia!-powiedziała Molly dzieląc wyrazy na sylaby.
-Molly czemu tak mówisz?-spytałam.
-Może to kosmita.-odpowiedziała.
-Nie, nie jestem żadnym kosmitą. Jestem potworem, gdzie jest pani Stanley? Gdzie ona jest?-wtrącił mężczyzna.-Co z nią zrobiliście? Mówcie!
-Spokojnie, jestem John. Chcemy ci pomóc. Właśnie usiłujemy odnaleźć panią Stanley. Może wiesz coś co by nam pomogło ją odnaleźć? Opowiedz wszystko.
-Dobrze. Jestem Josef Henderson. Pani Stanley znalazła mnie pewnego dnia na ulicy z nożem w brzuchu ja nawet nie krwawiłem. Przeraziła się czemu ja nadal żyję. Zaczęła mi pomagać przed nią się otworzyłem. Ona zaczęła badać mnie i prowadzić doświadczenia. Jak to się stało że jestem można powiedzieć nieśmiertelny. Czemu jestem tak silny że mógłbym podnieść autobus. Dokonała niesamowitego odkrycia. -opowiadał.
-Ale jak dostałeś moc to przez pewną grupę osób?-pytał John.
-Tak to przez nich ale coś poszło inaczej i okazało się że moja moc jest trwała. On byli zadowoleni kazali mi robić okropne rzeczy lecz ja się sprzeciwiłem i uciekłem. Oni postanowili że będą próbować przeprowadzać badania jak to się stało.Lecz im się już dalej nie udawało, wychodziły moce lecz dotychczasowe które można za pomocą jakiegoś płynu usunąć. Pani Stanley tak naprawdę po trzech latach dokonała tego cudu. Udało się jej znaleźć to co wywołało u mnie stałą moc. Potem wpadła na pomysł że cząsteczki jakieś substancji ...nie wiem ale że stworzy nowy lek na choroby. Bez mocy! To było niesamowite. Właśnie dziś miała mi o tym powiedzieć , ale jej nie ma. Zaginęła widocznie tamta grupa dowiedziała się o jej postępach w nauce i postanowiła że wykorzystają panią Stanley do swych celów. -opowiadał.
-Teraz wszytko rozumiem...teraz wszystko mi się układa. Josef pójdziesz z nami do naszej pracowni? Będziesz w naszej agencji bezpieczny co ty na to?-zaproponował John.
-Dobrze, wszędzie lepiej niż w rękach tych ludzi.-mówiąc to wzięliśmy wszystko to co było potrzebne i ciekawe i wróciliśmy do domu. Po drodze Josefa odwieźliśmy do naszej agencji. Tam mieli mu pomóc.
niedziela, 19 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 46
-Ej kochani wiem że jesteście zmęczeni bo wczoraj były urodziny bardzo udane ale dziś mamy dużo pracy. Więc zaczynajmy niezwłocznie. -powiedział John.
-John no proszę cię...nie mamy siły....-mówiąc to zażyłam tabletkę przeciwbólową.
-Ja też jestem zmęczony ale mamy wielki problem...musimy działać natychmiast.-mówił John.
-No dobra to co mamy robić?-spytał Kevin.
-Najpierw wszyscy musimy pojechać na miejsce wypadku -czyli do szkoły.-odpowiedział John.-No to pakujmy się do wozu.
-Do szkoły? Znów? Nieee...ale czego ktoś szukał w szkole? I w ogóle co się stało?-powiedziałam.
-Porwano nauczycielkę chemii a zarazem biologi.-odpowiedziawszy to wszyscy siedliśmy do wozu i pojechaliśmy na miejsce tego dziwnego zdarzenia.

Gdy już dotarliśmy na miejsce zaczęliśmy się rozglądać po szkole. Nick i Molly zaczęli badać miejsce porwania, John i Kate poszli do dyrektora na rozmowę, a ja i Kevin mieliśmy najgorsze zadanie...albowiem mieliśmy przesłuchać dzieci które miały z nią lekcję w czasie porwania i godzinę przed porwaniem oraz niektórych co widzieli ją na przerwie czyli prawie wszystkich. John oczywiście wziął najłatwiejszą fuchę miał przesłuchać razem z Kate nauczycieli a my dzieciaki ! Obawiałam się tego spotkania. Chcieliśmy to zrobić jak najszybciej więc Postanowiliśmy że będziemy ich klasami przesłuchiwać.
-Dobra Kevin to do której klasy idziemy?-spytałam.
-Do...właśnie tu sala numer 13.-odpowiedziawszy to weszliśmy do środka. Gdy zobaczyłam kogo będziemy przesłuchiwać normalnie się załamałam. Byli to gimnazjaliści. Wtedy wyszeptałam do Kevina
-Kevin myślałam że będą młodsi...
-Ja też.
-Musimy się z nimi dogadać jakoś.
-Meg udawaj po prostu że jesteś ich kumplem.
-Siemanko! Jak leci ziomale? Joł! ....Ha...ha...
-Nie to miałem namyśli...Dobra zaczynajmy już.
-Okey.
Wyszłam na idiotkę no ale musiałam to wytrwać, w ich oczach widziałam taką obojętność. Gdy chciałam pokazać że jestem ich kumpelą to tak dziwnie się na mnie patrzyli...są w trzeciej klasie gimnazjum a się strasznie wymądrzają. Nagle odezwał się pewien chłopak
-No zaczynajcie już, wiemy że chodzi o nauczycielkę chemii i biologi -zniknęła.
-Spokojnie ja w waszym wieku też taka byłam, zawsze mi się spieszyło , ale teraz chcę by czas stanął.
-Pani w naszym wieku?
-Może trudno jest ci chłopcze uwierzyć ale kiedyś też byłam młoda...
-I może piękna?
-Nie przeginaj. Skoro jesteś taki rozmowny może nam powiesz czy to ty porwałeś panią Stanley?
-O czym pani gada ja jej nie porwałem!
-Po co te nerwy? Coś ukrywasz.
-Skąd pani wie?
-Bo pocisz się jak szczur.
-Przepraszam.
-Byśmy się lepiej poznali napiszecie na kartkach swoje imię i nazwisko i położycie na ławkach, ja jestem Megan a to mój partner Kevin.
Wszyscy zrobili to o co poprosiłam. Każdy wystawił karteczki z imionami. Potem po kolei chodziłam między ławkami i zadawałam po kolei pytania:
-Emilia...jaka była panna Stanley?
-Była ogółem mówiąc wymagająca i to bardzo...była perfekcjonistką ale była dobrą kobietą.
-Dziękuję....teraz....o Mike, ty byłeś dziś bardzo rozmowny pytanie za sto punktów : Co sądzisz o pani Stanley?
-Ja? Sorry Meg ale ja muszę lecieć do domu...
-Siadaj! Czy powiedziałam że możesz już wyjść?
-No nie.
-No to odpowiedz na zadane wcześniej pytanie.
-A pani tak po za pracą też jest taka ostra jak w szkole?
-Odpowiedz!
-Jeśli mi także odpowiesz.
-Dobra Mike ale ty pierwszy: co sądzisz o pani Stanley?
-Była arogancka, chamska, ogólnie taka....nieważne. Teraz ty Megan.
-Czemu mówisz w czasie przeszłym ''była''. Myślisz że nie żyje już?
-Teraz ty Megan. No gadaj!
-Słuchaj gówniarzu, albo odpowiesz mi zaraz na pytanie albo będziemy inaczej gadać.
-Powiedziałem tak bo zapewne miała wiele wrogów...i któryś nie wytrzymał i dał jej kulkę w łeb.
Kevin wszystko notował . Ja dalej pytałam lecz nikt nie wydawał się podejrzany prócz Mika. Kazałam mu zgłosić się do nas za trzy godziny w sali numer 13 w której właśnie jesteśmy. Potem poszłyśmy do klasy 3 b gimnazjum.
-Witam! Nazywam się Megan a to Kevin. Teraz wyciągniecie karteczki napiszecie swoje imię i nazwisko i położycie na ławce.
Chwilę później zaczęłam przedstawiać całej klasie dlaczego tu jesteśmy
-Jesteśmy tu z powodu zaginięcia pani Stanley-nauczycielki chemii i biologi, bardzo dobrze wam znanej. Jesteśmy agentami. Bierzemy udział właśnie w takich sprawach jak te. Jeśli będziecie dobrze się zachowywać pozwolimy wam obejrzeć nasz sprzęt.
W pewnej chwili chłopcy z ostatniej ławce zaczęli się szarpać i krzyczeć
-Masz coś do mojej matki?
-Tak, jest puszczalska tak jak i ty.
-Co ty powiedziałeś o mojej mamie?
-Że włóczy się na prawo i lewo.
-Ty głupku!
Przekomarzając się chłopcy zaczęli się bić. Cała klasa stanęła z krzeseł i ich otoczyli kibicując. Kevin szybko zareagował pobiegł do nich i próbował ich rozdzielić ja jednego z nich chwyciłam i dałam kajdanki. Kevin postąpił tak samo. Gdy już wszyscy się uspokoili postanowił Kevin że zada im kilka pytań.
-Jak się nazywacie?
-Ja jestem Logan a ten tu to Sebastian syn naszej zaginionej pani Stanley-która jest puszczalska.
-Odszczekaj to! Moja mama nie jest puszczalska!-wtrącił Sebastian.
-Cisza!-krzyknął Kevin.-Logan i Sebastian-uspokójcie się. Nikt tu nie jest dla rozrywki. Sebastian poszukujemy twoją mamę znajdzie się.
-W to wszystko zamieszany jest Logan to on najbardziej nienawidził mojej mamy! To on ją porwał!-krzyczał Sebastian.
Wtedy ja się wtrąciłam i zadałam kilka pytań. Potem zakończyliśmy i kazaliśmy Loganowi i Sebastianowi zgłosić się do nas. Chwilę później poszliśmy do następnej klasy, i następnej. Każdej klasie obiecaliśmy przejażdżkę naszym super-wyposażonym wozem. To był ciężki dzień który na szczęście się skończył. Mieliśmy trzech podejrzanych. Po ciężkim dniu wszyscy siedząc w salonie podsumowaliśmy to co dowiedzieliśmy się.
-Ja i Kevin mamy trzech podejrzanych w tym jest syn nauczycielki. Wszyscy mówią że była wymagająca ale ją lubili tylko jest dwóch którzy za nią nie przepadali. A taki Logan wydaje mi się że coś przed nami ukrywa.-powiedziałam.
-Ja i Kate dowiedzieliśmy się że była bardzo dobrą pracownicą i każdy ją lubił z nauczycieli. I że wiedzą nie wiele o jej prywatnym życiu. -odparł John.
-A ja i Molly nic szczególnego nie znaleźliśmy po za brudnymi podłogami i różnymi eksperymentami.-rzekł Nick.
-No drodzy był to ciężki dzień więc chodźmy już spać. Coś tu nie gra nie mogę poukładać tego w całość znika nauczycielka i nic o tym nie wiadomo, dwóch uczniów jej nienawidzi a jej syn oskarża o to kolegę z klasy. Coś jest nie tak coś przeoczyliśmy. Jutro z rana jedziemy prosto do szkoły i patrzymy wszędzie jeszcze raz coś musi być nie tak.-mówiąc to poszliśmy do swych pokoi.
-Ej kochani wiem że jesteście zmęczeni bo wczoraj były urodziny bardzo udane ale dziś mamy dużo pracy. Więc zaczynajmy niezwłocznie. -powiedział John.
-John no proszę cię...nie mamy siły....-mówiąc to zażyłam tabletkę przeciwbólową.
-Ja też jestem zmęczony ale mamy wielki problem...musimy działać natychmiast.-mówił John.
-No dobra to co mamy robić?-spytał Kevin.
-Najpierw wszyscy musimy pojechać na miejsce wypadku -czyli do szkoły.-odpowiedział John.-No to pakujmy się do wozu.
-Do szkoły? Znów? Nieee...ale czego ktoś szukał w szkole? I w ogóle co się stało?-powiedziałam.
-Porwano nauczycielkę chemii a zarazem biologi.-odpowiedziawszy to wszyscy siedliśmy do wozu i pojechaliśmy na miejsce tego dziwnego zdarzenia.
Gdy już dotarliśmy na miejsce zaczęliśmy się rozglądać po szkole. Nick i Molly zaczęli badać miejsce porwania, John i Kate poszli do dyrektora na rozmowę, a ja i Kevin mieliśmy najgorsze zadanie...albowiem mieliśmy przesłuchać dzieci które miały z nią lekcję w czasie porwania i godzinę przed porwaniem oraz niektórych co widzieli ją na przerwie czyli prawie wszystkich. John oczywiście wziął najłatwiejszą fuchę miał przesłuchać razem z Kate nauczycieli a my dzieciaki ! Obawiałam się tego spotkania. Chcieliśmy to zrobić jak najszybciej więc Postanowiliśmy że będziemy ich klasami przesłuchiwać.
-Dobra Kevin to do której klasy idziemy?-spytałam.
-Do...właśnie tu sala numer 13.-odpowiedziawszy to weszliśmy do środka. Gdy zobaczyłam kogo będziemy przesłuchiwać normalnie się załamałam. Byli to gimnazjaliści. Wtedy wyszeptałam do Kevina
-Kevin myślałam że będą młodsi...
-Ja też.
-Musimy się z nimi dogadać jakoś.
-Meg udawaj po prostu że jesteś ich kumplem.
-Siemanko! Jak leci ziomale? Joł! ....Ha...ha...
-Nie to miałem namyśli...Dobra zaczynajmy już.
-Okey.
Wyszłam na idiotkę no ale musiałam to wytrwać, w ich oczach widziałam taką obojętność. Gdy chciałam pokazać że jestem ich kumpelą to tak dziwnie się na mnie patrzyli...są w trzeciej klasie gimnazjum a się strasznie wymądrzają. Nagle odezwał się pewien chłopak
-No zaczynajcie już, wiemy że chodzi o nauczycielkę chemii i biologi -zniknęła.
-Spokojnie ja w waszym wieku też taka byłam, zawsze mi się spieszyło , ale teraz chcę by czas stanął.
-Pani w naszym wieku?
-Może trudno jest ci chłopcze uwierzyć ale kiedyś też byłam młoda...
-I może piękna?
-Nie przeginaj. Skoro jesteś taki rozmowny może nam powiesz czy to ty porwałeś panią Stanley?
-O czym pani gada ja jej nie porwałem!
-Po co te nerwy? Coś ukrywasz.
-Skąd pani wie?
-Bo pocisz się jak szczur.
-Przepraszam.
-Byśmy się lepiej poznali napiszecie na kartkach swoje imię i nazwisko i położycie na ławkach, ja jestem Megan a to mój partner Kevin.
Wszyscy zrobili to o co poprosiłam. Każdy wystawił karteczki z imionami. Potem po kolei chodziłam między ławkami i zadawałam po kolei pytania:
-Emilia...jaka była panna Stanley?
-Była ogółem mówiąc wymagająca i to bardzo...była perfekcjonistką ale była dobrą kobietą.
-Dziękuję....teraz....o Mike, ty byłeś dziś bardzo rozmowny pytanie za sto punktów : Co sądzisz o pani Stanley?
-Ja? Sorry Meg ale ja muszę lecieć do domu...
-Siadaj! Czy powiedziałam że możesz już wyjść?
-No nie.
-No to odpowiedz na zadane wcześniej pytanie.
-A pani tak po za pracą też jest taka ostra jak w szkole?
-Odpowiedz!
-Jeśli mi także odpowiesz.
-Dobra Mike ale ty pierwszy: co sądzisz o pani Stanley?
-Była arogancka, chamska, ogólnie taka....nieważne. Teraz ty Megan.
-Czemu mówisz w czasie przeszłym ''była''. Myślisz że nie żyje już?
-Teraz ty Megan. No gadaj!
-Słuchaj gówniarzu, albo odpowiesz mi zaraz na pytanie albo będziemy inaczej gadać.
-Powiedziałem tak bo zapewne miała wiele wrogów...i któryś nie wytrzymał i dał jej kulkę w łeb.
Kevin wszystko notował . Ja dalej pytałam lecz nikt nie wydawał się podejrzany prócz Mika. Kazałam mu zgłosić się do nas za trzy godziny w sali numer 13 w której właśnie jesteśmy. Potem poszłyśmy do klasy 3 b gimnazjum.
-Witam! Nazywam się Megan a to Kevin. Teraz wyciągniecie karteczki napiszecie swoje imię i nazwisko i położycie na ławce.
Chwilę później zaczęłam przedstawiać całej klasie dlaczego tu jesteśmy
-Jesteśmy tu z powodu zaginięcia pani Stanley-nauczycielki chemii i biologi, bardzo dobrze wam znanej. Jesteśmy agentami. Bierzemy udział właśnie w takich sprawach jak te. Jeśli będziecie dobrze się zachowywać pozwolimy wam obejrzeć nasz sprzęt.
W pewnej chwili chłopcy z ostatniej ławce zaczęli się szarpać i krzyczeć
-Masz coś do mojej matki?
-Tak, jest puszczalska tak jak i ty.
-Co ty powiedziałeś o mojej mamie?
-Że włóczy się na prawo i lewo.
-Ty głupku!
Przekomarzając się chłopcy zaczęli się bić. Cała klasa stanęła z krzeseł i ich otoczyli kibicując. Kevin szybko zareagował pobiegł do nich i próbował ich rozdzielić ja jednego z nich chwyciłam i dałam kajdanki. Kevin postąpił tak samo. Gdy już wszyscy się uspokoili postanowił Kevin że zada im kilka pytań.
-Jak się nazywacie?
-Ja jestem Logan a ten tu to Sebastian syn naszej zaginionej pani Stanley-która jest puszczalska.
-Odszczekaj to! Moja mama nie jest puszczalska!-wtrącił Sebastian.
-Cisza!-krzyknął Kevin.-Logan i Sebastian-uspokójcie się. Nikt tu nie jest dla rozrywki. Sebastian poszukujemy twoją mamę znajdzie się.
-W to wszystko zamieszany jest Logan to on najbardziej nienawidził mojej mamy! To on ją porwał!-krzyczał Sebastian.
Wtedy ja się wtrąciłam i zadałam kilka pytań. Potem zakończyliśmy i kazaliśmy Loganowi i Sebastianowi zgłosić się do nas. Chwilę później poszliśmy do następnej klasy, i następnej. Każdej klasie obiecaliśmy przejażdżkę naszym super-wyposażonym wozem. To był ciężki dzień który na szczęście się skończył. Mieliśmy trzech podejrzanych. Po ciężkim dniu wszyscy siedząc w salonie podsumowaliśmy to co dowiedzieliśmy się.
-Ja i Kevin mamy trzech podejrzanych w tym jest syn nauczycielki. Wszyscy mówią że była wymagająca ale ją lubili tylko jest dwóch którzy za nią nie przepadali. A taki Logan wydaje mi się że coś przed nami ukrywa.-powiedziałam.
-Ja i Kate dowiedzieliśmy się że była bardzo dobrą pracownicą i każdy ją lubił z nauczycieli. I że wiedzą nie wiele o jej prywatnym życiu. -odparł John.
-A ja i Molly nic szczególnego nie znaleźliśmy po za brudnymi podłogami i różnymi eksperymentami.-rzekł Nick.
-No drodzy był to ciężki dzień więc chodźmy już spać. Coś tu nie gra nie mogę poukładać tego w całość znika nauczycielka i nic o tym nie wiadomo, dwóch uczniów jej nienawidzi a jej syn oskarża o to kolegę z klasy. Coś jest nie tak coś przeoczyliśmy. Jutro z rana jedziemy prosto do szkoły i patrzymy wszędzie jeszcze raz coś musi być nie tak.-mówiąc to poszliśmy do swych pokoi.
sobota, 18 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 45
-Hej Nick! Zaczekaj, mam do ciebie prośbę!-wołałam.
-No o co chodzi?-spytał.
-Bo jesteś najlepszym przyjacielem Kevina mógłbyś go gdzieś wziąć? -zaproponowałam.-Może na spacer?
-No dobra ale dlaczego? Może na piwo?-dopytywał.
-Bo ma dziś urodziny i chcę zorganizować mu przyjęcie urodzinowe. Tylko nie na piwo bo chcę by był trzeźwy. Podpowiesz mi jak ma wyglądać to przyjęcie? Znasz lepiej i dłużej Kevina.-odpowiedziałam.
-No tak, racja. Dziś jest 10 czerwca i Kevina urodziny. Fajnie się złożyło. Wiem jakie klimaty lubi Kevin...-oznajmił.
-To jak ma to wyglądać?-spytałam.
-Nad naszym basenem rozłożycie się tam czyli na przykład przygotujecie stół dacie gdzieś nad basenem rozłożycie napoje i jedzenie. Podłączycie radio puścicie parę fajnych piosenek , basen podświetlicie. Tort...byle jaki. On każdy lubi. Parę balonów...strój codzienny...i to chyba na tyle. -opowiedział Nick.
-Dzięki. Będzie to co mówiłaś. Mam nadzieje że się uda, że niczego nie zabraknie.-powiedziałam.
-Meg nie przejmuj się dla Kevina liczy się to że ty będziesz. Ty jesteś jego największą niespodzianką.-mówił.
Nick wrócił do swojej pracy w pracowni z Molly, a ja poszłam na zakupy z Kate.
-Kate który wybieramy tort?
-Megi nie wiem ten po prawej drugi jest niezły.
-Masz rację...dobrze to ten bierzemy.

Sprzedawca zapakował tort i dał nam go. Potem poszłyśmy do supermarketu. Kupiłyśmy piwo, jakieś ciastka, lody, balony, świece , kiełbaski byśmy mogli upiec oraz fajerwerki. Następnie poszliśmy kupić jakieś prezenty Kevinowi. Chcieliśmy wszyscy dać mu coś kupionego jak i robionego. Postanowiliśmy że damy mu album ze zdjęciami naszymi. Potem ładnie opisaliśmy każde zdjęcie, na koniec na okładce wszyscy podpisaliśmy się ręcznie. Mi się bardzo podobały prezenty które miał dostać Kevin. Ja dałam też taki mały osobny pamiętnik w którym są nasze pierwsze zdjęcia i które sami będziemy mogli je tam w kleić.

Późnym popołudniem Nick poszedł na spacer z Kevinem. Siadając na ławce rozmawiali.
-Może wracajmy już do domu, nie chce mi się chodzić.
-Kevin! No co ty? Już chcesz wracać? Myślałem że porozmawiamy.
-Ale my ciągle rozmawiamy.
-Kevin chciałem z tobą trochę spędzić czasu. Teraz to tylko tak formalnie rozmawiamy a dawniej za nim wziąłem ślub i za nim ty poznałeś Meg byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Co każdy dzień wieczorem spotykaliśmy się w pubie.
-Nick ty dobrze się czujesz?
-No tak a co?
-No nic, ale chciałbyś spędzić ze mną trochę czasu??? Chyba ty nie...
-Nie! No co ty przecież mam żonę jakbym mógł. Nigdy! To jest ohydne to co pomyślałeś.
-Przepraszam. Pamiętam jak pierwszy raz cię poznałem. Byłeś okropnym kujonem, i podobała ci się już od liceum Molly. Pierwszy raz jak cię poznałem to biłeś się o Molly chciałeś jej zaimponować ale nie przewidziałeś że twój przeciwnik będzie z trzy razy większy od ciebie. Ja wtedy wracałem z imprezy i uratowałem cię. Molly powiedziała że nie musisz być silny ale i tak cię kocha. I do dziś się zastanawiam dlaczego już wtedy nie byliście razem.
-Weź mi nie przypominaj. Ale jeszcze wtedy żadne z nas nie było w agencji. Każdy z nas miał swoje życie które zaczęło się walić...wtedy na naszej drodze stanął John i wyratował nas z opresji dając nam dom, pracę , poczucie bezpieczeństwa. Nigdy wcześniej nie myślałem że będę w tak spaniałym miejscu pracował...że po latach spotkam w tej agencji poznam swoją miłość z liceum-Molly. Od tamtej bójki co mnie uratowałeś nauczyłeś mnie luzu i jakieś innej postawy do życia.
-To prawda...John zjawił się wtedy kiedy najbardziej potrzebowaliśmy go...dał nam drugą szanse od życia. Nick nigdy mi nie mówiłeś jak dokładnie znalazł cię John.
-Oj Kevin nigdy nie chciałem do tego wracać...Zaczęło się od tego że...mój ojciec znęcał się nade mną. Bił mnie i moją matkę, był alkoholikiem przepił wszystko cały dom...wszystko co było nasze. Kiedy miałem 16 lat miałem już tego dość chodząc do szkoły ciągle miałem siniaki i w ogóle, matka była wzywana do szkoły. Kryła ojca, nadal go kochała mimo że z naszego życia zrobił piekło...wiele razy odchodziła od niego lecz potem wracała miłość zaślepiła ją w końcu gdy była w ciąży i urodziła mi siostrę on ją zabił. Dopiero wtedy się opamiętała. Patrząc na to wszystko starałem się nie być taki jak ojciec. I udało się nie jestem alkoholikiem ani nie biję nikogo...po prostu brzydzę się przemocą. W dzień moich 18 urodzin ojciec właśnie tego dnia zabił moją dwumiesięczną siostrę wściekłem się wziąłem sztachetę i patrząc jak bije matkę uderzyłem go w tył głowy tak mocno że zginął na miejscu. Uwolniłem nas od tego potwora. Byłem na skraju załamania podciąłem sobie żyły obudziłem się w szpitalu i potem poznałem Johna tak zaczęła się przygoda z agentami. Mogłem robić to co chciałem...matka wzięła ślub ponownie i jest szczęśliwa.
-Przepraszam Nick że cię pytałem. Nie chciałem cię urazić.
-Nie przejmuj się to jest przeszłość. Liczy się tu i teraz. Tak na prawdę przyjąłem ofertę Johna dlatego że chciałem walczyć z przemocą zrobić wszystko by ci ludzie z mocami nie zabijali, nie niszczyli spokojnego życia temu światu. By pomagać chronić przed złem całą naszą planetę. I cieszę się bo mogę pomagać. Teraz miałem kontakt z tym Bobem kojarzysz go?
-No tak ten co zaatakował galerię.
-No tak ten, wziąłem jego próbkę krwi. Przeprowadzamy badania z Molly. Musimy wynaleźć lek na to taki trwały...nie żeby tylko osłabiał moc. By ją likwidował na zawsze. Okazało się że Bob ma powrót mocy. Ktoś stworzył wręcz doskonały lek na moc. Nadal nie wiemy co to jest.
-Gdyby nie wy to nie mielibyśmy tych wszystkich wynalazków okulary z widzialnością przez ściany i broń i inne. Wracamy już do domu?
-Jest godzina....aha....okey możemy już iść. Prawie za pół godziny będziemy w domu.
-Dobra.
Chwilę później byli już na miejscu. Ja i reszta schowaliśmy się i na ''trzy'' włączyłam lampki i krzyknęliśmy ''niespodzianka''.
-O ja cię! Dziękuję kochani...pamiętaliście!-mówił uśmiechnięty Kevin.
-No jakbyśmy mogli nie pamiętać? Podoba ci się?-pytałam.
-No pewnie. Tak się cieszę. To najlepsze urodziny w moim życiu!-krzyczał.
Potem odśpiewaliśmy piosenkę:
-Sto lat , sto lat niech żyje żyje nam! Jeszcze raz, jeszcze raz niech żyje żyje nam! A kto? Kevin!...-śpiewaliśmy. Potem jeszcze inne piosenki odśpiewaliśmy a potem wręczyliśmy prezenty wraz z życzeniami podchodząc po kolei do niego.
-Kevin życzę ci wszystkiego najlepszego dużo zdrowia szczęścia i ....miłości nie bo już ją znalazłeś.-powiedziałam przytulając się do niego.
-Dzięki, na prawdę. Największym prezentem jesteś ty Megi. Jestem szczęśliwy że ciebie mam.-mówił Kevin odbierając prezent.
Każdy był zadowolony. Potem tańczyliśmy i śpiewaliśmy. W pewnej chwili wzięłam węża ogrodowego i podchodząc od tyłu oblałam Kevina. Był cały mokry ale śmiałam się. Wszyscy potem zaczęliśmy się lać wodą, nagle Kevin wziął mnie na ręce i wskoczył ze mną do basenu trzymając mnie na rękach. Krzyczałam
-Ty wariacie! Co ty robisz??? Ha..ha...
-Ja też cię kocham!
-Jestem cała mokra!
-Trza było nie zaczynać! Ha..ha...
-Kevinie ty mój...było mi widocznie za gorąco i musiałam zacząć zabawę.
-Gorąco ci?
Pytając się to Kevin zanurkował i popchnął mnie jeszcze raz do wody! Potem wszyscy za nami wskoczyli w ubraniach. Tak bawiliśmy się do rana a potem gdy już popływaliśmy wyszliśmy z basenu i zaczęliśmy puszczać fajerwerki. Było super! To chyba najlepsze urodziny na jakich byłam! Było wspaniale!

-Hej Nick! Zaczekaj, mam do ciebie prośbę!-wołałam.
-No o co chodzi?-spytał.
-Bo jesteś najlepszym przyjacielem Kevina mógłbyś go gdzieś wziąć? -zaproponowałam.-Może na spacer?
-No dobra ale dlaczego? Może na piwo?-dopytywał.
-Bo ma dziś urodziny i chcę zorganizować mu przyjęcie urodzinowe. Tylko nie na piwo bo chcę by był trzeźwy. Podpowiesz mi jak ma wyglądać to przyjęcie? Znasz lepiej i dłużej Kevina.-odpowiedziałam.
-No tak, racja. Dziś jest 10 czerwca i Kevina urodziny. Fajnie się złożyło. Wiem jakie klimaty lubi Kevin...-oznajmił.
-To jak ma to wyglądać?-spytałam.
-Nad naszym basenem rozłożycie się tam czyli na przykład przygotujecie stół dacie gdzieś nad basenem rozłożycie napoje i jedzenie. Podłączycie radio puścicie parę fajnych piosenek , basen podświetlicie. Tort...byle jaki. On każdy lubi. Parę balonów...strój codzienny...i to chyba na tyle. -opowiedział Nick.
-Dzięki. Będzie to co mówiłaś. Mam nadzieje że się uda, że niczego nie zabraknie.-powiedziałam.
-Meg nie przejmuj się dla Kevina liczy się to że ty będziesz. Ty jesteś jego największą niespodzianką.-mówił.
Nick wrócił do swojej pracy w pracowni z Molly, a ja poszłam na zakupy z Kate.
-Kate który wybieramy tort?
-Megi nie wiem ten po prawej drugi jest niezły.
-Masz rację...dobrze to ten bierzemy.
Sprzedawca zapakował tort i dał nam go. Potem poszłyśmy do supermarketu. Kupiłyśmy piwo, jakieś ciastka, lody, balony, świece , kiełbaski byśmy mogli upiec oraz fajerwerki. Następnie poszliśmy kupić jakieś prezenty Kevinowi. Chcieliśmy wszyscy dać mu coś kupionego jak i robionego. Postanowiliśmy że damy mu album ze zdjęciami naszymi. Potem ładnie opisaliśmy każde zdjęcie, na koniec na okładce wszyscy podpisaliśmy się ręcznie. Mi się bardzo podobały prezenty które miał dostać Kevin. Ja dałam też taki mały osobny pamiętnik w którym są nasze pierwsze zdjęcia i które sami będziemy mogli je tam w kleić.
Późnym popołudniem Nick poszedł na spacer z Kevinem. Siadając na ławce rozmawiali.
-Może wracajmy już do domu, nie chce mi się chodzić.
-Kevin! No co ty? Już chcesz wracać? Myślałem że porozmawiamy.
-Ale my ciągle rozmawiamy.
-Kevin chciałem z tobą trochę spędzić czasu. Teraz to tylko tak formalnie rozmawiamy a dawniej za nim wziąłem ślub i za nim ty poznałeś Meg byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Co każdy dzień wieczorem spotykaliśmy się w pubie.
-Nick ty dobrze się czujesz?
-No tak a co?
-No nic, ale chciałbyś spędzić ze mną trochę czasu??? Chyba ty nie...
-Nie! No co ty przecież mam żonę jakbym mógł. Nigdy! To jest ohydne to co pomyślałeś.
-Przepraszam. Pamiętam jak pierwszy raz cię poznałem. Byłeś okropnym kujonem, i podobała ci się już od liceum Molly. Pierwszy raz jak cię poznałem to biłeś się o Molly chciałeś jej zaimponować ale nie przewidziałeś że twój przeciwnik będzie z trzy razy większy od ciebie. Ja wtedy wracałem z imprezy i uratowałem cię. Molly powiedziała że nie musisz być silny ale i tak cię kocha. I do dziś się zastanawiam dlaczego już wtedy nie byliście razem.
-Weź mi nie przypominaj. Ale jeszcze wtedy żadne z nas nie było w agencji. Każdy z nas miał swoje życie które zaczęło się walić...wtedy na naszej drodze stanął John i wyratował nas z opresji dając nam dom, pracę , poczucie bezpieczeństwa. Nigdy wcześniej nie myślałem że będę w tak spaniałym miejscu pracował...że po latach spotkam w tej agencji poznam swoją miłość z liceum-Molly. Od tamtej bójki co mnie uratowałeś nauczyłeś mnie luzu i jakieś innej postawy do życia.
-To prawda...John zjawił się wtedy kiedy najbardziej potrzebowaliśmy go...dał nam drugą szanse od życia. Nick nigdy mi nie mówiłeś jak dokładnie znalazł cię John.
-Oj Kevin nigdy nie chciałem do tego wracać...Zaczęło się od tego że...mój ojciec znęcał się nade mną. Bił mnie i moją matkę, był alkoholikiem przepił wszystko cały dom...wszystko co było nasze. Kiedy miałem 16 lat miałem już tego dość chodząc do szkoły ciągle miałem siniaki i w ogóle, matka była wzywana do szkoły. Kryła ojca, nadal go kochała mimo że z naszego życia zrobił piekło...wiele razy odchodziła od niego lecz potem wracała miłość zaślepiła ją w końcu gdy była w ciąży i urodziła mi siostrę on ją zabił. Dopiero wtedy się opamiętała. Patrząc na to wszystko starałem się nie być taki jak ojciec. I udało się nie jestem alkoholikiem ani nie biję nikogo...po prostu brzydzę się przemocą. W dzień moich 18 urodzin ojciec właśnie tego dnia zabił moją dwumiesięczną siostrę wściekłem się wziąłem sztachetę i patrząc jak bije matkę uderzyłem go w tył głowy tak mocno że zginął na miejscu. Uwolniłem nas od tego potwora. Byłem na skraju załamania podciąłem sobie żyły obudziłem się w szpitalu i potem poznałem Johna tak zaczęła się przygoda z agentami. Mogłem robić to co chciałem...matka wzięła ślub ponownie i jest szczęśliwa.
-Przepraszam Nick że cię pytałem. Nie chciałem cię urazić.
-Nie przejmuj się to jest przeszłość. Liczy się tu i teraz. Tak na prawdę przyjąłem ofertę Johna dlatego że chciałem walczyć z przemocą zrobić wszystko by ci ludzie z mocami nie zabijali, nie niszczyli spokojnego życia temu światu. By pomagać chronić przed złem całą naszą planetę. I cieszę się bo mogę pomagać. Teraz miałem kontakt z tym Bobem kojarzysz go?
-No tak ten co zaatakował galerię.
-No tak ten, wziąłem jego próbkę krwi. Przeprowadzamy badania z Molly. Musimy wynaleźć lek na to taki trwały...nie żeby tylko osłabiał moc. By ją likwidował na zawsze. Okazało się że Bob ma powrót mocy. Ktoś stworzył wręcz doskonały lek na moc. Nadal nie wiemy co to jest.
-Gdyby nie wy to nie mielibyśmy tych wszystkich wynalazków okulary z widzialnością przez ściany i broń i inne. Wracamy już do domu?
-Jest godzina....aha....okey możemy już iść. Prawie za pół godziny będziemy w domu.
-Dobra.
Chwilę później byli już na miejscu. Ja i reszta schowaliśmy się i na ''trzy'' włączyłam lampki i krzyknęliśmy ''niespodzianka''.
-O ja cię! Dziękuję kochani...pamiętaliście!-mówił uśmiechnięty Kevin.
-No jakbyśmy mogli nie pamiętać? Podoba ci się?-pytałam.
-No pewnie. Tak się cieszę. To najlepsze urodziny w moim życiu!-krzyczał.
Potem odśpiewaliśmy piosenkę:
-Sto lat , sto lat niech żyje żyje nam! Jeszcze raz, jeszcze raz niech żyje żyje nam! A kto? Kevin!...-śpiewaliśmy. Potem jeszcze inne piosenki odśpiewaliśmy a potem wręczyliśmy prezenty wraz z życzeniami podchodząc po kolei do niego.
-Kevin życzę ci wszystkiego najlepszego dużo zdrowia szczęścia i ....miłości nie bo już ją znalazłeś.-powiedziałam przytulając się do niego.
-Dzięki, na prawdę. Największym prezentem jesteś ty Megi. Jestem szczęśliwy że ciebie mam.-mówił Kevin odbierając prezent.
Każdy był zadowolony. Potem tańczyliśmy i śpiewaliśmy. W pewnej chwili wzięłam węża ogrodowego i podchodząc od tyłu oblałam Kevina. Był cały mokry ale śmiałam się. Wszyscy potem zaczęliśmy się lać wodą, nagle Kevin wziął mnie na ręce i wskoczył ze mną do basenu trzymając mnie na rękach. Krzyczałam
-Ty wariacie! Co ty robisz??? Ha..ha...
-Ja też cię kocham!
-Jestem cała mokra!
-Trza było nie zaczynać! Ha..ha...
-Kevinie ty mój...było mi widocznie za gorąco i musiałam zacząć zabawę.
-Gorąco ci?
Pytając się to Kevin zanurkował i popchnął mnie jeszcze raz do wody! Potem wszyscy za nami wskoczyli w ubraniach. Tak bawiliśmy się do rana a potem gdy już popływaliśmy wyszliśmy z basenu i zaczęliśmy puszczać fajerwerki. Było super! To chyba najlepsze urodziny na jakich byłam! Było wspaniale!
piątek, 17 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 44
Wróciliśmy rano z bardzo, bardzo długiego spaceru.
-Gdzie wyście tyle byli?-spytał John uśmiechając się.-Martwiliśmy się o was.
-Musieliśmy wyjaśnić sobie parę spraw i porozmawiać.-odpowiedziałam.
-No to bardzo długo sobie wyjaśnialiście.-mówił John.
-Ej no John nie bądź staromodny. Są młodzi mają prawo to imprez i długich, długich spacerów.-wtrąciła Kate.
-My też kochanie jesteśmy młodzi. -odparł John.
-Cieszę się że tak uważasz. Może trzeba was samych zostawić?-spytała Kate.
-Nie dziękujemy. Ale mam prośbę czy mógłbym wrócić do pracy i tu zamieszkać?-prosił Kevin.
-Jasne! Nie ma problemu! Wprowadzaj się od razu. Tęskniliśmy za tobą. Dobrze że wróciłeś. Pokój już na ciebie czeka. A jeśli chodzi o pracę to nic się nie zmieniło tylko od teraz 24 godziny na dobę będziecie ze sobą Kevinie. Mam nadzieje że się nie pozabijacie.-mówiąc to John dał klucze Kevinowi ten wziął torbę i rozpakował się w pokoju i potem zasnął na chwilę. Ja tak samo. Od tego dnia wiedziałam że nic, i nikt nam nie przeszkodzi, że już nic się nie wydarzy. Jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi. Wszystko układało się pomyślnie. W pewnej chwili alarm wszyscy zlecieli się do salonu że mamy nowe ślady dotyczące tych mocy. Pojechaliśmy do głównego biura agencji. Tam dano nam nowe materiały dotyczące tych różnych zjawisk które doświadczyliśmy.
-John i wiadomo już coś?-spytałam zaglądając do papierów.
-Taak...mamy już konkretny ślad...i to bardzo poważny. Jesteśmy blisko odkrycia światowej zagadki.-mówił John czytając papiery.
-Powiesz coś więcej?-spytałam.
-Nie, to zostaje u mnie i tylko dla mnie to jest. Jeśli będzie taka potrzeba wtedy ujawnię wszystko...teraz przepraszam muszę pójść do dyrektora. -powiedziawszy to John odszedł. Ja podeszłam do Kate i oznajmiłam
-John coś ukrywa.
-Skąd wiesz Meg?
-Widziałaś jak czytał ten papier to zbladł jak ściana. Potem już mówił innym tonem.
-Nie, zauważyłam. Przepraszam muszę iść do Johna.
-Ej , Kate!
-Poczekaj Meg nie teraz.
Byłam zdziwona ich zachowaniem. Coś ukrywali ale co? Musiałam się dowiedzieć. Kate i John poszli do dyrektora a Nick z Molly wrócili do bazy i poszli do laboratorium by coś zbadać. Ja zostałam z Kevinem.
-Kevin coś jest nie tak. Mógłbyś się spytać o co chodzi?
-Megan nie zaprzątaj sobie tym głowy. Niestety John już taki jest musi najpierw sprawdzić ze sto razy w to co nie wierzy a dopiero potem gdy ma sto procent pewności wszystkim to ukazuje. Ja to teraz nie wiem wielu rzeczy, ale trudno trzeba z tym żyć. Ale dla ciebie spróbuje się czegoś dowiedzieć a na razie wracajmy.
-Okey, to chodź. Muszę się wyspać bo całą noc myśmy nie spali.
Wróciliśmy rano z bardzo, bardzo długiego spaceru.
-Gdzie wyście tyle byli?-spytał John uśmiechając się.-Martwiliśmy się o was.
-Musieliśmy wyjaśnić sobie parę spraw i porozmawiać.-odpowiedziałam.
-No to bardzo długo sobie wyjaśnialiście.-mówił John.
-Ej no John nie bądź staromodny. Są młodzi mają prawo to imprez i długich, długich spacerów.-wtrąciła Kate.
-My też kochanie jesteśmy młodzi. -odparł John.
-Cieszę się że tak uważasz. Może trzeba was samych zostawić?-spytała Kate.
-Nie dziękujemy. Ale mam prośbę czy mógłbym wrócić do pracy i tu zamieszkać?-prosił Kevin.
-Jasne! Nie ma problemu! Wprowadzaj się od razu. Tęskniliśmy za tobą. Dobrze że wróciłeś. Pokój już na ciebie czeka. A jeśli chodzi o pracę to nic się nie zmieniło tylko od teraz 24 godziny na dobę będziecie ze sobą Kevinie. Mam nadzieje że się nie pozabijacie.-mówiąc to John dał klucze Kevinowi ten wziął torbę i rozpakował się w pokoju i potem zasnął na chwilę. Ja tak samo. Od tego dnia wiedziałam że nic, i nikt nam nie przeszkodzi, że już nic się nie wydarzy. Jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi. Wszystko układało się pomyślnie. W pewnej chwili alarm wszyscy zlecieli się do salonu że mamy nowe ślady dotyczące tych mocy. Pojechaliśmy do głównego biura agencji. Tam dano nam nowe materiały dotyczące tych różnych zjawisk które doświadczyliśmy.
-John i wiadomo już coś?-spytałam zaglądając do papierów.
-Taak...mamy już konkretny ślad...i to bardzo poważny. Jesteśmy blisko odkrycia światowej zagadki.-mówił John czytając papiery.
-Powiesz coś więcej?-spytałam.
-Nie, to zostaje u mnie i tylko dla mnie to jest. Jeśli będzie taka potrzeba wtedy ujawnię wszystko...teraz przepraszam muszę pójść do dyrektora. -powiedziawszy to John odszedł. Ja podeszłam do Kate i oznajmiłam
-John coś ukrywa.
-Skąd wiesz Meg?
-Widziałaś jak czytał ten papier to zbladł jak ściana. Potem już mówił innym tonem.
-Nie, zauważyłam. Przepraszam muszę iść do Johna.
-Ej , Kate!
-Poczekaj Meg nie teraz.
Byłam zdziwona ich zachowaniem. Coś ukrywali ale co? Musiałam się dowiedzieć. Kate i John poszli do dyrektora a Nick z Molly wrócili do bazy i poszli do laboratorium by coś zbadać. Ja zostałam z Kevinem.
-Kevin coś jest nie tak. Mógłbyś się spytać o co chodzi?
-Megan nie zaprzątaj sobie tym głowy. Niestety John już taki jest musi najpierw sprawdzić ze sto razy w to co nie wierzy a dopiero potem gdy ma sto procent pewności wszystkim to ukazuje. Ja to teraz nie wiem wielu rzeczy, ale trudno trzeba z tym żyć. Ale dla ciebie spróbuje się czegoś dowiedzieć a na razie wracajmy.
-Okey, to chodź. Muszę się wyspać bo całą noc myśmy nie spali.
czwartek, 16 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 43
-Ej Kate i co z Meg wyszła w końcu?-spytał John.
-Nie, od powrotu od Kevina czyli od tygodnia nie wychodzi prawie w ogóle i nie chce z nikim gadać.-odpowiedziała Kate.
-Martwię się o nią. Może pójdziesz z nią pogadać?-zaproponował.
-Właśnie miałam do niej iść, ale nie wiem czy mi otworzy. Szkoda mi jej, nie ma rodziców zerwała z narzeczonym potem jeszcze wcześniej Kevin ją oszukał a teraz ...sam wiesz.-mówiła Kate.
-Dobrze Kate że nam się układa. Kocham cię,-oznajmił John przytulając Kate.
Chwilę później Kate weszła do pokoju. Siadając koło mnie zaczęłyśmy rozmawiać.
-Chcesz coś jeść Meg?
-Nie, dzięki.
-Może ci coś potrzeba?
-Nie , dzięki Kate ale niczego mi nie potrzeba.
-Nie płacz już. Nie warto wylewać łez dla niego.
-Ja nie płacze chyba za nim.
-Jeśli nie zanim to za kim?
-Rozmyślałam ostatnio nad sobą, i nie mam nikogo. Nikt mnie nie kocha. Rodzice mi już nie pomogą w problemach nie powiedzą co jest dobre a co złe, nie przytulą...i nie powiedzą ''kocham cię''. Nie mam nikogo zostałam sama.
-Nie mów tak, przecież masz nas. My jesteśmy teraz twoją rodziną. Możesz na nas polegać.
-Ostatnie słowa które wypowiedziałam moim rodzicom to: ''nienawidzę was''. Chyba to mnie tak najbardziej boli.
-Kochali cię na pewno. A teraz przestań płakać i wyjdź gdzieś nie wiem może pobiegać, albo na dyskotekę lub na piwo.
-Nie mam ochoty. Przepraszam cię Kate, ale mogłabyś wyjść.
-Nie wyjdę dopóki coś ze sobą nie zrobisz.
-Kate co ty robisz że jesteś taka silna? Że jesteś twarda jak skała na pierwszy rzut oka wyglądasz na jakąś wstrętną babę która wie jak dokopać innym,
-Ha...uczyłam się tego by radzić sobie z emocjami by nad nimi panować, i żeby wyżywać się dopiero w walce.
-Podziwiam cię.
-No widzisz Meg, ty też możesz się tego nauczyć. Jeśli chcesz.
-Na razie sobie odpuszczę. Przepraszam Kate, ale naprawdę chcę byś wyszła.
-No dobrze, ale w razie czego wiesz gdzie mnie szukać.
-Wiem.
Kate wyszła, ja zostałam i użalałam się nad sobą. W końcu postanowiłam skończyć z tym miałam już dość użalania się nad sobą tydzień mi wystarczył. Wstałam ubrałam się i zaprosiłam Molly na piwo bo Kate była zajęta.
-Molly no chodź już. Mam dość siedzenia w pokoju, muszę odreagować .-mówiąc to Nick odwiózł mnie i Molly , a potem wrócił do domu. Kupiłyśmy piwo i siadłyśmy przy stoliku na polu. Pijąc rozmawiałyśmy.

Humor mi się poprawił i nie przejmowałam się tak bardzo już Kevinem.
-Ej Molly pamiętasz jak pierwszy raz do was trafiłam?-spytałam.
-No pewnie w worku na głowie, wtedy John dostrzegł w tobie coś niezwykłego i postanowił że będziesz z nami pracować. Kevin był taki oschły. Nie zabardzo mu się to podobało.
-Albo jak byliśmy pod namiotami. Byłam z Kevinem i wygraliśmy. Potem musiałam dzielić z nim namiot. Dobre czasy, tak niedawno to było.
-No, albo wasz pierwszy pocałunek. Na dyskotece co musieliście udawać małżeństwo.
-Ach...Gdyby się tak zastanowić to wszystko dotyczy Kevina, te przygody i w ogóle. Zawsze ja z nim od początku John nas ''połączył''.
W pewnej chwili zauważyłyśmy Kevina idącego w obecności jakiś dziewczyn. Był pijany! Myślałam że zamorduje go gdy zobaczyłam Kevina w objęciach innych.
-Ej chodź za nim Meg. Pewnie wchodzi tu na dyskotekę-zaproponowała Molly.
-No dobra.-zgadzając się poszłyśmy za nim.
Molly miała rację Kevin z tymi babami wszedł na dyskotekę naprzeciwko nas. Weszłyśmy za nim i siadłyśmy przy barku by nas nie zauważył. Zawsze gdy mam o nim zapomnieć to zawsze musi się zjawić. To jest przekleństwo. Obserwowałyśmy go dwie godziny do tego czasu zdążyłam się trochę opić. Już mnie kusiło by im coś zrobić.
-Molly widziałaś jak one się kleją do niego jak rzep do psiego ogona. Zaraz te rzepy wyrwę.
-Spokojnie Meg, nie denerwuj się.
Nagle jedna odeszła a druga obejmując go....no dobra powiem tak rzuciła się na niego i zaczęła go całować. Padłam w szał stałam z krzesła i podeszłam do nich. Za chrząkałam i powiedziałam stukając palcem po ramieniu tej dziewczyny
-Przepraszam bardzo czy możesz odejść?
-Sorry ale Kevciu jest ze mną i to ty odejdź pijaczko!
-Jak mnie nazwałaś?
-Pijaczka i śmierdziel!
-Przegięłaś małpo! Prosiłam po dobroci ale jak nie to już po tobie!-krzycząc uderzyłam ją pięścią w twarz aż spadła razem ze stolikiem.
-Co ty robisz Meg?-spytał Kevin.
-Właśnie to...-mówiąc to objęłam go i pocałowałam, a chwilę później uderzyłam go w twarz ale nie pięścią i odeszłam. On gdy się już otrząsną pobiegł za mną, lecz Molly zatrzymała go na chwilę i powiedziała mu
-Kevin aleś ty głupi, nie widzisz że ona cię kocha? Ty jej wbijasz nóż prosto w jej gołębie serce.
-Jakby mnie kochała nie wybrała by tego psa!
-Zaszła pomyłka gdybyś jej nie przerwał wiedziałbyś że wybiera ciebie.
-I co i tak już jest z Davidem.
-Właśnie zerwała z nim dla ciebie. Potem poszła do ciebie do domu by ci o tym powiedzieć lecz zastała jakąś dziewczynę w ręczniku. Była wściekła i smutna. Przez tydzień prawie nie wychodziła z pokoju tylko płakała. Użalała się nad sobą.
-O Boże co ja narobiłem??? To moja wina co ja teraz zrobię? Molly pomóż mi.
-Biegnij za nią szybko!
Kevin pobiegł za mną zdążył w samą porę bo miałam już odjechać taksówką.
-Meg wysiądź proszę.
-Kevin...proszę cię. Mówisz mi że mnie kochasz a nie kochasz.
-Kocham cię, ale nie wiedziałem jak sobie mam z tym poradzić. Źle zrozumiałem. Wybaczysz mi?
-Ale koniec z kłamstwami z niedomówieniami i z zdradami.
-Dobrze, dla ciebie wszystko. A teraz możemy się przejść?
-Ha...tak.
Wyszłam z taksówki i trzymając się za ręce spacerowaliśmy całą noc rozmawiając.
-Ej Kate i co z Meg wyszła w końcu?-spytał John.
-Nie, od powrotu od Kevina czyli od tygodnia nie wychodzi prawie w ogóle i nie chce z nikim gadać.-odpowiedziała Kate.
-Martwię się o nią. Może pójdziesz z nią pogadać?-zaproponował.
-Właśnie miałam do niej iść, ale nie wiem czy mi otworzy. Szkoda mi jej, nie ma rodziców zerwała z narzeczonym potem jeszcze wcześniej Kevin ją oszukał a teraz ...sam wiesz.-mówiła Kate.
-Dobrze Kate że nam się układa. Kocham cię,-oznajmił John przytulając Kate.
Chwilę później Kate weszła do pokoju. Siadając koło mnie zaczęłyśmy rozmawiać.
-Chcesz coś jeść Meg?
-Nie, dzięki.
-Może ci coś potrzeba?
-Nie , dzięki Kate ale niczego mi nie potrzeba.
-Nie płacz już. Nie warto wylewać łez dla niego.
-Ja nie płacze chyba za nim.
-Jeśli nie zanim to za kim?
-Rozmyślałam ostatnio nad sobą, i nie mam nikogo. Nikt mnie nie kocha. Rodzice mi już nie pomogą w problemach nie powiedzą co jest dobre a co złe, nie przytulą...i nie powiedzą ''kocham cię''. Nie mam nikogo zostałam sama.
-Nie mów tak, przecież masz nas. My jesteśmy teraz twoją rodziną. Możesz na nas polegać.
-Ostatnie słowa które wypowiedziałam moim rodzicom to: ''nienawidzę was''. Chyba to mnie tak najbardziej boli.
-Kochali cię na pewno. A teraz przestań płakać i wyjdź gdzieś nie wiem może pobiegać, albo na dyskotekę lub na piwo.
-Nie mam ochoty. Przepraszam cię Kate, ale mogłabyś wyjść.
-Nie wyjdę dopóki coś ze sobą nie zrobisz.
-Kate co ty robisz że jesteś taka silna? Że jesteś twarda jak skała na pierwszy rzut oka wyglądasz na jakąś wstrętną babę która wie jak dokopać innym,
-Ha...uczyłam się tego by radzić sobie z emocjami by nad nimi panować, i żeby wyżywać się dopiero w walce.
-Podziwiam cię.
-No widzisz Meg, ty też możesz się tego nauczyć. Jeśli chcesz.
-Na razie sobie odpuszczę. Przepraszam Kate, ale naprawdę chcę byś wyszła.
-No dobrze, ale w razie czego wiesz gdzie mnie szukać.
-Wiem.
Kate wyszła, ja zostałam i użalałam się nad sobą. W końcu postanowiłam skończyć z tym miałam już dość użalania się nad sobą tydzień mi wystarczył. Wstałam ubrałam się i zaprosiłam Molly na piwo bo Kate była zajęta.
-Molly no chodź już. Mam dość siedzenia w pokoju, muszę odreagować .-mówiąc to Nick odwiózł mnie i Molly , a potem wrócił do domu. Kupiłyśmy piwo i siadłyśmy przy stoliku na polu. Pijąc rozmawiałyśmy.
Humor mi się poprawił i nie przejmowałam się tak bardzo już Kevinem.
-Ej Molly pamiętasz jak pierwszy raz do was trafiłam?-spytałam.
-No pewnie w worku na głowie, wtedy John dostrzegł w tobie coś niezwykłego i postanowił że będziesz z nami pracować. Kevin był taki oschły. Nie zabardzo mu się to podobało.
-Albo jak byliśmy pod namiotami. Byłam z Kevinem i wygraliśmy. Potem musiałam dzielić z nim namiot. Dobre czasy, tak niedawno to było.
-No, albo wasz pierwszy pocałunek. Na dyskotece co musieliście udawać małżeństwo.
-Ach...Gdyby się tak zastanowić to wszystko dotyczy Kevina, te przygody i w ogóle. Zawsze ja z nim od początku John nas ''połączył''.
W pewnej chwili zauważyłyśmy Kevina idącego w obecności jakiś dziewczyn. Był pijany! Myślałam że zamorduje go gdy zobaczyłam Kevina w objęciach innych.
-Ej chodź za nim Meg. Pewnie wchodzi tu na dyskotekę-zaproponowała Molly.
-No dobra.-zgadzając się poszłyśmy za nim.
Molly miała rację Kevin z tymi babami wszedł na dyskotekę naprzeciwko nas. Weszłyśmy za nim i siadłyśmy przy barku by nas nie zauważył. Zawsze gdy mam o nim zapomnieć to zawsze musi się zjawić. To jest przekleństwo. Obserwowałyśmy go dwie godziny do tego czasu zdążyłam się trochę opić. Już mnie kusiło by im coś zrobić.
-Molly widziałaś jak one się kleją do niego jak rzep do psiego ogona. Zaraz te rzepy wyrwę.
-Spokojnie Meg, nie denerwuj się.
Nagle jedna odeszła a druga obejmując go....no dobra powiem tak rzuciła się na niego i zaczęła go całować. Padłam w szał stałam z krzesła i podeszłam do nich. Za chrząkałam i powiedziałam stukając palcem po ramieniu tej dziewczyny
-Przepraszam bardzo czy możesz odejść?
-Sorry ale Kevciu jest ze mną i to ty odejdź pijaczko!
-Jak mnie nazwałaś?
-Pijaczka i śmierdziel!
-Przegięłaś małpo! Prosiłam po dobroci ale jak nie to już po tobie!-krzycząc uderzyłam ją pięścią w twarz aż spadła razem ze stolikiem.
-Co ty robisz Meg?-spytał Kevin.
-Właśnie to...-mówiąc to objęłam go i pocałowałam, a chwilę później uderzyłam go w twarz ale nie pięścią i odeszłam. On gdy się już otrząsną pobiegł za mną, lecz Molly zatrzymała go na chwilę i powiedziała mu
-Kevin aleś ty głupi, nie widzisz że ona cię kocha? Ty jej wbijasz nóż prosto w jej gołębie serce.
-Jakby mnie kochała nie wybrała by tego psa!
-Zaszła pomyłka gdybyś jej nie przerwał wiedziałbyś że wybiera ciebie.
-I co i tak już jest z Davidem.
-Właśnie zerwała z nim dla ciebie. Potem poszła do ciebie do domu by ci o tym powiedzieć lecz zastała jakąś dziewczynę w ręczniku. Była wściekła i smutna. Przez tydzień prawie nie wychodziła z pokoju tylko płakała. Użalała się nad sobą.
-O Boże co ja narobiłem??? To moja wina co ja teraz zrobię? Molly pomóż mi.
-Biegnij za nią szybko!
Kevin pobiegł za mną zdążył w samą porę bo miałam już odjechać taksówką.
-Meg wysiądź proszę.
-Kevin...proszę cię. Mówisz mi że mnie kochasz a nie kochasz.
-Kocham cię, ale nie wiedziałem jak sobie mam z tym poradzić. Źle zrozumiałem. Wybaczysz mi?
-Ale koniec z kłamstwami z niedomówieniami i z zdradami.
-Dobrze, dla ciebie wszystko. A teraz możemy się przejść?
-Ha...tak.
Wyszłam z taksówki i trzymając się za ręce spacerowaliśmy całą noc rozmawiając.
środa, 15 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 42
-Chyba musimy pogadać.-powiedziałam wchodząc do domu.
-Nie wydaje mi się.-rzekł David.
-Czyli to koniec?-spytałam.
-A kto tak powiedział?-zapytał.
-To koniec?-powtórzyłam.
-Nie! Chyba że chcesz? Jakbyś się czuła na moim miejscu widząc swoją narzeczoną która wcale nie jest informatyczką i której jej głupi koleś wyznaje miłość w chwili gdzie są oboje otoczeni przez jakiś zamaskowanych durniów? Jakby tego było mało zobaczyłem coś czego pojąć nie mogę. Mężczyzna z jakąś piekielną mocą? Który wyrwał budkę telefoniczną i zabił nią moich znajomych? To raczej nie jest normalne.-mówił David.
-Kevin nie jest głupi! Dlatego ci nie mówiłam bo wiedziałam jak zareagujesz. Zresztą ty byś mi powiedział wiedząc że twój chłopak jest policjantem który nienawidzi agentów?-powiedziawszy to trzasnęłam drzwiami.
-Dobra idź! Tak sobie radzisz z problemami? Uciekasz przed nimi?!-krzyknąwszy usłyszałam to i wróciłam do domu.
-O co ci chodzi? Jesteś trochę niesprawiedliwy jak dla mnie, tak mi się wydaje.-powiedziałam.
-Dziś będę spał na kanapie. Może pogadamy jutro gdy ochłoniemy trochę.-oznajmił.
-A na kanapie będziesz spał? A w ogóle po co mi to mówisz, nie zmieni to mojego życia. Praktycznie mieszkam sama, ciebie nie ma cały czas. Myślisz że jest mi z ty dobrze? Wracając do tematu to chciałeś bym ci powiedziała, ale kiedy pytam się, kiedy ci miałam o tym powiedzieć gdy ciągle jesteś zajęty. Ciągle praca, i praca. Może jeszcze cie na ślubie naszym nie będzie i wezmę ślub z miotłą!-zdenerwowana mówiłam z podniesionym głosem.
-A więc to moja wina? Zmieniłem zdanie na jakiś czas będę spał na komisariacie.-mówiąc to wziął kurtkę i wyszedł. Następnego dnia poszłam do pracy, lecz nie zastałam tam Kevina. Widocznie na serio zrezygnował z pracy w agencji.
-I jak tam z Davidem?-spytała Kate.
-Nic wczoraj zrobił mi kłótnie obwinia mnie że nic mu nie powiedziałam czym się zajmuje. Tak mnie zdenerwował że już nie kontrolowałam co mówię i powiedziałam że to jego wina bo go ciągle nie ma w domu. -odpowiedziałam smutna.
-Nie przejmuj się, kiedy ochłonie zrozumie. Pogodzicie się i znów będzie jak dawniej. Potem już tylko ślub i już.-wtrąciła Molly.-Pamiętaj Meg na nas możesz zawsze polegać.
-Dziękuje wam, ty Kate i Molly jesteście moimi przyjaciółkami. Cieszę się że mogę na was polegać.-powiedziawszy to objęłam je.
-Meg wydaje mi się że wszystkiego nam nie mówisz. Coś jeszcze się stało takiego?-spytała Kate.
-No tak, David słyszał jak Kevin powiedział że nie pracuje tu z powodu mnie i powiedział że mnie kocha.-odpowiedziałam.
Kate i Molly przypatrywały mi się i uśmiechały jakby chciały powiedzieć coś w stylu ''o jakie to słodkie'' lub ''o jakie to romantyczne''. A to jest straszne!

-Och! Po co sobie życie utrudniasz. Kochasz Kevina?-spytała Molly.
-Tak.-odpowiedziałam.
-Zerwij zaręczyny. Wiem co mówię, Meg zerwij je póki nie jest za późno.-doradziła Kate.
Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy , nie zauważyłyśmy że Nick podsłuchuje. Nick wziął telefon i zadzwonił do Kevina z wiadomością że go kocham Kevina oczywiście. Kevin ucieszył się, i pobiegł do kwiaciarni i kupił mi róże , potem przyjechał do pracy i klęknął mówiąc:
-Megi wiem że mnie kochasz i ja ciebie też...kocham. Wybaczysz mi?
-Ale co mam ci wybaczyć?
-To jak się zachowywałem wobec ciebie. Że krzyczałem, oceniałem cie...ale może to wszystko z powodu zauroczenia tobą.
-Tak wybaczam ci i Kevin chciałam ci powiedzieć że...
Nagle przyjechał David do mnie do pracy także z kwiatami by mnie przeprosić i zauważył klęczącego Kevina przede mną. W pewnej chwili Kevin zaczął kłócić się z Davidem aż w końcu David zapytał:
-Megan dość kłamstw. Teraz powiedz kogo wybierasz mnie czy tego tu...Kevina? Masz to teraz powiedzieć, jeśli wybierzesz Kevina to okey zniknę z twego życia jeśli mnie to doskonale. Więc kogo wybierasz? Odpowiedz...tu przy świadkach.
-Megi kocham cię...-wtrącił Kevin.
-Przymknij się Kevin! No wybieraj!-krzyczał David.
-Ja nie mogę...przepraszam.-mówiąc to chciałam wybiec lecz David złapał mnie za rękę i nie puszczając powiedział:
-Nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz tu i powiesz przy wszystkich tu obecnych kogo wybierasz. Koniec z kłamstwami , koniec z uciekaniem.
Popatrzyłam się na nich dwóch aż odezwałam się mówiąc by mnie David puścił bo mnie bardzo ręka boli. Lecz on nie puścił mnie mówiąc że ucieknę.
-Nie słyszałeś? Puść ją! To ją boli!-krzyczał Kevin.
-Zamknij się wariacie! Musi teraz to powiedzieć.-mówił David.
-Zostaw ją ostrzegam cię.-ostrzegał Kevin.
-Mnie ostrzegasz? To ciebie mogę zamknąć na dołek posiedzisz sobie 24 godziny i odpoczniesz trochę.-groził David.
-Ty gnido!-krzycząc to zaczęłam drzeć się. Aż w końcu nadeszła cisza i chwila w której miałam podjąć decyzje. Pewnie myślicie że to łatwe bo powiedziałam że kocham Kevina, ale wcale tak nie jest. Zastanawiałam się aż w końcu podjęłam decyzję. David z Kevinem czekali jak na zbawienie mając nadzieje że to właśnie jego wybiorę.


-Wybieram...przepraszam Kevin ale...
-Rozumiem! Najpierw mówisz ''kocham cię'' a potem wybierasz tego psa, tego glinę!-krzycząc to Kevin rzucił różami o ziemię i wyszedł.
-Kevin daj mi skończyć! To nie tak!-krzycząc nie zdążyłam bo Kevin już wyszedł. To nie miało tak wyglądać. Źle zaczęłam to moja wina, chciałam powiedzieć mniej więcej tak ''Wybieram....przepraszam Kevin ale od tej pory będziesz musiał się ze mną ożenić bo wybieram ciebie''-chciałam to powiedzieć tak przez żart, a wyszło jak wyszło. Za to David był szczęśliwy. Pojechałam z nim do domu. Zjedliśmy obiad a potem poszliśmy na kręgle i na spacer. Wieczorem padłam ze zmęczenia i zasnęłam na kanapie. Rano jak zwykle David poszedł do swojej pracy i ja do swojej.
-Megan obudził się ten Bob, chcesz z nim pogadać? Musisz wyciągnąć jak najwięcej informacji. -powiedział John.
-Dobrze. Postaram się czegoś dowiedzieć. A wy wiecie już coś na temat jego syna?-spytałam.
-Tak. Właśnie Kate po niego pojechała, nie było łatwo go wydostać, ale to mądry chłopak. Ułatwił nam uwolnienie go. -odpowiedział.

-To dobrze.-mówiąc to poszłam przesłuchać Boba.
Po dwu godzinnej rozmowie dowiedziałam się nie dużo tyle że wybierane osoby które potem mają moc to ludzie mało znani o jakiś marzeniach albo o jakimś talencie. Historia Boba zaczęła się tak że Bob miał wypadek w którym zginęła jego żona on przeżył lecz pozostał inwalidą. Nie wychodził od miesięcy z domu, patrzył na syna jak dorasta, lecz wolał umrzeć niż by syn uważał go za słabego, za kalekę. Pewnego dnia w telewizji ukazała się informacja o bardzo znanym lekarzu, lecz nikt go wcześniej nie znał w naszym kraju. Bob postanowił że zadzwoni, potem był umówiony na wizytę. Spotykał się lekarzami, potem prowadzono jakieś badania, aż w końcu odbyła się niby operacja po której miał chodzić, i chodził lecz odkrył potem że jest bardzo silny więc zgłosił się do tego niby lekarza i chciał podziękować. Tak z dnia na dzień wmawiano mu że jest lepszy że może być sławny że już nikt nie będzie się z niego wyśmiewał. Tak wykorzystano jego słabości, kazano mu robić różne rzeczy aż w końcu postanowił się sprzeciwić lecz porwano jego syna i zmuszono go do obrabowania galerii. Po tym wywiadzie John odesłał go w bezpieczne miejsce razem z synem. Od tamtej chwili zostali pod opieką agencji. Tak wyglądała tego dnia moja praca. Przez kolejne trzy dni ja i David trochę schodziliśmy sobie z drogi.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ-WIECZÓR:
Siedząc przed telewizorem David zaczął rozmowę:
-Meg musimy porozmawiać. Mam wrażenie że mnie unikasz, chociaż wybrałaś mnie.
-David to nie tak. Ale na prawdę musimy szczerze porozmawiać. Chodzi o Kevina.
-Kochasz go. Wiem o tym.
-Nie rozumiem.
-Czego nie rozumiesz? Że kochasz Kevina? Czy tego czemu mówię tak spokojnie?
-Czemu mówisz to tak spokojnie, a w ogóle skąd to wiesz?
-Łatwo było się domyślić choćby wtedy jak ci się oświadczałem, albo gdy musiałaś podjąć decyzję. Zrozumiałem to gdy podjęłaś decyzję kogo wybierasz. Gdy Kevin wyszedł wtedy dałaś mi stu procentową pewność że to jego miałaś wybrać, lecz źle to odebrał i ja też.
-Przepraszam cię, nie chciałam by to tak wyszło.
-Nie przepraszaj rozumiem. My nigdy do siebie nie pasowaliśmy. Niby byliśmy razem a tak naprawdę nie byliśmy. Zrozumiałem też że ja tak naprawdę do ciebie nic nie czuje że to było może jakieś chwilowe zauroczenie. Nic więcej.
-Czyli to koniec?
-Tak Megan to koniec. Teraz pakuj się i wracaj do swojego świata. Pojedź do Kevina i wytłumacz mu wszystko jeśli naprawdę go kochasz pokaż mu to i odzyskaj go.
-David jeśli chodzi o...
-Rozumiem, nikomu nie powiem co widziałem , czym się zajmujesz gdzie jest wasza siedziba i zamykam sprawę z agencją waszą.
-Dziękuję! Już lecę.
-A rzeczy twoje?
-Spakowałam się wcześniej bo właśnie chciałam to zakończyć. Pa.
-Pa. Mam nadzieje że pozostaniemy przyjaciółmi.
-Na pewno. W razie gdybym miała jakiś kłopot lub problem dotyczący z prawem wiem gdzie mam się zgłosić.
-To żegnaj!
Oddałam pierścionek i wzięłam torbę potem pojechałam do domu-tego prawdziwego gdzie mam przyjaciół odstawiłam rzeczy i opowiedziałam o wszystkim Kate z Molly. Zrozumiały moją decyzję i ucieszyły się. Potem kazały mi jeszcze tego wieczoru pojechać do Kevina. Zrobiłam tak wzięłam taksówkę i pojechałam do niego. Chwilę później byłam na miejscu. Podeszłam do drzwi i zapukałam do nich. Po chwili otworzyły się drzwi. W progu stała kobieta w ręczniku, byłam przerażona.

Jeszcze raz spojrzałam na numer domu wszystko się zgadzało więc to mogło oznaczać tylko jedno Kevin znalazł sobie kogoś.
-Przepraszam czy tu mieszka Kevin?-spytałam dziewczyny w ręczniku.
-Tak.-odpowiedziawszy to Kevin idąc z łazienki spytał
-Kochanie kto przyszedł?
-Sam zobacz kochanie, ta osoba uważa że znacie się.
-Już idę.-mówiąc to ubrał koszulkę i podszedł do drzwi potem odezwał się
-Meg co ty tu robisz?
-A co nie widać? To raczej ja powinnam spytać co tu ta lalunia robi u ciebie cała goła tylko obwinięta ręcznikiem?
-Nie wolno mi nikogo mieć? Przecież ty masz swojego Davida więc co się tak oburzasz?
-Ty draniu!-krzyknęłam i dałam mu w twarz aż upadł na podłogę, ta dziewczyna klękła nad nim pytając się czy nic mu nie jest. W pewnej chwili odchodząc Kevin złapał mnie za rękę.
-Z gupiałaś? To bolało!
-I dobrze! Myślałam że jesteś inny. Widzę że wykorzystałeś sytuacje że zraniłam cię.
-Myślałaś że będę czekał ? Zresztą po co się złościsz jak masz narzeczonego?
-Właśnie nie wiem!
-Ty płaczesz?
-Nie Kevin nie płacze to alergia wiesz?
-Aha...
-Aleś ty głupi oczywiście że płacze! Po co mam wylewać łzy za takiego drania jak ty? Nic się dla ciebie nie liczy.
-Nie płacz Megi...
-Zostaw mnie!
-Kevin może mi wytłumaczysz co to za kobieta.-wtrąciła dziewczyna w ręczniku.-Gdzie kupowałaś dziewczyno ciuszki?
-A co laluniu w ręczniku? Nie pasują ci? Ta kobieta ma imię-jestem Megan.
-Wow...wyglądają jak ze średniowiecza. Nawet grosza bym nie dała za takie ciuchy wytrzasnęłaś je ze śmietnika?
-Że co? Ty wiedźmo! Ty gadzino! Uważasz że jestem mało modna? A ty co paradujesz w ręczniku! Nie wstyd ci?!
-Ej, uważaj na słówka. I radzę ci nie denerwuj się bo ci pikawa strzeli. Kevin kim ona jest ta Megan dla ciebie?
-On mnie kochał chyba. Tak przynajmniej mi mówił. I byłam dla niego kimś więcej niż zabawką jak ty.
-Kevin jak mogłeś zadawać się ze śmieciem?
-Dobra idę stąd. Wracaj Kevin do środka i zamknij okna by ci lalunia nie zamarzła w tym ręczniczku.
Wyszłam z płaczem, a Kevin został z tą swoją lalunią. Nie wierzę ja rzucam Davida dla niego a on chwili poczekać nie mógł. Czemu ja muszę to przeżywać? Dlaczego i za co za jakie grzechy???
Wróciłam do domu z płaczem, Molly jeszcze nie spała więc powiedziała żebym jej wszystko opowiedziała. Zaczęłam wszytko od początku. Reszta spała a my rozmawiałyśmy, ja ciągle wycierałam łzy, Molly podając mi chusteczkę mówiła bym już nie płakała.
-Megi nie płacz, nie warto.
-Nic nie rozumiesz on mnie oszukał. Kolejny raz mu zaufałam i uwierzyłam! Ty masz superowego męża a ja co zerwany jeden związek pierwszy był oszustwem, teraz rzuciłam wszystko by być z Kevinem a on jest z jakąś lalunią która mnie obrażała. Myślałam że ją zabije. Wiedźma jedna!
-Jeśli chcesz mogę z nim pogadać.
-Nie trzeba. Dzięki.
-Za co?
-Za tą rozmowę była mi potrzebna i ogółem za wszystko. Gdyby nie ty i Kate nie wiem jakbym skończyła.
-Nie ma za co.
-Jeszcze raz dziękuję. Dobrze Molly to ja idę spać bo już późno.Dobranoc.
-Dobranoc i do jutra przy śniadaniu.
-Nie wiem czy wstanę. Będę chciała się wyspać.
-Dobrze śpij ile chcesz. Powiem wszystkim by cie nie budzili. Ale już nie płacz.
-Nie płacze. Kolorowych snów.
-To Miłej nocy.
Żegnając się z Molly poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku i wyciągnęłam z mojego pudełeczka małą laleczkę. Trzymając ją w ręce przypatrywałam się jej.

Chwile później łzy same zaczęły mi delikatnie lekko gilgocząc spływać po policzkach. Potem zasnęłam.
-Chyba musimy pogadać.-powiedziałam wchodząc do domu.
-Nie wydaje mi się.-rzekł David.
-Czyli to koniec?-spytałam.
-A kto tak powiedział?-zapytał.
-To koniec?-powtórzyłam.
-Nie! Chyba że chcesz? Jakbyś się czuła na moim miejscu widząc swoją narzeczoną która wcale nie jest informatyczką i której jej głupi koleś wyznaje miłość w chwili gdzie są oboje otoczeni przez jakiś zamaskowanych durniów? Jakby tego było mało zobaczyłem coś czego pojąć nie mogę. Mężczyzna z jakąś piekielną mocą? Który wyrwał budkę telefoniczną i zabił nią moich znajomych? To raczej nie jest normalne.-mówił David.
-Kevin nie jest głupi! Dlatego ci nie mówiłam bo wiedziałam jak zareagujesz. Zresztą ty byś mi powiedział wiedząc że twój chłopak jest policjantem który nienawidzi agentów?-powiedziawszy to trzasnęłam drzwiami.
-Dobra idź! Tak sobie radzisz z problemami? Uciekasz przed nimi?!-krzyknąwszy usłyszałam to i wróciłam do domu.
-O co ci chodzi? Jesteś trochę niesprawiedliwy jak dla mnie, tak mi się wydaje.-powiedziałam.
-Dziś będę spał na kanapie. Może pogadamy jutro gdy ochłoniemy trochę.-oznajmił.
-A na kanapie będziesz spał? A w ogóle po co mi to mówisz, nie zmieni to mojego życia. Praktycznie mieszkam sama, ciebie nie ma cały czas. Myślisz że jest mi z ty dobrze? Wracając do tematu to chciałeś bym ci powiedziała, ale kiedy pytam się, kiedy ci miałam o tym powiedzieć gdy ciągle jesteś zajęty. Ciągle praca, i praca. Może jeszcze cie na ślubie naszym nie będzie i wezmę ślub z miotłą!-zdenerwowana mówiłam z podniesionym głosem.
-A więc to moja wina? Zmieniłem zdanie na jakiś czas będę spał na komisariacie.-mówiąc to wziął kurtkę i wyszedł. Następnego dnia poszłam do pracy, lecz nie zastałam tam Kevina. Widocznie na serio zrezygnował z pracy w agencji.
-I jak tam z Davidem?-spytała Kate.
-Nic wczoraj zrobił mi kłótnie obwinia mnie że nic mu nie powiedziałam czym się zajmuje. Tak mnie zdenerwował że już nie kontrolowałam co mówię i powiedziałam że to jego wina bo go ciągle nie ma w domu. -odpowiedziałam smutna.
-Nie przejmuj się, kiedy ochłonie zrozumie. Pogodzicie się i znów będzie jak dawniej. Potem już tylko ślub i już.-wtrąciła Molly.-Pamiętaj Meg na nas możesz zawsze polegać.
-Dziękuje wam, ty Kate i Molly jesteście moimi przyjaciółkami. Cieszę się że mogę na was polegać.-powiedziawszy to objęłam je.
-Meg wydaje mi się że wszystkiego nam nie mówisz. Coś jeszcze się stało takiego?-spytała Kate.
-No tak, David słyszał jak Kevin powiedział że nie pracuje tu z powodu mnie i powiedział że mnie kocha.-odpowiedziałam.
Kate i Molly przypatrywały mi się i uśmiechały jakby chciały powiedzieć coś w stylu ''o jakie to słodkie'' lub ''o jakie to romantyczne''. A to jest straszne!
-Och! Po co sobie życie utrudniasz. Kochasz Kevina?-spytała Molly.
-Tak.-odpowiedziałam.
-Zerwij zaręczyny. Wiem co mówię, Meg zerwij je póki nie jest za późno.-doradziła Kate.
Jeszcze chwilę rozmawiałyśmy , nie zauważyłyśmy że Nick podsłuchuje. Nick wziął telefon i zadzwonił do Kevina z wiadomością że go kocham Kevina oczywiście. Kevin ucieszył się, i pobiegł do kwiaciarni i kupił mi róże , potem przyjechał do pracy i klęknął mówiąc:
-Megi wiem że mnie kochasz i ja ciebie też...kocham. Wybaczysz mi?
-Ale co mam ci wybaczyć?
-To jak się zachowywałem wobec ciebie. Że krzyczałem, oceniałem cie...ale może to wszystko z powodu zauroczenia tobą.
-Tak wybaczam ci i Kevin chciałam ci powiedzieć że...
Nagle przyjechał David do mnie do pracy także z kwiatami by mnie przeprosić i zauważył klęczącego Kevina przede mną. W pewnej chwili Kevin zaczął kłócić się z Davidem aż w końcu David zapytał:
-Megan dość kłamstw. Teraz powiedz kogo wybierasz mnie czy tego tu...Kevina? Masz to teraz powiedzieć, jeśli wybierzesz Kevina to okey zniknę z twego życia jeśli mnie to doskonale. Więc kogo wybierasz? Odpowiedz...tu przy świadkach.
-Megi kocham cię...-wtrącił Kevin.
-Przymknij się Kevin! No wybieraj!-krzyczał David.
-Ja nie mogę...przepraszam.-mówiąc to chciałam wybiec lecz David złapał mnie za rękę i nie puszczając powiedział:
-Nigdzie nie pójdziesz. Zostaniesz tu i powiesz przy wszystkich tu obecnych kogo wybierasz. Koniec z kłamstwami , koniec z uciekaniem.
Popatrzyłam się na nich dwóch aż odezwałam się mówiąc by mnie David puścił bo mnie bardzo ręka boli. Lecz on nie puścił mnie mówiąc że ucieknę.
-Nie słyszałeś? Puść ją! To ją boli!-krzyczał Kevin.
-Zamknij się wariacie! Musi teraz to powiedzieć.-mówił David.
-Zostaw ją ostrzegam cię.-ostrzegał Kevin.
-Mnie ostrzegasz? To ciebie mogę zamknąć na dołek posiedzisz sobie 24 godziny i odpoczniesz trochę.-groził David.
-Ty gnido!-krzycząc to zaczęłam drzeć się. Aż w końcu nadeszła cisza i chwila w której miałam podjąć decyzje. Pewnie myślicie że to łatwe bo powiedziałam że kocham Kevina, ale wcale tak nie jest. Zastanawiałam się aż w końcu podjęłam decyzję. David z Kevinem czekali jak na zbawienie mając nadzieje że to właśnie jego wybiorę.

-Wybieram...przepraszam Kevin ale...
-Rozumiem! Najpierw mówisz ''kocham cię'' a potem wybierasz tego psa, tego glinę!-krzycząc to Kevin rzucił różami o ziemię i wyszedł.
-Kevin daj mi skończyć! To nie tak!-krzycząc nie zdążyłam bo Kevin już wyszedł. To nie miało tak wyglądać. Źle zaczęłam to moja wina, chciałam powiedzieć mniej więcej tak ''Wybieram....przepraszam Kevin ale od tej pory będziesz musiał się ze mną ożenić bo wybieram ciebie''-chciałam to powiedzieć tak przez żart, a wyszło jak wyszło. Za to David był szczęśliwy. Pojechałam z nim do domu. Zjedliśmy obiad a potem poszliśmy na kręgle i na spacer. Wieczorem padłam ze zmęczenia i zasnęłam na kanapie. Rano jak zwykle David poszedł do swojej pracy i ja do swojej.
-Megan obudził się ten Bob, chcesz z nim pogadać? Musisz wyciągnąć jak najwięcej informacji. -powiedział John.
-Dobrze. Postaram się czegoś dowiedzieć. A wy wiecie już coś na temat jego syna?-spytałam.
-Tak. Właśnie Kate po niego pojechała, nie było łatwo go wydostać, ale to mądry chłopak. Ułatwił nam uwolnienie go. -odpowiedział.
-To dobrze.-mówiąc to poszłam przesłuchać Boba.
Po dwu godzinnej rozmowie dowiedziałam się nie dużo tyle że wybierane osoby które potem mają moc to ludzie mało znani o jakiś marzeniach albo o jakimś talencie. Historia Boba zaczęła się tak że Bob miał wypadek w którym zginęła jego żona on przeżył lecz pozostał inwalidą. Nie wychodził od miesięcy z domu, patrzył na syna jak dorasta, lecz wolał umrzeć niż by syn uważał go za słabego, za kalekę. Pewnego dnia w telewizji ukazała się informacja o bardzo znanym lekarzu, lecz nikt go wcześniej nie znał w naszym kraju. Bob postanowił że zadzwoni, potem był umówiony na wizytę. Spotykał się lekarzami, potem prowadzono jakieś badania, aż w końcu odbyła się niby operacja po której miał chodzić, i chodził lecz odkrył potem że jest bardzo silny więc zgłosił się do tego niby lekarza i chciał podziękować. Tak z dnia na dzień wmawiano mu że jest lepszy że może być sławny że już nikt nie będzie się z niego wyśmiewał. Tak wykorzystano jego słabości, kazano mu robić różne rzeczy aż w końcu postanowił się sprzeciwić lecz porwano jego syna i zmuszono go do obrabowania galerii. Po tym wywiadzie John odesłał go w bezpieczne miejsce razem z synem. Od tamtej chwili zostali pod opieką agencji. Tak wyglądała tego dnia moja praca. Przez kolejne trzy dni ja i David trochę schodziliśmy sobie z drogi.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ-WIECZÓR:
Siedząc przed telewizorem David zaczął rozmowę:
-Meg musimy porozmawiać. Mam wrażenie że mnie unikasz, chociaż wybrałaś mnie.
-David to nie tak. Ale na prawdę musimy szczerze porozmawiać. Chodzi o Kevina.
-Kochasz go. Wiem o tym.
-Nie rozumiem.
-Czego nie rozumiesz? Że kochasz Kevina? Czy tego czemu mówię tak spokojnie?
-Czemu mówisz to tak spokojnie, a w ogóle skąd to wiesz?
-Łatwo było się domyślić choćby wtedy jak ci się oświadczałem, albo gdy musiałaś podjąć decyzję. Zrozumiałem to gdy podjęłaś decyzję kogo wybierasz. Gdy Kevin wyszedł wtedy dałaś mi stu procentową pewność że to jego miałaś wybrać, lecz źle to odebrał i ja też.
-Przepraszam cię, nie chciałam by to tak wyszło.
-Nie przepraszaj rozumiem. My nigdy do siebie nie pasowaliśmy. Niby byliśmy razem a tak naprawdę nie byliśmy. Zrozumiałem też że ja tak naprawdę do ciebie nic nie czuje że to było może jakieś chwilowe zauroczenie. Nic więcej.
-Czyli to koniec?
-Tak Megan to koniec. Teraz pakuj się i wracaj do swojego świata. Pojedź do Kevina i wytłumacz mu wszystko jeśli naprawdę go kochasz pokaż mu to i odzyskaj go.
-David jeśli chodzi o...
-Rozumiem, nikomu nie powiem co widziałem , czym się zajmujesz gdzie jest wasza siedziba i zamykam sprawę z agencją waszą.
-Dziękuję! Już lecę.
-A rzeczy twoje?
-Spakowałam się wcześniej bo właśnie chciałam to zakończyć. Pa.
-Pa. Mam nadzieje że pozostaniemy przyjaciółmi.
-Na pewno. W razie gdybym miała jakiś kłopot lub problem dotyczący z prawem wiem gdzie mam się zgłosić.
-To żegnaj!
Oddałam pierścionek i wzięłam torbę potem pojechałam do domu-tego prawdziwego gdzie mam przyjaciół odstawiłam rzeczy i opowiedziałam o wszystkim Kate z Molly. Zrozumiały moją decyzję i ucieszyły się. Potem kazały mi jeszcze tego wieczoru pojechać do Kevina. Zrobiłam tak wzięłam taksówkę i pojechałam do niego. Chwilę później byłam na miejscu. Podeszłam do drzwi i zapukałam do nich. Po chwili otworzyły się drzwi. W progu stała kobieta w ręczniku, byłam przerażona.
Jeszcze raz spojrzałam na numer domu wszystko się zgadzało więc to mogło oznaczać tylko jedno Kevin znalazł sobie kogoś.
-Przepraszam czy tu mieszka Kevin?-spytałam dziewczyny w ręczniku.
-Tak.-odpowiedziawszy to Kevin idąc z łazienki spytał
-Kochanie kto przyszedł?
-Sam zobacz kochanie, ta osoba uważa że znacie się.
-Już idę.-mówiąc to ubrał koszulkę i podszedł do drzwi potem odezwał się
-Meg co ty tu robisz?
-A co nie widać? To raczej ja powinnam spytać co tu ta lalunia robi u ciebie cała goła tylko obwinięta ręcznikiem?
-Nie wolno mi nikogo mieć? Przecież ty masz swojego Davida więc co się tak oburzasz?
-Ty draniu!-krzyknęłam i dałam mu w twarz aż upadł na podłogę, ta dziewczyna klękła nad nim pytając się czy nic mu nie jest. W pewnej chwili odchodząc Kevin złapał mnie za rękę.
-Z gupiałaś? To bolało!
-I dobrze! Myślałam że jesteś inny. Widzę że wykorzystałeś sytuacje że zraniłam cię.
-Myślałaś że będę czekał ? Zresztą po co się złościsz jak masz narzeczonego?
-Właśnie nie wiem!
-Ty płaczesz?
-Nie Kevin nie płacze to alergia wiesz?
-Aha...
-Aleś ty głupi oczywiście że płacze! Po co mam wylewać łzy za takiego drania jak ty? Nic się dla ciebie nie liczy.
-Nie płacz Megi...
-Zostaw mnie!
-Kevin może mi wytłumaczysz co to za kobieta.-wtrąciła dziewczyna w ręczniku.-Gdzie kupowałaś dziewczyno ciuszki?
-A co laluniu w ręczniku? Nie pasują ci? Ta kobieta ma imię-jestem Megan.
-Wow...wyglądają jak ze średniowiecza. Nawet grosza bym nie dała za takie ciuchy wytrzasnęłaś je ze śmietnika?
-Że co? Ty wiedźmo! Ty gadzino! Uważasz że jestem mało modna? A ty co paradujesz w ręczniku! Nie wstyd ci?!
-Ej, uważaj na słówka. I radzę ci nie denerwuj się bo ci pikawa strzeli. Kevin kim ona jest ta Megan dla ciebie?
-On mnie kochał chyba. Tak przynajmniej mi mówił. I byłam dla niego kimś więcej niż zabawką jak ty.
-Kevin jak mogłeś zadawać się ze śmieciem?
-Dobra idę stąd. Wracaj Kevin do środka i zamknij okna by ci lalunia nie zamarzła w tym ręczniczku.
Wyszłam z płaczem, a Kevin został z tą swoją lalunią. Nie wierzę ja rzucam Davida dla niego a on chwili poczekać nie mógł. Czemu ja muszę to przeżywać? Dlaczego i za co za jakie grzechy???
Wróciłam do domu z płaczem, Molly jeszcze nie spała więc powiedziała żebym jej wszystko opowiedziała. Zaczęłam wszytko od początku. Reszta spała a my rozmawiałyśmy, ja ciągle wycierałam łzy, Molly podając mi chusteczkę mówiła bym już nie płakała.
-Megi nie płacz, nie warto.
-Nic nie rozumiesz on mnie oszukał. Kolejny raz mu zaufałam i uwierzyłam! Ty masz superowego męża a ja co zerwany jeden związek pierwszy był oszustwem, teraz rzuciłam wszystko by być z Kevinem a on jest z jakąś lalunią która mnie obrażała. Myślałam że ją zabije. Wiedźma jedna!
-Jeśli chcesz mogę z nim pogadać.
-Nie trzeba. Dzięki.
-Za co?
-Za tą rozmowę była mi potrzebna i ogółem za wszystko. Gdyby nie ty i Kate nie wiem jakbym skończyła.
-Nie ma za co.
-Jeszcze raz dziękuję. Dobrze Molly to ja idę spać bo już późno.Dobranoc.
-Dobranoc i do jutra przy śniadaniu.
-Nie wiem czy wstanę. Będę chciała się wyspać.
-Dobrze śpij ile chcesz. Powiem wszystkim by cie nie budzili. Ale już nie płacz.
-Nie płacze. Kolorowych snów.
-To Miłej nocy.
Żegnając się z Molly poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku i wyciągnęłam z mojego pudełeczka małą laleczkę. Trzymając ją w ręce przypatrywałam się jej.
Chwile później łzy same zaczęły mi delikatnie lekko gilgocząc spływać po policzkach. Potem zasnęłam.
,,W cieniu prawdy''
Część 41
Miesiąc później....-powrót Davida.
-Witaj, kochanie!-przybył w końcu David do domu.
-Witaj!-przywitawszy się ucałował mnie w policzek.
-Smutno ci było samej przez miesiąc?-spytał.
-No, tak. Ale był to dobry czas na przemyślenia.-odparłam.
-Dzwoniąc mówiłaś że musimy porozmawiać.-powiedział.
-No tak. Ale później bo teraz idę do pracy.-oznajmiłam.
-Dobrze, ale Kevin już nie pracuje z wami?-spytał David.
-No, nie. Zrezygnował. A skąd wiesz?-zdziwiona zapytałam.
-Bo widziałem go jak był w tej galerii głównej.-odpowiedział.
-Aha. Może tam pracuje.-rzekłam.
-Raczej nie, bo robił zdjęcia.-odparł.
-To dziwne...No ale dobrze, lecę do pracy. Pa do zobaczenia wieczorem.-mówiąc to wyszłam.
Zamiast puść do pracy pojechałam do galerii. John dzwoniąc zdenerwowany pytał gdzie jestem. Spytałam dlaczego się denerwuje a ten powiedział że w głównej galerii jest mężczyzna z nadludzką mocą.
-No właśnie John tu jestem. Ale skąd wiecie że oni są tutaj?-spytałam rozmawiając przez telefon.
-Bo dostaliśmy wiadomość. Prawdopodobnie od Kevina. On nadal współpracuje z nami lecz działa na własną rękę. Musimy tego mężczyznę schwytać. -mówiąc to John rozłączył się.-Meg uważaj na siebie, ja i Kate jedziemy już do ciebie.
Poszłam trochę dalej i zobaczyłam tego mężczyznę jak przerzucił jakiegoś ochroniarza na drugi koniec. Ten z nadludzką mocą był super-silny. Podeszłam do niego, do tego chłopa i położyłam rękę na jego ramieniu, zaczęłam prowadzić rozmowę z nim.
-Dlaczego to robisz?
-Nie zrozumiesz tego, zostaw mnie bo cię skrzywdzę!
-Uspokój się, spokojnie. Oddychaj...
-Po co mam oddychać, nie jestem na porodówce! Odsuń się! Muszę to znaleźć.
-Co musisz znaleźć, pomogę ci! Spokojnie!
-Mojego syna! Zabrali go, powiedzieli że jak z nimi nie będę pracował to że go zabiją!
-Kto taki? Kto zabije twojego syna? Sprzeciwiłeś się?
-Ty jesteś za to winna!
-Nie rozumiem, to nie ja. Ja nie mam nic z tym wspólnego!
-Gdzie on jest? Mów gdzie jest mój syn! Zginiesz, zabije cię!
-Spokojnie...!
W pewnej chwili mężczyzn się zdenerwował, chwycił mnie za ręce i bardzo mocno trzymał. Potem powiedział:
-Nie próbuj uciekać! Jeden fałszywy ruch a cię załatwię!
-Nawet nie próbuje a jak masz na imię?
-Bob. Po co ja w ogóle z tobą rozmawiam? Jesteś oszustką to ty go odebrałaś , pracujesz z nimi!
-Ale kto go zabrał? Powiedz.
-Zamknij się!
Nagle naprawdę się przestraszyłam. W oczach Boba widziałam obłęd. Był zdolny do wszystkiego. Nie rozumiałam niczego, historia się powtarza...ludzie z super mocami, chcą zniszczyć wszystko...widocznie ktoś próbuje stworzyć superbohaterów i wykorzystać ich do swych celów, jest wiele pytań na przykład: Kto to robi? Po co? Jak? Jak wybierają te osoby które mają mieć super-moc? Czy są to przypadkowi? Czy wszyscy z nadludzką siłą są jakoś ze sobą związani czy coś ich łączy? Jakim cudem trafili tam skąd wyszli z mocą? To jest tylko część pytań, na których nie znamy odpowiedzi.
-Proszę cię, wypuść mnie. Pomożemy ci odnaleźć syna na prawdę.-mówiłam.
-Wy? Czyli kto? Nic o mnie nie wiecie chcecie mnie zabić, lecz ja się nie dam!-krzycząc ściskał mnie coraz mocniej. Nagle ktoś wezwał policję, i okazało się że między nimi jest David! W pewnej chwili ktoś stanął z tyłu Boba-był to Kevin trzymający broń w ręku i mówiący
-Puść ją!
-I co z tego będę miał?!
-Odnajdziemy twego syna, ale musisz ją puścić i pomóc nam.
-Jak mam wam pomóc?
-Odpowiadając na parę pytań!
-Jeśli ich zdradzę zabiją mojego syna!
-Nikt go nie skrzywdzi. Nie pozwolimy na to!
-Nigdy! Robicie to specjalnie!
Kevin strzelił do Boba. Dostał w samą czaszkę. Na szczęście był to tylko środek usypiający. W chwilę później pojawili się zamaskowani mężczyźni z bronią. Policjanci w tym David próbowali dostać się do środka galerii, drzwi były zablokowane. Nie widział mnie i Kevina jeszcze, lecz nie trzeba było być czarodziejem by wiedzieć że właśnie w tamtym momencie dowie się że nie jestem tylko informatyczką, lecz prawdziwą agentką, której ekipę chce złapać. Pewnie dostali wiadomość że agenci są w galerii. Najgorsze jest to że David nie wiedział z czym i z kim mam do czynienia, z czym walczę...Nagle zamaskowani mężczyźni obtoczyli nas...Kevin dając mi broń powiedział
-Miło cie widzieć Meg.
-Ciebie też.
-Widzę że twój kochany jest w akcji.
-Jeśli mamy wyjść z tego cało to lepiej się skup a nie gadaj!
-O... powróciła piękna i nerwowa Meg.
-Nie jestem nerwowa! A tak w ogóle to gdzie byłeś? Chodziłam do ciebie i pukałam lecz nie otwierałeś.
-Byłem w środku ale nie otwierałem.
-Kevin dlaczego odszedłeś z agencji i pracujesz na własną rękę i dajesz nam wiadomość z mężczyzną super silnym. Skoro nadal poszukujesz tych superbohaterów od siedmiu boleści to czemu nie możesz normalnie pracować z nami?
-Odszedłem bo...przyjęłaś pierścionek zaręczynowy.
-Nie rozumiem co to ma z tym wspólnego?
-Właśnie że ma! Bo ja nie mogłem zostać, bo nadal cię kocham i nie mogę pracować z tobą z powodu miłości do ciebie...nie mogę się pogodzić z wiadomością że wolisz Davida!
-Kevin, proszę cię wróć do prac.....
W pewnej chwili zauważyłam słyszącego wszystko Davida! Był przerażony gdy widział mnie z bronią w ręku i z Kevinem. David nic się nie odezwał, wziął pistolet i zaczął strzelać z resztą policjantów do zamaskowanych mężczyzn. Jeden z nich miał także moc i wyrwał budkę telefoniczną i rzucił nią zabijając kilku policjantów. Zobaczył to David nie mógł uwierzyć w to co widział. Był przerażony. W końcu przyjechał John z Kate i też zaczęli walczyć, zabili tego zamaskowanego bo wiedzieli że on nigdy nie zdradziłby tych co to robią. Był nam potrzebny jedynie Bob. John odezwał się nie zauważając Davida
-Meg, czemu nam nie powiedziałaś że Kevin wrócił do agentów?
David zabijając ostatniego z zamaskowanych odszedł z niedowierzaniem z tym co zobaczył i z tym czym się dowiedział.
-Przepraszam Meg, nie zauważyłem Davida.-przepraszał John.
-Nic się nie stało. David wcześniej zauważył mnie.-powiedziawszy to wybiegłam na Davidem, i biorąc taksówkę pomknęłam do domu, wiedząc że jest tam David.
Miesiąc później....-powrót Davida.
-Witaj, kochanie!-przybył w końcu David do domu.
-Witaj!-przywitawszy się ucałował mnie w policzek.
-Smutno ci było samej przez miesiąc?-spytał.
-No, tak. Ale był to dobry czas na przemyślenia.-odparłam.
-Dzwoniąc mówiłaś że musimy porozmawiać.-powiedział.
-No tak. Ale później bo teraz idę do pracy.-oznajmiłam.
-Dobrze, ale Kevin już nie pracuje z wami?-spytał David.
-No, nie. Zrezygnował. A skąd wiesz?-zdziwiona zapytałam.
-Bo widziałem go jak był w tej galerii głównej.-odpowiedział.
-Aha. Może tam pracuje.-rzekłam.
-Raczej nie, bo robił zdjęcia.-odparł.
-To dziwne...No ale dobrze, lecę do pracy. Pa do zobaczenia wieczorem.-mówiąc to wyszłam.
Zamiast puść do pracy pojechałam do galerii. John dzwoniąc zdenerwowany pytał gdzie jestem. Spytałam dlaczego się denerwuje a ten powiedział że w głównej galerii jest mężczyzna z nadludzką mocą.
-No właśnie John tu jestem. Ale skąd wiecie że oni są tutaj?-spytałam rozmawiając przez telefon.
-Bo dostaliśmy wiadomość. Prawdopodobnie od Kevina. On nadal współpracuje z nami lecz działa na własną rękę. Musimy tego mężczyznę schwytać. -mówiąc to John rozłączył się.-Meg uważaj na siebie, ja i Kate jedziemy już do ciebie.
Poszłam trochę dalej i zobaczyłam tego mężczyznę jak przerzucił jakiegoś ochroniarza na drugi koniec. Ten z nadludzką mocą był super-silny. Podeszłam do niego, do tego chłopa i położyłam rękę na jego ramieniu, zaczęłam prowadzić rozmowę z nim.
-Dlaczego to robisz?
-Nie zrozumiesz tego, zostaw mnie bo cię skrzywdzę!
-Uspokój się, spokojnie. Oddychaj...
-Po co mam oddychać, nie jestem na porodówce! Odsuń się! Muszę to znaleźć.
-Co musisz znaleźć, pomogę ci! Spokojnie!
-Mojego syna! Zabrali go, powiedzieli że jak z nimi nie będę pracował to że go zabiją!
-Kto taki? Kto zabije twojego syna? Sprzeciwiłeś się?
-Ty jesteś za to winna!
-Nie rozumiem, to nie ja. Ja nie mam nic z tym wspólnego!
-Gdzie on jest? Mów gdzie jest mój syn! Zginiesz, zabije cię!
-Spokojnie...!
W pewnej chwili mężczyzn się zdenerwował, chwycił mnie za ręce i bardzo mocno trzymał. Potem powiedział:
-Nie próbuj uciekać! Jeden fałszywy ruch a cię załatwię!
-Nawet nie próbuje a jak masz na imię?
-Bob. Po co ja w ogóle z tobą rozmawiam? Jesteś oszustką to ty go odebrałaś , pracujesz z nimi!
-Ale kto go zabrał? Powiedz.
-Zamknij się!
Nagle naprawdę się przestraszyłam. W oczach Boba widziałam obłęd. Był zdolny do wszystkiego. Nie rozumiałam niczego, historia się powtarza...ludzie z super mocami, chcą zniszczyć wszystko...widocznie ktoś próbuje stworzyć superbohaterów i wykorzystać ich do swych celów, jest wiele pytań na przykład: Kto to robi? Po co? Jak? Jak wybierają te osoby które mają mieć super-moc? Czy są to przypadkowi? Czy wszyscy z nadludzką siłą są jakoś ze sobą związani czy coś ich łączy? Jakim cudem trafili tam skąd wyszli z mocą? To jest tylko część pytań, na których nie znamy odpowiedzi.
-Proszę cię, wypuść mnie. Pomożemy ci odnaleźć syna na prawdę.-mówiłam.
-Wy? Czyli kto? Nic o mnie nie wiecie chcecie mnie zabić, lecz ja się nie dam!-krzycząc ściskał mnie coraz mocniej. Nagle ktoś wezwał policję, i okazało się że między nimi jest David! W pewnej chwili ktoś stanął z tyłu Boba-był to Kevin trzymający broń w ręku i mówiący
-Puść ją!
-I co z tego będę miał?!
-Odnajdziemy twego syna, ale musisz ją puścić i pomóc nam.
-Jak mam wam pomóc?
-Odpowiadając na parę pytań!
-Jeśli ich zdradzę zabiją mojego syna!
-Nikt go nie skrzywdzi. Nie pozwolimy na to!
-Nigdy! Robicie to specjalnie!
Kevin strzelił do Boba. Dostał w samą czaszkę. Na szczęście był to tylko środek usypiający. W chwilę później pojawili się zamaskowani mężczyźni z bronią. Policjanci w tym David próbowali dostać się do środka galerii, drzwi były zablokowane. Nie widział mnie i Kevina jeszcze, lecz nie trzeba było być czarodziejem by wiedzieć że właśnie w tamtym momencie dowie się że nie jestem tylko informatyczką, lecz prawdziwą agentką, której ekipę chce złapać. Pewnie dostali wiadomość że agenci są w galerii. Najgorsze jest to że David nie wiedział z czym i z kim mam do czynienia, z czym walczę...Nagle zamaskowani mężczyźni obtoczyli nas...Kevin dając mi broń powiedział
-Miło cie widzieć Meg.
-Ciebie też.
-Widzę że twój kochany jest w akcji.
-Jeśli mamy wyjść z tego cało to lepiej się skup a nie gadaj!
-O... powróciła piękna i nerwowa Meg.
-Nie jestem nerwowa! A tak w ogóle to gdzie byłeś? Chodziłam do ciebie i pukałam lecz nie otwierałeś.
-Byłem w środku ale nie otwierałem.
-Kevin dlaczego odszedłeś z agencji i pracujesz na własną rękę i dajesz nam wiadomość z mężczyzną super silnym. Skoro nadal poszukujesz tych superbohaterów od siedmiu boleści to czemu nie możesz normalnie pracować z nami?
-Odszedłem bo...przyjęłaś pierścionek zaręczynowy.
-Nie rozumiem co to ma z tym wspólnego?
-Właśnie że ma! Bo ja nie mogłem zostać, bo nadal cię kocham i nie mogę pracować z tobą z powodu miłości do ciebie...nie mogę się pogodzić z wiadomością że wolisz Davida!
-Kevin, proszę cię wróć do prac.....
W pewnej chwili zauważyłam słyszącego wszystko Davida! Był przerażony gdy widział mnie z bronią w ręku i z Kevinem. David nic się nie odezwał, wziął pistolet i zaczął strzelać z resztą policjantów do zamaskowanych mężczyzn. Jeden z nich miał także moc i wyrwał budkę telefoniczną i rzucił nią zabijając kilku policjantów. Zobaczył to David nie mógł uwierzyć w to co widział. Był przerażony. W końcu przyjechał John z Kate i też zaczęli walczyć, zabili tego zamaskowanego bo wiedzieli że on nigdy nie zdradziłby tych co to robią. Był nam potrzebny jedynie Bob. John odezwał się nie zauważając Davida
-Meg, czemu nam nie powiedziałaś że Kevin wrócił do agentów?
David zabijając ostatniego z zamaskowanych odszedł z niedowierzaniem z tym co zobaczył i z tym czym się dowiedział.
-Przepraszam Meg, nie zauważyłem Davida.-przepraszał John.
-Nic się nie stało. David wcześniej zauważył mnie.-powiedziawszy to wybiegłam na Davidem, i biorąc taksówkę pomknęłam do domu, wiedząc że jest tam David.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 40
Następnego dnia w pracy.
-Już jestem. Kevin zbierajmy się już na obserwację.-powiedziałam.
Nikt się nie odzywał więc odezwałam się znów.
-Jeśli nie chcesz to się nie odzywaj, ale możemy już jechać?
Weszłam do salonu a tam John, Molly, Nick i Kate.
-O co chodzi? Czemu macie takie miny?
-Meg, bo wczoraj po kolacji Kevin wrócił tu do domu spakował się i wyjechał. Rzucił pracę i opuścił dom. Mówiąc krótko odszedł.-powiedział John smutny.
-To moja wina! Gdyby nie zaręczyny on by nie odszedł. Jeszcze się kłóciłam z nim...to moja wina.
-Meg nie obwiniaj się. Kiedyś i tak byś musiała wyjść za mąż i Kevin...Kevin musiałby się z tym pogodzić. Dzwoniliśmy do niego nie odpowiada. Pewnie uznał że tak będzie lepiej. -odezwała się Kate.
-To nie twoja wina i niczyja. Musimy się z tym pogodzić. Chodź to nie łatwe. Odszedł...-wtrącił Nick.

-Nick ma rację. Trzeba iść dalej chodź Meg...może zostaniesz u nas?-przytaknęła Molly.
-Nie, skoro nie ma Kevina to może dziś wrócę do siebie. Jutro też mam przyjść do pracy?-spytałam.
-Jak chcesz. Przydasz się nam tu. Chodź może nic się nie będzie działo.-powiedział John.-Może chcesz wolne? Bo będziesz chciała pewnie ustalać szczegóły ślubu. A macie już jakąś datę na myśli?
-Nie, ja wolę pracować. Mi się nie spieszy ze ślubem, ale David chciałby jakoś tak za niecały miesiąc.-powiedziałam.
-Aha. Meg jakoś nie wyglądasz na zadowoloną.-rzekła Kate.
-Nie mam z czego być zadowolona. Ślub jak ślub kościół potem zabawa do rana i koniec i już jest się małżeństwem. -powiedziałam.
-Ale to ważny dzień. Już wiesz kto będzie druhną?-spytał John.
-Nie wiem. Tak jak nie wiem tego czy doczekam do tego dnia. Nigdy nic nie wiadomo.-oznajmiłam.-Dobrze to ja wracam do domu.
-Odwieźć cię?-zaproponował Nick.
-Nie dzięki, ale przejdę się. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Jeszcze wpadnę na chwilę na rynek.-odmówiłam.
-Po co? To jest kawał, a potem znów będziesz się wracać?-pytała Kate.
-Tak. Trochę ruchu mi nie zaszkodzi. I zrobię zakupy...i wrócę do domu. To pa. Muszę już iść bo to jest kawałek. To do zobaczenia jutro.-mówiąc to wyszłam.
Reszta siedziała smutno na kanapie i rozmyślała. John jeszcze raz próbował skontaktować się z Kevinem lecz on nie odbierał. Ja zamiast pójść na zakupy poszłam do Kevina. Pukałam do drzwi lecz nikt nie otworzył. Byłam pewna że jest w środku. Pewnie nie chciał z nikim rozmawiać. To akurat rozumiem. Zrozumiałam że na tą chwilę to mój największy błąd który popełniłam zgadzając się na wyjście za mąż za Davida. Mogłam to przewidzieć że to kiedyś się stanie, lecz pewnie łudziłam się że do tego nie dojdzie że odegram się na Kevinie. I odegrałam się tak że on teraz zrezygnował z pracy, z domu i ze mnie zapewne. Żałowałam tej decyzji. Nie wiem co teraz sądzicie, pewnie że jestem głupia. Oszukuje wspaniałego człowieka by zemścić się na Kevinie. Gdy chciał być ze mną Kevin mogłam zerwać z Davidem póki za daleko to nie doszło? Co byście zrobili no moim miejscu? Odkręcilibyście to jeszcze, czy wzięli ślub nieszczęśliwie, bez miłości bez szczęścia? Tak się nie da! Wróciłam znów do pustego domu i wyobrażałam sobie naszą przyszłość. Moją i Davida, i to wyglądało mniej więcej tak: odchodzę z pracy w agencji by zająć się domem, David ciągle wyjeżdża albo pracuje, czasami widuje go raz na tydzień. To straszne! Nie chce tak żyć! Muszę pogadać z Davidem szczerze. Nagle zadzwonił David i powiedział że znów ma wyjazd i wróci za miesiąc bo ma jakieś szkolenie za granicą. I właśnie o tym mówię! Miesiąc rozłąki! Wiem że się powtarzam ale tak się nie da żyć! Powiedziałam Davidowi że jak wróci to pogadamy szczerze.
Następnego znów poszłam do pracy. Tak mijał dzień za dniem. Nic się nie działo po za paroma rabusiami. Kevina w ogóle nie widziałam przez miesiąc. Miesiąc pustki, smutku i złości.
Następnego dnia w pracy.
-Już jestem. Kevin zbierajmy się już na obserwację.-powiedziałam.
Nikt się nie odzywał więc odezwałam się znów.
-Jeśli nie chcesz to się nie odzywaj, ale możemy już jechać?
Weszłam do salonu a tam John, Molly, Nick i Kate.
-O co chodzi? Czemu macie takie miny?
-Meg, bo wczoraj po kolacji Kevin wrócił tu do domu spakował się i wyjechał. Rzucił pracę i opuścił dom. Mówiąc krótko odszedł.-powiedział John smutny.
-To moja wina! Gdyby nie zaręczyny on by nie odszedł. Jeszcze się kłóciłam z nim...to moja wina.
-Meg nie obwiniaj się. Kiedyś i tak byś musiała wyjść za mąż i Kevin...Kevin musiałby się z tym pogodzić. Dzwoniliśmy do niego nie odpowiada. Pewnie uznał że tak będzie lepiej. -odezwała się Kate.
-To nie twoja wina i niczyja. Musimy się z tym pogodzić. Chodź to nie łatwe. Odszedł...-wtrącił Nick.
-Nick ma rację. Trzeba iść dalej chodź Meg...może zostaniesz u nas?-przytaknęła Molly.
-Nie, skoro nie ma Kevina to może dziś wrócę do siebie. Jutro też mam przyjść do pracy?-spytałam.
-Jak chcesz. Przydasz się nam tu. Chodź może nic się nie będzie działo.-powiedział John.-Może chcesz wolne? Bo będziesz chciała pewnie ustalać szczegóły ślubu. A macie już jakąś datę na myśli?
-Nie, ja wolę pracować. Mi się nie spieszy ze ślubem, ale David chciałby jakoś tak za niecały miesiąc.-powiedziałam.
-Aha. Meg jakoś nie wyglądasz na zadowoloną.-rzekła Kate.
-Nie mam z czego być zadowolona. Ślub jak ślub kościół potem zabawa do rana i koniec i już jest się małżeństwem. -powiedziałam.
-Ale to ważny dzień. Już wiesz kto będzie druhną?-spytał John.
-Nie wiem. Tak jak nie wiem tego czy doczekam do tego dnia. Nigdy nic nie wiadomo.-oznajmiłam.-Dobrze to ja wracam do domu.
-Odwieźć cię?-zaproponował Nick.
-Nie dzięki, ale przejdę się. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Jeszcze wpadnę na chwilę na rynek.-odmówiłam.
-Po co? To jest kawał, a potem znów będziesz się wracać?-pytała Kate.
-Tak. Trochę ruchu mi nie zaszkodzi. I zrobię zakupy...i wrócę do domu. To pa. Muszę już iść bo to jest kawałek. To do zobaczenia jutro.-mówiąc to wyszłam.
Reszta siedziała smutno na kanapie i rozmyślała. John jeszcze raz próbował skontaktować się z Kevinem lecz on nie odbierał. Ja zamiast pójść na zakupy poszłam do Kevina. Pukałam do drzwi lecz nikt nie otworzył. Byłam pewna że jest w środku. Pewnie nie chciał z nikim rozmawiać. To akurat rozumiem. Zrozumiałam że na tą chwilę to mój największy błąd który popełniłam zgadzając się na wyjście za mąż za Davida. Mogłam to przewidzieć że to kiedyś się stanie, lecz pewnie łudziłam się że do tego nie dojdzie że odegram się na Kevinie. I odegrałam się tak że on teraz zrezygnował z pracy, z domu i ze mnie zapewne. Żałowałam tej decyzji. Nie wiem co teraz sądzicie, pewnie że jestem głupia. Oszukuje wspaniałego człowieka by zemścić się na Kevinie. Gdy chciał być ze mną Kevin mogłam zerwać z Davidem póki za daleko to nie doszło? Co byście zrobili no moim miejscu? Odkręcilibyście to jeszcze, czy wzięli ślub nieszczęśliwie, bez miłości bez szczęścia? Tak się nie da! Wróciłam znów do pustego domu i wyobrażałam sobie naszą przyszłość. Moją i Davida, i to wyglądało mniej więcej tak: odchodzę z pracy w agencji by zająć się domem, David ciągle wyjeżdża albo pracuje, czasami widuje go raz na tydzień. To straszne! Nie chce tak żyć! Muszę pogadać z Davidem szczerze. Nagle zadzwonił David i powiedział że znów ma wyjazd i wróci za miesiąc bo ma jakieś szkolenie za granicą. I właśnie o tym mówię! Miesiąc rozłąki! Wiem że się powtarzam ale tak się nie da żyć! Powiedziałam Davidowi że jak wróci to pogadamy szczerze.
Następnego znów poszłam do pracy. Tak mijał dzień za dniem. Nic się nie działo po za paroma rabusiami. Kevina w ogóle nie widziałam przez miesiąc. Miesiąc pustki, smutku i złości.
niedziela, 12 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 39
Następnego dnia z rana do bazy szybko przylecieli John i Kate.
-Co się stało? Goni was ktoś?-pytałam.
-Żebyś wiedziała Meg. Szybko zamykajcie przejście! Kate za stery ruszamy szybko!-poganiał John.
Jednak nie udało się zamknąć do końca przejścia i parę bandytów wbiegło do środka. Kevin nie zdążył zabrać pistoletu. Od razu rzucili się na nas.


Kevin walczył tam z dwoma lecz wcześniej odepchnął mnie. Kate poszła za stery, a John ochraniał ją. Ja za to pobiegłam do kuchni wzięłam patelnie. Była pod ręką, i wybiłam jednemu zęby.
-Złapie cię zaraz dziewczyno!-krzyczał jeden z nich.
-Wątpię! Stracisz zęby i będziesz miał z gęby sedes! Ha...ha...-krzycząc to dałam mu w zęby, i stracił przytomność. Ha! Był pokonany! Kevin i John resztę pokonali. Potem ich związaliśmy i zawieźliśmy do więzienia. Łatwo z niego nie wyjdą. Ale do więzienia do naszej agencji, bo na policji to by się nie postarali. Jeden chyba naprawdę stracił wszystkie zęby wyglądał strasznie normalnie jak sedes. Hihi...
-Kto im wybił wszystkie zęby?-spytała Kate.
-No ja. Do pistoletu miałam dalej, a patelnie miałam pod ręką.-odpowiedziałam odkładając patelnie.
-Aha! Wow rewelacja! Ale nie sądziłam że można wybić zęby patelnią. Widziałam to ale tylko w filmach.-odparła.
-Wiem! Także trzech jest bez zębów ale tylko jeden stracił wszystkie.-wtrącił John.
Potem szybko na maksa dotarliśmy do agencji i oddaliśmy przestępców.
-A tak właściwie to jak się to stało że was gonili? Na pewno przeskrobaliście coś.-powiedział Kevin.
-No, bo złamaliśmy jedno prawo. -odpowiedział John.
-Jakie?-spytałam zaciekawiona.
-No bo pływaliśmy w takim jakby jeziorku.-odpowiedział John.
-Wow! No to zaszaleliście!-mówiąc to zaczęłam się uśmiechać.
To było śmieszne że tylko dlatego ich gonili bo pływali. Chodź może było coś więcej??? Kto wie?! Ale nie zamierzałam sobie zaśmiecać tym głowy. Wróciliśmy do domu a nasz kochany samolocik odłożyliśmy do wielkiego garażu. Wchodząc do domu zauważyliśmy że ktoś jest w domu. Weszłam dalej i patrze....Molly z Nickiem powrócili!
-Meg kochana ale się stęskniliśmy za wami!-przytuliła mnie Molly.
-My też. I jak tam było ? Opowiadaj! -siadłyśmy na kanapie i zaczęła Molly opowiadać. Ale puki co przywitała się z resztą załogi, i dopiero potem zaczęła opowiadać. Molly opowiadały wszystko ze szczegółami potem pokazywali zdjęcia. Byli tacy szczęśliwi. W końcu spytała Molly
-A co tam u ciebie i u ...Davida? Kiedy przyjdzie pora na was?
-No Molly nie wiem...
-Już niedługo nasza kochana Meg też pojedzie w podróż poślubną.-wtrącił Kevin.
-O co ci chodzi?-spytałam.
-No nic, na pewno David ci się oświadczy ile można czekać? Ja bym nie czekał od razu bym ci się oświadczył.-powiedział znów niezadowolony Kevin.
-Oświadczył byś mi się? Ciekawe...ja myślałam że jesteś bardziej z tego typu James Bond, dziewczyn jedna na jeden dzień...-oznajmiłam.
-Tak? A ja myślałem że...ty...taka romantyczka. Od razu pierwszego chciałabyś uwiązać na smyczy by ci już służył na wieczność prawda? Ty się boisz samotności! Próbujesz się do każdego przyczepić jak rzep. Chcesz mieć jak najwięcej przyjaciół by nie być sama. Ale sorry królewno świat jest inny. Taki mamy klimat.-odparł.

-Przeszkadza ci to? Ty się za to boisz miłości. Nikogo nie znajdziesz. Będziesz starym dziadem. Umrzesz w samotności. Przegiąłeś! Tak na prawdę nic o mnie nie wiesz. Nie mogę już na ciebie patrzyć. Bierze mnie obrzydzenie!-mówiąc to spojrzałam na niego i wzięłam plecak.-Jeśli chcesz wiedzieć tak kocham Davida.
Nie rozumiałam Kevina raz jest słodziutki a potem się wścieka. On jest koszmarny. Wróciłam do domu.
-David! Tak się cieszę że cie widzę!
-No ja też! Megan ty płakałaś?
-Nie, po prostu to jest alergia.
-Ahaa...na pewno?
-Tak. Jakbym płakała to bym ci powiedziała. Dziękuje że się tak troszczysz o mnie.
-Kocham cię,
-Ja ciebie też Davidzie. Kiedy ma być ta kolacja?
-Dzisiaj. Właśnie chwilę przed tobą, wysłałem zaproszenia do twoich przyjaciół. I każdy z nich potwierdził.
-Kevin też?
-Mówiłem ci już że wszyscy. A coś nie tak?
-Nie, tylko myślałam...nieważne sama nie wiem co myślałam. Dobrze to o której przyjdą?
-Za..godzinę. Dasz radę z kolacją?
-Jasne, dobrze to ty idź się przygotuj a ja zaczynam coś gotować.
-Pomóc ci Megan?
-Nie David, nie trzeba. Dam radę. Muszę sobie radzić.
-Dobrze, ale przecież ja nic nie mówię.
Już po godzinie wszyscy przybyli. Siedli do stołu a Kevin cały czas rozglądał się po mieszkaniu. W końcu zaczął jak zwykle rozmowę:
-No ładnie tu...ale trochę w salonie bym zmienił.
-Aha..no zmienimy.
-No. Więc po co nas tu wezwałeś?-pytając John kopnął pod stołem Kevina.
Nagle David stanął z krzesła klęknął przede mną i spytał:
-Droga Megan, czy wyjdziesz za mnie?
-Ja?
-Tak, nie ma tu innej Megan. Wyjdziesz za mnie?
-Wow...-mówiąc to popatrzyłam się na Kevina, a on na mnie. Nagle Kevin rozbił szklankę. Chwilę później odpowiedziałam:
-Ta...tak...
-To wspaniale! Kocham cię.-mówiąc to wstał David i przytulił mnie. Kevin widząc to rzekł
-Przepraszam ale na mnie już czas. Muszę jeszcze po drodze wpaść do sklepu. Miła impreza...a Megi życzę szczęścia!-mówiąc to wyszedł trzaskając drzwiami. Każdy zareagował inaczej. Meg się uśmiechnęła i pogratulowała mi, Kevin rozbił szklankę i wyszedł, Kate chyba nie była zadowolona, John tak trochę krzywo się uśmiechał, a Nick się krztusił. Ja chwilę później rozpłakałam się i wybiegłam mówiąc że muszę się przewietrzyć.
-Megan! Zrobiłem coś nie tak?-pytał David.
-Nie. Zostaw ją Meg tak reaguje ze szczęścia. Ona ma już taki charakter. Zostaw ją. Pójdę z nią pogadać.-powiedziawszy to Molly wyszła za mną. Reszta wróciła do domu.
-Ej Meg! Zaczekaj!-wołała.
-Co?-spytałam siadając na ławce.
-Czemu płaczesz, nie cieszysz się? Będziesz miała męża! Potem dzieci! Będziecie szczęśliwą rodziną. Czego jeszcze chcieć?-spytała Molly.
Siedząc zaczęłyśmy rozmawiać szczerze.
-Cieszę się ale nie w tym problem Molly.
-Zakochałaś się w Kevinie? Powiedz że się mylę.
-Tak, zakochałam się w nim. Nie mylisz się. Ale właśnie tu jest problem.
-Jaki?
-Molly, to nie takie łatwe. Kocham go...chyba. Raz go kocham a drugi raz się wściekam na niego , po prostu nie na widzę go i mam ochotę go zabić, ale gdy widzę te oczy...ten uśmiech ...kocham go.
-Czemu jesteś z Davidem? Mi nie musisz odpowiadać , ale odpowiedz szczerze sobie.
-Nie wiem dlaczego. Może by zrobić na złość Kevinowi? Nie wiem.
-Ale wiesz że krzywdzisz tym Davida?
-Wiem, ale nie spodziewałam się że on mi się oświadczy. Jest kochany David , i jeszcze ten piękny pierścionek...ale ja...

-Ale ty go nie kochasz.
-Właśnie. Molly proszę cię, co ja mam robić?
-Powiedz Davidowi prawdę. Chcesz być nie szczęśliwa do końca życia?
-No nie. Kevin miał rację, boje się samotności. Szukam różnych osób i boję się że ich stracę tak jak rodziców. Molly boję się samotności.
-Rozumiem Meg. Nie płacz już. Spokojnie ciii...cicho...
Następnego dnia z rana do bazy szybko przylecieli John i Kate.
-Co się stało? Goni was ktoś?-pytałam.
-Żebyś wiedziała Meg. Szybko zamykajcie przejście! Kate za stery ruszamy szybko!-poganiał John.
Jednak nie udało się zamknąć do końca przejścia i parę bandytów wbiegło do środka. Kevin nie zdążył zabrać pistoletu. Od razu rzucili się na nas.
Kevin walczył tam z dwoma lecz wcześniej odepchnął mnie. Kate poszła za stery, a John ochraniał ją. Ja za to pobiegłam do kuchni wzięłam patelnie. Była pod ręką, i wybiłam jednemu zęby.
-Złapie cię zaraz dziewczyno!-krzyczał jeden z nich.
-Wątpię! Stracisz zęby i będziesz miał z gęby sedes! Ha...ha...-krzycząc to dałam mu w zęby, i stracił przytomność. Ha! Był pokonany! Kevin i John resztę pokonali. Potem ich związaliśmy i zawieźliśmy do więzienia. Łatwo z niego nie wyjdą. Ale do więzienia do naszej agencji, bo na policji to by się nie postarali. Jeden chyba naprawdę stracił wszystkie zęby wyglądał strasznie normalnie jak sedes. Hihi...
-Kto im wybił wszystkie zęby?-spytała Kate.
-No ja. Do pistoletu miałam dalej, a patelnie miałam pod ręką.-odpowiedziałam odkładając patelnie.
-Aha! Wow rewelacja! Ale nie sądziłam że można wybić zęby patelnią. Widziałam to ale tylko w filmach.-odparła.
-Wiem! Także trzech jest bez zębów ale tylko jeden stracił wszystkie.-wtrącił John.
Potem szybko na maksa dotarliśmy do agencji i oddaliśmy przestępców.
-A tak właściwie to jak się to stało że was gonili? Na pewno przeskrobaliście coś.-powiedział Kevin.
-No, bo złamaliśmy jedno prawo. -odpowiedział John.
-Jakie?-spytałam zaciekawiona.
-No bo pływaliśmy w takim jakby jeziorku.-odpowiedział John.
-Wow! No to zaszaleliście!-mówiąc to zaczęłam się uśmiechać.
To było śmieszne że tylko dlatego ich gonili bo pływali. Chodź może było coś więcej??? Kto wie?! Ale nie zamierzałam sobie zaśmiecać tym głowy. Wróciliśmy do domu a nasz kochany samolocik odłożyliśmy do wielkiego garażu. Wchodząc do domu zauważyliśmy że ktoś jest w domu. Weszłam dalej i patrze....Molly z Nickiem powrócili!
-Meg kochana ale się stęskniliśmy za wami!-przytuliła mnie Molly.
-My też. I jak tam było ? Opowiadaj! -siadłyśmy na kanapie i zaczęła Molly opowiadać. Ale puki co przywitała się z resztą załogi, i dopiero potem zaczęła opowiadać. Molly opowiadały wszystko ze szczegółami potem pokazywali zdjęcia. Byli tacy szczęśliwi. W końcu spytała Molly
-A co tam u ciebie i u ...Davida? Kiedy przyjdzie pora na was?
-No Molly nie wiem...
-Już niedługo nasza kochana Meg też pojedzie w podróż poślubną.-wtrącił Kevin.
-O co ci chodzi?-spytałam.
-No nic, na pewno David ci się oświadczy ile można czekać? Ja bym nie czekał od razu bym ci się oświadczył.-powiedział znów niezadowolony Kevin.
-Oświadczył byś mi się? Ciekawe...ja myślałam że jesteś bardziej z tego typu James Bond, dziewczyn jedna na jeden dzień...-oznajmiłam.
-Tak? A ja myślałem że...ty...taka romantyczka. Od razu pierwszego chciałabyś uwiązać na smyczy by ci już służył na wieczność prawda? Ty się boisz samotności! Próbujesz się do każdego przyczepić jak rzep. Chcesz mieć jak najwięcej przyjaciół by nie być sama. Ale sorry królewno świat jest inny. Taki mamy klimat.-odparł.
-Przeszkadza ci to? Ty się za to boisz miłości. Nikogo nie znajdziesz. Będziesz starym dziadem. Umrzesz w samotności. Przegiąłeś! Tak na prawdę nic o mnie nie wiesz. Nie mogę już na ciebie patrzyć. Bierze mnie obrzydzenie!-mówiąc to spojrzałam na niego i wzięłam plecak.-Jeśli chcesz wiedzieć tak kocham Davida.
Nie rozumiałam Kevina raz jest słodziutki a potem się wścieka. On jest koszmarny. Wróciłam do domu.
-David! Tak się cieszę że cie widzę!
-No ja też! Megan ty płakałaś?
-Nie, po prostu to jest alergia.
-Ahaa...na pewno?
-Tak. Jakbym płakała to bym ci powiedziała. Dziękuje że się tak troszczysz o mnie.
-Kocham cię,
-Ja ciebie też Davidzie. Kiedy ma być ta kolacja?
-Dzisiaj. Właśnie chwilę przed tobą, wysłałem zaproszenia do twoich przyjaciół. I każdy z nich potwierdził.
-Kevin też?
-Mówiłem ci już że wszyscy. A coś nie tak?
-Nie, tylko myślałam...nieważne sama nie wiem co myślałam. Dobrze to o której przyjdą?
-Za..godzinę. Dasz radę z kolacją?
-Jasne, dobrze to ty idź się przygotuj a ja zaczynam coś gotować.
-Pomóc ci Megan?
-Nie David, nie trzeba. Dam radę. Muszę sobie radzić.
-Dobrze, ale przecież ja nic nie mówię.
Już po godzinie wszyscy przybyli. Siedli do stołu a Kevin cały czas rozglądał się po mieszkaniu. W końcu zaczął jak zwykle rozmowę:
-No ładnie tu...ale trochę w salonie bym zmienił.
-Aha..no zmienimy.
-No. Więc po co nas tu wezwałeś?-pytając John kopnął pod stołem Kevina.
Nagle David stanął z krzesła klęknął przede mną i spytał:
-Droga Megan, czy wyjdziesz za mnie?
-Ja?
-Tak, nie ma tu innej Megan. Wyjdziesz za mnie?
-Wow...-mówiąc to popatrzyłam się na Kevina, a on na mnie. Nagle Kevin rozbił szklankę. Chwilę później odpowiedziałam:
-Ta...tak...
-To wspaniale! Kocham cię.-mówiąc to wstał David i przytulił mnie. Kevin widząc to rzekł
-Przepraszam ale na mnie już czas. Muszę jeszcze po drodze wpaść do sklepu. Miła impreza...a Megi życzę szczęścia!-mówiąc to wyszedł trzaskając drzwiami. Każdy zareagował inaczej. Meg się uśmiechnęła i pogratulowała mi, Kevin rozbił szklankę i wyszedł, Kate chyba nie była zadowolona, John tak trochę krzywo się uśmiechał, a Nick się krztusił. Ja chwilę później rozpłakałam się i wybiegłam mówiąc że muszę się przewietrzyć.
-Megan! Zrobiłem coś nie tak?-pytał David.
-Nie. Zostaw ją Meg tak reaguje ze szczęścia. Ona ma już taki charakter. Zostaw ją. Pójdę z nią pogadać.-powiedziawszy to Molly wyszła za mną. Reszta wróciła do domu.
-Ej Meg! Zaczekaj!-wołała.
-Co?-spytałam siadając na ławce.
-Czemu płaczesz, nie cieszysz się? Będziesz miała męża! Potem dzieci! Będziecie szczęśliwą rodziną. Czego jeszcze chcieć?-spytała Molly.
Siedząc zaczęłyśmy rozmawiać szczerze.
-Cieszę się ale nie w tym problem Molly.
-Zakochałaś się w Kevinie? Powiedz że się mylę.
-Tak, zakochałam się w nim. Nie mylisz się. Ale właśnie tu jest problem.
-Jaki?
-Molly, to nie takie łatwe. Kocham go...chyba. Raz go kocham a drugi raz się wściekam na niego , po prostu nie na widzę go i mam ochotę go zabić, ale gdy widzę te oczy...ten uśmiech ...kocham go.
-Czemu jesteś z Davidem? Mi nie musisz odpowiadać , ale odpowiedz szczerze sobie.
-Nie wiem dlaczego. Może by zrobić na złość Kevinowi? Nie wiem.
-Ale wiesz że krzywdzisz tym Davida?
-Wiem, ale nie spodziewałam się że on mi się oświadczy. Jest kochany David , i jeszcze ten piękny pierścionek...ale ja...
-Ale ty go nie kochasz.
-Właśnie. Molly proszę cię, co ja mam robić?
-Powiedz Davidowi prawdę. Chcesz być nie szczęśliwa do końca życia?
-No nie. Kevin miał rację, boje się samotności. Szukam różnych osób i boję się że ich stracę tak jak rodziców. Molly boję się samotności.
-Rozumiem Meg. Nie płacz już. Spokojnie ciii...cicho...
piątek, 10 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 38
Rano zeszłam na śniadanie, do naszej mini kuchni. Miałam zrobić śniadanie, lecz nie musiałam tego robić. Bo Kevin już to zrobił.

-Wow...ty robisz śniadanie?-spytałam siadając przy barku-to była nasza jedyna jadalnia chyba ze w mini saloniku.
-No czy to takie dziwne? Chcę zrobić coś miłego. Zawsze to ty robiłaś Meg, ale postanowiłem sam spróbować.-powiedział Kevin.
-Czemu się tak garbisz? Będziesz miał garba, i nazwą cie pukiel. Hahaha....pukiel!-śmiałam się podjadając kanapeczkę.
-To twoja wina! To ja ciebie niosłem trzy godziny. Au...boli mnie, i się nie śmiej. Wyprostować się nie mogę.-rzekł.
-Oj biedaku. Mogę cię wymasować.-zaproponowałam.
-Nie, dzięki. Obejdzie się. Jeszcze byś mi nóż w biła w plecy.-oznajmił Kevin podając gotowe kanapeczki.
-Ej, no proszę cię. Nie jestem taka. Jesteś za milutki. -powiedziawszy to zeszli na dół Kate z Johnem. Wszyscy zjedliśmy te przepyszne kanapeczki a potem John postanowił że Kevin zostanie a ja razem z nim w samolocie. I żebym się nim opiekowała.
-Więc drodzy, wy zostajecie a my wracamy pojutrze. Może...Kate wzięła wszystko. Megan zaopiekuj się Kevinem. Plecy go bardzo bolą. Może mu dysk wyskoczył?-mówiąc to John i Kate wyszli i ruszyli w drogę. Dwa dni mieliśmy siedzieć sami. W końcu powiedziałam:
-To ja idę spać a ty rób co chcesz. Paaa...
-Ej, no czekaj! Jest 8:00. Będziesz spała?
-Kevin chcesz wiedzieć?
-No.
-Tak, będę spała. Dobranoc!
-Ej Meg! Czekaj!
-Co?
-Zagramy w coś?
-W co?
-W miasta-państwa?
-No dobra, ale na czym będziemy pisać?
-Mamy swoje mini-laptopy.
-No to chodź.
Mówiąc to siedliśmy na przeciwko siebie i zaczęliśmy grać.
Graliśmy godzinę i wygrywałam. Ja miałam 1543 punkty a Kevin miał 1444.
-Wygrałam!
-No i dobrze. To jest nudne. Dopiero jest 9:05. Jeszcze cały dzień...o ja cie!
-Wiem! To co porobimy?
-Meg!
-Co?
-Nie wiem.
-To było dziwne.
-Wiem. To nudne! Oni nas zostawili i co mamy robić? Mamy barek, telewizję, i małe co nie co do ćwiczeń. Czyli możemy boksować się, albo ze sobą walczyć, albo strzelać do tarczy. Telewizji mi się nie chce oglądać.
-Mhm..
-Dobra, idę spać.
-To idź!
-A ty?
-Kevin chyba nie myślisz że pójdę z tobą...prawda?
-Ale do swojego pokoju. Osobno.
-Aha...nie, nie idę.
-Dobra jak chcesz, to do zobaczenia za parę godzin.
-Ej Kevin zaczekaj!
-Co Meg?
-Może trochę po boksujemy się?
-Nigdy cię nie uderzę!
-Nie o to mi chodzi. Tylko...no wiesz. Będziemy boksować to takie podłużne i okrągłe.
-Meg, wiem o co chodzi. Nie musisz opisywać.
-Dobrze. To ja się idę przebrać a ty czekaj tam.
-Nigdzie nie ucieknę.
Chwilę później wróciłam w moim stroju sportowym. Zaczęliśmy walczyć. Oczywiście Kevin mi trzymał to coś okrągłe a ja boksowałam.

-Kevin czemu się tak na mnie patrzysz?
-Meg, bo jesteś taka piękna.
-Przestań!
-Czemu? Mówię prawdę.
-No dobrze, ale ja nie zapomniałam jak mnie okłamałeś.
-Meg, przepraszałem cię już setki razy. Mogę nawet teraz klęknąć i ci to mówić...to prawda okłamałem cię. Przez chwilę tak było...ale później zrozumiałem że jestem w tobie zauroczony. Podobasz mi się.
-No właśnie! Podobam ci się! Nigdy nic więcej między nami nie będzie.
-A wtedy jak cie pocałowałem?
-I co z tego? Równocześnie mógłby to być pies.
-Meg no!
-Mam chłopaka, i nie chce go skrzywdzić.
-Właśnie go krzywdzisz mówiąc że go kochasz. Wiem że ja ci się podobam. Jeśli tak to mogłaś mi dać w twarz bo ciebie pocałowałem...nie jeden raz chodź miałaś chłopaka.
-To był odruch nic nie znaczący.
-Właśnie ten odruch nic nie znaczący zakochał się w tobie.
-Przestań! Wyjdę stąd!
-To wyjdź ale serca nie okłamiesz.
-Możesz przestać? Nie chce tego słuchać!
-Ale ja wiem...
-Nic nie wiesz!-krzycząc uderzyłam Kevina. On upadł na ziemię, i strasznie zakrzyczał bo go plecy zabolały. Ja się przestraszyłam i upadłam koło niego na kolana:
-Boże! Kevin nic ci nie jest? Ja nie chciałam wybacz mi! Naprawdę! Proszę cię, żyjesz?
-A jednak się martwisz! Właśnie to udowodniłaś.
-Ty draniu! Znowu mnie okłamałeś!
-Wiem! Lubie jak się złościsz.
-Dobra, idź to kuchni tam masz lód przyłóż go do twarzy!
-Masz mocną pięść!
-Przepraszam.
Podałam mu rękę. Pomogłam mu wstać lecz ten zamiast w stanąć pociągnął mnie i upadłam koło niego.
-Dobrze że jest tu materac. Bo by było po tobie Kevinie!
-Ha, bardzo śmieszne Meg!
-Dobra już ci ręki nie podam.
-A buziak?
-Nie licz na to! Nigdy!
Kevin poszedł po lód a ja nadal boksowałam się patrząc na niego. Wyobrażałam sobie jak byśmy razem wyglądali. I powiem wam że całkiem nie źle. On jest taki przystojny! Ale boję się, nie wiem czego ale boje się. Może tego że jak zrezygnuje z Davida i będę z Kevinem to po jakimś czasie zostanę sama. Boje się samotności najbardziej. Nagle Kevin ściągnął koszulkę i dał ją do pralki, a ja tak się przypatrywałam. I on jest taki umięśniony i silny!

-Czemu się Meg tak na mnie patrzysz, z taką miną?
-Bo, nie chce mi się już walczyć.
-To nie walcz. Kto ci karze?
-Sama nie wiem.
Mówiąc to siadłam na kanapie i napiłam się wody. Nagle zadzwonił David i rozmawialiśmy chwilę. Potem rozłączyłam się i tak dalej rozmawialiśmy i oglądaliśmy dalej telewizję z Kevinem. Było naprawdę miło. Ale sądzę że Kevin gdybym miała być z nim to nie nadaje się na dłuższą metę. Może to ja za bardzo się boje i wymagam? Nie wiem. Ale sądzę że on nie nadaje się do związku takiego ze ślubem i w ogóle.
Rano zeszłam na śniadanie, do naszej mini kuchni. Miałam zrobić śniadanie, lecz nie musiałam tego robić. Bo Kevin już to zrobił.

-Wow...ty robisz śniadanie?-spytałam siadając przy barku-to była nasza jedyna jadalnia chyba ze w mini saloniku.
-No czy to takie dziwne? Chcę zrobić coś miłego. Zawsze to ty robiłaś Meg, ale postanowiłem sam spróbować.-powiedział Kevin.
-Czemu się tak garbisz? Będziesz miał garba, i nazwą cie pukiel. Hahaha....pukiel!-śmiałam się podjadając kanapeczkę.
-To twoja wina! To ja ciebie niosłem trzy godziny. Au...boli mnie, i się nie śmiej. Wyprostować się nie mogę.-rzekł.
-Oj biedaku. Mogę cię wymasować.-zaproponowałam.
-Nie, dzięki. Obejdzie się. Jeszcze byś mi nóż w biła w plecy.-oznajmił Kevin podając gotowe kanapeczki.
-Ej, no proszę cię. Nie jestem taka. Jesteś za milutki. -powiedziawszy to zeszli na dół Kate z Johnem. Wszyscy zjedliśmy te przepyszne kanapeczki a potem John postanowił że Kevin zostanie a ja razem z nim w samolocie. I żebym się nim opiekowała.
-Więc drodzy, wy zostajecie a my wracamy pojutrze. Może...Kate wzięła wszystko. Megan zaopiekuj się Kevinem. Plecy go bardzo bolą. Może mu dysk wyskoczył?-mówiąc to John i Kate wyszli i ruszyli w drogę. Dwa dni mieliśmy siedzieć sami. W końcu powiedziałam:
-To ja idę spać a ty rób co chcesz. Paaa...
-Ej, no czekaj! Jest 8:00. Będziesz spała?
-Kevin chcesz wiedzieć?
-No.
-Tak, będę spała. Dobranoc!
-Ej Meg! Czekaj!
-Co?
-Zagramy w coś?
-W co?
-W miasta-państwa?
-No dobra, ale na czym będziemy pisać?
-Mamy swoje mini-laptopy.
-No to chodź.
Mówiąc to siedliśmy na przeciwko siebie i zaczęliśmy grać.
Graliśmy godzinę i wygrywałam. Ja miałam 1543 punkty a Kevin miał 1444.
-Wygrałam!
-No i dobrze. To jest nudne. Dopiero jest 9:05. Jeszcze cały dzień...o ja cie!
-Wiem! To co porobimy?
-Meg!
-Co?
-Nie wiem.
-To było dziwne.
-Wiem. To nudne! Oni nas zostawili i co mamy robić? Mamy barek, telewizję, i małe co nie co do ćwiczeń. Czyli możemy boksować się, albo ze sobą walczyć, albo strzelać do tarczy. Telewizji mi się nie chce oglądać.
-Mhm..
-Dobra, idę spać.
-To idź!
-A ty?
-Kevin chyba nie myślisz że pójdę z tobą...prawda?
-Ale do swojego pokoju. Osobno.
-Aha...nie, nie idę.
-Dobra jak chcesz, to do zobaczenia za parę godzin.
-Ej Kevin zaczekaj!
-Co Meg?
-Może trochę po boksujemy się?
-Nigdy cię nie uderzę!
-Nie o to mi chodzi. Tylko...no wiesz. Będziemy boksować to takie podłużne i okrągłe.
-Meg, wiem o co chodzi. Nie musisz opisywać.
-Dobrze. To ja się idę przebrać a ty czekaj tam.
-Nigdzie nie ucieknę.
Chwilę później wróciłam w moim stroju sportowym. Zaczęliśmy walczyć. Oczywiście Kevin mi trzymał to coś okrągłe a ja boksowałam.
-Kevin czemu się tak na mnie patrzysz?
-Meg, bo jesteś taka piękna.
-Przestań!
-Czemu? Mówię prawdę.
-No dobrze, ale ja nie zapomniałam jak mnie okłamałeś.
-Meg, przepraszałem cię już setki razy. Mogę nawet teraz klęknąć i ci to mówić...to prawda okłamałem cię. Przez chwilę tak było...ale później zrozumiałem że jestem w tobie zauroczony. Podobasz mi się.
-No właśnie! Podobam ci się! Nigdy nic więcej między nami nie będzie.
-A wtedy jak cie pocałowałem?
-I co z tego? Równocześnie mógłby to być pies.
-Meg no!
-Mam chłopaka, i nie chce go skrzywdzić.
-Właśnie go krzywdzisz mówiąc że go kochasz. Wiem że ja ci się podobam. Jeśli tak to mogłaś mi dać w twarz bo ciebie pocałowałem...nie jeden raz chodź miałaś chłopaka.
-To był odruch nic nie znaczący.
-Właśnie ten odruch nic nie znaczący zakochał się w tobie.
-Przestań! Wyjdę stąd!
-To wyjdź ale serca nie okłamiesz.
-Możesz przestać? Nie chce tego słuchać!
-Ale ja wiem...
-Nic nie wiesz!-krzycząc uderzyłam Kevina. On upadł na ziemię, i strasznie zakrzyczał bo go plecy zabolały. Ja się przestraszyłam i upadłam koło niego na kolana:
-Boże! Kevin nic ci nie jest? Ja nie chciałam wybacz mi! Naprawdę! Proszę cię, żyjesz?
-A jednak się martwisz! Właśnie to udowodniłaś.
-Ty draniu! Znowu mnie okłamałeś!
-Wiem! Lubie jak się złościsz.
-Dobra, idź to kuchni tam masz lód przyłóż go do twarzy!
-Masz mocną pięść!
-Przepraszam.
Podałam mu rękę. Pomogłam mu wstać lecz ten zamiast w stanąć pociągnął mnie i upadłam koło niego.
-Dobrze że jest tu materac. Bo by było po tobie Kevinie!
-Ha, bardzo śmieszne Meg!
-Dobra już ci ręki nie podam.
-A buziak?
-Nie licz na to! Nigdy!
Kevin poszedł po lód a ja nadal boksowałam się patrząc na niego. Wyobrażałam sobie jak byśmy razem wyglądali. I powiem wam że całkiem nie źle. On jest taki przystojny! Ale boję się, nie wiem czego ale boje się. Może tego że jak zrezygnuje z Davida i będę z Kevinem to po jakimś czasie zostanę sama. Boje się samotności najbardziej. Nagle Kevin ściągnął koszulkę i dał ją do pralki, a ja tak się przypatrywałam. I on jest taki umięśniony i silny!
-Czemu się Meg tak na mnie patrzysz, z taką miną?
-Bo, nie chce mi się już walczyć.
-To nie walcz. Kto ci karze?
-Sama nie wiem.
Mówiąc to siadłam na kanapie i napiłam się wody. Nagle zadzwonił David i rozmawialiśmy chwilę. Potem rozłączyłam się i tak dalej rozmawialiśmy i oglądaliśmy dalej telewizję z Kevinem. Było naprawdę miło. Ale sądzę że Kevin gdybym miała być z nim to nie nadaje się na dłuższą metę. Może to ja za bardzo się boje i wymagam? Nie wiem. Ale sądzę że on nie nadaje się do związku takiego ze ślubem i w ogóle.
środa, 8 kwietnia 2015
,,W cieniu prawdy''
Część 37
-Daleko jeszcze?-idąc pytałam.
Szliśmy już trzy godziny byłam strasznie zmęczona, do tego miałam jeszcze taki ciężki plecak. Wiedząc że już jestem normalnie na wykończeniu pytałam coraz częściej czy daleko jeszcze. Kevin odpowiedział idąc rześko.
-Zmęczona jesteś?
-A nie widać. W ogóle co jest w tym plecaku i dlaczego to ja muszę to nosić?
-W tym plecaku jest sprzęt przeciw wybuchowi, pistolet, naboje, jedzenie i picie , oraz super ubrania. Dlaczego musisz to nosić? Więc dlatego że John jest już w podeszłym wieku i go korzonki bolą, Kate ma swój plecak którego nie da nikomu, nie wiem co tam ma, a ja nie mogę dźwigać bo jakby ktoś nas zaatakował to co? Z plecakiem nie dam rady was bronić.
-Aha. Dobra, ale ja nie jestem koniem. Ja też muszę oszczędzać kręgosłup. Dalego jeszcze?
-Już ...zaraz .....właśnie jesteśmy!
-W końcu! O Boże moje nogi! Padam. Teraz siadam na tych schodkach i nikt mnie nie ruszy.
-Dobra, siedź tu jak chcesz. Ale gdybyś widziała węża to masz tu kij. Przebij go.
-Tu są węże? O matko....nie zostawiajcie mnie. Idę z wami.
-Wiedziałem...
Przerażona pobiegłam do środka. Nagle okazało się że wejście było zawalone jakimiś kamieniami.
-No świetnie! Tyle szliśmy by spotkać tu zawalone kamienie? Odkopanie środka zajmie nam wieczność.
-To zacznij już odkopywać wejście.
-A wy?
-My rozejrzymy się czy nie ma tu niebezpieczeństwa.
-Dobrze, idźcie a ja już zacznę.
Oni poszli się rozejrzeć a ja rozpoczęłam ściąganie kamieni. Oni w końcu wrócili po 15 minutach i siedli na schodach i pili i zajadali się kanapeczkami, a ja pracowałam.
-Kevin nie przesadzasz? Biedna Meg odkopuje wejście już prawie trzy godziny. Wykończysz ją.-powiedziała Kate.
-Spokojnie Kate nie zamartwiaj się. Nic jej nie będzie najwyżej biceps sobie poprawi.-rzekł Kevin.
-Nie no Kevin. Kate ma rację wykończysz ją. My też tyle czasu nie mamy więc idź już do niej.-wtrącił John.
Ja miałam już dość rzuciłam ostatnim kamieniem i podeszłam do Johna, Kate i Kevina i powiedziałam
-Mam dość. Wy sobie siedzicie i odpoczywacie a ja co mam harować za was? Nigdy, teraz ty idź Kevin to zrób.
-Dobrze , Meg i po co te nerwy? Już idę. -mówiąc to Kevin podszedł do kamieni i podpalił dynamit, potem krzyknął ''PADNIJ''! I wejście było już dostępne. Widząc to okropnie się wściekłam. Podeszłam do Kevina i zaczęłam krzyczeć:
-Jak mogłeś? Za co prawie trzy godziny kazałeś mi odkopywać te diabelskie kamienie? Miałeś dynamit i mogłeś to zrobić w niecałe dziesięć minut , ale po co przecież jest Meg ona wszystko odkopie...co nie? Ty potworze!
-Spokojnie Meg, chciałem byś się nauczyła wytrwałości, czasami będą cięższe rzeczy i będziesz musiała dać radę. Przy okazji poćwiczyłaś biceps.
-To dla ciebie śmieszne? Dajcie mi pić i jeść.
-Meg...
-Co?
-Bo picie się skończyło...kanapka jest ale połówka jej.
-Świetnie! I co ja teraz zrobię? Chce mi się pić!
-To, poszukaj rzeki.
-Sam sobie poszukaj. Teraz spadaj!
-Przepraszam. Ej Megi, ty płaczesz?
-Nie śmieje się. Oczywiście że płacze to wszystko z tego zmęczenia i z pragnienia.
-Kochanie...
-Przestań z tym ''kochanie''!
-Dobrze, nie mamy czasu. Ty siedź a my wchodzimy do groty.
Wszyscy weszli a ja zostałam i czekałam. Nie było ich przez godzinę.
-Ej John, co to jest?-spytał Kevin znajdując dziwną rzecz.
-Nie ruszaj. Poświeć tu Kate.-powiedział John.
Kate poświeciła i nagle zobaczyli że jest to bomba i że zostało siedem minuty.
-Kevin szybko leć po plecak Kate!-krzyczał zdenerwowany John.
Kevin szybko wyleciał z groty i miał już wziąć plecak gdyż zauważył, że nas otoczono przez jakiś miejscowych ludzi przebranych za żołnierzy. Jeden z nich przyłożył mi pistolet do głowy.
-Opuść broń chłopcze jeśli chcesz by ta piękna dziewczyna żyła.-powiedział ''żołnierz''.
-Łapy precz zboczuchu! -krzyknęłam wyrywając mu pistolet z ręki. Rozpoczęła się mała strzelanina a już nie wiele czasu zostało by bomba wybuchnęła a w środku został John z Kate. Kevin krzycząc kazał mi upaść na ziemię. Spytałam dlaczego a on odpowiedział że ma pewną broń. Wyciągną z kurtki jakiś biały podłużny drążek nacisną guzik on się rozłożył a potem wbił go w ziemię i upadł. To było coś jakby niewidoczna zbytnio fala. Pokonała tych ''żołnierzy''.

To była pestka, lecz teraz było gorsze zadanie jak rozbroić bombę w cztery minuty. Tylko wiedział to Nick, lecz go z nami nie było. Kevin wbiegł do groty a ja zaraz za nim.
-W końcu jesteście, co tam się działo? Dzwoniłem do Nicka i Molly ale tu nie ma zasięgu a pozostało nam 3,53 minuty.-mówił już cały spocony John.
-Boże, my tu zginiemy.-powiedziałam.
Wiedząc że zginiemy John i Kate pocałowali się i wyznali sobie miłość i widząc to odezwał się Kevin
-Meg nie wiem czy przeżyjemy więc chcę ci powiedzieć że bardzo cię kocham, i wybacz mi wszystko to co ci robiłem.
-Ja też ciebie kocham. Szkoda że życie nie dało nam więcej czasu. Moim błędem był David. Nie kocham go chyba. Kocham ciebie. Wybaczam ci. Ty też mi wszystko wybacz.
Obejmując pocałowaliśmy się. Nagle wzięłam nożyczki:
-Co chcesz zrobić?-spytał przerażony Kevin.
-Przeciąć któryś z drucików. -odpowiedziałam.
-Przecież to wybuchnie!-krzyczał.
-Spokojnie Kevin. Jeśli nie przetnę któregoś z nich to i tak to wybuchnie a jak przetnę zły to też wybuchnie. Mamy jakiś wybór? Może się nam uda trafić.-powiedziałam.
-Boże dopomóż! Meg znasz się na tym?-spytał John zaczynając się modlić.
-Spokojnie, czytałam o tym wczoraj. -odpowiedziałam uspakajając ich wszystkich. Zbliżyłam już nożyczki do drucików tymczasem reszta trzymała się za ręce i modliła. Kevin mnie objął. Wszyscy byli spoceni z nerwów. Byliśmy między śmiercią a życiem. Nic nie zrobimy-wybuchnie, przetnę zły-wybuchnie, trafię-żyjemy! Nagle w myśli powiedziałam sobie: czerwony, niebieski czy zielony? Potem zaczęłam szeptać:
-Czerwony to krew, zielony kolor nadziei lecz nic nam nadzieja nie da. Mój ulubiony kolor to niebieski! Wybieram niebieski.-szepcząc zostało trzy sekundy do końca 3,2,1....w końcu przecięłam! Bomba stanęła! Jesteśmy uratowani!
-O Boże udało się,żyjemy!-krzyczała całując Johna w policzek Kate.
-Boże udało się, to niesamowite. Na prawdę znasz się na rzeczy. -powiedział John.
-Powiedzieć wam prawdę?-spytałam.
-Tak.-odpowiedział Kevin.
-Tak naprawdę to strzelałam. Nie wiedziałam który przeciąć, i nie czytałam żadnego materiału na temat bomb.-powiedziałam.-Chciałam was tylko pocieszyć przed śmiercią.
-Niesamowite, więc skąd wiedziałaś który przeciąć?-spytał Kevin.
-Bo niebieski to mój ulubiony kolor.-odpowiedziałam uśmiechając się.
-Udało ci się! To niesamowite! Uratowała nas hakerka.-powiedziała Kate.-Ale nigdy tak nie rób. O mało myśmy tu nie umarli. Ale cieszę się, że żyjemy. Bóg nam dał drugą szanse.
Wyszliśmy z groty i wyruszyliśmy w drogę powrotną do bazy. Lecz ja mimo że przeżyliśmy postanowiłam zemścić się na Kevinie. Siadłam na ziemi i powiedziałam by mnie wziął Kevin na ''barana''. Uśmiechnięty wziął mnie, i przez całe trzy godziny wspólnie szliśmy rozmawiając. Kevin już się zmęczył i zaczął mówić.
-Meg, jesteś piękna , ale błagam cię czy możesz zejść już ze mnie?
-Kevin, nie. Poćwiczysz trochę kręgosłup.
-Ha..ha...bardzo śmieszne...ale mówię serio nie mam siły.
-Kevinciu będziesz czasami w cięższych sytuacjach i będziesz musiał sobie radzić.
-Ha..ha..dobra niech ci będzie.
Po trzech godzinach doszliśmy na miejsce. Padnięci , i w ogóle ledwo stojący na nogach domyśliliśmy się że jednak ktoś specjalnie nas wezwał do tej groty wiedział że zainteresujemy się tym. Ktoś chciał byśmy zginęli. Lecz to nadal była tajemnica. Ktoś nie przemyślał tego że będziemy mogli dezaktywować bombę. Chyba że chciał odwrócić uwagę naszą na coś co może zrobili albo na coś co się może za niedługo stać. Postanowiliśmy że zostaniemy tu możesz jeszcze jeden dzień i że przypatrzymy się temu miejscu dokładniej. Zamiast spać poszliśmy wszyscy wspólnie pooglądać telewizję. Po paru godzinach dopiero poszliśmy spać.
-Daleko jeszcze?-idąc pytałam.
Szliśmy już trzy godziny byłam strasznie zmęczona, do tego miałam jeszcze taki ciężki plecak. Wiedząc że już jestem normalnie na wykończeniu pytałam coraz częściej czy daleko jeszcze. Kevin odpowiedział idąc rześko.
-Zmęczona jesteś?
-A nie widać. W ogóle co jest w tym plecaku i dlaczego to ja muszę to nosić?
-W tym plecaku jest sprzęt przeciw wybuchowi, pistolet, naboje, jedzenie i picie , oraz super ubrania. Dlaczego musisz to nosić? Więc dlatego że John jest już w podeszłym wieku i go korzonki bolą, Kate ma swój plecak którego nie da nikomu, nie wiem co tam ma, a ja nie mogę dźwigać bo jakby ktoś nas zaatakował to co? Z plecakiem nie dam rady was bronić.
-Aha. Dobra, ale ja nie jestem koniem. Ja też muszę oszczędzać kręgosłup. Dalego jeszcze?
-Już ...zaraz .....właśnie jesteśmy!
-W końcu! O Boże moje nogi! Padam. Teraz siadam na tych schodkach i nikt mnie nie ruszy.
-Dobra, siedź tu jak chcesz. Ale gdybyś widziała węża to masz tu kij. Przebij go.
-Tu są węże? O matko....nie zostawiajcie mnie. Idę z wami.
-Wiedziałem...
Przerażona pobiegłam do środka. Nagle okazało się że wejście było zawalone jakimiś kamieniami.
-No świetnie! Tyle szliśmy by spotkać tu zawalone kamienie? Odkopanie środka zajmie nam wieczność.
-To zacznij już odkopywać wejście.
-A wy?
-My rozejrzymy się czy nie ma tu niebezpieczeństwa.
-Dobrze, idźcie a ja już zacznę.
Oni poszli się rozejrzeć a ja rozpoczęłam ściąganie kamieni. Oni w końcu wrócili po 15 minutach i siedli na schodach i pili i zajadali się kanapeczkami, a ja pracowałam.
-Kevin nie przesadzasz? Biedna Meg odkopuje wejście już prawie trzy godziny. Wykończysz ją.-powiedziała Kate.
-Spokojnie Kate nie zamartwiaj się. Nic jej nie będzie najwyżej biceps sobie poprawi.-rzekł Kevin.
-Nie no Kevin. Kate ma rację wykończysz ją. My też tyle czasu nie mamy więc idź już do niej.-wtrącił John.
Ja miałam już dość rzuciłam ostatnim kamieniem i podeszłam do Johna, Kate i Kevina i powiedziałam
-Mam dość. Wy sobie siedzicie i odpoczywacie a ja co mam harować za was? Nigdy, teraz ty idź Kevin to zrób.
-Dobrze , Meg i po co te nerwy? Już idę. -mówiąc to Kevin podszedł do kamieni i podpalił dynamit, potem krzyknął ''PADNIJ''! I wejście było już dostępne. Widząc to okropnie się wściekłam. Podeszłam do Kevina i zaczęłam krzyczeć:
-Jak mogłeś? Za co prawie trzy godziny kazałeś mi odkopywać te diabelskie kamienie? Miałeś dynamit i mogłeś to zrobić w niecałe dziesięć minut , ale po co przecież jest Meg ona wszystko odkopie...co nie? Ty potworze!
-Spokojnie Meg, chciałem byś się nauczyła wytrwałości, czasami będą cięższe rzeczy i będziesz musiała dać radę. Przy okazji poćwiczyłaś biceps.
-To dla ciebie śmieszne? Dajcie mi pić i jeść.
-Meg...
-Co?
-Bo picie się skończyło...kanapka jest ale połówka jej.
-Świetnie! I co ja teraz zrobię? Chce mi się pić!
-To, poszukaj rzeki.
-Sam sobie poszukaj. Teraz spadaj!
-Przepraszam. Ej Megi, ty płaczesz?
-Nie śmieje się. Oczywiście że płacze to wszystko z tego zmęczenia i z pragnienia.
-Kochanie...
-Przestań z tym ''kochanie''!
-Dobrze, nie mamy czasu. Ty siedź a my wchodzimy do groty.
Wszyscy weszli a ja zostałam i czekałam. Nie było ich przez godzinę.
-Ej John, co to jest?-spytał Kevin znajdując dziwną rzecz.
-Nie ruszaj. Poświeć tu Kate.-powiedział John.
Kate poświeciła i nagle zobaczyli że jest to bomba i że zostało siedem minuty.
-Kevin szybko leć po plecak Kate!-krzyczał zdenerwowany John.
Kevin szybko wyleciał z groty i miał już wziąć plecak gdyż zauważył, że nas otoczono przez jakiś miejscowych ludzi przebranych za żołnierzy. Jeden z nich przyłożył mi pistolet do głowy.
-Opuść broń chłopcze jeśli chcesz by ta piękna dziewczyna żyła.-powiedział ''żołnierz''.
-Łapy precz zboczuchu! -krzyknęłam wyrywając mu pistolet z ręki. Rozpoczęła się mała strzelanina a już nie wiele czasu zostało by bomba wybuchnęła a w środku został John z Kate. Kevin krzycząc kazał mi upaść na ziemię. Spytałam dlaczego a on odpowiedział że ma pewną broń. Wyciągną z kurtki jakiś biały podłużny drążek nacisną guzik on się rozłożył a potem wbił go w ziemię i upadł. To było coś jakby niewidoczna zbytnio fala. Pokonała tych ''żołnierzy''.
To była pestka, lecz teraz było gorsze zadanie jak rozbroić bombę w cztery minuty. Tylko wiedział to Nick, lecz go z nami nie było. Kevin wbiegł do groty a ja zaraz za nim.
-W końcu jesteście, co tam się działo? Dzwoniłem do Nicka i Molly ale tu nie ma zasięgu a pozostało nam 3,53 minuty.-mówił już cały spocony John.
-Boże, my tu zginiemy.-powiedziałam.
Wiedząc że zginiemy John i Kate pocałowali się i wyznali sobie miłość i widząc to odezwał się Kevin
-Meg nie wiem czy przeżyjemy więc chcę ci powiedzieć że bardzo cię kocham, i wybacz mi wszystko to co ci robiłem.
-Ja też ciebie kocham. Szkoda że życie nie dało nam więcej czasu. Moim błędem był David. Nie kocham go chyba. Kocham ciebie. Wybaczam ci. Ty też mi wszystko wybacz.
Obejmując pocałowaliśmy się. Nagle wzięłam nożyczki:
-Co chcesz zrobić?-spytał przerażony Kevin.
-Przeciąć któryś z drucików. -odpowiedziałam.
-Przecież to wybuchnie!-krzyczał.
-Spokojnie Kevin. Jeśli nie przetnę któregoś z nich to i tak to wybuchnie a jak przetnę zły to też wybuchnie. Mamy jakiś wybór? Może się nam uda trafić.-powiedziałam.
-Boże dopomóż! Meg znasz się na tym?-spytał John zaczynając się modlić.
-Spokojnie, czytałam o tym wczoraj. -odpowiedziałam uspakajając ich wszystkich. Zbliżyłam już nożyczki do drucików tymczasem reszta trzymała się za ręce i modliła. Kevin mnie objął. Wszyscy byli spoceni z nerwów. Byliśmy między śmiercią a życiem. Nic nie zrobimy-wybuchnie, przetnę zły-wybuchnie, trafię-żyjemy! Nagle w myśli powiedziałam sobie: czerwony, niebieski czy zielony? Potem zaczęłam szeptać:
-Czerwony to krew, zielony kolor nadziei lecz nic nam nadzieja nie da. Mój ulubiony kolor to niebieski! Wybieram niebieski.-szepcząc zostało trzy sekundy do końca 3,2,1....w końcu przecięłam! Bomba stanęła! Jesteśmy uratowani!
-O Boże udało się,żyjemy!-krzyczała całując Johna w policzek Kate.
-Boże udało się, to niesamowite. Na prawdę znasz się na rzeczy. -powiedział John.
-Powiedzieć wam prawdę?-spytałam.
-Tak.-odpowiedział Kevin.
-Tak naprawdę to strzelałam. Nie wiedziałam który przeciąć, i nie czytałam żadnego materiału na temat bomb.-powiedziałam.-Chciałam was tylko pocieszyć przed śmiercią.
-Niesamowite, więc skąd wiedziałaś który przeciąć?-spytał Kevin.
-Bo niebieski to mój ulubiony kolor.-odpowiedziałam uśmiechając się.
-Udało ci się! To niesamowite! Uratowała nas hakerka.-powiedziała Kate.-Ale nigdy tak nie rób. O mało myśmy tu nie umarli. Ale cieszę się, że żyjemy. Bóg nam dał drugą szanse.
Wyszliśmy z groty i wyruszyliśmy w drogę powrotną do bazy. Lecz ja mimo że przeżyliśmy postanowiłam zemścić się na Kevinie. Siadłam na ziemi i powiedziałam by mnie wziął Kevin na ''barana''. Uśmiechnięty wziął mnie, i przez całe trzy godziny wspólnie szliśmy rozmawiając. Kevin już się zmęczył i zaczął mówić.
-Meg, jesteś piękna , ale błagam cię czy możesz zejść już ze mnie?
-Kevin, nie. Poćwiczysz trochę kręgosłup.
-Ha..ha...bardzo śmieszne...ale mówię serio nie mam siły.
-Kevinciu będziesz czasami w cięższych sytuacjach i będziesz musiał sobie radzić.
-Ha..ha..dobra niech ci będzie.
Po trzech godzinach doszliśmy na miejsce. Padnięci , i w ogóle ledwo stojący na nogach domyśliliśmy się że jednak ktoś specjalnie nas wezwał do tej groty wiedział że zainteresujemy się tym. Ktoś chciał byśmy zginęli. Lecz to nadal była tajemnica. Ktoś nie przemyślał tego że będziemy mogli dezaktywować bombę. Chyba że chciał odwrócić uwagę naszą na coś co może zrobili albo na coś co się może za niedługo stać. Postanowiliśmy że zostaniemy tu możesz jeszcze jeden dzień i że przypatrzymy się temu miejscu dokładniej. Zamiast spać poszliśmy wszyscy wspólnie pooglądać telewizję. Po paru godzinach dopiero poszliśmy spać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)