kursor

Rainbow Pinwheel - Link Select

Translate-Tłumacz

czwartek, 19 marca 2015

,,W cieniu prawdy''

                               Część 12
Zadzwonił dzwonek na przerwę. Wszyscy wybiegli z klasy, tylko ja zostałam ponieważ kochana pani od matematyki zatrzymała mnie.
-Megan, ty tego zadania nie zrobiłaś sama. Jeśli się nie nauczysz algebry to cię nie puszczę do kolejnej klasy. 
-Ale o co pani chodzi? Lepiej niech weźmie sobie pani coś na gardło bo pani strasznie skrzypi w gardle.
-Nie pyskuj mi gówniarzu !
-I czemu się tak pani denerwuje jeszcze pani pikawa strzeli. Jakby pani nie poganiała i lepiej uczyła to by było inaczej. 
-Oj dziecko teraz już przesadziłaś, idziesz po lekcjach do Tadeuszka. Ah...
-Tadeuszka?
-Znaczy się dyrektora.
-Czy mi się zdaje czy szykuje się jakiś romansik?
-Przestań już! Wynoś się z klasy gówniarzu jeden. Smarkulo ty, myślisz że ci wolno wszystko?
-I jak się pani do uczniów zwraca. Jest pani nienormalna!
Wyszłam z klasy i biegłam wstrone toalety. Nagle zatrzymał mnie Mike:
-Czemu płaczesz co się stało?-spytał. 
-Baba od majzy.....
-Aha...można się było tego spodziewać nie musisz się nią przejmować. 
-Masz rację.
-Dobra ja idę już to pa.
-Pa.
Poszłam do toalety otarłam łzy. Wychodząc z łazienki znów spotkałam Mika.
-Hej Meg, płakałaś? Co się stało?
-Mike, ale przecież już się mnie o to pytałeś. Nie rozumiem.
-Nie. Ja dopiero wyszedłem z klasy. Może ci się przewidziało.
-Nie, to nie możliwe. Dobraaa..to pa.-powiedziawszy to poszłam do Kevina.
-Właśnie szedłem do ciebie.
-No a ja do ciebie. Powiem ci coś dziwnego.
-Co?
-Mike wiesz który?
-Mhm.
-On przeszedł koło mnie i pytał się czemu płakałam i mu odpowiedziałam.
-Płakałaś?
-Nieważne no słuchaj teraz.
-No mów.
-I potem wychodząc z toalety znów go spotkałam i pytał się mnie o to samo. Gdy mu powiedziałam że już wcześniej się o to pytał to powiedział że nic podobnego bo dopiero wyszedł  z klasy. Nie wiem co mam o tym sądzić.
-Może ci się zdawało. Może był to ktoś inny.
-Uważasz że jestem głupia?
-No nie, ale inaczej nie da się tego wytłumaczyć.
-No wiem, i dlatego to jest takie dziwne. Jeszcze baba od matmy się na mnie uwzięła dzisiaj mnie trochę z przezywała i w ogóle.
-No a my na chemii siedzieliśmy i nudziliśmy się bo baba ciągle upominała i wpisywała uwagi. Między innymi mi.
-Och ty brutalu. Niegrzeczny jesteś...ha..ha..
-Czekaj teraz mamy...WF z....
-Panem Grzbietem. 
-O nieee...Chyba już każdemu nauczycielowi podpadłam.
-Nie przejmuj się. Jestem ciekawy jak radzi sobie Molly i Nick. To nie jest ich styl walki i w ogóle.
-No właśnie ciekawe...ładną parę tworzą tak jak John i Kate.
-No właśnie!
Zadzwonił dzwonek na lekcje zebraliśmy się i poszliśmy na salę.
-Witam was znów moje robaczki! I kogo dziś wybierze niedobry pan Grzbiet?? Raz ,dwa trzy...idziesz ty!-mówiąc to wybrał mnie-znów! Powiem wam że nienawidzę WF. Ten okropny pan Grzbiet uwziął się na mnie.
-I co nam dziś powiesz niuniu?-spytał Luigi Grzbiet.
-Niuniu? Ja ci dam niunie ty...ty!...-krzycząc uderzyłam go w twarz. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Potem wstał i zaczął wymachiwać rękoma na de mną, aż w końcu wziął mnie za włosy i zaczął szarpać mną. Nie chciał mnie puścić. Kevin zdenerwowany wziął i także dał mu w twarz. Potem ja się rozpłakałam i wybiegłam-Kevin za mną. Przebrałam się , spakowałam i uciekłam ze szkoły.
-Ej poczekaj! Meg no ...proszę cię zaczekaj!-wołał Kevin.
-Co chcesz? Odwieź mnie do domu.-powiedziawszy to wsiadłam do auta o odjechaliśmy.
Milczeliśmy chwilę aż w końcu Kevin rozpoczął rozmowę. Tak wymienialiśmy słowo po słowie.
-I co?
-Co ? Proszę cię nie karz mi tam wracać. Ja nie chcę!
-Spokojnie Meg, musimy skończyć to co zaczęliśmy. Nie obawiaj się poproszę by mnie przenieśli do twojej klasy. Nie dam cię skrzywdzić.
-Dzięki za dobre chęci ale ja nie potrafię się tam odnaleźć. Wszystko mi przypomina moich rodziców jak chodzili kilka razy w tygodniu do dyrektora. Zawsze coś przeskrobałam, bronili mnie. Teraz nie ma nikogo przy mnie.
-Ale ja jestem. Masz dom nas masz: mnie Johna, Kate, Nicka i Molly.
-Co się dzieje?
-Nie wiem!
-Zatrzymaaaaj się...!
Nagle wypadliśmy z trasy. Samochód wypadł z drogi....

Ta powieść jest inspirowana serialem pt. Agenci T.A.R.C.Z.Y. -zapraszam do oglądania. Wiele emocji! Już teraz można oglądnąć 4 odcinek na TVP1 o godzinie 20:25 we wtorki. Powtórki w niedziele także na TVP1 koło godziny 11:00. (powtórki nie są pewne) 
 

,,W cieniu prawdy''

                            Część 11
 -Czemu jeszcze nie śpisz?-spytał Kevin z chodząc się napić. 
-Szukam w necie wiadomości.-odpowiedziałam.
-Jakich? W tej nowej sprawie?-pijąc podszedł do mnie siadając.-I co masz już coś?
-No nie...ale....czekach chwile...
-Nigdzie się nie śpieszę. Przypominam ci że jest godzina...24:15.
-O ja cie jak późno! Mam! Patrz! Wiadomość z przed godziną. To dziwne...
 Zaciekawiony Kevin odłożył wodę i zaczął czytać pewne informację aż po chwili odezwał się:
 
-Jak to się stało że my o tym nie wiedzieliśmy? Coś tu jest nie tak. Burmistrz siedzi w ''pudle'' już dwa dni, a teraz okazuję się że ktoś podobny do niego jest na wolności i robi sobie zakupy. Kamery go zarejestrowały! -To chore! Może go wypuścili?
-Kevin, może ja zrobię wyostrzenie tego nagrania...a ty zadzwoń do więzienia i spytaj się czy nadal tam siedzi burmistrz..okey?
-Meg, masz rację, ale o tej porze nikt nie odbierze. Chyba że...
-Chyba że co?
-Pojedziemy to sprawdzić sami.
-To może pójdę i powiem Johnowi. 
-Nie! Nikogo nie będziemy budzić. Zrobimy to sami.
-O ja cie jak to zabrzmiało. Przerażasz mnie czasami. 
-Wiem, czasami sam siebie nie poznaję. 
-To ja idę po kurtkę a ty po broń idź...a i ...Kevin ...nie ważne.
-Okey to idziemy! 
Chwilę później już siedzieliśmy w aucie, podjechaliśmy pod więzienie i przebraliśmy się za policjantów, a raczej Kevin się przebrał bo ja miałam udawać że potrzebuje pomocy by odwrócić ich uwagę.
-Jezu! Meg, jak ty wyglądasz? Przypominasz mi taką super woman. 


-Co? Jak mam trochę, zająć tych policjantów to muszę się jakoś prezentować.
-Ale ty chyba nie chcesz...no wiesz.
-Zwariowałeś! I kto tu o tym myśli!
-Nie no sorry. Dobra to idziemy...a Meg pamiętaj nic nie mówimy reszcie. Wściekli by się. 
-Dobrze. To idę. Ej zaczekaj Kevin!
-Co?
-Uderz mnie! 
-Po co?
-Bym wyglądała wiarygodnie...
-Nie, nie mógłbym.
-Zrób to!
-Nie!
Musiałam go jakoś zmusić by mnie uderzył albo szarpnął więc uderzyłam go pierwsza ten wściekł się i zaczął mnie szarpać.
-No nie, zrobiłem to! 
-A widzisz! Dzięki, ale mocne masz pięści. 
-Dzięki dobra to musimy już iść, to do zobaczenia za chwilę.
 Weszłam do środka tam zauważył mnie policjant
-Ej dziewczyno! Czego tu szukasz?!
-Panie aspirancie...proszę tylko by jakiś przystojny, silny mężczyzna pozbył się mego bólu...
-Chodzi o...
-Nie! Czy wy tylko o tym myślicie?
-Nie, skądże. To zapraszamy do nas, opowie nam pani wszystko. Ogrzeje się pani, napije herbaty i zje coś pani. Pani taka mizerna.
-Ej no tylko bez takich. Dobrze, to gdzie mam iść?
-Proszę za mną.
I złapali haczyk. Tylko teraz pozostało mi trochę ich zatrzymać. Kevin tymczasem włamał się do burmistrza.
-Witam! Proszę się nie bać. Jesteśmy tu by panu pomóc. Proszę wszystko poopowiadać co robił pan dwa dni temu gdy było włamanie do banku.
-Dziękuję, ale mnie nie da się pomóc. Moja żona wszystko powiedziała i nakłamała, nie wiem dlaczego nigdy taka nie była....powiedziała że dzwoniłem do kogoś omawiałem plan napadu na bank....nic z tego nie rozumem.
-Mhm...dobrze a co pan w tym czasie robił?
-Byłem się przejść w parku i...
-I?
-I wtedy ...o tym bym nie pomyślał.
-No co? Proszę szybko mówić, możemy być tu tylko raz i chwilę, błagam pana. Niech pan się pospieszy.
-Dobrze, kiedy szedłem do parku zauważyłem pewną osobę ....
-Wie pan jak wyglądała?
-To byłem ja!
-Jak to pan?
-Normalnie, wracając z parku obiłem się o mężczyznę w kapturze, gdy spojrzałem mu w twarz to...to byłem ja. Taki sam jak ja...nic z tego nie rozumem. Potem....nie pamiętam co się stało ale......
-Co się dzieje? Proszę pana....proszę mówić. Co pana boli?
Kevin dopytywał się burmistrza lecz ten zwijał się z bólu. Nie wiadomo co chciał powiedzieć bo zemdlał. Potem się ocknął ale już policja przyszła do niego, na szczęście Kevin zdążył uciec. Siedzieliśmy już w samochodzie i jechaliśmy do domu.
-Co ty tam robiłaś Meg?
-Ale o co ci chodzi?
-Że tak długo ich trzymałaś.
-A zagadywałam ich, potem gdy włączył się alarm udałam że zemdlałam.
-Aha...świetna jesteś. Powinnaś zostać aktorką..
-Ha...ha...szkoda tylko że jestem tym kim jestem prawda?
-Nie miałem tego na myśli.
-Dobrze już Kevin spoko. I czego się dowiedziałeś?
-No że żona go o wszystko oskarżała jeszcze skłamała że dzwonił do kogoś by obgadać sprawę z bankiem. Ale on gdy został bank obrabowany, był w parku na spacerze jak zawsze. I gdy wracał do domu spotkał siebie, normalnie jego jak by brat bliźniak.
-Ta sprawa mnie przeraża.  Może jeszcze się okaże że ja to nie ja. Bo ktoś się pod de mnie podszyje.
-Nawet tak nie mów to by było straszne.
-Albo pod ciebie.
-Mnie się nie da skopiować. Rozumiesz?
-Dobrze, ale nie ma ludzi niezastąpionych. Może...może ktoś chce przeniknąć do naszego świata..zniszczyć nas.
-Chodzi ci o nasz zespół?
-Mhm.
-Ale kto, po co i jak?
-Nie mam pojęcia ale skoro ktoś nie boi się podszywać pod burmistrza to i do nas nie będzie się bać przeniknąć.
-Trochę masz racji, ale naszego zespołu nie da się rozwalić. Jesteśmy nie uchwytni.
-No tak. Nie rozumiem pewnej rzeczy.
-Jakiej?
-To że ktoś to kameruje i wrzuca do neta potem opisuje to całe zdarzenie i wszystko wie, chodź my nic nie wiemy.
-Będziemy się martwili potem.
-Dlaczego?
-John się obudził teraz będziemy mieli przechlapane.
Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do domu tam czekał John. Wściekły bardzo....bardzo, bardzo.
-Jak mogliście być tacy głupi?
-Ale o co ci chodzi John.
-O to!
Krzycząc pokazał nam filmik, na którym jestem ja i Kevin. Jak bijemy niewinnego psa. I mówimy że John jest głupi i pokazujemy całej ekipy zdjęcia.
-Ale to nie my! John proszę uwierz nam. Jakbyśmy mogli bić niewinnego psa?
-Wiem! Dobra, musimy to uciszyć. Meg zajmij się tym. A tak na marginesie czego dowiedzieliście się?
Ja postarałam się uciszyć sprawę zrobiłam małe abrakadabra i usunęłam ten filmik. Kevin tymczasem wszystko opowiedział Johnowi.

środa, 18 marca 2015

,,W cieniu prawdy''

                      Część 10
-Do której pizzerii idziemy?-spytałam.
-A czy to takie ważne?-zapytał Kevin.
I tak zaczęła się nasza bezsensowna rozmowa na temat pizzy.
-No nie, ale chce wiedzieć.
-No dobra, idziemy do mnie.
-Aha....że co? Jak to do ciebie?
-Co boisz się mnie?
-Nie skądże, ale ja sama z tobą...no kto wie....
-A ty dalej o tym samym.
-To źle że mam obawy?
-Co ja mógłbym ci zrobić. Nie bój się. To jest zwykłe koleżeńskie spotkanie, jak z bratem.
-Czemu ciągle to powtarzasz: ''koleżeńskie, z bratem''?
-A co chciałabyś by było coś więcej?
-Nie! Dobra to daleko jeszcze?
-Nie, już jesteśmy.
-To tu?
-No. Co się tak dziwisz? Nie widziałaś w życiu kawalerki?
-No nie, ale...dobra nie ważne.
-Zapraszam do mojego królestwa.
-Dzięki.
Weszłam do mieszkania, i zdziwiło mnie to że mężczyzna sam mieszkający ma taki porządek w domu.
-Jak tu czysto!
-No dorastając....musiałem się nauczyć wiele rzeczy by przetrwać.-mówiąc to zadzwonił dzwonek do drzwi. Kevin poszedł odebrać pizze. Siedliśmy przy stoliku na kanapie i oglądając film zajadaliśmy się pizzą.
-To jakie lubisz filmy?-spytał.
-A jakie masz?
-No mam jakiś horror, romantyczny, przygodowy....i właściwie tyle.-odpowiedział.-To co wybierasz?
-Powiem tak: horror przeżywam pracując , przygód też nie brakuje...więc może romantyczne? Jeśli ci nie będzie to przeszkadzało.
-Masz, rację może być. -mówiąc to zaczął włączać film gdyż zadzwonił telefon Kevin odebrał i musieliśmy już wracać do domu w lasku. A tak dobrze się wieczór zapowiadał. Jaka szkoda! Kevin nie jest taki zły! Wręcz przeciwnie, gdy się go bliżej pozna jest wspaniały. Od razu mówię do was: Nie zakochałam się w nim! To na prawdę dobry przyjaciel.
 
Dla tych co nie wiedzą to ta czarna co stoi koło Kevina to Kate.
-Co jest?-spytał Kevin.
-Zabójstwo, ale bardzo dziwne.-odpowiedział John
-Mów, od razu John.-rzekł Kevin.
-Zabito mężczyznę dziś rano koło 12:25. Lecz teraz dostaliśmy sygnał że właśnie mężczyzna który jest na sekcji był w sklepie. To nagrania z tego sklepu.-mówił John.
-O Boże! Przecież to on! Po tym co widziałam mogę we wszystko uwierzyć. Ale jak to? Tego nie rozumiem. -wtrąciłam.
-Nic z tego nie rozumiemy.-oznajmili Molly i Nick.
-Ja też nie. -przytaknęłam.
Chwilę później Kevin poszedł do biura Johna by porozmawiać z nim.
-I co? Jak Meg?-spytał John.
-Ona ciągle uważa to za zabawę, jest nie poważna. I ogółem mówiąc zachowuje się jak dziecko. -odpowiedział Kevin.
-Ale wiesz jak masz ją traktować, jak mężczyzna a nie jak trener lub nauczyciel.
-Wiem.
-Ale trzymaj ją na dystans, bo chwila nie uwagi a możesz ją skrzywdzić...
-Wiem, spokojnie wszystko mam pod kontrolą. W końcu zrozumie że to nie jest zabawa. My ratujemy komuś życie , ratujemy świat przed wiadomościami których sobie nie wyobrażają.
-Wiem Kevin, wiem. Pamiętaj nie skrzywdź jej.
-Dobrze, szefie. Nie obawiaj się, zresztą nie jest dzieckiem. Jakby co to zrozumie. Ciągle jej powtarzam o przyjaźni i braterstwie. Zobaczymy. Ona musi to zrozumieć, ale nie rozumiem twojego sposobu na to?
-Bo ona ciebie posłucha, gdy się z nią zaprzyjaźnisz. Dowiesz się czegoś więcej o niej i w ogóle.
-No właśnie przyjąłeś ją do naszego zespołu nic o niej nie wiedząc.
-Bo taki zespół jest wtedy najlepszy. Wiele niewiadomych wiele tajemnic. To jest w tym najlepsze.

wtorek, 17 marca 2015

,, W cieniu prawdy''

                          Część 9
-Witam! Nazywam się Luigi Grzbiet. Będę was uczył WF. -przywitał się pan Grzbiet.  Ja tymczasem wybuchłam śmiechem i wyszeptałam do Kevina:
-Rozumiesz to? ,,Nazywam się Luigi Grzbiet '' Grzbiet! Ha...ha....nie no nie wytrzymam.
-Ha...ha....nie wiedziałem że tak będzie nazywał się nasz nauczyciel. 
-No właśnie. 
Nagle odezwał się Luigi:
-Cisza! Proszę się do mnie zwracać z szacunkiem i mówić do mnie ,,Panie Grzbiet''. Każdy będzie prowadził zbiórkę. Dzisiaj może poprowadzi zbiórkę,.....Megan. Co ty na to? Wiesz jak się prowadzi zbiórkę?
-No jasne...panie Grzbiecie. 
Wyszłam na środek i zaczęłam mówić wszystko po kolei potem wybuchłam śmiechem. Nie mogłam tego powstrzymać, to było tak śmieszne...normalnie masakra. 
-Zgłaszam stan klasy. Wszyscy obecni, wszyscy ćwiczący....Wszyscy gotowi do ćwiczeń panie Grzbiecie..... Ha...ha....ha....ha.....
 
-Czy ty mi się śmiejesz w twarz?-spytał Grzbiet.
-Nie skądże panie Grzbiecie. Po prostu pamiętam jak moja mama gotowała grzbiety na rosół....ha...ha...-odpowiedziałam dalej się śmiejąc.
-To było nie złe.-wyszeptał Kevin śmiejąc się.
-Możemy już zacząć WF?-spytał rozgniewany nauczyciel.
-Tak, panie...panie Luigi. -przytaknąwszy rozpoczęłam prowadzić rozgrzewkę.
Na drugiej godzinie graliśmy w kosza. Dla tych co nie wiedzą co to jest kosz to znaczy koszykówka.
-Podaj Kevin!-krzycząc wybiegłam na przeciw Kevina.
-Dobra, to....łap!!!-krzycząc podał mi piłkę, potem wrzuciłam do kosza. Mieliśmy już 20 do 8 punktów. Prowadziliśmy.
-Super! Udało nam się!-wiwatowałam.
-To dzięki tobie.-mówiąc to wskoczyłam ramiona Kevina, a on mnie ucałował w policzek.
Potem odpowiedziałam:
-Wow....a to za co?
-Tak jak ty mi byłaś wdzięczna dyplom i mnie ucałowałaś tak ja teraz ciebie bo wygraliśmy.
-Aha....dla buziaka od ciebie mogę ciągle wygrywać....ha...ha...
-Czy ty się we mnie przypadkiem nie....
-Nie! No coś ty. To tylko po koleżeńsku, lub jak brat jak siostra.
-To dobrze, a ta twoja koleżanka znowu się ślini na mój widok. Proszę cię weź jej coś zrób.
-Ale co ja mogę? Przyciągasz dziewczyny jak magnez.
-A ciebie?
-Co mnie?
-Nie przyciągnąłem prawda Meg?
-Prawda Kevin. Ja nie jestem taka łatwa. Jeśli mam być z kimś, to tylko z prawdziwej miłości i na wieczność.
-Aha...nie sądzisz że chłopak może się wystraszyć tą wiecznością?
-Co w tym strasznego. Że co że byłbyś uwięziony w klatce jak ptaszek .Że byłbyś z jedna kobietą do końca swego życia? To jest piękne, a nie straszne.
-No nie wiem. Jesteśmy jeszcze młodzi tyle przed nami. Nie od razu trzeba być uwięzionym.
-Chodź bo zbiórka jest, potem nam się dostanie od pana Grzbieta.
Poszliśmy na zbiórkę, a potem na resztę lekcji. Zostały  nam jeszcze dwie lekcje najgorsze: matematyka i fizyka. To straszne! I znów rozeszliśmy się do klas. Po lekcjach z Kevinem poszliśmy na pizze, by uczcić pierwszy przetrwany dzień w szkole. Jakoś przeżyliśmy!

,,W cieniu prawdy''

                           Część 8 
-Co się dzieje? -spytałam.
-A co ma się dziać?-zapytał Nick.
-Minęły już trzy tygodnie od mojego dyplomu do tego miesiąc szkolenia i ogółem mówiąc minęło półtora miesiąca jak nic się nie dzieje. Jedyny ślad który był-to ta bestia której już nie ma.-oznajmiłam.
-To prawda coś jest zbyt cicho...-mówiąc to zastanawiał się Kevin.-Normalnie cisza przed burzą. 
-No moje drogie ,ukochane, wspaniałe ...dzieci...-zaczął mówić John.
-O co chodzi John? Nie owijaj w bawełnę.-powiedział Kevin.
-Musicie pójść do szkoły.-odpowiedział.
-Że co?-spytałam. 
-Ale to tylko ty Megan i Kevin. To zwykłej szkoły gdzie się uczą normalne dzieciaki.-mówił.
-Kevin, powiedz że to żart.-gadałam.
-Nie Meg, to nie żart.-odpowiadając Kevin aż sobie siadł.
Podszedł do nas John i wszystko opowiedział:
-Idziecie coś jakby na studia. Koniec z bronią,i z walkami. Musicie się wykształcić. Takie jest polecenie mego podwładnego. Inaczej koniec z przygodami. Ty Megan i Kevin do szkoły a Molly i Nick na szkolenie czyli: sztuki walki i tym podobne. 
Nie byłam zadowolona tym pomysłem, ale już w końcu spytałam.
-To od kiedy idziemy do tej ''szkoły''? 
-No jutro, czyli w poniedziałek.-odpowiedział John.-Ale pamiętajcie koniec z biciem się, macie się zachowywać jak zwykli uczniowie. 
-I co?-spytałam.
-No, idziecie na zakupy. Wybrałem już dla was przedmioty: matematyka, WF, fizyka, chemia, biologia, historia, angielski i coś tam możecie sobie wybrać. 
-Nie no, to mi się nie mieści w głowie, mamy się uczyć! Chociaż WF nie zawale.-od razu źle nastawiona byłam do tej całej szkoły. No cóż, jak trzeba to trzeba.  John dał nam pieniądze na zakupy. Wzięłam samochód i pojechałam  z Kevinem. Już jutro do szkoły, to była masakra! Nie wiem czy sobie wyobrażacie to! Jestem zbulwersowana. Następnego dnia John.
-Wstawać dzieciaki! Czas do szkoły, tu macie kanapki a tam książki. Macie jeszcze 10 minut, i zaraz waz odwiozę. 
-John, musimy?
-Tak Megan, musicie. Już szybko. 
-Dobra John, ale nie odwoź nas. Ja mam prawo jazdy więc dam radę.-wtrącił Kevin. 
John się zgodził i dał nam samochód. Wysiadłam ze samochodu i czekałam na Kevin aż się wygrzebie z niego. Ledwo weszłam do szkoły a już chciałam uciekać. 
 
 
-Ej! Nie zostawisz mnie tu samego.-rzekł Kevin.
-Czemu nie? Bez powodu nie rzuciłam studiów parę lat temu.-oznajmiłam. 
-Tchórzysz?-spytał. 
Ja odpowiedziałam:
-Ja tchórze? Ja nigdy nie tchórze. Idziemy?
-No dobra. Serio tu jest strasznie. 
-I kto to mówi? Ten pogromca potworów?
-Przestań, tutaj jesteśmy zwyczajni.
-A co nie jesteśmy?
-No wiesz o co mi chodzi.
-Dobrze, wiem.  
Nagle stanęliśmy ponieważ przyszła do nas dyrektorka i mówił bardzo skrótowo.
-Jesteście nowi. Chłopak na lewo klasa numer 10 , dziewczyna na prawo klasa numer 9. Miłej nauki.
Gdy już skończyła odeszła. Ja weszłam do swojej klasy a Kevin do swojej. Siadłam grzecznie w ławce z tyłu.  Po 15 minutach weszła reszta klasy. 
-Nowa?-spytała dziewczyna siadając koło mnie.
-Tak.-odpowiedziałam.
-Witaj w szkole. Jestem Lisa, a ty?
-Megan, ale możesz do mnie mówić Meg. 
-Hej. Widzisz tamtego w czerwonym?
-Tak.
-To Mike. Podrywacz, każda z tej klasy chodziła z nim. A ten w czarnym to Alek-też jest nowy. 
-Aha. 
-Ten w żółtych spodniach to Adrian-kujon. Ogółem mówiąc to są cztery osoby nowe: ty taki chłopak przystojniak, czarne włosy, garnitur. Mogę o  nim pomarzyć. I Alek i taka dziewczyna w różu o siedzi z przodu.
-Dzięki że mnie zapoznałaś mniej więcej z klasą. A ten przystojniak to Kevin. 
-O ja cie jaki przystojniak o pięknym imieniu. Jak myślisz mam u niego szanse? 
-Nie wiem. 
Chwilę później rozpoczęła się lekcja. Potem był dzwonek na przerwę 15-minutową. Od razu wyleciałam z klasy i poszłam się spotkać z Kevinem.
-O jesteś!-krzyknęłam. 
-No jestem, i jak tam?
-U mnie nie jest tak źle, a u ciebie?
-Wszystko jest takie nudne. Co to za lalunia tam stoi?
-To jest Lisa. 
-Aha. Czemu ona się tak patrzy, aż się ślini.
-To na twój widok.
-Aż taki przystojny jestem?
-Tak, i to bardzo...-wyszeptałam.
-Co mówiłaś?
-No że chyba jesteś. 
-Co teraz masz Meg?
-Wf a ty?
-No też, mamy razem obie klasy. 
-Okey, jakby co to gramy w jednej drużynie okey?
-No dobrze. Rozwalimy mięczaków, ale pamiętaj do mnie podawaj.
-No dobra, ale skąd wiesz co będziemy robić?
-Nie wiem. 
Skończyła się przerwa i wszyscy poszliśmy się przebrać. 
-Wow jak tak szybko się przebrałaś?-spytała Lisa.
-Nie wiem, mam to już wyćwiczone.-odpowiedziawszy to wyszłam na halę. 
Już na sali był gotowy Kevin.
-Ty Meg zamierzasz tak ćwiczyć?-spytał.
-Coś nie tak?
-Nie za duży dekolt?
-O co ci chodzi, jestem w szkole. Chcę pokazać że nie tylko jestem twarda, ale że mam coś kobiecego. 
-Dobra, nie wnikam. Czasami mnie przerażasz. 
-Ja? A wiesz kto mnie przeraża, ten nauczyciel WF on jest dziwny nie zauważyłeś? Dziwnie się na mnie patrzy.
-Bo masz duży dekolt.
-Przestań już z tym dekoltem.
-No dobra, dobra. Ale nie wiem czy chłopina będzie mógł się skupić podczas lekcji.
-Przestań! Dobra? 
-Okey.
I tak rozpoczął się WF. 
 
 

poniedziałek, 16 marca 2015

,,W cieniu prawdy''

                        Część 7
Następnego dnia gdy sobie spałam do pokoju wszedł Kevin.
-No wstawaj! Meg pobudka! Koniec spania!-wrzawo i głośno wykrzykiwał słowo po słowie.
-Daj mi jeszcze pięć minut. Oszalałeś jest godzina 4:30??-zaspana mówiłam z zamkniętymi oczami. 
-Dobra jak nie po dobroci to inaczej zrobimy.-oznajmił bardzo poważnie.
-Nie wierzę ci.-rzekłam.
-Jesteś pewna?-spytał.
-Tak.-odpowiedziawszy to ściągnął mnie z łóżka i zaprowadził do łazienki i zaczął mnie tam oblewać lodowatą wodą.
-Zwariowałeś, zimno mi. Dobra już okey już nie będę spała. Obiecuje.-prosiłam by mnie już nie oblewał.
-To właśnie chciałem usłyszeć.-oznajmił.
-Zadowolony jesteś? Mokra jestem! Muszę się przebierać. A tak na marginesie to co będziemy robić?-mówiąc to wstałam z wanny. Potem Kevin zaczął wymieniać:
-No będziemy walczyć, strzelać, wspinać się, biegać....i chyba tyle. Po prostu od dziś zaczynasz szkolenie. Co dziennie nawet nie będziesz wiedziała kiedy przyjdę. I będziesz miała być gotowa.
-Żartujesz sobie?
-Nie. Jeżeli chcesz do nas należeć najpierw takie bardziej sprawnościowe sprawy a dopiero potem jak należy się zachować w danej sytuacji. Jeśli będziesz marudzić tak będzie wyglądała twoja pobudka.
-Nieee... oj nieee...
-Taaak.
-No dobra ale teraz wyjdź muszę się wytrzeć u ubrać.
-Masz pięć minut.
-Żartujesz?
-Nie, ponieważ jak będzie akcja albo co masz niecałe pięć minut. Więc musisz ćwiczyć i to. 
-Aha dobra to czekaj na mnie w pokoju...a i nie podglądaj mnie! 
-Nie zamierzam . A tak w ogóle to mnie nie kręcisz. 
-To...dobrze.
-No właśnie. 
Po siedmiu minutach byłam gotowa. Ćwiczyliśmy aż pięć godzin, bez odpoczynku. Byłam tak strasznie zmęczona że nie miałam już siły na nic, tylko błagałam.
-Proszę skończmy już.
-Zła odpowiedź.-powiedziawszy to Kevin wziął wiadro z lodowatą wodą i mnie oblał. 
 Znalezione obrazy dla zapytania zdjęcia Chloe Bennet
-Dzięki...-odpowiedziałam.
Nagle zadzwonił telefon Kevin odebrał:
-No i co John?
-Mamy nową wyposażoną siedzibę z basenem. Prawie jak hotel ale jednak trochę brakuje mu do tego. Wracajcie już. Przecież ją wykończysz.
-Nic jej nie będzie, dobrze sobie radzi.
-Dobra to pa czekamy na was.
-Dobra to pa.
-Adres masz wysłany sms.
-Dzięki okey to pa.
Podszedł do mnie Kevin i wziął mnie do samochodu i po półtorej godzinie byliśmy już na miejscu.
-Pięknie tu.-oznajmił Kevin siadając na ławce.
-No, pięknie. Teraz tu będziemy mieszkać?-spytałam.
-Tak. -odpowiedział.
-To super. Na co się tak patrzysz?
-Nie no na nic. Śmiesznie wyglądasz.
-Czemu?
-Masz coś potargane?
-Co?
-Spodenki.
-No wiesz co? Żeby się tak patrzeć.
-Ej no nie obrażaj się. Nie chciałem cię urazić czekaj.
-Dobra, idę się wykąpać i zapoznać z nowym miejscem.
-Wróć tutaj.
-Nie.
-Zobaczymy.
-To zobaczymy. A co z tą bestią.
-Nie przeżył badań, nad ranem padł. Wykończyła go ta trucizna którą ktoś mu wstrzyknął.
-To straszne.
-To wrócisz tu?
-Zobaczymy, na razie idę odpocząć.
-Okey. Jak by co to ja tu czekam.
 
Następnego dnia było to samo. Trening , trening i jeszcze raz trening. Było tak co każdy dzień. Dni leciały aż minął miesiąc. Na szczęście nic się nie działo. Zdałam szkolenie i zostałam już prawdziwą agentką.
-Gratuluję, dobrze się spisałaś. O to twój dyplom ukończenia szkolenia i dla dalszej naszej współpracy.-wręczając dyplom przemówił John.
-Dziękuję, tak się cieszę. Nie zostałabym agentką gdyby nie Kevin. To jego zasługa. Przyznam się jest surowy, strasznie mnie męczył ale wyszło mi to na dobre. Jestem dumna.-powiedziałam.
-No gratuluję Megan.-oznajmił Kevin.
-Dziękuję.-dziękując pocałowałam Kevina w policzek.
-A to za co?-spytał.
-Już wiesz za co.-odpowiedziałam.
-No agencie Kevin ktoś tu chyba się w tobie zakochał.-wtrącił Nick.
-No dobrze dzieciaki, teraz zaczyna się prawdziwa praca.-oznajmił John.
-Kiedy będzie czas wolny?-spytała Molly.
-Nie bójcie się będzie taki dzień, gdzie będziecie mogli robić co chcecie.
-Super!-odpowiedziała Molly.

,, W cieniu prawdy''

                  Część 6
-Chyba się zgubiłam. Gdzie ja jestem?-pytałam sama siebie. Mimo że trochę się bałam to szłam dalej szukając drogi by wrócić, lecz czym szybciej szłam tym dalej byłam od imprezy. Weszłam w głąb dżungli i kompletnie już nie wiedziałam gdzie jestem. Każde miejsce na które patrzyłam wyglądało tak samo. Bez lamp, bez zasięgu...normalnie brak cywilizacji.  Powiem wam tyle: Jak ja nie na widzę dżungli!!! 
-Ej John widziałeś gdzieś Meg?-spytał podenerwowany Kevin.
-No nie, a co się stało? -spytała Molly.
-Zniknęła miała pójść na chwile do toalety ale jej nie ma. -mówiąc to wybiegł ze sali i zaczął mnie szukać. Reszta została by nie było żadnych podejrzeń. Idąc w głąb wołał:
-Megan....Meg! Gdzie jesteś?
Nagle usłyszałam jakiś szelest myśląc że to Kevin powiedziałam:
-Kevin, jak się cieszę że to ty. Tak się bałam wyjdź.
-Niespodzianka! Nie ma Kevina , ale za to jestem ja. -powiedział Rick przybliżając się do mnie. Coś mi tu nie grało więc spytałam;
-Gdzie jest Kevin?
-Zostawili cię oszuści. Wyjechali wszyscy. Gdyby nie to by cię coś pożarło.
-Co ty gadasz? Boże dopomóż. 
-Kto ci ma pomóc? Jestem za to ja nie obawiaj się mnie. 
- No nie wiem. A tak na marginesie skąd wiesz o nas?
-To było proste. Nie zdradzam swoich tajemnic. 
-Jakoś ci nie wierzę. Idź sobie dam sobie radę. 
-No nie wiem. Kochanie przecież możemy być razem.
-Co ty chłopie gadasz? Zwariowałeś?
Nagle Rick chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć. W tej właśnie chwili zjawił się Kevin. 
-Zostaw ją.-oznajmił.
-Bo co?-spytał Rick. 
-Bo będziesz miał ze mną do czynienia. 
-To mnie nie pocieszyłeś. -mówiąc to wyciągnął gwizdek i zaczął gwizdać. 
Chwilę później pojawił się jakiś potwór. Był to człowiek ale z bardzo długimi pazurami i kłami długimi jak wilkołak. Normalnie ten kolo wytrzasnął skądś człowieka-zwierzę.
-Czy to żart?-spytałam przerażona.
-Chyba nie uciekaj! Zatrzymam go. -krzycząc Kevin  wyciągnął broń i zaczął walczyć. Tymczasem Rick nie chciał mnie puścić chwycił mnie za ręce i stojąc przy wielgaśnym drzewie trzymał mnie. 
-Puść mnie brutalu!-krzyczałam.
-Pocałujesz wujka Ricka?-spytał Rick.
-Ty zwariowałeś?-spytałam-Takiego zwierza nigdy. Jesteś wstrętny i wyglądasz jak goryl. Spadaj na drzewo małpo, a raczej gorylu. 
-Nie?-dopytywał.-Ja goryl? 
-Nie! I tak jesteś gorylem. -powiedziałam stanowczo. 
Wtedy Rick się rozzłościł na dobre. Chwycił mnie i zawiązał do drzewa mówiąc:
-To teraz posiedzisz sobie tu.
-Nie denerwuj się bo ci pikawa strzeli.
-Teraz to już przesadziłaś, zobaczysz dokładnie jak mój przyjaciel zabija twojego przyjaciela.
-Nie, dobrze zrobię wszystko, ale niech ten potwór go zostawi.
-Za późno.
-Nigdy nie jest za późno. -mówiąc to wyrwałam się i psiknęłam mu do oczów gazem pieprzowym. 
-Moje oczy!-krzyczał. 
Ja tym czasem pobiegłam do Kevina i krzyczałam:
-Chodź tu potworku. Załatwię cię, jednym dotknięciem.
-Nie radziłbym. Uciekaj!-krzyczał Kevin. 
-Dobra! To co mam do....znaczy co mam robić?!
-Odwróć jednak jego uwagę.
-Ja?
-No a kto?! Chciałaś pomóc. 
-Dobra, to niech potworek zazna złość Megan...
-Zaczynaj już!
-Dobra. Potworku chcesz kąsku? Ja jestem smaczna, a tego zostaw.
-Nie jestem potworkiem! Zaraz was oboje zjem. Mniam mniam....HA HA HA....
-To dobrze nie brzmiało. Dobra, chcesz to spróbuj mnie, ja jestem słodka. Tamten to padlina jeszcze się zatrujesz. 
-Chętnie!
Potwór odwrócił się i rzucił się na mnie. 
-Kevin ratuj! On się ślini! Pamiętaj nie żałuje pocałunku!-krzyczałam płacząc.
-Dobra koniec żartów, teraz albo nigdy.-wyszeptał te słowa a potem wyciągnął jakąś porządną spluwę i strzelił. Potem podszedł do mnie i ściągnął go ze mnie.
-Kevin on jeszcze żyje. -oznajmiłam.
-Wiem. Bo to tylko pomaga pozbyć się mocy. 
-O czym ty gadasz?
-Więcej nic nie mogę powiedzieć. 
-Dobra to co teraz?
-Zabieramy go ze sobą. A tak na marginesie dobrze się spisałaś.
-Dzięki, dobra to chodźmy. 
Za nim Kevin wziął potwora, to wziął pistolet i zastrzelił Ricka. Potem wzięliśmy go i szliśmy do samolotu.
-Boże!!! -krzyczałam.
-Co jest?
-To nas tobą, na drzewie.
-Dobra idziemy dalej, nie patrz się,
-Czy to jest to o czym myślę że właśnie jest?
-Tak. To jest nieżywy człowiek w połowie zjedzony normalnie same strzępy.
-Nie mów już!
Szliśmy dalej aż dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy do samolotu , a tego potwora odłożono do sali specjalnej. Tam Molly i Nick zaczęli go badać.
-Dobra robota.-oznajmił John.
-Dzięki.-odpowiedział Kevin.
-A gdzie jest Megan?-spytał.
-Poszła do pokoju.-odpowiedział Kevin.
-Idź do niej. To jej pierwsza misja. -powiedziawszy to Kevin poszedł do mojego pokoju. Za pukał i wszedł.
-Hej, Meg gdzie jesteś?-spytał.
-W toalecie.-odpowiedziałam płacząc.
-Ty płaczesz?
-Tak.
-Mogę wejść.
-Tak.
Wszedł do toalety i siadł koło mnie na podłodze. I zaczęliśmy rozmawiać.
-Chodzi o to w dżungli?
-Tak, a jak myślisz? Nie na co dzień widuje się człowieka z kłami i wiszące trupy na drzewie.
-Musisz do tego przywyknąć.
-Nie było żadnej mowy o bestiach i w ogóle.
-To nasza wina przepraszamy.
-Nie przepraszaj! Co się już stało to się nie odstanie.
-Masz rację. Dobrze, ale już nie płacz.
-Łatwo ci mówić. Śmierć to dla ciebie zabawa.
-Nie mów tak!
-Ty mnie nie zrozumiesz.
-No dobra, ale już nie płacz. Szkoda łez. A tak na marginesie to serio uważasz że jestem padliną?
-Ha...ha... nie. Tylko nie wiedziałam co mówić. Musiałam coś wymyślić.
-A z tym pocałunkiem to....
-To co?
-To serio gadałaś?
-Nie, no żartowałam. To przecież taki trochę koleżeński pocałunek, co nie?
-Bez znaczenia, masz rację. Nie ma co sobie głowy tym zawracać.
-Chcę z nim pogadać.
-Z kim? Z bestią?
-Tak.  Chcę z nim pogadać.
-Nie zgadzam się.
-Skoro już jestem z wami. To chcę to zrobić.
-No dobra, ale będę miał was na oku.
-Dobrze, nie obawiaj się.
-Zapamiętaj jedną  rzecz. On będzie miał czasami jakieś napady. Ta bestia nadal w nim pozostała chodź nią nie jest już, ale nigdy nie wiadomo.
-Dobrze będę uważała.
-To idziesz na dół?
-Tak. Zgłodniałam trochę.
Zeszliśmy na dół, tam zjadłam kanapkę. I obserwowałam bestię.
-To mogę teraz iść do niego?-spytałam.
-Nie Meg, jutro pójdziesz bo dopiero jutro się obudzi. -odpowiedział Johny.
-Muszę odreagować, idę po strzelać na górę. -powiedziawszy to wzięłam broń i poszłam strzelać do wyznaczonego celu. Poszedł za mną i Kevin był na mini balkoniku i spoglądał na mnie.

Wtedy podszedł do niego Johny i powiedział:
-Pasujecie do siebie. Ten sam temperament macie.
-Co mówiłeś?
-O chyba ktoś tu się zakochał.
-Przestań, to tylko koleżanka z pracy. Nic więcej. Zresztą ona jest dziwna coś ukrywa.
-Miłości nie można zaślepić, mam swoje lata ale wiem co mówię. Ukrywa to prawda ale ukrywa piękno i cechy których jeszcze nie poznałeś. Ja ci mówię idź teraz do niej i pogadaj z nią.
-To jest zwykłe szaleństwo znamy się nie cały tydzień, nawet nic do niej nie czuje a ty mi karzesz od razu nie wiadomo co robić.
-Jak chcesz, ale żebyś potem jej nie stracił.
-Myślisz że gdyby mi się podobała to bym tak czekał?
-Tego nie wiem.
-Zresztą ona na pewno przebiera między mężczyznami. Założę się że jednego ma na tydzień.
-Naprawdę sądzisz że taka jest?
-Tak.
-Przecież przed chwilą mówiłeś że jej prawie nie znasz.
-Ale mam nosa do ludzi.
-Może i masz, ale do miłości to ty nie masz w ogóle.-powiedziawszy to John odszedł. Zauważyłam Kevina i zawołałam go.
-Chodź tu!
-Wiesz co? Muszę iść już, ale dobrze ci idzie. 

,,W cieniu prawdy''

                           Część 5 
-I co jak się bawisz?-podchodząc do mnie spytał Kevin. Mi ta dyskoteka się nie podobała, czułam się dziwnie. Po łyku drinka odpowiedziałam:
-A jak myślisz? Ta impreza jest do kitu.
-Wiem , mnie się też nie podoba. Chodź zatańczyć, wiem że nie chcesz ale obserwuje nas Rick.
-No dobra. A chociaż umiesz tańczyć?
-No coś tam umiem.
Poszliśmy na środek parkietu i tańczyliśmy. Powiem wam szczerze że Kevin tańczył świetnie. 
-Świetni tańczysz.-powiedziałam.
-No wiem, ale patrz na Johna on to tańczy. Zaszalał.-wskazując na Johna i Kate oznajmił.
- Jak się bawić to się bawić. -rzekłam. W tej właśnie chwili John podszedł do nas i mówi, czemu tak nam kiepsko idzie. Kevin odpowiedział:
-Wcale nie, po prostu dyskoteka nie w naszym stylu.
-No Kevin może się pocałujecie by uwiarygodnić to że jesteście małżeństwem, a nie tylko rozmowy. Popatrzcie na nas.-mówiąc to John pocałował Kate, i to było tak wiarygodne że gdybym go nie znała to bym pomyślała że na serio są parą. Dla mnie to nie zrozumiałe jak można się pocałować znając się zaledwie kilka dni, a praktycznie wcale. 
-John, ale my tak nie potrafimy jak wy. My się nie znamy, a tak na marginesie to tylko misja. Nic więcej.-powiedział Kevin.
-No dalej bo się patrzy, chcecie zepsuć wszystko?-nalegał.
-No, co wam szkodzi skoro to tylko misja to nic nie będzie oznaczał ten pocałunek.-wtrąciła Kate.
-Masz rację.-przytaknął John.
-To my idziemy na bok a wy....no dalej, dalej.-poganiała Kate. Gdy już John i Kate odeszli, tańczyliśmy jeszcze chwilę, a potem stanęliśmy na środku i spróbowaliśmy się pocałować. Wam się pewnie zdaje że to jest proste, jeżeli tak myślicie to się grubo mylicie. Znam Kevina zaledwie nie cały tydzień i mam go całować??? To szaleństwo!! Już miałam go pocałować gdyż odezwałam się:
-To tylko pocałunek, nic się nie stanie, to tylko pocałunek. Spokojnie Megan to nic nie oznacza. Przecież to tylko pocałunek!!!!-oznajmiłam. 
-Już Megan? Można??-spytał Kevin.
-Może to dla ciebie nie pierwszy raz pocałować dziewczynę której nie znasz, ale dla mnie to pierwszy raz!! Nie poganiaj mnie więc!-odparłam. Wtedy Kevin dziwnie na mnie spojrzał, aż w końcu pocałowaliśmy się. Chwilę później zeszłam z parkietu by się napić, a wiecie dlaczego? Bo nie mogłam tego ''przegryźć'' na trzeźwo. Kevin podszedł do mnie i spytał:
 
-Coś się stało? To tylko pocałunek.
-No przecież wiem, że to tylko pocałunek. 
-I to dlatego musisz je popić alkoholem?
-Chciało mi się pić.
-Aha...
-No co się tak dziwnie patrzysz? Ten....pocałunek był taki....suchy? Muszę się napić bo wzięło mnie pragnienie. W nocy dużo piję....ale wody. 
Bez sensu gadałam.
-Nie wiedziałem że jesteś taka zabawna. Ha...ha....-śmiejąc się mówił.
-Muszę iść do...kibla.
-Kibla??
-No ja cie do toalety. I nie patrz się tak na mnie. Po pragnieniu muszę się gdzieś załatwić przecież nie załatwię się tutaj.
-Dobra idź. Iść z tobą?
-No wiesz co? Obejdzie się bez podglądaczy.
-A ty znowu swoje. Czy ty tylko o tym myślisz?
-Nie. Dobra idę bo nie dojdę. 
-Idź, ale jak nie będzie cię za ....10 minut idę po ciebie. 
-Dobrze, dobrze. 
  
Nagle słabo mi się zrobiło i wyszłam na zewnątrz.
 

niedziela, 15 marca 2015

,,W cieniu prawdy''

                      Część 4
Byliśmy już wszyscy gotowi i lecieliśmy w nieznane. John nadal nie chciał powiedzieć gdzie tak naprawdę lecimy. Wszyscy się obawiali co tam tak naprawdę ujrzymy. Gdy już wysiedliśmy z samolotu ujrzeliśmy piękne krajobrazy tropików. 
-No szybko wysiadamy.-poganiał John.
-Dobrze już wysiadamy. My mamy w tych strojach tak chodzić?-spytałam.
-No tak.-odpoweidział.
-Boże! Przecież jest upał udusimy się w tym.-mówiłam.
-Trudno. Wy dziewczyny idziecie do ...a zresztą chodźmy tam razem, ale się przebierzcie wzięliśmy wam ubrania.-dając nam ubrania John i Nick i Kevin czekali na mnie i na Molly. Wyszłyśmy, w końcu. I czułyśmy się jak na wakacjach.
-I jak?-spytała Molly.
-Wow.-odparł Kevin.
-No Kevin zauroczony jesteś?-spytał John.
-Ja? Nie, no co ty. Po prostu ładnie wyglądają.-tłumaczył się.

-I co teraz?-spytałam.
-No teraz idziemy jako w gości do pewnej osoby.-powiedział Johny.
-I jakie są nasze zadania? Widać że jakieś tajne bo wy także się przebraliście.-spostrzegłam.
-Tak. Udajemy że przyjechaliśmy tu na wakacje. Spędzimy tu jakiś czas, ale rozważnie. I żebyśmy nie dali nic po sobie poznać. W środku tego domu do którego teraz idziemy jest kobieta która nam będzie pomagała, można jej zaufać....-mówiąc to niedokończył.
-I? Coś chciałeś powiedzieć.-oznajmiłam.
-No tak, i musicie grać pary. I każda para będzie miała osobny pokój. Przykro mi, ale niestety trzeba się ukryć.-powiadomił.
-Więc kto jest z kim?-spytałam ciekawa.
-Ty Megan i Kevin. Molly ty będziesz z Nickiem a ja będę z tą kobietą. Jakby co to my się w ogóle nie znamy.-odpowiedział.
-No świetnie ja z Kevinem. No a jak to zrobiłeś? Skapną się że znamy się.-powiedziałam.
-Nie, ponieważ miały przyjechać trzy pary, ale powiadomiliśmy te pary że jest wycieczka odwołana.-powiedział.
-Bardzo sprytnie, widzę że już jesteśmy. -oznajmiłam.
-Wiecie o co chodzi? No i proszę was grajcie tak jakbyście na prawdę byli.-prosił Johny.
-Szefie oni się tam pozabijają. -powiedział Nick.
-Spokojnie.-odpowiedziawszy to weszliśmy do środka. Dom znajdywał się w środku wyspy. Posiadał basen.
-Witam! Tutaj jest lista pokoi proszę sobie wybrać jeden pokój.-przywitał mężczyzna.
-Dobrze, kotku to który bierzemy?-spytałam Kevina.
-Nie wiem kotku tak by ci się podobał może 15?-zaproponował.
-Idealnie więc  chodźmy na górę.-powiedziałam. Weszliśmy do pokoju i byłam w szoku.
-Jest tylko jedno łóżko!-krzyknęłam.
-Wiem. Ty śpisz na kanapie.-oznajmił Kevin.
-Ty sobie żartujesz i jest jedna łazienka. O niedoczekanie!-powiedziałam.
-Dobrze, spokojnie, albo i nie...są tu kamery by sprawdzić pary.-oznajmił.
-Tak? To nas wrobiłeś.-powiedziałam.
Byłam wściekła. Musieliśmy nawet spać koło siebie dla dobra naszej misji. Nagle zapukał ktoś, poszłam otworzyć. A tam przyszedł właściciel domu i powiedział że zaprasza nas za pół godziny na kolację.
-Dobra to ja zejdę pierwsza, a ty się przebierz.-powiedziawszy to zeszłam na dół i siadłam na kanapie.
Znalezione obrazy dla zapytania zdjęcia chloe bennet
-Witam panią. Jestem Rick.-przywitał się właściciel domu.
-Witam.-odpowiedziawszy to Rick siadł koło mnie.

Znalezione obrazy dla zapytania zdjęcia chloe bennet
-Podoba się tu pani?-spytał.
-Tak. Przepraszam muszę iść do pokoju.-pełna obaw zamierzałam puść na górę lecz Rick zatrzymał mnie.
-Zapomniała czegoś pani?
-Nie, tylko martwię się o mojego kochanego.....-w tej właśnie chwili wszedł Kevin.
Potem wszyscy zeszli na dół i zjedliśmy to co mieliśmy zjeść. Ten mężczyzna-Rick  był bardzo dziwny, przybliżał się do mnie. Gdyby nie misja dałabym mu w twarz.  Ta nowa agentka była bardzo miła, i ładna. John i tak kobieta tworzyli niezłą parę.
-Przepraszam bardzo , mieszkamy w jednym miejscu a nie znamy się . Może pora byśmy się poznali. Jestem Megan a to mój ukochany Kevin.-powiedziałam grając nadal.
-Miło mi, ja jestem John a to moja partnerka Kate.-powiedział.
-Partnerka?-spytałam.-Czemu nie żona?
-No bo moja kochana uważa że nie warto jest się żenić w tym wieku.-odpowiedział.
-Przesada, naprawdę skoro ludzie się kochają nie ważne są zasady czy coś wypada albo nie tylko to co jest w sercu.-powiedziałam.-A wy jak się nazywacie?
-Ja jestem Molly a to mój narzeczony Nick.-odpowiedziała.
-Miło mi jest was poznać.-powiedziawszy to spostrzegłam się że nie mam obrączki więc szybko ją włożyłam. Odgrywaliśmy małżeństwo.
-Ile jesteście już po ślubie?-spytał Rick.
-No kochanie ile jesteśmy już po ślubie?-powtarzając pytanie zadałam je Kevinowi.
-My już jesteśmy rok małżeństwem, a tak ogółem mówiąc to jesteśmy już razem rok dwa tygodnie i cztery dni.-odpowedział.
-O, bardzo precyzyjnie pan odpowiedział.-oznajmił Rick.
Potem gdy już wszyscy zjedliśmy Molly spytała:
-Co można o tej godzinie porobić? Chodzi mi oczywiście o atrakcje.
-No...teraz....jest dyskoteka nie daleko stąd. Nawet to dobry pomysł. Daje wam pół godziny, i czekam w wozie. Wszyscy pojedziemy się zabawić. -oznajmił Rick.
Szybko poszliśmy do góry i szybko się przebraliśmy już po pół godzinie byliśmy gotowi.

,,W cieniu prawdy''

                   Część 3
 
Już siedziałam na przesłuchaniu.
-Jeśli chodzi o tych zboczeńców, to ja tylko chciałam się bronić....Czekaj, czekaj ty w garniturku...-mówiłam.
-Który? Jeżeli widzisz dobrze to oboje jesteśmy w garniturach.-oznajmił Kevin.
-Przecież nie stary tylko ty młody. A w ogóle co ty się tak do mnie nachylasz? -spytałam.
-No to co ja? Bo nie skończyłaś.-rzekł. Kevin.
-No bo facio w garniturku młody to ja cię gdzieś już chyba widziałam.....no tak to ty mi dałeś kasę i kazałeś siedzieć cicho.-powiedziałam.
-Że co? Nie Johny nie wiesz jej ona kłamię.-bronił się.
-Kevin, ja wiem ale w takim razie dlaczego się tłumaczysz dałeś jej i już. A tak na marginesie za co dałeś jej kasę?
-Może ja powiem.
-Dobrze mów.-rzekł Johny.
-Johny nie wierz jej to oszustka.-oznajmił.
-Więc czemu się denerwujesz. No dobrze mów już.
-Bo on się rzucił na mnie...i chciał mnie pocałować,  a blisko była policja i krzyczałam że zgłoszę to. On się zdenerwował i powiedział że mnie zabije. Więc miałam wołać, ale powiedział że mnie puści i dał mi kasę bym milczała. -opowiedziałam. Oczywiście jeżeli ktoś nie skumał to ja bredziłam. To nie prawda, ale byłam wściekła i musiałam coś wymyślić.
-Oj biedactwo ten zły pan cię wykorzystał?-czule zapytał Johny.
-Że co?! Jak śmiesz tak kłamać!-krzyczał Kevin.
-Ej staruszku nie mów do mnie jak do dziecka. Nie jestem już młoda , ale nie stara jak ty. A w ogóle ile ty masz lat z 200. Normalnie zmarszczone próchno jesteś, bez urazy.-powiedziałam.
-Nie ważne ile mam lat. Będziesz z nami pracowała. Przydasz się nam. Kevin będziesz ją szkolił.-oznajmiwszy to Johny wyszedł zostawiając mnie i Kevina samych.
-Zwariował!-krzyknął Kevin.
-Ej, ja tu jestem. Nie będę z tobą pracowała. Chodź miło tu macie. Dużo macie jedzenia?-spytałam.
-Boże! Ty znowu o jedzeniu, będziesz grubsza.-powiedział.
-Że co? Uważasz że jestem gruba? Nie lubię cię, idź stąd.
-To ty stąd idź, nie dziwne że nie masz nikogo jesteś okropna a twoi rodzice cię wyrzucili bo wiedzieli że pewnego dnia możesz ich zabić, nie kochali cię.-właśnie w tamtej chwili straciłam panowanie nad sobą. Kevin powiedział coś co mnie strasznie zabolało.
-Ty draniu! Moi rodzice nie żyją zostali zabici. Tak na prawdę to nic o mnie nie wiesz! A ciebie wychowały małpy w cyrku!-krzycząc to uderzyłam go wzięłam plecak i wyszłam.
Wróciłam do swojego domu jeżeli można go było tak nazwać. Powiem wam że nienawidzę go. Mam ochotę by go posiekali i powiesili na haku w kawałkach. Drań! Jak on mógł tak powiedzieć?! Przyszłam na miejsce gdzie miałam wóz, ale nie zastałam go. Straciłam wszystko, co miałam. Miał rację Kevin jestem nikim, nie mam nikogo. Potem całą noc błąkałam się po mieście. Poszłam do parku i tam na ławce zasnęłam. Obudziłam się nad ranem. Wstałam i poszłam dalej. Miałam wrażenie jakby mnie ktoś śledził. Szłam przed siebie, tak już parę godzin aż w końcu doszłam na drugą stronę miasta. Tamte okolice były mi obce, ciemne uliczki. Nieoświetlone drogi i pełno przestępców i meneli różnych. Szłam cały dzień byłam strasznie zmęczona i głodna i spragniona. Weszłam tam do jakiegoś magazynu by przenocować, nagle ktoś stanął nad de mną i powiedział:
-No laluniu wstawaj.
-Puść mnie ty brutalu!
-Bo co mi zrobisz?
-Jeszcze nie wiem.
Zaczął mną szarpać aż w końcu rzucił się na mnie, uderzyłam go i próbowałam uciec ale nie udało mi się aż nagle w drzwiach stanął Kevin, zaczął strzelać i bić się.
Gdy już zabił tego gościa wyszedł zostawiając mnie leżącą na podłodze. Szybko wstałam i pobiegłam za nim wołając go:
-Kevin czekaj! Dziękuję ci.
-Aha, miło jest usłyszeć z twoich ust ''dziękuję''.
-Jak mnie tu znalazłeś?
-Daliśmy ci nadajnik. Wiedzieliśmy gdzie jesteś. Zresztą i tak musisz iść ze mną bo wiesz za dużo.
-No dobra, ale po co ja jestem wam potrzebna?
-Nie wiem od tego jest John.
-Aha. Dziękuję ci jeszcze raz, i przepraszam.
-Dobra chodź już bo jest zimno. Przedstawię ci całą drużynę. Będziesz nam pomagać.
-Będę brała udział w akcjach pościgowych?
-No jeżeli można to tak nazwać to tak.
Dotarliśmy już na miejsce. Kevin pokazał mi swój pokój a potem przedstawił mi całą drużynę.
-Tam jest Molly i Nick, są bardzo dobrzy z chemii i fizyki i nie tylko. Projektują broń i kamizelki.

 

Często się kłócą ale są zgraną parą. Mnie już znasz, szefa też- John. Widzisz tamtą kobietę?
 
-Tak, widzę to co z nią ?
-John się w niej kocha, ale jest wstydliwy i nie potrafi jej tego wyznać. Czasami potrafi być gorsza niż Johny on to bardziej taki potulny baranek. Każdy z ekipy ma jakieś swoje zadanie, jak się dowiedziałem będziesz nam pomagać np. ze szyframi , kodami i w ogóle będziesz demaskować ślady.
-Aha. Mogę teraz pójść do swojego pokoju?
-Nie musisz się pytać. Obok masz łazienkę idź się wykąp potem idź do barku coś zjedz i idź się przespać.
-Dzięki, a ty?
-Co ja? Nie zrobię ci kolacyjki.
-Ja nie chciałam byś mi coś robił. Tylko chciałam wiedzieć co będziesz teraz robił.
-Idę spać.
-To miłej nocy.
Kevin poszedł spać. Ja zrobiłam tak jak mówił Kevin poszłam się wykąpać potem zjeść i spać. Nazajutrz gdy wszyscy jeszcze spali wstałam wcześniej i zrobiłam wszystkim śniadanie, do tego kawę.
-O śniadanko! Pycha!-entuzjastycznie rzekła Molly.
-Dzięki za śniadanie.-powiedział Nick.
-No, postarałaś się....Megan.-oznajmił Johny.
Każdy coś powiedział , ale nie Kevin.
-A ty nic nie powiesz?-spytałam.
-No, dobre kanapki....dzięki.-mówił zły.
-To co dziś robimy?-spytałam.
-Dzisiaj biegamy 15 okrążeń na polu potem pompki , pływanie, strzelanie i wspinanie się po linie.-odpowiedział Kevin.
-Że co?-z niedowierzaniem rzekłam.
-No to,myślałaś że będziemy się opalać?-mówił Kevin.
-No nie, ale...
-Kevin przestraszyłeś ją. Spokojnie Megan nic takiego nie będzie dzisiaj. Kevin będzie cię trenował. To będzie taki kurs. -oznajmił Johny.
-A ile taki kurs będzie trwał?-spytałam.
-To już zależy tylko od ciebie. Jak będziesz pojętna to z dwa może nie całe dwa miesiące. A tak to może z trzy, pięć...nie wiem trudno mi powiedzieć.-odpowiedział Johny.
-Aha, no dobrze to kiedy zaczynamy Kevinie? -spytałam.
-Zwariowałaś? Jest dopiero 6:50, teraz chcesz?-zaskoczony pytał.
-No, a czemu nie?
-No dobra, chodź, do mojego pomieszczenia.
-Czemu do twojego?
-Bo to jest moje.
-Aha, dobra to chodźmy.
Poszłam z Kevinem, tam pokazywał jak mam walczyć. Potem powtarzałam jego ruchy. Tak trenowaliśmy trochę.
-Jestem już zmęczona, nie mam siły.-oznajmiłam siadając.
-Tutaj nie ma , ''jestem zmęczona nie mam siły'' lub ''nie chce mi się''. Musisz. Wstawaj.-mówiąc to Kevin ściągną koszulkę, i został w samym podkoszulku.
-No dobrze, ale nie musisz się tu rozbierać. Jesteś spocony idź się wykąp załóż nowe ubranie i wróć a nie...
-Czy tobie musi wszystko kojarzyć się z jednym?
-Masz na myśli....
-Tak. Normalnie gorąco mi i co. A ty jakbyś chciała mogłabyś też być w samym podkoszulku.
-No wiesz co?! Zboczony jesteś.
-Tutaj każdy jest równy.
-I co?! Dobra to co dalej?
-Teraz podnieś ręce zaciśnij je....o tak i wal z całej siły. Pomyśl sobie że jesteś strasznie na kogoś wściekła że ktoś wyrządził ci krzywdę, i że to jest on i że chcesz go zabić.....no dalej , dajesz...dobrze, doskonale.
-Dzięki, to mi pomaga.
-Super ci idzie . Dobrze to na dziś już koniec. Idź się przebrać i weź prysznic ja też idę.
-Dobra.
-Będziesz musiała się pośpieszyć bo mamy potem zebranie.
-Dobra to już idę.
Wykąpałam się i zeszłam do barku tam Johny kazał mi zawołać szybko Kevina, więc pobiegłam na górę do jego pokoju. Zamaszyście otworzyłam drzwi a tam on stał, w ręczniku:
 
-O mój Boże, przepraszam nic nie widziałam.
-Następnym razem pukaj.
-Dobra, już wychodzę.
-A co chciałaś?
-No bo Johny kazał ci szybko zejść na dół.
-Dobra, a teraz jeżeli pozwolisz ubiorę się.
-Dobra to czekamy na dole.
-Boże co za ciekawska dziewczyna.
Wychodząc zamknęłam drzwi, za sobą. Powiem wam że nie jest taki zły z charakteru. Miły jest ale na swój sposób.
-Dobra już jestem.-powiedział Kevin.
-Przepraszam cię jeszcze raz że weszłam bez pukania.-podchodząc do niego jeszcze raz przepraszałam.
-Dobra , nic się nie stało. Nigdy nie byłaś na basenie? Tam ciągle mężczyźni chodzą bez koszulek.
-No wiem, ale ....przepraszam.
-Dobra , spoko.
-O co chodzi Johny?-spytał Nick.
-Mamy misję jedziemy na wyspę, jednak nie mogę powiedzieć jaką. Znaleźli tam niezbadany obiekt.
-Czyli wyprawa?!
-Tak wyprawa, szybko szykujcie się. Tam na lewo jest broń, na prawo stroje, ale to dla niektórych.

,,W cieniu prawdy''

                  Część 2
Szłam za nim godzinę, aż w końcu facio w garniturze dotarł na postój taksówek i wsiadł do jednej z nich. Ja także wzięłam taksi i wsiadłam.
-Dokąd?-spytał taksówkarz. 
-Za tym o...no za tym faciem w garniturze.
-Dobrze, a kasa?
-Jaka kasa? Ja nie jestem ten tego....
-Ale ja nie o tym, jak mamy tak we dwoje długo jeździć to...
-O nie tego już za wiele, nie borę kasy za....och ty zboczeńcu!-wysiadając uderzyłam go torebką w głowę. 
Potem wsiadłam do innej.
-Proszę za tym mężczyzną.
-Dobrze.-powiedziawszy to ruszył, lecz po chwili stanął. Ja spytałam:
-Czemu nie jedziemy?
-A kasy ile?
-Co wy ?Sami tu zboczeńcy są. Idźcie się leczyć!
-No ale jak to paniusiu, nie dasz kasy?
-Paniusiu och ty gorylu! Jeszcze chcesz za to kasy. Jesteś małpa!-trzaskając drzwiami wyszłam wracając do domu-wozu. Facio sobie odjechał a ja zostałam wyrolowana przez facia w garniturze. Wiecie co wam powiem to na pewno była zasadzka , on dobrze wiedział że będę go śledziła więc wynajął zboczeńców, pacan jeden.  O nie nikt tak nie będzie sobie pogrywał z Megan. Megan pokaże pazurki. Wsiadłam do wozu i zaczęłam z anonima ogłaszać że są wśród nas nieznajomi w czerni byśmy się strzegli. Mogą nas zmieść jednym oddechem. To oni stoją za porwaniami dziwnymi zjawiskami. Ogłaszając to nagle wybuchła panika. Ludzie zasuwali okna, i zamykali się na wszystkie spusty. Nie chciałam takiej paniki w mieście, ale widocznie coś jest na rzeczy skoro każdy się boi. Tym czasem facio w czerni wszedł do olbrzymiego samolotu.
-Hej John. Załatwiłem to o co ci chodziło.-powiedział.
-Dzięki, Kevin. -odpowiedział starszy mężczyzna także w garniturze. 
-Czemu macie takie miny?-spytał facio numer jeden.
-Kevin, mamy przeciek. Teraz ktoś w mieście ogłasza bzdury na nasz temat. Sieje panikę, wszyscy uciekają. To nam krzyżuje plany, masz podejrzenia kto to?-powiedział John.
-Niee....raczej nie. Nikt mi nie przychodzi do głowy a może byście namierzyli tą osobę?-zaproponował.
-No właśnie Molly z Nickiem już to robią zaraz dojdą to tej osoby.-oznajmił John.
Nagle Molly przyszła i pokazała miejsce gdzie to było ogłaszane. John i Kevin wyruszyli do miejsca wyznaczonego przez Molly.  Ja dalej ogłaszałam ''prawdę''. Ostrzegałam ludzi przed tym co może się stać jeżeli nie przejrzą na oczy. Nagle ktoś otworzył zamaszyście drzwi od wozu.
-Dobra, macie mnie.-powiedziałam. Te drzwi otworzył John i Kevin.

-Idziesz z nami.-rzekł Kevin.
-Dobra, zaraz zaraz....jeśli chodzi o skradzione jabłko to mogę oddać kasę, ale nie wsadzajcie mnie do pudła. Mam kasę dostałam od facia w czerni.
-Kevin, wiesz o czym ona gada?-spytał John.
-Nie, nie wiem. Dobra zabieramy ja.-powiedziawszy to wyprowadzili mnie w kajdankach i w worku na głowie.
-Ej no delikatnie ja nie jestem jakąś zakonnicą by mi ubierać welon.-mówiłam.
-Dobra, dobra , A teraz zamilcz.-powiedziawszy to wsadzili mnie do samochodu a dalej gdzieś wywieźli mnie. 

,,W cieniu prawdy''

                           Część 1
 
-Hej, jestem Megan. Mam ileś lat. Lubię tańczyć, śpiewać. Lubię wyzwania i emocje.-i dzień jak co dzień znów pisałam do kogoś na portalu randkowym. Pewnie myślicie że nie mam nic innego do roboty-to prawda. Nic się nie dzieje w miejscu gdzie ja mieszkam. Szukam nowych rozrywek, ale jak widać nie udaje mi się.  Jestem samotna, a moim domem jest jeden ogromy wóz, w którym mam sprzęt (przynajmniej można tak go nazwać) : laptop, wieża, i jeszcze parę innych rzeczy. Straciłam dom i pracę, ponieważ wszyscy wzięli mnie za wariatkę bo zobaczyłam coś czego nie potrafię wyjaśnić. Kiedyś pewnego dna idąc do pracy, zobaczyłam jak nagle pewien człowiek podniósł samochód jedną ręką. Próbowałam to nagłośnić i w ogóle ale wszyscy wzięli mnie za wariatkę. Tak straciłam pracę i dom i przyjaciół i ....rodziców. Zginęli prawdopodobnie po przejechaniu auta. Cali byli zmiażdżeni. Chłopaka też nie mam więc siedzę na necie mając nadzieje że kogoś poznam. Mam bzika na punkcie superbohaterów, i internetu. Lubie się tym zajmować.
 Nagle ktoś zapukał, otworzyłam drzwi i powiedziałam:
-Czego?!
-Przepraszam , nie może pani tu parkować.-powiedział policjant.
-Ja tu nie parkuje, ja tu mieszkam!
-No dobrze, to niech pani to swoje mieszkanie stąd weźmie.-powiedziawszy to odjechałam.
Nagle coś burczało...-no tak mój brzuch. Jestem głodna, muszę coś skubnąć. Wyszłam z wozu i poszłam na targ się porozglądać. Już miałam wypatrzony cel. Podeszłam bliżej i ukradłam jabłko.
-No nie ty złodziejko, łapać ją szybko bo ucieknie!-krzyczał mężczyzna, zwołując policję. Policja prawie nigdy mnie nie złapała. Biegłam tak szybko ile miałam siły.
-Człowieku, patrz jak idziesz! Możesz komuś zrobić krzywdę.-wpadając na mężczyznę w garniturze powiedziałam.
 
-To ty patrz jak biegniesz złodziejko!-powiedział zbierając jakieś papiery z ziemi.
-Złodziejka?! To że jestem głodna i nie mam za co kupić nawet głupiego jabłka to od razu złodziejka!-mówiłam pomagając mu zbierać papiery. Nagle zauważyłam coś ciekawego w tych papierach. Coś co dotyczyło superbohaterów.
-Oddaj to! To nie twoje!-wyrwał mi z ręki kartkę.
-No dobrze, może ty...masz coś z tym wspólnego.-oznajmiłam.
-Dobra, czekaj mogę cię zatrzymać i oddać policji albo po prostu zapłacić za to jabłko i kupić ci jedzenie.-podał propozycję.
-No dobra. Ale dasz mi jeszcze kasę, bym mogła mieć za jakiś czas.-rzekłam.
-Okey.Jesteś okropnie denerwująca. -odpowiedziawszy to dał mi kasę i zatrzymał policjantów.
-I co teraz mi skoczycie! Ha..ha...-śmiejąc się podeszłam do policjantów.
Oni odeszli a ja zostałam, potem nieznajomy w garniturze, kupił mi jedzenie i poszedł.
-Hej, czekaj! Jak masz na imię?-próbowałam go zatrzymując spytać.  Już za późno-odszedł. Byłam zadowolona miałam pełny żołądek i na zapas jedzenia. Wróciłam do wozu i zaczęłam trochę szperać w necie, nagle znalazłam coś ciekawego pisało że na miejscu dziwnych zdarzeń często są mężczyźni w garniturach. Po za tą wiadomością nic nie znalazłam. Następnego dnia, poszłam do sklepu za rogiem, i znów widziałam tego mężczyznę w garniturze, jak rozmawiał z kimś. Nagle zaczęli się bić. Ten facio w garniturze bił się doskonale. Pokonał tamtego drugiego. Byłam pewna że tak nie biją się prawnicy albo jacyś biznesmeni. Nagle...co ja patrzę, temu w garniturze wyleciała broń. Postanowiłam że będę go śledziła. Zapomniałam wam dodać że jestem okropnie ciekawska.  

sobota, 14 marca 2015

BOHATEROWIE:

                           BOHATEROWIE:                     
  Chloe Bennet jako Megan (Meg, Megi)
 

Brett Dalton jako Kevin
 


Elizabeth Henstridge jako Molly



Iain De Caestecker jako Nick




Clark Gregg jako John
 

Maria Hill jako Elisabeth




To opowiadanie jest inspirowane serialem pt. Agenci T.A.R.C.Z.Y